zwiedzanie

Wejdź w podwórko na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi

Zapraszamy na spacer ulicą Piotrkowską w Łodzi. Jedna ulica, a dnia nie starczy aby ją zwiedzić. Po prostu zachwycająca… Marzanna Leszczyńska i Maria Galisiewicz Zanim opowiemy nasze wrażenia zapraszamy na fotki połączone z muzyką. Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. Zapanowała moda na Łódź, która należy w tej chwili do czołówki najbardziej odwiedzanych miast w Polsce. Miasto, które w pewnym momencie eksplodowało rozwojem – jeszcze 200 lat temu liczyło 500 mieszkańców, a w ciągu 100 lat przybyło mu 600 000 mieszkańców. Teraz jest 750 000 Łodzian. Tak szybko rozwijały się tylko miasta amerykańskie. Tylko Łódź w Polsce budowano tak jak miasta w USA. Przed wojną 70 % mieszkańców Łodzi stanowili Niemcy, było tu też 200 000 Żydów. Łódź przez wojnę nie została zniszczona więc były pomysły aby została stolicą Polski. Przez 400 lat Łódź była drewniana. Dwa dorzecza: Odry i Wisły oraz puszcza stały się świetnymi warunkami dla rozwoju przemysłu włókienniczego bo dostarczały potrzebnej wody i drewna. To właśnie do Łodzi została sprowadzona pierwsza maszyna parowa i tutaj podpisywano najważniejsze umowy w interesach. Pionierem przemysłu włókienniczego i właścicielem pierwszej fabryki o napędzie parowym był Ludwik Geyer zwany „perkalowym królem”. Wraz z powstawaniem potężnych fabryk rosły równie potężne fortuny. Na 36 ha ziemi została wybudowana Manufaktura i imponujący łódzki Luwr przez Israela Poznańskiego innego „Króla bawełny”. Posadzka w sali balowej łódzkiego Luwru miała być wyłożona złotymi rublami tak bogaty był właściciel, ale zaniechał tego pomysłu ponieważ podłoga mogłaby się zarwać pod ciężarem monet, ale też car nie zgadzał się, aby deptano po jego wizerunku. W Łodzi powstała pierwsza elektrownia w 1907 roku, a ulica Piotrkowska jako pierwsza została oświetlona. Dzisiaj potęgi tego przemysłu już nie ma, ale to co wybudowali i pozostawili po sobie przemysłowcy świeci imponującym blaskiem. Niemała to zasługa Prezydent miasta Łodzi, która króluje tu już 20 lat i cieszy się ogromnym zaufaniem jej mieszkańców , a wzajemna współpraca układa się bardzo dobrze. Łodzianie mają dobrego gospodarza – elitę ( prawdziwa elita bierze odpowiedzialność za innych, pracuje dla dobra ludzi a nie tylko dla własnego interesu wykorzystując stanowisko, które posiadła). Ulica Piotrkowska, która ma 202 lata jest naszpikowana informacjami o bogatej historii i osiągnięciach miasta i jego sławnych mieszkańcach. Stoi tu Fortepian Artura Rubinsteina – jednego z największych muzyków XX wieku, a Filharmonia w Łodzi jest Jego imienia. Gdy przejdziesz się ulicą Piotrkowską zapamiętasz, że była to kolebka Juliana Tuwima. Ulica Piotrkowska nie da zapomnieć, że jest tu Szkoła Filmowa i Wytwórnia Filmowa. Łódź ma swoją Aleję Gwiazd, przypomina o Semaforze, który zdobył dwa Oskary ( „Tango” i „ Piotruś i wilk”), tutaj też znajduje się statuetka Oskara za „Idę”. Łódź pamięta zasłużonych filmowców – w 2024 roku obchodzone były w Łodzi urodziny Krzysztofa Zanussiego, a „Ziemia obiecana” Wajdy ma już 50 lat. Mieszkańcy też są uhonorowani i mają swoje cegiełki na ulicy Piotrkowskiej – wielu mieszkańców zechciało się na niej zaznaczyć. Piękne zdobne kamienice są wyjątkowo zadbane – każda wygląda jak pałac. W latach 90-tych ubiegłego wieku nastąpił upadek przemysłu włókienniczego i nastąpiła transformacja, zrodził się nowy pomysł na miasto. Sprowadzono artystów graficiarzy. Powstał mural z historycznymi postaciami. W ten sposób uhonorowano kandydatkę na świętą – Stanisławę Leszczyńską – położną z Auschwitz. Koniecznie trzeba wejść w podwórka na ulicy Piotrkowskiej na, które znalazł się genialny pomysł, stanowią dzieła sztuki. Jednym z nich jest podwórko nazwane „ Narodzinami dnia”. Autorem „Narodzin dnia”jest Wojciech Siudmak ur. w Wieluniu, światowej sławy polski malarz i rzeźbiarz – czołowy przedstawiciel nurtu realizmu fantastycznego. Od lat mieszka we Francji, tworzy i wystawia na całym świecie. Twórczością artysty, pełną osobistej symboliki, fantastycznych postaci i konstrukcji opartych na nieoczekiwanych splotach myślowych, rządzi jego dewiza: Tylko marzenie może przekroczyć wszelką barierę. „Narodziny dnia” są nadrukiem na ceramicznych płytkach. Tablica przed wejściem do artystycznego podwórka informuje : „ Nad bramą wjazdową kurtyna losu odsłania scenę spektaklu powitania dnia. Łagodny podmuch ust Fantazji rozsiewa po elewacjach kamienic niczym gwiezdny pył kolorowe stworzenia i postaci. Los wysypuje z otwartej kostki do gry liczby powodzenia. Nad wszystkim czuwa piękna Wieszczka, władczyni harmonii i pozytywnej energii. Wie jak pokierować zamiarami uśmiechniętego siłacza i jak zapobiec nieprzewidywalnym ruchom Maga, który żongluje Ziemią i innymi planetami. W nastroju oczekiwania i fantasmagorii wszechobecny ruch umożliwia odpłynięcie w świat marzeń lub 40 podziemnych rzek, po których oprowadza Błękitny Przewoźnik. Wszystko jest sprawą wyboru”. Innym artystycznym podwórkiem jest „Pasaż róż” na Piotrkowskiej 3 artystki pochodzącej z Warszawy -Joanny Rajkowskiej . Całe podwórko jest wyłożone kawałkami luster ułożonych w powtarzające się rozety tworząc światłoczułą mozaikę. Pasaż Róży powstał w szczególnych okolicznościach, nawiązuje do zdrowienia z nowotworu oczu córki artystki – Róży , która widziała wtedy świat jak w potłuczonym lustrze. „Architektoniczna skóra, którą pokryła artystka elewację podwórka jest odpowiednikiem siatkówki oka. Rozety symulują układy komórek nerwowych w siatkówce. Patrzenie stało się źródłem namysłu i obiektem fascynacji, a widzenie zostało sprowadzone do fenomenu fizjologicznego odbioru obrazu. Pasaż Róży to podróż od niewidzenia do widzenia ” – informuje tablica przed wejściem do Pasażu róż. Na tej ulicy organizowany jest Festiwal Światła. Koniecznie też trzeba zobaczyć chociażby jedną z pięciu zachowanych przybudówek tzw. kluczkę – wybudowanych na cześć Żydów ortodoksyjnych. O ulicy Piotrkowskiej w Łodzi – jej historii- oprowadził i opowiedział niezwykle ciekawie przemiły przewodnik Piotr. Marzymy, aby tu wrócić tak aby też zobaczyć Festiwal Światła. Marzanna Leszczyńska i Maria Galisiewicz

Wejdź w podwórko na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi Dowiedz się więcej »

Nie tylko Czocha i Książ na Dolnym Śląsku

Zapraszam na podróż po fragmencie Dolnego Śląska: Kamieniec, Zamek na Skale, Zamek Sarny, Zamek Międzylesie czy Pałac Harrego Pottera ( tylko za płotem). Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką – Marzanna Leszczyńska Kiedyś, zimową porą Marek Kaźmierski (niezwykły fotograf z Nowin Wielkich) opublikował wykonane nocą zdjęcie budynku przedbramia Zamku Grodno. Portal z szarego piaskowca, płaskorzeźby na elewacji – zrobiły na mnie piorunujące wrażenie – nic dziwnego ponieważ uznane są przecież za najpiękniejsze na Śląsku. Jak to się stało, że pierwszy raz usłyszałam o tym miejscu chociaż Zamek Grodno ma 700 lat i pamięta czasy Piastów Śląskich? Byłam w Grodnie, ale za naszą wschodnią granicą… Decyzja była szybka: Latem spędzam weekend na Dolnym Śląsku i poznaję Zamek Grodno. Był lipiec, gdy doszło do realizacji pomysłu. Niestety nocleg w tym miejscu załatwiany na ostatnią chwilę okazał się niemożliwy. Nie ma tego złego jednak co by na dobre nie wyszło. Zwolniło się miejsce w Kamieńcu i tam dotarliśmy późnym wieczorem. Tak się dzieje, że powracamy ciągle do tych samych miejsc – Zamek Czocha czy Książ mają potężną reklamę. Świeradów Zdrój to magnetyczne miejsce, które nie jest w stanie się znudzić. Tymczasem w ostatnich dwudziestu latach odnowiono tak wiele innych zabytkowych miejsc, które mają nowych właścicieli, nowe życie i krótką historię po odbudowie. W końcu ile razy można odwiedzać te same miejsca? Szczerze powiedziawszy nie lubię Zamku Czocha – dla mnie za dużo tam tragedii, imprez zaplątanych w siły ciemności. Może to jest ciekawe i sensacyjne, ale na pewno nie pozytywne. Gdy widzę fotografujące się pary młodożeńców, przechadzających się gości weselnych i słyszę o nocach poślubnych w komnacie, gdzie znajduje się łoże z zapadnią, gdzie ginęło w lochach tyle młodych pań nie spełniających oczekiwań władców tego miejsca to zadaję sobie pytanie: dlaczego na tak szczególny dzień swojego życia wybierają tak mroczne i dziwne miejsca? Naprawdę nie lepiej wybrać miejsce skromniejsze, biedniejsze, ale z pozytywną energią? KAMIENIEC Pałac Kamieniec , jego przytulne i wyjątkowe obejście jest cudowny i ma charakter kameralny. Jeśli szukasz spokoju, dopracowania, dobrego gustu, poczucia, że czas się zatrzymał, zieleni i wyjątkowego ogrodu to znaczy, że idealnie trafiłeś. Wybudowany w 1780 roku przez hrabiego von Hartig, a przebudowany w latach 80-tych XIX wieku przez rodzinę von Scherr- Thoss przeszedł nawet czasy II wojny światowej bez uszczerbku, a zrujnowały go dopiero powojenne lata tzw. komuny. Na szczęście wszystko uległo odwróceniu w 2006 roku, gdy Pałac trafił w prywatne ręce. Dzisiaj to miejsce sprawia wrażenie skończonego, stanowi całość tak zaprojektowaną, że choć miejsc noclegowych już nie ma to nie zauważa się tłumów ludzi i gwaru. Kojąco działa zieleń i kwiaty wokół Kamieńca. Osobiście wiele pomysłów podpatrzyłam i na pewno będę je wdrażać w swoim ogrodzie. Pomysł na ogród w ruinie jest super pomysłem. Budynek przy pałacu, a właściwie jego ruina bez dachu, ukryta w zaroślach potężnego jałowca i innych drzew, w której zorganizowano uprawy do kuchni i kwiaty, które zdobią wnętrza pałacu jest pięknym, oryginalnym i bardzo pożytecznym pomysłem, który uświadamia nam, że niektóre sprawy nie wymagają niebotycznych finansów, nie wszystko należy uprzątać i rozbierać. Połączenie luksusu, bogactwa z ruiną, patyną stanowi piorunującą estetyczną mieszankę. Żeby było interesująco, nie sztucznie, nie kiczowato to musi być nie tylko nowe, ale też stare. Są tutaj obszary klimatu angielskich ogrodów, ale są też polskie klimaty jak z dworku w „Panu Tadeuszu”. Ważne, że trochę z klimatu Pałacu Kamieniec można zabrać do swojego domu i podzielić się nim ze swoimi bliskimi kupując pałacową filiżankę, dżem, nalewkę, miód z tutejszej pasieki czy książkę napisaną przez tutejszych regionalistów i pasjonatów historii i życia na tych terenach. Będą na długie zimowe wieczory jak znalazł. ZAMEK SARNY Zasięgnęłam języka na miejscu i zwiedziłam również Zamek Sarny, a właściwie zamczysko, który ma całkowicie inny charakter niż Kamieniec. Ten zabytek jest w fazie odrodzenia i sprawa nie będzie jeszcze długo zamknięta. Powiem szczerze, że to jest właśnie dla mnie bardzo interesujące i frapujące – obserwować tę przemianę co znaczy – pojawiać się tu często (Coś dla mnie). Ta wybudowana w XVI wieku posiadłość ma niezwykłą historię, przeszła przez czasem tragiczne wichry historii, ale najważniejsze, że nadal istnieje. Stoi tylko 5 km od domu naszej najmłodszej noblistki – Olgi Tokarczuk. To w Zamku Sarny urodził się w 1866 roku Gustaw Adolf hrabia Gotzen ( gubernator Niemieckiej Afryki Wschodniej). W 2010 roku, gdy Zamek Sarny był bliski zawaleniu chciała go przejąć brytyjska fundacja Save Britain`s Heritage pod patronatem Karola, księcia Walii. Losy jednak sprawiły, że jest własnością fundacji założonej przez trzy prywatne osoby, które pozyskują różne fundusze na odbudowę i już 10 lat trwa rewitalizacja obiektu będącego na skraju zawalenia się. Gdy się patrzy na to zamczysko widać ogrom prac do wykonania, ale widać jak wiele już zostało zrobione. To miejsce tętni życiem i jest w fazie transformacji. A pole do popisu mają różni specjaliści. Na razie zachwyca zamkowa kawiarnia i Kaplica Św. Napomucena malowidłami z 1738 roku, w której wnętrzu rozbrzmiewa muzyka jak w raju, głosów które można słuchać i słuchać, długo jak najdłużej – tak wielkiej są urody. Budzą zdumienie zestawienia renesansowych polichromii i nowoczesnych grafik, kryształowych żyrandoli zawieszonych jeszcze na nie odrestaurowanych sklepieniach. Zastanawiam się jaką trzeba mieć miłość do tych murów, wiarę, że uda się to wszystko uratować? Wyobrażam sobie ile to wszystko wymaga wiedzy, poświęcenia, o finansach już nie wspomnę. Okazja do wykazania się i zrealizowania nie jednego geniusza ludzkiego. Widok jest imponujący, a kontrasty zachwycają: z jednej strony prawie spróchniałe okno, zamurowane cegłami i podparte deską i nowe piękne drzwi w secesyjnym stylu ledwie widoczne na potężnej ścianie odrapanej z tynku. Ciemne lochy ukazują ogrom potrzebnych środków i pracy – a co w nich będzie? Nie mam zielonego pojęcia – dlatego ciekawe będzie wszystko co przyszłość odsłoni. Zapiera dech ogromna ruina potężnego folwarku – w jej środku krajobraz jak ze starożytnych zabytków Rzymu: ceglaste łuki i ściany , a w środku poustawiane drewniane solidne stoły i krzesła – zapewne już dzieje się tam, oj toczy się życie dzisiaj na zamku. Zawieszona makieta projektu jak to będzie wyglądało po wykonaniu drewnianego sufitu

Nie tylko Czocha i Książ na Dolnym Śląsku Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry