Autor: Marzanna Leszczyńska

Skromna, piękna, sycylijska…

Włócząc się po krętych drogach wokół Palermo wypatrzyłam ją. Tak malutkiej, zgrabnej, proporcjonalnej budowli nie sposób było nie zauważyć. Wzbudziła zainteresowanie – co to, dlaczego w tym miejscu ? Uzupełniła wiedzę o patronie bliskiej mi osoby. Zapraszam na krótki tekst z podróży, bo to prawda, że podróże kształcą . Zapraszam na krótki tekst – Marzanna Leszczyńska Palermo jest wyjątkowe, ale okolica wspaniała. Cudowne plaże, krystaliczna woda, bujna przyroda, W drodze do Parku Przyrody Zingaro widoków zapierających dech w piersiach jest dużo. Mój wzrok wypatrzył tę malutką budowlę – koniecznie chciałam zatrzymać samochód i zobaczyć co to jest? Saint Crescentia chapel to zabytkowa XIII – wieczna kapliczka. Stoi na wzniesieniu, który jest doskonałym punktem widokowym u bram San Vito Lo Capo. Jest to mały, kwadratowy budynek z ostrołukowymi arkadami zwieńczony zgrabną kopułą. Kapliczka stanowi unikalne połączenie stylów arabsko-normańskich i gotyckich. Budowla przecudnej urody i na dodatek to potężne drzewo oliwne przy niej. Według historii i legend to w tym miejscu skamieniała św. Krestenzia. Św. Krestenzia, św. Wit i św. Modest byli wczesnochrześcijańskimi męczennikami z czasów prześladowań za panowania cesarza Dioklecjana. Według legendy Krestenzia była nianią młodego Wita, a Modest był jego nauczycielem. Wit pochodził z bogatej, pogańskiej sycylijskiej rodziny i jako dziecko przyjął chrześcijaństwo co wywołało duży gniew ojca dziecka. Już jako mały chłopiec miał posiadać dar uzdrawiania epilepsji, ślepoty czy opętania. Krestenzia z Modestem pomogli małemu Witowi ( chłopiec miał – jak się podaje od 7 do 12 lat) uciec od gniewnego ojca do Lukanii na południu Włoch. Tam jednak cała trójka została pojmana i poddana okropnym torturom. Według tradycji lwy na, które został rzucony chłopiec położyły się łagodnie u jego stóp po znaku krzyża. Ostatecznie wszyscy oni oddali życie za wiarę, a ich ciała pochowała rzymska patrycjuszka. To tutaj schronili się uciekinierzy przed prześladowaniami, ale miejscowa ludność nie przyjęła ich słów, na co zeszła lawina na widok, której Krestenzia skamieniała ze strachu – tak informują lokalne podania. Kult św. Wita był szczególnie silny w średniowieczu, uważano, że Jego wstawiennictwo chroni przed burzami i utratą plonów. Relikwie św. Wita znajdują się dzisiaj w 150 miejscach w Europie. Imię św. Wita nosi monumentalna katedra w Pradze, która była miejscem koronacji czeskich królów. W Serbii do dzisiaj obchodzi się Dzień Wita, o szczególnym znaczeniu patriotyczno – religijnym. Św. Wit jest jednym z 14 -nastu wspomożycieli – szczególnie wzywanych w czasach zarazy i chorób nerwowych. Patronuje aktorom, tancerzom, epileptykom, górnikom i wielu innym grupom zawodowym. Wspomnienie liturgiczne tej całej trójki męczenników przypada na 15 czerwca. Informacje zaciekawiły mnie szczególnie dlatego, że mam wśród bliskich Witolda, na którego często woła się Wit. Marzanna Leszczyńska

Skromna, piękna, sycylijska… Dowiedz się więcej »

„Łagowska bajka” Sonii Zapolskiej

9 maja w Sali Rycerskiej na zamku w Łagowie odbyła się konferencja naukowa: „300 lat kultury duchowej Łagowa oraz Joannici i ich dziedzictwo”. Zapraszam na relację z pewnego fragmentu tego spotkania . Marzanna Leszczyńska Wykłady wygłosili: dr Kamil Wasilkiewicz, dr Krzysztof Wroński, dr Agnieszka Lindenhayn – Fiedorowicz oraz dr Tomasz Mizera. Całość poprzedziła msza św . w kościółku przy Zamku Joannitów. Na tę okoliczność ustawiono w Sali Rycerskiej trzy średniowieczne rzeźby, które przyjechały z Muzeum Narodowego w Poznaniu, a kiedyś stały w kościółku w Łagowie. Spotkanie bardzo interesujące, tylko nie o nim w tym artykule chciałam napisać, ale właściwie o oryginalnym dodatku i swoistej dekoracji tego spotkania jaką była artystka pani Sonia Zapolska, jej prace zdobiące Salę Rycerską Zamku Joannitów, jej wypowiedź z prezentacją i pomysł. Sonia Zapolska Już wspinając się po schodach zamku minęłam na nich postać kobiety w stroju z epoki z cylindrem na głowie, w białej bluzce, w długiej spódnicy – miała bardzo pogodny wyraz twarzy i wskazała mi uprzejmie drogę reagując na moje zapytanie („gdzie wykłady są prowadzone?”). Potem dołączyła do grona słuchaczy i przycupnęła na boku słuchając prelegentów, ale Ona czekała na swoją kolej, a jej wystąpienie było na samym końcu. To była Sonia Zapolska. Po całej Sali Rycerskiej rozstawione były Jej plastyczne prace przedstawiające : krzyż maltański, białą damę na zamku, królewnę z rycerzem (tryptyk w kolorach bordo, zielonym i granatowym), Wenus Botticellego i Zamek Joannitów, jezioro, historyczne domy w Łagowie… Prace jakby witraże, ze złotą konturową kreską, w nocnej scenerii zamku i przyrody, pracowicie wykonane, drobiazgowe szczegóły, tak bogate w elementy, radosne, kolorowe, żywiołowe, romantyczne, tak bardzo artystyczne… Na honorowym miejscu znalazła się szczególna ekspozycja: „Łagowska bajka” – koncepcja zagospodarowania terenu przy promenadzie. Przysłuchiwałam się rozmowie Pani Sonii Zapolskiej z radną, która podeszła do niej – artystka objaśniła jej swoją artystyczną wizję, bo jak powiedziała, to nie są plany, ale artystyczna wizja, która zrodziła się po tym, gdy pracując w muzeum przez dwa lata, zobaczyła stare zdjęcia Łagowa, na których na terenie koło kościoła był ogród i szklarnia. Te zdjęcia stały się inspiracją do łagowskiej wizji: „Łagowskiej bajki”. Tą wizją chciała się szerzej podzielić i ją przedstawić. Stworzyła koncepcję ogrodu różanego we francuskim stylu, bo róże tam kiedyś rosły. Można, mówiła artystka – w tym miejscu stworzyć miejsce kulturalne, całość zamknąć drugim budynkiem. Powstałaby sala, w której raz odbywałyby się wystawy, innym razem byłaby pod wydarzenia. Jeden obiekt byłby galerią, drugi przeznaczony byłby pod warsztaty i spotkania. Ten drugi budynek byłby większy, dwukondygnacyjny i nawiązywałby architektonicznie do szachulcowych obiektów, które tutaj dawniej stawiano w Łagowie, aby też nawiązywał do klasyki architektury łagowskiej. Poza tym tutaj dawniej stała szklarnia. Radna, która z uwagą wysłuchała koncepcji artystki powiedziała, że ta wizja ma swój sens, bo klasycznie Łagów słynął różami i aby Sonia Zapolska złożyła tę koncepcję władzom miasta, bo w tej chwili sprawa jest bardzo aktualna. Czy powstanie w Łagowie ogród różany we francuskim stylu? Czy będzie galeria, szklarnia jak dawniej? Czy będą nowe spotkania, ciekawe warsztaty? Coś mi mówi, że to wszystko powstanie. Trzymam kciuki. Piękne marzenia, ciekawi twórczy ludzie i mądrzy radni. Czym byłby świat bez artystów? Myślę, że byłby nudną, praktyczną zabijającą ducha szarą rzeczywistością. Sonia Zapolska mieszkająca w Świebodzinie, architekt wnętrz i artystka, córka artystki i działaczki kultury od dziecka odwiedza Łagów lubuski , kocha to miejsce i z niego czerpie inspiracje twórcze. Od kilku lat tworzy prace malarskie, które można w sezonie oglądać w „Caffe warsztat” , w „Ogrodzie smaków”, w recepcji Zamku Joannitów. W 2024 roku odbyła się wystawa Jej prac w sali przy promenadzie. Jak mówi – chce stworzyć większą Wenus Botticellego na tle Zamku Joannitów, niż ta z 2025 roku. Pani Soni życzę wielu planów i ich realizacji. Marzanna Leszczyńska

„Łagowska bajka” Sonii Zapolskiej Dowiedz się więcej »

Majówka z historią, tradycją polską w Łagowie lubuskim

Podwójne święto w dniu 3 maja 2026 roku spędziłam w Łagowie lubuskim. Zapraszam na swoje refleksje z tego co zauważyłam i przeżyłam – Marzanna Leszczyńska 3 dzień maja to podwójne święto. Piękne ich połączenie odbyło się w Łagowie Lubuskim. Po pierwsze to Święto Najświętszej Marii Panny Królowej Polski. Od uroczystej mszy św. w zabytkowym kościółku przy Zamku Joannitów rozpoczęło się świętowanie. Ołtarz przyozdobiony biało – czerwonymi goździkami upiętymi jak flaga, oświetlony zapalonymi świecami, spuszczone długie biało-czerwone szarfy wzdłuż okna witrażowego i balkonu podkreśliły wspaniale, że jest to też narodowe święto, a Maryja jest naszą królową. Niezwykłej urody jest kościółek przy zamku Joannitów w Łagowie – jasny, świetlisty. W ten majowy ciepły i słoneczny dzień wszystko w jego wnętrzu nabrało blasku – złocił się ołtarz, witraże tak pięknie rozświetliły wnętrze. Obecny na mszy poczet sztandarowy, a w nim na czele ułani i dziewczyna w stroju szlacheckim trzymająca bukiet czerwono- białych kwiatów wyprowadzili po mszy jej uczestników z kościoła. Przed kościółkiem czekały konie, które dosiadały młode dziewczyny w strojach szlacheckich i jeden ułan którzy cały orszak poprowadzili uliczką Łagowa poprzez zabytkową bramę pod mury zamku. Tam władze miasteczka wygłosiły krótkie przemówienia, odczytany został fragment konstytucji, odśpiewano hymn. W parku już czekały atrakcje: kuchnia polowa z grochówka, przysmaki przygotowane przez Koło Gospodyń Wiejskich. Rycerze prezentowali miecze, były też stragany ze starociami, wyrobami z wikliny i kosmetykami z natury. Oba jeziora, po dwóch stronach zamku zapełniły się kajakami. W parku za plecami zamku na ławkach i na trawnikach odpoczywali ludzie, można było spokojnie wystawić białe nogi do opalania. Takiemu relaksowi towarzyszyła muzyka, osobliwa i idealna do tego miejsca. Jeden tylko grajek ulokował się pod potężnym, rozłożystym czerwonym bukiem ( kto wie, czy to drzewo nie pamięta czasów KONSTYTUCJI 3 MAJA). Grajek miał tylko jeden instrument, była to blaszana misa, na której rękami muskając ją wyczarowywał dźwięki przypominające te z elektronicznej harfy Andreasa Vollenweidera. Muzyka rewelacyjnie wpisała się w scenerię krzyżackiego zamku, dawała spokój, ukojenie. Myślę, że dzieci w wózkach, spały długo w cieniu pod murami, a ludzie na kocykach relaksowali się inaczej niż przy rozpanoszonej wszędzie muzyce disco- polo. Ten muzyk pod tym rozłożystym bukiem tworzył nieziemskie zjawisko. Buk prezentował się jak paw, który rozpostarł swój imponujący ogon. Na tle czystego nieba i słońca buk rozwinął cały wachlarz kolorów i odcieni swoich liści i dał piękny spektakl. Ktoś miał znakomity pomysł.  Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałka na obrazie poniżej uruchomi film. Atrakcji było dużo. Tymczasem dzielę się tym, z czego sama skorzystałam. Nie mogłam sobie odmówić herbatki na Zamku Joannitów, a potem widoku na panoramę Łagowa ze wspaniałego wiaduktu, tym bardziej, że tam nikogo nie było, za to aż tam dochodziły głosy z festynu czyli opowieści o ułańskich koniach. Piękny, świąteczny, udany dzień spędzony w oryginalnym Łagowie Lubuskim. Jak zwykle ludzi dużo, nie zabrakło „kolorowych ptaków” – nie tylko wśród ludzi, ale też oryginalnych samochodów i motorów. P.S. W tym roku – 2026 przy okazji Święta Konstytucji 3 Maja powołano w Polsce Radę ds. Nowej Konstytucji. Nadzieję daje to, że powołano w jej skład prof. Ryszarda Piotrowskiego – najlepszego konstytucjonalistę. Prof. R. Piotrowski nie jest jak twierdzi zwolennikiem romantyzmu konstytucjonalnego, nie jest też zwolennikiem resetu konstytucji. Zresztą twierdzi, że nawet gdyby była nowa konstytucja to świat się nie zmieni, ludzie od tego nie staną się lepsi, ani politycy. Sądzi, że próbować trzeba, jeśli pojawiają się takie możliwości, mimo tego, że nie ma odpowiedniej siły, ale jest nadzieja, że po wyborach może coś się zmieni. Nie należy zmieniać całej konstytucji, bo jaką nową napiszemy? Przypomniał słowa Biskupa Zygmunta Choromańskiego: „ Chyba , że ktoś chce konstytucję oprzeć nie na opoce odwiecznych prawd moralnych, ale na piasku lotnych doktryn”. Prof. R. Piotrowski podkreśla, że konstytucja powinna nas obronić przed dominacją władzy skoncentrowanej i powinniśmy mieć prawo do tego, aby nie być we władzy algorytmów, ale we władzy ludzi, mieć prawo do własnych myśli, aby nie było prawa wnikania we własne myśli. Bardzo ważny jest art. 30 o godności człowieka, aby człowiek zawsze mógł powiedzieć władzy „Nie”. Profesor podkreśla, abyśmy przeczytali Konstytucję 3 Maja, próbowali ją zrozumieć. Marzanna Leszczyńska

Majówka z historią, tradycją polską w Łagowie lubuskim Dowiedz się więcej »

PIERWSZY MAJA 2026 W REWALU

Zapraszam na swoje wrażenia z majówki na klifie w Rewalu – Marzanna Leszczyńska Na jeden dzień nad morze. Ależ oczywiście, że tak. Z mojego miejsca zamieszkania to tylko dwie godziny jazdy samochodem. Cel wiadomo plaża, morze, klif ale po drodze niedaleko Kamienia Pomorskiego jest bajeczna boczna aleja grabowa, zawsze muszę na nią zerknąć. To cudo natury – zjawiskowy tunel wiedzie do Chrząstowa. Teraz młode jeszcze nierozwinięte listki drzew mają seledynowy kolor, a u swoich stóp ta aleja ma soczystą zieleń pola. Trudno oderwać oczu od tego odcinka drogi. W Rewalu byłam przed południem. Pierwsze kroki musiały być skierowane na plażę, aby zaliczyć wiosenny chrzest w wodzie. Bez wiatru, lekka fala, ludzi mało na plaży. Całkowite zanurzenie czyli po czubek głowy i wyskok z wody. Zawsze się wzdrygam, ale potem ta świeżość, przypływ energii, szczęścia to niesamowita nagroda. Cała ospałość pożegnana. Potem krótka kąpiel słoneczna – czyli witamina D3 – przecież wystarczy pół godziny między 11-14 i 30 procent odsłoniętego ciała bez kremów przeciwsłonecznych, bez kąpieli w chlorowanych basenach. Pogoda wyjątkowa, słoneczko, ciepło, radośnie. Ruszyłam do miasteczka na rybkę. W miasteczku gwarno, ludzi mnóstwo. Spragnieni ciepła i słońca są ludzie po tak długiej i mroźnej zimie, późnej wiośnie. Nie straszna im wysoka cena paliwa spowodowana wojną USA z Iranem. Dzisiaj jakby wszystko zostało gościom wynagrodzone – od razu klimat wakacyjny z początkiem maja… W centrum przy szkieletach wielorybów muzyka disco polo. Szkielety wystrojone kwiatami do zdjęć. Jakaś para przebierańców, przy których dzieciaki się fotografowały, dziwny pojazd, który woził dzieci w wagonikach. Ludzie dużo, przyglądających się, siedzących na ławkach. O nie, nie przysiadłabym się. Czmychnęłam czym prędzej do „Kalifornii” na dorsza i kawkę latte z cynamonem. Tak, doprawdy nie pojmuję dlaczego pięknie położona na klifie z widokiem na morze restauracja z tradycjami, z fotografiami na ścianach starego Rewala i Trzęsacza nazywa się „Kalifornia”? Jest też „Rancho”. Ludzi sporo, ale miejsce na tarasie znalazłam bez trudu. A potem czym prędzej chciałam się znaleźć na plaży, aby pójść do Trzęsacza i zobaczyć jak wygląda rewolucja na klifie rozpoczęta od początku nowego 2026 roku. Próbowałam iść na boso, ale szybko założyłam buty, bo piasek jeszcze zimny. Słońce dało pod koniec dnia przecudowny spektakl. Czyste niebieskie niebo i lśniąca woda, jakby ktoś rozsypał po niej kryształki svarowskiego. Tak, dzisiaj morze ubrało się w biżuterię, aby przywitać tylu gości. A na linii horyzontu biała linia. Po drodze mijałam ludzi nie tylko spacerujących, siedzących nad morzem, ale też dzieci turlające się po plaży i szczęśliwych ludzi. Jeden pan wbiegł do morza w czarnym ubraniu z okrzykiem „ Niech żyje wolność! „ i zaraz potem dołączył do niego kolega. Szybko wyskoczyli z morza, a co było dalej? Nie wiem… Na klifie zmiany postępują. Wyżłobiono równoległe koryto drogi, a jego brzegi wyłożono granitową kostką. Smutny widok, demolka. Tak patrzę na to i pytam po co? Na razie nie widzę plusów estetycznych. Coraz mniej ziemi i rozmytych linii dróżek pod nogami. Coraz więcej betonu, sztywnych linii. To dla rowerów? Wygląda na to, że wszędzie musi być trasa szybkiego ruchu…Ech… Parę lat temu napisałam wrażenia ze spaceru tym klifem, wtedy nie wiedziałam, że to się zmieni. One zostaną i zawsze do nich będę wracać :https://idealzezgrzytem.pl/2022/11/29/retrospekcje-z-rewalskiego-klifu/ Przy Syrence i ruinach kościoła również muzyka, ale porywająca, ludzie bawiący się, młodzież siedząca na schodach i szalejąca w rytm muzyki. Furorę robiła pani w krótkich spodenkach wytatuowana od stóp po szyję. Gratulacje dla zespołu. Miło było przystanąć i popatrzeć. Ba, poszłam dalej i po dwustu metrach zawróciłam, aby zrobić zdjęcia – usłyszałam słynną piosenkę-”Jesteś szalona, mówię ci”. Pomyślałam tylko, że jestem szalona, że zawróciłam, a może ta pani w tych tatuażach jest szalona ? Niestety przez swoją niecierpliwość nieopatrznie skasowałam właśnie te zdjęcia zabawy przed Syrenką. Tam panowała świetna atmosfera, letniego festynu, takiej polskiej nuty, jakby dawnej , swojskiej zabawy na weselach przy zachodzącym słoneczku. I koniec, bo czekał mnie jeszcze powrót do domu i droga po ciemku. Marzanna Leszczyńska

PIERWSZY MAJA 2026 W REWALU Dowiedz się więcej »

Kwiat lnu zamiast żonkila – targi książki patriotycznej – 2026

Sobota 18 kwietnia 2026 w gorzowskim hotelu „Mieszko” była dniem Targów Książki Patriotycznej. Zaciekawienie budziły tematy książek: O Jedwabnem ( 2 grube tomy), interesujące opracowania o masonerii, o Żołnierzach Wyklętych, zbrodniach na Wołyniu – książki jakich nie kupimy w księgarniach w sklepach czy Empiku. Osobiście nabyłam zakazane przez komunistyczną cenzurę „ Radosne i smutne” Kornela Makuszyńskiego, „ Dzieci Kresów” dr Lucyny Kulińskiej, skusiłam się na zwierzenia masona Johna Robisona i „Czarną księgę masonerii” Guido Grandta. Odbyła się też projekcja trzech filmów: „Eugenika’, „Jedwabne” i „Sąsiedzi”. Ten ostatni będzie brał udział w Festiwalu Filmów w Mediolanie, po to przede wszystkim, aby szeroko w świecie popularyzować prawdę o ludobójstwie Polaków na Wołyniu ( film jest zapisem zeznań świadków tych makabrycznych wydarzeń, w tej chwili nikt z nich już nie żyje). Targi reprezentowali zaproszeni goście: dr Lucyna Kulińska, Piotr Szlachtowicz, Jacek Międlar, Marek Skalski, Tomasz Sommer i mecenas Krzysztof Łopatowski z naszego miasta. Goście wypowiedzieli się na temat bardzo aktualny: „ Polska, Izrael, Iran – geopolityka napięć i interesów”. Jakie jest ich zdanie ? Odważne, które warto przytoczyć , bo każdy z zaproszonych gości wniósł swój szczery punkt widzenia, który poszerzył cały obraz.. Dr Lucyna Kulińska : – Jesteśmy trzymani w zaciemnieniu jeśli chodzi o ostatnie wydarzenia i zaangażowanie się Syjonistów i USA w atak na Iran. Jest to ludobójstwo i zbrodnie przeciw ludzkości. Odbieram to jednoznacznie i uważam, że 70 % Polaków tak sądzi, boją się jednak wyrażać swojego zdania. Przypinanie sobie żonkili jako pochylanie się nad Holokaustem jest popieraniem tych, którzy robią dzisiaj to samo co zarzucają innym. Nie przyczepiajmy żonkili i nie popierajmy ludobójców. Pytanie kto z naszych elit politycznych wyłamał się z tego gestu? Nie wybierać i nie słuchać tych, którzy nadal demonstrują żonkile w klapach marynarek bo szykują nam los ludzi w Strefie Gazy. To co się dzieje jest zaprzeczeniem logiki. Izrael zapowiedział, że „ Mają przetrwać lwy” co znaczy, że tylko najsilniejsi przeżyją. Czy my tego chcemy? Nie , ale nie mamy nic do powiedzenia. Pytanie co robi nasz Minister Spraw Zagranicznych na posiedzeniu Grupy Bilderberg? Mamy zasadzonych ludzi, którzy tworzą pozory. Wygląda na to, że wojna jest sposobem na rozwiązanie i na depopulację ludzkości. Wojna rosyjsko- ukraińska powinna być dawno zakończona , ale ich prezydent tego nie chce. Prezydent USA mówi co innego a robi też co innego. Przysyłają nam ludność z Afryki i innych krajów, ciągle są prowadzone operacje fałszywej flagi. Znowu próbują nas włączyć do wojny. Wszystko jest dogadane na najwyższym stopniu, a Polaków indywidualistów chce się przerobić na chiński model. MY Polacy jesteśmy przeznaczeni na wyniszczenie. Nie dajmy się wymordować. Mecenas Krzysztof Łopatowski – Warto przytoczyć cytat, że „Żydom nic lepszego niż Holokaust się nie przydarzyło”. Dzięki temu wszelka krytyka Izraela jest uważana za antysemityzm. Dziś wiemy, że Izraelczycy dla zabawy strzelają do ludzi, w tym dzieci, wstrzymują pomoc produktów spożywczych dla ludności cywilnej tam gdzie prowadzą atak. Chcą stworzyć państwo od Nilu do Eufratu i zależy im na surowcach tam występujących, to prezydent USA blokuje Cieśninę Ormuz. Na świecie panuje wielki niepokój, a w naszym kraju nikt przeciw temu nie protestuje, tylko wykonują zadania obcych. Nie powinniśmy głosować na tych, którzy w ten sposób uczynią z Polski strefę zgniotu którzy chcą dla Polski zła. Ameryka nie jest już hegemonem, supermocarstwa rozgrywają swoje interesy, a konflikty są po to, aby mocarstwa osłabiać. Próbuje się nas ustawiać po stronie konfliktów, które są trudne do zrozumienia, panują kłamliwe propagandy, podteksty a prezydent Ukrainy jeszcze niedawno uczył się języka swojego kraju. Tymczasem 70 % Polaków nie widzi w Rosji wroga, nasz Minister Spraw Zagranicznych ma swojego oficera prowadzącego, którym jest Ann Applebaum. Użycie bomby atomowej skończy się tylko zagładą świata. Jacek Międlar – Od 1949 roku Żydzi terroryzują Palestyńczyków, a świat udaje, że tego nie widzi. Opowiada się mity, bajki , w tym też z Polaków uczyniono nazistów od, których Żydzi się wyzwolili czego symbolem są te żonkile. Tymczasem oni sami wymordowali wielu ludzi w Libanie, Persji, Palestynie, Swoje ofiary nazywają zwierzętami. Już w 1946 r. była wymordowana ludność w arabskiej wiosce, jest dużo pamiętników i książek żydowskich na ten temat. Żydzi postępują tak, żeby mieć monopol na prawdę. Żonkil tak naprawdę, jest symbolem kłamstwa i półprawdy, a ludzie nie mają o tym zielonego pojęcia. Prawda jest taka, że Żydzi podczas wojny byli bierni, nie umieli uformować organizacji sprzeciwu, a to co robili Polacy i AK wyśmiewali i nazywali bohaterszczyzną. W rezultacie to polska partyzantka pomagała Żydom tworzyć okopy. Żydzi na podstawie zdjęć z getta budowali swoją walkę i swoje państwo w 1948 roku zbudowali na bazie nienawiści. Powinniśmy potępiać zbrodnie Żydów. Niestety kancelaria naszego prezydenta i wielu polityków tzw. łże prawicy tego nie robi. Swoje publikacje przesyłane do prezydenta nie spotykają się z żadną odpowiedzią, politycy nie pomagają w żaden sposób w badaniach, nie ułatwiają ich, za to chętnie wstawiliby przy wydaniu gotowych książek swoje logo. Jest to tylko pozorne sprzyjanie patriotycznym autorom i udawanie, że są po ich stronie. Dla wojny należy mówić – nie. Nasi politycy nie są mężami stanu. Rozdali pieniądze dla Ukrainy, na szkolenia dla Ukraińców. Ukraina jest krajem skorumpowanym, dalej w nim kwitnie kult Bandery ( w roku 2022 badania wykazały, że 74% Ukraińców popiera Banderę, a banderyzm dzisiaj przebił się do mainstreamu). Po przegranej wojnie frustracja tego narodu się skanalizuje na naszym narodzie i zrobią to narzędziami, które my im podarowaliśmy. W tej chwili ich politycy podkreślają, że największą pomoc otrzymali od Niemiec i w tej chwili budowane jest niemiecko-ukraińskie porozumienie. Dr Tomasz Sommer – W Marszu Żywych w Oświęcimiu wzięli udział żołnierze izraelscy czyli ludobójcy przeciw ludobójcom. Czy mieli mandat do tego żeby się w tym miejscu pokazywać? Schizofrenia zachowań – robią to samo, co ci, którym tego zarzucają. Jest to po prostu festiwal kłamstw. Wszystkich, którzy to zauważyli i mówili nazywano antysemitami i ich wykluczano. Polscy politycy są niejednoznaczni, kluczą w wypowiedziach i mówią tak żeby nic nie powiedzieć,bo się boją o swoje stanowiska, nie chcą być odcięci od swoich stołków. I takim przykładem jest nasz obecny prezydent kraju, Minister Spraw Zagranicznych. Politycy nie protestują, nie

Kwiat lnu zamiast żonkila – targi książki patriotycznej – 2026 Dowiedz się więcej »

Skończyła się baśń

17 kwietnia 2026 roku to dzień pogrzebu Wiesława Myśliwskiego – wybitnego pisarza ( 1932- 2026 ). Zapraszam na osobisty tekst – Marzanna Leszczyńska „Nakłuć odbiorcę jak perłopława, aby sam wydał perłę. Ile czytelników tyle wizji książki – to jest największa nagroda za trud pisania” ( Wiesław Myśliwski – „W środku jesteśmy baśnią”) Późno odkryłam Wiesława Myśliwskiego, zaledwie trzy lata temu. Zachwyciły mnie rozmowy z tym pisarzem, które pojawiły się na youtu.be. To od nich się zaczęło. Nie mogłam się od nich oderwać. Starszy Pan, po 90- ce, stanowczym głosem bardzo interesująco opowiadał o tym jak zaczął pisać książki i jak zaczęto je przyjmować na świecie jak one weszły w ten świat. To były opowieści niezwykłe o tym, jak kowboje w Arizonie ustawiali się w kolejce po autografy tłumacza, bo autora tam nie było, jak tłumacze z Holandii dostawali stypendia, aby zamieszkać w Sandomierzu, aby poczuć klimat miasta aby jak najwierniej przetłumaczyć „ Ucho igielne”, o tym jak we Francji w Pałacach nad Loarą organizowano spotkania z okazji jego książek, jak ktoś za granicą zapisał mu w testamencie dom w podziękowaniu za twórczość. Gdy usłyszałam, co mu powiedział Bill Johnston (tłumacz, esperantysta, który przekłada, książki W. Myśliwskiego) o języku polskim byłam kompletnie rozbita: „ Zachwyciło mnie brzmienie polskiej mowy. Polszczyzna to najpiękniejszy język na świecie, bo żaden język na świecie nie ma takiego spektrum dźwięków jak polski. Ogromna skala”. Uzmysłowiłam sobie, że my Polacy nie mamy pojęcia i nie doceniamy tego w jakim miejscu żyjemy, jakimi ludźmi jesteśmy otoczeni i zachowujemy się tak jakbyśmy świadomie i z zazdrością odrzucali to co najbardziej wartościowe. Niestety ciągle tkwimy w innym świecie, niestety ten gorszy świat z nas nie wyszedł. Zafundować stypendium tłumaczowi, wyjazd do innego kraju po to, aby wszedł w jego klimat dla lepszego tłumaczenia, takie pomysły mogą mieć Holendrzy, Amerykanie, ale Polacy to już nie… W ubiegłym roku postanowiłam spróbować sił w zdobyciu stypendium w moim mieście dla szczególnych tekstów na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl, nawet miałam takie sugestie od czytelników , że są poetycko napisane i dotyczą niezwykłej historii pałacu i jest to już historia dwóch krajów, że warto aby była napisana w obcym języku. Znaleźliśmy szczególnego tłumacza. I co usłyszałam od komisji ? „Przecież sztuczna inteligencja zrobi to za darmo”, taki jest poziom komisji d/s kultury, kto dobiera ich członków ? „ To nie literatura jest w życiu najważniejsza, a miłość. Miłość jest w gruncie rzeczy tajemnicą. Prawdziwej miłości się nie demonstruje”. (Wiesław Myśliwski – „ W środku jesteśmy baśnią”) Na początek wybrałam „Pałac”, być może pod wpływem tego wszystkiego co związane z moim zaangażowaniem w opisywanie historii pałacu w Mierzęcinie przez dr Roberta Wójcika. Chyba nie pomyliłam się, bo tak właśnie wyobraziłam sobie miejsce akcji tej książki. Uderzyła mnie filmowa żywiołowość scen od pierwszych jej stron . Od razu zgadłam jej zakończenie, było oczywiste, ale to nie ono było ciekawe – najciekawsze było wszystko to, co wydarzyło się do tego zakończenia. Tak, rzeczywiście, przyznaję, że prawda zawarta w „Pałacu” o psychice i naturze kobiety jest naga. Ze wstydem przyznaję się, że poczułam się w pewnym momencie, jakby zdarto ze mnie ręcznik, którym się okryłam, aby nikt nie widział niedoskonałości pod nim… „ Kultura młodości jest największym złudzeniem. Fetyszyzacja młodości – że to jedyna wartość- rozpaczliwa diagnoza. I ona się załamuje” ( Wiesław Myśliwski – „ W środku jesteśmy baśnią”) Drugą książką Wiesława Myśliwskiego, po którą sięgnęłam jest „ W środku jesteśmy baśnią”. To był powrót do czasów dzieciństwa, wsi, która już nigdy nie wróci, a która pozostała w mojej pamięci, a wydawało się, że są rejony, które nigdy się nie zmienią. Zmieniły się, nie wiadomo kiedy. Piaszczyste drogi wyasfaltowano, drewniane wiatraki spróchniały i je rozebrano, wiejskie śpiewy podczas „darcia pierza” , które mój tato nagrywał na szpulowe taśmy magnetofonowe umilkły, nie ma snopków siana na polach, na drogach nie spotkasz drabiniastego wozu z koniem. Dzięki tej lekturze przypomniałam sobie, tyle mi ta książka wyjaśniła. ” Za jakiś czas rozczaruje nas ta cywilizacja, zacznie budzić lęk i będziemy szukać naszej tożsamości kulturowej w tych chłopskich pokładach”. (Wiesław Myśliwski ” W środku jesteśmy baśnią”) Jest zuchwałość w życiu i twórczości Wiesława Myśliwskiego, ale On jest dowodem, że trzeba mieć tę zuchwałość, bo nie musi nas ona ośmieszać. Ta zuchwałość może nas wynieść czasami bardzo wysoko, że nawet sobie tego nie wyobrażamy. Wiesław Myśliwski nie otrzymał Nobla, ale przecież nie najlepsi go otrzymują. Zamiast książek W. Myśliwskiego czytałam Petera Handke (Otrzymał Nagrodę Nobla razem z Olgą Tokarczuk. Taka wyjątkowa sytuacja) , a szkoda… Jest tylko 9 książek mistrza, filozofa, człowieka prawdy – Wiesława Myśliwskiego i nadrobię ten czas, który straciłam na ich przeczytanie już teraz, bez zwłoki. Mam nadzieję, że znajdzie się mądry decydent i włączy książki Wiesława Myśliwskiego do lektur szkolnych, że ludzie będą poznawać tę spuściznę. Bądźmy perłopławami i wydawajmy perły, bo Wiesław Myśliwski zrobił nakłucia… 25 marca 2026 r. Wiesław Myśliwski skończył 94 lata , 29 marca 2026 zmarł. Ten tekst publikuję w dniu Jego pogrzebu. „Śmierć jest mądra, śmierć ma rację. Przerywa nam, bo wszystko co robimy jest zamierzone na nieskończoność”. (Wiesław Myśliwski ” W środku jesteśmy baśnią”) Marzanna Leszczyńska

Skończyła się baśń Dowiedz się więcej »

REWOLUCJA NA KLIFIE – TRZĘSACZ

Na klifie w Trzęsaczu widać wielkie rewolucyjne zmiany. Z początkiem 2026 ukazał się mój pierwszy materiał na ten temat :https://idealzezgrzytem.pl/2026/01/07/rewal-po-sylwestrze-2025-roku/ . Minęły dwa miesiące – zmiany są już bardzo widoczne. Zapraszam na drugą część refleksji o rewolucji na klifie w Trzęsaczu. Marzanna Leszczyńska Tak, na klifie coś się dzieje. Na grubo. Można powiedzieć , że praca idzie pełną parą. Gdy przechodziłam tam 1 styczna 2026 roku były już pierwsze prace – wytyczona nowa droga, pocięte drzewa i zniszczone pochyłe potężne brzozy, które stanowiły charakterystyczny i uroczy punkt tego niedługiego odcinka. Teraz, a zdjęcia są z 28 lutego widać istny armageddon – kopary, stosy korzeni, wyryta druga trasa, równoległa do tej pierwszej. Zadaję sobie pytanie dlaczego? Czy pójdzie tam jakiś bruk – nie daj Boże… To był piękny dziki zakątek, gdzie można było przejść swoją stopą po ubitej ziemi, czasami przejrzeć się w kałuży po deszczu, gdzie byli tylko spacerowicze, czasami przemknął jakiś rower. Tu był spokój, nie musiałam się z niepokojem oglądać za siebie, czy zagraża mi jakaś szalona hulajnoga czy rower. To była dróżka, po bokach której rosły zioła, latem bieliły się potężne ich baldachy. Gdy umieszczałam fotografie na facebooku z tego miejsca, dostawałam tzw. „lajki” z dalekich stron świata – zachwyconych ludzi, którzy pytali gdzie jest tak pięknie?… To był wąski pasek drzew a i tak za nim powstały apartamentowce, a ich zazdrosne – o widok na morze- okna kazały sercu drżeć, że zagości tu kiedyś topór i buldożery. Parę lat stabilności tego krajobrazu uspokoiły obawy, niestety nadeszły zmiany… Zadaję sobie pytanie dlaczego? Po drugiej stronie Rewala w kierunku Niechorza zrobiliście trasę wybrukowaną, z latarniami – jest dużo mniej atrakcyjna. Rowery mają już tyle dróg, po co jeszcze w tym miejscu ta demolka ??? „Nowoczesność dokonała już głębokich spustoszeń kosztem mordowania dla cielca postępu, jakby każdy prowincjonalny artysta musiał małpować kulturę metropolitarnej tandety, realizując hasło, iż właściwym tworzywem sztuki jest świat konsumpcji powszedniego dnia „ – Waldemar ŁysiakMam jeszcze wspomnienia, które powstały 5 lat temu i zdjęcia tamtego krajobrazu . Tego już nie ma Zapraszam na wspomnienia : https://idealzezgrzytem.pl/category/baltyk-z-perspektywy-rewalskiego-klifu/ Marzanna Leszczyńska

REWOLUCJA NA KLIFIE – TRZĘSACZ Dowiedz się więcej »

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku

8 marca to nie tylko Dzień Kobiet to również data opublikowania pierwszego artykułu dr Roberta Wójcika o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie w odcinkach. Jest ich już parędziesiąt. Co roku w kolejną rocznicę współpracy zadaję autorowi trzy pytania. I tak jest też w 2026 roku. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska. Na zdjęciu Marzanna Leszczyńska i dr Robert Wójcik (  był administratorem Pałacu w Mierzęcinie w latach 1998-2008).   Mierzęcin to piękny Pałac z ciekawą historią i Park jak zaczarowany – z jednej strony pałacu – Park Zabytkowy z drugiej Ogród Japoński – który stworzyła żona dr R. Wójcika – Alicja Wójcik. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film, a towarzyszyć mu będzie muzyka .Clip w pigułce przypomina prawie wszystkie „wspomnienia dr Roberta Wójcika” o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie. Nie – nie ma. I miał nie będzie. Nigdy tego nie stosowałem i prawdę mówiąc nie wiem jak to robić. Piszę artykuły na różne tematy – bardziej korzystam z różnych literaturowych źródeł. Jestem już człowiekiem starej daty – raczej nie interesuje mnie to zupełnie. Czasami gdy korzystam z wiadomości z Internetu – widzę jedno- jak wiele wiadomości na dany temat są sprzeczne z oczywistą prawdą. Zawsze szukam „ źródeł prawdy” – i można je odnaleźć. I chyba nie robi tego „ sztuczna inteligencja” – która się panoszy. Niedawno czytałem ciekawy artykuł – w jaki sposób jest ona wykorzystywana – przeraziło mnie to i sobie nie zdawałem z tego sprawy – ale jest to fakt. Wojsko, bankowość, prawo, administracja, mechanika, elektronika, energetyka, medycyna, fizyka, matematyka, chemia, astronomia, archeologia… itd. itp. Mam wrażenie jedno – że niedługo będzie potężne bezrobocie – i ludzie z wiedzą – nie znajdą pracy – przede wszystkim – młodzi ludzie. Straszne czasy nastały. Ale z drugiej strony wiem i czytałem – że jest niezwykle pomocna – chociażby w medycynie i uratowała wielu ludziom na świecie – życie. To trudny dla mnie temat – i nie mam o nim zielonego pojęcia – tak , że nie mogę nic powiedzieć konkretnego na co to AI , poza informacjami z Internetu , które od czasu do czasu czytam. A co do pisania artykułów – to wydaje mi się – że człowiek rozumny , oczytany – potrafi zrozumieć czytany tekst , który wybrał do przeczytania – i potrafi osądzić czy to napisał człowiek czy AI. Z drugiej strony – osobiście mam takie wrażenie, że świat już wytworzył sztucznych przywódców państw, narodów – i to mnie bardzo niepokoi. Jesteśmy w jakimś chaosie kłamstwa i głupoty – i niby ma być teraz lepiej.. . Osądźcie Państwo sami – czy jest lepiej czy gorzej . Według mnie źle i będzie jeszcze gorzej. Widmo trzeciej wojny światowej wisi na włosku. Patrzę na to wszystko niezwykle przenikliwie i mogę z ręką na sercu powiedzieć – że żal mi tylko moich dzieci, które dożyją, a w zasadzie są wplątane w to wszystko. Mnie i mojej żonie już nic nie zaszkodzi. Po prostu jesteśmy już starzy – i jest nam wszystko obojętne – ale o nasze dzieci się martwimy – jaką będą miały przyszłość. Modlimy się o jedno – oby nie cierpiały. A reszta świata – mnie nie obchodzi. Czy – jestem altruistą i samolubem ? – chyba nie. I jeszcze jedno – kocham moich czworonożnych przyjaciół – moje cztery kochane mordy – i modlę się o jedno – oby one żyły do „końca mojego świata” i jak już będziemy odchodzić – marzę o tym – abyśmy odeszli razem. Na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl– nigdy nie była wykorzystywana sztuczna inteligencja i według mnie – nigdy nie będzie. Ja jestem – prawdziwy – tak jak inni autorzy , którzy zamieszczają tam swoje artykuły. 2. Minął już kolejny rok Pana publikacji. Początkowo był jeden temat – Mierzęcin, który się nie wyczerpał. Ale w minionym roku tylko trzy artykuły  o Mierzęcinie się ukazały, właściwie to z Mierzęcinem w tle.  Nie tylko historia Pana interesuje, ale ochoczo komentuje Pan wiele aktualnych wydarzeń i tych w pogodzie jak i w polityce – czasy są niezwykle burzliwe więc trudno się dziwić. Moim zdaniem opisywanie historii pałacu w Mierzęcinie jest interesujące, bo jest blisko i jego historia odbudowy i funkcjonowania za Pana czasów jest fascynująca, tym bardziej, że tak pięknie ją Pan opisuje. Art. „Mierzęcin- to co zaciera czas”, choć jest na innym portalu – przekroczył 29000 ( dwadzieścia dziewięć tysięcy ) wyświetleń. Czytelnicy też interesują się autorem tych artykułów o Mierzęcinie, bo ” Powrót do Mierzęcina „( art. pierwszy właściwie o Panu ) ma coraz większe zainteresowanie (13 000 wyświetleń).  Chciałabym aby na www.idealzezgrzytem.pl  zrobić wersję do słuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i aby czytał go głos autora czyli  głos Roberta Wójcika.  Może zacznę od ostatniego pytania – chodzi o wersję do odsłuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i abym ja to czytał – czyli głos autora- czyli mój. Powiem krótko – mój głos jest fatalny i nie nadaje się do tego – nie jestem „mikrofonowy” . Trzeba mieć to coś – co mają zawodowi lektorzy. Osobiście uwielbiam słuchać audycji radiowych, gdzie czytają profesjonaliści. Bardzo to lubię i często słucham. Generalnie – dzieci mi sprezentowały mikrofon, wgrały specjalny program do komputera – próbuję coś zrobić… Ale finał jest taki, że mi się to nie podoba. Nie wiem – może nerwy mnie zjadają, może trzeba w to włożyć mniej emocji ? Mam pewnego rodzaju inny pomysł i musi mi pomóc profesjonalista. Natomiast powiem szczerze – bardzo chciałbym aby na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl pojawiły się słuchowiska moich artykułów i z moim głosem. Temat do ogarnięcia i zrobię wszystko, aby takie audiobooki się pojawiły. Trochę czasu – będzie dobrze. „Mierzęcin” – to temat rzeka. Na dziś – dużo już informacji opisałem. Widzę , że czytelnicy czytają. I to bardzo miłe dla mnie. Zobaczymy jak długo. Ja mam pewną „wersję” tej poczytności – a mianowicie taką – że ludzie chcą coś wiedzieć o obiekcie do którego przyjeżdżają. Na stronach Internetowych obiektu „ Pałac Mierzęcin” – praktycznie nie ma żadnych informacji – ale to nie jest mój problem. Prawdę mówiąc – jestem trochę „zmęczony” umysłowo Mierzęcinem. Z

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku Dowiedz się więcej »

Casablanca – exhibition w Willa des Arts

Sztuka współczesna i ja czyli o tym jak zazgrzytało…- Marzanna Leszczyńska Będąc w Casablance tylko jeden dzień (3 lutego 2026 r) chcieliśmy odwiedzić jakąś galerię malarstwa. Zwabiła nas interesująco brzmiąca informacja: „ Villa des Arts – Reconciliation. Nabil Bahya”. Przyjechaliśmy Uberem w część miasta z pięknymi willami. „Willa des Arts” okazała się wyjątkowa – biały budynek z ogrodem, klasyczny styl. Zadziwiająco harmonijne zestawienie willi i ogrodu – bez przepychu, wysoka jakość, wyrafinowany gust, artystyczna metaloplastyka. Ależ było obiecująco na początku zwiedzania… Przyjechaliśmy Uberem w część miasta z pięknymi willami. „Willa des Arts” okazała się wyjątkowa – biały budynek z ogrodem, klasyczny styl. Zadziwiająco harmonijne zestawienie willi i ogrodu – bez przepychu, wysoka jakość, wyrafinowany gust, artystyczna metaloplastyka. Ależ było obiecująco na początku zwiedzania… W środku parę sal. Na białych ścianach zawieszone prace Nabil Bahya czyli rozwałkowana nieregularnie farba na blejtramach – różne kolory, czasami kolory nałożone na siebie. Do tego pokazano film jak ten artysta je tworzy czyli wałek, stół i powstawanie tych dzieł (przypominało to klasyczne tapetowanie). Gdy to zobaczyłam – wściekłam się na tyle, że nie chciało mi się zapoznawać z tym całym procesem tworzenia tych dzieł. Pomyślałam tylko – jak można tak źle wykorzystywać ten wspaniały budynek, jak szkoda tego miejsca… Nikogo tam nie było oprócz nas – to chyba wymowne. Ale, ale… ktoś chyba wyczuł reakcje oglądających podobnych mi, bo na pocieszenie takim, w jednej z sali wisiały prace, które zadośćuczyniły mi wielkie rozczarowanie. To prace Louis Morere (1885-1949). Nic dodać , nic ująć tylko porównać obu artystów i resztę szczerze dopowiedzieć sobie samemu. Nawet nie chciało mi się tego malarstwa Nabil Bahya fotografować, zrobiłam dwie foty na pamiątkę. Nie rozumiem tego typu sztuki, działa na mnie jak przysłowiowa płachta na byka, za bardzo mnie denerwuje – dlatego niechętnie odwiedzam galerie sztuki współczesnej. Czuję się obrażona, oszukana bo nie widzę w tym sztuki, a przecież przyszłam oglądać coś co nie każdy potrafi. Nie wierzysz w to co mówię? To weź wałek i spróbuj zrobić takie dzieło jak Nabil Bahya, a potem weź pędzel i farby i spróbuj tak jak Murerer. Może powinnam zostać biczem na tę współczesną twórczość, bo przecież ktoś przecież musi. Marzanna Leszczyńska

Casablanca – exhibition w Willa des Arts Dowiedz się więcej »

CASABLANCA – GORZÓW WIELKOPOLSKI

10 lutego 2026 roku Klub Na zapiecku w Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim zorganizował spotkanie z Rafałem Klausem pt „ 100 lat od urodzin Mariana Klausa – podróż w anegdotach po powojennym Gorzowie z muzyką kompozytora”. Swojego ojca Mariana Klausa wspominał syn Rafał Klaus. Spotkaniu towarzyszyły utwory mistrza, Są przepiękne i na pewno poszukam i kupię płytę. Czyż to to nie metafizyka, że parę dni wcześniej wróciłam z Marocco, gdzie odwiedziłam Casablankę i spędziłam chwile w Rick`s Caffe. Nie można wobec tej podróży i tego spotkania zorganizowanego w 100 rocznicę artysty przejść milcząco i bez echa – Marzanna Leszczyńska W Rick`s Caffe w Casablanca Każde miasto ma swoją Casablankę… Po wojnie w 1945 roku, na opustoszałe odzyskane ziemie Landsberga przybyli sprowadzeni ludzie z przekonaniem, że są tu na chwilę, że wrócą tam z skąd przybyli i że przyjdzie polecenie, które nakaże opuścić te tereny, bo jednak nie będą one polskie. Dla tych ludzi bez poczucia stabilności , posiadania sposobem na życie stały się zabawy, tańce, po prostu ogarnął ich szał zabawy. Na wzór przedwojennych w tym czasie powstało w Gorzowie Wielkopolskim 111 punktów gastronomicznych. Powstawały tzw. „Budy taneczne” miejsca tylko do tańca, gdzie nie było jedzenia, gdzie grała tylko orkiestra i się tylko tańczyło. W słynnej „Caffe Wenecja’ odbywały się koncerty, które rozpoczynały się utworami Mariana Klausa. Marian Klaus był muzykiem, kompozytorem, stroicielem fortepianów i akordeonów. Pochodził z muzykalnej rodziny- jego ojciec kolejarz berlińsko-wiedeńskiej kolei grał na trąbce, skrzypcach i pianinie, grał w orkiestrze i dzięki tym umiejętnościom uniknął rozstrzelania w czasie wojny, bo ktoś miał słabość do muzyki. Marian Klaus jako 14- letni chłopiec był zesłany na roboty do Niemiec z Mogilna, ale los sprawił, że pociąg w którym jechał odczepił wagon z nim w Poznaniu i tam pozostał i pracował przy budowie bunkrów, a potem u krawca. W Poznaniu uczęszczał do szkoły muzycznej, którą ukończył, to tym okresem w życiu inspirowany był utwór „Koszula w kratę”. Już wtedy jego umiejętności muzyczne były doceniane, bo grał dla generała niemieckiego, który zajmował willę w Poznaniu, potem w Swarzędzu grał dla generała rosyjskiego. Po wojnie, gdy małżeństwo jego rodziców się rozpadło, jego matka z sześciorgiem dzieci trafiła do Gorzowa Wielkopolskiego gdzie brat znalazł pracę jako kasjer i namówił Mariana do przyjazdu za nim. Rodzina zamieszkała w kamienicy na ulicy Orląt Lwowskich. Rozbawione miasto, w którym połowa mieszkańców to byli Rosjanie ( to po nich została nam nazwa Ruskiego Stawku na Piaskach ) – potrzebowało muzyków. Marian Klaus został nauczycielem w szkole muzycznej w klasie akordeonu, był nauczycielem Edwarda Dębickiego ( Romane Dyvesa), któremu powtarzał : „Edziu, ty będziesz wielkim człowiekiem”. Z tej szkoły wyszło wielu skrzypków, powstawały małe orkiestry symfoniczne, które wynajmowane były do gry w zakładach pracy. Muzycy znajdywali w Gorzowie Wlkp. pracę jesienią, latem koncertowali w muszli koncertowej w Międzyzdrojach w dzień, wieczorem już w Świnoujściu, zimą wyjeżdżali do Szklarskiej Poręby, Poznań też był dobry dla nich jesienią. W tym czasie powstało wiele utworów, bo wyjazdy i życie artysty pisało pomysły na utwory : „Każdy w życiu robi głupstwa”, „Zakochany Cygan”. W 1947 roku, po opuszczeniu Polski przez Mikołajczaka, restauracje zostały odebrane z rąk prywatnych, stały się państwowe. Królową wszystkich lokali w Gorzowie Wielkopolskim była „Casablanka”. Restauracja pięknie położona przy alei starych platanów na ulicy Jagiellończyka. To w tej restauracji grał Marian Klaus. W siermiężnym PRL-u w Gorzowie Wlkp. Casablanka była ewenementem- miała swoje wymagania co do gości. Aby do niej wejść trzeba było mieć na sobie garnitur, krawat. Toteż w praktyce tę garderobę podawano sobie przez okno. Przed wejściem stał i czuwał bramkarz, który swoim wprawnym okiem decydował kogo wpuścić, trzeba było sprawiać wrażenie bogatego, bo dla takich powstała Casablanka. Nie wszystkich wpuszczano i czasem nie pomogły pożyczane garnitury. Nie było tam łatwo wejść. Wielu robotników pragnęło tam zabierać swoje żony, wydawało im się, że wszelkie pozory są stworzone, ale wejścia nie było – ciekawiło ich dlaczego tak zadecydował „bramkarz”. Zdarzały się wejścia po znajomości bo np. ciocia kogoś była kelnerką. Dancingi w Casablance odbywały się codziennie, a bilety rozchodziły się z wyprzedzeniem. W sali ustawiane były stoliki dla SB, policjantów, WSW, prostytutek, żołnierzy ( Ci często uciekali z warty, aby być w Casablance). Było to miejsce , w którym czasami niespodziewanie dochodziło do spotkań wrogich sobie osób – dlatego bójki zdarzały się często. Casablanca była miejscem gdzie grano dobre utwory i, w którym była dobra konsumpcja. Gośćmi byli przodownicy pracy (stachanowscy) , dostawali pieniądze od parti, byli obstawiani przez UB. Marian Klaus wspomina, że w ciągu jednego wieczora w Casablance zarabiało się tyle ile w ciągu miesiąca zarabiali ludzie. Muzycy grali do 1.00 w nocy, a potem do 3.00 goście płacili za każdy utwór. Muzycy pozwali sobie na dowcipy czasami, jeden z nich szturchał smyczkiem gości. Zdarzały się niespodziewane nieszczęścia np. to jak pewnego razu pijany gość wpadł na saksofonistę i wybił mu zęby od tego czasu orkiestra była oddzielona barierkami – poręczami. Życie rodzinne muzyka takiego jak Marian Klaus też było specyficzne – każdy Sylwester spędzony był w pracy, a żona nigdy nie była na Sylwestra za to takie życie sprzyjało rozwojowi jej samodzielności i organizowaniu „domowego przedszkola”. Casablanca miała dobrego kierownika (Kasjan) i osiągała dobre przychody poprzez dobrą organizację i pomysły – prowadzony był też z boku budynku bufet w ciągu dnia, gdzie organizowano „ śledzik i setę”( było to miejsce, gdzie można było wynająć kogoś do „mokrej roboty”). W latach 70-tych Casablanka zaczęła podupadać, pojawiły się inne restauracje. Z czasem stała się lokalem III kategorii i uczyniono z niej jadłodajnię. A muzycy powoli zaczęli wymierać, Marian Klaus w tym roku czyli w 2026 ukończyłby 100 lat. Utwory M. Klausa dzisiaj popularyzują i grają muzycy jazzowi z Gorzowa Wlkp. Przemysław Raminiak „ Błękitna bossa-nowa”, Trio Dawida Troczewskiego – Moja Casablanca. Autor scenariusza słynnego i kultowego filmu „Casablanca” z Humpreyem Bogartem i Ingrid Bergman z 1942 roku pokazuje problem ogromnej rzeszy ludzi (oficjeli Vichi i nazistowskich Niemiec, złodziei, uciekinierów), którzy utknęli w mieście Casablanka w Marocco, które wówczas było kolonią francuską. Film o interesującej fabule, zdobywca 3 Oskarów, wielkiej miłości, trudnych czasach II wojny

CASABLANCA – GORZÓW WIELKOPOLSKI Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry