Pokój z wiosennym widokiem na morze

O wiosennym przebywaniu nad morzem, Rewalu i mieszkaniu na klifie zdań parę – Marzanna Leszczyńska Zapraszam do obejrzenia poniżej krótkiego filmu z wiosennego Rewala i mieszkania na klifie z muzyką. Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białym trójkącikiem uruchomi film. Wiosna jest długa. Jej początek to bazie. Jeszcze jest zimowo, chłodno , zazwyczaj bez śniegu, ludzie są zmęczeni krótkimi dniami, chodzą smutni i wtedy pojawiają się na nagich gałązkach bazie. Na wydmach, na krzaczastych kulach , na beżowym piasku i na brązowych łodygach pojawia się mnóstwo białych kulek, radosnych refleksów w czasie, którego mamy już dosyć czyli czasie zimy. Przyroda jak przyroda – dobrze, że my- ludzie przyspieszamy nadejście wiosny swoimi zabiegami. Wzbudza uśmiech na twarzy Mały Książe z brązu stojący przy promenadzie w Rewalu gdy ma na głowie wianek z żonkili w Dniu Kobiet czy w pierwszy Dzień Wiosny, albo Syrenka przy ruinach kościoła w Trzęsaczu. Syrenka dumnie pręży nagą pierś z brązu w czasie świąt majowych na tle łopoczących biało – czerwonych flag tak jakby chciała upominać turystów, żeby nie zapomnieli, że są to święta, nie tylko czas wolny od pracy i czas dla sportu. Zieleni i kwiatów przybywa stopniowo. Zaczyna się kobiercami przebiśniegów na klifie między drzewami w miasteczku – bielą się z daleka, nie sposób ich nie zauważyć. Kwitnące w kwietniu na biało śliwy przy wejściu na plażę w Niechorzu – całe oblepione kwiatami wyglądają jak szalone. Potem dołączają fioletowe bzy. Coraz więcej jest dni, że możesz ściągnąć buty, aby iść po piasku na boso, że możesz czasem schować do kieszeni czapkę a i kurtka bywa zbędna. Zdumiewają zielone tarasy pod ruinami kościoła w Trzęsaczu, które w ryzach właściwie trzymają ostatnią ścianę. Pomyśleć, że ten kościół stał kiedyś dwa kilometry od morza…W kwietniu gdy trawa nabiera intensywnego koloru i zakwitają na tych dziwnych potężnych schodach – jak dla olbrzymów – kwiatki mniszka lekarskiego ( powszechnie nazywanego mleczem) w świetle promieni słonecznych jest to prześliczny widok. Zbocza porośnięte są drzewami, które nie mają jeszcze liści, ich gałęzie tworzą powyginaną plątaninę i zarazem jest to ciekawe tło. Kwitnące żółte kwiaty mniszka lekarskiego jak drobne punkciki rozweselają te nienaturalnej wielkości zielone schody po, których nikt nie chodzi, bo chodzić po nich nie wolno. Te schody mają inną funkcję, one bronią tych historycznych murów kościoła i nikt nie wie i nie daje gwarancji , że uda się je obronić przed morskim żywiołem. Człowiek uparł się i zaangażował swoją mądrość, inteligencję i wiedzę i walczy już tyle lat… Zachody słońca są powtarzające się, ale i takie niepowtarzalne, których jeszcze nie widziałam, a przecież naoglądałam się ich już tak wiele. A woda w morzu? Ma jeszcze temperaturę dobrą do hartowania, czyli poniżej 10 stopni Celsjusza. Najlepiej wchodzić do morza parę razy dziennie….Przecież to zdrowe, choć ludzie w to nie wierzą. A ja już wiem, że tak jest… Marzanna Leszczyńska

Pokój z wiosennym widokiem na morze Dowiedz się więcej »

GRATULACJE!!!!!!

Witam Panie Marku – nie znamy się – ale fajne jest to , że rozmawiamy ze sobą za pomocą genialnych zdjęć – Pana autorstwa. W zasadzie to mnie nie ma w tym świecie – w tej rozmowie – postrzegania przyrody. Ja tylko obserwuję i widzę – i niezwykle się cieszę każdym Pana porankiem czy zmierzchem. Ważne w życiu jest coś widzieć inaczej. Nawet nie wie Pan jak zazdroszczę tego talentu – tej inności postrzegania tego co nas otacza – piękna natury, przyrody. Dziś napiszę krótko – „CHÓREM BRAWO !!!!” Dla krótkiej informacji – w dniu 20 kwietnia 2024 roku Pan Marek Kaźmierski został przyjęty do Związku Polskich Fotografów Przyrody – numer legitymacji – 3035. Nie znam się absolutnie na hierarchii tego wyróżnienia – ale, dla mnie jest to coś – jak napisanie doktoratu i jego obrony z wyróżnieniem jakiejś kapituły – która nadaje ten stopień. A może to praca habilitacyjna ? Wiem jedno- to nie tytuł z Collegium Humanum, gdzie za pieniądze można było wszystko kupić. Chciało by się powiedzieć – „ Wszystko na sprzedaż” Ale talentu, geniuszu nie da się sprzedać – trzeba go mieć. A w Pana przypadku – jest jeszcze niezwykła skromność i prostota. Dlaczego ? Zacytuję słowa naszego bohatera…. „Jestem kompletnym amatorem jeśli chodzi o fotografię. Nigdy się tego od nikogo nie uczyłem i do wszystkiego doszedłem sam metodą prób i błędów jak to się mówi. Każde wyjście w plener to nauka. Wiele godzin spędzonych w lesie, nad rzeką i gdzie tylko się da. O różnych porach dnia miesiąca i roku. To bardzo pomogło mi w robieniu zdjęć. Przede wszystkim obserwacja natury. Przygoda z fotografią zaczęła się od pierwszego aparatu oczywiście. A dostałem go na komunię…. (hahah) . Tak mną to zawładnęło, że trwa to do dzisiaj. Jednak nie zawsze robiłem zdjęcia. Przede wszystkim praca, a jestem mechanikiem samochodowym. Wiele lat mieszkałem za granicą, bo jakieś 17 lat – Szwecja i Irlandia. To właśnie tam ta tęsknota za Polską rozbudziła we mnie pasję do fotografii. Obecnie to już jest bardziej obsesja jak pasja…. (hahah) . Wszystko co żyje jest piękne, a ja mam do tego ogromny szacunek. To wpoiła mi mama. Kocham podróże i ludzi, których poznaję podczas moich wypraw. Wciąż szukam swojego stylu w fotografii. Myślę jednak, że nigdy go nie znajdę, bo interesuje mnie wszystko. Teraz akurat zaczynam zabawę z portretem. Fotografia to studnia bez dna. Tysiące możliwości”….. …..„Urodziłem się z przekleństwem jakim jest pamięć fotograficzna. To bardzo pomaga, ale teraz kiedy fotografuję to aż przeszkadza. Ja wszędzie widzę zdjęcia. Czasem raz spojrzę i już wiem kiedy mam tam wrócić i zrobić dobre zdjęcie”….. ……„W niedzielę jadę na rezerwat w Słońsku, gdzie mam nadzieję zrobić piękne zdjęcia ptaków i jeleni. Oby pogoda dopisała. Także nowego materiału powinienem przywieźć mnóstwo Opiszę swoją miłość do fotografii”…. …..„Teraz najważniejsze są te jelenie, bo jest wielu myśliwych , którzy tylko czekają żeby je powystrzelać. Dlatego usilnie przeganiamy je na stronę parku, bo tam nie wolno na nie polować.. I teraz to zwierzaki są najważniejsze. Sercem zawsze z nimi”…. ……„Dzisiaj powstało wiele pięknych zdjęć, bo taka piękna pogoda była. Sarny dzisiaj wyszły cudowne. Dziękuję bardzo za pomysł z wystawą; …. Ale jeden warunek – Zdjęcia muszą zostać zlicytowane po wystawie i wszystko przekażę na jakiś cel” …..  Na koniec Panie Marku – jesteśmy „ zauroczeni” wspólnie z Panią Marzanną Leszczyńską – pańskim talentem. Mieć taką wrażliwość, jak czucie życia poprzez „ dotyk oka” – to niezwykła sztuka (patrz –https://idealzezgrzytem.pl/2024/03/24/zauroczenie/). Jest Pan niezwykłym człowiekiem – mamy nadzieję, że Ziemia Lubuska z jej stolicą – Gorzowem Wielkopolskim to doceni. Ale jesteśmy absolutnie pewni jednego – że w zbieżności wydarzeń i ich dat ( wybory – II tura i przyjęcie Pana do ZPFP – 21/20 kwietnia 2024 r.) – wygrywa mechanik samochodowy – geniusz fotografii . A Strażak – nowy (stary) Prezydent – może zajmie się w swojej następnej kadencji – promocją tak utalentowanych artystów jak Pan…. w tym naszym pięknym „Lubuskim”. Szkoda byłoby, aby najpierw Pana prace znalazły się na wystawie w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Zobaczymy co będzie. Jeszcze raz Panie Marku „ CHÓREM BRAWO !!!!” . Gratulacje….. Robert Wójcik & Marzanna Leszczyńska Na zdjęciu Marek Kaźmierski -bohater artykułu i autor wszystkich zdjęć kwiatów, które wykorzystałam w klipie pt: „Gratulacje. Marek Kaźmierski” – Marzanna Leszczyńska  Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

GRATULACJE!!!!!! Dowiedz się więcej »

ZABAWA W REŻYSERA

Zdjęcia księżyca MARKA KAŹMIERSKIEGO z Nowin Wielkich stały się iskrą do realizacji pomysłu, który nie dawał mi spokoju już od dłuższego czasu. Gdyby nie te zjawiskowe obrazy „luny”, które utrwalił na zdjęciach Marek Każmierski – niezrealizowany pomysł męczył by mnie jeszcze nie wiadomo ile czasu. Przyznam się, że to prawdziwe tortury tkwić w takim stanie. I powiem nieskromnie, że frajdą jest zabawić się w reżysera, wymyślić scenariusz i dać upust swoim tęsknotom, przenieść się z realnego świata do wyobrażeń poprzez „swoją twórczość”. Marzanna Leszczyńska Zapraszam na krótki film z muzyką z niezwykłymi zdjęciami księżyca Marka Kaźmierskiego oraz Pałacu w Mierzęcinie. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Utwór Mika Oldfielda „Moonlight shadow”, który zaśpiewała Maggie Reilly ma ok. 40 lat. Uwielbiałam go w latach 80-tych, wtedy gdy powstał i do tej pory go uwielbiam. Należy do tych, których „nie zarżnęłam” poprzez częste słuchanie, a co stało się z wieloma innymi piosenkami (czasem wyręczały mnie stacje radiowe). Głos Maggie Reilly dla mnie jest prześliczny, ciepły, płynie tak łatwo… Nie bez przyczyny jej imię to Maggie – naprawdę ( really czy Reilly) jest magia i w głosie i pseudonimie artystki – niezwykle trafnie dobrany pseudonim, w sedno, istotę, w punkt. Jest w tym utworze jakiś paradoks, ponieważ nie znając angielskiego, gdy się go słucha – poprzez żwawe tempo utworu, aksamitny, niezwykły, „kobieco dziewczęcy” głos wykonawczyni zawsze miałam przekonanie, że jest to radosna piosenka. Tymczasem tak nie jest – jej treść, słowa mówią o tajemnicy, pistolecie, niezrozumieniu czegoś makabrycznego, modlitwie – jednym słowem jest w niej mrok. Zresztą oryginalny teledysk też o tym opowiada: jest w nim pałac, kareta, a to co współczesne miesza się z tym co było 100 lat temu, połączenie różnych dziwności. Zupełnie jak w Mierzęcinie i w historiach opowiadanych przez dr Roberta Wójcika, które opracowujemy już czwarty rok. Wszystkie można przeczytać na http://www.idealzezgrzytem.pl, a zakładka ma tytuł ” Mierzęcin według wspomnień dr Roberta Wójcika”. Fotografie księżyców Marka Kaźmierskiego to moja kolejna fascynacja. Wilczy księżyc, zimowa pełnia, z widocznymi kraterami – atlasowe, półksiężyce, wyraźne, rozmyte, z chmurami czy bez, fotografowane przez gałęzie, żółte, białe, szare, kontrastowe, uchwycone i przyłapane w zaskakujących pozach na tle gałęzi robią na mnie wrażenie – nie ukrywam. Przyszedł czas, że dojrzałam do wykonania własnej wersji teledysku do tej pierwszej, wyjątkowej, niepowtarzalnej wersji utworu „Moonlight shadow”. Było to wtedy, gdy w lutym 2024 roku spędziłam urodzinowy weekend w Pałacu Mierzęcin. Był piątek, godzina już po 18 nastej, ciemno-wiadomo. Sama jechałam samochodem, musiałam zdążyć na umówioną kolację, gdzie na mnie czekała reszta towarzystwa, a właściwie już się niecierpliwiła moim spóźnieniem. Był to akurat czas ” wilczego księżyca”. Droga z Dobiegniewa do Mierzęcina stała się przepiękno- straszna. Przestał padać deszcz, nie śnieg , wiatr czasami zawiewał i miałam wilczy księżyc za towarzysza podróży, który wyraźny z ruchomymi chmurami, dobrze przez niego oświetlonymi sobie był i zaglądał przez szybę lewej strony samochodu. Ten odcinek ma drzewa, lasy, wąskie drogi, zakręty i to stanowiło tło mojego towarzysza podróży, bacznego obserwatora mojej trajektorii ruchu samochodu, który płynął równolegle. Ten niedługi odcinek tym razem zaczął mi się dłużyć, pojawiło się pragnienie, aby już dojechać do celu z jednej strony, ale z drugiej była to tak piękna chwila, że też chciałam, aby trwała. Nie opuszczało mnie uczucie strachu, lęku przed niebezpieczeństwem, ale jednocześnie było to jak udział w jakimś filmie, thrillerze, jakbym miała odkryć jakąś tajemnicę, jakbym była detektywem w Anglii. Zaparkowałam samochód na parkingu, przed szybą miałam gąszcz drzew, krzaków z dziką dróżką, która wiodła w kierunku cmentarza nowego i starego – poniemieckiego, mauzoleum rodu von Waldow, a on – towarzysz podróży- wilczy księżyc zawisł w miejscu i przyglądał mi się. Wyciągnęłam walizkę. Wokół mnie nie było żywego ducha, ciemno, słabe światła , właściwie punkty świetlne, które nieudolnie oświetlały dojście od tyłu do „Destylarni”, gdzie czekała na mnie kolacja i rodzina. Chyba podeptałam jakiś trawnik i wtedy pod nogami coś mi błyskawicznie przebiegło z rozdzierającym zwierzęcym piskiem, zrywając się nagle – przerywając gwałtownie panującą wokół ciszę. Serce podeszło pod gardło, ale bardzo szybko łagodnie opadło na swoje miejsce. To był tylko kot, którego nadepnęłam w ciemności. Tak zrodziła się wersja mojego teledysku do ulubionego, starego utworu Mika Oldfielda „Moonlight shadow”, właściwie całkowicie „Wyssana z palca”, która powstała z trzech powodów: fascynacji utworem muzycznym, fotografiami księżyców Marka Kaźmierskiego i urodą Pałacu i jego historii, którą poznaję dzięki opowieściom dr Roberta Wójcika. Marzanna Leszczyńska (2017 rok na balkonie Pałacu w Mierzęcinie)

ZABAWA W REŻYSERA Dowiedz się więcej »

ZWYKŁY MYŚLIWY ?

Poniższy audiobook jest fragmentem tekstu o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie według wspomnień dr Roberta Wójcika, który ukazał się 30.05.2021 r. pt: ” Mierzęcin – to co zaciera czas” http://wandamilewska.pl/?p=13107. Bajeczne fotografie natury – jak nie z tej ziemi – są autorstwa Marka Każmierskiego z Nowin Wielkich i przedstawiają piękno regionu lubuskiego. Część zdjęć jest mojego autorstwa. Cały materiał poświęcamy Śp. Stefanowi Jodłowskiemu – myśliwemu, który zapisał się swoim wyczynem w „myślistwie artystycznym”. Są takie chwile, gdy łzy spływają z oczu – a krtań przełyka smutek. Śmierć każdego człowieka umniejsza nas – piszę o ludziach. Stajemy się coraz bardziej samotni ze swoimi wspomnieniami… stajemy się bardziej ubodzy. Niedługo już nikt o nas nie będzie pamiętał. Ale ja dziś – pamiętam – mimo tego, że już coraz bardziej się zbliżam do zachodu słońca. Pamięć ucieka. Ale najważniejsze w życiu – to spotkać zwykłego człowieka – dobrego. Niezwykle to mnie dowartościowało – podbudowało – nie przesadzę teraz – dało mi nowe życie. To są takie chwile w życiu, które człowiek pamięta do końca swoich dni. Panie Stefanie – dziękuję…. Spotkałem – w zasadzie „dotknąłem”, doświadczyłem tego dobra– tego nowego życia- tej wyjątkowej chwili. Bohaterem – reżyserem był „zwykły człowiek” – dla mnie człowiek o niezwykłym sercu i wrażliwości. Piszę teraz i wspominam Śp. Pana Stefana Jodłowskiego ze wsi Mierzęcin. Odszedł od nas w dniu 3 kwietnia 2024 roku. Czy odszedł ? – chyba nie – raczej na pewno nie – dlaczego? Bo będziemy go pamiętać – zawsze…. Życie to dobre uczynki – tak nas odbiera Bóg – nie ludzie. Ludzi rozliczają – sąsiedzi , przyjaciele, czasami rodzina. Ja nie byłem przyjacielem Śp. Pana Stefana Jodłowskiego – ale On zrobił dla mnie i dla przyrody coś dziwnie niepojętego w dzisiejszym świecie – uratował życie. Panie Stefanie – ma Pan otwarte wrota. Mickiewiczowski Wojski gra dziś w niebie na swym rogu – oznajmiając nie to wielkie polowanie na niedźwiedzia – tylko to, że jest tam Pan… Nikt się nie pyta dlaczego. Jestem tego pewien. Nawet nie wie Pan jak Panu zazdroszczę tej prostoty życia i szczerości – tych dobrych uczuć – Pan je miał. Każdy ma wady i jakieś grzechy. Pytam się dziś – a dlaczego tak pięknie pożegnaliście drodzy mieszkańcy Mierzęcina, przyjaciele od strzelby , starzy znajomi, myśliwi, koledzy, koleżanki, leśnicy – nie wspomnę o rodzinie ? Odpowiem Wam tak – Wielkość człowieka polega na jego dobrych czynach. Dziękuję Wam za to pożegnanie z całego serca. Wysłałem tam „Dobre anioły” – przepraszam – nie mogłem tam być. Ale mój „ dobry duch” był – były moje myśli i pamięć. Tym moim „dobry duchom” – dziękuję – to taki znak z nieba- nie dla mnie, ale dla Pana Stefana. Ksiądz i jego szata – to kazanie …. Wzruszyło mnie do łez….. ta piękna prostota …. Bez patosu – ale sama mądrość i szczerość. Pan Śp. Stefan Jodłowski był wyjątkową postacią w moim życiu. Każdy człowiek pamięta pewne chwile, takie dziwne sytuacje i zdarzenia, które pamięta od dzieciństwa – ja mam jedne – to „niezwykłe polowanie”. Tak – jest takie powiedzenie – „serce – to samotny myśliwy”. Ale żeby być takim myśliwym – i wykonać tej jeden strzał – trzeba mieć „namaszczenie od Boga” Było w Nim coś z naszego „Sienkiewiczowskiego” pułkownika Wołodyjowskiego – on miał szable i kunszt jej ruchów – ale nie zabijał – ranił głównych bohaterów Trylogii – doprowadzał ich do nawrotu na dobrą ścieżkę życia. Pan Stefan – był jego postury – bardzo podobny – ale chyba przewyższył jego kunszt. Bo miał oko „Boga” – jak ktoś nie wierzy – niech wysłucha opowiadania opartego na faktach. Są i żyją do dziś świadkowie tego niezwykłego wydarzenia. Cóż – Różnica jest między tymi bohaterami jedna – jeden jest znany – drugi … nieznany, normalny, zwykły człowiek – ale dla mnie Wielki….. Panie Stefanie – Dziś ktoś gra na rogu myśliwskim w niebie …. Ale to nie sygnał do polowania. Pan już polowanie wykonał. Cieszy się i Bóg i ja ze swymi wspomnieniami o Panu. Kiedyś się znów spotkamy…… I to koniec wspomnień o „zwykłym człowieku”. .Robert Wójcik Marzanna Leszczyńska

ZWYKŁY MYŚLIWY ? Dowiedz się więcej »

Phuket, czyli o tym co się nosi na słynnej plaży (2024)…

Zapraszam na krótki film z muzyką i fotografiami z plaży. Inspiracją byli ludzie, kolory, plaża. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazku poniżej uruchomi film. W Tajlandii jest wiele dziewiczych plaż. Na Phuket jest takich wiele i zdarzyło mi się spędzić na takiej 3 dni w marcu – oczywiście pogoda jak u nas w lipcu, tylko dzień szybciej się kończy. Plaża, słońce, woda, fale, bujna roślinność to jedno – warte osobnych refleksji. Krótko – słońce, optymizm i radość udziela się ludziom, po których to widać. Jak mówią: Tajlandia to kraj produkcji ubrań. Rzeczywiście, będąc tutaj wiele ciuchów chce się kupić, tym bardziej, że ceny są niskie. Będąc na plaży nie sposób zachwycić się ubiorami ludzi tam przebywających – choć paradoksalnie ludzie tu są … rozebrani (nie całkowicie). Często bywam na plaży nad Bałtykiem, ale to przepaść estetyczna. U nas dominuje decathlon i mało jest polotu. Można rzec u nas taka jedna, a tam na Phuket tysiąc. Niby mało potrzeba, aby iść na plażę, ale kostium kąpielowy, kapelusz, pareo muszą być. Daje się tutaj zauważyć piękno i kolory plażowej mody, która na tle zawsze błękitnej wody, lazurowego nieba i beżowego piasku oświetlonego słońcem konweniuje idealnie i ściąga uwagę. Żywe kolory i piękne desenie są tutaj bardzo popularne. Hitem jest pomarańcz i intensywny żółty kolor – prezentują się przepięknie i wesoło. Panie w różnym wieku paradują boso po plaży w strojach i mają ramiona przykryte cieniutkimi chustami w przeróżne wzory, pokazując nogi i opalając je. Na głowach kapelusze z małymi rondami, panowie noszą chusty bo głowy muszą być osłonięte koniecznie. Spacerowiczki naszą kobiece sukienki czy spódniczki od, których trudno oderwać oczy. Nawet parasolki przeciwsłoneczne mają przepiękne intensywne kolory. Modne są torby , dobierane do stroju, przeważnie z plecionki w naturalnych kolorach sznura czy słomy. Spacerują pary, które ubierają się tak , że do siebie pasują np. ona ma identyczny kolor góry stroju kąpielowego jak on spodenki albo deseń jej chusty jest taki jak jego spodenki. Popularne są kąpiele w ubraniu – ale odpowiednim, bo słońce jest silne – tak więc są to obcisłe cieniutkie bluzki, w których się pływa i te bluzki mają wzory, z daleka wygląda to jak ciało w tatuażach. Ale to taki tatuaż, który można z siebie ściągnąć. Tak w ogóle to nie ma na plaży ciał wytatuowanych tak wiele jak w Polsce czy Europie, tak samo jak mało jest psów na plaży, za to mnóstwo dzieci. Bardzo popularne są tam robione na szydełku z włóczki topy wiązane na plecach, które noszą tu dziewczyny do spódnic czy spodni, Wygląda to fantastycznie: są czarne, beżowe, białe a nawet kolorowe. Trochę taka moda „dzieci kwiaty”. Oferują je sklepiki w miejscowościach albo przyplażowe stragany w cenie 30 zł. Już w Egipcie widziałam też tego typu swetry patchworkowe z włóczki, czy czapeczki na głowy – popularne wśród kite – surferek ba nawet specjalne sklepy z taką odzieżą, ale też ceny w Egipcie były astronomiczne w porównaniu z Tajlandia. Ciekawe, czy nad naszym Bałtykiem w tym roku będzie podobnie? Marzanna Leszczyńska  Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

Phuket, czyli o tym co się nosi na słynnej plaży (2024)… Dowiedz się więcej »

Być jak – Andie MacDowell

Taka jest prawda – „nie musisz być młoda, aby być piękną” Witam Serdecznie – jestem mężczyzną – ale wczuwam się dziś w rolę kobiety – jej myśleniem na temat mody i jej trendów… Ale zacznę inaczej – toczy się dyskusja na temat zmiany nazwy Gorzowa Wielkopolskiego – na inną nazwę. Jest wiele różnych propozycji – Gorzów, Gorzów nad Wartą, Kobyla Góra, Gorzów Przystań…. A ja proponuję inną nazwę – San Escobar – to już nie miasto – ale jakieś państwo – a wymyślił je, nie kto inny – tylko Minister Spraw Zagranicznych (Polak) – mówiąc o tym „kraju” – „ mieście” na forum ONZ w Nowym Jorku – dokładnie 10 stycznia 2017 roku. Jeżeli ktoś nie wierzy co opisuję – proszę – niech sprawdzi. Ja jako Wielkopolanin – popieram zmianę nazwy – ale nie z powodu historycznego – tylko z racji tego , że wstydzę się bardzo – że Gorzów w swojej nazwie ma przymiotnik – „wielkopolski”. Nie chcę rozmawiać czy polemizować z decydentami, naukowcami, dziennikarzami związanymi z Gorzowem Wielkopolskim – chcą zmiany – niech mają. Ale proponuję taką światową nazwę – a co – z grubej rury! – wszak macie wspaniałą wieżę Eiffla – tzw. pająka – no i ta nowa nazwa będzie Wam pasować – „ogarniecie świat” – będziecie już wtedy słynni… No już jesteście – chociażby w sejmie – gratulacje. To takie światowe – wszak macie takie aspiracje do lansowania mody w Gorzowie Wielkopolskim – Wróć ! – już teraz mówimy o „San Escobar” – ja jako Wielkopolanin już do Was się nie przyznaję… Cóż ja – jako facet mam powiedzieć ? Chyba tylko tyle, że odnalezienie piękna kobiet w obecnej kulturze gloryfikującej przede wszystkim modę, szpan i kluczący za nim biznes – nie jej młodość, czy dojrzałość, czy starość – jest jakimś ogromnym niedopatrzeniem jej urody i inteligencji – jej dojrzałości. Ona – kobieta – może być „wyzwaniem”, ale dziś – w świecie mediów i fleszy , czy błysków aparatów i po chwili megafonów – a potem na „forach komputerów” w naszym domu, czy na tzw. komórce (fb….) – nie jest to jakimś dobrym zwiastunem. Tak mi się wydaje. Jej życia jest smutne i … Smutne jest to, że nie mamy innego wyboru – upokarza się. I chyba toczy się wewnętrzna dyskusja w jej myślach – dlaczego? Jeśli chcemy być „na siłę” szczęśliwi – to szczęście jest naszym nieszczęściem. Chyba żadna kobieta nie zadała sobie tego pytania? To takie „lustro” w wodzie – dziś jest dobre -bo nie ma wiatru – a jutro jest zamazane – bo jest wiatr. Ale ten „czas” oglądania w lustrze – jest cenny i nie można go marnować – ono jest Jej twarzą. Zmarszczki na czole czy policzkach, siwe włosy – mogą być piękne. Ale to wiele aspektów dojrzałości kobiety, które są niesamowicie urodziwe, ale czasami to pojęcie jest bardzo upokarzające i przykre. Nie oglądaj się za siebie, chyba że chcesz zobaczyć, jak daleko zaszłaś? Wierz mi -ludzie Cię ocenią. Ktoś by powiedział – A po co to pytanie? Chyba każda kobieta podejmuje temat starzenia się i otwarcie mówi o tym (oczywiście w swoich myślach), co sądzi o „społeczeństwie mającym obsesję na punkcie młodości”. – Czy odnalezienie piękna dojrzałych kobiet jest sztuką czasu? Trzeba to tylko czuć i być normalnym jak tykanie zegara. Czas jest cenny i nie można go marnować, a jest tak wiele aspektów dojrzałości, które są. Nie oglądaj się za siebie – patrz na to co dziś i jutro. W kontekście starzenia się nie używaj słowa „akceptacja”.–To sugeruje, że z dojrzałością jest coś nie tak. Ja starzenie się – afirmuję. Nie odmładzam się na siłę, nie staram się wyglądać młodo, tylko zdrowo – być ciekawym. Ktoś kiedyś zapytał mnie, jak to jest tracić piękno? Oburzyłem się. Utarło się, że mężczyźni z wiekiem stają się bardziej interesujący, a My – kobiety – wręcz przeciwnie. To szkodliwy stereotyp, w który kobiety uwierzyły. Trzeba zmienić ten sposób myślenia. Nie musisz być młodą, aby być piękną. Wiek nie jest przeszkodą. Nie musimy gonić za młodością, wszyscy powinniśmy cieszyć się każdą chwilą naszego życia. Wiek – jest w głowie – nie w ciele. A na koniec – to najważniejsze – od pewnego czasu – ktoś lansuje dziwną modę – typową dla „San Eskobar” – zaznaczam – przy oklaskach włodarzy tego miasta „ może państwa”, mediów i innych „poetów”. To jest pokazane na „fb” – muszę powiedzieć jedno – jest to niesmaczne- to mało powiedziane – niezjadliwe nawet wtedy kiedy się jest bardzo głodnym. Jeśli się mylę – przepraszam. To moje odczucia – nie tylko moje – i nie będę przytaczał wielu postów na temat tych obrazów, które widziałem. Najlepsze jest to, że jakaś osoba napisała, że to „poezja” – Droga osobo – Mickiewicz i Słowacki dziś wstali z grobu i każą się puknąć w głowę – ale tak konkretnie. Proszę nie wypisywać takich bzdur. Jaka moda ? – o taka – jak na zdjęciach poniżej – „operetka” z klakierami… Chce się powiedzieć jedno – szybko – byle szybciej i bez smaku – zaspokoić głód – tak jak szybko zjedzony – podły hot dog na stacji benzynowej. Więcej kolekcji – to większy zysk. Cały czas się zastanawiam – czy „etyczna” moda jest możliwa ? – chyba nie w Gorzowie Wielkopolskim – ale w „ San Eskobar” – tak. A ja wolę patrzeć na zdjęcia Andie Mac Dowell (lat 65 , siwe włosy)- Dlaczego? Bo jest naturalna – szkoda tylko, że nie urodziła się w Wielkopolsce. No cóż – wszystkiego nie można mieć – ale Wy – Gorzowianie teraz jak będziecie mieli w nazwie „ San Eskobar” – świat należy do Was. Życzę Wam wszystkiego najlepszego – przede wszystkim – „ dobrego smaku…..” Rafał Wilk

Być jak – Andie MacDowell Dowiedz się więcej »

Umiłowanie szarości czyli „patodeweloperka” w Gorzowie Wielkopolskim

Poniższy tekst Gorzowianina jest refleksją nad budowami w Gorzowie Wielkopolskim, które zaczynają przerażać. Myślę, że gdyby kandydat na prezydenta oświadczył, że pieniądze przeznaczone na makulaturę związaną z plakatami w ilości przekraczającej zdrowy rozsądek i pokazujący brak szacunku dla drzew i środowiska przyrodniczego nas otaczającego – przeznaczył na odnowienie elewacji zabytkowej kamienicy ( pewnie nie jednej) to roztopiłby niejedno serce. Zapewnienia wyborcze i obiecanki – kto w nie dzisiaj uwierzy? Może i dobrze, że tylko niektórych kandydatów stać na tyle plakatów, jak wielki wydawał by się ten, który by z nich zrezygnował, na pewno byłby wiarygodny. Marzanna Leszczyńska Nikołaj Tracz (lat 30) Przejeżdżając przez gorzowskie Wieprzyce, jeszcze jako kawaler snułem plany, że kiedyś to właśnie tam będę mieszkał ze swoją rodziną. Zachwycały mnie te domy u zbocza rezerwatu przyrody „Gorzowskie Murawy”, wiejska sielankowość tej dzielnicy miasta, która wynikała z faktu, że do lat 70 -tych Wieprzyce były „pod gorzowską” wsią. Na zabudowę Wieprzyc składały się: przedwojenne domy jednorodzinne, większe przedwojenne domy wielorodzinne, niskie „szeregowce” zwane potocznie „tarasowcami”, oraz domy jednorodzinne z lat 80 -tych, 90-tych – świeżo wybudowane. Architektura była spójna, stare łączyło się z nowym w naturalny sposób, co czyniło tę dzielnicę jedną z bardziej atrakcyjnych w Gorzowie. Jakoś w 2021 dowiedziałem się, ze w miejscu starego tartaku, pomiędzy jednorodzinnymi domami będzie budowany nowoczesny blok – zareagowałem na tę wiadomość entuzjastycznie, pomyślałem że skoro nie dom to kupię sobie mieszkanie w dzielnicy, która zawsze mi odpowiadała. Czar prysł, gdy zajechałem podpatrzeć jak idzie budowa. Ogromny blok w sąsiedztwie domów jednorodzinnych nie wydawał mi się już atrakcyjnym miejscem do życia. Końcowo, powstały dwa wielkie bloki, a pomiędzy nimi jeszcze dwa mniejsze położone prostopadle do nich. Nie wiem jak coś takiego mogło przejść, przecież są jakieś wytyczne przy zagospodarowywaniu terenu przylegającego do zabudowanego już dużo wcześniej terenu. To po prostu nie wygląda. Długo się zastanawiałem, dlaczego ludzie w ogóle chcą mieszkać w tak gęstych zabudowaniach? Odpowiedź jest stosunkowo prosta – nowoczesność. Jeśli coś jest nowe, dla części społeczeństwa jest atrakcyjne, czym by nie było. Za czasów komuny myślenie było podobne. Wielu Gorzowian mając do wyboru mieszkanie w starej, sypiącej się, przedwojennej kamienicy – a nowym, świeżo postawionym bloku z wielkiej płyty, z radością wybrało drugą opcję. Na podobnej zasadzie – mieszkania w nowoczesnych blokach, budowane na wzór mrowiska, bez zieleni, większych odstępów od siebie – znajdują szczęśliwych nabywców. Problem w tym, że wszystko z czasem się starzeje i brzydnie. Bloki oczywiście można odmalować i odświeżyć – jednak dokopywanie się do fundamentów by zmieniać ich gęste rozmieszczenie to sprawa bardziej skomplikowana, nierealna. Póki o atrakcyjności osiedla będzie przemawiać do mieszkańców jedynie krótkoterminowa „nowość”, gęstych osiedli będzie przybywać. Deweloperzy wiedząc że czego się nie wybuduje, to i tak zostanie sprzedane, będą budować budynki jeszcze gęściej, z jeszcze mniejszymi pasami zieleni. Najgorsze w tym jest to, że wszystko dzieje się przy oklaskach ze strony władzy miasta. Choć niektórym może się to wydawać niemożliwe, to rzeczywiście tak było wtedy, że nawet największe komunistyczne wieżowce gdy powstawały, uważane były za nowoczesne i piękne. Takie myślenie kreowały powstające wtedy popularne filmy. Teraz, pół wieku później otacza je duża przestrzeń oraz wysoki drzewostan. Tak maluje się obecnie dawne szare i puste „Osiedle Staszica”. Dla kontrastu, proszę wyobrazić sobie nowoczesne „Osiedle Europejskie” za 50 lat, gdy nadgryzie je ząb czasu. Czy również znajdą się chętni do mieszkania w tak gęsto zabudowanym osiedlu, gdy budynki nie będą już pierwszej młodości? Czy może dopiero wtedy, gdy tynk będzie się z nich sypał, mieszkańcy zobaczą takie osiedle, takim jakim faktycznie jest? Faktycznie jest czymś na wzór ludzkiego mrowiska… Nie nowość powinna świadczyć o atrakcyjności osiedla, ale jego przestrzenność i sposób zabudowania. Nikołaj Tracz P. S. Na koniec. Schody donikąd przewijają się w obietnicach wyborczych, nieśmiało, bo nieśmiało, ale się przewijają. Tylko, no właśnie ! W mediach mówi się o tym, że prezydent jest już umówiony z deweloperem, który może wybudować w miejscu schodów donikąd apartamentowce ze schodami i zielenią. Bardzo sprytne : wybudują mieszkania w najlepiej położonym terenie miasta, na dodatek zafundują zieleń i jakieś schody, które miały być najważniejsze teraz będą jakimś elementem dla zamydlenia sprawy i uzyskaniem zgody mieszkańców . Kto uwierzy w to, że z czasem teren po schodach donikąd nie zostanie zabezpieczony, aby nie błąkał się tam nikt pod oknami mieszkańców nowych apartamentów. Gorzowianom nie o to chodzi. Teren ma być pozostawiony bez budynków mieszkalnych. Takie były obietnice – przypomnijmy – miała być kawiarnia, palmiarnia, zieleń i schody dla spacerowiczów – wszystkich mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego, bo tak było w historii schodów donikąd ( Tam poznałem swoją żonę, na schodach donikąd). Czy Gorzowianie zdają sobie z tego sprawę ? Nikołaj Tracz  Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

Umiłowanie szarości czyli „patodeweloperka” w Gorzowie Wielkopolskim Dowiedz się więcej »

Witold Gadowski w Gorzowie Wielkopolskim

17 marca 2024 roku w hotelu „Mieszko” przy ulicy Kosynierów Gdyńskich odbyło się spotkanie mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego z Witoldem Gadowskim. Frekwencja dopisała. Przybyło około 300 osób. Po spotkaniu dziennikarz i poeta odpowiadał na pytania przybyłych na spotkanie Gorzowian i składał autografy w swoich książkach i na plakatach. Pan Andrzej Dominak udostępnił nagranie dźwiękowe z tego spotkania i zgodził się je opublikować. Dziękujemy za ten gest. Dzięki temu, Ci którzy nie mogli przybyć w terminie mogą w nim, po czasie w pewnym sensie też uczestniczyć. Marzanna Leszczyńska  Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

Witold Gadowski w Gorzowie Wielkopolskim Dowiedz się więcej »

Zauroczenie

Jest mechanikiem samochodowym. Dobrym mechanikiem – tak mówi o sobie. O samochodach wie już wszystko, każdy samochód potrafi naprawić. Ma wielu uczniów, którym przekazał swoją wiedzę, a zajmuje się tym 31 lat i czuje, że się na tym polu „wypala”. Mimo tego, że czasu brakuje, bo często jest pod ręką nawet 100 samochodów ciężarowych, czekających na szybkie usunięcie defektów – znajduje czas, aby wyjść w plener i zrobić fotografie, które magnetyzują oglądających. W szczytowej formie na profilu fb Marka Kaźmierskiego jest 750 000 ( siedemset pięćdziesiąt tysięcy) obserwujących. Fotografia to Jego pasja, jeszcze nie do końca zgłębiona – jak twierdzi, dużo jeszcze może się w tej dziedzinie nauczyć. Nie ma ukończonych szkół dla fotografów, jest sam dla siebie nauczycielem, a poznanie sprzętu, którym dysponuje zajęło mu trzy lata – i jak mówią Jego znajomi – „ gra na nim jak na gitarze ”. Mnie powaliły na kolana zdjęcia naszego regionu lubuskiego, który na jego fotografiach wygląda jak najpiękniejsze rejony świata. Wiele jego zdjęć było dla mnie niczym rażenie piorunem. „ Jelonki ” Marka Kaźmierskiego (tak nazywam w skrócie fotografie rogatych zwierząt) zostały wyróżnione na konkursie międzynarodowym. Na tle innych prac kolorowych, egzotycznych zwierząt były dla mnie zjawiskiem, wyróżniały się niewinnością, po prostu wyciskały łzy i chciało się je przytulić, odwdzięczyły się fotografowi i przyjęły niezwykłe pozy. Na tym konkursowym zdjęciu słyszę ich mowę, widocznie – nie tylko w Wigilię zwierzęta mówią”. Gratuluję ! Życzę, otwartych wrót do dalszych sukcesów, rozwoju talentu. Tekst poniższy dr Roberta Wójcika jest prezentem – od mężczyzny dla mężczyzny. Dwóch Panów, którzy mają nietypowe połączenia talentów – każdy innych – ale też mężczyzn obdarzonych dużą wrażliwością. Zapraszam na krótki film, który prezentuje niezwykłe fotografie Marka Kaźmierskiego z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Wszystkie fotografie w klipie wykonane zostały przez Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich i są to zdjęcia regionu lubuskiego. Dr Robert Wójcik „ Zauroczenie” Ktoś kiedyś powiedział (prawdopodobnie wybitny amerykański fotograf i dokumentalista – Neil Leifer (ur. 1942 r) – „Czasem najtrudniej jest zrobić najprostsze zdjęcie” . Panie Marku – powiem krótko – Panu się to udało. To jakiś czar – urok – jednym słowem – „ Zauroczenie”. Mamy ogromny talent na ziemi lubuskiej – Pana Marka – z Nowin Wielkich. Może geniusz – dla mnie tak. Wiem jedno – już niedługo doceniony – jeden z polskich fotografików, jakiego poznałem przez jego „sesje zdjęciowe” – co ważne z mojego kochanego „Lubuskiego” – blisko Gorzowa Wielkopolskiego. Panie Marku – „chapeau bas”. Nie znam Pana – ale wiem jedno, że jest Pan człowiekiem, który rozmawia z przyrodą, z życiem – ją (i je)… kocha tak jak Jego Ona (przyroda) i tak jak nasze szare życie. Widzi tak wiele, więcej niż inni i potrafi z tego zrobić swoisty obraz – piękna – prostoty i naturalności naszej powszedniej widzialności – naszej dziwnej historii życia. Dobrą i smaczną kromkę chleba naszego powszedniego – doskonałej w smaku – o której marzymy – która była naszym pragnieniem z dzieciństwa. Ten chleb jest wypieczony w piecu naszych babć czy dziadków (to przenośnia …) – a okrasą jego jest masło swojej roboty. No i oczywiście musi być sól. Do smaku – czy to prawda o naszym życiu ? Tak – sól dodaje prawdę naszego życia…. Pan Marek widzi co mówią rośliny, pejzaże, jego jelonki , czy jelenie lub sarny, ptaki, łabędzie, kaczki, wiewiórki, drzewa, śnieg czy deszcz, zasuszona gałązka drzewa, droga w lesie, kołki w płocie, balot słomy na polu i ptaki…. , nasz kochany bocian, zabłocona droga, czy odbicia w tafli wody – takie „reymontowskie” czy „malczewskie”. To pejzaż naszego życia… czasami smutny, powszedni, ale mimo wszystko dowartościowujący wszystko to, co nas otacza w tym dziwnym świecie. On widzi szum wody, ptaki na niebie, zachodzący wschód słońca, czy pełnie księżyca. Maluje obrazy naszej codzienności. Rozmawia z życiem, przez swoje dziwne, niepokalanie piękne i mądre sesje zdjęciowe. Rozumie co to cuda natury, które chcą mu coś powiedzieć. Nie wiem co one mu mówią – może to tajemnica …Może Pan ją nam zdradzi ? Pani Marku – muszę jedno powiedzieć – nawet taki człowiek jak ja, który nie ma pojęcia o fotografii – przeciętny obywatel „Kowalski” w naszym kraju – dzięki Panu poczuje i zobaczy więcej. To jest dla mnie eliksir życia – a mam już siwe włosy na głowie, a zegar jest już daleko po 18.00…. Pan Marek ma niezwykłą wrażliwość i uczucia, szacunek dla nich – do wszystkiego. Ma swoją receptę – intymności i anonimowości – skromności – idealny szacunek dla prywatności – do przyrody czy klimatu, tego co nas otacza i w czym żyjemy – do naszego życia – zwyczajnego człowieka. Jest dyskretny i cichy – nikogo nie chce urazić, czy skrzywdzić wejściem swoimi buciorami w czyjeś życie czy środowisko. Nie wiem kto Pana tego nauczył ? A może ma Pan kontakt z diabłem i kupił Pan Swoje umiejętności ? – tak jak mickiewiczowski „ Twardowski” ? A może ma Pan kontakt z „Dobrym Bogiem” który dał ten dar – dar niezwykły – „dotykać okiem… – i nikogo nie ranić” – „zauroczenie życiem” – nie mówiąc o swoim oku – takim delikatnym dotyku. To niezwykła umiejętność w tym co Pan robi – to sztuka z najlepszymi aktorami, genialnym scenariuszem i „ oskarowym reżyserem”. Panie Marku – czy zdradzi Pan swoją tajemnicę … A może lepiej dla świata, aby nie zdradzać ? – nie wiem…. Wydaje mi się, żeby tą „magię” zachować dla Siebie. Pana zdjęcia – to nie fotografia na kliszy czy w komputerze. Te zdjęcia pokazują ogromne szczęście, radość, rozpacz, smutek, nostalgię, przemijanie czasu. Interpretujące w dziwny i bardzo artystyczny sposób nasze życie. Pan pokazuje nasze czasy – ja to widzę – i tylko mam nadzieję, że inni to widzą i czują. Praktycznie codziennie od roku delektuję się o poranku, czy wieczorno-nocnymi sesjami zdjęć Pana autorstwa. To uczta dla oczu i ducha. Dla mnie osobiście, to takie radosne rozpoczęcie życia – każdego dnia – taki poranek, który jest okazją do rozpoczęcia czegoś od nowa. Chyba wszyscy zauważają, że na ogół żyjemy wpatrzeni jednym

Zauroczenie Dowiedz się więcej »

MIERZĘCIN – TRZECIA ROCZNICA WSPOMNIEŃ DR ROBERTA WÓJCIKA

Pytania …. Trzy pytania do autora wspomnień o Mierzęcinie. Rozmowa z dr R. Wójcikiem. To już trzy lata. – Marzanna Leszczyńska Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu z fotografiami Pałacu w Mierzęcinie we mgle. Brakuje tylko ducha. Ale tę resztę dopełnia nieziemski utwór muzyczny. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na poniższym obrazie uruchamia film. R. Wójcik: Cieszę się poczytnością i zainteresowaniem. Drodzy czytelnicy – BARDZO DZIĘKUJĘ. Mierzęcin – to był taki najlepszy „kawałek” mojego życia zawodowego – nie da się ukryć, że tam zostawiłem swoje wielkie emocje i serce. Te emocje ciągle żyją… , serce jeszcze bije – choć to już „stary zegar”. Praca w tym obiekcie, jego odbudowa i dalsze funkcjonowanie sprawiała mi dużo radości. To była praca trudna i ciężka – ale najważniejsze, że przyniosła efekty. Muszę też powiedzieć koniecznie jedno – miałem ogromne wsparcie od strony inwestorów. To bardzo ważne – w takich sprzyjających okolicznościach zupełnie inaczej się pracuje. Bardzo im dziękuję – mam na myśli inwestorów. Tematów związanych z historią Mierzęcina – jest jeszcze parę – ale nie chciałbym ich zdradzać czytelnikom. Zapewniam , że będą ciekawe i …trochę zaskakujące. Teraz, kiedy już jestem od paru dni emerytem, następuje czas ,aby pewne rzeczy uporządkować i jeszcze trochę „pogrzebać” w historii tego miejsca. Myślę też czasami czy nie wydać tych moich wspomnień w formie książkowej ? Zobaczymy co będzie. Tak – ma Pani rację, że Mierzęcin jest swoistą perłą województwa lubuskiego. Wiem, że obecnie toczy się w mediach dyskusja na temat zmiany nazwy miasta Gorzowa Wielkopolskiego na jakąś inną. To dla mnie osobiście absurdalny pomysł i nawet nie chcę tego komentować. A pałac w Mierzęcinie i jego „Wielkopolscy ” właściciele, którzy zainwestowali w odbudowę tego miejsca i przywrócenie go dzisiejszej świetności – niech będzie przykładem tego, że stolica lubuskiego – niech zawsze będzie miała w nazwie przymiotnik „Wielkopolski”. Jak Pani stwierdziła w pytaniu o ironii losu – coś w tym jest – mój dorobek akademicki też był związany z lubuską krainą, potem doszedł Mierzęcin i praca w gminie Dobiegniew…. Jak by to wszystko podsumować to zebrało by się z 20 lat. A jestem Wielkopolaninem – poznańską „pyrą”. Tak samo jak inwestorzy – dwóch skromnych Panów – którzy zrobili pewnego rodzaju ewenement na skalę niespotykaną w Polsce – ja czułem ich intencje – aby stworzyć coś wyjątkowego – przywrócić historię tego miejsca, przywrócić go żyjącym – w absolutnych detalach – mówię o Mierzęcinie. Czułem ich poświęcenie wtedy – niezwykłe … i czuję je do dziś. A najwspanialsze jest to, że zrobili to bez „rozgłosu kamer” – ta ich „ anonimowość” twórcza była wyjątkowa. No cóż – miłość Wielkopolan do lubuskiego ciągle jest… Robert Wójcik: Oj – porusza Pani tematy niebezpieczne, bo polityczne – a ja polityki nie lubię i nigdy w nią się nie angażowałem. Cóż ja mam powiedzieć – Gorzów Wielkopolski to miasto z niezwykłą historią – położone w niezwykle pięknym i czystym zasobnym w jeziora, rzeki i lasy krajobrazie naszej przyrody. To miasto położone o „rzut kamieniem” do granicy z Europą. To jego niezwykłe atuty. A wady – jest ich parę ,ale nie chciałbym ich za bardzo poruszać. W końcu paręnaście lat byłem w jakiś sposób związany z tym miastem. Dyplomatycznie odpowiem na to Pani pytanie tak – Gorzów Wielkopolski powinien postawić na zdecydowaną poprawę infrastruktury drogowej, komunikacyjnej, kolejowej, rzecznej i szeroko rozumianej gospodarki komunalnej , wodnej, termicznej w kontekście zauważalnych zmian klimatu. Gorzów Wielkopolski powinien iść z duchem obecnych wymagań europejskich – powinien być nowoczesny i globalny w czasie przyszłym. Powinien postawić na turystykę i swoją historię. Powinien promować edukację młodzieży, szeroko rozumianą kulturę ( na dobrym poziomie – a ma zaplecze), dobre, profesjonalne media i przede wszystkim – w prywatny biznes. Gorzów Wielkopolski powinien szukać „inwestorów” – takiej „bazy” – w zakresie nauki, edukacji i rozwoju prywatnej przedsiębiorczości, który przynosi miejsca pracy. Gorzów Wielkopolski powinien słuchać swoich mieszkańców – gorzowian – to miasto musi mieć lobbystów – ale nie z plakatów wyborczych. Jest tam bardzo duży potencjał – do dziś niewykorzystany, od wielu lat niewykorzystany. Ja mam takie wrażenie. Reszta – jak będzie konsekwentny i mądry „włodarz” przyjdzie sama – to tylko czas, który trzeba twórczo wykorzystać – nie trwać – wykorzystać i działać – być skutecznym i twórczym. Co do „developerów” – Pani Marzanno – musi się najpierw zmienić nasze prawo- budowlane, administracyjne i podatkowe. Ono im sprzyja – i to jest problem wszystkich miast w Polsce. Obserwuję to też w Poznaniu. Gorzów Wielkopolski się „starzeje” i wyludnia. Mówiąc o edukacji młodzieży – mam na myśli powstanie tam prężnego ośrodka akademickiego – to „odmłodzi” to miasto – przyciągnie młodych, a z drugiej strony przyciągnie elity. Trzeba też pamiętać o rozwój szkół zawodowych – które chronicznie znikają w Polsce w wielu miastach. Tu by mogła pomóc ta „nielubiana” Wielkopolska i inne sąsiednie graniczne województwa – i na pewno by pomogły. Tego się nie stworzy w parę lat – to 10-20 lat . Ale od czegoś trzeba zacząć -trzeba mieć wizję i być do bólu skutecznym. Gorzów Wielkopolski ma ogromne szanse aby stać się miastem rozpoznawalnym w Europie – ale skutecznie od wielu lat – tej szansy nie wykorzystuje. Nie rozumiem dlaczego ? – Może elitom politycznym odpowiada taka „zaściankowość” i takie życie na uboczu ? – być cicho – więcej nie powiem… A na koniec – jeszcze tak – niech decydenci zapytają się samych Gorzowian – jak widzą wizję swojego miasta ? Niech mi Pani wierzy – doszłoby wiele twórczych pomysłów. A teraz na tapecie jest jakiś pomysł o zmianie nazwy „Gorzowa Wielkopolskiego” na „Gorzów”. Jak śledzę obecną kampanię wyborczą (bardzo miernej jakości), to się zastanawiam, ale smutno i beznadziejnie – tam nie ma nic – inaczej – jest taka zupa „Nic”… Plakat wyborczy – jest tylko plakatem – a lubuszanie już wiele razy dali się nabrać. Niechlubny przykładem jest reprezentant lubuskiego w naszym sejmie. Gorzowianie – zadam Wam pytanie? – jesteście z niego zadowoleni? Co ten poseł zrobił dla Was ? Wydaje mi się, że tylko wstyd. Wybraliście go parę miesięcy temu…. Chluby Wam to nie przynosi …. Drodzy Gorzowianie Wielkopolscy – czas

MIERZĘCIN – TRZECIA ROCZNICA WSPOMNIEŃ DR ROBERTA WÓJCIKA Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry