„Wszeteczni” polscy królowie i książęta…

Tekst dr Robert Wójcik

Walczyli z rywalami, zdobywali ziemie, rządzili mądrze lub niezbyt mądrze. Polscy władcy to nie tylko dostojne postacie z dawnych malowideł. Najwyższa pozycja w państwie pozwalała im luźniej traktować niektóre moralne nakazy i zakazy. Czasem ku zgorszeniu najbliższego otoczenia, czasami za jego przyzwoleniem. Kim byli najbardziej rozpustni władcy Polski?

Postrzeganie władcy w dużej mierze zależało od tego jak go postrzegali jemu współcześni. Jeżeli był lubiany, to patrzyli przez palce na jego wybryki. Król był traktowany jak reprezentacja swojego królestwa. Dla autorów średniowiecznych grzeszność króla ściągała gniew Boga na cały naród. Dlatego czasem niepowodzenia i klęski kraju wiązano ze złym prowadzeniem się władcy.

Z drugiej strony jeszcze starszy był archetyp (pierwotny wzorzec lub pierwowzór postaci, motywu, symbolu czy schematu zachowania, głęboko zakorzeniony w ludzkiej psychice i kulturze, wspólny dla wszystkich ludzi niezależnie od epoki czy miejsca) władcy-ojca narodu. Jego potencja seksualna oznaczała płodność i dobrobyt, a zdolność do spłodzenia dużej ilości potomków pozwalała nawiązywać sojusze z innymi krajami i zapewniała ciągłość dynastii. Władcy Słowian przed chrystianizacją praktykowali wielożeństwo, tak jak wielu starożytnych władców wielkich cywilizacji Bliskiego Wschodu. Dla chrześcijańskich kronikarzy to jednak była praktyka „dzikich” pogan, którą należało wyplenić. To zmieniło się w renesansie. W okresie renesansu posiadanie kochanek nie było aż tak silnie potępianie jak w poprzedniej epoce. Nieślubne dzieci mieli szlachcice, królowie i duchowni. Nierzadko zdobywały one wysoką pozycję w państwie czy lokalnej polityce samorządnego miasta. Ten model był powszechny przede wszystkim na Półwyspie Apenińskim. Wielu papieży nie kryło się ze swoimi romansami i promowało otwarcie swoje nieślubne dzieci. Nie było wcale rzadkością, że same matki pchały następców tronu w ramiona doświadczonej kochanki, która zarazem była szpiegiem królowej-matki. Model dotarł i do Polski wraz z włoskimi nauczycielami królewskich dzieci, a przede wszystkim z dworem Bony Sforzy.

Przymykanie oka na kochanki królów było jeszcze bardziej powszechne w czasach demokracji szlacheckiej. Wobec możliwości wyboru władcy spośród szlachty potomstwo nie było pierwszym jego zmartwieniem. Ważne, żeby nadawał się do zadań jakie w danym momencie stały przed krajem. W XVIII wieku rozwiązłość na dworach królewskich – tym razem głównie na wzór Wersalu – była po prostu w modzie, a faworyty królewskie miały ogromny wpływ na politykę i decyzje personalne władcy.

Średniowieczni władcy Polski byli znani z gwałtownego charakteru, co było uważane przeważnie za dobrą cechę. Do ich wybryków seksualnych kronikarze odnosili się różnie.


Bolesław Chrobry – z pewnością dokonał przynajmniej jednego, szczególnie haniebnego gwałtu na kijowskiej księżniczce, kiedy zdobył to miasto. Był to jednak raczej akt polityczny. Wiemy, że Chrobry był człowiekiem bezwzględnym, raczej okrutnym niż rozpustnym. Przecława , którą zgwałcił i uprowadził jako nałożnicę z Kijowa, odgrywała w konflikcie z Jarosławem Mądrym ważną rolę polityczną. W ten sposób nie tylko zdobył kobietę, której pożądał, ale upokorzył swojego przeciwnika i jego sojuszniczkę. Jako oznakę politycznej bezwzględności czyn ten był chwalony przez kronikarza.


Władysław Laskonogi – nie tylko słynął z rozpusty, ale zginął z rąk dziewczyny, którą prawdopodobnie chciał wziąć gwałtem. Zabójczyni księcia była Niemką i zdecydowanie ich spotkanie nie miało nic z miłosnej schadzki. W późniejszej kronice Jan Długosz , opierając się na nieznanych źródłach, stwierdził wprost, że Laskonogi
był nielubiony z powodu „rozpusty i wszeteczeństw”.

Kazimierz Wielki – to chyba najbardziej znany lubieżnik wśród Piastów. Z całą pewnością wiemy, że miał słabość do wielu kobiet, Jan Długosz (choć nie wiadomo na jakiej podstawie) przypisuje mu nawet tworzenie rozbudowanego haremu . Faktem jest, że jeżeli jakaś pani działała na jego zmysły, to nie miało znaczenia czy była chłopką, mieszczką czy szlachcianką, chrześcijanką czy żydówką. Jedna z jego najsłynniejszych kochanek to przecież, na wpół legendarna –Esterka. To z jej powodu miał Kazimierz rozszerzyć prawa Żydów w Polsce. Wcześniej kochanką, a potem żoną króla była czeska mieszczka – Krystyna Rokiczana. Kronikarze wspominają też o córce kasztelana sieciechowskiego – Cudce. Jednym z największych żartów historii było to, że Kazimierz, mając wiele nieślubnych dzieci (w tym zdrowych synów), nie doczekał się prawowitego potomka. Paranoja – a niby taki mądry król – Bo zastał Polskę drewnianą – a zostawił murowaną.

Wiemy, że kochanki mieli też Mieszko II, Bolesław Śmiały i książę sandomierski Kazimierz Sprawiedliwy. Jednak to nie rozpusta była główną wadą przedstawicieli tej dynastii.

Jagiellonowie na tle innych renesansowych rodów Europy wypadają raczej blado (lub jak kto woli – cnotliwie…). Ten obraz w oczach Polaków utrwalił przede wszystkim Kazimierz Jagiellończyk. Król z pewnością aniołem nie był, ale unikał alkoholu, dbał o higienę i tężyznę fizyczną oraz płodził kolejne dzieci z niezbyt urodziwą, ale prawowitą żoną – Elżbietą Rakuszanką. Maciej z Miechowa twierdzi jednak, że król lubił uciechy łoża i stołu, miał też kochanki. Jednak dbał o wizerunek i nie zatracał się w rozpuście. Był przede wszystkim władcą i odpowiedzialnym politykiem. Kto z tej dynastii zasłużył na miano naprawdę rozwiązłego władcy? Przede wszystkim dwóch królów:


Jan Olbracht
 – nigdy się nie ożenił, ale od miłości cielesnej nie stronił. Lubił też dobrze zjeść, a przede wszystkim obficie wypić. Kronikarze zapisali, że co najmniej raz wdał się w bójkę po pijaku. Przyczyną bezpotomnej śmierci polskiego króla była prawdopodobnie kiła, co jest najlepszym świadectwem „ciekawego” życia jakie prowadził. Możliwe jednak, że tak jak jego ojciec i bracia miał skłonność do udaru mózgu i chorób układu krążenia. Poza tym był człowiekiem renesansu – lubiącym naukę, sztukę, ale i dobrą zabawę. Rozpusta na pewno nie była jego dominującą cechą.

Zygmunt II August – być może postać tego króla została uromantyczniona, ale bardziej pasuje do niego określenie „kochliwy” niż „rozpustny”. Mówi się nawet, że w ramionach kobiet szukał ucieczki od swojej depresji, zimnej relacji z matką, a później lekarstwa na liczne dolegliwości. Chociaż nie stronił od kochanek, prawdziwą miłością jego życia była (podobno równie rozwiązła…) Barbara Radziwiłłówna. Ten król jest może bardziej znany jako patron okultyzmu niż rozpustnik. Co czyni go postacią równie ciekawą, ale z zupełnie innych powodów. Chętnie współpracował z ówczesnymi magami, alchemikami oraz astrologami. Jednym z jego celów miało być przecież przywołanie ducha ukochanej Barbary. Zmieniały się czasy, obyczaje i kryteria wyboru władcy. Tylko Wazowie liczyli na zakorzenienie na polskim tronie. Co oczywiście nie powstrzymywało ich przed romansami. Z tej dynastii najbardziej rozpustny był Jan Kazimierz– młodszy syn Zygmunta III Wazy. Jego romanse przypominały bardziej przygody miłosne współczesnych mu królów francuskich, z których dworem był zresztą kulturowo związany. Nie był urodziwy, ale miał gorący temperament – molestował wszystkie kobiety na swej drodze, od służących po księżniczki … nie przepuścił żadnej. Spośród królów elekcyjnych wielu można zaliczyć do grona rozpustników: Henryk Walezy –

chociaż panował w Polsce tylko kilka miesięcy, to jest pod wieloma względami jednym z najciekawszych królów elekcyjnych. Po pierwsze, to jego panowanie rozpoczęło okres monarchii elekcyjnej w Polsce. Dokumentem, który był kluczowy stały się artykuły, zwane „henrykowskimi”. Po drugie był jedynym królem, który nie tylko niespecjalnie walczył o władzę w naszym kraju, ale przy pierwszej okazji potajemnie stąd uciekł. Jeżeli chodzi o jego życie erotyczne, to miał wiele oficjalnych kochanek, nie stronił też od prostytutek. Poza tym był biseksualny. Lubił przebierać siebie i swoich „bodyguardów” w damskie stroje, trefił włosy i nosił kolczyki w uszach. Ta „zniewieściałość”, przebieranki i otoczenie „pięknisiów” (franc. mignones) nie były mile widziane w Polsce, ale nie cieszyły się też poważaniem w targanej wojnami religijnymi Francji. Niewątpliwie był rozpustny, ale miał też coś z metroseksualnej gwiazdy rocka. Okazuje się, że władców Polski, którym kronikarze i historycy przypisywali intymne relacje z mężczyznami, było więcej. Niektórzy z nich znani byli również ze swoich licznych heteroseksualnych podbojów. Chociaż wiarygodność i interpretacja części tych doniesień jest co najmniej dyskusyjna, warto przyjrzeć im się bliżej – bez zbędnych emocji i uprzedzeń.

Pierwszym polskim monarchą, który zdaniem części badaczy mógł utrzymywać kontakty homoseksualne, był (od 1076 r. jako król) był Bolesław Szczodry, czyli Śmiały.

Już w pochodzącym z połowy XIII wieku „Żywocie większym Świętego Stanisława” pióra Wincentego z Kielczy pojawiła się informacja, że piastowski władca „porzuciwszy zamiłowanie do cnót, pogrążył się we wszelkich występkach, a ulegając niecnym skłonnościom, jak koń i muł, który nie ma rozumu, ogarnięty złością i niegodziwością, idąc za pożądliwością ciała, zamienił chwałę swą na hańbę, a naturalny sposób życia na taki, który sprzeczny jest z naturą”. Korzystający z tego źródła Jan Długosz w pisanych w latach 1455–1480 „Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” poszedł o krok dalej. Stwierdził wręcz, iż władca „pogrążył się w budzącym odrazę, nie dającym się wypowiedzieć, bagnie grzechu sodomskiego”. Życie w „grzechu sodomskim” miał zapoczątkować w czasie wyprawy na Ruś Kijowską, „naśladując godne potępienia zwyczaje Rusinów, u których to zboczenie było pospolite” ( no i taka ta dzisiejsza Ruś czy Ukraina…). W ten sposób „uwikłał wszystkich swych potomków, królestwo i ród swój w wielką i długotrwałą hańbę, którą mogło zmazać jedynie miłosierdzie Boże”. Chociaż w średniowieczu przez „grzech sodomski” rozumiano przede wszystkim homoseksualizm, według przekazu „Kroniki Wielkopolskiej” z końca XIII wieku –  Szczodrego posądzano wręcz o zoofilię. Pisano w niej o królu: „Brzydził się kobietami tak dalece, że zawsze w podróży kazał za sobą wodzić klacz pokrytą purpurą i najcieńszymi tkaninami zamiast żony. Powiadają nawet niektórzy, że „ zbestwioną – zmyślnością” używał jej, czego inne pisma, którym wierzyć należy, dowodnie zaprzeczają”. Sam Jan Długosz wspominał zresztą w swym „Żywocie Świętego Stanisława biskupa krakowskiego”, iż Szczodry„ przez najszpetniejszy występek zaczął się łączyć z bydlętami”.

Wśród polskich królów, których społeczność, obecnie nazwa LGBT uznaje za „swoich”, prym wiodą Władysław Warneńczyk

i wspomniany już Henryk Walezy. W przypadku Warneńczyka źródłem informacji o jego domniemanych homoseksualnych relacjach jest przekaz kroniki Jana Długosza: „On, skłonny do rozkoszy męskich, ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej, którą wtedy prowadził, gdy szalała wojna, gdy naokoło panował strach i było mnóstwo wrogów przy garstce jego wojska, kiedy należało przebłagać miłosierdzie Boże i pozyskać je sobie, on, nie zważając zupełnie na własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał swych przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy”.

Królem, któremu przypisywano „włoskie nałogi” czy „włoskie obyczaje”, jak nazywano w dawnych wiekach stosunki homoseksualne, był również Michał Korybut Wiśniowiecki .

Wybrany na polu elekcyjnym w czerwcu 1669 r. monarcha uważany jest powszechnie za jednego z najgorszych polskich władców. Uchodził za osobę powolną i niezbyt inteligentną, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu przypłacił otyłością, a postępującą łysinę ukrywał, nosząc potężne peruki. W lutym 1670 r. na Jasnej Górze ożenił się z córką cesarza rzymsko-niemieckiego oraz króla Czech i Węgier Ferdynanda III Eleonorą Marią Józefą, z którą tworzył udane, lecz bezpotomne małżeństwo. Monarchini dwukrotnie poroniła. Złośliwi twierdzili, że cały czas pozostawała dziewicą, a Wiśniowiecki kazał jej udawać owe poronienia, aby uciszyć plotki o swojej impotencji lub homoseksualizmie.

Następny – August II Mocny

legenda głosi, że miał ponad 300 dzieci. Z całą pewnością miał wiele kochanek. Jedną z najbardziej znanych w Polsce kochanek króla jest hrabina Cosel, która spędziła aż 50 lat w więzieniu. Sławę zapewniła jej przede wszystkim powieść Kraszewskiego i film na jej podstawie. Inne królewskie kochanki, to m. in. Maria Aurora von Königsmarck, szwedzka arystokratka (praprawnuczką tej pary była francuska pisarka i m.in. przyjaciółka oraz kochanka Fryderyka Chopina – George Sand), Henrietta Rénard, mieszczka, z którą miał córkę Annę Orzelską – jedną z najpiękniejszych kobiet tamtej epoki i też niezłą skandalistkę. Najtragiczniejszą, obok hrabiny Cosel, kochanką króla była Henrietta von Ostenhausen, później Stanisławska. Nie znajdując szczęścia w małżeństwie chciała wrócić do łask królewskiego kochanka, ale została otruta na dworze w Dreźnie.

Władysław IV Waza i Stanisław August Poniatowski  – zwłaszcza drugi z wymienionych – to królowie, którzy znani byli ze swoich licznych romansów z kobietami. Jedna z kochanek Władysława IV – Jadwiga Łuszkowska zamieszkała nawet na Zamku Królewskim w Warszawie.

O miłosnych podbojach Poniatowskiego krążyły z kolei legendy, a do jego najsłynniejszych kochanek należały caryca Rosji – Katarzyna II  (jeszcze jako wielka księżna – Katarzyna Aleksiejewna), Elżbieta Grabowska czy Izabela Czartoryska.

Obydwaj utrzymywali jednak w młodości dość niejednoznaczne relacje męsko-męskie, które sugerują, iż mogli być biseksualistami lub odkrywali swoją seksualność, podejmując relacje o homoerotycznym (atrakcyjność seksualna pomiędzy osobami  tej samej płci ; zarówno pomiędzy mężczyznami , jak i kobietami) charakterze.

Wyjątkowa relacja łączyła również kasztelanica krakowskiego Stanisława Antoniego Poniatowskiego (późniejszego króla Stanisława Augusta)…

z angielskim poetą, satyrykiem i dyplomatą Charlesem Hanburym Williamsem. Ich znajomość narodziła się w lipcu 1750 r., kiedy Poniatowski miał osiemnaście lat, a Williams czterdzieści dwa. Przez kolejnych siedem lat ich drogi kilkakrotnie się ze sobą splatały i przez cały czas utrzymywali oni ze sobą kontakt korespondencyjny. W listach Williams zwracał się do polskiego młodzieńca per „mój kasztelaniczku najdroższy”, „mój kochany wojewodzicu” czy „mój kochany Stasieńku”. Chociaż wśród historyków dominuje przekonanie, że zwroty te świadczą jedynie o quasi-ojcowskiej czułości ze strony Anglika, to część innych historyków sugeruje, iż ich relacja mogła na pewnym etapie przybrać seksualny charakter. Sam Poniatowski pisał w swoich „Pamiętnikach” o pobycie w Saksonii w 1751 r. w towarzystwie Williamsa: „Wolny od wszelkiej troski żyłem w rozkosznej okolicy, w pięknej porze roku, w dobranym towarzystwie, byłem prawie zakochany, a nie rozpustny bynajmniej”. Jeśli zaś chodzi o relacje damsko-męskie, podkreślał, że przez długi czas nie czuł się pewnie w kontaktach z kobietami. Dopiero wielkiej księżnej Katarzynie Aleksiejewnie, z którą nawiązał romans w Petersburgu jako 23-latek, „mógł złożyć w ofierze to, czego nikt nie posiadał”. Co ???

Czy dzisiaj jest inaczej ? – absolutnie nie. „Wszeteczni” są królowie, prezydenci, premierzy, kardynałowie, biskupi , księża, kapłani , posłowie, senatorzy, generałowie, prezesi , dyrektorzy, miliarderzy, milionerzy, ludzie z pierwszych stron gazet, portali, artyści, aktorzy, piosenkarze, malarze… i zwykli ludzie. Było to od tysięcy lat . A ja tylko chciałem napisać jak to było z tymi naszymi książętami czy królami na przestrzeni ubiegłych wieków. Nic więcej … W podręcznikach historii dla szkół – tego nie znajdziemy. A szkoda…

dr Robert Wójcik

Awatar Patronite IdeałZeZgrzytem.pl
Wspieraj nas na Patronite!
Wspieraj IdeałZeZgrzytem.pl i umożliw nam tworzenie coraz lepszych treści!
Wesprzyj

1 komentarz do “„Wszeteczni” polscy królowie i książęta…”

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry