Kultura

„Hydrozagadka” po 55 latach

O filmie „Hydrozagadka”, który wyświetlono na tegorocznym Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie- Marzanna Leszczyńska Jest w Łagowie nad jeziorem restauracja, z zachwycającą różą. Wszyscy o nią dbają, a ona się odwdzięcza masą kwiatów. Łagów to piękna miejscowość. Jak to się stało, że nigdy nie oglądałam „Hydrozagadki” w reżyserii Andrzeja Kondratiuka – nie wiem do dziś… Myślę, że najpierw byłam po prostu za mała na ten film, a potem stało się tak na wskutek starań moich rodziców o dobre wychowanie dzieci, bo był to niewątpliwie film dla dorosłych. Tegoroczne Lato Filmowe w Łagowie przypomniało ten purnonsens czy surrealistyczną zgrywę z wielkim wdziękiem. „Hydrozagadka” stała się jednym z najbardziej oryginalnych filmów polskiej kinematografii, jest majstersztykiem, niezaprzeczalnie jednym z lepszych filmów i jak ktoś zauważył : „ dziś nikt ze współczesnych nie wymyśliłby tak odjechanych tekstów, nie mówiąc już o tym, że nie znaleźliby się aktorzy, którzy podali by je w taki sposób”. Organizatorzy Lubuskiego Filmowego Lata 2025 w Łagowie wyświetlili film pomysłowo – nad jeziorem, widzów posadzili na leżaczkach, pod gołym niebem, nocą (pięknie przyświecał księżyc). Kropką nad i byłaby upalna noc – ale tego akurat zabrakło. Sekret geniuszu „Hydrozagadki” kryje się po pierwsze w scenariuszu, którego pomysłodawcą był Andrzej Bonarski, ale stworzył go razem z Andrzejem Kondratiukiem. Warto przypomnieć postać Andrzeja Bonarskiego, bo jest osobą arcyciekawą, zasłużoną i bardzo niedocenioną w kulturze naszego kraju. Urodził się w Krakowie w 1932 roku, ale całe życie związał z Warszawą, w której studiował na Uniwersytecie Warszawskim matematykę i astronomię. Z zamiłowania był dziennikarzem, literatem, wydawcą. Był też znawcą i kolekcjonerem sztuki polskiej i światowej, zorganizował wiele znaczących wystaw plastycznych – gdyby nie Jego działanie to nic z lat 80-tych nie zachowało by się w polskiej historii sztuki tego okresu. Promował twórczość malarki Ariki Madeyskiej. Współpracował z Jerzym Grotowskim. Stworzył też scenariusz do filmów: „Dziura w ziemi” , „ Panna i Łucznik”, „ Rewizja osobista”( razem z Andrzejem Kostenką i Witoldem Leszczyńskim), autor pierwszych 5 odcinków serialu „Punkt widzenia” ( reż. Andrzej Zaorski, Małgorzata Niezabitowska jest autorką dwóch ostatnich odcinków filmu). Jako prozaik debiutował w 1957 roku, był dziennikarzem tygodnika „ Kultura” i miesięcznika „Polska”. Wiadomości o Andrzeju Bonarskim przytoczyłam dzięki pani Henryce Milczanowskiej, która jak pisze – miała przyjemność Go poznać i z Nim rozmawiać, a podzieliła się nimi na facebooku. Nawet genialny scenariusz na niewiele by się zdał, gdyby zaangażowano kiepskich artystów. Do „Hydrozagadki” zaangażowano masę świetnych aktorów. Furorę zrobiła oczywiście młodziutka i zjawiskowa Ewa Szykulska. Wszystko się zgadza : Jej kobiecość w tym filmie „wypływa niczym woda w delcie Amazonki”, ma seksapil i powab kobiecy, jest obłędnie piękna nawet wybitnie śliczna z tymi rzadko spotykanymi jasno-niebieskimi oczami, jest symbolem seksu, „a ta jej diastema tak jej dodaje uroku, że szok”, taka leciutko femme fatale – cudo, polska Malena, jest naturalnie piękna i zagrała mistrzowsko no i „ma to coś, co chciałaby mieć każda kobieta.” Współczuję wszystkim paniom, które odważą się krytycznie wysłowić odnośnie Ewy Szykulskiej – oberwą niemiłosiernie, bo „lepiej gdy mizerna i mierna zazdrość milczy”…Podobno w „Hydrozagadce” Ewa Szykulska nie mówi swoim głosem, ale czy jest to głos Kaliny Jędrusik czy Ireny Rylskiej – nie wiem. Natomiast wszystkim tym, którzy tak dużo mówią tylko o pięknej i utalentowanej Ewie Szykulskiej muszę stanowczo powiedzieć, że nie są sprawiedliwi, bo Iga Cembrzyńska – ucharakteryzowana na „wodnika” jak z czeskiej bajki wygląda ślicznie i zapowiada film niesamowicie. Legenda mówi, że to była improwizacja, bez dubli, ponieważ koszty przeznaczone na film były ograniczone i Andrzej Kondratiuk poprosił Igę Cembrzyńską o przeczytanie zapowiedzi filmu. A tancerka wykonująca arabski taniec to niby nie robi wrażenia? Jakie ciało, jaki erotyzm… Zastanawiam się, czy takie występy były na spotkaniach u Jerzego Urbana, które dzisiaj na emeryturze wspomina Leszek Miller? Więcej uwagi poświęcam panią w tym filmie, ale oczywiście wszyscy panowie są rewelacyjni. Dr Plama i maharadża z Kabulu po prostu genialni. Wszystko w tym filmie zachwyca. A jakie są tam podkłady muzyczne pod dialogi, jak budują nastrój… Obejrzenie tego filmu to okazja do posłuchania pięknej polszczyzny – miodu dla uszu, kultury konwersacji, rozmów na poziomie, cudnej gry słów, genialnie podanych dialogów, zachwyca poczucie humoru i masa podtekstów. – „Ja na drzewo – dzik za mną” – „ Achtung Herman, torpeden loss!” – „ Jolu, zdejm kapelusz. Będziemy uprawiać miłość francuską. Jurku, uspokój się. Nie zdejmę kapelusza.” Tego filmu nie można odbierać dosłownie. Rzecz w tym, że jak każda prawdziwa sztuka może być ,ale nie musi być o czymś konkretnie. W rezultacie dla każdego będzie o czymś innym. Film jest ponadczasowy, prekursorski. Oglądając go dzisiaj widzimy doskonałe reklamy produktów i to zgodnie z dzisiejszymi standardami, a przecież w 1970 roku nikt nie wiedział co to jest marketing. Problemy wiecznie żywe: aluzje do płonącej planety, marzenia ludzi i ich fantazje. Wszyscy je mamy i Ci, których o to nie posądzamy też. Oderwać się od szarej rzeczywistości, odpowiedzialności czasem pragną też poważni i dojrzali ludzie nauki na przykład… w takich laboratoriach… „Hydrozagadka” jest jedyna. Dzisiaj nie brakuje tematów, którymi można się zainspirować, aby powstał nowy współczesnym nam purnonsens. Cóż nam dzisiaj pozostaje – jak tylko się pośmiać … Marzanna Leszczyńska P.s. Purnonsens – dowcip, w którym efekt komiczny powstaje z niedorzeczności, z pozbawionego logicznej motywacji, absurdalnego skojarzenia obrazów lub pojęć. Stworzony został w XIX wieku przez pisarzy angielskich, odegrał ważną rolę w estetyce surrealizmu.

„Hydrozagadka” po 55 latach Dowiedz się więcej »

LADY MACBETH W ŁAGOWIE LUBUSKIM

Zapraszam na refleksje po obejrzeniu filmu ” Utrata równowagi” wyświetlanego na Lubuskim Lecie Filmowym – Łagów 2025 . Zamek Glamis w Szkocji – to ten zamek stał się inspiracją dla Williama Sheakspear’a do umieszczenia akcji „Macbeth’a” w tym właśnie miejscu. Kiedyś zwiedzałam ten zamek i pozostało mi w albumie to rodzinne zdjęcie – Marzanna Leszczyńska Legendarny angielski aktor sir Lawrence Olivier ( mąż Vivien Leigh niezapomnianej Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”) grający z równie wybitnym amerykańskim aktorem Dustinem Hoffmanem w filmie „Maratończyk” tak powiedział do młodziutkiego wówczas D. Hoffmana, gdy ten katował się dietami i wysiłkiem fizycznym, aby być jak postać, którą odtwarzał – „ A nie możesz po prostu tego zagrać?” … Pamiętam też wypowiedź naszej polskiej gwiazdy, Jana Englerta, której sens był mniej więcej taki, że aktor może się psychicznie wcielać w rolę, można uprawiać aktorstwo emocjonalne, ale ono wyniszcza aktora, a On sam jest zwolennikiem zdobycia dobrego warsztatu aktorskiego, aby nim się posługiwać niż się wykańczać wchodząc w graną postać. Jak widać po Janie Englercie, a dobiega 80 – tego roku życia, że to dobra droga, bo jest aktorem cenionym, w świetnej formie i nadal aktywnym. Znam takich, którzy twierdzą, że „aktorstwo emocjonalne to morderstwo duszy”… Młodzi studenci sztuki filmowej są świadomi karkołomnych, ekstrawaganckich technik aktorskich i nie chcą ich stosować, ale nie wszystko od nich zależy. A co jeśli trafi się im reżyser, który uwielbia takie praktyki, jest żądny sukcesu, ma bardzo silną osobowość i jest bezwzględny? O tym właśnie jest film „utrata równowagi” w reżyserii Korka Bojanowskiego prezentowany na Lubuskim Lecie Filmowym Łagów 2025.”Utrata równowagi” porusza wiele trudnych aspektów uprawiania zawodu aktorskiego. Ośmielam się zrobić porównanie do „Czarnego łabędzia” z Natalie Portman. Problem „uniesienia roli” i presji, które doprowadzają do szaleństwa choć w różny sposób w obu tych filmach to jeden z wątków. Za to „demoniczność” reżyserów jest z pewnością w „Czarnym łabędziu” dużo płycej potraktowana. Myślałam, że w trakcie oglądania filmu „Utrata równowagi” odgadłam zakończenie – guzik – nie odgadłam. Mistrzowski film. Bardzo odważny, jeśli chodzi o wybór tematu wyciągniętego ze świata filmu, w dodatku z tak szerokim spektrum poruszanych problemów. W pewnym momencie nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie zebrały się w tym filmie gromadzone przez lata kontrowersje polskiego kina. Po latach odnajduję odpowiedzi w moich naiwnych stawianych sobie kiedyś pytaniach: „Dlaczego tak dziwnie obsadzony był film, a przez to nie jest dobry do końca?”. W ubiegłym roku trafiłam na wywiad z Barbarą Brylską, która wspominała jak otrzymała rolę Oleńki w „Potopie”, po czym odegrała ją Małgorzata Braunek. Ileż osób było rozczarowanych rolą Oleńki? Trudno mi zliczyć, po raz pierwszy słyszałam ostre zdania na temat obsady roli Oleńki w szkole od rewelacyjnych polonistek. Wściekłość człowieka ogarnia, gdy wyobraża sobie jak wyglądałby „Potop” w obsadzie Barbary Brylskiej, z jej spojrzeniami bo te oczy, tak wiele umiały wyrazić, bez słów. To byłby prawdziwy majstersztyk, drugi gigant jak „Noce i dnie”, w których obsada wyszła rewelacyjnie – może dlatego, że chytrych zakusów spryciarzy nie udało się uskutecznić. „Utrata równowagi” zadośćuczyniła krzywdę wyrządzoną Barbarze Brylskiej i nam widzom. Jest w tym filmie prawda, której dzisiaj wszyscy łakniemy tak bardzo. Ten film jest o polskiej rzeczywistości. Taką młodzież widzę w Polsce. Jak dobrze, że nie ma tego amerykańskiego szpanu ani w grze aktorskiej ani w scenariuszu. Nie ma wulgarnych scen, dzikiego seksu, dosłowności, żenujących scen. Uff, jak dobrze… Pojawienie się w filmie wielkiej literatury i sztuki Williama Sheakespear’a „Macbeth” zaskakuje śmiałością i budzi zwierzęcą ciekawość od początku filmu co z tego wyniknie i jak poradzi sobie to dzieło. Efekt jest interesujący. Teraz wiem, że nad sztuką „Macbeth” Williama Sheakspere’a ciąży fatum i tak też został skonstruowany scenariusz „Utraty równowagi”, aby nie zaprzeczać temu przekonaniu. Wiem to ze spotkania z reżyserem po projekcji filmu – bardzo fajnego spotkania z widzami. Właściwie to wiele pytań ze strony publiczności do reżysera nie było, bo interesująco i wyczerpująco przeprowadziła rozmowę z reżyserem – jego rozmówczyni. Brawo dla niej. Film ten tym bardziej jest interesujący, bo nie jest fantazją, powstał z przeżyć i historii aktorów, którzy mieli odwagę się „otworzyć”. I trafił na dobry czas, bo ludzie są spragnieni prawdy , której chyba zabrakło w filmach ostatnich czasów, w ogóle w mediach . Za dużo dekadencji nas atakuje, chcemy nadziei . Pytanie jak potoczy się los filmu, skoro fatum dotknęło sztukę „Macbeth”, a scenariusz filmu dotyka ” Macbetha” ? Oby film nie podzielił losu pechowej sztuki Williama Sheakespear’a. Fatum to jedno, ale jest jeszcze drugie…Otóż dotknął tematu, który owiany jest milczeniem. Może gdy zostanie ono przerwane, przy okazji będzie mniej krzywd niezawinionych, mniej zmarnowanych talentów oraz mniej karier niezasłużonych. Cieszę się niezmiernie, że dzięki projekcji „ Utraty równowagi” i spotkaniu z reżyserem znalazłam potwierdzenie, że bez przemocy emocjonalnej, szantażu – osiągnięcie sukcesu jest możliwe. Należę do osób, które destruktywna krytyka nie buduje. Życzę filmowi, aktorom grającym w tym filmie i reżyserowi wszystkiego co najlepsze, niech inni idą drogą, którą oni już przeszli, bo to „jasna” droga. A ” jasna” droga powinna omijać i uniknąć fatum. Marzanna Leszczyńska Na zdjęciu powyżej praca romantycznego artysty – Henry Fuseli powstała między 1766-68 rokiem. Obraz przedstawia aktora Davida Garricka (1717- 79) i aktorkę Hannah Pritchard ( 1711-68) jako Macbeth i Lady Macbeth po morderstwie Duncana.

LADY MACBETH W ŁAGOWIE LUBUSKIM Dowiedz się więcej »

Byłam, widziałam – EXPO 2025 – Osaka Yumeshima

Na relacje i wrażenia z wystawy EXPO 2025 OSAKA w Japonii zaprasza _ Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką. Wydarzenie gospodarczo – kulturalne jakim jest wystawa EXPO 2025 w Osace należy do najważniejszych i największych na świecie. Gromadzi tłumy ludzi, co widać chociażby po zajętych miejscach w hotelach – wyboru nie było, a pokój, który udało się nam zarezerwować należał do najmniejszego w historii mojego życia – bez szafy, z miejscem na walizkę w przejściu między łóżkami, z widokiem na ścianę wieżowca . Zadałam sobie pytanie czy my w Polsce dobrze rozumiemy słowo „ patodeweloperka” ? Wystawa trwa nadal – do 13 października 2025 roku – jest więc jeszcze czas, aby zobaczyć – a warto… Cała wystawa Expo 2025 Osaka umieszczona została na Yumeshima – sztucznej wyspie powstałej na składowisku śmieci przetworzonych jeszcze w latach 70-tych, a jej powierzchnia po ukończeniu składowania będzie wynosiła 390 hektarów. Yumeshima położona jest w Zatoce Osaka, w pobliżu ujścia rzeki Yodo jest częścią Konohana-ku ( jednego z 24 okręgów Osaki). Właściwie to cały obszar Expo 2025 z pawilonami poszczególnych krajów stanowi artystyczną „wioskę”, która zatyka dech w piersiach i nie pozwala spieszyć się do jednego czy innego pawilonu, aby zobaczyć co jest w jego środku, ale zachęca do chodzenia po całej „wiosce”, bo pawilony są finezyjne, każdy inny, są też „tańczące fontanny” do muzyki, artystyczne instalacje. Ta zewnętrzna całość razem z tłumem ludzi tworzy prawdziwe widowisko – jakiś nowoczesny, futurystyczny teatr. Przypomina imprezę techno. Na zwiedzenie potrzeba czasu, godzin wielu, a najlepiej kilku dni. Teren ekspozycji otacza potężny pierścień zbudowany z drewnianego rusztowania, na który wiodą gigantyczne ruchome schody (jest ich kilka) – wyglądają niczym schody do nieba. Chodząc po wysokościach tego pierścienia, przemieszczając się tymi schodami, spacerując między pawilonami czy też stojąc w kolejce, aby wejść do ich środka ( średnio stoi się 2-3 godziny do każdego pawilonu) obserwujesz i tworzysz widowisko dla innych, ponieważ te tłumy ludzi układają się w żywe obrazy, dla mnie w obrazy bardzo futurystyczne. Teren, który rozpościera się jako panorama do obserwacji nie jest płaski, a wzniesienia obsadzone są różowymi kwiatami, bujającymi się na wiotkich łodygach – to są duże obszary. Gdy wjedziesz schodami na pierścień oglądasz panoramę miasta, wodę. W środku tego pierścienia widzisz pawilony o przedziwnych konstrukcjach, nowoczesnej artystycznej architekturze. Monstrualne liczby chodzących ludzi tworzą interesujący teatr i budzą przeróżne skojarzenia, ponieważ ludzie są milczący, wyglądają jak zahipnotyzowani, podążają nie spieszno przed siebie, bez uśmiechu, z poważnymi twarzami, czekają cierpliwie w długich kolejkach i nie rozmawiają ze sobą – są jakby bez uczuć, wielu nosi medyczne maski. Szczególnie na tle łopoczących flag wszystkich krajów te milczące twarze robią wrażenie. Ponieważ to czas wysokich temperatur i słońca to niemal każdy chroni się przed nim parasolką – widać tam morze parasoli. Panuje cisza, nie słychać gwaru czasem tę ciszę przerywa muzyka włączana przez organizatorów. Duża przestrzeń i jej rozplanowanie – myślę – pozwala na takie wrażenia i wytłumienie głosu. Ta nowoczesna wystawa odzwierciedla świat, do którego zmierzamy my Europejczycy, a oni już w nim są od dawna – świata nowoczesnego, z fragmentami tego starego z ludźmi nie komunikującymi się ze sobą tak spontanicznie jak do tej pory. Pozostały jeszcze dzieci ze swoją spontanicznością – miały swoją strefę wolności – fontannę, w której taplały się beztrosko jak kaczuszki w ten gorący i słoneczny dzień. Stojąc w kolejce do polskiego pawilonu, zdarzył się moment, którego chyba długo nie zapomnę, który mnie rozśmieszył bardzo i byłam chyba jedyną osobą w ogromnym tłumie, którego ogarnął niekontrolowany długi chichot, który poruszył poważnych Japończyków – choć nie mieli pojęcia z czego ja się tak naprawdę cieszę. Otóż zauważyłam, że w kolejce do polskiego pawilonu stały Japonki, które miały zawieszone na szyi czerwone korale takie jak w ludowych strojach, czy też takie jakie lansowała na swojej szyi w debatach kandydatów na prezydenta Polski – pani prof. Joanna Senyszyn (ona nosiła trzy sznury), a które wręczone żonie Rafała Trzaskowskiego miały być talizmanem i przynieść mu zwycięstwo w wyborach. Nie wiem, czy Japończycy je sobie kupowali czy też były rozdawane w ramach promocji polskiego pawilonu, w każdym bądź razie z bardzo poważną miną stały w kolejce Japonki i jeden Japończyk udekorowani czerwonymi koralami na szyi. Ten Japończyk wyglądał dla mnie przezabawnie jak przysłowiowy „facet z damską torebką”, nieświadomy, że to typowa kobieca ozdoba. Widząc mój wybuch śmiechu uśmiechali się też i Japończycy, ale nieśmiało próbując zrozumieć o co mi chodzi, ale odkryłam przy okazji, że porozumienie emocjami ma dużą siłę. Polski pawilon na Expo Osaka 2025 pokazał na początku jego zwiedzania polskie dziewicze krajobrazy – na dużej ścianie przenikały się artystyczne zdjęcia. Była też sala z filmem animowanym – bardzo podobał mi się ten krótki film z muzyką Fryderyka Chopina – jest w nim Warszawa, dworek, fortepian, nuty, wiatr i liście wierzb oraz przesłanie, że muzyka Chopina jest słuchana i grana przez Japończyków. W kolejnym pomieszczeniu zaprezentowany został największy instrument, jaki powstał na tę okazję jakim jest Expo 2025 Osaka – były to witki umieszczone w kwadratowych polach, które poruszając się wywoływały „szumiącą muzykę”. Pomysł inspirowany marzeniem Chopina, który mówił, że uwielbiał wierzby, dla niego ich szum był muzyką i chciał aby powstała muzyka szumiących wierzb. Chyba zdałam sobie sprawę, że mój słuch jest absolutny, czyli absolutnie nie usłyszałam tam szumu wierzb, raczej był to odgłos szczoteczki w użyciu. Gdyby mi ktoś nie wyjaśnił tej idei instrumentu, nigdy bym się nie domyśliła… W pawilonie polskim eksponowano również ceramikę Bolesławiec i biżuterię z bursztynami. Była też część wystawy dotycząca przyszłości Polski i jej wizji czyli innowacji inspirowanych naturą stworzonych w kooperacji z naukowcami – „przełomowcami” tzw. „idea plantacji przyszłości’’. O wrażenia po oglądaniu tej części polskiego pawilonu zapytałam Andrzeja Leszczyńskiego -prezesa firmy Lamel, która wzięła udział w Polsko – Japońskim Forum Gospodarczym 20 maja 2025 roku w Osace. Oto co mi przekazał: „ Te małe dziwne kapsuły o średnicy 50cm z umieszczonymi w nich modelami produktów wielkości kilkucentymetrowej przywołujące skojarzenie z filmu Seksmisja z ostatniej sceny kończącej film zrobiły na mnie oczekiwane wrażenie. Jest nadzieja na nowe,

Byłam, widziałam – EXPO 2025 – Osaka Yumeshima Dowiedz się więcej »

PABLO PICASSO W PALERMO

Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska W Palazzo Reale di Palermo na Sycylii można oglądać wystawę prac Pablo Picasso. Wystawa trwa do 4 maja 2025 roku, a potem prace wrócą do swoich właścicieli – w różne strony świata. Jakże inny to Picasso od tego, który był mi znany dotychczas. Zaprezentowane prace to damskie portrety, hiszpańska corrida, gołębie inaczej ujęte niż ten słynny gołąb pokoju, krajobrazy. Mniej kompozycji. Wystawa prezentuje również czarno – białe fotografie Mistrza – bardzo oryginalnie uchwyconego – nie tylko jako artystę podczas pracy, ale jako człowieka z poczuciem humoru. Jest Pablo Picasso przyjmujący pozę baletmistrza, umalowanego jako klaun, biorącego kąpiel w wannie, płoszący gołębie, w domowym stroju. Niby zwyczajne fotografie, bo nie pozowane, ale jednak niezwyczajne… Czy my mamy takie swoje zdjęcia ? Ta wystawa to nie tylko obrazy, fotografie Mistrza, ale również ceramika i film – ciekawy na którym możemy zobaczyć Pablo Picasso jak spod jego ręki wychodzi ceramiczny gołąb, jak kreśli na ścianie swoje malowidło. Na ścianach sali wystawowej Palazzo Reale di Palermo wyświetlają się hologramy jego autografu, sentencji : „Gdy miałem 4 lata malowałem jak Rafael, ale przyszedł w życiu czas malowania jak dziecko.” Marzanna Leszczyńska

PABLO PICASSO W PALERMO Dowiedz się więcej »

„Róża we włosach…”

Przed nami Święto Kobiet. Co można podarować kobiecie w tym dniu ? Prezent, który z pewnością będzie trafiony? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w pięknie napisanym tekście , który jednocześnie jest prezentem od autora różnorodnych tekstów na http://www.idealzezgrzytem.pl Roberta Wójcika – Marzanna Leszczyńska Tekst Robert Wójcik motto : „…Z ogrodu moich wspomnień przynoszę ci różę, Co szczęsna kwitła niegdyś w królewskiej purpurze… „ Róże od wieków fascynowały człowieka. Ich uroda oddziaływała na zmysły, rozbudzała wyobraźnię, była źródłem natchnienia, wywoływała refleksję. Róże na ziemi pojawiły się ok. 40 milionów lat temu. Pierwszy wizerunek róży widoczny jest na liczącym 3900 lat fresku z błękitnym ptakiem z Knossos na Krecie. Przyjmuje się, że ich kult rozpoczął się w Chinach. Już w czasach Konfucjusza (551-479 p.n.e.) róża miała długą tradycję i cieszyła się wielkim uznaniem, o czym świadczy fakt, że w chińskiej bibliotece cesarskiej znajdowało się ponad 600 książek poświęconych tym kwiatom i ich uprawie, a kosztowne olejki różane dostępne były tylko najmożniejszym. Zwykłemu śmiertelnikowi groziła kara śmierci za samo dotknięcie wonnej substancji. Z Chin uprawa róż dotarła do Iranu, Grecji, a potem także do Rzymu. Ten piękny i szlachetny kwiat szybko zyskał popularność i zajął eksponowane miejsce w kulturze Wschodu i Zachodu. Wskazują na to mity i legendy związane z królową kwiatów , np. według starożytnej legendy hinduskiej Lakszmi – bogini piękna, szczęścia i bogactwa – narodziła się z rozwijającego się pączka róży, a w Persji istniało przekonanie, że róże były darem Allacha, a na czerwono zabarwiła je krew słowika zakochanego w róży i zranionego jej cierniem… niesamowita ta historia… Mistycy islamscy utrzymują, że Mahomet został przeniesiony z Mekki do Jerozolimy na posłaniu wypełnionym płatkami róż. Białe róże, które posadzono na pamiątkę proroka i chwałę Allacha wokół meczetu al-Aksa w Jerozolimie, symbolizują krople potu wylane przez Mahometa zmęczonego podróżą do Jerozolimy. Muzułmanie otaczają róże szczególną czcią, dlatego nie mogą stąpać po płatkach tych kwiatów. Mają obowiązek podnieść je z ziemi i złożyć w spokojnym miejscu. Róże powstały z morskiej piany w chwili narodzin Afrodyty, a na czerwono zabarwiła je krew bogini spieszącej do śmiertelnie rannego Adonisa. Legendy z chrześcijańskiego kręgu kulturowego powstanie kwiatu łączą z biblijnymi dziejami ucieczki świętej rodziny do Egiptu, a symbolikę róży odnoszą do kultu Matki Bożej. Przywołane opowieści wyraźnie pokazują, że róże kojarzono z postaciami odgrywającymi istotną rolę w wierzeniach różnych, czasami bardzo odległych od siebie kultur. Niewątpliwie jednym z czynników, który się do tego przyczynił, była długa tradycja kulturowa związana z tym kwiatem. Taka ta krótka historia o różach … Piękny kwiat , … który ma kolce. A dziś w ten dzień – o mojej mamie – to jest moja róża – i bez kolców ! Moja mama kocha kwiaty – ma 95 lat – dziewięćdziesiąt pięć lat !!! – zawsze kochała kwiaty – zawsze – i miała je wpięte we włosy w dniu swojego ślubu. Co dwa-trzy dni zmieniam wystrój jej pokoju – zawsze udekorowany skromnym bukietem kwiatów – zazwyczaj róż. Nie są one tzw. „modelowe” z super kwiaciarni – tylko tzw. ogrodowe, które zazwyczaj kupuję na gospodarskich straganach na rynku. One są zawsze – czy to jesień, zima, wiosna, lato. Moja mama kocha kwiaty – jej umysł i serca zawsze się raduje na ich widok… chyba tak jak każda kobieta. Tak…Każda kobieta – młoda, czy w wieku naszych mam czy babć lub prababć zasługuje na wielką dawkę uczuć – romantyzmu w swoim życiu, a co może być lepszym sposobem niż kwiaty? Nie ma nic bardziej eleganckiego i pięknego niż otrzymanie świeżo ściętych kwiatów prosto pod drzwi. Ale pytanie brzmi, czy kobiety naprawdę lubią dostawać kwiaty? Okazuje się, że odpowiedź brzmi – tak! . Kobiety uwielbiają kwiaty z różnych powodów, a oto krótka lista kilku powodów, dla których kobiety ( w różnym wieku) lubią kwiaty – wręcz je kochają. Kiedy kobiety otrzymują kwiaty, wiedzą że osoba, która je wręcza, daje czy wysłała… dba o ich uczucia. Kwiaty są sposobem wyrażania wdzięczności i miłości, a kobiety doceniają to bardziej niż cokolwiek innego. Kwiaty są idealnym sposobem na okazanie swojej miłości i troski o kobietę w swoim życiu! Kwiaty są symbolem wdzięczności i podziwu. Kiedy mężczyzna – syn, mąż, dziadek , pradziadek – wręcza kwiaty swojej ukochanej kobiecie ( nie musi być kochaną – to może być koleżanka, znajoma z pracy, przyjaciółka) – przekazuje wiadomość, że ją podziwia i docenia. Kwiaty są idealnym sposobem na sprawienie, że kobieta poczuje się wyjątkowa i doceniona, szanowana … i kochana! Kwiaty są namacalnym symbolem, przyjaźni , koleżeństwa, szacunku … miłości i podziwu – dlatego kobiety cieszą się z otrzymania kwiatów! Jest coś w otrzymaniu pięknego bukietu, co sprawia, że kobieta czuje się piękna zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Otrzymanie kwiatów to jak otrzymanie odrobiny szczęścia i miłości. A kto by tego nie chciał? Kto by tego nie chciał – zwłaszcza kobieta ? Kwiaty są idealnym sposobem na pokazanie swojej romantycznej strony – chodzi o facetów, a kobiety docenią ten rodzaj gestu. Kiedy dajesz kobiecie kwiaty, pokazujesz jej, że o niej myślisz, dbasz i chcesz ją uszczęśliwić. Kwiaty są idealnym sposobem na zdobycie serca kobiety i pokazanie jej, jak bardzo ją kochasz czy szanujesz! Otrzymanie kwiatów sprawia, że kobiety są szczęśliwe i podekscytowane. Kiedy kobieta, która otwiera drzwi, czy przychodzi do pracy – i widzi kwiaty – jest szczęśliwa To nie ważne czy otrzymuje je żona, mama czy babcia – jak ją odwiedzasz czy mieszkasz. Wtedy znajduje uczucie , gdy dostaje piękny bukiet, jej twarz rozjaśnia się ze szczęścia. Wie, że osoba, która jej daje kwiaty, dba o nią i chce ją uszczęśliwić. Otrzymanie kwiatów zawsze jest miłe, a kobiety uwielbiają je dostawać! Jednym z głównych powodów, dla których kobiety lubią dostawać kwiaty, jest to, że sprawiają, że czują się kobiece. Kwiaty są symbolem piękna i kobiecości. Kiedy kobieta otrzymuje bukiet, czuje, że jest doceniana za swoją kobiecość. Otrzymanie kwiatów sprawia, że kobiety czują się piękne i damskie – a one uwielbiają to uczucie! Zdecydowana większość Pań cieszy się na widok bukietu, a nawet pojedynczego kwiatka, którym zostają obdarowane. I nie ma znaczenia czy otrzymały go one „od święta” – czyli na tzw. „Dzień Kobiet” obchodzony

„Róża we włosach…” Dowiedz się więcej »

O musicalu „Księga Dżungli” w Filharmonii Gorzowskiej

W Gorzowskiej Filharmonii ruszył z początkiem grudnia musical „ Księga dżungli”. Razem z dwójką dorosłych znajomych i trójką pociech w wieku: 5, 8 i 11 lat wybrałam się na niego i ja w dniu 8 grudnia 2024 roku. Mniej więcej po pół godzinie koncertu jedna mama wyniosła pod pachą z sali bardzo głośną i najwyraźniej mocno znudzoną swoją pociechę. Można powiedzieć, że takie rzeczy się zdarzają, mimo wszystko. Szczerze powiedziawszy nie dziwię się temu dziecku i przyznaję, że mocno mnie ten musical rozczarował. Szłam z nastawieniem, że skoro tematem jest dżungla to porwie mnie egzotyczna, rytmiczna muzyka, samby- które uwielbiam. Byłam ciekawa jak to przełoży orkiestra. Wyobrażałam sobie jakie zobaczę popisy taneczne i akrobatyczne na scenie dzieci i młodzieży, jakie ładne głosy w piosenkach usłyszę i jakie kostiumy wymyślą projektanci bo taki temat to zawsze źródło szerokiej inspiracji artystycznej. Tymczasem całość dla mnie: bardzo monotonna, ciągnąca się dłużyzna, smutna, ospała pozbawiona porywów. Sama opowieść rozmyta, raczej trudna do zorientowania się o co w tym właściwie chodzi dla przeciętnego dziecka w różnym wieku. Może przeszkadzał w tym problem z dźwiękiem, bo słowa były trudne do zrozumienia, czasem nie wiadomo było o czym tam śpiewano. W tym momencie muszę wtrącić pewną dygresję: otóż od niecałego roku mamy w Gorzowskiej Filharmonii nowe krzesła i dosłownie wczoraj usłyszałam od pewnej melomanki, że to właśnie te nowe krzesła są przyczyną tego, że teraz źle się odbiera muzykę w Gorzowskiej Filharmonii. Myślałam, że właśnie spadnę z krzesła, gdy usłyszałam tę teorię, ale kto wie może jest w tym jakaś prawda? W każdym bądź razie wszyscy stwierdziliśmy po koncercie, że mamy podobne odczucia co do dźwięku – dobrze, że były napisy, które dużo pomogły. Sztuka przełożona na aktualne czasy z przesłaniem ekologicznym, aluzjami do złej polityki korporacji, było też coś o tęczy… Brakowało mi dopracowania tego musicalu. Amatorszczyzna była zbyt widoczna w przejściach między scenami. Z punktu widza widać dużo -mimo tłumu na scenie. Nie ukryje się: że ktoś zrobił inny ruch, że nie ma pewności, że jest spóźnienie, że aktor jest znudzony, zniecierpliwiony, że wygasła energia aktorów. Bardzo często wyglądało to tak jakby aktorzy co pewien czas się przebudzali z jakiegoś marazmu i nagle zaczęli żywiej wymachiwać rękami. Choreografie ubogie, nie pokazujące szczególnych umiejętności aktorów. Mikro w skali grupy pokazało jakieś umiejętności akrobatyczne. To nie wina dzieci, raczej odpowiedniej obsady. I jeszcze jedna refleksja, a mianowicie – „ GWIAZDY ”. Ten musical miał ich zdecydowanie za mało i za krótko występowały, a to one są motorem, lokomotywą całości – są wisienką na torcie i powodują, że reszta niedociągnięć się gubi. Niewątpliwie była tą gwiazdą potężna dżdżownica czy też wąż raczej. Dla mnie skradła cały show, przykuła całą moją uwagę i zostanie zapamiętana z tego całego widowiska, które warte jest zapomnienia. Zresztą gdy tylko wypełzła na scenę siedzący koło mnie 8-letni Igorek głośno powiedział : „Ale ładna dziewczyna”. Nie tylko ładna, ale i utalentowana dodała bym. Miała krótkie 5 minut, ale jakie to było 5 minut! Wyszła swoim tanecznym krokiem, zachwycił mnie sposób stawiania stóp, poruszania się, ułożenia rąk – zatykało z wrażenia. Świetna interpretacja taneczna granego gada. Genialnie oddała całą istotę potwora, jego ukryte możliwości zabijania, pewności siebie, ważności zajmowanej pozycji, uniżoności pozostałych zwierząt. Wyszła „jej wysokość” groza, pokazała, że wszystko może na skinienie leniwego „palca”. Piękny potwór. Oddała całą istotę i pozycję tego gada, trudnego w poruszaniu się ze względu na długość ciała w związku z tym ta długa reszta niesiona była przez kilka uniżonych zwierząt. Taki piękny potwór, który umiał się dobrze urządzić. Wrażenie dopełnił wyjątkowy i fantazyjny strój koloru błyszczącego beżowego różu. Pięknie odznaczał się na tle panującego wszędzie zielonego koloru. Egzotyka gada i jego pochodzenie podkreślone zostało czapką jak od egipskiego derwisza. Strój połączony z czarnymi getrami, interesująco noszony. Brawo dla GWIAZDY. Nie rozumiem tylko dlaczego to przy niej nie ustawiały się dzieci i nie pozowały do zdjęć. W centrum znalazła się czarna pantera. Główny aktor (aktorka) według mnie za ubogo wystrojony. Te szare porcięta, tenisówki na nogach pokazały taka szarą sierotkę. Szkoda, ze nikt nie miał pomysłu na ten kostium, w rezultacie mało widoczny. No cóż – szkolne przedstawienie w filharmonii. Pytanie czy warte 80 zł. (dorośli), 40 zł. ( dzieci). Raczej nie. Do tej pory ukazały się na http://www.idealzezgrzytem.pl następujące recenzje Koncertów Familijnych w Gorzowskiej Filharmonii: https://idealzezgrzytem.pl/2022/12/10/musical-piotrus-pan-w-filharmonii-gorzowskiej/ oraz https://idealzezgrzytem.pl/2023/11/11/koncert-familijny-z-koczkodansem/ Marzanna Leszczyńska Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

O musicalu „Księga Dżungli” w Filharmonii Gorzowskiej Dowiedz się więcej »

Filmowe Lato 2024 – Łagów

Wszystko wskazuje na to , że powoli stanę się entuzjastką Festiwalu Filmowego w Łagowie i co roku będę na nim obecna. Wciągnęłam się w „męczące” fabuły, chyba „połknęłam bakcyla”, właściwie to zawsze miałam filmowego bakcyla, tylko został uśpiony na długie lata. Zapraszam na spostrzeżenia z tegorocznego fragmentu festiwalu – 53 Lubuskie Lato Filmowe – Łagów 2024 – Marzanna Leszczyńska 30 czerwca 2024 r. zakończyło się 53 Lubuskie Lato Filmowe w Łagowie. To moje drugie spotkanie z festiwalem. Zaczęłam późno, bo rok temu ( a swoje ubiegłoroczne wrażenia opisałam na www.idealzezgrzytem.pl (https://idealzezgrzytem.pl/2023/07/13/lagow-i-lubuskie-lato-filmowe-2023/ ). Tak jak ostatnio obejrzałam tylko trzy filmy. Nadal dawkuję jeden dziennie, nadal wychodzę z seansów lekko oszołomiona tym co zobaczyłam, potem długo muszę to przetwarzać w sobie, albo dzielę się wrażeniami z osobą, z którą przyjechałam oglądać film. Wielu z tych, którzy chętnie się wybrali pierwszy raz – na tym jednym razie pozostają. Dołożyłabym jeszcze jedną funkcję osobie mi towarzyszącej w oglądaniu tych filmów – aby mnie co pewien czas szczypała. Zaczęłam od „ Kobiety z” Małgorzaty Szumowskiej. Czasem migają mi na fb krótkie posty, które pokazują facetów ubranych w damskie fatałaszki, z torebką, na wysokich obcasach, umalowanych. Na ulicach mojego 120 000 miasta jeszcze takich obrazków nie widziałam. Film Małgorzaty Szumowskiej opowiada historię jednego z takich właśnie mężczyzn, jego drogę jaką przebył, aby z faceta stać się kobietą a na końcu tej drogi – szpital i upragnione oczekiwanie na operację, która zmieni jego męskie narządy płciowe na damskie. Bohater filmu pokazany jest jako poszukujący prawdy, szczęścia i pełni życia. Muszę przyznać, że był wyjątkowym szczęściarzem. Trafił na żonę anioła – oddana, tyrająca ciężko na rodzinę z dwójką dzieci, z łatwością znosząca trudy ciężkiego życia, wyrozumiała, wspierająca męża długo w jego problemie nawet zakochuje się w nim- niej powtórnie na nowo, bezgranicznie, może nawet platonicznie jakoś tak idealnie ( nie przeszkadza jej to, że on już ma innych kochanków, jego przestępcza działalność, więzienie). Bohater ma wspaniałe dzieci, tolerujące jego odmienność już od niemowlęctwa, nie ma z nimi żadnych problemów wychowawczych, jego osobowość nie zaburza ich rozwoju chociaż jak żony nie ma w domu to korzysta z okazji aby ubierać sukienki i buty na wysokim obcasie, wyrosły na podporę dziwnego taty, bez problemu odwiedzają go w nocnych klubach dla gejów, gdy już ich porzucił i to w latach polskiej małomiasteczkowej rzeczywistości. Bohater ma niesamowitych rodziców, którzy też zadziwiająco sprawnie i gładko przyjęli tę transformację, w ogóle społeczeństwo w naszym kraju jest zdumiewająco tolerancyjne, a najbardziej to środowisko kościoła, w którym mógł znaleźć schronienie. Nic – tylko pozazdrościć. W filmie gra epizod znana nam jako posłanka na sejm, z nieodłącznej pary z Januszem Palikotem – Anna Grodzka. Trudno „kupić” całą tę historię i w jakiś sposób uwierzyć w możliwość takiego życiorysu, na którego końcu będzie happy end. Zresztą po opuszczeniu seansu ( szczęśliwie dotrwałam do końca, bo myślałam, że towarzyszka koleżanka nie da rady i będą musiała solidarnie z nią opuścić amfiteatr jak w pewnym momencie szepnęła: „Podoba ci się ten film? Ja jestem załamana…”) pewien młody człowiek wdał się z nami na krótką chwilę w wymianę zdań o świeżo obejrzanym filmie i powiedział : „ Ale podobno operacja niczego nie zmieni, a ci ludzie po czasie chcą powrotu do swojej pierwotnej płci, ale to już nie jest możliwe”. Być może ten młody człowiek słuchał wykładów zmarłego przed rokiem Krzysztofa Karonia, który jako jeden z nielicznych tak właśnie o tym mówił. Pozdrawiam młodego człowieka na hulajnodze – gratuluję lektur i zdrowego rozsądku. Drugi film czesko – słowackiej produkcji pt: „ŚWIT”– też z tego typu gatunku tematyki przeniósł widzów w lata przedwojenne. Oglądając go doznałam dużego oszołomienia, szczypanie potrzebne mi było średnio co 15 minut. Akcji towarzyszyła tajemniczość jak w filmach „ Z archiwum X”. Tematem filmu jest hermafrodytyzm i przypadek urodzenia dziecka przez kogoś kto wyglądał jak facet. W filmie w akcję i opowieść jest wpleciona wiedza medyczna. Wyszłam z seansu z przeświadczeniem, że otacza mnie świat ludzi, skrywających tak dziwne tajemnice, że moje tajemnice to nic i właściwie to co ja wiem o świecie? Miało być spotkanie on-line z reżyserem, ale nie udało się nawiązać połączenia. Szkoda. Długo rozmawiałyśmy z koleżanką po seansie, analizując różne przypadki spotkane w naszym życiu i zaobserwowane, czy też zasłyszane. No cóż odmieńcy nie mają łatwo, przypisuje się im złe cechy, izoluje się ich. Film przekazuje przesłanie, że nie są to ludzie źli i zawsze znajdą się tacy, którzy staną w ich obronie ale obrońcy to ludzie światli, wykształceni i szlachetni. „ Doppelgaenger” Jana Holoubka – film , o którym dużo czytałam, wysłuchałam wywiadów z reżyserem i bardzo chciałam go obejrzeć. Nareszcie coś normalnego chciałoby się powiedzieć. Przybyło dużo widzów, sala „Leśnika” trzeszczała, najpierw stałam 1/3 seansu, potem siedziałam na schodach. W sali duszno, ale wszystkie krzesła, schody i miejsca stojące zostały zajęte. Wyszliśmy zachwyceni – tym razem ja i dwóch panów mi towarzyszących ( 58- letni i 22-letni). Film sensacyjny o tematyce szpiegowskiej, nakręcony w bliskim mi Wrocławiu. Jak z Hollywood, ale bez chorej i naiwnej szczęśliwości i brawury, która polega na tym, że bohater ma cechy człowieka nie z tej ziemi ( czyli jakiś szalony akrobata, który wykonuje nieprawdopodobne czyny i nie rozpada się na tysiąc kawałków). Chyba wszyscy mamy tych baśni, udających prawdę już dosyć, jesteśmy nimi przesyceni. Reżyser puszcza do widza perskie oko i przez chwilę nawiązuje do słynnego Agenta 007 sugerując widzowi: „ O nie! Nic z tych rzeczy. Pokaże wam agenta prawdziwego z krwi i kości osadzonego w realiach polskiej rzeczywistości, czasów JP2, Jerzego Popiełuszki na politycznym tle tych czasów”. Film odsłania rąbka tajemnicy ludzi -cieni, ich psychiki, świata strzegącego swoich mrocznych tajemnic. Wszyscy chórem stwierdziliśmy, że dawno czegoś takiego nie widzieliśmy, jesteśmy spragnieni takich filmów. Jak powiedział 22-letni Jakub: „Nie lubię dzisiejszych filmów akcji typu „zabili go i uciekł”. Ten mi się bardzo podobał. Skupiłem się na ciekawej i inteligentnej fabule. Poświęciłem uwagę i nie nudziłem się ani na moment”. Żaden z tych filmów, które zobaczyłam nie został nagrodzony ani nie otrzymał żadnego wyróżnienia na tegorocznym festiwalu. Z gali najbardziej dała się zapamiętać mowa Pawła Maślony

Filmowe Lato 2024 – Łagów Dowiedz się więcej »

Noc Świętojańska w Bogdańcu

Młyn, strumyk, wierzby głowiaste, olchy, ognisko, wianki, ludowa muzyka na żywo – to idealna sceneria na spędzenie Nocy świętojańskiej z autentyczną Janiną. Tak było w Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu 20 czerwca 2024 r. Zapraszam na tekst i krótki film ( naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi zdjęcia z muzyką) – Marzanna Leszczyńska Są imiona, które mają przywilej oryginalnego i swoistego rodzaju świętowania – że tylko pozazdrościć. Do takich imion należy Jan. Ciasto, kawa czy suto zasłany stół to za mało, za ubogo, aby świętować imieniny Jana, Janeczki, Janiny -jeśli mamy taką osobę w gronie znajomych. Zawsze w tym dniu myśli uciekały w kierunku odpowiedniej scenerii: lasu, strumyka, łąki, rusałek. Kwiat paproci wszak zakwita tylko raz w roku, tylko w imieniny Jana, w Noc Świętojańską. Ileż to opowieści, bajek, piosenek o tym… Zagroda Młyńska w Bogdańcu wpisała się znakomicie w święto Nocy świętojańskiej, bo młyn do tego pasuje idealnie. Całość stanowiła w tym dniu – miejsce jak z bajki. Paprocie w oknach, liście paproci na szybach, prace malarskie lokalnych twórców rozstawione w plenerze, ludowa muzyka na żywo, stosy bluszczu i kwiatów do zaplatania wianków, ognisko i autentyczna burza z deszczem na koniec spotkania…( nie taka straszna zresztą, przeczekałyśmy pod wiatą) i autentyczne rusałki – czegoż chcieć więcej. To miejsce pulsuje, żyje. Nie jesteśmy odgrodzeni sznurem od eksponatów – wchodzimy do młyna jak do pięknego, zadbanego domu. A kto nie chciałby tak zamieszkać na chwilę, spać na takim łóżku i pod taką pościelą jak tam, we młynie? Tęsknota została wzbudzona. Interesujące i barwne opowieści Pani Igi Borowskiej- Krajnik (opiekuna ekspozycji i przewodnika ) oraz Pana Józefa Wiatrowskiego ( który we młynie przepracował 40 lat) przybliżyły to miejsce historycznie. Dr Mirosław Pecuch również zaangażowany był tego dnia i do dyspozycji ciekawskich, odpowiadał na zadawane pytania. W obejściu kręciły się ubrane na ludowo panie i „świtezianki” w lnianych sukienkach i imponujących prześlicznych wiankach na głowach – jak z ginącego ruczaju. Zaangażowanie lokalnych mieszkańców i sympatyków tego miejsca było świetnym pomysłem. Jeśli się szuka ginącego świata, ocalałego jeszcze, który mamy gdzieś w pamięci, a który się tak szybko kurczy i znika to tutaj można go było znaleźć. Jak dobrze, że nie było dmuchanych zamków, cukrowej waty, grillów, muzyki typu w „Zakopanem polewamy się szampanem”, piwa… We wrześniu ubiegłego roku byłam na otwarciu Zagrody Młyńskiej w Bogdańcu – co opisałam na www.idealzezgrzytem.pl art: https://idealzezgrzytem.pl/2023/10/03/mlyn-w-bogdancu-otwarty/ . Od tego czasu minęły zaledwie miesiące, a tak wiele się zmieniło i się dzieje, są pomysły na życie tego miejsca i artystyczne pisanki już historycznego konkursu znalazły tutaj swoje miejsce ( miejsce zaszczytne i godne , a prezentują się tutaj oskarowo). Również można poczytać o pisankach: https://idealzezgrzytem.pl/2023/04/19/muzeum-gorzowskie-a-w-nim-pisanki-zapisane-swiaty/. Cieszy to, że są pomysły na życie tego miejsca, że na wakacjach, które właśnie się rozpoczynają będzie tutaj półkolonia dla dzieci. To miejsce wyzwala inwencję twórczą i uczy estetyki – tak szalenie potrzebnej w życiu. Zagroda Młyńska w Bogdańcu otrzymała nagrodę Ministerstwa Kultury im. Oskara Kolberga. SERDECZNIE JEJ GRALULUJEMY !. Jak widać rozpoczęła wakacje z przytupem… Marzanna Leszczyńska

Noc Świętojańska w Bogdańcu Dowiedz się więcej »

Być jak – Andie MacDowell

Taka jest prawda – „nie musisz być młoda, aby być piękną” Witam Serdecznie – jestem mężczyzną – ale wczuwam się dziś w rolę kobiety – jej myśleniem na temat mody i jej trendów… Ale zacznę inaczej – toczy się dyskusja na temat zmiany nazwy Gorzowa Wielkopolskiego – na inną nazwę. Jest wiele różnych propozycji – Gorzów, Gorzów nad Wartą, Kobyla Góra, Gorzów Przystań…. A ja proponuję inną nazwę – San Escobar – to już nie miasto – ale jakieś państwo – a wymyślił je, nie kto inny – tylko Minister Spraw Zagranicznych (Polak) – mówiąc o tym „kraju” – „ mieście” na forum ONZ w Nowym Jorku – dokładnie 10 stycznia 2017 roku. Jeżeli ktoś nie wierzy co opisuję – proszę – niech sprawdzi. Ja jako Wielkopolanin – popieram zmianę nazwy – ale nie z powodu historycznego – tylko z racji tego , że wstydzę się bardzo – że Gorzów w swojej nazwie ma przymiotnik – „wielkopolski”. Nie chcę rozmawiać czy polemizować z decydentami, naukowcami, dziennikarzami związanymi z Gorzowem Wielkopolskim – chcą zmiany – niech mają. Ale proponuję taką światową nazwę – a co – z grubej rury! – wszak macie wspaniałą wieżę Eiffla – tzw. pająka – no i ta nowa nazwa będzie Wam pasować – „ogarniecie świat” – będziecie już wtedy słynni… No już jesteście – chociażby w sejmie – gratulacje. To takie światowe – wszak macie takie aspiracje do lansowania mody w Gorzowie Wielkopolskim – Wróć ! – już teraz mówimy o „San Escobar” – ja jako Wielkopolanin już do Was się nie przyznaję… Cóż ja – jako facet mam powiedzieć ? Chyba tylko tyle, że odnalezienie piękna kobiet w obecnej kulturze gloryfikującej przede wszystkim modę, szpan i kluczący za nim biznes – nie jej młodość, czy dojrzałość, czy starość – jest jakimś ogromnym niedopatrzeniem jej urody i inteligencji – jej dojrzałości. Ona – kobieta – może być „wyzwaniem”, ale dziś – w świecie mediów i fleszy , czy błysków aparatów i po chwili megafonów – a potem na „forach komputerów” w naszym domu, czy na tzw. komórce (fb….) – nie jest to jakimś dobrym zwiastunem. Tak mi się wydaje. Jej życia jest smutne i … Smutne jest to, że nie mamy innego wyboru – upokarza się. I chyba toczy się wewnętrzna dyskusja w jej myślach – dlaczego? Jeśli chcemy być „na siłę” szczęśliwi – to szczęście jest naszym nieszczęściem. Chyba żadna kobieta nie zadała sobie tego pytania? To takie „lustro” w wodzie – dziś jest dobre -bo nie ma wiatru – a jutro jest zamazane – bo jest wiatr. Ale ten „czas” oglądania w lustrze – jest cenny i nie można go marnować – ono jest Jej twarzą. Zmarszczki na czole czy policzkach, siwe włosy – mogą być piękne. Ale to wiele aspektów dojrzałości kobiety, które są niesamowicie urodziwe, ale czasami to pojęcie jest bardzo upokarzające i przykre. Nie oglądaj się za siebie, chyba że chcesz zobaczyć, jak daleko zaszłaś? Wierz mi -ludzie Cię ocenią. Ktoś by powiedział – A po co to pytanie? Chyba każda kobieta podejmuje temat starzenia się i otwarcie mówi o tym (oczywiście w swoich myślach), co sądzi o „społeczeństwie mającym obsesję na punkcie młodości”. – Czy odnalezienie piękna dojrzałych kobiet jest sztuką czasu? Trzeba to tylko czuć i być normalnym jak tykanie zegara. Czas jest cenny i nie można go marnować, a jest tak wiele aspektów dojrzałości, które są. Nie oglądaj się za siebie – patrz na to co dziś i jutro. W kontekście starzenia się nie używaj słowa „akceptacja”.–To sugeruje, że z dojrzałością jest coś nie tak. Ja starzenie się – afirmuję. Nie odmładzam się na siłę, nie staram się wyglądać młodo, tylko zdrowo – być ciekawym. Ktoś kiedyś zapytał mnie, jak to jest tracić piękno? Oburzyłem się. Utarło się, że mężczyźni z wiekiem stają się bardziej interesujący, a My – kobiety – wręcz przeciwnie. To szkodliwy stereotyp, w który kobiety uwierzyły. Trzeba zmienić ten sposób myślenia. Nie musisz być młodą, aby być piękną. Wiek nie jest przeszkodą. Nie musimy gonić za młodością, wszyscy powinniśmy cieszyć się każdą chwilą naszego życia. Wiek – jest w głowie – nie w ciele. A na koniec – to najważniejsze – od pewnego czasu – ktoś lansuje dziwną modę – typową dla „San Eskobar” – zaznaczam – przy oklaskach włodarzy tego miasta „ może państwa”, mediów i innych „poetów”. To jest pokazane na „fb” – muszę powiedzieć jedno – jest to niesmaczne- to mało powiedziane – niezjadliwe nawet wtedy kiedy się jest bardzo głodnym. Jeśli się mylę – przepraszam. To moje odczucia – nie tylko moje – i nie będę przytaczał wielu postów na temat tych obrazów, które widziałem. Najlepsze jest to, że jakaś osoba napisała, że to „poezja” – Droga osobo – Mickiewicz i Słowacki dziś wstali z grobu i każą się puknąć w głowę – ale tak konkretnie. Proszę nie wypisywać takich bzdur. Jaka moda ? – o taka – jak na zdjęciach poniżej – „operetka” z klakierami… Chce się powiedzieć jedno – szybko – byle szybciej i bez smaku – zaspokoić głód – tak jak szybko zjedzony – podły hot dog na stacji benzynowej. Więcej kolekcji – to większy zysk. Cały czas się zastanawiam – czy „etyczna” moda jest możliwa ? – chyba nie w Gorzowie Wielkopolskim – ale w „ San Eskobar” – tak. A ja wolę patrzeć na zdjęcia Andie Mac Dowell (lat 65 , siwe włosy)- Dlaczego? Bo jest naturalna – szkoda tylko, że nie urodziła się w Wielkopolsce. No cóż – wszystkiego nie można mieć – ale Wy – Gorzowianie teraz jak będziecie mieli w nazwie „ San Eskobar” – świat należy do Was. Życzę Wam wszystkiego najlepszego – przede wszystkim – „ dobrego smaku…..” Rafał Wilk

Być jak – Andie MacDowell Dowiedz się więcej »

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA 2023

Zapraszamy do opowieści o bogatej tradycji i historii wigilii Świąt Bożego Narodzenia. Dr Robert Wójcik opracował temat skrupulatnie, szeroko i z rozmachem. Wszystkie wątki Autor ujął oryginalnie, przywołał czas miniony i zaprosił do refleksji nad obecnymi czasami Świąt Bożego Narodzenia. Mam nadzieję , że pomogą w tym obrazy malarstwa historycznego i niezwykłej urody zdjęcia Ziemi Lubuskiej autorstwa Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich. Całość dopełnia muzyka w wykonaniu Marcina Pesosa Stachowiaka. Przytulmy się do tradycji i historii w ten święty czas. Marzanna Leszczyńska i dr Robert Wójcik  Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA 2023 Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry