Mierzęcin według wspomnień dr Roberta Wójcika

MIERZĘCIN – MAGICZNY OGRÓD

Wersja zaktualizowana. Minęło parę lat od publikacji art. „Mierzęcin – o ogrodzie przedziwnym „, który napisał dr Robert Wójcik o autorze tego ogrodu – Alicji Wójcik. Tekst – połączenie bajki, poezji to wspomnienie, pożegnanie tego miejsca i jednocześnie hołd oddany Ogrodnikowi. Alicja Wójcik poświęciła temu miejscu, jakim jest Park Zabytkowy i Japoński Ogród wokół Pałacu w Mierzęcinie kawałek swojego życia , pokazała w nim swój talent, wiedzę, pracowitość. Gdy jestem w tym ogrodzie zawsze staje mi przed oczami genialny obraz Józefa Mehoffera – ta sama magia zwłaszcza w letnie pogodne dni i te przeskalowane rośliny niczym ta potężna ważka z obrazu wielkości helikoptera. Wtedy w 2022 roku, gdy powstawał ten artykuł miałam dużo nadziei, że kiedyś sam Ogrodnik – Alicja Wójcik, twórca tego miejsca napisze swoje wspomnienia. Jednak przez ten czas nic takiego się nie wydarzyło, co nie znaczy, że się nie wydarzy – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na krótki film – zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Tekst dr Robert Wójcik ( prywatnie mąż Alicji Wójcik ) Warto przywołać w takich momentach zdjęcia z tamtego okresu. Na zdjęciu autor tekstu dr Robert Wójcik z synem Witkiem i jednocześnie odtwórca stawu, administrator Pałacu w Mierzęcinie w latach 1998-2008 .             Dziś będzie inaczej – może ciężko dla mnie – pamiętam ten dzień – wstałem o czwartej czy o trzeciej  rano, było jeszcze ciemno, ale gasnące gwiazdy  i świt  poranka,  drogę mi pokazywały , tak cicho, bezszelestnie, smutnie, a może  proroczo …. psy nawet spały – Mucha  i Munio – chyba wiedziały, że muszę być sam,  czuły żeby mi nie przeszkadzać, jakie to były mądre stworzenia, chyba dlatego, że dziś tam ich nie ma. I może mnie nie ma. Cichym krokiem, tak aby nikt nie widział, myślałem, przemierzałem drogę w ten  dziwny  majowy poranek.  Pamiętam miałem mokre buty od  rosy, którego roku  – czy to ważne?  Drżały mi dziwnie  nogi,  jakiś  katar od oczu mnie zaatakował, czułem na twarzy jakieś dziwne zachowanie, nie powiem co mi się działo z moją krtanią – przełykałem rozstanie.              Po  pewnej chwili odnalazły mnie pieski i przybiegły za mną – i z nimi  widziałem moje złote pola rzepakowe, zielone kłoszące się zboża, bociany na łące, winnicę nad jeziorem, orła na niebie – i ten dźwięk żurawi i dziki, które jesienią straszyłem. Przebiegł mi drogę borsuk, psy przywołałem  do siebie, bardzo się przestraszyły, uspokoiły się przy mnie. Doszedłem do kapliczki – nikogo tam nie było, cicho się pomodliłem, podziękowałem i ktoś  mi powiedział – dziś to jest już koniec pracy i marzeń.             Powracając,   po modlitwie szczerej i gorącej, do tego ogrodu nie chciałem wejść, a było to po drodze….ominąłem go kołem, bałem się aby nikt na mnie nie patrzył, nie widział,  na moją twarz smutną, na moje myśli tak bliskie i szczere. Chciałem się pożegnać, lecz sił mi zabrakło. Bóg mi wybaczył i chyba zrozumiał – usłyszałem dziwny głos z nieba – „Pamiętaj o jednym – Spotkamy się kiedyś tu znów  razem…”              Dziś będzie o narkotyku, opium,  marihuanie – o ogrodzie przedziwnym, przedziwnym ogrodzie  – o parku zabytkowym, tajemniczym i  jak  historia niesie jest  jak bóstwo , jak Światowid, który pyszni się swym widokiem i patrzy z góry na cztery strony świata , aby tylko  jego podziwiali. Czy to jest prawda ?  Nie wiem.  Wszak to jego  dążenia do doskonałości przetrwania , oszukania natury a może czasu. Jeszcze raz – nie wiem, oceńcie to Sami…zaznaczam jedno – dziś ten ogród bez  Flory – ogrodnika twórcy –  chyba niemy, czy bez duszy i serca ? , inny…. Wiem jedno –  z okiem wypalonym,  jest jak platan nad stawem – najstarsze drzewo w tym przedziwnym ogrodzie – może trzystu – czterystu letnie -ludzie to oko mu wypalili… ale on widzi i żyje – i co roku wypuszcza i gubi liście w czterech porach roku, jak nasze wspomnienia i myśli  w  naszym  życiu, jak  kartki pożółkłe  z kalendarza, które wydzieramy, a potem w jakiejś ciszy w  dobrych snach szukamy. Ten stary platan daje życie innym, z jego konarów wyrastają drzewa. Jaki on mądry i prawy, dobry – jaki on uczciwy. Często przytulałem ucho do jego gołego konaru, a On mi wtedy mówił co widział i słyszał na przestrzeni dziejów –  powieść by można było napisać – huczne bale, potańcówki, przepyszne wesela,  często bijatyki, może i nawet pojedynki … rozstania, wyznania, zdrady i miłości i te kobiety w swych delikatnych, gustownych sukniach do ziemi, kapeluszach przedziwnych jak  skrzydła motyli, panowie w cylindrach, w eleganckich  surdutach z apaszką na szyi, palący cygara….              Dziś będzie o przyrodzie, o dziwnym  ogrodzie, przedziwnym ogrodzie, o radości jego  tworzenia, o smutku z nim rozstania, o tęsknotach roślin, drzew, owadów, ptaków , zwierząt i nawet  niemych ryb czy grzybów, o ściętych kwiatach,  o  uczuciach  przyrody i ludzi,  którzy go tworzyli i odeszli i  innych – tych, którzy nieświadomie go dziwnie ranili – może nie jego – ale pasję tworzenia, nie byli idealni jak sobie myśleli. Dziś będzie o niezwykłej  miłości , ogromnym przywiązaniu  i  wierze , że jak się chce – można wszystko dokonać, że tak można inaczej w tych dzisiejszych  dziwnych  czasach, aby ludzie się kochali nawzajem, razem z przyrodą i swymi tęsknotami, by się szanowali wspólnie. Nikt nie jest kamieniem – mówię o człowieku.             Nie wiem czy ktoś wie, ale  empatia roślin jest prawdziwa i szczera, nikogo nie okłamie – bo to jest przyroda, nie uczucia ludzi.                Chyba jest tak, że nie ma dwóch  podobnych nocy, dni czy poranków, dwóch tych samych spojrzeń w oczy, dwóch tych samych pocałunków,  bezsennych i upojnych  świtów, każdy inny w młodości,  w starości inaczej – ale chyba bardzo szczerze – bo tam już wygrała nad wszystkim dojrzałość uczucia, poznanie czy  przywiązanie do siebie, a może prawdziwa miłość, taka do końca.             Czy tęsknię ? – byłoby nieprzyzwoicie gdybym powiedział  – nie. Boże – ja kłamię, krótkie spędziliśmy z sobą chwile, i choć one przeszły tak słodko , tak mile, zostaję dziś tylko ze swymi snami  – a tam mogę zostać już tylko myślami….             To postanowienie

MIERZĘCIN – MAGICZNY OGRÓD Dowiedz się więcej »

„ Mierzęcin – śmierć drzewa”

Autor tekstu Dr Robert Wójcik –  administrator Pałacu Mierzęcin w latach 1998 – 2008 Zapraszam na zdjęcia i muzykę – krótki film. Naciśnięcie białego trójkąta na obrazie poniżej uruchomi film. Zbliża się Wielkanoc, najważniejsze ze wszystkich świąt chrześcijańskich, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa. Dlatego postanowiłem przypomnieć legendę, związaną właśnie z tym świętem. Różne wersje tego podania, opowiadają o drzewach, które zostały wybrane, by wypełnić tragiczną misję. Właśnie z nich bowiem miał być zbity krzyż, na którym powieszono Jezusa. Z pewnością część z Was słyszała tę historię, opowiadaną przez ojców, mamy czy dziadków, babć… Legenda wspomina o wysłannikach Piłata, którzy przed dokonaniem się tragicznego losu Jezusa, wyruszyli do lasu, by znaleźć odpowiednie drzewa na zbicie z jego pni krzyża. Drzewa jednak szukały różnych wymówek, żadne bowiem nie chciało mieć udziału w śmierci Zbawiciela. Nie do końca znane jest pochodzenie legendy, wiadomo, że jedną z jej wersji spisał Julian Ejsmond w swym dziele „Żywoty drzew”. Opowieść pojawia się też częściowo w twórczości Henryka Sienkiewicza, a konkretnie w zbiorze jego nowel i figuruje pod tytułem „Osiczyna”. A oto jak brzmi… „Tuż przed ukrzyżowaniem Jezusa z Nazaretu rzymski prefekt Judei Piłat wysłał dwóch mężczyzn do lasu, by znaleźli odpowiednie drzewo na krzyż, na którym miał zawisnąć Chrystus. Wzięli więc do garści siekierę i żagę, po czym poszli spełnić zadanie. Drzewa, widząc tak uzbrojonych mężczyzn, szybko domyśliły się o co idzie, przez co ogarnęła je straszna boleść, bo przecież żadne nie chciało być narzędziem męczeństwa swego Stworzyciela. Zakołysał się więc w przerażeniu cały las i zajęczał w obliczu takiego nieszczęścia. Chodzili ludzie długie godziny po rozległym gaju, siejąc wśród drzew postrach. Wreszcie dotarli do samego serca puszczy, gdzie rósł potężny, wiekowy dąb. W tym samym momencie, gdy się do majestatycznego drzewa zbliżyli, ono poczęło się trząść jak wątła trawa na wietrze. Tymczasem żołnierze stanęli przed nim, obejrzeli je dokładnie i uznali, że doskonale nadaje się na krzyż. Do tej pory dąb nie znał lęku, teraz jednak wiedział, po co przyszli bezwzględni ludzie. Odezwał się więc przerażony z prośbą do drwali: – Nie chcę na wieczność być krzyżem dla tego, który światu przyniósł prawdę wieczną. Mężczyźni postanowili wysłuchać prośby dębu i poszli dalej. Podeszli do lipy, która też zaszumiała: – Słodka jestem! Ptaszętom – schronienie, pszczołom daję najwonniejsze miody, a poetom – spokój i natchnienie… – odezwała się. – Inne drzewo na krzyż sobie weźcie. Nie tykajcie mię rękami brudnymi. Nie mnie plamić krwią niewinną tego, który miłość zwiastował na ziemi. Wysłannicy Piłata i jej prośby wysłuchali, ruszając dalej w głąb puszczy. Tam doszli do brzozowego gaju, gdzie rosły młode brzózki. Zachwycili się jednak ich bielą i czystością, po czym uznali, że tak niewinnie wyglądających roślin nie mogą przeznaczyć na czyjś krzyż…” Od wielu lat pewne rzeczy pozostają niezmienne, mimo że cały świat ewoluuje. Przykładem tego jest (niestety BYŁ) wiekowy dąb w Mierzęcinie (pomnik przyrody – prawem chroniony !!!) , która od co najmniej dwustu lat zdobił otoczenie pałacu, oficyny i dawnej powozowni. Przetrwał rozmaite zawirowania historii, takie jak działania wojenne, trudne czasy PGR – ów, gdzie każdy kawałek drewna był na wagę złota i oczywiście próby jego okaleczenia przez przeróżnych osobników. Zastanawiam się, jakim cudem to drzewo stało się w zasadzie nienaruszalne, ale kiedyś – broniło się swoim życiem. Ile razy pod tym dębem widziałem par siedzących pod miłym cieniem jego gałęzi , które dawały listki jego życia. Ile widziałem tam dziwnych rozmów – miłości czy rozstań. Moje dzieci się pod nim bawiły ze swoimi kolegami i koleżankami i pieskami … Dawał cień w upalne lato – dawał jakąś taką energię do życia nawet wiosną czy jesienią. To było drzewo mego życia – strasznie je kochałem – dziś już go nie ma. Jak zobaczyłem co z nim zrobili ludzie – byłem zszokowany. Jeszcze w 2023 roku – osobiście pod nim siedziałem i cieszyłem się cieniem jego liści w upalny lipcowy dzień. To była moja ostatnia „ degustacja” jego piękna, jego siły życia. Prawie 20 lat temu – często przytulałem ucho do jego gołego konaru, a On mi wtedy mówił co widział i słyszał na przestrzeni dziejów –  powieść by można było napisać. Teraz jego pień może już tylko zapewnić chrząszczom kilkuletnią sutą stypę… Tak – wiem jedno – wszystko było za zgodą odpowiednich jednostek administracyjnych. Jestem pewien – znając Właścicieli tego obiektu – że wszystko było zrobione zgodnie z prawem. Jednak wydaje mi się, że prawo jest niedoskonałe. Chyba zabrakło wyobraźni – według mnie uczuć – pewnego rodzaju zastanowienia. Nie wiem. Tak – to drzewo chorowało co widać na zdjęciach jego już uciętych gałęzi czy konarów. Ale też były zdrowe konary – pełne życia ! Pamiętam – były jeszcze kiedyś rozmowy na temat jego wyleczenia. Ale to było kiedyś. Mam pytanie do obecnych Właścicieli – czy jesteście z tego zadowoleni ? Czy Wam się to podoba – ten kikut , który zostawiliście ? Przysięgam wszystkim Czytelnikom, którzy przeczytają ten artykuł – Moja żona – i ja – którzy tworzyli ten park – nigdy by do tego nie dopuścili – za naszych czasów – drzewa wiekowe – były leczone. Byli fachowcy, którzy to robili dobrze – i do dziś są efekty – co najważniejsze – drzewa żyją – i wypuszczają co rok swoje zielone liście. Jak ktoś nie wierzy – niech przyjedzie do parku w Mierzęcinie. Przekona się. A specjalistów leczących dziś drzewa – jest też dużo – uznanych praktyków, naukowców. Polska chirurgia drzew – jest uznana na świecie. Mamy się czym chwalić. Trzeba tylko było chcieć – ale tam już nie ma „Flory” , która własnymi rękoma broniła wszystkiego co żyje… Szkoda , że jej już tam nie ma. Nawiązując do początku tekstu – napiszę tak – nawet prości drwale w swej legendzie – okazali się ludźmi , którzy mają jakieś uczucia. Wy – mówię o Właścicielach Mierzęcina – chyba nie mieliście. Można było chcieć – wykazać się jakąś empatią, próbować coś uratować – teraz został wam tylko kikut – pień drzewa. No ale uratowaliście budynek – dawną powozownię, oficynę – ganeczek ich łączący. Oczywiście – koszty ewentualnej naprawy są duże, w przypadku gdyby w czasie

„ Mierzęcin – śmierć drzewa” Dowiedz się więcej »

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku

8 marca to nie tylko Dzień Kobiet to również data opublikowania pierwszego artykułu dr Roberta Wójcika o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie w odcinkach. Jest ich już parędziesiąt. Co roku w kolejną rocznicę współpracy zadaję autorowi trzy pytania. I tak jest też w 2026 roku. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska. Na zdjęciu Marzanna Leszczyńska i dr Robert Wójcik (  był administratorem Pałacu w Mierzęcinie w latach 1998-2008).   Mierzęcin to piękny Pałac z ciekawą historią i Park jak zaczarowany – z jednej strony pałacu – Park Zabytkowy z drugiej Ogród Japoński – który stworzyła żona dr R. Wójcika – Alicja Wójcik. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film, a towarzyszyć mu będzie muzyka .Clip w pigułce przypomina prawie wszystkie „wspomnienia dr Roberta Wójcika” o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie. Nie – nie ma. I miał nie będzie. Nigdy tego nie stosowałem i prawdę mówiąc nie wiem jak to robić. Piszę artykuły na różne tematy – bardziej korzystam z różnych literaturowych źródeł. Jestem już człowiekiem starej daty – raczej nie interesuje mnie to zupełnie. Czasami gdy korzystam z wiadomości z Internetu – widzę jedno- jak wiele wiadomości na dany temat są sprzeczne z oczywistą prawdą. Zawsze szukam „ źródeł prawdy” – i można je odnaleźć. I chyba nie robi tego „ sztuczna inteligencja” – która się panoszy. Niedawno czytałem ciekawy artykuł – w jaki sposób jest ona wykorzystywana – przeraziło mnie to i sobie nie zdawałem z tego sprawy – ale jest to fakt. Wojsko, bankowość, prawo, administracja, mechanika, elektronika, energetyka, medycyna, fizyka, matematyka, chemia, astronomia, archeologia… itd. itp. Mam wrażenie jedno – że niedługo będzie potężne bezrobocie – i ludzie z wiedzą – nie znajdą pracy – przede wszystkim – młodzi ludzie. Straszne czasy nastały. Ale z drugiej strony wiem i czytałem – że jest niezwykle pomocna – chociażby w medycynie i uratowała wielu ludziom na świecie – życie. To trudny dla mnie temat – i nie mam o nim zielonego pojęcia – tak , że nie mogę nic powiedzieć konkretnego na co to AI , poza informacjami z Internetu , które od czasu do czasu czytam. A co do pisania artykułów – to wydaje mi się – że człowiek rozumny , oczytany – potrafi zrozumieć czytany tekst , który wybrał do przeczytania – i potrafi osądzić czy to napisał człowiek czy AI. Z drugiej strony – osobiście mam takie wrażenie, że świat już wytworzył sztucznych przywódców państw, narodów – i to mnie bardzo niepokoi. Jesteśmy w jakimś chaosie kłamstwa i głupoty – i niby ma być teraz lepiej.. . Osądźcie Państwo sami – czy jest lepiej czy gorzej . Według mnie źle i będzie jeszcze gorzej. Widmo trzeciej wojny światowej wisi na włosku. Patrzę na to wszystko niezwykle przenikliwie i mogę z ręką na sercu powiedzieć – że żal mi tylko moich dzieci, które dożyją, a w zasadzie są wplątane w to wszystko. Mnie i mojej żonie już nic nie zaszkodzi. Po prostu jesteśmy już starzy – i jest nam wszystko obojętne – ale o nasze dzieci się martwimy – jaką będą miały przyszłość. Modlimy się o jedno – oby nie cierpiały. A reszta świata – mnie nie obchodzi. Czy – jestem altruistą i samolubem ? – chyba nie. I jeszcze jedno – kocham moich czworonożnych przyjaciół – moje cztery kochane mordy – i modlę się o jedno – oby one żyły do „końca mojego świata” i jak już będziemy odchodzić – marzę o tym – abyśmy odeszli razem. Na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl– nigdy nie była wykorzystywana sztuczna inteligencja i według mnie – nigdy nie będzie. Ja jestem – prawdziwy – tak jak inni autorzy , którzy zamieszczają tam swoje artykuły. 2. Minął już kolejny rok Pana publikacji. Początkowo był jeden temat – Mierzęcin, który się nie wyczerpał. Ale w minionym roku tylko trzy artykuły  o Mierzęcinie się ukazały, właściwie to z Mierzęcinem w tle.  Nie tylko historia Pana interesuje, ale ochoczo komentuje Pan wiele aktualnych wydarzeń i tych w pogodzie jak i w polityce – czasy są niezwykle burzliwe więc trudno się dziwić. Moim zdaniem opisywanie historii pałacu w Mierzęcinie jest interesujące, bo jest blisko i jego historia odbudowy i funkcjonowania za Pana czasów jest fascynująca, tym bardziej, że tak pięknie ją Pan opisuje. Art. „Mierzęcin- to co zaciera czas”, choć jest na innym portalu – przekroczył 29000 ( dwadzieścia dziewięć tysięcy ) wyświetleń. Czytelnicy też interesują się autorem tych artykułów o Mierzęcinie, bo ” Powrót do Mierzęcina „( art. pierwszy właściwie o Panu ) ma coraz większe zainteresowanie (13 000 wyświetleń).  Chciałabym aby na www.idealzezgrzytem.pl  zrobić wersję do słuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i aby czytał go głos autora czyli  głos Roberta Wójcika.  Może zacznę od ostatniego pytania – chodzi o wersję do odsłuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i abym ja to czytał – czyli głos autora- czyli mój. Powiem krótko – mój głos jest fatalny i nie nadaje się do tego – nie jestem „mikrofonowy” . Trzeba mieć to coś – co mają zawodowi lektorzy. Osobiście uwielbiam słuchać audycji radiowych, gdzie czytają profesjonaliści. Bardzo to lubię i często słucham. Generalnie – dzieci mi sprezentowały mikrofon, wgrały specjalny program do komputera – próbuję coś zrobić… Ale finał jest taki, że mi się to nie podoba. Nie wiem – może nerwy mnie zjadają, może trzeba w to włożyć mniej emocji ? Mam pewnego rodzaju inny pomysł i musi mi pomóc profesjonalista. Natomiast powiem szczerze – bardzo chciałbym aby na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl pojawiły się słuchowiska moich artykułów i z moim głosem. Temat do ogarnięcia i zrobię wszystko, aby takie audiobooki się pojawiły. Trochę czasu – będzie dobrze. „Mierzęcin” – to temat rzeka. Na dziś – dużo już informacji opisałem. Widzę , że czytelnicy czytają. I to bardzo miłe dla mnie. Zobaczymy jak długo. Ja mam pewną „wersję” tej poczytności – a mianowicie taką – że ludzie chcą coś wiedzieć o obiekcie do którego przyjeżdżają. Na stronach Internetowych obiektu „ Pałac Mierzęcin” – praktycznie nie ma żadnych informacji – ale to nie jest mój problem. Prawdę mówiąc – jestem trochę „zmęczony” umysłowo Mierzęcinem. Z

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku Dowiedz się więcej »

Mierzęcin- zaczarowane choinki Alicji

W pewien grudniowy, zwyczajny, słoneczny dzień 2025 roku udałam się do pałacu w Mierzęcinie specjalnie po to, aby zobaczyć jak jest udekorowany na Święta Bożego Narodzenia. Zachęcam, aby samemu zobaczyć nie tylko jak jest w środku pałacu, ale również w obejściu. W tym roku przy fontannie do pałacu zaprasza zielona świerkowa brama przystrojona czerwonymi bombkami, które jakby rozsypały się na bukszpanowy żywopłot. Przy drzwiach stoją jak żołnierze na warcie dwie doniczki z ostrokrzewem na nóżce. Wypatruję jak zwykle tego co nie komercyjne, wykonane ludzkimi rękami, inne – taka już jestem. Pani Izabella Serafin – pracująca jako grafik komputerowy, która wykonała tak wiele karykatur i portretów kiedyś tak powiedziała o Pałacu w Mierzęcinie – „ Tam jest na tyle pięknie, że za wiele nie trzeba”… W pierwszych latach funkcjonowania pałacu zaraz po odbudowie było inaczej, naturalnie. Jeszcze dzisiaj po niemal dwudziestu latach często słyszę, że dekoracje w tamtym czasie były niesamowicie piękne i zadziwiały swoją oryginalnością i tym, że były naturalne. Ludzie zjeżdżali z okolic, aby je zobaczyć, z dalekiego Gorzowa Wielkopolskiego również, bo wieść się niosła – chociaż nie było jeszcze mediów społecznościowych. Chcę napisać i przypomnieć, że tak bajkowo było dzięki Pani Alicji Wójcik, która pracowała tam wtedy jako „specjalista do spraw terenów zieleni”a potem dodano jej funkcję kierownika hotelu. To Pani Alicja jest twórcą całego założenia parkowego w obiekcie Pałac Mierzęcin i oczywiście ogrodu japońskiego (który niestety nie doczekał się nazwy własnej). Na zdjęciu Alicja Wójcik Dzisiaj zapraszam w podróż w latach 2000- 2008 i na krótkie wspomnienia dr Roberta Wójcika ( męża Alicji Wójcik) o tym jak te przepiękne dekoracje Bożo-Narodzeniowe przed Wigilią wtedy powstawały. Zapraszam na zdjęcia dekoracji świątecznych w Pałacu – nie są idealnej jakości, ale to dokument tamtych czasów – ,które się przecież już nie powtórzą. Tutaj w świątecznym klipie z muzyką K. Praisnera. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film z przeszłości – Marzanna Leszczyńska Tekst dr Robert Wójcik „Wszystko było planowane praktycznie już od listopada ,a w zasadzie od lipca – ponieważ trzeba było już zbierać pewien materiał roślinny . Wszystko było planowane – szkice, rysunki – i najważniejsze było to – czy to jest wykonalne?. Alicja bardzo często rozmawiała z załogą parkową. Był podział – Panowie – kwestie techniczne – Panie– ogromna pomoc w stworzeniu tych dekoracji. Ja byłem tylko odpowiedzialny za materiał – aby to zrobić i stworzyć – absolutnie nie uczestniczyłem w żadnych pracach – byłem tylko – dostawcą odpowiednich materiałów czy towarów. Autorką, pomysłodawcą wszystkich dekoracji była tylko Alicja – Natomiast Panie tzw. „ parkowe” – ogromnie jej pomagały i uczestniczyły we wszystkim – to była potężna praca zespołowa – od rana do wieczora – Jaki tam był duch … jaka atmosfera – to było ogromnie budujące dla tych naszych pracowników – a my z nimi też ogromnie to przeżywaliśmy i cieszyliśmy się. Nam zależało przede wszystkim na tym – aby wszystkich zaskoczyć – i żeby było „ bajkowo” . I tak zawsze było . Co roku był inny pomysł i inne kompozycje. Staraliśmy się jak tylko było to możliwe. Zawsze było pięknie – i ludzie podziwiali – nie tylko z Gorzowa – z całej Polski. Ale wszystko ma swój koniec. Co do ludzi – ekipa męska – to byli Panowie Robert, Darek, Jurek, Marcin, Władek. Pan Robert zawsze był odpowiedzialny za wszystkie iluminacje świetlne – na jego barkach spoczywała słynna choinka umieszczona w środku fontanny – tam było zawsze około 3000 lampek – wyglądało jak w baśni. Co do Pań , które pracowały z Alicją były to Panie – Hania, Grażyna i Ania. Jednak jeszcze bardzo ciekawa rzecz- do pracowni – gdzie powstawały te wszystkie cuda świąteczne – uwielbiały przychodzić dzieci naszych pracowników. To było magiczne jak Alicja ze swoimi koleżankami ( paniami pracownikami) uczyła ich robić różnego rodzaju stroiki, choinki, dekoracje. Wiem jedno, że niektóre dzieciaki zamiast iść do szkoły – robiły sobie wagary – i już od rana siedziały w pracowni – Jaki tam był klimat…. Ile tam było radości, twórczości – jak te dzieciaki były dumne z tego , że pomagały robić dekoracje „ dla pałacu”. I jeszcze jedno – wszystkie choinki które były w obiekcie – a było ich zawsze kilkanaście – były wybierane z lasu . Miałem dobre układy z leśnikami – np. z Panem Karpińskim – razem z ekipą męską „parkową” – jechałem traktorem do lasu – i je wybieraliśmy . Takie to były czasy. Ważną rzeczą jest też to – że zawsze ekipa parkowa z Alicją– dekorowała kościół na Święta Bożego Narodzenia – uważaliśmy to za nasz obowiązek i wręcz stało się to taką tradycją w tym czasie kiedy tam byliśmy ( Alicja i Ja) . A ksiądz Henryk Wojnar – na pasterce – zawsze dziękował tzw. „Pałacowi „ za dekoracje – Kościół w Mierzęcinie zawsze błyszczał – i wielu ludzi z innych wsi przyjeżdżało podziwiać dekoracje – jakie tam były. Nie da się ukryć – te wszystkie rzeczy – tworzenie, strojenie, dekorowanie obiektu „ Pałac Mierzęcin” zajmowały dużo czasu – to było około trzech tygodni bardzo wytężonej pracy – ale to bardzo wytężonej pracy. Ale ile było w tym wszystkim radości. Z drugiej strony – Alicja jako kierownik hotelu – musiała tez czuwać nad wieloma innymi sprawami związanym z jego funkcjonowaniem – kuchnia, personel sprzątający, recepcja, Zawsze wszystko było przygotowane na „tip – top”. Kulminacją tego wszystkiego była wigilia dla pracowników ( wszystkich) firmy Novol i zaproszonych gości – zawsze był około 250 osób. Tradycją było goszczenie znaczących ludzi w gminie i powiecie – od starostów po wójtów, leśniczych , księży, nauczycieli … itp. Itd. I takie to były wigilie w Mierzęcinie w latach 2000 – 2008. Łza się w oku kręci . Nawet stajnia w Mierzęcinie miała specjalne dekoracje – a koniki to uwielbiały – bo wyżerały sianko, czy jabłuszka z tych dekoracji … jakie były zadowolone…„ Robert Wójcik

Mierzęcin- zaczarowane choinki Alicji Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – krótki tekst o przemijaniu

13 września 2025 roku minęła 23 rocznica uroczystego otwarcia pałacu w Mierzęcinie. Dokładnie trzy lata temu artykułem „Mierzęcin – porcelanowe wspomnienia” otworzyliśmy portal http://www.idealzezgrzytem.pl , w którym dr Robert Wójcik opisał huczną uroczystość otwarcia pałacu, a ja udałam się w to miejsce, aby opisać ten dzień dokładnie dwadzieścia lat później. W tym roku zapraszamy na spacer i refleksje autora wspomnień o pałacu w Mierzęcinie, które tworzą się już przez 4 lata i powstało ich już 30. Są to artykuły, rozmowy z autorem, słuchowiska z muzyką i zdjęciami. Historia, ale też teraźniejszość oraz połączenie tego co było z tym co wydarza się jeszcze i zaskakuje. Bo rzeczywistość się zmienia, nierzadko rozczarowuje tymi zmianami, ale wspomnienia są zapisem cudownego czasu, do którego można wrócić dzięki temu, że znalazł się człowiek, który z pasją , dużą wiedzą i talentem je opisał . Tą osobą jest dr Robert Wójcik. Tylko u nas na : http://www.idealzezgrzytem.pl https://idealzezgrzytem.pl/category/mierzecin-wedlug-wspomnien-dr-roberta-wojcika/. Przypominamy krótki film powstały z okazji 20 rocznicy odbudowy pałacu, w którym są zdjęcia z otwarcia pałacu, czasów początków jego funkcjonowania – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. dr Robert Wójcik No i co mam napisać …że jest mi smutno i tęsknię za tamtym czasem i przeżywam … Tak jest mi smutno jak byłem w moim ukochanym miejscu. Nie poznaję go. Jest zimno i inaczej. Park smutny. Winnica zarośnięta. W koszach parkowych wysypują się śmieci. Nie ma radości, nie ma gospodarza. Mury się sypią, pękają …. mój ukochany dąb – wycięty – ten przy oficynie czy centrum konferencyjnym. Nie ma kwiatów w parku …w ogrodzie, w pałacu. Smutne … meble nowoczesne w salach na parterze. Zimno…. nowocześnie. Zegar przy recepcji zakurzony – nie tyka już od wielu lat… wyjątkowy zegar. Rozmawiałem z nim jak z moim ukochanym drzewem – ucięto mu koronę – to tak jakby komuś ucięto głowę. Mojej załogi też już nie ma. Dziwni ludzie – mało sympatyczni . W ich oczach widziałem smutek i tylko to, aby mieć jakąkolwiek pracę. Och jak dobrze , że nikt mnie nie zaczepił …. nie poznał. Po prosu nie mógł – bo już nikt mnie tam nie zna – to jakiś inny garnitur ludzi – też ich nie znam. Zmiana dziesięcioleci – na 100 %. To już inny świat – nie mój i mojej żony. Ile tam oddaliśmy sił i swojego serca. Jakie to wszystko smutne. Ale taka jest rzeczywistość – wszystko ma swój koniec. Dlaczego tak jest, że nic nie trwa wiecznie. Tam już nie ma uczuć, dobrego ducha, entuzjazmu, radości – jest szara rzeczywistość, której nikt nie chce ubarwić. Barwi już tylko przyroda. Kończąca się wieczność wymyślona została chyba po to, by przypominać o przemijaniu. Zegar, kalendarz…wszystko to przypomina o czasie i nie pozwala żyć w jedynej wieczności jaką mamy – w teraźniejszości. Nie mamy nad nią kontroli, możemy tylko jak Goethe zakrzyknąć: „Chwilo, trwaj!”. Pamięć jest już tylko moją radością i niestety smutkiem – wręcz wrogiem. Uzmysławiam sobie, że coś zdarzyło się w naszym życiu już tak dawno temu. Albo – co gorsza – że się nie przydarzyło i pamięć o tym nieprzydarzeniu boleśnie odzywa się we mnie. Tak czy inaczej, żyjemy i w czasie i w wieczności. Wieczność, czyli teraźniejszość, jest jedyną dostępną nam realnością. Czas jest sposobem na uświadamianie sobie przemijania. Jednak czas i wieczność to dwa aspekty tej samej rzeczywistości, zwanej życiem. Słowa Staffa są pisane z perspektywy pamięci, ale przecież dobrze wiemy, że na przykład w młodości – albo też w późniejszych latach – przydarzały się nam takie bardziej absolutne chwile teraźniejszości. „Już? Tak prędko? Co to było? Coś strwonione? Pierzchło skrycie? Czy się młodość swą przeżyło? Ach, więc to już było…życie?” Mam za sobą sześćdziesiąt pięć lat ulotnych chwil absolutnej teraźniejszości, czasem pięknej, czasem strasznej. Był to istny rollercoaster życia, którego pęd udało mi się jakoś, jak dotąd, przetrwać. Co będzie za rok? Zobaczymy, jazda trwa, światełka migają, wagoniki czasu toczą coraz szybciej i szybciej, orkiestra na „Titanicu” gra coraz głośniej, ludzie coraz bardziej rozczarowują i wkurzają. Jedyne co pozostaje to radosne wspomnienia – ale okazuje się, że to były tylko chwile w życiu… Robert Wójcik

Mierzęcin – krótki tekst o przemijaniu Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – Żegnaj Tomaszu …

31 marca 2025 roku pożegnaliśmy na zawsze w Dobiegniewie Pana Tomasza Wołoszyna. 7 maja 2025 roku – dzień jego urodzin – skończyłby 46 lat… Witaj Tomku… Dzisiaj pytasz – dlaczego życie nie płynęło spokojnie jak sen. Czy trudniejszą drogą były dni już minione, ostatnie – chyba tak. Ale co było przed tym wszystkim, gdy miałem z Tobą kontakt codziennie przez parę lat – był to piękny i twórczy czas. Ogromna w tym była Twoja rola.Nie byłeś statkiem z papieru na oceanie. Zawsze byłeś taki – wbrew wichrom pognać w nieznane, pokazać , że coś wszystko można zrobić – jak się chce. Byłeś podobny żurawiom na swoich polach, ale zawsze z dala od gniazd. Wybierałeś inną drogę. Oby było Tobie tam dobrze. Pragnę tego i modlę się za Ciebie. Nikt już dziś Ci nie powie, gdy powieki zamknął czas, ile warte było serce Twoje, które biło wśród nas – niezwykle prawe , szczere i prawdziwe – nad wyraz proste. A pamiętasz tą radość tworzenia ? – swoich kolegów, koleżanki, przyjaciół dużych i małych ? Więc nie pytam więcej – gdzie dziś jesteś , a proszę Cię jednocześnie, abyś zrozumiał , że trudno płacić dobrem za zło. Przychyliłeś światu – mojemu światu, mojemu życiu – kawałek miłych wspomnień. Obyś tam gdzie dziś jesteś – nie zaznał zagubienia, samotności, lęku. Tata, mąż, syn, wspaniały kolega – doceniony w Mierzęcinie – kucharz, ba ! Szef kuchni w latach 2005 – 2008 w Pałacu Mierzęcin w woj. Lubuskim -Tomasz Wołoszyn zmarł po walce z ciężką chorobą – z samym sobą – gdzieś się zagubił – bardzo zagubił… Miał 46 lat. – Tomek był i jest często w moich myślach. Dla mnie – bo ja tylko mogę mówić w czasie przeszłym… Tomasz zmarł po ciężkiej chorobie – to była końcowa faza – a już wiem, że w dziwnych, niewyjaśnionych okolicznościach. To nie ważne – a może ważne … Pytanie dlaczego ? Tomku – to tylko Ty Sobie możesz odpowiedzieć… Gotowanie było dla Tomasza wielką pasją, bez której nie wyobrażał sobie życia. Był charyzmatyczną osobowością, która potrafiła zjednywać ludzi autentycznością, a z drugiej strony taką niezwykłą konsekwencją – nazwałbym to inaczej – był bezwzględny, szorstki i „ okrutny” w tej kuchni. Był tyranem „czystych-wręcz wylizanych” garów – zawsze uwielbiał perfekcję. Wszystko było czyste jak niebo, żarcie – od warzyw – skończywszy na mięsie – super świeże, pachnące. Wszystko było na czas – nigdy – nigdy nie zawalił żadnej imprezy – nawet na kilka tysięcy osób. I piękne jest to, że na tej ostatniej drodze życia pożegnało go wiele osób z tamtego „ dobrego” okresu. Cechowała go praca, praca, praca … wymieszana czasami ze zwątpieniem w jej osiągnięcia , ale zawsze wygrywała ogromna ilość energii – takiej dobrej energii. Zarażał swoich podwładnych w dużej kuchni ( około dwudziestu osób … jeżeli nie więcej) – optymizmem. Bardzo cichy, spokojny – czasami głośny, ale wszędobylski w tych „zaklętych rewirach” gastronomii. Był taką chmurą elektronów, która unosiła się nad kuchnią. Dawał taką ogromną pewność. Pamiętam, że niektórych wprowadzał „swoim” poczuciem humoru w zakłopotanie, bo bywało ono dość ostre, czasami nieemisyjne. Ale po chwili czasu – wszyscy się chichraliśmy do rozpuku, gdy opowiadał swoje żarty czy tezy – jak powinno być w dobrej kuchni . A przy okazji – świetnie gotował – i to jest ważne. Tomek pozostanie w mojej pamięci jako niezwykła osobowość. Informacja o jego śmierci była dla mnie wielkim zaskoczeniem. On nie żalił się nigdy, to był taki rycerz, który wygrywał każdą bitwę. On nie mówił o swojej chorobie, cały czas mówił, że ma to gdzieś, mówił, że to nie jest jego czas, żeby odchodzić. Klepsydry czasu – zdrowia ,choroby – nie dało się oszukać… Część ciała Tomka w ostatnich latach, a w zasadzie od kilku miesięcy przed jego tragiczną śmiercią, wstydziła się tego, że jest słaby i chory… Nie chciał też pokazywać części swojej choroby; tego że np. walczy z nałogiem. Ta choroba postępowała, a ona zaczęła pokazywać coraz bardziej przerażające jej skutki – jej oblicze i cierpienia tego kto na nią zapadł. Nałóg – jest straszny – nie poradził sobie z nim – może nikt mu nie pomógł ?  Podkreślam jedno , że Tomek nie „przegrał walki z chorobą”, jak często opisuje się tego typu sytuacje. Tego typu podejście zmienia sposób patrzenia na życie ludzi dotkniętych, różnymi przeżyciami, sytuacjami życiowymi, problemami osobistymi – czy chyba w jego przypadku, to była choroba nieuleczalna . Tomasz, jak tysiące innych w Polsce ( chyba setki tysięcy, może miliony) , nie walczył z tą chorobą – nie chciał chyba pomocy – poddał się i czekał jak to się rozwinie czy zakończy. Szkoda , że tak się stało. Chorowanie i towarzyszenie choremu, mogą pozornie wydawać się jakimś poddaniem, ale de facto są zwycięstwem, bo uznajemy, że życie chorego jest dalej tak samo wartościowe, jak wtedy, kiedy był zdrowy. Nie wiem ile w tym prawdy – nie wiem. Mam do siebie pewne pretensje – ale dużo rzeczy z życia Tomasza dotarło do mnie po wielu latach. Inaczej – wielu rzeczy nie wiedziałem. Tomasz kochał przyrodę – był jej pasjonatem. To jeden z kluczy – który nas łączył. Żył do końca i chyba wiedział, że przegrywa. Życie potraktowało go okrutnie. Spoczywaj w Pokoju… dr Robert Wójcik

Mierzęcin – Żegnaj Tomaszu … Dowiedz się więcej »

PO CZTERECH LATACH…

Zapraszam na odpowiedzi dr Roberta Wójcika na moje trzy pytania – jak co roku. Dr Robert Wójcik jest autorem wspomnień o nowej historii odbudowanego Pałacu w Mierzęcinie, którego był administratorem w latach 1998-2008. Na początku przypomnę tę historię zdjęciami z tego czasu w towarzystwie muzyki – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film. Na zdjęciach dr Robert Wójcik i Marzanna Leszczyńska na tle pałacu w Mierzęcinie 1. Już cztery lata opisuje Pan swoje wspomnienia związane z nową historią odbudowanego Pałacu w Mierzęcinie. Wystartowaliśmy 8 marca 2021 roku artykułem „ Powrót do Mierzęcina”. Wtedy było to na innym portalu – gdzie przez półtora roku opublikowaliśmy 10 artykułów … po czym oderwaliśmy się i założyliśmy http://www.idealzezgrzytem.pl Na nowym portalu ukazują się dalsze odcinki tych wspomnień. Parę z nich jest do odsłuchania (podpowiem, że wszystkie znajdują się w zakładce „ Mierzęcin według wspomnień dr Roberta Wójcika „ – trzeci kafelek na stronie głównej). Lubię podsumowania, a każda rocznica jest okazją do nich. Zaskakujące jest, że te wspomnienia, które zostały na innym portalu nadal budzą zainteresowanie czytelników, chociaż minęło tak dużo czasu i właściwie tam już ich nie promujemy. Najpopularniejszy odcinek – „Mierzęcin to co zaciera czas” dobiega 26 500 wyświetleń. I co dalej w tym temacie? Jest jeszcze co opowiadać? Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film . Mierzęcin – ma wiele tajemnic. Dobrych i złych. Ktoś kiedyś powiedział – jeżeli ci zadają jakieś pytania – to najlepszą rzeczą jest powiedzieć prawdę. Uważam, że we wszystkich swoich artykułach związanych z Mierzęcinem – pisałem prawdę. A pytań od czytelników i od osób związanych z tym magicznym, tajemniczym obiektem miałem wiele… Chyba to jest siła, która ma odzwierciedlenie w poczytności tych artykułów związanych ze wspomnieniami z tym miejscem. Jest to dziwny obiekt – pełen zagadek. Mam cały czas wrażenie, że „ktoś z góry czy z dołu” kontroluje to co chcę opisać we wspomnieniach o tym miejscu. Pani Marzanno – ja tam byłem przez ponad dziesięć lat – praktycznie każdego dnia i nocy – czy to była zima, wiosna, lato , jesień. Ten obiekt, i wydarzenia z nim związane – czy to wczoraj ( mówię o historii) czy w tej nowej historii obecnego wieku są jednym słowem … bardzo dziwne i dają wiele różnych przemyśleń. Nie ma co ukrywać – jestem zaskoczony – mile zaskoczony, że artykuły czy dołączone do nich clipy cieszą się taką poczytnością czy oglądalnością – chodzi o moje wspomnienia związane z Mierzęcinem i clipy Pani autorstwa. Osobiście dla mnie bardzo ważne są opinie ludzi, którzy byli lub są z tym miejscem związani. Mówią mi, że piszę prawdę, ale żebym coś więcej jeszcze napisał – że tak do końca nie było dobrze i pięknie. Dostaję do dziś smsy czy maile od tych osób z podziękowaniami. Powiedzmy sobie szczerze – na razie przywołałem trochę nowej i chyba starej historii tego obiektu – to nie wszystko co mam zamiar jeszcze napisać. Jest jeszcze parę rzeczy dla pióra, które „dojrzewa” i niedługo się ukaże na portalu. Ale muszę koniecznie powiedzieć czytelnikom i ludziom związanych z tym miejscem , że to będzie bardzo zaskakujące… Jeszcze trochę czasu. Mój ucieka – inaczej – jest trochę zagrożony – ale przysięgam – zdążę… Zawsze w swoich wspomnieniach pisałem „łagodnie” o Mierzęcinie. Już nadszedł czas aby to zmienić – powiedzieć czy napisać o nim inaczej…, że to nie był ogród Eden. Zawsze wydawało mi się, że celem w życiu człowieka powinien być hedonizm – maksymalna rozkosz i unikanie wszelkich przykrości. Nie do końca jednak tak jest. Wiele doświadczeń z Mierzęcina , sprawiły mi przyjemność, ale też wymogły pewnej dozy cierpienia. To było w wielu momentach mojej bytności w Mierzęcinie. W okresie początkowym to było „zdobywanie górskich szczytów” – tych najwyższych… o Boże – ile tam było radości… Muszę jednak powiedzieć, że wiele razy towarzyszył mi ból i samotność , które powodowały , że mój cel okazał się cenniejszy, a przyjemność większa, niż gdyby tego cierpienia w ogóle nie było. Ktoś powiedział, że właściwy rodzaj bólu bywa warunkiem odczuwania intensywniejszej przyjemności – jest on ceną, którą okupujemy większą nagrodę. Teraz, kiedy już minęło prawie dwadzieścia lat od mojej przygody z Mierzęcinem i kiedy już jestem na emeryturze często się zastanawiam – dlaczego tak się dzieje? Dlaczego dobrowolnie zgadzamy się na doznawanie bólu, żeby osiągnąć przyjemność? Pani Marzanno – rozstanie z tym obiektem było dla mnie wielkim bólem. A dziś – kiedy piszę swoje wspomnienia o Mierzęcinie – sprawia mi to przyjemność. Jest to jednak przyjemność smutna – to taka „kawa” z fusami. Chyba dlatego, że to się już definitywnie skończyło. Odczułem to kiedy byłem wraz z żoną w tamtym roku w Mierzęcinie. No cóż – wszystko ma swój koniec… 2. Na nowym portalu podjął Pan chętnie jeszcze inne tematy. Jest ich sporo, jak widzę mam do czynienia z człowiekiem renesansu. Ubiegły rok upłynął nam w Gorzowie Wielkopolskim w walce o zmianę nazwy miasta, wybieraliśmy też nowego prezydenta i radnych i w te tematy zaangażował się pan piórem. Dla mnie istotne też było promowanie niezwykłego fotografa naszego pięknego regionu – Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich. Z wykształcenia jest Pan przyrodnikiem z doktoratem w tej dziedzinie – a konikiem jest kartografia, klimatologia, hydrologia, geologia i chyba … miłość do zwierząt – szczególnie psów, które Pan posiada. Skomentował Pan na naszych łamach zjawiska w pogodzie takie jak powódź, zorze, trzęsienie ziemi, które zaskoczyły nasz kraj. Pięknie Pan opisał swoją miłość do „czworonożnych przyjaciół”. Te artykuły spowodowały „Himalaje wyświetleń”. Szczerze powiedziawszy kompletnie osłupiałam, gdy zobaczyłam jednego dnia 6000 wejść na portal. Przy którym z podejmowanych problemów najchętniej by Pan pozostał, pisał dalej, a które pożegnałby Pan i żałuje, że zdecydował się pan na nie wypowiadać? Żałuję jednego – że pisałem artykuły związane ze zmianą nazwy Gorzowa Wielkopolskiego na Gorzów. Występowałem tam pod pseudonimem „ Rafał Wilk” . Było wiele ciepłych komentarzy – ale był też ordynarny i chamski „ hejt” – nie w komentarzach, ale dziwnych smsach czy mailach… wysyłanych po nocach . Najgorsze jest to , że były to osoby wykształcone, z tytułami naukowymi, na

PO CZTERECH LATACH… Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – zamach na generała… -historia prawdziwa…

Zapraszam na kolejny odcinek wspomnień dr Roberta Wójcika o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie. Udało się w końcu, bo ten odcinek długo był planowany, ciągle odkładany, ponieważ inne tematy wydawały się ważniejsze. Ten jest inny – filmowy, ale połączony z wiedzą historyczną. Tak się złożyło, że powstał na zakończenie 2024 roku. Odchodzi kolejny rok, a my zatrzymujemy przez wspomnienia to co zaciera czas. Cieszę się, że wyłowione są i wymienione kolejne osoby , które zostawiły swój ślad w tej nowej historii Pałacu i że znowu nie pozwolimy o kimś zapomnieć. Zadaję sobie pytanie kto dziś wie o tych wydarzeniach filmowych w Mierzęcinie, kto je pamięta i wspomina oraz czy dziś też tutaj powstają jakieś filmy ? W Pałacu w Mierzęcinie powstały sceny do filmu na pół dokumentalnego, dotyczącego wydarzeń dramatycznych, tajemniczych i do dziś niewyjaśnionych w historii naszego państwa. Zostały nakręcone w miejscu odpowiednim, bo również bogatym w dramatyczne, tajemnicze i niewyjaśnione zagadki . Sporym zaskoczeniem są zebrane w artykule fakty dotyczące zamachu w Gibraltarze i historyczne fakty dotyczące Pałacu. Myślę, ze to już są tematy dla koneserów historii , czy się z nimi zgodzą? Mam nadzieję, ze ten odcinek będzie dobrą niespodzianką dla miłośników wspomnień o Pałacu w Mierzęcinie dr Roberta Wójcika, zachęci do obejrzenia filmu i ” wyłowienia ” wszystkich scen kręconych w Pałacu – Marzanna Leszczyńska na zdjęciu dr inż. Robert Wójcik administrator Pałacu Mierzęcin w latach 1998 – 2008 To długi artykuł – ale bardzo serdecznie zachęcam do jego przeczytania. To fakt … mam we wspomnieniach 2007 rok – Pałac Mierzęcin w Polsce – województwo lubuskie – powiat Strzelecko- Drezdenecki – gmina Dobiegniew … koniec lata – początek jesieni – piękna i złota- czasami deszczowa… To była sensacja – wbiega do mojego pokoju w oficynie ( tuż przy pałacu) Pani Marta Kobus – wspaniała , piękna dziewczyna – bez wątpienia mogła by grać w najlepszych filmach u światowych reżyserów – najlepszy marketingowiec w historii tego obiektu – niezwykle pracowita, inteligentna – klasa sama w sobie – oznajmiając mi głośno – „ Panie Robercie – mamy Hollywood” Uściskałem ją serdecznie, gdy mi powiedziała co się wydarzy przez najbliższy miesiąc. Cicho jej powiedziałem – jesteś genialna, wspaniała – jak Ci się udało to zrobić ? Powoli , powoli … A gdzie ten generał i ten zamach ? Teraz trochę historii i trochę „Hollywoodu” … … Gibraltar – 4 lipca 1943 roku. Godzina 23.07. Samolot Liberator AL 523 spada do morza zaledwie 16 sekund po starcie. Na pokładzie był Naczelny Wódz, premier Rządu Polskiego na Uchodźctwie, generał Władysław Sikorski. Śmierć Wodza do dzisiaj jest niewyjaśnioną zagadką. Czy była to katastrofa? Czy Sikorski został zamordowany? Historyk i publicysta Dariusz Baliszewski przez wiele lat badał tę sprawę. Na kanwie jego odkryć powstał film fabularny „Generał – zamach na Gibraltarze”. Według oficjalnej, głoszonej przez lata wersji, generał Władysław Sikorski zginął w katastrofie lotniczej lecąc w 1943 roku z Gibraltaru do Londynu. Film fabularny obala tę wersję. Przedstawia dowody: fotografie, dokumenty i relacje świadków wydarzeń, które mogą wskazywać na morderstwo. Innowacyjność tego filmu polega przede wszystkim na przedstawieniu spójnej, choć niewątpliwie kontrowersyjnej hipotezie dotyczącej okoliczności śmierci generała Sikorskiego. Jest ona poparta precyzyjnie skonstruowanym scenariuszem, w którym historia w sposób nowatorski wprowadza współczesnego widza w obszary filmu łączącego fabułę z dokumentem. Dysponuje ponadto dotychczas niepublikowanymi materiałami archiwalnymi, zdjęciami i dokumentami, które potwierdzają, że dotychczasowe przekazy historyczne były błędne – tak mówiły autorki filmu, reżyserki  – Panie Anna Jadowska i Lidia Kazen. Akcja filmu toczy się w Londynie, Egipcie i na Gibraltarze ( no i oczywiście w Mierzęcinie – co opiszę później..) Wszędzie tam, gdzie generał Sikorski wraz ze swoją ekipą (przede wszystkim swoją córką Zofią Leśniowską – która była odpowiedzialna za szyfry w depeszach i korespondencje), który w ostatnich miesiącach swojego życia pełnił misję Naczelnego Wodza… Największym atutem tego filmu jest przedstawienie mechanizmów rządzących wielką polityką. Mechanizmów, które doprowadziły po wojnie do rządów komunistycznych w Polsce oraz faktu, że do dzisiaj wiele dokumentów sprawy gibraltarskiej nie zostało odtajnionych bądź „zaginęło”. Film demaskuje skrywane przez lata tajemnice, które mogły w istotny sposób zmienić bieg historii. Film fabularny „Generał – zamach na Gibraltarze” opowiada o ostatnich dniach życia generała Władysława Sikorskiego (w tej roli Krzysztof Pieczyński), tuż przed katastrofą- patrz zdjęcie poniżej zrobione w sali balowej w Pałacu w Mierzęcinie. Wodzowi towarzyszy córka Zofia (Kamilla Baar- Kochańska ) i ekipa najbliższych współpracowników. Wszyscy goszczą w pałacu gubernatora Gibraltaru (czyli Hollywoodzkiego Mierzęcina) Masona Macfarlane’a (Jerzego Grałka), który ma nakłonić Sikorskiego do oddania dokumentów świadczących o morderstwie oficerów polskich w Katyniu. Gdy ten stanowczo odmawia, w plan zostaje wdrożony zamach na generała. Kto za nim stoi? Kto go wykonał i jak przebiegał? Czy Zofia też była na pokładzie Liberatora ? Równolegle pokazane są losy polskiego kuriera Jana Gralewskiego (Tomasza Sobczaka) i jego żony Alicji Iwańskiej (Marietty Żukowskiej). Jan Gralewski miał ostrzec generała przed zamachem, a w istocie odegrał zaskakującą rolę w mistyfikacji gibraltarskiej… proponuję obejrzeć film… Film dla dojrzałych widzów – interesujących się historią – thriller polityczny, natomiast dla młodszych odbiorców – film szpiegowski z elementami dramatu psychologicznego… a jego tłem w jego realizacji – był …. Pałac Mierzęcin, gdzie kręcono jedne z najważniejszych zdjęć w jego ekranizacji. A teraz trochę dociekań historycznych – zapewniam wszystkich – na koniec tego artykułu – „wisienka na torcie” Nie ma chyba w historii Polski wydarzenia, wokół którego nie narosłoby kaskadowo tyle teorii spiskowych. Wersja, wedle której przyczyną katastrofy był błąd ludzki bądź usterka maszyny, wciąż znajduje swoich przeciwników, utrzymujących, że generał Władysław Sikorski zginął w zamachu. To, co wiemy dziś na pewno, to fakt, że Władysław Sikorski zginął na pokładzie Liberatora 4 lipca 1943 roku i to, że samolot runął do morza tuż po starcie. Wiemy też, że jedyną osobą, która przeżyła katastrofę, był czeski pilot Eduard Prchal ( okazuje się że nie tylko On – bo był drugi pilot). Z wraku udało się wydostać ciało generała Sikorskiego i większości ofiar. Nigdy nie odnaleziono za to szczątków…. Zofii Leśniowskiej ( Kamilla Baar – Kochańska) córki generała – patrz zdjęcie poniżej zrobione w Zabytkowym Parku w Mierzęcinie Przedziwne – wrak samolotu był tylko na

Mierzęcin – zamach na generała… -historia prawdziwa… Dowiedz się więcej »

I znów opadną liście, ale zanim…

Zabytkowe parki i pałace prezentują się jesienią szczególnie pięknie. Nie można przegapić momentów przebarwień, są niepowtarzalne, nie identyczne. Spacer w Mierzęcinie jesienią musi się wydarzyć – Marzanna Leszczyńska. Zapraszam na krótką prezentację – zdjęcia i muzykę. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Tekst poniżej dr Roberta Wójcika co roku aktualny. Do jesieni trzeba się przekonać. https://idealzezgrzytem.pl/2023/11/20/mierzecin-zanim-opadna-liscie/ Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.  Wyświetleń: 174

I znów opadną liście, ale zanim… Dowiedz się więcej »

KAPLICZKA CUDÓW…W MIERZĘCINIE

Minęło 20 lat od poświęcenia wybudowanej kapliczki w otoczeniu Pałacu w Mierzęcinie. Stoi na skraju drogi, jednej z odnóg Kręgu Dwunastu Dróg wiodącej do polnej drogi wysadzonej starymi śliwami. Maj jest okazją do jej bliższego poznania. Zapraszam na krótki film – a w nim: fotografie kapliczki w Mierzęcinie, niezwykłe fotografie przyrody, wzruszający utwór muzyczny. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałka na obrazie poniżej uruchomi film. Jest tam – została poświęcona dokładnie 2004 roku – 3 maja. Nie będę pisał kto ufundował, czy kto ją wybudował. To skromni ludzie- nie chcieliby teraz, aby pisać o nich – niech zostaną anonimowi. Pan Bóg jest wszędzie, w każdym zakątku świata. Wszyscy mają inny wymiar jego postaci w kulturze różnych religii. Nie ma ludzi bez wiary. W mojej ojczyźnie – Polsce – stoją na rozstajach dróg, złotych polach i w leśnej zieleni. Są  krzyże przydrożne, kapliczki Madonny – symbol naszej wiary, co zdobią pejzaż naszej dziwnej ziemi. Wskazują Tobie którędy iść. I chcą Cię objąć ramionami swymi, słuchają twoich próśb i twego płaczu, trosk i nadziei. A ty zapominając po chwili o swojej gorącej modlitwie…. ciągle wędrujesz i wracasz do jakiejś dziwnej krawędzi, zapominasz po chwili co robiłeś, co chciałeś i w jakiej intencji … i gdzieś tam w wieczornych myślach mówisz sobie – przecież się modliłem , nie omijałem tej kapliczki i krzyży przydrożnych. Pamiętaj – to nie tylko symbole – to nasze uczucia i troski nasze, o które się modlimy codziennie i skrycie. Musisz mieć czystą duszę i dobre intencje. Ktoś na to patrzy z góry i ocenia Ciebie. Pamiętaj – ten ktoś ma wielkie serce i widzi Twe słabości i chwile zwątpienia po twojej osobistej, szarej chwili. Bądź szczery i prawy do końca, nie oszukuj siebie. Proszę … Przystań i zastanów się, chociaż przez chwilę. Czy idziesz po dobrej, czy też po złej drodze? Bo wyrw i manowców jest dziś pełno wszędzie – wszystkie bardzo strome brzegi mają – Wpaść w nie bardzo łatwo, a wyjść bardzo trudno. Drogi do niej zgubić nie można. Nigdy jej nie omijałem, nawet wtedy kiedy byłem już u kresu sił i wiedziałem , że koniec mej drogi. A Madonna w kapliczce pomogła mi w mej doli. Bardzo ciekawe …. Do dziś zachowała się tradycja budowy krzyży i kapliczek przydrożnych. Powstają na prywatnych posesjach, w bezpośrednim sąsiedztwie domów lub w miejscach ogólnie dostępnych. To przejaw naszej wiary i szacunku dla przodków, ale także pozostawienia potomnym śladu po czasach dzisiejszych. Tak … są wszędzie: na wsiach i ich skrajach, w ciszy leśnych duktów, na polach, otoczone falującym zbożem, na łąkach zatopione w polnych kwiatach, na skrzyżowaniach dróg i rozdrożach, w przydomowych ogrodach, nad rzeczkami i strumieniami. Ptaki na nie patrzą, kochają się i zakładają gniazda….. Jedne skromne, proste, inne rozbudowane, kolorowe. Zdawać się może, że są od zawsze i dawna. Stanowią trwały element polskiego krajobrazu, stanowiąc jego niezaprzeczalną ozdobę, będąc zarazem jego perłami. Są przede wszystkim znakiem wiary naszych przodków – mówię o kapliczkach starych. Są także elementem kultury i wierności tradycji. Często są świadkami historii tej ziem, świadectwem szczególnych, dziwnych wydarzeń. Wiele z nich, to najcenniejsze zabytki okolic, w których stoją. Rzeźbione w drewnie i kamieniu, malowane na drewnie, przybite do drzewa, zbudowane z polnego kamienia, usadowione w małych drewnianych lub murowanych domkach, stojące w niszach na drewnianych palach lub murowanych cokołach…. Dawały nadzieję, wskazywały drogę, chroniły przed nieszczęściami, utwierdzały w wierze, były zachętą do modlitwy – i wszyscy się modlimy po cichu – po prostu są. Przydrożne kapliczki, to nasze sumienie i nasze grzechy – „rozsiane w krajobrazie modlitwy ludu polskiego.” Fundatorami przydrożnych kapliczek były lokalne społeczności, parafie, rodziny szlacheckie i chłopskie. Różne były powody, że we wsi bądź okolicy pojawiała się kapliczka. Były wyrazem pragnienia obecności na miejscu Boskiego patrona i wiary, że swoją mocą uchronią wieś bądź rodzinę od chorób i nieszczęść. Często były hołdem dziękczynnym – modlimy się po cichu za łaski, za cudowne wyzdrowienie, za pomyślność, szczęśliwy powrót z wojny, tułaczki czy zesłania, za uchronienie od kataklizmów – ognia, powodzi, wojny czy też pomoru. Bywało, że były spełnieniem pokuty za popełnione grzechy – to dzisiejsze przesłanie dla wszystkich. A było ich wiele… czy ktoś wie jak wiele – no spójrzmy na swe życie – Czy jesteśmy bez grzechu, tacy dobrzy przyjaciele ? Te kapliczki są i były oznaką obecności Boga wśród tych małych, lokalnych społeczności – takich jak nasza. A dziś w czym My żyjemy ? Powiedzmy sobie szczerze. Odpowiedzmy sobie sami. Bywało, że kapliczkę stawiano w miejscu, które cieszyło się złą sławą – uroczysko, rozstaje dróg, wielkie głazy narzutowe – aby przepędzić stamtąd złe duchy, zmory i siły nieczyste. W przydrożnych kapliczkach najczęściej umieszczano figurę Jezusa Frasobliwego. Ta pełna bólu, troski i niedostatku postać Boga – Człowieka, nazywanego także Jezusem Bolejącym albo Miłościwym, doskonale współgrała z ciężką chłopską dolą. Bardzo często kapliczki poświęcano Matce Boskiej. Stawiano je głównie w miejscach lokalnych objawień Matki Bożej, w czasie których prosiła o postawienie w tym miejscu kapliczki. Takie kapliczki postawiono m.in. na Wiktorówkach w Tatrach, w Gietrzwałdzie, Dąbrówce Kościelnej koło Skoków i innych. Wynikało to z głęboko zakorzenionej wiary, że Matka Boża jest najlepszą Orędowniczką i Pośredniczką u swojego Syna Jezusa Chrystusa. Ponadto wynikało to z zaufania, jaką darzyły lokalne społeczności Matkę Boga. W kapliczkach najczęściej ustawiano figury Matki Bożej, dzieła lokalnych artystów. Przedstawiały one Matkę Boską Niepokalanie Poczętą, Szkaplerzną, Różańcową, Królową Polski. Czasami wnętrze kapliczek zajmował obraz Matki Boskiej w Jej Jasnogórskim Wizerunku. W kapliczkach umieszczano także figury świętych, którzy mieli strzec wsi, osady, dworu. Św. Florian strzegł od pożaru, Św. Jan Nepomucen strzegł od powodzi – stawiany w miejscowościach położonych nad rzekami, a także patronował rolnikom, chroniąc ich pola przed suszą czy gradobiciem, zmieniającym się klimatem – a Św. Roch i Św. Rozalia strzegli przed zaraźliwymi chorobami, które często przybierały postać dziesiątkujących mieszkańców epidemii. Św. Wawrzyniec patronował ubogim, których wówczas ( i dziś …) było bardzo wielu. Św. Benon patronował rybakom, Św. Jacek chronił przed kradzieżami i złodziejem, Św. Józef strzegł domowego ogniska i rodziny , a Św. Ambroży opiekował się pszczelimi pasiekami, mówiąc krótko pszczołami i ich złotem – miodem…. Przydrożne kapliczki są miejscem zaspokojenia indywidualnej lub wspólnej potrzeby modlitwy w różnych intencjach. Przechodzący koło

KAPLICZKA CUDÓW…W MIERZĘCINIE Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry