Nasze lubuskie i historia tajemnic lubuskiej krainy

MIERZĘCIN I ZABYTKOWE POJAZDY 2024

Classica Mierzęcin z punktu widzenia ciekawskiej, która już trzeci rok z rzędu zjawia się na imprezie prezentuje się w jej oczach w 2024 roku o wiele okazalej, z nowym powiewem. Zapraszam na tekst, ale najpierw na krótki film ze zdjęciami i muzyką. Należy przycisnąć czerwony prostokąt z białą strzałką na obrazie poniżej aby uruchomić film – Marzanna Leszczyńska Sobota choć deszczowa i chłodniejsza absolutnie mnie nie zniechęciła, w końcu to prawie już lato i po co są parasole. Ktoś genialnie wstrzelił się marketingowo i handlowo i można było kupić czarny parasol z napisem Mierzęcin. Jestem szczęśliwą posiadaczką takowego – zakupiłam ( było jak znalazł, bo wszystko co było w domu – pogubione i połamane). Uwielbiam patrzeć na ludzi z parasolami, są ciekawsi niż bez. Prezenter Patryk Mikiciuk ( dziennikarz motoryzacyjny ale również współzałożyciel Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach) hipnotyzował swoimi komentarzami i rozmowami z właścicielami prezentującymi swoje zabytkowe samochody. Słuchało się tego doprawdy z podziwem i taki prezenter chyba rozbudzi ciekawość każdego. A deszcz? A co tam deszcz… Stał się błahostką. Oglądaliśmy samochody Jamesa Bonda, patrzyliśmy na reflektory jak oczy krokodyla, widzieliśmy samochód z przebiegiem miliona kilometrów i jeszcze różne rzadko spotykane egzemplarze – po prostu ginący świat, który jeszcze nie zginął, przybliżył nam z genialną opowieścią Pan Patryk. Z prawdziwym dżentelmeńskim wdziękiem oznajmił gapiom spod ociekającego deszczem parasola, że mamy angielską pogodę – a na jego twarzy zarysowała się pogoda, bez śladu żadnego grymasu. Deszcz w końcu ustał, a atmosfera z angielskiej przerodziła się w niemiecką. Bohaterami tegorocznej edycji Classica Mierzęcin były nie tylko samochody ale również rowery, którym poświęcono rozbudowaną prezentację historyczną na tle niemieckich żołnierzy, ponieważ rowery służyły armii i były przystosowane do przewożenia pancerfaustów. Sporą atrakcją była moda czasów przedwojennych, wojny i lat 50-tych – niezwykle elegancka . Były interesujące pokazy mody, ale był też możliwy zakup garderoby z tych lat, która przyjechała z Berlina ( cena 200-300 zł np. za sukienkę). Dzieci miały możliwość pobawienia się zabawkami retro. Nie było znowu tak łatwo toczyć koło za pomocą drutu. Niedzielna aura, już słoneczna – sprzyjała spacerom dookoła stawu. Byli i tacy, którzy tańczyli przy grillowej altanie, bo muzyka na żywo grającej Charlstony kapeli – porywała nogi do tańca. Panie przechadzały się w kapeluszach i odświętnych kreacjach – co na tle stylowych samochodów i urokliwego pałacu w Mierzęcinie dało poczucie przeniesienia się i uczestniczenia w czasach minionych. Tak nie jest na co dzień. Kto nie lubi takich podróży w czasie? Warto korzystać gdy są takie okazje, a nie zdarza się to często. Mówi się o cudach świata, a jest nim kobieta w tańcu, koń w galopie czy żagle łodzi na wietrze. Ja bym jeszcze dodała, że może samochód retro na drogach wokół pałacu… I był taki widok. Na końcu samochody zrobiły rundę drogami w „lasku 12 dróg” i był to imponujący widok, gdy podniósł się kurz z drogi nie asfaltowej, tylko szutrowej… wśród zielonych pól, lasów i starych drzew. Moim marzeniem było by jeszcze jedno, aby móc popływać w drewnianej łodzi z wiosłami na stawku za pałacem. Niestety mijanka z potężnym sztucznym łabędziem na pedały to… czaru pryśnięcie… Marzanna Leszczyńska  

MIERZĘCIN I ZABYTKOWE POJAZDY 2024 Dowiedz się więcej »

BIEGIEM NA MONTE CASSINO

„Dzisiaj weszliśmy sercem na Monte Cassino” Słowa te padły na uroczystej mszy świętej , która zwieńczyła odsłonięcie tablicy na murach kościoła Najświętszego Serca Jezusowego przy ulicy Chodkiewicza w Gorzowie Wlkp. upamiętniającej 30- tą rocznicę biegu z Gorzowa Wielkopolskiego na Monte Cassino. Jedenastu uczestników biegu spośród dziewiętnastu przybyło na uroczyste spotkanie związane z odsłoną tablicy w dniu 25 maja 2024 r. Obecni byli członkowie rodzin oraz parafianie.

BIEGIEM NA MONTE CASSINO Dowiedz się więcej »

…KIEDY NIEMOŻLIWE STAJE SIĘ MOŻLIWE…NOWY BURMISTRZ DOBIEGNIEWA

Wstęp …. Po wyborach samorządowych w kwietniu 2024 roku – portal http://www.idealzezgrzytem.pl wpadł na pomysł, aby wybrać kandydatów, którzy startowali po raz pierwszy, aby podzielili się swoimi refleksjami z udziału w wyborach, mieli okazję zaprezentować się też z innej strony i podzielić się z wyborcami swoimi poglądami. Wywiady (nagrane) przeprowadzono w Gorzowie Wlkp. : z jednym kandydatem na radnego, który nie został wybrany, oraz z kandydatem na prezydenta miasta, który też nie został wybrany. Niestety nie ukażą się one, ponieważ Ci kandydaci w rezultacie nie udzielili autoryzacji. Zamilkli nie informując , że wycofują się z tego co powiedzieli. No cóż… zabrakło chyba szczerości, odwagi, kultury i szacunku- a przegrywać trzeba umieć. Chyba na takich kandydatów głosować nie warto. Te same pytania otrzymał jeden z kandydatów na stanowisko Burmistrza Dobiegniewa, który w pierwszej turze – przegrywał – ale w drugiej stało się „niemożliwe” … i ostatecznie wygrał. Odpowiedział na wszystkie pytania pracowicie, po prostu przesłał odpowiedzi pisemnie, znalazł czas mimo nowych obowiązków (pewno pisał po nocach…). Wróży to dobrze dla miasta i gminy Dobiegniew – widać solidność, dotrzymanie słowa i szacunek – to niezwykłe wartości. Cieszymy się bardzo i mamy zaszczyt zaprezentować : NOWEGO BURMISTRZA MIASTA I GMINY DOBIEGNIEW – PANA BARTOSZA JABŁOŃSKIEGO …… WYBORY SAMORZĄDOWE 2024 ROK Pytanie : Kim jest Pan mgr inż. Bartosz Jabłoński ? – Nowy Burmistrz Dobiegniewa – proszę opowiedzieć coś o sobie… długo…. Odpowiedź B. J. : „Nowy Burmistrz Dobiegniewa” to przede wszystkim autochton – z Ziemią Dobiegniewską związany od urodzenia czyli od 1986 r. Wychowałem się w wielodzietnej rodzinie, mając szczęście posiadania siostry i dwóch braci. Szczęście zwieńczone wspaniałymi rodzicami, czyli moją mamą Danutą i tatą – nieżyjącym już Markiem. Rodzice, podobnie jak ja, wychowali się tutaj i pracowali od najmłodszych lat. Mama przez bardzo długi czas realizowała się w roli pielęgniarki, pracując w lokalnej przychodni w Radęcinie, tata natomiast przez wiele lat związany był z PUK „Komunalni” oraz Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej w Dobiegniewie. Ich praca powodowała, że problemy mieszkańców naszej gminy w naszym domu były zawsze na porządku dziennym, bo ciężko było przejść koło nich obojętnie… Myślę, że to już wtedy zostało zaszczepione nam przekonanie, że warto ludziom pomagać i starać się o lepsze jutro. To rodzice wychowali mnie i zaszczepili wartości, które z pewnością przyczyniły się do tego w jakim miejscu znajduję się aktualnie. Ja od życia dostałem naprawdę wszystko…cudowny dom rodzinny, edukację i wychowanie na najwyższym poziomie. Los sprawił, że poznałem moją cudowną żonę Dominikę z którą mam- zachowując niejako rodzinną tradycję – czwórkę wspaniałych i zdrowych dzieci. Ten sam los sprawił, że zostałem niedawno Burmistrzem Dobiegniewa i powiem szczerze – jest to dla mnie niesamowite wyróżnienie i jednocześnie sposobność do podzielenia się tą dobrą energią z innymi. Pytanie : Jest Pan najmłodszym Burmistrzem Dobiegniewa w jego powojennej historii – jak Pan to ocenia ? Odpowiedź B.J.: Mówiąc szczerze nie weryfikowałem tego faktu, ale myślę, że mój wiek czyli 37 lat, a dosłownie za chwilę 38 lat, w aktualnej sytuacji może być wyłącznie atutem. To taki okres życia, kiedy człowiek sercem znajduje się jeszcze w entuzjastycznej młodości, a umysł dostrzega już szersze znaczenie piękna życia i tego co w nim naprawdę ważne. Pytanie : Panie Burmistrzu – w pierwszej turze Pan przegrał – w drugiej – wygrał . Jak Pan to zrobił ? …. Sztukmistrz czy …. No właśnie – Co przesądziło o zwycięstwie w wyborach ? Odpowiedź B.J.: To z pozoru łatwe pytanie wymaga szerszego kontekstu. Analizując sytuację wyborczą miałem pełną świadomość faktu, że moje zwycięstwo w pierwszej turze jest praktycznie niemożliwe. Z matematycznego, a właściwie ze statystycznego punktu widzenia wiedziałem, że najlepiej dla mnie będzie jeśli w wyborach pojawi się jak najwięcej kandydatów na stanowisko Burmistrza – i tych w Dobiegniewie było 4 (czterech). Pierwsza tura wyborów była więc sprawdzianem, czy istnieje realne poparcie mojej kandydatury, pozwalające na wejście do drugiej tury. Można powiedzieć, że wspólnie z moim Komitetem robiliśmy sondy nastrojów, z których wynikało, że moja kandydatura cieszy się całkiem niezłym zainteresowaniem. Dało nam to przekonanie, że jest całkiem spora szansa na zrealizowanie niejako planu minimum, czyli doprowadzenia do drugiej tury wyborów – a tam już wszystko jest możliwe. Kiedy spłynęły do nas informacje o wynikach wyborów z 7 kwietnia wiedzieliśmy, że odnieśliśmy Pyrrusowe zwycięstwo, ponieważ doprowadziliśmy do drugiej tury wyborów – co było w Dobiegniewie sensacją, ale jako Komitet nie wprowadziliśmy żadnego radnego do Rady Miejskiej, ocierając się w kilku okręgach o zwycięstwo, a w wielu odnosząc bardzo dobre wyniki wyborcze. W przygotowaniach do drugiej tury entuzjazm studził trochę fakt, że przeciwnik w pierwszym rozdaniu osiągnął bardzo imponujący wynik – ale było w nas jakieś magiczne przeświadczenie, że los jest po naszej stronie. Pierwsza tura pokazała nam, że społeczeństwo jest mocno podzielone i oczekuje czegoś nowego. Każda rozmowa w trakcie kampanii naprawdę dodawała wiatru w żagle. Ja miałem to szczęście, że wokół mnie pojawiali się w jakiś przedziwny sposób bardzo życzliwi i naprawdę bezinteresowni ludzie, którzy wykazywali niesamowite zaangażowanie i wiarę w moje zwycięstwo. To z kolei napędzało jeszcze bardziej do działania. Zwycięstwo zarówno w pierwszej jak i iw drugiej turze, to nie jest zwycięstwo personalne Bartosza Jabłońskiego – to jest zwycięstwo wielu życzliwych ludzi, zaangażowanych bardziej lub mniej w kampanię oraz wszystkich, którzy poszli na wybory i zaufali, że w Dobiegniewie może być inaczej. Osoba nie będąca mieszkańcem Gminy Dobiegniew, z punktu widzenia inwestycyjnego i tego co na przestrzeni ostatniej kadencji zostało zrealizowane powiedziałaby, że rządził tu zaradny włodarz, który z pewnością dostanie mandat zaufania na kolejną kadencję…a jednak stało się inaczej…, a stało się tak dlatego, że nasze społeczeństwo dojrzewa, ewoluuje, obserwuje i właśnie poza tym wymiarem materialnym zrealizowanych inwestycji dostrzegło coś więcej, coś znacznie ważniejszego. To jest coś, czego nie trzeba nazywać, nie da się też tego kupić, ciężko się też tego nauczyć… to się po prostu ma i na szczęście większość mieszkańców Gminy Dobiegniew też to ma i tylko dlatego dane mi było odnieść ten wspólny sukces. Pytanie : Jak Pan ocenia kampanię wyborczą ? jaki Pan miał budżet na nią ? Proszę powiedzieć szczerze – ktoś Pana wspierał finansowo ? Odpowiedź B.J.:

…KIEDY NIEMOŻLIWE STAJE SIĘ MOŻLIWE…NOWY BURMISTRZ DOBIEGNIEWA Dowiedz się więcej »

Wierzba – drzewo łagodnej melancholii. Fotografie Marka Kaźmierskiego

Maj i wiosna w zenicie. świeża zieleń zamienia się w dojrzałą zieleń. Nie ma już kwiatów na drzewach. Nadchodzi lato i jego kolory. Zapraszam na wspomnienie wczesnej wiosny i jej utrwalenie w zachwycających fotografiach wierzby przydrożnej autorstwa Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich – Marzanna Leszczyńska

Wierzba – drzewo łagodnej melancholii. Fotografie Marka Kaźmierskiego Dowiedz się więcej »

GRATULACJE!!!!!!

Witam Panie Marku – nie znamy się – ale fajne jest to , że rozmawiamy ze sobą za pomocą genialnych zdjęć – Pana autorstwa. W zasadzie to mnie nie ma w tym świecie – w tej rozmowie – postrzegania przyrody. Ja tylko obserwuję i widzę – i niezwykle się cieszę każdym Pana porankiem czy zmierzchem. Ważne w życiu jest coś widzieć inaczej. Nawet nie wie Pan jak zazdroszczę tego talentu – tej inności postrzegania tego co nas otacza – piękna natury, przyrody. Dziś napiszę krótko – „CHÓREM BRAWO !!!!” Dla krótkiej informacji – w dniu 20 kwietnia 2024 roku Pan Marek Kaźmierski został przyjęty do Związku Polskich Fotografów Przyrody – numer legitymacji – 3035. Nie znam się absolutnie na hierarchii tego wyróżnienia – ale, dla mnie jest to coś – jak napisanie doktoratu i jego obrony z wyróżnieniem jakiejś kapituły – która nadaje ten stopień. A może to praca habilitacyjna ? Wiem jedno- to nie tytuł z Collegium Humanum, gdzie za pieniądze można było wszystko kupić. Chciało by się powiedzieć – „ Wszystko na sprzedaż” Ale talentu, geniuszu nie da się sprzedać – trzeba go mieć. A w Pana przypadku – jest jeszcze niezwykła skromność i prostota. Dlaczego ? Zacytuję słowa naszego bohatera…. „Jestem kompletnym amatorem jeśli chodzi o fotografię. Nigdy się tego od nikogo nie uczyłem i do wszystkiego doszedłem sam metodą prób i błędów jak to się mówi. Każde wyjście w plener to nauka. Wiele godzin spędzonych w lesie, nad rzeką i gdzie tylko się da. O różnych porach dnia miesiąca i roku. To bardzo pomogło mi w robieniu zdjęć. Przede wszystkim obserwacja natury. Przygoda z fotografią zaczęła się od pierwszego aparatu oczywiście. A dostałem go na komunię…. (hahah) . Tak mną to zawładnęło, że trwa to do dzisiaj. Jednak nie zawsze robiłem zdjęcia. Przede wszystkim praca, a jestem mechanikiem samochodowym. Wiele lat mieszkałem za granicą, bo jakieś 17 lat – Szwecja i Irlandia. To właśnie tam ta tęsknota za Polską rozbudziła we mnie pasję do fotografii. Obecnie to już jest bardziej obsesja jak pasja…. (hahah) . Wszystko co żyje jest piękne, a ja mam do tego ogromny szacunek. To wpoiła mi mama. Kocham podróże i ludzi, których poznaję podczas moich wypraw. Wciąż szukam swojego stylu w fotografii. Myślę jednak, że nigdy go nie znajdę, bo interesuje mnie wszystko. Teraz akurat zaczynam zabawę z portretem. Fotografia to studnia bez dna. Tysiące możliwości”….. …..„Urodziłem się z przekleństwem jakim jest pamięć fotograficzna. To bardzo pomaga, ale teraz kiedy fotografuję to aż przeszkadza. Ja wszędzie widzę zdjęcia. Czasem raz spojrzę i już wiem kiedy mam tam wrócić i zrobić dobre zdjęcie”….. ……„W niedzielę jadę na rezerwat w Słońsku, gdzie mam nadzieję zrobić piękne zdjęcia ptaków i jeleni. Oby pogoda dopisała. Także nowego materiału powinienem przywieźć mnóstwo Opiszę swoją miłość do fotografii”…. …..„Teraz najważniejsze są te jelenie, bo jest wielu myśliwych , którzy tylko czekają żeby je powystrzelać. Dlatego usilnie przeganiamy je na stronę parku, bo tam nie wolno na nie polować.. I teraz to zwierzaki są najważniejsze. Sercem zawsze z nimi”…. ……„Dzisiaj powstało wiele pięknych zdjęć, bo taka piękna pogoda była. Sarny dzisiaj wyszły cudowne. Dziękuję bardzo za pomysł z wystawą; …. Ale jeden warunek – Zdjęcia muszą zostać zlicytowane po wystawie i wszystko przekażę na jakiś cel” …..  Na koniec Panie Marku – jesteśmy „ zauroczeni” wspólnie z Panią Marzanną Leszczyńską – pańskim talentem. Mieć taką wrażliwość, jak czucie życia poprzez „ dotyk oka” – to niezwykła sztuka (patrz –https://idealzezgrzytem.pl/2024/03/24/zauroczenie/). Jest Pan niezwykłym człowiekiem – mamy nadzieję, że Ziemia Lubuska z jej stolicą – Gorzowem Wielkopolskim to doceni. Ale jesteśmy absolutnie pewni jednego – że w zbieżności wydarzeń i ich dat ( wybory – II tura i przyjęcie Pana do ZPFP – 21/20 kwietnia 2024 r.) – wygrywa mechanik samochodowy – geniusz fotografii . A Strażak – nowy (stary) Prezydent – może zajmie się w swojej następnej kadencji – promocją tak utalentowanych artystów jak Pan…. w tym naszym pięknym „Lubuskim”. Szkoda byłoby, aby najpierw Pana prace znalazły się na wystawie w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Zobaczymy co będzie. Jeszcze raz Panie Marku „ CHÓREM BRAWO !!!!” . Gratulacje….. Robert Wójcik & Marzanna Leszczyńska Na zdjęciu Marek Kaźmierski -bohater artykułu i autor wszystkich zdjęć kwiatów, które wykorzystałam w klipie pt: „Gratulacje. Marek Kaźmierski” – Marzanna Leszczyńska  Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

GRATULACJE!!!!!! Dowiedz się więcej »

Umiłowanie szarości czyli „patodeweloperka” w Gorzowie Wielkopolskim

Poniższy tekst Gorzowianina jest refleksją nad budowami w Gorzowie Wielkopolskim, które zaczynają przerażać. Myślę, że gdyby kandydat na prezydenta oświadczył, że pieniądze przeznaczone na makulaturę związaną z plakatami w ilości przekraczającej zdrowy rozsądek i pokazujący brak szacunku dla drzew i środowiska przyrodniczego nas otaczającego – przeznaczył na odnowienie elewacji zabytkowej kamienicy ( pewnie nie jednej) to roztopiłby niejedno serce. Zapewnienia wyborcze i obiecanki – kto w nie dzisiaj uwierzy? Może i dobrze, że tylko niektórych kandydatów stać na tyle plakatów, jak wielki wydawał by się ten, który by z nich zrezygnował, na pewno byłby wiarygodny. Marzanna Leszczyńska Nikołaj Tracz (lat 30) Przejeżdżając przez gorzowskie Wieprzyce, jeszcze jako kawaler snułem plany, że kiedyś to właśnie tam będę mieszkał ze swoją rodziną. Zachwycały mnie te domy u zbocza rezerwatu przyrody „Gorzowskie Murawy”, wiejska sielankowość tej dzielnicy miasta, która wynikała z faktu, że do lat 70 -tych Wieprzyce były „pod gorzowską” wsią. Na zabudowę Wieprzyc składały się: przedwojenne domy jednorodzinne, większe przedwojenne domy wielorodzinne, niskie „szeregowce” zwane potocznie „tarasowcami”, oraz domy jednorodzinne z lat 80 -tych, 90-tych – świeżo wybudowane. Architektura była spójna, stare łączyło się z nowym w naturalny sposób, co czyniło tę dzielnicę jedną z bardziej atrakcyjnych w Gorzowie. Jakoś w 2021 dowiedziałem się, ze w miejscu starego tartaku, pomiędzy jednorodzinnymi domami będzie budowany nowoczesny blok – zareagowałem na tę wiadomość entuzjastycznie, pomyślałem że skoro nie dom to kupię sobie mieszkanie w dzielnicy, która zawsze mi odpowiadała. Czar prysł, gdy zajechałem podpatrzeć jak idzie budowa. Ogromny blok w sąsiedztwie domów jednorodzinnych nie wydawał mi się już atrakcyjnym miejscem do życia. Końcowo, powstały dwa wielkie bloki, a pomiędzy nimi jeszcze dwa mniejsze położone prostopadle do nich. Nie wiem jak coś takiego mogło przejść, przecież są jakieś wytyczne przy zagospodarowywaniu terenu przylegającego do zabudowanego już dużo wcześniej terenu. To po prostu nie wygląda. Długo się zastanawiałem, dlaczego ludzie w ogóle chcą mieszkać w tak gęstych zabudowaniach? Odpowiedź jest stosunkowo prosta – nowoczesność. Jeśli coś jest nowe, dla części społeczeństwa jest atrakcyjne, czym by nie było. Za czasów komuny myślenie było podobne. Wielu Gorzowian mając do wyboru mieszkanie w starej, sypiącej się, przedwojennej kamienicy – a nowym, świeżo postawionym bloku z wielkiej płyty, z radością wybrało drugą opcję. Na podobnej zasadzie – mieszkania w nowoczesnych blokach, budowane na wzór mrowiska, bez zieleni, większych odstępów od siebie – znajdują szczęśliwych nabywców. Problem w tym, że wszystko z czasem się starzeje i brzydnie. Bloki oczywiście można odmalować i odświeżyć – jednak dokopywanie się do fundamentów by zmieniać ich gęste rozmieszczenie to sprawa bardziej skomplikowana, nierealna. Póki o atrakcyjności osiedla będzie przemawiać do mieszkańców jedynie krótkoterminowa „nowość”, gęstych osiedli będzie przybywać. Deweloperzy wiedząc że czego się nie wybuduje, to i tak zostanie sprzedane, będą budować budynki jeszcze gęściej, z jeszcze mniejszymi pasami zieleni. Najgorsze w tym jest to, że wszystko dzieje się przy oklaskach ze strony władzy miasta. Choć niektórym może się to wydawać niemożliwe, to rzeczywiście tak było wtedy, że nawet największe komunistyczne wieżowce gdy powstawały, uważane były za nowoczesne i piękne. Takie myślenie kreowały powstające wtedy popularne filmy. Teraz, pół wieku później otacza je duża przestrzeń oraz wysoki drzewostan. Tak maluje się obecnie dawne szare i puste „Osiedle Staszica”. Dla kontrastu, proszę wyobrazić sobie nowoczesne „Osiedle Europejskie” za 50 lat, gdy nadgryzie je ząb czasu. Czy również znajdą się chętni do mieszkania w tak gęsto zabudowanym osiedlu, gdy budynki nie będą już pierwszej młodości? Czy może dopiero wtedy, gdy tynk będzie się z nich sypał, mieszkańcy zobaczą takie osiedle, takim jakim faktycznie jest? Faktycznie jest czymś na wzór ludzkiego mrowiska… Nie nowość powinna świadczyć o atrakcyjności osiedla, ale jego przestrzenność i sposób zabudowania. Nikołaj Tracz P. S. Na koniec. Schody donikąd przewijają się w obietnicach wyborczych, nieśmiało, bo nieśmiało, ale się przewijają. Tylko, no właśnie ! W mediach mówi się o tym, że prezydent jest już umówiony z deweloperem, który może wybudować w miejscu schodów donikąd apartamentowce ze schodami i zielenią. Bardzo sprytne : wybudują mieszkania w najlepiej położonym terenie miasta, na dodatek zafundują zieleń i jakieś schody, które miały być najważniejsze teraz będą jakimś elementem dla zamydlenia sprawy i uzyskaniem zgody mieszkańców . Kto uwierzy w to, że z czasem teren po schodach donikąd nie zostanie zabezpieczony, aby nie błąkał się tam nikt pod oknami mieszkańców nowych apartamentów. Gorzowianom nie o to chodzi. Teren ma być pozostawiony bez budynków mieszkalnych. Takie były obietnice – przypomnijmy – miała być kawiarnia, palmiarnia, zieleń i schody dla spacerowiczów – wszystkich mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego, bo tak było w historii schodów donikąd ( Tam poznałem swoją żonę, na schodach donikąd). Czy Gorzowianie zdają sobie z tego sprawę ? Nikołaj Tracz  Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

Umiłowanie szarości czyli „patodeweloperka” w Gorzowie Wielkopolskim Dowiedz się więcej »

Zauroczenie

Jest mechanikiem samochodowym. Dobrym mechanikiem – tak mówi o sobie. O samochodach wie już wszystko, każdy samochód potrafi naprawić. Ma wielu uczniów, którym przekazał swoją wiedzę, a zajmuje się tym 31 lat i czuje, że się na tym polu „wypala”. Mimo tego, że czasu brakuje, bo często jest pod ręką nawet 100 samochodów ciężarowych, czekających na szybkie usunięcie defektów – znajduje czas, aby wyjść w plener i zrobić fotografie, które magnetyzują oglądających. W szczytowej formie na profilu fb Marka Kaźmierskiego jest 750 000 ( siedemset pięćdziesiąt tysięcy) obserwujących. Fotografia to Jego pasja, jeszcze nie do końca zgłębiona – jak twierdzi, dużo jeszcze może się w tej dziedzinie nauczyć. Nie ma ukończonych szkół dla fotografów, jest sam dla siebie nauczycielem, a poznanie sprzętu, którym dysponuje zajęło mu trzy lata – i jak mówią Jego znajomi – „ gra na nim jak na gitarze ”. Mnie powaliły na kolana zdjęcia naszego regionu lubuskiego, który na jego fotografiach wygląda jak najpiękniejsze rejony świata. Wiele jego zdjęć było dla mnie niczym rażenie piorunem. „ Jelonki ” Marka Kaźmierskiego (tak nazywam w skrócie fotografie rogatych zwierząt) zostały wyróżnione na konkursie międzynarodowym. Na tle innych prac kolorowych, egzotycznych zwierząt były dla mnie zjawiskiem, wyróżniały się niewinnością, po prostu wyciskały łzy i chciało się je przytulić, odwdzięczyły się fotografowi i przyjęły niezwykłe pozy. Na tym konkursowym zdjęciu słyszę ich mowę, widocznie – nie tylko w Wigilię zwierzęta mówią”. Gratuluję ! Życzę, otwartych wrót do dalszych sukcesów, rozwoju talentu. Tekst poniższy dr Roberta Wójcika jest prezentem – od mężczyzny dla mężczyzny. Dwóch Panów, którzy mają nietypowe połączenia talentów – każdy innych – ale też mężczyzn obdarzonych dużą wrażliwością. Zapraszam na krótki film, który prezentuje niezwykłe fotografie Marka Kaźmierskiego z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Wszystkie fotografie w klipie wykonane zostały przez Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich i są to zdjęcia regionu lubuskiego. Dr Robert Wójcik „ Zauroczenie” Ktoś kiedyś powiedział (prawdopodobnie wybitny amerykański fotograf i dokumentalista – Neil Leifer (ur. 1942 r) – „Czasem najtrudniej jest zrobić najprostsze zdjęcie” . Panie Marku – powiem krótko – Panu się to udało. To jakiś czar – urok – jednym słowem – „ Zauroczenie”. Mamy ogromny talent na ziemi lubuskiej – Pana Marka – z Nowin Wielkich. Może geniusz – dla mnie tak. Wiem jedno – już niedługo doceniony – jeden z polskich fotografików, jakiego poznałem przez jego „sesje zdjęciowe” – co ważne z mojego kochanego „Lubuskiego” – blisko Gorzowa Wielkopolskiego. Panie Marku – „chapeau bas”. Nie znam Pana – ale wiem jedno, że jest Pan człowiekiem, który rozmawia z przyrodą, z życiem – ją (i je)… kocha tak jak Jego Ona (przyroda) i tak jak nasze szare życie. Widzi tak wiele, więcej niż inni i potrafi z tego zrobić swoisty obraz – piękna – prostoty i naturalności naszej powszedniej widzialności – naszej dziwnej historii życia. Dobrą i smaczną kromkę chleba naszego powszedniego – doskonałej w smaku – o której marzymy – która była naszym pragnieniem z dzieciństwa. Ten chleb jest wypieczony w piecu naszych babć czy dziadków (to przenośnia …) – a okrasą jego jest masło swojej roboty. No i oczywiście musi być sól. Do smaku – czy to prawda o naszym życiu ? Tak – sól dodaje prawdę naszego życia…. Pan Marek widzi co mówią rośliny, pejzaże, jego jelonki , czy jelenie lub sarny, ptaki, łabędzie, kaczki, wiewiórki, drzewa, śnieg czy deszcz, zasuszona gałązka drzewa, droga w lesie, kołki w płocie, balot słomy na polu i ptaki…. , nasz kochany bocian, zabłocona droga, czy odbicia w tafli wody – takie „reymontowskie” czy „malczewskie”. To pejzaż naszego życia… czasami smutny, powszedni, ale mimo wszystko dowartościowujący wszystko to, co nas otacza w tym dziwnym świecie. On widzi szum wody, ptaki na niebie, zachodzący wschód słońca, czy pełnie księżyca. Maluje obrazy naszej codzienności. Rozmawia z życiem, przez swoje dziwne, niepokalanie piękne i mądre sesje zdjęciowe. Rozumie co to cuda natury, które chcą mu coś powiedzieć. Nie wiem co one mu mówią – może to tajemnica …Może Pan ją nam zdradzi ? Pani Marku – muszę jedno powiedzieć – nawet taki człowiek jak ja, który nie ma pojęcia o fotografii – przeciętny obywatel „Kowalski” w naszym kraju – dzięki Panu poczuje i zobaczy więcej. To jest dla mnie eliksir życia – a mam już siwe włosy na głowie, a zegar jest już daleko po 18.00…. Pan Marek ma niezwykłą wrażliwość i uczucia, szacunek dla nich – do wszystkiego. Ma swoją receptę – intymności i anonimowości – skromności – idealny szacunek dla prywatności – do przyrody czy klimatu, tego co nas otacza i w czym żyjemy – do naszego życia – zwyczajnego człowieka. Jest dyskretny i cichy – nikogo nie chce urazić, czy skrzywdzić wejściem swoimi buciorami w czyjeś życie czy środowisko. Nie wiem kto Pana tego nauczył ? A może ma Pan kontakt z diabłem i kupił Pan Swoje umiejętności ? – tak jak mickiewiczowski „ Twardowski” ? A może ma Pan kontakt z „Dobrym Bogiem” który dał ten dar – dar niezwykły – „dotykać okiem… – i nikogo nie ranić” – „zauroczenie życiem” – nie mówiąc o swoim oku – takim delikatnym dotyku. To niezwykła umiejętność w tym co Pan robi – to sztuka z najlepszymi aktorami, genialnym scenariuszem i „ oskarowym reżyserem”. Panie Marku – czy zdradzi Pan swoją tajemnicę … A może lepiej dla świata, aby nie zdradzać ? – nie wiem…. Wydaje mi się, żeby tą „magię” zachować dla Siebie. Pana zdjęcia – to nie fotografia na kliszy czy w komputerze. Te zdjęcia pokazują ogromne szczęście, radość, rozpacz, smutek, nostalgię, przemijanie czasu. Interpretujące w dziwny i bardzo artystyczny sposób nasze życie. Pan pokazuje nasze czasy – ja to widzę – i tylko mam nadzieję, że inni to widzą i czują. Praktycznie codziennie od roku delektuję się o poranku, czy wieczorno-nocnymi sesjami zdjęć Pana autorstwa. To uczta dla oczu i ducha. Dla mnie osobiście, to takie radosne rozpoczęcie życia – każdego dnia – taki poranek, który jest okazją do rozpoczęcia czegoś od nowa. Chyba wszyscy zauważają, że na ogół żyjemy wpatrzeni jednym

Zauroczenie Dowiedz się więcej »

Problem (?) „wielkopolskiego” przymiotnika w nazwie miasta położonego na pograniczu Pomorza i….Wielkopolski

Chodzi oczywiście o nasze miasto czyli… na razie Gorzów Wielkopolski. Poniżej prezentuję teorię – dlaczego problem zmiany nazwy miasta wraca co pewien czas, zawierającą ciekawe powiązania faktów, kuluarów tej sprawy. Auto Przedstawiam autora poniższego tekstu – Nikołaja Tracza i jego spostrzeżenia. – Marzanna Leszczyńska Problem przymiotnika w nazwie Gorzowa pojawia się regularnie średnio co dekadę. No właśnie, czy jest to faktycznie problem? Zwolennicy zmiany (głównie politycy, choć nie tylko) sugerują że to mało miasteczkowe, że niezgodne z historią, że utrudnia zlokalizowanie miasta, że co to za pomysł aby przymiotnik występował w nazwie miasta wojewódzkiego. Poniżej rozprawiam się z argumentacją przeciwników przymiotnika. Argument historyczny o braku związku z Wielkopolską Agrument historyczny jest zdecydowanie najgłupszy, bo o ile Gorzów z Wielkopolską był związany krótko i na samym początku, to na Ziemi Lubuskiej nie leżał nigdy. Wytyka się komunistyczną propagandę, która chciała podkreślić Polskość zdobytego odwiecznie niemieckiego miasta – oczywiście, to prawda. Ale przyjrzyjmy się jak to z tą przynależnością Gorzowa do Wielkopolski faktycznie było. Ziemia na której został zbudowany Gorzów, należała do Kasztelani Santockiej która z kolei wraz z Santokiem należała do Wielkopolski. W 1260 Konstancja Przemysłówna, córka księcia wielkopolskiego Przemysła I, wyszła za syna margrabiego brandenburskiego Jana I Askańczyka. Jako posag wniosła ziemie kasztelanii santockiej, ale już bez samego grodu -Santoku. To właśnie na tej ziemi powstało niemieckie miasto Landsberg. Kolejnym „wielkopolskim” epizodem jest okres od 1945 (czyli początku polskiego Gorzowa) do 1950. Miasto wtedy należało do woj. poznańskiego i było głównym ośrodkiem administracyjnym zachodnich powiatów województwa. Trzeba wspomnieć jeszcze o kolejarzach z Wielkopolski, którzy w 1945 jako pierwsi zakładali polską administrację w przejętym mieście. To oni pierwsi, nie komunistyczna propaganda nazwali Landsberg Gorzowem Wielkopolskim. Komunistycznej propagandzie natomiast możemy zawdzięczać podczepianie Gorzowa oraz Zielonej Góry pod Ziemię Lubuską – to właśnie w PRL-u powstał pierwszy koncept jakoby miasta miały tworzyć wspólny region wraz z faktyczną Ziemią Lubuską, która roztacza się pomiędzy niemieckim Lebusem (Lubuszem) a rejonem Ośna Lubuskiego i Sulęcina. Argument o małomiasteczkowym charakterze miasta z powodu przymiotnika oraz problemem ze zlokalizowaniem miasta. Zwolennicy Gorzowa – bez przymiotnika w nazwie- uważają, że przymiotnik w nazwie miasta wojewódzkiego świadczy o jego małomiasteczkowości. Przypominają historię Stargardu (do niedawna Szczecińskiego), Recza (kiedyś Pomorskiego) a przede wszystkim argumentują, że „żadne inne miasto wojewódzkie nie posiada przymiotnika w nazwie, tylko ten nasz Gorzów”. Problem w tym, ze Stargard w Polsce jest jeden (nie mylić ze Starogardem Gdańskim –- jedna literka w tym przypadku robi różnicę), a Recz tak naprawdę zawsze był Reczem, przymiotnik „pomorski” to jedynie nazwa stacji kolejowej w miasteczku. Analogicznie do „Nowe Drezdenko” w Drezdenku. Z Gorzowem sytuacja jest bardziej skomplikowana – są w Polsce aż trzy. Gorzów Śląski to miasto leżące w woj. opolskim, na historycznym Górnym Śląsku, natomiast trzecia miejscowość to po prostu…Gorzów – wieś na Małopolsce, nie posiadająca żadnego przymiotnika w nazwie. Czy naprawdę nazwa dzielona z jakąś wsią na drugim końcu Polski daje nam prestiż? O istnieniu „Gorzowa” w Polsce wie mało kto, natomiast w społeczeństwie istnieje świadomość o istnieniu dwóch Gorzowów z odpowiednimi przymiotnikami. Tak samo jak każdy Polak nawet z minimalną wiedzą geograficzno-historyczną zna pojęcia Małopolska, Wielkopolska oraz Śląsk. Pamiętajmy też, że istnieje jeszcze nasz „fonetyczny bliźniak” – miasto Chorzów. To właśnie z nim, gdy mówimy „jestem z Gorzowa” najczęściej mylą nasze miasto nasi rozmówcy – „Wielkopolski” rozwiązuje ten problem zanim zdąży się w ogóle pojawić. Ile zabawnych nieporozumień osobiście miałem w tym temacie podczas podróży, np. festiwalach muzycznych -to nie byłbym w stanie wyliczyć: -Skąd jesteście? -Z Gorzowa. -Z Chorzowa? My z Katowic. -Nie, z Gorzowa Wielkopolskiego. -A, Gorzów Wielkopolski, jasne! Przejeżdżaliśmy obok niego ostatnio jak jechaliśmy nad morze. Potem najczęściej słyszy się anegdoty o żużlu lub nagrywaniu muzyki w przeszłości na kasety Stilonu, bo przecież nie o „Dominancie” czy remontowanych ponad 20 lat Schodach Donikąd – to są na szczęście meandry wstydu jedynie w skali makro. Jako argument również podaje się przykład enigmatycznych „przedsiębiorców i biznesmenów” którym rzekomo błędne lokowanie Gorzowa gdzieś na Wielkopolsce odbija się negatywnie na interesach – to kompletna bzdura. Załóżmy, że gdzieś na skraju województwa podlaskiego, leży miasto, które zawiera w sobie przymiotnik odwołujący się do woj. mazowieckiego i Polacy przez to często kojarzą je z Warszawą. Czy takie skojarzenia mogą szkodzić, czy wręcz przeciwnie? Gorzów na takiej samej zasadzie kojarzony jest z Poznaniem – tylko korzystać z takiego stanu rzeczy! Podobnie jak z byciem jedynym miastem z przymiotnikiem – przecież to aż krzyczy by wykorzystać to marketingowo. Fakt posiadania przymiotnika nie musi być wadą, a zaletą. Po za tym, to nie jest jakiś „Gorzów Dolny/Górny” czy „Gorzów nad Kłodawką”. Przymiotnik „wielkopolski” brzmi dumnie, brzmi po prostu „wielko”. Nawiasem mówiąc, małomiasteczkowo moim zdaniem brzmi proponowany przez wielu „Gorzów Nad Wartą”. Argument o budowaniu odrębnej tożsamości w duchu Lubuskim. Naszemu miastu delikatnie mówiąc, daleko do bycia pretendentem do tytułu najlepszego miasta wojewódzkiego w Polsce. W każdym zestawieniu miast wojewódzkich pod względem wysokości zarobków, komfortu życia Gorzów Wielkopolski dumnie zajmuje ostatnie miejsce, ewentualnie jedno z ostatnich. Gorzów nie może się również pochwalić napływającą ludnością, turystyką oraz uczelniami. Wielu Gorzowian (w tym też ja) upadek swojego miasta upatruje w niekorzystnym położeniu wojewódzkim. Zielona Góra, która stale się rozwija, zostawiła Gorzów daleko w tyle. Mając Urząd Marszałkowski- to właśnie ona rozdaje karty, dysponuje funduszami, a dla Gorzowa zostają marne okruszki. Pojawiają się głosy, że Zielona Góra nie byłaby tam – gdzie jest gdyby nie Gorzów- i nasze miasto jest jej potrzebne by zachować swoją obecną pozycję. Pytanie tylko, czy Gorzów do funkcjonowania również potrzebuje Zielonej Góry? I tutaj właśnie ta grupa Gorzowian wskazuje na Wielkopolskę. Związek z Poznaniem jest dla Gorzowian naturalny – to tam większość wybiera się na studia, a sam gorzowski AWF jest filią AWF im. Eugeniusza Piaseckiego w Poznaniu. Nie tylko część Gorzowian widzi w woj. lubuskim i współpracy z Zieloną Górą niekorzystny dla siebie układ. W 2023 roku, jeszcze za poprzedniego rządu coraz głośniej mówiło się o reformie administracyjnej w Polsce na, której między innymi miały zyskać miasta, które utraciły status miast wojewódzkich. Dwa z czterech proponowanych wariantów reform, zakładały likwidację woj. lubuskiego i ulokowanie Gorzowa w granicach woj. zachodnio-pomorskiego. – Obecny układ województw nie jest wynikiem żadnej spójnej

Problem (?) „wielkopolskiego” przymiotnika w nazwie miasta położonego na pograniczu Pomorza i….Wielkopolski Dowiedz się więcej »

W KRĘGU CYRKLA I WĘGIELNICY

Autor artykułu Dr Robert Wójcik Wstęp Bardzo skryci – dla kościoła – diaboliczni. Na pewno tajemniczy, ale byli i … są do dziś skuteczni. Jest jedną z najbardziej dyskretnych, konspiracyjnych organizacji na świecie. Wzbudza tyle samo kontrowersji, co fascynacji. Co stoi u źródeł jej powstania? Z kim się utożsamiała? Czy rzeczywiście należy się jej obawiać? Czy istniała w Gorzowie ? Tyle wiem, że tak – nie tylko w Gorzowie, ale powoli….. Muszę ten temat poruszyć , gdyż wiele złych skojarzeń związanych jest ze słowem „masoneria” … . Nie wiem dlaczego – ale to sprawa czasu i jego dojrzewania w historii – dążenia do poznania czegoś , gdzie nasi przodkowie byli ( i do dzisiaj są ) bardzo związani uczuciowo i emocjonalnie. Może ktoś powie – złe emocje, uczucia, poglądy ,wiara … a może moda tych minionych czasów ? Czy minionych ? – chyba nie. Lubię historię i śledzę ją – żałuję bardzo, że dopiero teraz. Ta potrzeba poszukiwania, poznania – to potrzeba chęci. Wszyscy poszukujemy. To taki symbol przemijającego czasu, który wymyka się wszelkim definicjom. Odsłania, zakrywając i zakrywa, odsłaniając. Percepcja symbolu nosi w sobie pierwiastek subiektywności, gdyż jest zakorzeniona w naszym sposobie poznawania rzeczy, z naszą skłonnością do zawężania lub „wybuchu” naszej interpretacji. Symbol przemijającego czasu niczego nie narzuca, jest oknem otwartym na wszechświat, uprzywilejowanym nośnikiem prowadzącym do działania podporządkowanego rozmyślaniu. Każdy człowiek postrzega skutek doznanego dobra czy zła i w sobie znany sposób – naturalny je ocenia. W ten sposób pragnie poznać jego przyczynę. Zdolność naszego postrzegania nie ogranicza się do tego, co cząstkowe, pojawia się w nas pragnienie poznania powszechnej i ostatecznej przyczyny wszystkiego, co istnieje, czy istniało. Naszej współczesnej, dzisiejszej mentalność skłonne jest takie wyjaśnienie głównego motywu – dlaczego ciągle szukamy…. Wielu szuka i pasjonuje się historią. W obecnym i ostatnim stuleciu ostatnich modna stała się „polityka historyczna” polegająca głównie na fałszowaniu i przekłamywaniu historii. Stała się wręcz pewną domeną. Czytając książki z różnych okresów jest to bardzo zauważalne i prawdę mówiąc nie przeraża mnie to, bo wiem jedno – że historii nie da się oszukać. Najogólniej mówiąc w literaturze historycznej ten trend „polityczny” dotyczący masonerii jest bardzo niejednoznaczny i panuje duży chaos wiedzy na jej temat. Publikacji – dużo – bardzo sprzecznych, czasami dziwnych i niedorzecznych. Pytanie dlaczego tak jest ?Odpowiedź jest jedna – masoneria to organizacja, o której dlatego niewiele wiadomo, ponieważ celowo ukrywa prawdę o swojej ideologii, celach i sposobach działania. Dostęp do niej mają tylko wtajemniczeni. Czy da się przeniknąć ten nimb tajemnicy? Część I. Są jak dwie strony księżyca – jaśni i ciemni. Są dziwni, budzą strach, ale jednocześnie dziwnie pobudzają naszą wyobraźnię. Boimy się ich wiedzy, ale korzystamy z niej codziennie….- może podziwiamy ich geniusz?Byli i są – w naszej kulturze europejskiej – wyryli kolebkę światła i … ciemności. Byli zawsze w ukryciu – tacy zamknięci – jak ciemna strona księżyca…. Jest ich na świecie prawie osiem milionów, wśród nich lwia część to mężczyźni. Zrzeszeni są w kilkuset niezależnych związkach lóż, zwanych „obediencjami”. Największa grupa braci w fartuszkach działa w Stanach Zjednoczonych – ponad 5 milionów – w 1500 lóż. W historycznej kolebce ruchu – Wielkiej Brytanii – żyje przeszło milion inicjowanych do wolnomularstwa, a w samym tylko Londynie jest 1700 lóż. We Francji, gdzie loże od połowy XVIII wieku na trwałe wpisały się w społeczny pejzaż – stanowią już tylko sześćdziesięciotysięczną grupę. W Niemczech loże liczą 45 tys. członków, we Włoszech – 30 tys., w Norwegii zaś – 20 tys. W Polsce – obecnie jest kilkaset członków, którzy są zrzeszeni w pięć lóż: Wielka Loża Narodowej Polski, Wielki Wschód Polski, Międzynarodowy Zakon Mieszany „Prawa Człowieka” i loża Gaja Aetarnai Prometea. Dwie pierwsza przyjmują samych mężczyzn, trzecia jest lożą mieszaną, a dwie ostatnie są lożami żeńskimi. Wbrew pokutującej tu i ówdzie opinii, loże masońskie nie są organizacjami tajnymi. W krajach, w których działają, podlegają ogólnym przepisom o organizacjach społecznych lub religijnych. Jednak i dziś – tak jak w czasie narodzin ruchu około połowy XVII w. – atmosfera tajemniczości otacza wolnomularstwo, jego cele i zasady. Nic w tym dziwnego, skoro masoneria odgrodziła się od profanów dość szczelnym murem dyskrecji i obowiązku milczenia. Tajemnica rozciąga się jednak jedynie na niektóre wewnętrzne sprawy lóż – na rytualną część zgromadzeń. Cała reszta: składy osobowe lóż, struktura organizacyjna i zasady działania, wreszcie fundamenty filozoficzne i programy działania należą do jawnej sfery „sztuki królewskiej” – jak sami masoni nazwali swój ruch. Wiedza o masonerii opiera się na mitach. Powszechnie uważa się, że masoneria to tajna organizacja dzierżąca władzę nad światem. W Polsce demonizowana i otoczona aureolą bulwersującej tajemnicy. A przecież to właśnie wolnomularstwu Polska zawdzięcza wiele największych osiągnięć: od reform Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 Maja po tradycję liberum conspiro. I świętujemy. Hymn i dzień flagi – 3 maja . Niestety wielu naszym rodakom nie po drodze ze światłością i wiedzą. Deficyty wykształcenia są aż nadto widoczne. Jeśli do tego dodamy ilość książek przeczytanych w ciągu roku przez statystycznego Polaka , to nie ma się co dziwić intelektualnej aberracji ( 35 % czyta jedną książkę rocznie…) Takie czasy.   Politycy ( kościół też) rozpływają się w zachwytach nad jej znaczeniem – Konstytucją 3 maja. W świetle wydarzeń ostatnich lat – dla mnie sfałszowanym, mizernym, upolitycznionym, służącym nie społeczeństwu,tylko chęci posiadania władzy. Oczywiście jej treść i prawa ulegała w czasie różnym zmianom – ale jej symbol znaczenia – nie. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że twórcy, autorzy tekstu wspomnianej konstytucji ( 3 maja) to masoni. Ktoś powie – jak to? Ale takie są fakty. Król Stanisław August Poniatowski był masonem wysokiego poziomu, jego główny doradca, ksiądz Scipione Piattoli też mason, marszałek ówczesnego Sejmu Stanisław Małachowski – mason, główni autorzy Ignacy i Jan Potoccy to też masoni – jeden z nich był wręcz Wielkim Mistrzem. Nawet ówczesny prymas Michał Poniatowski był masonem. Hugo Kołłątaj i jedna czwarta posłów to także masoni. Oni napisali i przyjęli (w delikatnie mówiąc nieuczciwy sposób) Konstytucję 3 Maja. Jeśli dodamy do tego autora polskiego hymnu ( często obecnie śpiewanego na sali sejmowej…) – Józefa Wybickiego również masona i jednego z bohaterów hymnu

W KRĘGU CYRKLA I WĘGIELNICY Dowiedz się więcej »

MIERZĘCIN PRZED BOŻYM NARODZENIEM 2023 ROKU

Mimo nie zimowej aury nastrój w Mierzęcinie w Pałacu wyczarowany jak zimą. Tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia zdecydowanie po wodzie. Ale czy to ważne? Zapraszam na zdjęcia, muzykę świąteczną i dekoracje świąteczne. Marzanna Leszczyńska To już 10 artykułów i słuchowisk o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie według wspomnień dr Roberta Wójcika na www.idealzezgrzytem.pl a wszystkie w jednej kategorii: https://idealzezgrzytem.pl/category/mierzecin-wedlug-wspomnien-dr-roberta-wojcika/

MIERZĘCIN PRZED BOŻYM NARODZENIEM 2023 ROKU Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry