MIERZĘCIN – MAGICZNY OGRÓD

Wersja zaktualizowana. Minęło parę lat od publikacji art. „Mierzęcin – o ogrodzie przedziwnym „, który napisał dr Robert Wójcik o autorze tego ogrodu – Alicji Wójcik. Tekst – połączenie bajki, poezji to wspomnienie, pożegnanie tego miejsca i jednocześnie hołd oddany Ogrodnikowi. Alicja Wójcik poświęciła temu miejscu, jakim jest Park Zabytkowy i Japoński Ogród wokół Pałacu w Mierzęcinie kawałek swojego życia , pokazała w nim swój talent, wiedzę, pracowitość. Gdy jestem w tym ogrodzie zawsze staje mi przed oczami genialny obraz Józefa Mehoffera – ta sama magia zwłaszcza w letnie pogodne dni i te przeskalowane rośliny niczym ta potężna ważka z obrazu wielkości helikoptera. Wtedy w 2022 roku, gdy powstawał ten artykuł miałam dużo nadziei, że kiedyś sam Ogrodnik – Alicja Wójcik, twórca tego miejsca napisze swoje wspomnienia. Jednak przez ten czas nic takiego się nie wydarzyło, co nie znaczy, że się nie wydarzy – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na krótki film – zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Tekst dr Robert Wójcik ( prywatnie mąż Alicji Wójcik ) Warto przywołać w takich momentach zdjęcia z tamtego okresu. Na zdjęciu autor tekstu dr Robert Wójcik z synem Witkiem i jednocześnie odtwórca stawu, administrator Pałacu w Mierzęcinie w latach 1998-2008 .             Dziś będzie inaczej – może ciężko dla mnie – pamiętam ten dzień – wstałem o czwartej czy o trzeciej  rano, było jeszcze ciemno, ale gasnące gwiazdy  i świt  poranka,  drogę mi pokazywały , tak cicho, bezszelestnie, smutnie, a może  proroczo …. psy nawet spały – Mucha  i Munio – chyba wiedziały, że muszę być sam,  czuły żeby mi nie przeszkadzać, jakie to były mądre stworzenia, chyba dlatego, że dziś tam ich nie ma. I może mnie nie ma. Cichym krokiem, tak aby nikt nie widział, myślałem, przemierzałem drogę w ten  dziwny  majowy poranek.  Pamiętam miałem mokre buty od  rosy, którego roku  – czy to ważne?  Drżały mi dziwnie  nogi,  jakiś  katar od oczu mnie zaatakował, czułem na twarzy jakieś dziwne zachowanie, nie powiem co mi się działo z moją krtanią – przełykałem rozstanie.              Po  pewnej chwili odnalazły mnie pieski i przybiegły za mną – i z nimi  widziałem moje złote pola rzepakowe, zielone kłoszące się zboża, bociany na łące, winnicę nad jeziorem, orła na niebie – i ten dźwięk żurawi i dziki, które jesienią straszyłem. Przebiegł mi drogę borsuk, psy przywołałem  do siebie, bardzo się przestraszyły, uspokoiły się przy mnie. Doszedłem do kapliczki – nikogo tam nie było, cicho się pomodliłem, podziękowałem i ktoś  mi powiedział – dziś to jest już koniec pracy i marzeń.             Powracając,   po modlitwie szczerej i gorącej, do tego ogrodu nie chciałem wejść, a było to po drodze….ominąłem go kołem, bałem się aby nikt na mnie nie patrzył, nie widział,  na moją twarz smutną, na moje myśli tak bliskie i szczere. Chciałem się pożegnać, lecz sił mi zabrakło. Bóg mi wybaczył i chyba zrozumiał – usłyszałem dziwny głos z nieba – „Pamiętaj o jednym – Spotkamy się kiedyś tu znów  razem…”              Dziś będzie o narkotyku, opium,  marihuanie – o ogrodzie przedziwnym, przedziwnym ogrodzie  – o parku zabytkowym, tajemniczym i  jak  historia niesie jest  jak bóstwo , jak Światowid, który pyszni się swym widokiem i patrzy z góry na cztery strony świata , aby tylko  jego podziwiali. Czy to jest prawda ?  Nie wiem.  Wszak to jego  dążenia do doskonałości przetrwania , oszukania natury a może czasu. Jeszcze raz – nie wiem, oceńcie to Sami…zaznaczam jedno – dziś ten ogród bez  Flory – ogrodnika twórcy –  chyba niemy, czy bez duszy i serca ? , inny…. Wiem jedno –  z okiem wypalonym,  jest jak platan nad stawem – najstarsze drzewo w tym przedziwnym ogrodzie – może trzystu – czterystu letnie -ludzie to oko mu wypalili… ale on widzi i żyje – i co roku wypuszcza i gubi liście w czterech porach roku, jak nasze wspomnienia i myśli  w  naszym  życiu, jak  kartki pożółkłe  z kalendarza, które wydzieramy, a potem w jakiejś ciszy w  dobrych snach szukamy. Ten stary platan daje życie innym, z jego konarów wyrastają drzewa. Jaki on mądry i prawy, dobry – jaki on uczciwy. Często przytulałem ucho do jego gołego konaru, a On mi wtedy mówił co widział i słyszał na przestrzeni dziejów –  powieść by można było napisać – huczne bale, potańcówki, przepyszne wesela,  często bijatyki, może i nawet pojedynki … rozstania, wyznania, zdrady i miłości i te kobiety w swych delikatnych, gustownych sukniach do ziemi, kapeluszach przedziwnych jak  skrzydła motyli, panowie w cylindrach, w eleganckich  surdutach z apaszką na szyi, palący cygara….              Dziś będzie o przyrodzie, o dziwnym  ogrodzie, przedziwnym ogrodzie, o radości jego  tworzenia, o smutku z nim rozstania, o tęsknotach roślin, drzew, owadów, ptaków , zwierząt i nawet  niemych ryb czy grzybów, o ściętych kwiatach,  o  uczuciach  przyrody i ludzi,  którzy go tworzyli i odeszli i  innych – tych, którzy nieświadomie go dziwnie ranili – może nie jego – ale pasję tworzenia, nie byli idealni jak sobie myśleli. Dziś będzie o niezwykłej  miłości , ogromnym przywiązaniu  i  wierze , że jak się chce – można wszystko dokonać, że tak można inaczej w tych dzisiejszych  dziwnych  czasach, aby ludzie się kochali nawzajem, razem z przyrodą i swymi tęsknotami, by się szanowali wspólnie. Nikt nie jest kamieniem – mówię o człowieku.             Nie wiem czy ktoś wie, ale  empatia roślin jest prawdziwa i szczera, nikogo nie okłamie – bo to jest przyroda, nie uczucia ludzi.                Chyba jest tak, że nie ma dwóch  podobnych nocy, dni czy poranków, dwóch tych samych spojrzeń w oczy, dwóch tych samych pocałunków,  bezsennych i upojnych  świtów, każdy inny w młodości,  w starości inaczej – ale chyba bardzo szczerze – bo tam już wygrała nad wszystkim dojrzałość uczucia, poznanie czy  przywiązanie do siebie, a może prawdziwa miłość, taka do końca.             Czy tęsknię ? – byłoby nieprzyzwoicie gdybym powiedział  – nie. Boże – ja kłamię, krótkie spędziliśmy z sobą chwile, i choć one przeszły tak słodko , tak mile, zostaję dziś tylko ze swymi snami  – a tam mogę zostać już tylko myślami….             To postanowienie

MIERZĘCIN – MAGICZNY OGRÓD Dowiedz się więcej »

Skromna, piękna, sycylijska…

Włócząc się po krętych drogach wokół Palermo wypatrzyłam ją. Tak malutkiej, zgrabnej, proporcjonalnej budowli nie sposób było nie zauważyć. Wzbudziła zainteresowanie – co to, dlaczego w tym miejscu ? Uzupełniła wiedzę o patronie bliskiej mi osoby. Zapraszam na krótki tekst z podróży, bo to prawda, że podróże kształcą . Zapraszam na krótki tekst – Marzanna Leszczyńska Palermo jest wyjątkowe, ale okolica wspaniała. Cudowne plaże, krystaliczna woda, bujna przyroda, W drodze do Parku Przyrody Zingaro widoków zapierających dech w piersiach jest dużo. Mój wzrok wypatrzył tę malutką budowlę – koniecznie chciałam zatrzymać samochód i zobaczyć co to jest? Saint Crescentia chapel to zabytkowa XIII – wieczna kapliczka. Stoi na wzniesieniu, który jest doskonałym punktem widokowym u bram San Vito Lo Capo. Jest to mały, kwadratowy budynek z ostrołukowymi arkadami zwieńczony zgrabną kopułą. Kapliczka stanowi unikalne połączenie stylów arabsko-normańskich i gotyckich. Budowla przecudnej urody i na dodatek to potężne drzewo oliwne przy niej. Według historii i legend to w tym miejscu skamieniała św. Krestenzia. Św. Krestenzia, św. Wit i św. Modest byli wczesnochrześcijańskimi męczennikami z czasów prześladowań za panowania cesarza Dioklecjana. Według legendy Krestenzia była nianią młodego Wita, a Modest był jego nauczycielem. Wit pochodził z bogatej, pogańskiej sycylijskiej rodziny i jako dziecko przyjął chrześcijaństwo co wywołało duży gniew ojca dziecka. Już jako mały chłopiec miał posiadać dar uzdrawiania epilepsji, ślepoty czy opętania. Krestenzia z Modestem pomogli małemu Witowi ( chłopiec miał – jak się podaje od 7 do 12 lat) uciec od gniewnego ojca do Lukanii na południu Włoch. Tam jednak cała trójka została pojmana i poddana okropnym torturom. Według tradycji lwy na, które został rzucony chłopiec położyły się łagodnie u jego stóp po znaku krzyża. Ostatecznie wszyscy oni oddali życie za wiarę, a ich ciała pochowała rzymska patrycjuszka. To tutaj schronili się uciekinierzy przed prześladowaniami, ale miejscowa ludność nie przyjęła ich słów, na co zeszła lawina na widok, której Krestenzia skamieniała ze strachu – tak informują lokalne podania. Kult św. Wita był szczególnie silny w średniowieczu, uważano, że Jego wstawiennictwo chroni przed burzami i utratą plonów. Relikwie św. Wita znajdują się dzisiaj w 150 miejscach w Europie. Imię św. Wita nosi monumentalna katedra w Pradze, która była miejscem koronacji czeskich królów. W Serbii do dzisiaj obchodzi się Dzień Wita, o szczególnym znaczeniu patriotyczno – religijnym. Św. Wit jest jednym z 14 -nastu wspomożycieli – szczególnie wzywanych w czasach zarazy i chorób nerwowych. Patronuje aktorom, tancerzom, epileptykom, górnikom i wielu innym grupom zawodowym. Wspomnienie liturgiczne tej całej trójki męczenników przypada na 15 czerwca. Informacje zaciekawiły mnie szczególnie dlatego, że mam wśród bliskich Witolda, na którego często woła się Wit. Marzanna Leszczyńska

Skromna, piękna, sycylijska… Dowiedz się więcej »

„Łagowska bajka” Sonii Zapolskiej

9 maja w Sali Rycerskiej na zamku w Łagowie odbyła się konferencja naukowa: „300 lat kultury duchowej Łagowa oraz Joannici i ich dziedzictwo”. Zapraszam na relację z pewnego fragmentu tego spotkania . Marzanna Leszczyńska Wykłady wygłosili: dr Kamil Wasilkiewicz, dr Krzysztof Wroński, dr Agnieszka Lindenhayn – Fiedorowicz oraz dr Tomasz Mizera. Całość poprzedziła msza św . w kościółku przy Zamku Joannitów. Na tę okoliczność ustawiono w Sali Rycerskiej trzy średniowieczne rzeźby, które przyjechały z Muzeum Narodowego w Poznaniu, a kiedyś stały w kościółku w Łagowie. Spotkanie bardzo interesujące, tylko nie o nim w tym artykule chciałam napisać, ale właściwie o oryginalnym dodatku i swoistej dekoracji tego spotkania jaką była artystka pani Sonia Zapolska, jej prace zdobiące Salę Rycerską Zamku Joannitów, jej wypowiedź z prezentacją i pomysł. Sonia Zapolska Już wspinając się po schodach zamku minęłam na nich postać kobiety w stroju z epoki z cylindrem na głowie, w białej bluzce, w długiej spódnicy – miała bardzo pogodny wyraz twarzy i wskazała mi uprzejmie drogę reagując na moje zapytanie („gdzie wykłady są prowadzone?”). Potem dołączyła do grona słuchaczy i przycupnęła na boku słuchając prelegentów, ale Ona czekała na swoją kolej, a jej wystąpienie było na samym końcu. To była Sonia Zapolska. Po całej Sali Rycerskiej rozstawione były Jej plastyczne prace przedstawiające : krzyż maltański, białą damę na zamku, królewnę z rycerzem (tryptyk w kolorach bordo, zielonym i granatowym), Wenus Botticellego i Zamek Joannitów, jezioro, historyczne domy w Łagowie… Prace jakby witraże, ze złotą konturową kreską, w nocnej scenerii zamku i przyrody, pracowicie wykonane, drobiazgowe szczegóły, tak bogate w elementy, radosne, kolorowe, żywiołowe, romantyczne, tak bardzo artystyczne… Na honorowym miejscu znalazła się szczególna ekspozycja: „Łagowska bajka” – koncepcja zagospodarowania terenu przy promenadzie. Przysłuchiwałam się rozmowie Pani Sonii Zapolskiej z radną, która podeszła do niej – artystka objaśniła jej swoją artystyczną wizję, bo jak powiedziała, to nie są plany, ale artystyczna wizja, która zrodziła się po tym, gdy pracując w muzeum przez dwa lata, zobaczyła stare zdjęcia Łagowa, na których na terenie koło kościoła był ogród i szklarnia. Te zdjęcia stały się inspiracją do łagowskiej wizji: „Łagowskiej bajki”. Tą wizją chciała się szerzej podzielić i ją przedstawić. Stworzyła koncepcję ogrodu różanego we francuskim stylu, bo róże tam kiedyś rosły. Można, mówiła artystka – w tym miejscu stworzyć miejsce kulturalne, całość zamknąć drugim budynkiem. Powstałaby sala, w której raz odbywałyby się wystawy, innym razem byłaby pod wydarzenia. Jeden obiekt byłby galerią, drugi przeznaczony byłby pod warsztaty i spotkania. Ten drugi budynek byłby większy, dwukondygnacyjny i nawiązywałby architektonicznie do szachulcowych obiektów, które tutaj dawniej stawiano w Łagowie, aby też nawiązywał do klasyki architektury łagowskiej. Poza tym tutaj dawniej stała szklarnia. Radna, która z uwagą wysłuchała koncepcji artystki powiedziała, że ta wizja ma swój sens, bo klasycznie Łagów słynął różami i aby Sonia Zapolska złożyła tę koncepcję władzom miasta, bo w tej chwili sprawa jest bardzo aktualna. Czy powstanie w Łagowie ogród różany we francuskim stylu? Czy będzie galeria, szklarnia jak dawniej? Czy będą nowe spotkania, ciekawe warsztaty? Coś mi mówi, że to wszystko powstanie. Trzymam kciuki. Piękne marzenia, ciekawi twórczy ludzie i mądrzy radni. Czym byłby świat bez artystów? Myślę, że byłby nudną, praktyczną zabijającą ducha szarą rzeczywistością. Sonia Zapolska mieszkająca w Świebodzinie, architekt wnętrz i artystka, córka artystki i działaczki kultury od dziecka odwiedza Łagów lubuski , kocha to miejsce i z niego czerpie inspiracje twórcze. Od kilku lat tworzy prace malarskie, które można w sezonie oglądać w „Caffe warsztat” , w „Ogrodzie smaków”, w recepcji Zamku Joannitów. W 2024 roku odbyła się wystawa Jej prac w sali przy promenadzie. Jak mówi – chce stworzyć większą Wenus Botticellego na tle Zamku Joannitów, niż ta z 2025 roku. Pani Soni życzę wielu planów i ich realizacji. Marzanna Leszczyńska

„Łagowska bajka” Sonii Zapolskiej Dowiedz się więcej »

Majówka z historią, tradycją polską w Łagowie lubuskim

Podwójne święto w dniu 3 maja 2026 roku spędziłam w Łagowie lubuskim. Zapraszam na swoje refleksje z tego co zauważyłam i przeżyłam – Marzanna Leszczyńska 3 dzień maja to podwójne święto. Piękne ich połączenie odbyło się w Łagowie Lubuskim. Po pierwsze to Święto Najświętszej Marii Panny Królowej Polski. Od uroczystej mszy św. w zabytkowym kościółku przy Zamku Joannitów rozpoczęło się świętowanie. Ołtarz przyozdobiony biało – czerwonymi goździkami upiętymi jak flaga, oświetlony zapalonymi świecami, spuszczone długie biało-czerwone szarfy wzdłuż okna witrażowego i balkonu podkreśliły wspaniale, że jest to też narodowe święto, a Maryja jest naszą królową. Niezwykłej urody jest kościółek przy zamku Joannitów w Łagowie – jasny, świetlisty. W ten majowy ciepły i słoneczny dzień wszystko w jego wnętrzu nabrało blasku – złocił się ołtarz, witraże tak pięknie rozświetliły wnętrze. Obecny na mszy poczet sztandarowy, a w nim na czele ułani i dziewczyna w stroju szlacheckim trzymająca bukiet czerwono- białych kwiatów wyprowadzili po mszy jej uczestników z kościoła. Przed kościółkiem czekały konie, które dosiadały młode dziewczyny w strojach szlacheckich i jeden ułan którzy cały orszak poprowadzili uliczką Łagowa poprzez zabytkową bramę pod mury zamku. Tam władze miasteczka wygłosiły krótkie przemówienia, odczytany został fragment konstytucji, odśpiewano hymn. W parku już czekały atrakcje: kuchnia polowa z grochówka, przysmaki przygotowane przez Koło Gospodyń Wiejskich. Rycerze prezentowali miecze, były też stragany ze starociami, wyrobami z wikliny i kosmetykami z natury. Oba jeziora, po dwóch stronach zamku zapełniły się kajakami. W parku za plecami zamku na ławkach i na trawnikach odpoczywali ludzie, można było spokojnie wystawić białe nogi do opalania. Takiemu relaksowi towarzyszyła muzyka, osobliwa i idealna do tego miejsca. Jeden tylko grajek ulokował się pod potężnym, rozłożystym czerwonym bukiem ( kto wie, czy to drzewo nie pamięta czasów KONSTYTUCJI 3 MAJA). Grajek miał tylko jeden instrument, była to blaszana misa, na której rękami muskając ją wyczarowywał dźwięki przypominające te z elektronicznej harfy Andreasa Vollenweidera. Muzyka rewelacyjnie wpisała się w scenerię krzyżackiego zamku, dawała spokój, ukojenie. Myślę, że dzieci w wózkach, spały długo w cieniu pod murami, a ludzie na kocykach relaksowali się inaczej niż przy rozpanoszonej wszędzie muzyce disco- polo. Ten muzyk pod tym rozłożystym bukiem tworzył nieziemskie zjawisko. Buk prezentował się jak paw, który rozpostarł swój imponujący ogon. Na tle czystego nieba i słońca buk rozwinął cały wachlarz kolorów i odcieni swoich liści i dał piękny spektakl. Ktoś miał znakomity pomysł.  Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałka na obrazie poniżej uruchomi film. Atrakcji było dużo. Tymczasem dzielę się tym, z czego sama skorzystałam. Nie mogłam sobie odmówić herbatki na Zamku Joannitów, a potem widoku na panoramę Łagowa ze wspaniałego wiaduktu, tym bardziej, że tam nikogo nie było, za to aż tam dochodziły głosy z festynu czyli opowieści o ułańskich koniach. Piękny, świąteczny, udany dzień spędzony w oryginalnym Łagowie Lubuskim. Jak zwykle ludzi dużo, nie zabrakło „kolorowych ptaków” – nie tylko wśród ludzi, ale też oryginalnych samochodów i motorów. P.S. W tym roku – 2026 przy okazji Święta Konstytucji 3 Maja powołano w Polsce Radę ds. Nowej Konstytucji. Nadzieję daje to, że powołano w jej skład prof. Ryszarda Piotrowskiego – najlepszego konstytucjonalistę. Prof. R. Piotrowski nie jest jak twierdzi zwolennikiem romantyzmu konstytucjonalnego, nie jest też zwolennikiem resetu konstytucji. Zresztą twierdzi, że nawet gdyby była nowa konstytucja to świat się nie zmieni, ludzie od tego nie staną się lepsi, ani politycy. Sądzi, że próbować trzeba, jeśli pojawiają się takie możliwości, mimo tego, że nie ma odpowiedniej siły, ale jest nadzieja, że po wyborach może coś się zmieni. Nie należy zmieniać całej konstytucji, bo jaką nową napiszemy? Przypomniał słowa Biskupa Zygmunta Choromańskiego: „ Chyba , że ktoś chce konstytucję oprzeć nie na opoce odwiecznych prawd moralnych, ale na piasku lotnych doktryn”. Prof. R. Piotrowski podkreśla, że konstytucja powinna nas obronić przed dominacją władzy skoncentrowanej i powinniśmy mieć prawo do tego, aby nie być we władzy algorytmów, ale we władzy ludzi, mieć prawo do własnych myśli, aby nie było prawa wnikania we własne myśli. Bardzo ważny jest art. 30 o godności człowieka, aby człowiek zawsze mógł powiedzieć władzy „Nie”. Profesor podkreśla, abyśmy przeczytali Konstytucję 3 Maja, próbowali ją zrozumieć. Marzanna Leszczyńska

Majówka z historią, tradycją polską w Łagowie lubuskim Dowiedz się więcej »

PIERWSZY MAJA 2026 W REWALU

Zapraszam na swoje wrażenia z majówki na klifie w Rewalu – Marzanna Leszczyńska Na jeden dzień nad morze. Ależ oczywiście, że tak. Z mojego miejsca zamieszkania to tylko dwie godziny jazdy samochodem. Cel wiadomo plaża, morze, klif ale po drodze niedaleko Kamienia Pomorskiego jest bajeczna boczna aleja grabowa, zawsze muszę na nią zerknąć. To cudo natury – zjawiskowy tunel wiedzie do Chrząstowa. Teraz młode jeszcze nierozwinięte listki drzew mają seledynowy kolor, a u swoich stóp ta aleja ma soczystą zieleń pola. Trudno oderwać oczu od tego odcinka drogi. W Rewalu byłam przed południem. Pierwsze kroki musiały być skierowane na plażę, aby zaliczyć wiosenny chrzest w wodzie. Bez wiatru, lekka fala, ludzi mało na plaży. Całkowite zanurzenie czyli po czubek głowy i wyskok z wody. Zawsze się wzdrygam, ale potem ta świeżość, przypływ energii, szczęścia to niesamowita nagroda. Cała ospałość pożegnana. Potem krótka kąpiel słoneczna – czyli witamina D3 – przecież wystarczy pół godziny między 11-14 i 30 procent odsłoniętego ciała bez kremów przeciwsłonecznych, bez kąpieli w chlorowanych basenach. Pogoda wyjątkowa, słoneczko, ciepło, radośnie. Ruszyłam do miasteczka na rybkę. W miasteczku gwarno, ludzi mnóstwo. Spragnieni ciepła i słońca są ludzie po tak długiej i mroźnej zimie, późnej wiośnie. Nie straszna im wysoka cena paliwa spowodowana wojną USA z Iranem. Dzisiaj jakby wszystko zostało gościom wynagrodzone – od razu klimat wakacyjny z początkiem maja… W centrum przy szkieletach wielorybów muzyka disco polo. Szkielety wystrojone kwiatami do zdjęć. Jakaś para przebierańców, przy których dzieciaki się fotografowały, dziwny pojazd, który woził dzieci w wagonikach. Ludzie dużo, przyglądających się, siedzących na ławkach. O nie, nie przysiadłabym się. Czmychnęłam czym prędzej do „Kalifornii” na dorsza i kawkę latte z cynamonem. Tak, doprawdy nie pojmuję dlaczego pięknie położona na klifie z widokiem na morze restauracja z tradycjami, z fotografiami na ścianach starego Rewala i Trzęsacza nazywa się „Kalifornia”? Jest też „Rancho”. Ludzi sporo, ale miejsce na tarasie znalazłam bez trudu. A potem czym prędzej chciałam się znaleźć na plaży, aby pójść do Trzęsacza i zobaczyć jak wygląda rewolucja na klifie rozpoczęta od początku nowego 2026 roku. Próbowałam iść na boso, ale szybko założyłam buty, bo piasek jeszcze zimny. Słońce dało pod koniec dnia przecudowny spektakl. Czyste niebieskie niebo i lśniąca woda, jakby ktoś rozsypał po niej kryształki svarowskiego. Tak, dzisiaj morze ubrało się w biżuterię, aby przywitać tylu gości. A na linii horyzontu biała linia. Po drodze mijałam ludzi nie tylko spacerujących, siedzących nad morzem, ale też dzieci turlające się po plaży i szczęśliwych ludzi. Jeden pan wbiegł do morza w czarnym ubraniu z okrzykiem „ Niech żyje wolność! „ i zaraz potem dołączył do niego kolega. Szybko wyskoczyli z morza, a co było dalej? Nie wiem… Na klifie zmiany postępują. Wyżłobiono równoległe koryto drogi, a jego brzegi wyłożono granitową kostką. Smutny widok, demolka. Tak patrzę na to i pytam po co? Na razie nie widzę plusów estetycznych. Coraz mniej ziemi i rozmytych linii dróżek pod nogami. Coraz więcej betonu, sztywnych linii. To dla rowerów? Wygląda na to, że wszędzie musi być trasa szybkiego ruchu…Ech… Parę lat temu napisałam wrażenia ze spaceru tym klifem, wtedy nie wiedziałam, że to się zmieni. One zostaną i zawsze do nich będę wracać :https://idealzezgrzytem.pl/2022/11/29/retrospekcje-z-rewalskiego-klifu/ Przy Syrence i ruinach kościoła również muzyka, ale porywająca, ludzie bawiący się, młodzież siedząca na schodach i szalejąca w rytm muzyki. Furorę robiła pani w krótkich spodenkach wytatuowana od stóp po szyję. Gratulacje dla zespołu. Miło było przystanąć i popatrzeć. Ba, poszłam dalej i po dwustu metrach zawróciłam, aby zrobić zdjęcia – usłyszałam słynną piosenkę-”Jesteś szalona, mówię ci”. Pomyślałam tylko, że jestem szalona, że zawróciłam, a może ta pani w tych tatuażach jest szalona ? Niestety przez swoją niecierpliwość nieopatrznie skasowałam właśnie te zdjęcia zabawy przed Syrenką. Tam panowała świetna atmosfera, letniego festynu, takiej polskiej nuty, jakby dawnej , swojskiej zabawy na weselach przy zachodzącym słoneczku. I koniec, bo czekał mnie jeszcze powrót do domu i droga po ciemku. Marzanna Leszczyńska

PIERWSZY MAJA 2026 W REWALU Dowiedz się więcej »

Doceniajcie ludzi za życia

tekst dr Roberta Wójcika o zmarłym tragicznie pośle Łukaszu Litewce. Nie – nie znałem tego Pana – wspaniałego człowieka. Słyszałem tylko w mediach o jego czynach – niezwykłych i dobrych – dla ludzi i dla zwierząt. Geniusz? Anioł, który chodził po ziemi i rozdawał dobro ? TAK ! Osobiście po tej tragedii – internet, telewizja , gazety czy inne media – rozszalały się. Setki wywiadów, opinii ludzi z pierwszych stron gazet – polityków, posłów, senatorów, celebrytów, aktorów itd. itp. Od paru dni o nikim się nie mówi – tylko o Nim . Zastanawia mnie tylko jedno – Dlaczego dopiero po tragicznej śmierci tego człowieka – mówi się – jaki On był dobry. Czy musi się stać coś takiego smutnego – że dopiero teraz mówi się o jego niezwykłym sercu ? A gdyby żył jeszcze … Och nie chcę o tym pisać. Wiem, że pozostała jakaś wielka pustka. Osobiście największe wrażenie zrobiły na mnie pewne posty – zwykłych ludzi – chociażby pewnej dziewczynki, której bardzo pomógł w jej chorobie. Łukasz Litewka kochał zwierzęta i ludzi. Jego działania angażowały rzesze osób dobrej woli, które jednoczyły się w dziele pomagania słabszym i pokrzywdzonym przez los. Miał też inną pasję – jazdę na rowerze. To właśnie podczas przejażdżki został potrącony przez samochód kierowany przez 57-letni Sosnowiczanina. Łukasz Litewka zmarł tragicznie w wieku 36 lat – w kwiecie wieku. Urodził się w 1989 roku w Sosnowcu. Jego ojciec był górnikiem, a matka prowadziła stoisko warzywne, co ukształtowało w nim szacunek do ciężkiej pracy i zrozumienie potrzeb zwykłych ludzi. Ukończył socjologię, co z pewnością pomogło mu w zrozumieniu mechanizmów społecznych i potrzeb mieszkańców. Już od wczesnych lat zaangażował się w życie lokalnej społeczności, aktywnie działając na rzecz potrzebujących. Jego działalność szybko zyskała rozgłos w sieci, gdzie nagłaśniał akcje pomocowe, angażując internautów w zbiórki pieniędzy i wspieranie lokalnych inicjatyw. To właśnie te działania sprawiły, że mieszkańcy Sosnowca dostrzegli w nim młodego, energicznego człowieka z otwartym sercem, gotowego do niesienia realnej pomocy. Największą rozpoznawalność Łukasz Litewka zyskał dzięki swoim spektakularnym akcjom pomocy potrzebującym. Jako założyciel Fundacji #TeamLitewka, regularnie porywał serca internautów, którzy na jego prośbę wpłacali pieniądze na organizowane przez niego zbiórki. Wystarczyło kilka minut, a na konta wpływały tysiące. Jego profile w mediach społecznościowych stały się platformą do mobilizowania ludzi do działania, a on sam stał się symbolem nadziei dla wielu osób w trudnej sytuacji. Ważną częścią działalności wspaniałego społecznika była pomoc zwierzętom. Na początku tego roku mocno zaangażował się w sprawie  schroniska w Sobolewie. Łukasz Litewka pełnił również funkcje publiczne; był radnym miejskich w Sosnowcu, a później posłem. Stworzona przez niego społeczność nie traktowała go jednak jak polityka, lecz jednego z nich – reprezentanta interesów potrzebujących i wykluczonych. Choć życia Łukasza Litewki nie da się już przywrócić, jego wpływ na innych pozostaje wyraźny. Widać to w inicjatywach takich jak akcja w Jaśle, gdzie mieszkańcy zamienili żałobę w konkretne działanie – tysiące paczek z karmą dla psów, które zamiast zniczy wypełnił jeden ze skwerów w Parku Miejskim w Jaśle. To dowód, że wartości, które reprezentował, nadal inspirują i przekładają się na realną pomoc. Akcja została zainicjowana przez lokalnych działaczy zajmujących się ochroną zwierząt. W zaproszeniu podkreślili, że najlepszym sposobem na uczczenie pamięci Łukasz Litewka będzie dobry uczynek. „Dziękujemy za Twoje serce, nigdy nie zapomnimy” – napisali organizatorzy, nie kryjąc wzruszenia. Śmierć Łukasza Litewki poruszyła całą Polskę i wywołała falę wzruszających wspomnień. Wśród nich szczególnie przejmujący jest głos Julki,  nastolatki chorej na miopatię, której pomógł spełniać marzenia. „Dzięki Tobie ludzie zobaczyli nie tylko moją chorobę, ale też mnie” – napisała. W emocjonalnym pożegnaniu dodała: „Mówią, że niebo zabiera najlepszych … dziś zabrało dyrygenta” .   Kolejne poruszające świadectwo pokazuje, jak wielkie dobro zostawił po sobie parlamentarzysta. Mama 22-letniej Jagody, walczącej z agresywnym guzem mózgu, nie kryje wzruszenia. To właśnie dzięki jego zaangażowaniu zbiórka na kosztowne leczenie w Monachium w krótkim czasie nabrała ogromnego tempa – w ciągu godziny przybyło nawet pół miliona złotych. Jak wspomina pani Ewelina, wszystko wydarzyło się nagle, jak lawina dobra, na którą nikt nie był przygotowany. Dziś Jagoda przebywa w Niemczech, gdzie trwa walka o jej życie. Choć planowana terapia została przesunięta z powodu pogorszenia stanu zdrowia, zebrane środki pozwalają rodzinie skupić się wyłącznie na ratowaniu córki. Kobieta podkreśla, że bez pomocy Litewki nie byłoby to możliwe. Szczególnie bolesny jest fakt, że poseł interesował się losem dziewczyny niemal do ostatnich chwil. Jeszcze dzień przed śmiercią dopytywał o jej stan i planowane leczenie. Jego nagłe odejście było dla bliskich Jagody ogromnym ciosem. – Tego nie da się pojąć, nikt go nie zastąpi – mówi poruszona matka. Po śmierci Łukasza Litewki głos zabrali także duchowni. Biskup Artur Ważny podkreślił , że był to człowiek „ o niezwykle pięknej duszy” , który wiarę wyrażał przede wszystkim czynami i pomocą potrzebującym. Zwrócił uwagę, że jego postawa była świadectwem prawdziwych wartości. Litewka otwarcie mówił o swojej wierze, ale jednocześnie krytykował Kościół, podkreślając, że najważniejsza jest realna pomoc, a nie deklaracje.  Łukasz Litewka wyróżniał się na tle innych parlamentarzystów. Na co dzień unikał medialnego rozgłosu, rzadko udzielał wywiadów i konsekwentnie skupiał się na działalności społecznej. Aktywnie angażował się w pomoc potrzebującym, a prowadzone przez niego w mediach społecznościowych zbiórki często osiągały ogromny zasięg i realne efekty. Na tle swojego ugrupowania zwracał uwagę także podejściem do kwestii wiary. Jako jedyny poseł wybrany z list Lewicy podczas ślubowania dodał do przysięgi słowa „Tak mi dopomóż Bóg” „ Nie mam też w zwyczaju zmieniać swoich poglądów, wierzę w Boga. Nie będę za to nikogo przepraszał. Lewica według mnie to partia, w której każdy ma prawo wierzyć w to, co chce” Jak zawsze bywa – człowiekowi „sukcesu” się zazdrości. Ciekawe są słowa prezydenta Mysłowic Pana Dariusza Wójtowicza, który takimi słowami pożegnał Łukasza Litewkę „ Do zobaczenia Przyjacielu, gdzieś, kiedyś, może w lepszym świecie” , mówiąc dalej „ Wiele osób darzyło go jakąś taką histeryczną nienawiścią. Hejtowało go, że zbiera pieniądze, że lansuje się na biednych ludziach. Tymczasem to był człowiek, który walczył do końca, potrafił spod ziemi wyciągnąć pieniądze dla dzieci. Jednymi drzwiami go wyrzucili, wchodził innymi ” Wspomina zaangażowanie posła Litewki w ludzkie sprawy i oddolne, lokalne inicjatywy „ Ten człowiek wiele dobrego zrobił dla naszego domu dziecka — podkreśla samorządowiec.

Doceniajcie ludzi za życia Dowiedz się więcej »

Kwiat lnu zamiast żonkila – targi książki patriotycznej – 2026

Sobota 18 kwietnia 2026 w gorzowskim hotelu „Mieszko” była dniem Targów Książki Patriotycznej. Zaciekawienie budziły tematy książek: O Jedwabnem ( 2 grube tomy), interesujące opracowania o masonerii, o Żołnierzach Wyklętych, zbrodniach na Wołyniu – książki jakich nie kupimy w księgarniach w sklepach czy Empiku. Osobiście nabyłam zakazane przez komunistyczną cenzurę „ Radosne i smutne” Kornela Makuszyńskiego, „ Dzieci Kresów” dr Lucyny Kulińskiej, skusiłam się na zwierzenia masona Johna Robisona i „Czarną księgę masonerii” Guido Grandta. Odbyła się też projekcja trzech filmów: „Eugenika’, „Jedwabne” i „Sąsiedzi”. Ten ostatni będzie brał udział w Festiwalu Filmów w Mediolanie, po to przede wszystkim, aby szeroko w świecie popularyzować prawdę o ludobójstwie Polaków na Wołyniu ( film jest zapisem zeznań świadków tych makabrycznych wydarzeń, w tej chwili nikt z nich już nie żyje). Targi reprezentowali zaproszeni goście: dr Lucyna Kulińska, Piotr Szlachtowicz, Jacek Międlar, Marek Skalski, Tomasz Sommer i mecenas Krzysztof Łopatowski z naszego miasta. Goście wypowiedzieli się na temat bardzo aktualny: „ Polska, Izrael, Iran – geopolityka napięć i interesów”. Jakie jest ich zdanie ? Odważne, które warto przytoczyć , bo każdy z zaproszonych gości wniósł swój szczery punkt widzenia, który poszerzył cały obraz.. Dr Lucyna Kulińska : – Jesteśmy trzymani w zaciemnieniu jeśli chodzi o ostatnie wydarzenia i zaangażowanie się Syjonistów i USA w atak na Iran. Jest to ludobójstwo i zbrodnie przeciw ludzkości. Odbieram to jednoznacznie i uważam, że 70 % Polaków tak sądzi, boją się jednak wyrażać swojego zdania. Przypinanie sobie żonkili jako pochylanie się nad Holokaustem jest popieraniem tych, którzy robią dzisiaj to samo co zarzucają innym. Nie przyczepiajmy żonkili i nie popierajmy ludobójców. Pytanie kto z naszych elit politycznych wyłamał się z tego gestu? Nie wybierać i nie słuchać tych, którzy nadal demonstrują żonkile w klapach marynarek bo szykują nam los ludzi w Strefie Gazy. To co się dzieje jest zaprzeczeniem logiki. Izrael zapowiedział, że „ Mają przetrwać lwy” co znaczy, że tylko najsilniejsi przeżyją. Czy my tego chcemy? Nie , ale nie mamy nic do powiedzenia. Pytanie co robi nasz Minister Spraw Zagranicznych na posiedzeniu Grupy Bilderberg? Mamy zasadzonych ludzi, którzy tworzą pozory. Wygląda na to, że wojna jest sposobem na rozwiązanie i na depopulację ludzkości. Wojna rosyjsko- ukraińska powinna być dawno zakończona , ale ich prezydent tego nie chce. Prezydent USA mówi co innego a robi też co innego. Przysyłają nam ludność z Afryki i innych krajów, ciągle są prowadzone operacje fałszywej flagi. Znowu próbują nas włączyć do wojny. Wszystko jest dogadane na najwyższym stopniu, a Polaków indywidualistów chce się przerobić na chiński model. MY Polacy jesteśmy przeznaczeni na wyniszczenie. Nie dajmy się wymordować. Mecenas Krzysztof Łopatowski – Warto przytoczyć cytat, że „Żydom nic lepszego niż Holokaust się nie przydarzyło”. Dzięki temu wszelka krytyka Izraela jest uważana za antysemityzm. Dziś wiemy, że Izraelczycy dla zabawy strzelają do ludzi, w tym dzieci, wstrzymują pomoc produktów spożywczych dla ludności cywilnej tam gdzie prowadzą atak. Chcą stworzyć państwo od Nilu do Eufratu i zależy im na surowcach tam występujących, to prezydent USA blokuje Cieśninę Ormuz. Na świecie panuje wielki niepokój, a w naszym kraju nikt przeciw temu nie protestuje, tylko wykonują zadania obcych. Nie powinniśmy głosować na tych, którzy w ten sposób uczynią z Polski strefę zgniotu którzy chcą dla Polski zła. Ameryka nie jest już hegemonem, supermocarstwa rozgrywają swoje interesy, a konflikty są po to, aby mocarstwa osłabiać. Próbuje się nas ustawiać po stronie konfliktów, które są trudne do zrozumienia, panują kłamliwe propagandy, podteksty a prezydent Ukrainy jeszcze niedawno uczył się języka swojego kraju. Tymczasem 70 % Polaków nie widzi w Rosji wroga, nasz Minister Spraw Zagranicznych ma swojego oficera prowadzącego, którym jest Ann Applebaum. Użycie bomby atomowej skończy się tylko zagładą świata. Jacek Międlar – Od 1949 roku Żydzi terroryzują Palestyńczyków, a świat udaje, że tego nie widzi. Opowiada się mity, bajki , w tym też z Polaków uczyniono nazistów od, których Żydzi się wyzwolili czego symbolem są te żonkile. Tymczasem oni sami wymordowali wielu ludzi w Libanie, Persji, Palestynie, Swoje ofiary nazywają zwierzętami. Już w 1946 r. była wymordowana ludność w arabskiej wiosce, jest dużo pamiętników i książek żydowskich na ten temat. Żydzi postępują tak, żeby mieć monopol na prawdę. Żonkil tak naprawdę, jest symbolem kłamstwa i półprawdy, a ludzie nie mają o tym zielonego pojęcia. Prawda jest taka, że Żydzi podczas wojny byli bierni, nie umieli uformować organizacji sprzeciwu, a to co robili Polacy i AK wyśmiewali i nazywali bohaterszczyzną. W rezultacie to polska partyzantka pomagała Żydom tworzyć okopy. Żydzi na podstawie zdjęć z getta budowali swoją walkę i swoje państwo w 1948 roku zbudowali na bazie nienawiści. Powinniśmy potępiać zbrodnie Żydów. Niestety kancelaria naszego prezydenta i wielu polityków tzw. łże prawicy tego nie robi. Swoje publikacje przesyłane do prezydenta nie spotykają się z żadną odpowiedzią, politycy nie pomagają w żaden sposób w badaniach, nie ułatwiają ich, za to chętnie wstawiliby przy wydaniu gotowych książek swoje logo. Jest to tylko pozorne sprzyjanie patriotycznym autorom i udawanie, że są po ich stronie. Dla wojny należy mówić – nie. Nasi politycy nie są mężami stanu. Rozdali pieniądze dla Ukrainy, na szkolenia dla Ukraińców. Ukraina jest krajem skorumpowanym, dalej w nim kwitnie kult Bandery ( w roku 2022 badania wykazały, że 74% Ukraińców popiera Banderę, a banderyzm dzisiaj przebił się do mainstreamu). Po przegranej wojnie frustracja tego narodu się skanalizuje na naszym narodzie i zrobią to narzędziami, które my im podarowaliśmy. W tej chwili ich politycy podkreślają, że największą pomoc otrzymali od Niemiec i w tej chwili budowane jest niemiecko-ukraińskie porozumienie. Dr Tomasz Sommer – W Marszu Żywych w Oświęcimiu wzięli udział żołnierze izraelscy czyli ludobójcy przeciw ludobójcom. Czy mieli mandat do tego żeby się w tym miejscu pokazywać? Schizofrenia zachowań – robią to samo, co ci, którym tego zarzucają. Jest to po prostu festiwal kłamstw. Wszystkich, którzy to zauważyli i mówili nazywano antysemitami i ich wykluczano. Polscy politycy są niejednoznaczni, kluczą w wypowiedziach i mówią tak żeby nic nie powiedzieć,bo się boją o swoje stanowiska, nie chcą być odcięci od swoich stołków. I takim przykładem jest nasz obecny prezydent kraju, Minister Spraw Zagranicznych. Politycy nie protestują, nie

Kwiat lnu zamiast żonkila – targi książki patriotycznej – 2026 Dowiedz się więcej »

Skończyła się baśń

17 kwietnia 2026 roku to dzień pogrzebu Wiesława Myśliwskiego – wybitnego pisarza ( 1932- 2026 ). Zapraszam na osobisty tekst – Marzanna Leszczyńska „Nakłuć odbiorcę jak perłopława, aby sam wydał perłę. Ile czytelników tyle wizji książki – to jest największa nagroda za trud pisania” ( Wiesław Myśliwski – „W środku jesteśmy baśnią”) Późno odkryłam Wiesława Myśliwskiego, zaledwie trzy lata temu. Zachwyciły mnie rozmowy z tym pisarzem, które pojawiły się na youtu.be. To od nich się zaczęło. Nie mogłam się od nich oderwać. Starszy Pan, po 90- ce, stanowczym głosem bardzo interesująco opowiadał o tym jak zaczął pisać książki i jak zaczęto je przyjmować na świecie jak one weszły w ten świat. To były opowieści niezwykłe o tym, jak kowboje w Arizonie ustawiali się w kolejce po autografy tłumacza, bo autora tam nie było, jak tłumacze z Holandii dostawali stypendia, aby zamieszkać w Sandomierzu, aby poczuć klimat miasta aby jak najwierniej przetłumaczyć „ Ucho igielne”, o tym jak we Francji w Pałacach nad Loarą organizowano spotkania z okazji jego książek, jak ktoś za granicą zapisał mu w testamencie dom w podziękowaniu za twórczość. Gdy usłyszałam, co mu powiedział Bill Johnston (tłumacz, esperantysta, który przekłada, książki W. Myśliwskiego) o języku polskim byłam kompletnie rozbita: „ Zachwyciło mnie brzmienie polskiej mowy. Polszczyzna to najpiękniejszy język na świecie, bo żaden język na świecie nie ma takiego spektrum dźwięków jak polski. Ogromna skala”. Uzmysłowiłam sobie, że my Polacy nie mamy pojęcia i nie doceniamy tego w jakim miejscu żyjemy, jakimi ludźmi jesteśmy otoczeni i zachowujemy się tak jakbyśmy świadomie i z zazdrością odrzucali to co najbardziej wartościowe. Niestety ciągle tkwimy w innym świecie, niestety ten gorszy świat z nas nie wyszedł. Zafundować stypendium tłumaczowi, wyjazd do innego kraju po to, aby wszedł w jego klimat dla lepszego tłumaczenia, takie pomysły mogą mieć Holendrzy, Amerykanie, ale Polacy to już nie… W ubiegłym roku postanowiłam spróbować sił w zdobyciu stypendium w moim mieście dla szczególnych tekstów na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl, nawet miałam takie sugestie od czytelników , że są poetycko napisane i dotyczą niezwykłej historii pałacu i jest to już historia dwóch krajów, że warto aby była napisana w obcym języku. Znaleźliśmy szczególnego tłumacza. I co usłyszałam od komisji ? „Przecież sztuczna inteligencja zrobi to za darmo”, taki jest poziom komisji d/s kultury, kto dobiera ich członków ? „ To nie literatura jest w życiu najważniejsza, a miłość. Miłość jest w gruncie rzeczy tajemnicą. Prawdziwej miłości się nie demonstruje”. (Wiesław Myśliwski – „ W środku jesteśmy baśnią”) Na początek wybrałam „Pałac”, być może pod wpływem tego wszystkiego co związane z moim zaangażowaniem w opisywanie historii pałacu w Mierzęcinie przez dr Roberta Wójcika. Chyba nie pomyliłam się, bo tak właśnie wyobraziłam sobie miejsce akcji tej książki. Uderzyła mnie filmowa żywiołowość scen od pierwszych jej stron . Od razu zgadłam jej zakończenie, było oczywiste, ale to nie ono było ciekawe – najciekawsze było wszystko to, co wydarzyło się do tego zakończenia. Tak, rzeczywiście, przyznaję, że prawda zawarta w „Pałacu” o psychice i naturze kobiety jest naga. Ze wstydem przyznaję się, że poczułam się w pewnym momencie, jakby zdarto ze mnie ręcznik, którym się okryłam, aby nikt nie widział niedoskonałości pod nim… „ Kultura młodości jest największym złudzeniem. Fetyszyzacja młodości – że to jedyna wartość- rozpaczliwa diagnoza. I ona się załamuje” ( Wiesław Myśliwski – „ W środku jesteśmy baśnią”) Drugą książką Wiesława Myśliwskiego, po którą sięgnęłam jest „ W środku jesteśmy baśnią”. To był powrót do czasów dzieciństwa, wsi, która już nigdy nie wróci, a która pozostała w mojej pamięci, a wydawało się, że są rejony, które nigdy się nie zmienią. Zmieniły się, nie wiadomo kiedy. Piaszczyste drogi wyasfaltowano, drewniane wiatraki spróchniały i je rozebrano, wiejskie śpiewy podczas „darcia pierza” , które mój tato nagrywał na szpulowe taśmy magnetofonowe umilkły, nie ma snopków siana na polach, na drogach nie spotkasz drabiniastego wozu z koniem. Dzięki tej lekturze przypomniałam sobie, tyle mi ta książka wyjaśniła. ” Za jakiś czas rozczaruje nas ta cywilizacja, zacznie budzić lęk i będziemy szukać naszej tożsamości kulturowej w tych chłopskich pokładach”. (Wiesław Myśliwski ” W środku jesteśmy baśnią”) Jest zuchwałość w życiu i twórczości Wiesława Myśliwskiego, ale On jest dowodem, że trzeba mieć tę zuchwałość, bo nie musi nas ona ośmieszać. Ta zuchwałość może nas wynieść czasami bardzo wysoko, że nawet sobie tego nie wyobrażamy. Wiesław Myśliwski nie otrzymał Nobla, ale przecież nie najlepsi go otrzymują. Zamiast książek W. Myśliwskiego czytałam Petera Handke (Otrzymał Nagrodę Nobla razem z Olgą Tokarczuk. Taka wyjątkowa sytuacja) , a szkoda… Jest tylko 9 książek mistrza, filozofa, człowieka prawdy – Wiesława Myśliwskiego i nadrobię ten czas, który straciłam na ich przeczytanie już teraz, bez zwłoki. Mam nadzieję, że znajdzie się mądry decydent i włączy książki Wiesława Myśliwskiego do lektur szkolnych, że ludzie będą poznawać tę spuściznę. Bądźmy perłopławami i wydawajmy perły, bo Wiesław Myśliwski zrobił nakłucia… 25 marca 2026 r. Wiesław Myśliwski skończył 94 lata , 29 marca 2026 zmarł. Ten tekst publikuję w dniu Jego pogrzebu. „Śmierć jest mądra, śmierć ma rację. Przerywa nam, bo wszystko co robimy jest zamierzone na nieskończoność”. (Wiesław Myśliwski ” W środku jesteśmy baśnią”) Marzanna Leszczyńska

Skończyła się baśń Dowiedz się więcej »

Niezwykły Ksiądz – Człowiek…

motto : „To nie dręczenia i opętania powinniśmy bać się najbardziej, ale grzechu” Ks.kan. Piotr Spychała Czy ktoś się zastanawiał nad jednym – jakie musi mieć obciążenie psychiczne czy duchowe – ksiądz, który jest egzorcystą ? Jakie musi być to trudne ? Trzeba mieć wielkie serce i namaszczenie od Boga – aby taką misję wypełniać. Znam Takiego księdza i dziękuję Bogu , że kiedyś ścieżki naszego życia się spotkały… Egzorcyzm jest rozka­zem wydanym w imię Boga demonowi, aby opuścił miejsce, rzecz lub osobę. Początkowo egzor­cyzmowanie nie było regulo­wane prawem, dopiero z bie­giem czasu na egzorcystę był wybierany i wyświęcany kon­kretny kapłan. Egzorcystą nu­mer jeden w Kościele był za­wsze biskup i to nie zmieniło się do dzisiaj. To w jego gestii leży mianowanie egzorcystów. Jest kilku pracujących w Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej kapłanów – mających taki dekret od biskupa. –„ Mianowanie to daje pozwolenie na posługę i umacnia kapłana do jej pełnie­nia” – wyjaśnia ks. kan. Piotr Spycha­ła – wspaniały Proboszcz – człowiek w parafii PW. Świętego Józefa w Dobiegniewie – powiat Strzelecko-Drezdenecki. Pracował w seminarium duchownym w Paradyżu. Jaki jest egzorcysta i jak ma wyglądać jego praca, określa Kodeks Prawa Kanonicznego. Czytamy w nim m.in., że powinien odznaczać się „pobożnością, wiedzą, roztrop­nością i nieskazitelnością życia”, a sprawowane przez niego eg­zorcyzmy winny „zachowywać obrzędy i formuły zatwierdzone przez władze kościelną”. Ksiądz Piotr Spychała – tego doświadczył – bo jest nieskazitelnym kapłanem i człowiekiem. To trudne zadanie, choć piękne zarazem, zwłaszcza wte­dy, gdy widać radość uwolnionych osób. Trud wynika z nieustan­nej walki duchowej, która się to­czy nie tylko podczas modlitwy o uwolnienie.Jeśli do egzorcysty zgłasza się osoba, której wydaje się, że ma problem z demonem, to eg­zorcysta rozpoznaje jej stan. Po rozmowie i rozeznaniu, jeże­li istotnie zachodzi działanie złe­go ducha, podejmuje się modlitwę o uwolnienie. Stan penitenta ocenia się również od strony psychologicz­nej. Często osoby, które zgła­szają się do nich , są już po kon­sultacjach psychologicznych, a nawet po leczeniu psychiatrycz­nym. „Jest też konieczna konsulta­cja duchowa” – to słowa Ks. Kan. Piotr Spychały. Po rozpo­znaniu sytuacji, egzorcysta wy­biera środki, które w tym danym przypadku będą najskuteczniej­sze. – Zawsze należy zaczynać od środków najważniejszych, ja­kim są sakramenty, a więc sakra­ment pojednania, Eucharystia, namaszczenie chorych, a tak­że modlitwa zmierzająca w ra­zie potrzeby do egzorcyzmów, które odprawia się raz, dwa czy więcej, jeśli to konieczne. Egzorcy­sta nie powinien przystępować do egzorcyzmu, jeśli wpierw nie nabierze przekonania, że oso­ba, nad którą ma się modlić, jest naprawdę opętana przez złe­go. Zgodnie z uznaną praktyką uważa się, że o opętaniu świad­czą następujące objawy: rozu­mienie i posługiwanie się nie­znanym sobie językiem, wyja­wianie spraw dalekich i ukry­tych, nadzwyczajna, niepropor­cjonalna do wieku i naturalnych możliwości siła. Mogą też wy­stąpić inne zachowania: gwał­towna nienawiść do Boga, do Matki Bożej i Świętych, Kościo­ła, do przedmiotów sakralnych, obrazów, obrzędów, zwłaszcza sakramentalnych. Ścisłe opęta­nia nie są częste, ale egzorcy­sta pomaga nie tylko w takich przypadkach, lecz również wte­dy, gdy człowiek jest dręczony, znajduje się w opresji, czy depresji – gdy do­świadcza nadmiernych pokus i niepowodzeń i pychy – „ Pomagam wtedy roz­mową i modlitwą” – mówi Ks. kan. Piotr Spychała ( za : GOŚĆ Zielonogórsko- Gorzowski – nr 5 ; 2006 rok) Ten artykuł jest opowieścią o kapłaństwie i kapłanie, który nie stracił wiary i nie odszedł z zawodu. Jak ma On trudne zadanie – ile potrzeba tam wiary i siły – odwagi psychicznej. Ale tkwi w nim całą swoją duszą – niezwykle prawą, mądrą i uczciwą. Może ta opowieść będzie trochę przesiąknięta smutkiem, bo chyba nikt sobie nie zdaje sprawy, że po wielu latach posługi kapłańskiej wielu księży – tak ciężkiej – stają się mocno zgorzkniali i wypaleni odrzuceni. Dlaczego ? Przede wszystkim księża to ludzie bardzo samotni, po pierwsze oczywiście nie mogą założyć rodziny, co dla wielu jest prawdziwym dramatem. Poza tym ksiądz nie zna dnia ani godziny: jeśli pracuje w jakiejś parafii, to z dnia na dzień może być przeniesiony przez biskupa kilkadziesiąt (albo kilkaset) kilometrów dalej i musi zaczynać od nowa – zatem warto ,nie warto nawiązywać głębokich relacji z wiernymi ? Ale Ksiądz Piotr – taki nie jest i ból rozstania jest mniejszy. I jeszcze jedna ważna rzecz , nie ma solidarności zawodowej wśród księży, jeśli któryś z nich wpada w jakieś kłopoty – inaczej – osamotnienie. Przykładem jest na przykład choroba czy starość – wiem jedno – to wszyscy ludzie się od niego odwracają i zostaje zupełnie sami. To dosyć ciekawe, że księża zachowują się jak bankierzy inwestycyjni: w tej profesji masz przyjaciół, gdy wszystko idzie dobrze, ale gdy wpadniesz w jakieś kłopoty, nie licz na nikogo. Akurat wśród kapłanów nie spodziewałbym się takiej postawy. Ale tak jest. To bardzo smutne – ale taka jest prawda. Bo wielu znanych mi księży to potwierdza. Innym źródłem wielkich frustracji jest absolutna zależność od biskupa, który jest panem życia podwładnych, rzuca ich po parafiach zupełnie przypadkowo, często niszcząc im w ten sposób życie. Niestety, w wyniku arbitralnej decyzji biskupa zostaje gdzieś tam…. , i nikt się nie zastanawia nad tym – że na tym stanowisku będzie się męczył straszliwie przez następne kilka lat, a potem już jest tylko zgorzkniałym i wypalony człowiekiem. Miejmy świadomość – ksiądz to człowiek – taki sam – jak Ty drogi Czytelniku, czy ja. Poza tym księży, którym wynajduje się jakieś „ kłopoty” – eliminuje się. Wczoraj byli – następnego dnia nie ma , następnego dnia – ich nie ma ! Tak – stara prawda – Nie ma księdza – nie ma problemu. Podobnie feudalne stosunki pracy panują na niektórych uczelniach wyższych (profesor – asystenci) i myślę że też w policji lub wojsku czy szpitalach. Ale w tych instytucjach można się odwołać do instancji wyższych, bywają związki zawodowe, są sądy pracy, w ostateczności można się zwolnić. W kapłaństwie od decyzji biskupa nie ma odwołania (chyba, że do Watykanu), więc można tylko porzucić sutannę, co wielu czyni, ale koszty tej decyzji są smutne. To w ogóle niesamowite, że biskupi tak fatalnie zarządzają kadrami -w korporacji takiego menadżera pogoniono by prędzej czy później, a biskupowi kto podskoczy… Ważne, żeby kasa się zgadzała, a że się niszczy ludzi, kogo to

Niezwykły Ksiądz – Człowiek… Dowiedz się więcej »

„ Mierzęcin – śmierć drzewa”

Autor tekstu Dr Robert Wójcik –  administrator Pałacu Mierzęcin w latach 1998 – 2008 Zapraszam na zdjęcia i muzykę – krótki film. Naciśnięcie białego trójkąta na obrazie poniżej uruchomi film. Zbliża się Wielkanoc, najważniejsze ze wszystkich świąt chrześcijańskich, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa. Dlatego postanowiłem przypomnieć legendę, związaną właśnie z tym świętem. Różne wersje tego podania, opowiadają o drzewach, które zostały wybrane, by wypełnić tragiczną misję. Właśnie z nich bowiem miał być zbity krzyż, na którym powieszono Jezusa. Z pewnością część z Was słyszała tę historię, opowiadaną przez ojców, mamy czy dziadków, babć… Legenda wspomina o wysłannikach Piłata, którzy przed dokonaniem się tragicznego losu Jezusa, wyruszyli do lasu, by znaleźć odpowiednie drzewa na zbicie z jego pni krzyża. Drzewa jednak szukały różnych wymówek, żadne bowiem nie chciało mieć udziału w śmierci Zbawiciela. Nie do końca znane jest pochodzenie legendy, wiadomo, że jedną z jej wersji spisał Julian Ejsmond w swym dziele „Żywoty drzew”. Opowieść pojawia się też częściowo w twórczości Henryka Sienkiewicza, a konkretnie w zbiorze jego nowel i figuruje pod tytułem „Osiczyna”. A oto jak brzmi… „Tuż przed ukrzyżowaniem Jezusa z Nazaretu rzymski prefekt Judei Piłat wysłał dwóch mężczyzn do lasu, by znaleźli odpowiednie drzewo na krzyż, na którym miał zawisnąć Chrystus. Wzięli więc do garści siekierę i żagę, po czym poszli spełnić zadanie. Drzewa, widząc tak uzbrojonych mężczyzn, szybko domyśliły się o co idzie, przez co ogarnęła je straszna boleść, bo przecież żadne nie chciało być narzędziem męczeństwa swego Stworzyciela. Zakołysał się więc w przerażeniu cały las i zajęczał w obliczu takiego nieszczęścia. Chodzili ludzie długie godziny po rozległym gaju, siejąc wśród drzew postrach. Wreszcie dotarli do samego serca puszczy, gdzie rósł potężny, wiekowy dąb. W tym samym momencie, gdy się do majestatycznego drzewa zbliżyli, ono poczęło się trząść jak wątła trawa na wietrze. Tymczasem żołnierze stanęli przed nim, obejrzeli je dokładnie i uznali, że doskonale nadaje się na krzyż. Do tej pory dąb nie znał lęku, teraz jednak wiedział, po co przyszli bezwzględni ludzie. Odezwał się więc przerażony z prośbą do drwali: – Nie chcę na wieczność być krzyżem dla tego, który światu przyniósł prawdę wieczną. Mężczyźni postanowili wysłuchać prośby dębu i poszli dalej. Podeszli do lipy, która też zaszumiała: – Słodka jestem! Ptaszętom – schronienie, pszczołom daję najwonniejsze miody, a poetom – spokój i natchnienie… – odezwała się. – Inne drzewo na krzyż sobie weźcie. Nie tykajcie mię rękami brudnymi. Nie mnie plamić krwią niewinną tego, który miłość zwiastował na ziemi. Wysłannicy Piłata i jej prośby wysłuchali, ruszając dalej w głąb puszczy. Tam doszli do brzozowego gaju, gdzie rosły młode brzózki. Zachwycili się jednak ich bielą i czystością, po czym uznali, że tak niewinnie wyglądających roślin nie mogą przeznaczyć na czyjś krzyż…” Od wielu lat pewne rzeczy pozostają niezmienne, mimo że cały świat ewoluuje. Przykładem tego jest (niestety BYŁ) wiekowy dąb w Mierzęcinie (pomnik przyrody – prawem chroniony !!!) , która od co najmniej dwustu lat zdobił otoczenie pałacu, oficyny i dawnej powozowni. Przetrwał rozmaite zawirowania historii, takie jak działania wojenne, trudne czasy PGR – ów, gdzie każdy kawałek drewna był na wagę złota i oczywiście próby jego okaleczenia przez przeróżnych osobników. Zastanawiam się, jakim cudem to drzewo stało się w zasadzie nienaruszalne, ale kiedyś – broniło się swoim życiem. Ile razy pod tym dębem widziałem par siedzących pod miłym cieniem jego gałęzi , które dawały listki jego życia. Ile widziałem tam dziwnych rozmów – miłości czy rozstań. Moje dzieci się pod nim bawiły ze swoimi kolegami i koleżankami i pieskami … Dawał cień w upalne lato – dawał jakąś taką energię do życia nawet wiosną czy jesienią. To było drzewo mego życia – strasznie je kochałem – dziś już go nie ma. Jak zobaczyłem co z nim zrobili ludzie – byłem zszokowany. Jeszcze w 2023 roku – osobiście pod nim siedziałem i cieszyłem się cieniem jego liści w upalny lipcowy dzień. To była moja ostatnia „ degustacja” jego piękna, jego siły życia. Prawie 20 lat temu – często przytulałem ucho do jego gołego konaru, a On mi wtedy mówił co widział i słyszał na przestrzeni dziejów –  powieść by można było napisać. Teraz jego pień może już tylko zapewnić chrząszczom kilkuletnią sutą stypę… Tak – wiem jedno – wszystko było za zgodą odpowiednich jednostek administracyjnych. Jestem pewien – znając Właścicieli tego obiektu – że wszystko było zrobione zgodnie z prawem. Jednak wydaje mi się, że prawo jest niedoskonałe. Chyba zabrakło wyobraźni – według mnie uczuć – pewnego rodzaju zastanowienia. Nie wiem. Tak – to drzewo chorowało co widać na zdjęciach jego już uciętych gałęzi czy konarów. Ale też były zdrowe konary – pełne życia ! Pamiętam – były jeszcze kiedyś rozmowy na temat jego wyleczenia. Ale to było kiedyś. Mam pytanie do obecnych Właścicieli – czy jesteście z tego zadowoleni ? Czy Wam się to podoba – ten kikut , który zostawiliście ? Przysięgam wszystkim Czytelnikom, którzy przeczytają ten artykuł – Moja żona – i ja – którzy tworzyli ten park – nigdy by do tego nie dopuścili – za naszych czasów – drzewa wiekowe – były leczone. Byli fachowcy, którzy to robili dobrze – i do dziś są efekty – co najważniejsze – drzewa żyją – i wypuszczają co rok swoje zielone liście. Jak ktoś nie wierzy – niech przyjedzie do parku w Mierzęcinie. Przekona się. A specjalistów leczących dziś drzewa – jest też dużo – uznanych praktyków, naukowców. Polska chirurgia drzew – jest uznana na świecie. Mamy się czym chwalić. Trzeba tylko było chcieć – ale tam już nie ma „Flory” , która własnymi rękoma broniła wszystkiego co żyje… Szkoda , że jej już tam nie ma. Nawiązując do początku tekstu – napiszę tak – nawet prości drwale w swej legendzie – okazali się ludźmi , którzy mają jakieś uczucia. Wy – mówię o Właścicielach Mierzęcina – chyba nie mieliście. Można było chcieć – wykazać się jakąś empatią, próbować coś uratować – teraz został wam tylko kikut – pień drzewa. No ale uratowaliście budynek – dawną powozownię, oficynę – ganeczek ich łączący. Oczywiście – koszty ewentualnej naprawy są duże, w przypadku gdyby w czasie

„ Mierzęcin – śmierć drzewa” Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry