„ Mierzęcin – śmierć drzewa”

Autor tekstu Dr Robert Wójcik –  administrator Pałacu Mierzęcin w latach 1998 – 2008

Zapraszam na zdjęcia i muzykę – krótki film. Naciśnięcie białego trójkąta na obrazie poniżej uruchomi film.

Zbliża się Wielkanoc, najważniejsze ze wszystkich świąt chrześcijańskich, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa. Dlatego postanowiłem przypomnieć legendę, związaną właśnie z tym świętem. Różne wersje tego podania, opowiadają o drzewach, które zostały wybrane, by wypełnić tragiczną misję. Właśnie z nich bowiem miał być zbity krzyż, na którym powieszono Jezusa. Z pewnością część z Was słyszała tę historię, opowiadaną przez ojców, mamy czy dziadków, babć…

Legenda wspomina o wysłannikach Piłata, którzy przed dokonaniem się tragicznego losu Jezusa, wyruszyli do lasu, by znaleźć odpowiednie drzewa na zbicie z jego pni krzyża. Drzewa jednak szukały różnych wymówek, żadne bowiem nie chciało mieć udziału w śmierci Zbawiciela. Nie do końca znane jest pochodzenie legendy, wiadomo, że jedną z jej wersji spisał Julian Ejsmond w swym dziele „Żywoty drzew”. Opowieść pojawia się też częściowo w twórczości Henryka Sienkiewicza, a konkretnie w zbiorze jego nowel i figuruje pod tytułem „Osiczyna”. A oto jak brzmi…

Tuż przed ukrzyżowaniem Jezusa z Nazaretu rzymski prefekt Judei Piłat wysłał dwóch mężczyzn do lasu, by znaleźli odpowiednie drzewo na krzyż, na którym miał zawisnąć Chrystus. Wzięli więc do garści siekierę i żagę, po czym poszli spełnić zadanie. Drzewa, widząc tak uzbrojonych mężczyzn, szybko domyśliły się o co idzie, przez co ogarnęła je straszna boleść, bo przecież żadne nie chciało być narzędziem męczeństwa swego Stworzyciela. Zakołysał się więc w przerażeniu cały las i zajęczał w obliczu takiego nieszczęścia. Chodzili ludzie długie godziny po rozległym gaju, siejąc wśród drzew postrach. Wreszcie dotarli do samego serca puszczy, gdzie rósł potężny, wiekowy dąb. W tym samym momencie, gdy się do majestatycznego drzewa zbliżyli, ono poczęło się trząść jak wątła trawa na wietrze. Tymczasem żołnierze stanęli przed nim, obejrzeli je dokładnie i uznali, że doskonale nadaje się na krzyż. Do tej pory dąb nie znał lęku, teraz jednak wiedział, po co przyszli bezwzględni ludzie. Odezwał się więc przerażony z prośbą do drwali: – Nie chcę na wieczność być krzyżem dla tego, który światu przyniósł prawdę wieczną. Mężczyźni postanowili wysłuchać prośby dębu i poszli dalej. Podeszli do lipy, która też zaszumiała: – Słodka jestem! Ptaszętom – schronienie, pszczołom daję najwonniejsze miody, a poetom – spokój i natchnienie… – odezwała się. – Inne drzewo na krzyż sobie weźcie. Nie tykajcie mię rękami brudnymi. Nie mnie plamić krwią niewinną tego, który miłość zwiastował na ziemi. Wysłannicy Piłata i jej prośby wysłuchali, ruszając dalej w głąb puszczy. Tam doszli do brzozowego gaju, gdzie rosły młode brzózki. Zachwycili się jednak ich bielą i czystością, po czym uznali, że tak niewinnie wyglądających roślin nie mogą przeznaczyć na czyjś krzyż…”

Od wielu lat pewne rzeczy pozostają niezmienne, mimo że cały świat ewoluuje. Przykładem tego jest (niestety BYŁ) wiekowy dąb w Mierzęcinie (pomnik przyrody – prawem chroniony !!!) , która od co najmniej dwustu lat zdobił otoczenie pałacu, oficyny i dawnej powozowni.


Przetrwał rozmaite zawirowania historii, takie jak działania wojenne, trudne czasy PGR – ów, gdzie każdy kawałek drewna był na wagę złota i oczywiście próby jego okaleczenia przez przeróżnych osobników.


Zastanawiam się, jakim cudem to drzewo stało się w zasadzie nienaruszalne, ale kiedyś – broniło się swoim życiem. Ile razy pod tym dębem widziałem par siedzących pod miłym cieniem jego gałęzi , które dawały listki jego życia. Ile widziałem tam dziwnych rozmów – miłości czy rozstań. Moje dzieci się pod nim bawiły ze swoimi kolegami i koleżankami i pieskami … Dawał cień w upalne lato – dawał jakąś taką energię do życia nawet wiosną czy jesienią.

To było drzewo mego życia – strasznie je kochałem – dziś już go nie ma. Jak zobaczyłem co z nim zrobili ludzie – byłem zszokowany. Jeszcze w 2023 roku – osobiście pod nim siedziałem i cieszyłem się cieniem jego liści w upalny lipcowy dzień. To była moja ostatnia „ degustacja” jego piękna, jego siły życia. Prawie 20 lat temu – często przytulałem ucho do jego gołego konaru, a On mi wtedy mówił co widział i słyszał na przestrzeni dziejów –  powieść by można było napisać. Teraz jego pień może już tylko zapewnić chrząszczom kilkuletnią sutą stypę…

Tak – wiem jedno – wszystko było za zgodą odpowiednich jednostek administracyjnych. Jestem pewien – znając Właścicieli tego obiektu – że wszystko było zrobione zgodnie z prawem. Jednak wydaje mi się, że prawo jest niedoskonałe. Chyba zabrakło wyobraźni – według mnie uczuć – pewnego rodzaju zastanowienia. Nie wiem. Tak – to drzewo chorowało co widać na zdjęciach jego już uciętych gałęzi czy konarów. Ale też były zdrowe konary – pełne życia !

Pamiętam – były jeszcze kiedyś rozmowy na temat jego wyleczenia. Ale to było kiedyś. Mam pytanie do obecnych Właścicieli – czy jesteście z tego zadowoleni ? Czy Wam się to podoba – ten kikut , który zostawiliście ? Przysięgam wszystkim Czytelnikom, którzy przeczytają ten artykuł – Moja żona – i ja – którzy tworzyli ten park – nigdy by do tego nie dopuścili – za naszych czasów – drzewa wiekowe – były leczone. Byli fachowcy, którzy to robili dobrze – i do dziś są efekty – co najważniejsze – drzewa żyją – i wypuszczają co rok swoje zielone liście. Jak ktoś nie wierzy – niech przyjedzie do parku w Mierzęcinie. Przekona się. A specjalistów leczących dziś drzewa – jest też dużo – uznanych praktyków, naukowców. Polska chirurgia drzew – jest uznana na świecie. Mamy się czym chwalić.

Trzeba tylko było chcieć – ale tam już nie ma „Flory” , która własnymi rękoma broniła wszystkiego co żyje… Szkoda , że jej już tam nie ma.

Nawiązując do początku tekstu – napiszę tak – nawet prości drwale w swej legendzie – okazali się ludźmi , którzy mają jakieś uczucia. Wy – mówię o Właścicielach Mierzęcina – chyba nie mieliście. Można było chcieć – wykazać się jakąś empatią, próbować coś uratować – teraz został wam tylko kikut – pień drzewa. No ale uratowaliście budynek – dawną powozownię, oficynę – ganeczek ich łączący. Oczywiście – koszty ewentualnej naprawy są duże, w przypadku gdyby w czasie wichury spadłaby jakaś gałąź czy konar. Mogłaby też zabić człowieka Zgadzam się. Mimo wszystko – uważam, że to drzewo zostało zaniedbane przez ostanie 20 lat. Zabrakło troski, mądrości, wiedzy … może pieniędzy ?

Napiszę na koniec krótko – za czasów naszej bytności w Mierzęcinie – raczej nigdy by coś takiego się nie wydarzyło i nie miało by miejsca. Dlatego cierpimy wspólnie z moją żoną – twórczynią tego unikatowego parku – że nasz ukochany dąb – umarł. Odcięto mu głowę. Został ukrzyżowany. Zraniono go piłami… zostały tylko nasze wspomnienia o tym drzewie. Dlaczego tak musi być?

Drodzy Czytelnicy – Jeśli kiedykolwiek będziecie zastanawiali się nad tym, dlaczego drzewo w waszym ogrodzie może cieszyć się stuleciem powolnego życia, podczas gdy wy musicie gnać przez nie w sprinterskim tempie i chęci zdobycia pieniędzy, zawsze czując na plecach oddech śmierci i ledwie dobiegając do symbolicznej osiemdziesiątki, to pomyślcie o stylu życia, jakim za takie powolne funkcjonowanie muszą płacić rośliny. Być może gdybyście mieli żyć te sto kilkadziesiąt lat, musielibyście też zaakceptować dłuższe umieranie – tak ślimaczo powolne, że wręcz potwornie nieznośne. Ktoś kiedyś powiedział, że szybka śmierć oznacza możliwość równie szybkiego życia. A czegóż więcej potrzeba nam, ludziom, niż życia na tyle szybkiego jak kierowcy, którzy uwielbiali stawać tam swoimi samochodami – pod tym dębem – by mogło to pomieścić ich wszystkie ambicje, plany i marzenia?

Czy ktoś mi odpowie ?

dr Robert Wójcik

Awatar Patronite IdeałZeZgrzytem.pl
Wspieraj nas na Patronite!
Wspieraj IdeałZeZgrzytem.pl i umożliw nam tworzenie coraz lepszych treści!
Wesprzyj

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry