Nasze lubuskie i historia tajemnic lubuskiej krainy

„Łagowska bajka” Sonii Zapolskiej

9 maja w Sali Rycerskiej na zamku w Łagowie odbyła się konferencja naukowa: „300 lat kultury duchowej Łagowa oraz Joannici i ich dziedzictwo”. Zapraszam na relację z pewnego fragmentu tego spotkania . Marzanna Leszczyńska Wykłady wygłosili: dr Kamil Wasilkiewicz, dr Krzysztof Wroński, dr Agnieszka Lindenhayn – Fiedorowicz oraz dr Tomasz Mizera. Całość poprzedziła msza św . w kościółku przy Zamku Joannitów. Na tę okoliczność ustawiono w Sali Rycerskiej trzy średniowieczne rzeźby, które przyjechały z Muzeum Narodowego w Poznaniu, a kiedyś stały w kościółku w Łagowie. Spotkanie bardzo interesujące, tylko nie o nim w tym artykule chciałam napisać, ale właściwie o oryginalnym dodatku i swoistej dekoracji tego spotkania jaką była artystka pani Sonia Zapolska, jej prace zdobiące Salę Rycerską Zamku Joannitów, jej wypowiedź z prezentacją i pomysł. Sonia Zapolska Już wspinając się po schodach zamku minęłam na nich postać kobiety w stroju z epoki z cylindrem na głowie, w białej bluzce, w długiej spódnicy – miała bardzo pogodny wyraz twarzy i wskazała mi uprzejmie drogę reagując na moje zapytanie („gdzie wykłady są prowadzone?”). Potem dołączyła do grona słuchaczy i przycupnęła na boku słuchając prelegentów, ale Ona czekała na swoją kolej, a jej wystąpienie było na samym końcu. To była Sonia Zapolska. Po całej Sali Rycerskiej rozstawione były Jej plastyczne prace przedstawiające : krzyż maltański, białą damę na zamku, królewnę z rycerzem (tryptyk w kolorach bordo, zielonym i granatowym), Wenus Botticellego i Zamek Joannitów, jezioro, historyczne domy w Łagowie… Prace jakby witraże, ze złotą konturową kreską, w nocnej scenerii zamku i przyrody, pracowicie wykonane, drobiazgowe szczegóły, tak bogate w elementy, radosne, kolorowe, żywiołowe, romantyczne, tak bardzo artystyczne… Na honorowym miejscu znalazła się szczególna ekspozycja: „Łagowska bajka” – koncepcja zagospodarowania terenu przy promenadzie. Przysłuchiwałam się rozmowie Pani Sonii Zapolskiej z radną, która podeszła do niej – artystka objaśniła jej swoją artystyczną wizję, bo jak powiedziała, to nie są plany, ale artystyczna wizja, która zrodziła się po tym, gdy pracując w muzeum przez dwa lata, zobaczyła stare zdjęcia Łagowa, na których na terenie koło kościoła był ogród i szklarnia. Te zdjęcia stały się inspiracją do łagowskiej wizji: „Łagowskiej bajki”. Tą wizją chciała się szerzej podzielić i ją przedstawić. Stworzyła koncepcję ogrodu różanego we francuskim stylu, bo róże tam kiedyś rosły. Można, mówiła artystka – w tym miejscu stworzyć miejsce kulturalne, całość zamknąć drugim budynkiem. Powstałaby sala, w której raz odbywałyby się wystawy, innym razem byłaby pod wydarzenia. Jeden obiekt byłby galerią, drugi przeznaczony byłby pod warsztaty i spotkania. Ten drugi budynek byłby większy, dwukondygnacyjny i nawiązywałby architektonicznie do szachulcowych obiektów, które tutaj dawniej stawiano w Łagowie, aby też nawiązywał do klasyki architektury łagowskiej. Poza tym tutaj dawniej stała szklarnia. Radna, która z uwagą wysłuchała koncepcji artystki powiedziała, że ta wizja ma swój sens, bo klasycznie Łagów słynął różami i aby Sonia Zapolska złożyła tę koncepcję władzom miasta, bo w tej chwili sprawa jest bardzo aktualna. Czy powstanie w Łagowie ogród różany we francuskim stylu? Czy będzie galeria, szklarnia jak dawniej? Czy będą nowe spotkania, ciekawe warsztaty? Coś mi mówi, że to wszystko powstanie. Trzymam kciuki. Piękne marzenia, ciekawi twórczy ludzie i mądrzy radni. Czym byłby świat bez artystów? Myślę, że byłby nudną, praktyczną zabijającą ducha szarą rzeczywistością. Sonia Zapolska mieszkająca w Świebodzinie, architekt wnętrz i artystka, córka artystki i działaczki kultury od dziecka odwiedza Łagów lubuski , kocha to miejsce i z niego czerpie inspiracje twórcze. Od kilku lat tworzy prace malarskie, które można w sezonie oglądać w „Caffe warsztat” , w „Ogrodzie smaków”, w recepcji Zamku Joannitów. W 2024 roku odbyła się wystawa Jej prac w sali przy promenadzie. Jak mówi – chce stworzyć większą Wenus Botticellego na tle Zamku Joannitów, niż ta z 2025 roku. Pani Soni życzę wielu planów i ich realizacji. Marzanna Leszczyńska

„Łagowska bajka” Sonii Zapolskiej Dowiedz się więcej »

Majówka z historią, tradycją polską w Łagowie lubuskim

Podwójne święto w dniu 3 maja 2026 roku spędziłam w Łagowie lubuskim. Zapraszam na swoje refleksje z tego co zauważyłam i przeżyłam – Marzanna Leszczyńska 3 dzień maja to podwójne święto. Piękne ich połączenie odbyło się w Łagowie Lubuskim. Po pierwsze to Święto Najświętszej Marii Panny Królowej Polski. Od uroczystej mszy św. w zabytkowym kościółku przy Zamku Joannitów rozpoczęło się świętowanie. Ołtarz przyozdobiony biało – czerwonymi goździkami upiętymi jak flaga, oświetlony zapalonymi świecami, spuszczone długie biało-czerwone szarfy wzdłuż okna witrażowego i balkonu podkreśliły wspaniale, że jest to też narodowe święto, a Maryja jest naszą królową. Niezwykłej urody jest kościółek przy zamku Joannitów w Łagowie – jasny, świetlisty. W ten majowy ciepły i słoneczny dzień wszystko w jego wnętrzu nabrało blasku – złocił się ołtarz, witraże tak pięknie rozświetliły wnętrze. Obecny na mszy poczet sztandarowy, a w nim na czele ułani i dziewczyna w stroju szlacheckim trzymająca bukiet czerwono- białych kwiatów wyprowadzili po mszy jej uczestników z kościoła. Przed kościółkiem czekały konie, które dosiadały młode dziewczyny w strojach szlacheckich i jeden ułan którzy cały orszak poprowadzili uliczką Łagowa poprzez zabytkową bramę pod mury zamku. Tam władze miasteczka wygłosiły krótkie przemówienia, odczytany został fragment konstytucji, odśpiewano hymn. W parku już czekały atrakcje: kuchnia polowa z grochówka, przysmaki przygotowane przez Koło Gospodyń Wiejskich. Rycerze prezentowali miecze, były też stragany ze starociami, wyrobami z wikliny i kosmetykami z natury. Oba jeziora, po dwóch stronach zamku zapełniły się kajakami. W parku za plecami zamku na ławkach i na trawnikach odpoczywali ludzie, można było spokojnie wystawić białe nogi do opalania. Takiemu relaksowi towarzyszyła muzyka, osobliwa i idealna do tego miejsca. Jeden tylko grajek ulokował się pod potężnym, rozłożystym czerwonym bukiem ( kto wie, czy to drzewo nie pamięta czasów KONSTYTUCJI 3 MAJA). Grajek miał tylko jeden instrument, była to blaszana misa, na której rękami muskając ją wyczarowywał dźwięki przypominające te z elektronicznej harfy Andreasa Vollenweidera. Muzyka rewelacyjnie wpisała się w scenerię krzyżackiego zamku, dawała spokój, ukojenie. Myślę, że dzieci w wózkach, spały długo w cieniu pod murami, a ludzie na kocykach relaksowali się inaczej niż przy rozpanoszonej wszędzie muzyce disco- polo. Ten muzyk pod tym rozłożystym bukiem tworzył nieziemskie zjawisko. Buk prezentował się jak paw, który rozpostarł swój imponujący ogon. Na tle czystego nieba i słońca buk rozwinął cały wachlarz kolorów i odcieni swoich liści i dał piękny spektakl. Ktoś miał znakomity pomysł.  Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałka na obrazie poniżej uruchomi film. Atrakcji było dużo. Tymczasem dzielę się tym, z czego sama skorzystałam. Nie mogłam sobie odmówić herbatki na Zamku Joannitów, a potem widoku na panoramę Łagowa ze wspaniałego wiaduktu, tym bardziej, że tam nikogo nie było, za to aż tam dochodziły głosy z festynu czyli opowieści o ułańskich koniach. Piękny, świąteczny, udany dzień spędzony w oryginalnym Łagowie Lubuskim. Jak zwykle ludzi dużo, nie zabrakło „kolorowych ptaków” – nie tylko wśród ludzi, ale też oryginalnych samochodów i motorów. P.S. W tym roku – 2026 przy okazji Święta Konstytucji 3 Maja powołano w Polsce Radę ds. Nowej Konstytucji. Nadzieję daje to, że powołano w jej skład prof. Ryszarda Piotrowskiego – najlepszego konstytucjonalistę. Prof. R. Piotrowski nie jest jak twierdzi zwolennikiem romantyzmu konstytucjonalnego, nie jest też zwolennikiem resetu konstytucji. Zresztą twierdzi, że nawet gdyby była nowa konstytucja to świat się nie zmieni, ludzie od tego nie staną się lepsi, ani politycy. Sądzi, że próbować trzeba, jeśli pojawiają się takie możliwości, mimo tego, że nie ma odpowiedniej siły, ale jest nadzieja, że po wyborach może coś się zmieni. Nie należy zmieniać całej konstytucji, bo jaką nową napiszemy? Przypomniał słowa Biskupa Zygmunta Choromańskiego: „ Chyba , że ktoś chce konstytucję oprzeć nie na opoce odwiecznych prawd moralnych, ale na piasku lotnych doktryn”. Prof. R. Piotrowski podkreśla, że konstytucja powinna nas obronić przed dominacją władzy skoncentrowanej i powinniśmy mieć prawo do tego, aby nie być we władzy algorytmów, ale we władzy ludzi, mieć prawo do własnych myśli, aby nie było prawa wnikania we własne myśli. Bardzo ważny jest art. 30 o godności człowieka, aby człowiek zawsze mógł powiedzieć władzy „Nie”. Profesor podkreśla, abyśmy przeczytali Konstytucję 3 Maja, próbowali ją zrozumieć. Marzanna Leszczyńska

Majówka z historią, tradycją polską w Łagowie lubuskim Dowiedz się więcej »

Landsberg i J.W. Goethe

29 stycznia 2026 roku w Wojewódzkiej Bibliotece im. Z. Herberta w Gorzowie Wielkopolskim odbył się wykład dr Magdaleny Kamińskiej pt „ Niemiecko- polskie miejsca pamięci”. Dr M. Kamińska specjalizująca się w historii zbiorów, pamięci kulturowej i dziedzictwa pogranicza opowiedziała o kolekcji pamiątek po J. W. Goethe, którą przez 50 lat gromadził w Landsbergu właściciel księgarni Wilhelm Ogoleit. Zapraszam na relację ze spotkania i trochę wrażeń własnych – Marzanna Leszczyńska „Tęsknota, która mnie prowadziła”– Wilhelm Ogoleit o swojej kolekcji pamiątek po J. W. Goethe Wilhelm Ogoleit z pochodzenia Austriak (1869-1958) założył w dawnym Landsbergu w 1897 księgarnię na ulicy Richtstrasse 6-8 która dzisiaj w Gorzowie Wielkopolskim jest ulicą Sikorskiego. Nie był to jednak taki sobie zwykły sklep z książkami, ale mieściła się tam też wystawa sztuki, wypożyczalnia książek – było to centrum kulturalne miasta Landsberg. Pasją W. Ogoleita było gromadzenie pamiątek po Johannie Wolfgangu Goethe – najwybitniejszym niemieckim poecie i jednym z najbardziej znaczącym w skali światowej. Jego kolekcja zawierała 200 autografów poety, 130 autografów z kręgu Goethego, reprodukcje portretów, 1300 medali, przycisk do papieru, popiersia poety, pierwsze wydania utworów, luksusowe wydania licznych dzieł, teatrzyk Goethego, plakaty – była to druga w Europie co do wielkości kolekcja pamiątek po J. W. Goethe. Większą liczącą 12 000 eksponatów kolekcję miał w Bremie profesor Anton Kippenberg. W. Ogoleit oprowadzał gości po swoim muzeum, w którym przez 50 lat gromadził swoje eksponaty, które zawierały całą”Rodzinę Książęcą Weimaru” (można ją było nazwać „Goethe i Jego krąg”), organizował recytację utworów swojego ulubionego poety, zresztą szybko też zyskał popularność wśród znawców Goethego, a w roku 1934 przyznano mu medal za zasługi dla sztuki. Sam również pisał swoje filozoficzno – kolekcjonerskie przemyślenia. Stał się szanowanym mieszkańcem Landsbergu. Zanim Ogoleit trafił do Landsbergu mieszkał w Lipsku, potem w Jenie, często odwiedzał Weimar – Europejskie Centrum Kulturowe – pragnął zostać aktorem, ale trudne przeżycia z dzieciństwa, niemożność uczestniczenia w zajęciach szkoły publicznej, samotność tego czasu zrodziły problemy nerwowe i uniemożliwiły realizację tych marzeń. Wtedy zainteresował się dziedzictwem kulturowym Weimaru, a sprzedaż rodzinnego majątku w Prusach Wschodnich w 1897 roku pozwoliła na realizację pomysłu zostania księgarzem w Landsbergu. Wilhelm Ogeleit Po śmierci Jego kolekcja, którą jak mówił kochał miała trafić do Strasburga. Zakończenie wojny i przegrana Niemiec oraz wkroczenie Armii Czerwonej zupełnie inaczej pokierowały losem. Rosjanie brutalnie splądrowali całe zbiory, zniszczyli nie do naprawienia, cały dom podpalono, zginęły przy tym dwie starsze osoby. Jednak pracownicy administracji polskiej przed pożarem zabezpieczyli część jego kolekcji w sejfie banku. W. Ogelait mógł zabrać ze sobą niewiele – zabrał medal i księgę gości i przez dwa tygodnie uciekał z Landsberga przez Berlin, Magdeburg, Weimar. W. Ogoleit opisał na 17 stronach w raporcie swoją ucieczkę z Landsberga swoje dramatyczne przeżycia, spotkane osoby, zmarłe po drodze osoby, pisał listy i dzienniki z tego czasu, szukał kontaktu z ludźmi z Landsberga i tych, którzy dzielili Jego pasję do Goethego, opracował tomiki wierszy swoich oraz znanych i nieznanych wysiedleńców Landsberga, pozostawił esej o zniszczeniu swojej kolekcji przez Rosjan jak napisał: „Rozpocznę spisywanie wspomnień, smutnych i wesołych. Goethemu poświęcę, bo to wzbogaciło moje życie, opisuje moje pochodzenie, życiorys, kolekcje, które rozpoczęły się od zakupu dwóch medali z okazji 150-lecia urodzin Goethego” Profesor Anton Kippenberg właściciel największej kolekcji Goethego w Europie przekonał Amerykanów o wyjątkowości swojej kolekcji i dzięki temu udało mu się ją uratować. Dzisiaj znajduje się ona w Munich Central Collecting Point. Kolekcja Ogoleita znalazła się w Furstenwalde blisko Polski ponieważ tam powstał „Dom Brandenburg”założony przez Stowarzyszenie Brandenburg w 1999 roku. Fundacja ta powstała po to, aby promować sztukę, kulturę i porozumienie ponad narodami, promować dziedzictwo kulturowe Brandenburgii, zwłaszcza obszaru wschodniego Brandenburgii, które obecnie należy do Polski, aby zachować je w świadomości mieszkańców Brandenburgii i całego narodu niemieckiego oraz w duchu przyszłościowej współpracy z Polską, badać ją i udostępniać dla teraźniejszości i przyszłości. Historyczny region Brandenburgii wschodniej jest podwójnym miejscem pamięci bo dla wysiedlonej ludności niemieckiej jest to wysiedlona ojczyzna a dla przesiedlonej ludności polskiej po dziesięcioleciach trudności i niepewności jest teraz ojczyzną. Fundacja Brandenburgia pielęgnuje pamięć o ludności wysiedlonej z tego regionu i nadal tam mieszkającej i pozostaje w kontakcie z polskimi gminami, ludzie w Polsce bowiem też są zainteresowani historią ich miast i piszą do Fundacji listy z zapytaniami. Początkowo „Dom Brandenburg” był miejscem spotkań pokolenia, które przeżyło ucieczkę i wypędzenie, z pokojami dla gości i salą wykładową na wspólny posiłek, organizowano tam też zbiórki pieniężne dla wsparcia biblioteki i muzeum tego Domu. Pokolenie, które zbudowało ten Dom i które się w nim spotykało stopniowo wymiera. Pomieszczenia na poddaszu zostały przekształcone w archiwum i obecny zespół pracuje nad dygitalizacją zbiorów w celu łatwiejszego wyszukiwania informacji, a jest tam biblioteka, archiwum (336 segregatorów z dokumentami, fotografiami, kartami) i muzeum. Teraz opracowuje się również zbiory dotyczące historii Fundacji jak korespondencja Fundacji z przesiedleńcami, dokumentacja spotkań – jest to cenne źródło współpracy, integracji polsko-niemieckiej, kontaktów. Badane są relacje z ucieczki i wspomnienia, przeprowadzane zostały wywiady z ludźmi o przeżyciach z ucieczki, konsekwencje tych przeżyć i o tym jak wypędzeni organizowali sobie życie na nowo, jak odnajdywali swoich bliskich i znajomych , były to opowieści o całym życiu profesjonalnie przeprowadzane w różnych miejscowościach, z transkrypcjami. Każda osoba zainteresowana może uzyskać dostęp do nich, z Polski też, już są dostępne 192 pisemne relacje. Niedawno zakupiono i uruchomiono serwer na, którym umieszczono plany miejscowości rodzinnych czyli możliwe jest oglądanie pod jakimi numerami mieszkali poszczególni mieszkańcy z informacjami o nich. Biblioteka posiada katalogi on- line przetłumaczone na język polski. Fundacja Brandenburg chce udostępniać jak najszerzej swoje najcenniejsze zbiory i pogłębiać wiedzę na ich temat. Kolekcja Ogoleita jest tylko częścią tego co zostało zgromadzone w „Domu Brandenburg”,a jeden ze szczególnie zaangażowanych pracowników tej Fundacji uzyskał kontakt z prawnuczką Ogoleita i udało mu się dzięki niej załatwić darowizny i wzbogacić zbiory Domu Brandenburg, która zaowocowała nową gablotą, przy której pracował Robert Piotrowski z Gorzowa Wielkopolskiego. Marzeniem dr Magdaleny Kamińskiej jest internetowa wystawa on-line, która zebrałaby wszystkie rozpowszechnione zbiory i w ten sposób stały by się dostępne dla wszystkich. Jest to marzenie polsko -niemieckie wymagające dużej współpracy. Nie jest to proste zadanie ponieważ wiele dokumentów należy

Landsberg i J.W. Goethe Dowiedz się więcej »

W Zagrodzie Młyńskiej i u Leśnika w Bogdańcu

24 stycznia 2026 r. Zagroda Młyńska w Bogdańcu zorganizowała dla chętnych spotkanie z historią tego miejsca oraz spacer ścieżką edukacyjną z leśnikiem. Było to spotkanie z cyku ” Z nurtem czasu i Bogdanki” , a przewodnikiem był muzealnik i leśnik, a właściwie pani leśnik- zapraszam na wrażenia – Marzanna Leszczyńska. Zanim opowiem swoje wrażenia zapraszam na fotki połączone z muzyką. Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. W Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu jeszcze Bożonarodzeniowa sceneria, chociaż choinki się sypią, bo to przecież naturalne świerki. Została jedna – udekorowana przez dzieci – stoi na tle dużych zdjęć wiszących na ścianie, które pokazują skarb niedawno odkryty na tych terenach. W kredensach i szafkach oglądać można dawne świąteczne kartki, w oknach potężne śnieżynki wykonane z białego papieru, rzeźby Szopek Bożonarodzeniowych, są jeszcze świąteczne stroiki na stołach, a nad jednym łóżkiem przykuwa wzrok obraz Matki Bożej w brązach – na miejscu obrazu Chrystusa, który wisiał w Wielkanoc. W Sobotni, styczniowy, mroźny dzień zebrała się grupa 30 osób, która przyszła posłuchać opowiadań dr Mirosława Pecucha o pracy we młynie, życiu właścicieli młyna i mieszkańców wsi Bogdaniec, a że czasy były trudne to i życie było niebezpieczne i relacje ludzkie zagmatwane, trudne i traktowanie niesprawiedliwe . Zgromadzone we młynie eksponaty odżyły przy opowieściach dr Mirosława Pecucha – objaśnił jak ułatwiano sobie pracę , aby nie nosić ciężkich worków na plecach i nie używać dużej siły w pracy przy wytwarzaniu mąki. Są tam żarna rotacyjne, jakich używali Celtowie 2000 lat temu. Ale żeby nie przechodzić nieświadomie obok tych sprzętów, które zgromadzone są we młynie – trzeba posłuchać wiedzy, którą posiadł dr Mirosław Pecuch. Sobotnie spotkanie połączyło się ze spacerem i opowieścią leśnika, a właściwie Pani Leśnik – Aldony – która zrobiła to bardzo ciekawie i z pasją. W terenie zostało nam pokazane praktycznie jak mierzy się wysokie drzewa, Pani Aldona objaśniła jak drzewa bronią się przed zwierzętami, które je uszkadzają i na czym polega trudna praca leśnika, która wymaga wiedzy, doświadczenia , obserwacji i cierpliwości. Trzeba zbierać nasiona, które są zjadane przez ptaki i zwierzęta, a odnawianie niektórych gatunków jest bardzo trudne tak jak chociażby dęba, który odnawia się raz na 8 lat. Leśnicy dbają o zachowanie różnorodności biologicznej. Trzeba odpowiednio prowadzić las, którego drzewa przeznaczone są na meble – to wszystko objaśniła nam Pani Aldona. Bogdaniec ma duże sukcesy w gospodarce leśnej- przyjeżdżają tu czerpać wiedzę Austriacy, Niemcy. To tutaj znajduje się rezerwat cisów, których jest 2000 zresztą jeden z niewielu w Polsce, to tutaj jest 15 gatunków dębów. W XVIII wieku zostały sprowadzone drzewa z Ameryki, ale z obcymi gatunkami trzeba uważać, bo zagrażają naszej biocenozie. Dzisiaj te drzewa są miejscami rozpoznawczymi- punktami spotkań.Po spacerze przeszliśmy do Domu Nadleśnictwa aby dokończyć edukacji. W pięknej sali, przy śpiewie ptaków, rozłożonych na stołach skarbach z lasu Pani Aldona pokazała nam jak wyglądają szyszki różnych drzew i jak je rozróżniać, jak pachnie daglezja ( a pachnie cytrusami}, policzyliśmy igły sosny wejmutki i zobaczyliśmy różne budki lęgowe. Zapamiętamy na całe życie, że karmniki trzeba czyścic, nie karmimy ptaków chlebem ( nad morzem to takie częste obrazki, bo tyle mew się zlatuje) a słoninka nie powinna być słona. Teraz zrozumiałam , że buk w moim ogrodzie nie zrzuci liści jak inne drzewa i będzie miał brązowe liście aż do wiosny, bo taki jest . Nie będę już szukała lekarstwa na szyszki jodły koreańskiej, bo to że one kruszeją na drzewie i nie spadają wynika z natury tego drzewa, a nie z jakiejś choroby. Sala – trzeba przyznać jest okazała, piękna – zachwyca dekoracjami leśnymi. Tutaj wypiliśmy ciepłą herbatkę i poczęstowaliśmy się pieczywem chrupkim z leśnym pesto i leśnymi dżemami. Spotkanie zakończyło się ogniskiem, a Pani Aśka Skrodzka osobiście dbała, aby każdy zjadł przepyszną kiełbaskę z ogniska z bułką. Przemiłe spotkanie, talenty belferskie, wiedza, która każdemu się przyda, a może w dzieciach rozbudzić zainteresowania czy pasje. Gratuluję tak pięknie przygotowanego spotkania – widać nie tylko dobre przygotowanie i pasję do swojej pracy, ale i życzliwość, miłą atmosferę i po prostu serce. Miejsca urocze, naturalne, lepszego nie można sobie życzyć dla spędzania wolnego czasu i wychowywania naszej młodzieży i dzieci. A przybyłe dzieci miały się tutaj znakomicie – grzeczne, aktywne, zaangażowane, zaciekawione, nie narzekające na nic – były do końca. Zagroda Młyńska żyje, nie jest tylko muzeum. Radni powinni wspierać takie miejsca, aby się rozwijały i nie były ograniczane brakiem środków na promocję, materiałów do celów dydaktycznych. To jest nie do pomyślenia, że miasto wydaje miliony corocznie na skompromitowany żużel, dowiadujemy się właśnie o nieprawidłowościach w kontrolach i zawiadomieniach organów ścigania , a prezes z cygarem mówi w sprawie dotacji dla Stali : „Wyciszać , a nie nagłaśniać”. ile za te wywalane w czarną dziurę pieniądze powstałoby pożytecznej pracy na rzecz naszych dzieci takich inicjatyw jak ta – inicjatywa dobra dla dorosłych też. Komercji jest wszędzie po kokardy, tutaj jest gwarancja oryginalności, bo tworzą to miejsce dobrani, pracowici i mądrzy ludzie . Marzanna Leszczyńska

W Zagrodzie Młyńskiej i u Leśnika w Bogdańcu Dowiedz się więcej »

Aniołki w Łagowie w Święto Trzech Króli

Popłakałam się ze wzruszenia na Święcie Trzech Króli w Łagowie Lubuskim. Zapraszam na zdjęcia ze śpiewem malutkiej uzdolnionej solistki , tym bardziej, że śpiewała piosenkę bez podkładu muzycznego, co podkreśliło talent dziecka. Uważam, że lepiej nie można też podkreślić czystości i wielkości Bożego Dzieciątka. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. Po mszy świętej w zabytkowym kościółku przy Zamku Joanitów wyruszył Orszak Trzech Króli. Słychać go było aż przy kinie Świteź, bo szli z kolędą na ustach z Gwiazdą Betlejemską na czele. Wyglądało to imponująco, gdy długi ciąg mieszkańców przeszedł pod tunelem zabytkowej baszty i zakręcił do amfiteatru u stóp Zamku Joanitów. W Orszaku szło dużo ludzi i dzieci, maluszki pięknie ustrojone jak aniołki, chociaż w kurtkach, bo przecież zima i tęgi mróz – na pewno powyżej 10 stopni Celsjusza. Moi drodzy żadnych koni! Żadnych chińskich smoków, żadnych duchów na szczudłach i innych powozów, żadnych kamer i mikrofonów… Na scenie u stóp zamku dzieci przedstawiły Jasełka w sposób prześliczny, wzruszający – cała uroczystość należała do nich. Dorośli, rodzice, ksiądz i nauczyciele pozostali w ich cieniu, dyskretnie ukryci, czuwający nad wszystkim, eksponujący te maluszki w większości przecież. To one miały być aktorami to one miały oddać cześć narodzonemu Jezusowi. Moi drodzy TO BYŁY DZIECI, nie władze miasteczka, które przy okazji sprytnie lansują się, aby kodować się widzom w przyszłych wyborach aby zostać utrwalonymi na zdjęciach i filmach, paradujących w togach i koronach – tak jest we wszystkich miastach. Tu były DZIECI, w większości z przedszkola z pobliskiego Łagówka dały wzruszający spektakl jasełkowy przedstawiony z zachowaniem tradycji. Było dużo kolęd, niewiele słów, a te wypowiedziane dziecięcymi głosikami, jeszcze z tymi wadami wymowy , które przysługują rozwojowi mowy są szczególnie ujmujące. Przepiękną kolędę Kuby Badacha „ Mario czy Ty wiesz” wyraziła formacja taneczna dziewczynek – bardzo ładnie zatańczoną w rytmie, z dramatyzmem, z użyciem welonów. Prześlicznie piosenkę o choince i drugą o małym Dzieciątku zaśpiewała dziewczynka trzymająca serduszko w ręku – przepowiadam jej jakiś sukces, bo to dziecko utalentowane w śpiewie. Powtarzam, że zaśpiewała trudną piosenkę bez podkładu muzycznego , pięknych słowach – tak właśnie można najbardziej oddać klimat dramatycznych tamtych wydarzeń i ubóstwo Bożej Rodziny. W centralnym miejscu uwagę skupiała czuwająca przy żłóbku – Maryjka z Józefem. Maryjka po prostu zjawiskowa, Józef – prawdziwy opiekun. Dzieci tak przebrane, że ściskało za serce, od nich biło szczególne światło. 6 stycznia 2026 roku przy Zamku Joanitów nagromadziła się armia aniołków – niewinnych, szczerych, nieskalanych, grzecznych, cierpliwych. Przed sceną temperaturę podgrzewały trzy koksowniki , można było zjeść pyszny bigos, pierogi, krokiety z barszczem, wypić ciepłą herbatę lub grzańca – za co łaska. Atmosfera niesamowita, swojska, bardzo przyjazna. Widać wspólnotę mieszkańców. Wypada tylko pogratulować. Podziw wzbudza ten dar dawania, nie lansowania się, tak dzisiaj widoczny w sposób bezwstydny. Ktoś miał wspaniały pomysł, odważny i bardzo oryginalny. Wyszło baaaaaaardzo artystycznie . Daliście, ale już otrzymaliście. Otrzymacie, bo w ten sposób wychowujecie dobrze swoje dzieci. Owoce już widać. Obserwowałam jedna dziewczynkę, która przyszła się ogrzać po występie. Była taka zmarznięta, płakała bezgłośnie, wyciągając rączki do ogniska, mamusia pochylała się nad nią podając jej kubek herbaty do ust. A ona nie wyładowywała swojej złości tylko cicho płakała. To było widowisko – klasa. Organizatorzy nie zapomnieli o jednym, że to było wydarzenie religijne. Mogłyby się od Was uczyć wielkomiejskie ośrodki, które w większości „odkleiły się” w jakimś niezrozumiałym kierunku prezentując przerost formy nad treścią i zapominając o najważniejszym. Kliknij na czerwony prostokąt z białą strzałką a otworzy się piosenka o choince śpiewana przez małą dziewczynkę. Marzanna Leszczyńska ogrzewająca się zimową herbatką w Uroczym Zamku Joanitów. Muszę jednocześnie przyznać, że w „Leśniku” całego ośrodka strzeże niczym ” Cerber” blond „Stróżyca” i z wielką zajadłością pilnuje toalety. Nawet gdyby człowiekowi leciało po nogach to na żadne prośby i za żadne pieniądze nie wpuści. Nie tylko w Wigilię trzeba mieć trochę serca , ale w Święto Trzech Króli może tez.

Aniołki w Łagowie w Święto Trzech Króli Dowiedz się więcej »

DOMINANTA – STOJAK POD CHOINKĘ

6 grudnia 2025 ujrzałam w mediach społecznościowych krótki film, którego autorem była telewizja Gorzów – przedstawiał moment zakładania na Dominantę czerwonej czapki. Niemal kaskaderski wyczyn – człowiek na wysokości, dźwig, zmagania z materią i jest! Zobaczyłam i osłupiałam no bo człowiek nie wiedział czy śmiać się czy smucić…. Najlepiej przelać swoje refleksje na papier i podzielić się nimi z innymi. Tekst dr Robert Wójcik Polska architektura nowego milenium to czas odwagi i eksperymentu – niestety braku gustu. Idealnie ukazuje to przykład Dominanty – gorzowskiego „pająka”, który wraz z postmodernistycznym, różowym napuchniętym mostem stanowi osobliwe, acz absolutnie nie zgrane połączenie. Mimo tego, że została okrzyknięta najbrzydszym budynkiem 2006 roku !!!! – staje się od wczoraj i dziś jakimś obiektem „kultowym” dla Gorzowa Wielkopolskiego. To taki symbol – jak w tym mieście, o wspaniałej historii – można wszystko sknocić. Niełatwe jest życie Dominanty. Gorzowska budowla – o alternatywnej nazwie infoGLOB – została zaprojektowana w biurze gorzowskiej Autorskiej Pracowni Projektowej FORMAT. Oddana do użytku w 2006 roku, od samego początku wzbudzała skrajne reakcje. Trudno się dziwić – świat nie był gotowy na eksperymenty architektoniczne po 1989 roku i chyba absolutnie nie jest przygotowany na to. Powiedzmy sobie szczerze – ten kto wpadł na ten pomysł, ten kto to zatwierdził i Ci co go wybudowali – nigdy nie powinni być architektami, budowniczymi, decydentami , sponsorami itd. itp. To coś chorego co powstało w Gorzowie Wielkopolskim – dla mnie, który zna historię tego miasta, historię tego regionu sięgającą prawie XII wieku – to strzał nie w kolano – tylko w serce. W 2007 roku Dominanta została wybrana MAKABRYŁĄ – według internautów najbrzydszym budynkiem wybudowanym w 2006 r.  Funkcję Dominanty trudno odgadnąć po wyglądzie, bo tego nie da się określić – punkt nawigacyjny w zamyśle miał służyć za niewielką galerię handlową, taras widokowy oraz ułatwić komunikację pod rondem – w podziemiach znajdują się przejścia i hol z różą wiatru oraz oznaczeniem środka miasta. Architekci z APP Format określają obiekt „fontanną światła”. Oni chyba mieli „fontannę” w głowie – po dobrej, zakrapianej imprezie… Ten ohydny „Pajączek” miał być elementem symetrycznym w rzucie, interesującym zarówno w dzień jak i w nocy dla osób zmotoryzowanych i pieszych ( śmiechu warte…). Dolny poziom miał pełnić rolę placu publicznego obudowanego szeregiem pomieszczeń o różnych funkcjach użytkowych ( to wszystko dzisiaj jest zamknięte w cztery d..y). Całość została przykryta przestrzenną konstrukcją żelbetową w formie nachodzących na siebie pancerzy – „muszelek.” – ja uważam – że to nie muszelki, tylko hełmy, które obejmują przeszkloną kopułę doświetlającą podziemną część ronda. Kopuła jest zwieńczona szklaną tubą ( taka ona szklana – jak ja kryształowy) ze spiralnymi schodami ( chorymi schodami – bo tam nikt nie chodzi) prowadzącymi na „pseudo” taras widokowy na szczycie tej makabreski. Mam pytanie – kto tam był z gorzowian? Kto to zwiedza ? – Kto podziwia tego bazyliszka ? Ile tam było wycieczek z turystami ? Który przewodnik tam chodzi ze zwiedzającymi to piękne stare miasto – Gorzów Wielkopolski. Czy w tym mieście są tam jacyś przewodnicy, którzy coś potrafią powiedzieć o historii tego miasta ? Pewno tak – jestem pewien, że są i mają ogromną wiedzę – ale im jest wstyd, aby tam chodzić. Słowo” dominanta” ma kilka znaczeń, ale ogólnie oznacza element, cechę lub wartość, która jest najważniejsza, góruje lub występuje najczęściej w danym kontekście. W statystyce  to wartość występująca najczęściej w zbiorze danych (tzw. moda). A architekturze  to główny, dominujący element kompozycji, a w muzyce  to piąty dźwięk skali lub akord zbudowany na nim.  Dla mnie „Dominanta Gorzowska” – to stojak pod choinkę – idealny. Jego za zwyczaj tradycyjny od setek lat, nie widać jak ubieramy na Święta Bożego Narodzenia w naszych domach nasze zielone drzewko. I tak bym chciał – aby go nigdy nie było widać – i niech zniknie z Gorzowa Wielkopolskiego – raz na zawsze – proponuję zburzyć i zapomnieć o nim. To coś wyjątkowo paskudnego, które szpeci to miasto. A w tym roku „strzał” – założono na pająka – stojak – dominantę – czapkę czerwoną z białym pomponem. Dźwigi, zaangażowanych kilku pracowników , samochodów, pewno była policja i oczywiście drony, media – no przecież to było trzeba nagrać. A kto to zasponsorował ? Kto na taki pomysł wpadł? Kto jest autorem ( autorką… – bo tak sobie myślę ) tego pomysłu ? Kto to zatwierdził ? Co na to media gorzowskie – no podoba Wam się to ? – jesteście zadowoleni ? Inaczej – proponuję dobrą „lewatywę” – ale do mózgu – przez ucho. Panie Prezydencie Gorzowa Wielkopolskiego i szanowna Rado Miasta – jedna sentencja mi się nasuwa z literatury – „kończ Waść – wstydu oszczędź” Beznadzieja i wstyd. Znowu cała Polska się z Was śmieje. Ludzie !!! trzeba się obudzić !!! Czy Wy tego nie czujecie jaki wstyd dajecie temu miastu ? Czego chcecie nauczyć dzieci czy młodzież tego miasta – tym paskudztwem ? Jak to ma tak dalej wyglądać. Ta Wasza edukacja na tej Waszej „uczelni”. Pamiętajcie o jednym – miasto rozwija się tylko dzięki dobrym ośrodkom akademickim – ale z prawdziwego zdarzenia – wiedzy , wiedzy – poziomu – nie jakiś licencjatów . Nie będę podpowiadał co mają zrobić władze tego miasta – bo one chyba chcą aby był ten bajzel niewiedzy. Co ciekawe – Zielona Góra przeszła wielką transformację – zrobiła „skok” – wygrała – to obecnie niezwykle prężny ośrodek akademicki. Młodzi ludzie przyjeżdżają tam z całej Polski. Na koniec – Czy Wy czujecie co to są Święta Bożego Narodzenia ? Nie czujecie ! – w tym całym „gorzówku” – i tak jest od wielu lat – nie było i nie ma elit, dobrego i mądrego, wykształconego, inteligentnego gospodarza – i wszystko się zanosi na to, że przez wiele lat nie będzie. Żyjcie sobie w tym przypalonym bigosie – dla Was tylko żużel się liczy i hot dogi ze stacji benzynowej na święta – no i czerwona czapa „dziadka mroza” na tej waszej dominancie… Robert Wójcik A teraz jeszcze dodatek ode mnie, a właściwie od mieszkańców, którzy wypowiedzieli się dobitnie na temat tej świątecznej dekoracji w sieci. Dawno się tak nie uśmiałam. w sumie ok.

DOMINANTA – STOJAK POD CHOINKĘ Dowiedz się więcej »

„Betonoza”, niewiedza – czyli wizualizacje Schodów donikąd i budynków przy katedrze

Tekst : Robert Wójcik i Marzanna Leszczyńska Poniższy krótki film prezentuje najnowsze wizualizacje przebudowy Schodów donikąd i budynków przy katedrze. Naciśnięcie czerwonego prostokąta na obrazie poniżej uruchomi prezentację. Schody Donikąd rozgrzewają emocje w Gorzowie Wielkopolskim od 1971 roku. Jeśli przyjąć, że z liczącej prawie 800 lat historii miasta zaledwie 80 należy do Polski, to ponad pół wieku tworzy znaczący rozdział. Powojenny Gorzów prężnie rozwijał się dzięki wielkim zakładom przemysłowym, jak Stilon, Silwana, Ursus czy Zremb. W niemal doszczętnie zniszczonym po wojnie Starym Mieście w historyczną siatkę ulic, poprzeplataną nielicznymi ocalałymi zabytkami, wpasowano bloki. Położone po sąsiedzku Nowe Miasto miało więcej szczęścia, bo zachowało się tam wiele poniemieckich kamienic. Ale i w nim były miejsca do zaplombowania, np. zrujnowana pierzeja przy dzisiejszej ul. Drzymały, na granicy Starego i Nowego Miasta. Przerwana linia zabudowy odsłoniła park założony jeszcze w XIX wieku na stokach moreny czołowej. Z góry do dziś roztacza się panoramiczny widok na miasto i okolice. Można było odtworzyć pierzeję, lecz zdecydowano się na budowę reprezentacyjnych schodów według projektu Jędrzeja Huberta (architektura) i Marii Kordus (konstrukcja) z Gorzowskiego Oddziału Zielonogórskiego Biura Projektów Budownictwa Ogólnego. Prowadzić one miały do palmiarni, lecz konserwator zabytków wstrzymał prace na szczycie wzgórza. Budowę schodów jednak kontynuowano, zaznaczając, że tymczasowo będą to Schody Donikąd. Nie pomogło wybudowanie dwa lata później amfiteatru odsuniętego w głąb parku o zaledwie 150 metrów. Nazwa została na dobre. Zmienił się ustrój, wielki przemysł zaczął upadać, a schody wrosły w krajobraz. Były wejściem do parku, punktem widokowym, popularnym miejscem spotkań i uczniowskich wagarów. Tu odbywały się koncerty, przedstawienia czy diecezjalne dni młodzieży. W 2002 roku, ze względu na zły stan techniczny, schody wyłączono z użytkowania. Remont byłby kosztowny, a miasto miało przecież pilniejsze wydatki. Temat przyszłości schodów powracał jednak jak bumerang. Było m.in. kilka podejść do rozbiórki. Z zagospodarowaniem terenu chętnie mierzyli się studenci. Dodatkowo w 2008 roku Magistrat ogłosił otwarty konkursu na zagospodarowanie terenu, ale wpłynęły dwie prace, zdaniem jury zbyt monumentalne i za bardzo ingerujące w skarpę. Rok później Urząd Miasta zlecił wykonanie projektu koncepcyjnego lokalnym architektom: Pawłowi i Jackowi Sierakowskim, lecz i tu nie było ciągu dalszego. Rośnie liczba pomysłów, brakuje jednak decyzji i funduszy. Tymczasem schody niszczeją i zarastają. Samosiejki zmieniają się w pełnowymiarowe drzewa. Nikt nie sprząta potłuczonego szkła i kruszejącego betonu, pod rozległymi spocznikami zamieszkują bezdomni. Gorzowianie przekradają się przez dziury w płocie zagradzającym wejście, aby przejść schodami na skróty lub na nich posiedzieć. Mieszkańcy są jednogłośni: to ruina w ścisłym centrum, wstyd dla społeczeństwa i SYMBOL NIEUDOLNOŚCI WŁADZY. Ale na tym kończy się jednomyślność dotycząca przyszłości schodów. Jedni mówią: koniecznie wyremontować i otworzyć. Drudzy dostrzegają w nich wyłącznie niechlubny relikt PRL-u i głośno domagają się wyburzenia. Niektórzy widzieliby odtworzenie historycznej pierzei. Jeszcze inni podszeptują, by z zyskiem dla miasta sprzedać teren pod inwestycje albo przeznaczyć na parking wielopoziomowy. Bardzo interesują mnie losy Schodów Donikąd w naszym mieście. Jak widać temat ich odbudowy powraca co pewien czas, a zwłaszcza przed wyborami, bo kandydaci na radnych, prezydenta miasta dobrze wiedzą , że obiecanki ich odbudowy dają szansę ich wyboru. A potem ? Potem to jakoś to będzie, bo kto dzisiaj dotrzymuje słowa…Zabawa w nabieranie mieszkańców trwa już 30 lat – efekt widoczny -czyli teren ogrodzony, niedostępny, zaniedbany i otoczony nowymi blokami. Przy okazji pojawił się ostatnio nowy pomysł czyli wizualizacja nowych elewacji budynków przy „Kokosie” , Katedrze. Zarówno Schody Donikąd jak i budynki stojące przy katedrze zabytkami nie są. Nie są, ale stoją w sercu miasta i STOJĄ KOŁO ZABYTKÓW I NA ICH MIEJSCU. Należę do osób , które kochają starówki i gdybym mogła decydować stała bym na straży ich ratowania i dbania o nie. W Gorzowie Wielkopolskim takich osób jak ja jest bardzo dużo. Sprawa jest o tyle nie taka trudna, bo tych zabytków w Gorzowie Wielkopolskim jest niewiele do ocalenia. Zadziwia logika postępowania w tym względzie, a raczej jej brak. Mieszkańcy nie pojmują jak można było odnowić blok „Przemysłówki”, a zabytkowy budynek po Komendzie Policji pozwolić aby zamienił się w ruinę. Na Zawarciu wyburzono ciąg starych kamienic na ulicy przemysłowej. Dlaczego znowu słyszymy o pracach na bulwarze, przecież dopiero co był remontowany. Teraz ten pomysł z budynkami przy katedrze… przecież były odnawiane 30 lat temu. Jakoś tak jakby nikt nie zastanawiał się nad tym co jest najważniejsze, jakie są priorytety, co może jeszcze poczekać, a co zostanie zaprzepaszczone. Zdumiewa chaos i to, że zabytki w naszym mieście nie są ważne, nikt nie troszczy się o ich przyszłość, przechodzą w ręce prywatne bez gwarancji, że zostaną uratowane albo się je wyburza jakby były zbędnym balastem. Gorzów Wielkopolski jest miastem średniowiecznym, tak starym jak Toruń- ale jak wygląda dzisiaj Toruń , a jak wygląda Gorzów Wielkopolski… W roku 2024 kandydaci na Radnych i Prezydenta w swoich programach nic nie mówili o zabytkach. Jedna z kandydatek na stanowisko Prezydenta poruszała ten temat, nagrywała kiepskie filmiki, które nie ukazywały problemu – jak ratować już nie mówiła, bo nie miała o tym „zielonego pojęcia”. Dla reszty temat był absolutnie nieważny. Kandydaci do władzy nad miastem – chcieli Paryża i Nowego Jorku w Gorzowie Wielkopolski z nowoczesnymi budynkami i kolejkami – zdaje się nad naszymi głowami… To był bełkot i wygłupy. Tak jak ze zmianą nazwy miasta. To wszystko pokazuje ich niewiedzę i tzw. Partyjniactwo. Ja bym nazwała to partacwem. Marzyło im się zaoranie zabytków, aby kłopot był z głowy, nic się nie opłacało, jakby zadowoleni byli z tego co już spłonęło, nie widzieli szansy na ratowanie czegokolwiek – odpowiedź była krótka – trudno, ale taka jest prawda. Powiem prosto z mostu – wszyscy Ci kandydaci warci są pogonienia i nigdy w życiu na żadnego z nich bym nie zagłosowała, nie sprawdzili się, nawet w przyszłości gdyby obiecywali złote dachy na kamienicach mają „ pozamiatane”. Jedno jest pewne władze miasta Gorzowa Wielkopolskiego serca dla zabytków nie mają – mają obojętność, niechęć i brak wiedzy. Wolą inwestować za podatki mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego w „żużel”. Upadek i smutek. Pytanie ? – ile kamienic można by odnowić w miejsce odnowionej „Przemysłówki” ? Ile elewacji można by odnowić za dotacje dla Stali Gorzów? Pewnie jakieś

„Betonoza”, niewiedza – czyli wizualizacje Schodów donikąd i budynków przy katedrze Dowiedz się więcej »

„Speedway” po gorzowsku – znaczy „wajcha” po wielkopolsku…

Źle dzieje się w z żużlem w Gorzowie – Problemy ze Stalą piętrzą się już od kilku lat – długi, długi, niegospodarność – brak kasy. Rok temu – dług wynosił 13 milionów złotych. Winnych za to sytuację nie ma do dzisiaj – nikt nie wie co i jak – jest tylko żebractwo – sprytne. To wręcz ośmiornica, gangrena – w tym klubie – ukrywanie informacji, rolowanie długów i kolejne kredyty i pożyczki. Rok temu sytuacja stała się na tyle krytyczna, że miasto – jego podatnicy uratowali ten klub wypuszczając akcje ( 2 miliony złotych) – patrz na link https://idealzezgrzytem.pl/2025/02/06/zuzel-po-gorzowsku/ . Prezydent z radnymi to klepnął. I dali się nabrać jak dzieci w piaskownicy. Miał być plan naprawczy – ale to były „cuda- wianki” – hokus pokus – czyli jednym słowem oszustwo i mamienie. Wyniki sportowe kluby za ostatni sezon – mierne, mierne. Dlaczego ? bo sytuacja, która była rok temu – się powtórzyła – można powiedzieć – pomnożyła. We wtorek 21 października podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Gorzowa radni zgodzili się na zwiększenie limitu poręczeń z 2 do 4 mln zł. To oznacza, że prezydent Jacek Wójcicki otrzymał prawo poręczenia kredytu dla Stali Gorzów !!!! Suma summarum – obecnie ten klub – potrzebuje 9 milionów złotych aby w ogóle istniał. No niech mi ktoś zarzuci – Czy to nie jest chore i nie powinien się zająć tym prokurator ? Nie ma takiego klubu sportowego w Polsce, który jest sponsorowany ze sfery budżetowej – z podatków mieszkańców i opłaca zawodowców – ich gaże. Okazuje się, że jest taki klub – a to mogło się tylko wydarzyć w Gorzowie Wielkopolskim. Zawsze to miasto mnie zastanawiało – od ponad 45 lat. Przez ten okres byłem z nim w jakiś sposób związany – naukowo, zawodowo, rodzinnie – Ba! do dziś płacę podatki , które wspierają go w jakiś sposób. Miasto o niezwykle ciekawej historii – sięgającej do okresu XIII wieku – powiedział bym „perełka historyczna” Gorzów Wielkopolski jest jednym z nielicznych miast, które mają dzienną datę lokacji: 2 lipca 1257 roku. Margraf Johann I z dynastii askańskiej podpisał dokument, na mocy którego Albreht de Luge upoważniony został do założenia miasta o nazwie LANDISBERCH NOVA. Położone ono było na terenie Kasztelanii Santockiej, stanowiącej wiano Konstancji – córki księcia Wielkopolskiego Przemysła I, poślubionej margrabicowi brandenburskiemu Konradowi. Miasto zajęło płaskie wzniesienie wyznaczone przez trzy odnogi Kłodawki, wpadające do Warty. Choć w akcie założycielskim miasto nazwano NEU LANDSBERG, w miarę upływu lat ukształtowała się jego nazwa LANDSBERG AN DER WARTHE. Ta informacja jest specjalnie przekazana w tym artykule – aby byli i obecni „włodarze” tego miasta od wielu lat wiedzieli jaka jest jego historia – to nie jest „Nowa Huta” – jednak „włodarze” tego miasta – od wielu lat – myślą cały czas nie głową – tylko jedną częścią ciała – od pasa do kolan ( w zasadzie do ud) . I to jest największy problem Gorzowa wielkopolskiego. Wielki problem…. i trwa – co udowodnię – Gorzów Wielkopolski nie ma absolutnie elit intelektualnych we wszelkich i wszystkich sferach życia tego miasta – nie ma obiektywnej prasy, radia, portali, uczelni, władz – jest taki sam od wielu, wielu lat powojennych – jednym słowem nasuwa mi się jedno określenie – „ wystarczy tylko być i czerpać korzyści” . Wszak daleko jesteśmy od stolicy – i nikt się do nas nie przyczepi – róbmy swoje – po naszej myśli – Pytanie ? „ myśli” czy osobistych interesów – może nie osobistych – tylko pewnych grup ludzi, którzy czerpią z tego korzyści – osobiste, biznesowe, prywatne, „ naukowe” i wizerunkowe – wszystko jest w tym „grajdole” . Bajzel – to lubimy … Podać przykłady tylko niektóre ? – podam. Wasz poseł z ziemi lubuskiej – cudotwórca w leczeniu chorób – oszukiwał zwykłych ludzi – Was, aferzysta finansowy, damski bokser, naciągacz jeśli chodzi o pieniądze na szkolenia z UE, pirat drogowy, niezapłacone podatki, burdy w hotelu sejmowym …. Itd. Itp. Drodzy gorzowianie – Wy go wybraliście – nie ja. Zadowoleni ? Senator – to przecież kpina – przecież ten facet nic nie zrobił dla Gorzowa Wielkopolskiego – tylko od wielu lat czerpie osobiste korzyści ( ma pieniądze na cygara – fan żużla ). A jak się Wam podoba słynna budowla – „pająk” – wasza wieża Eiffla – przecież cała Polska się z Was śmieje – jak w tym mieście mogło coś takiego powstać ? O Waszej uczelni – nie wspomnę – jak można było ją tak nazwać. Nie mówię o tytułach profesorskich , które są tam nadawane – to nie profesorowie – to taki „drugi rzut” w szczeblu podoktorskim. Ale jak się Oni puszą – jakie tam tytuły na pół strony. No chwała Bogu , że tam są jeszcze nieliczni ( na palcach jednej ręki policzyć – według mnie na jednym palcu) prawdziwi naukowcy. O obecnym prezydencie miasta – nie będę pisać – o poprzednich też – jednym słowem „ teka, beret, kombinerki, gaśnica, musztardówka do popicia”. Pozostały jeszcze „media” gorzowskie – proponuję zamienić mikrofon, komputer, „ pióro” – na nożyczki i wyklejki i na gazetce ściennej w salce – broń Boże – nie szkolnej !!! – na słupie ogłoszeniowym … takie są te wasze wiadomości… o życiu mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego i ich problemach. Wy jesteście jak „chorągiewka” – w która stronę zawieje – to tak będziemy informować ( oby tylko nikt nas nie zmienił , nie zwolnił, … – a wolność słowa – to rzecz dla nas – nie znana…). No na koniec radni tego miasta – to ewenement – za poręczeniem kredytu dla klubu głosowało 11 radnych – przeciw było 4, wstrzymało się od głosu – 3 , a najśmieszniejsze jest to , że na tej sesji ( gdzie zostały wydane z podatków gorzowian ogromne pieniądze) nieobecnych było 7 radnych. Powiem krótko – to po co wybierać takich radnych, którzy wstrzymują się od głosu lub są nieobecni na ważnych radach ? Ja wiem dlaczego co niektórzy radni „ umyli ręce jak Piłat” – bo prostu bali się. Strach Was obleciał. Nie jesteście godni tego mandatu, który otrzymaliście od suwerena. Wstyd. Jeszcze jedno – informacja dla Pana Prezydenta i dla

„Speedway” po gorzowsku – znaczy „wajcha” po wielkopolsku… Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – sentymentalnie

Zapraszam na krótki film. Zdjęcia w nim zostały wykonane na jeziorze Portki ( niedaleko miejscowości Łośno), Lubniewicach i na stawie przy pałacu w Mierzęcinie. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi obrazy z muzyką. Drewniane czółna nad brzegiem jeziora i stawu zawsze wzbudzały moje zainteresowanie – lubiłam przystanąć i patrzeć. Jest to dla mnie wyjątkowo piękny widok. Ileż ja widziałam takich obrazków na żywo, a teraz w dobie fb jest niezliczona ilość takich publikacji – zwłaszcza tych przy wschodach i zachodach słońca, mgłach. Kilka lat temu w mojej ulubionej „Werandzie” zobaczyłam zdjęcie Vivien Leigh w łódce nad stawem w jej bajecznej posiadłości Tickerage Milli w Hrabstwie East Sussex England. Wybitna ( dwa Oskary : jeden na początku i drugi u schyłku kariery) i jedna z najpiękniejszych aktorek w historii kina – odtwórczyni Scarlett w „ Przeminęło z wiatrem” czy Myrny w „Waterloo Brigde” albo Blanche w „Tramwaju zwanym pożądaniem” miała życzenie, aby nad tym stawem zostały rozsypane Jej prochy po śmierci. Dla mnie ta fotografia jest wyjątkowo prześliczna, elegancka, estetyczna w każdym centymetrze i wryła mi się w pamięć głęboko chyba na zawsze, często sama się przywołuje przy różnych okazjach. Gdybym miała pałac nad stawem na pewno kupiła bym sobie drewniane czółno, pływały by po nim prawdziwe łabędzie i kwitły nenufary. Puśćmy wodze fantazji… I byłaby w pałacu garderoba ze strojami z epoki, które można byłoby wypożyczyć, aby je ubrać i popływać w łódce. Jeden dzień w roku zarezerwowałabym na konkurs na najlepszą fotografię nad stawem w czółnie. Byłaby komisja, a jakie zdjęcia…. Wyobrażam sobie przejażdżkę takim czółnem po stawie. Widzę wiosło bez pośpiechu zanurzające się w tafli wody, jak każdy ruch rozchyla zieloną rzęsę wodną latem, liście jesienią odsłaniając ścieżkę czystej wody. Spokojny, bezpieczny, pewny nurt, nie zakłócony żadną falą jak prowadzi mnie drogą, która odkrywa przede mną inne widoki niż z brzegu. Towarzyszy mi słońce, które zawsze czyni cuda na powierzchni stawu. Czas – czy wtedy istnieje? Na pewno można o nim zapomnieć przy krajobrazie z przeszłości . Widzę oczami wyobraźni te przejażdżki w mgliste dni… Jesteś ty, może ktoś jeszcze, staw, drzewa, pałac na brzegu – krajobraz z przeszłości. Nurt prowadzi cię w baśniowy świat, natura szepcze ci do ucha jakąś baśń, w której zaczynasz uczestniczyć. Bo to wszystko przeżywasz , a nie jesteś tylko widzem… A teraz ogłaszam: koniec fantazji – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na ciekawy dodatek innego autora. Region lubuski, jego wydarzenia i historia jest często poruszany na http://www.idealzezgrzytem.pl toteż dalsza część artykułu dotyczy miejsca w lubuskim. Bywa, że czasem są to smutne refleksje, ale takie są… Łódz – staw – pałac … Tak miałem takie możliwości aby to zrobić – pływać i podziwiać. Pływałem i podziwiałem. Staw nie duży – ale wyjątkowo urokliwy. Rezydowałem w takim obiekcie – byłem jego administratorem – dyrektorem. Staw zbudowałem – piękny – zarybiony – z wyspą – z przepiękną roślinnością i otaczającą architekturą – ogród japoński. Co ciekawe – w lubuskim. Była na początku jedna łódka. Powstał pomost. Mogła być wykorzystywana dla gości hotelowych – za darmo. Szału nie było – tak prawdę mówiąc – nie było to reklamowane – bo był pewnego rodzaju „ tajemniczy zakaz” . Dostosowałem się do tego – to była wola właścicieli tego obiektu – pałacu , parku , stawu… Chyba bardziej ta decyzja należała do żony jednego z właścicieli. Strasznie ta Pani mieszała we wszystkim. Co ciekawe – nigdy nie znajdywała odpowiedzi – jak ma być – jak chce. Odpowiedź zawsze była taka – „no Ja nie wiem – ale nie tak…” Nieważne – minęło już prawie 30 lat. Ja już dzisiaj jestem tylko z „radiowym” wizerunkiem. Chyba podobnie jak byli właściciele . Teraz już wszystko się zmieniło. Czas robi swoje. Nadzieje , pomysły – wszystko prysło jak spalona kartka w piecu, jak wyrzucony „listek” z łodzi na tym wyjątkowym stawie. Wszystko się kiedyś kończy – i nie ma sensu wracać do przeszłości – Bo i po co ? Rozdzierać rany ? Wracać do marzeń ? Po co ? Nie będę już nigdy pływał na łódce w tym stawie – bo jej tam nie ma. Pozostają tylko wspomnienia – tak – było przepięknie jak tam pływałem z synem, który był wtedy jeszcze małym chłopcem. Czar prysł – skończył się sen. Nic już nie wróci. Tylko pozostają zdjęcia – ale to takie, które wzbudzają tylko smutek i nostalgię jak na nie się patrzy – nigdy nikomu ich nie pokażę. Bo one są jak „ łódka bez wioseł” – taka samotna – niczyja – taka, która pokazuje , że ktoś się świadomie utopił… Może nie utopił … ale nie chce już tam pływać na tej łódce . Zdjęcie na początku i na końcu artykułu przedstawia zabytkowy młyn Tickerage Milli w Hrabstwie East Sussex England, która kiedyś była własnością Vivien Leigh, a na łódce jest Ona sama.

Mierzęcin – sentymentalnie Dowiedz się więcej »

Prawda jest okrutna – Wołyń

O tegorocznych uroczystościach w Gorzowie Wielkopolskim w dniu 11 lipca 2025 roku ku czci Ofiar Wołyńskich na Kresach Wschodnich z zaproszeniem do wysłuchania przedmowy historycznej profesora Grzegorza Kucharczyka – Marzanna Leszczyńska Gdy rok temu na różnych grupach facebookowych ukazały się zdjęcia Pomnika Ofiar Wołyńskich na Kresach Wschodnich autorstwa Andrzeja Pityńskiego z informacją, że będzie jego odsłonięcie 11 lipca 2024 roku w Domostawie, zrobiły one na mnie oszałamiające wrażenie i wzbudziły ogromne zainteresowanie. Wtedy mało kto wiedział co to za pomnik i dlaczego powstał w jakiejś Domostawie? Minął rok – czyli niewiele czasu, a dzisiaj mało kto nie widział na zdjęciu tego pomnika i nie wie czego dotyczy, a tak wielu pojechało, aby zobaczyć go na własne oczy. Stało się tak mimo tego, że : „tak go oczerniali, że za dosadny, taki okropny i kiczowaty, że dziecko na widłach to niesmaczne i niepotrzebne, że lepszy byłby jakiś symbol…Tymczasem jego autor Andrzej Pityński nienawidził abstrakcji, którą nazywał antysztuką do zacierania śladów. Co do okropieństwa, to rzeczywistość była tysiąc razy straszliwsza, praktycznie niewyrażalna, uważał. Byliśmy w Domostawie też w zwykły dzień już o zmroku. Tam stale są ludzie, stale podjeżdżają auta. Pomnik był wiele lat „ aresztowany” w odlewni w Gliwicach, Poza tym nikt go nie chciał, wszyscy się bali. Kolejne miasta się wycofywały, były zastraszane”. -Anna Milanowski Właśnie tylko wielki baner ze zdjęciem Memoriału z Domostawy stanął w Parku Siemiradzkiego podczas obchodów kolejnej rocznicy tych tragicznych wydarzeń, które rozpoczęły się już tradycyjnie mszą świętą w Białym Kościółku o godzinie 18.00 11 lipca 2025 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Te tradycyjne już uroczystości odbywają się na tle naszego gorzowskiego Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej, a jest to kamień, który mówi coś o znamionach zbrodni… Profesor Grzegorz Kucharczyk, który co roku wygłasza w tym właśnie miejscu swoje niesamowite przedmowy historyczne o wydarzeniach na Wołyniu – przypomina co roku z całą stanowczością, że nie jest to właściwy napis: „Żadne znamiona, a genocidium atrox czyli zbrodnie ze szczególnym okrucieństwem”. Tym, którzy liczą na to, że ktoś z władz tego miasta , kiedyś podejmie kroki, aby zmienić ten napis odpowiem tylko, że nie spodziewam się takiej wspaniałomyślności nawet za sto lat. Łatwiej i lepiej będzie postawić nowy i tam przenieść obchody. Cieszę się, że przybywa – co roku 11 lipca – uczestników na mszy w Białym Kościółku o godz.18.00 i słuchaczy niezwykłej przedmowy historycznej profesora Grzegorza Kucharczyka. Chociaż to ciągle mało jak na 120 000 miasto. A szkoda… Zapytam tylko gdzie są wszyscy nauczyciele historii, języka polskiego, religii, politycy prawicowi, duchowieństwo? Media też skromniutko. Co zrobili, aby zachęcić i przyprowadzić młodzież i dzieci ??? Zapraszam na wysłuchanie znakomitego wykładu prof. Grzegorza Kucharczyka i przypomnienie ubiegłorocznego na http://www.idealzezgrzytem.pl https://idealzezgrzytem.pl/2024/07/22/zadne-znamiona-a-genocidum-atrox-11-07-2024-gorzow-wielkopolski/ To wiedza skarb wygłoszona przez zasłużonego, z dużym dorobkiem naukowca, który urodził się w Gorzowie i jak został przedstawiony ; „Jest humanistą rzadkiej konstrukcji, bo dąży do prawdy zawsze i nie wstydzi się swojej wiary, co rzadko się dzisiaj zdarza” . Naciśnięcie czerwonego prostokąta z czerwoną strzałką na obrazie poniżej uruchomi wykład na tle zdjęć.

Prawda jest okrutna – Wołyń Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry