PIERWSZY MAJA 2026 W REWALU

Zapraszam na swoje wrażenia z majówki na klifie w Rewalu – Marzanna Leszczyńska


Na jeden dzień nad morze. Ależ oczywiście, że tak. Z mojego miejsca zamieszkania to tylko dwie godziny jazdy samochodem. Cel wiadomo plaża, morze, klif ale po drodze niedaleko Kamienia Pomorskiego jest bajeczna boczna aleja grabowa, zawsze muszę na nią zerknąć. To cudo natury – zjawiskowy tunel wiedzie do Chrząstowa. Teraz młode jeszcze nierozwinięte listki drzew mają seledynowy kolor, a u swoich stóp ta aleja ma soczystą zieleń pola. Trudno oderwać oczu od tego odcinka drogi.

W Rewalu byłam przed południem. Pierwsze kroki musiały być skierowane na plażę, aby zaliczyć wiosenny chrzest w wodzie. Bez wiatru, lekka fala, ludzi mało na plaży. Całkowite zanurzenie czyli po czubek głowy i wyskok z wody. Zawsze się wzdrygam, ale potem ta świeżość, przypływ energii, szczęścia to niesamowita nagroda. Cała ospałość pożegnana. Potem krótka kąpiel słoneczna – czyli witamina D3 – przecież wystarczy pół godziny między 11-14 i 30 procent odsłoniętego ciała bez kremów przeciwsłonecznych, bez kąpieli w chlorowanych basenach.

Pogoda wyjątkowa, słoneczko, ciepło, radośnie.

Ruszyłam do miasteczka na rybkę.

W miasteczku gwarno, ludzi mnóstwo. Spragnieni ciepła i słońca są ludzie po tak długiej i mroźnej zimie, późnej wiośnie. Nie straszna im wysoka cena paliwa spowodowana wojną USA z Iranem. Dzisiaj jakby wszystko zostało gościom wynagrodzone – od razu klimat wakacyjny z początkiem maja…

W centrum przy szkieletach wielorybów muzyka disco polo. Szkielety wystrojone kwiatami do zdjęć. Jakaś para przebierańców, przy których dzieciaki się fotografowały, dziwny pojazd, który woził dzieci w wagonikach. Ludzie dużo, przyglądających się, siedzących na ławkach. O nie, nie przysiadłabym się. Czmychnęłam czym prędzej do „Kalifornii” na dorsza i kawkę latte z cynamonem. Tak, doprawdy nie pojmuję dlaczego pięknie położona na klifie z widokiem na morze restauracja z tradycjami, z fotografiami na ścianach starego Rewala i Trzęsacza nazywa się „Kalifornia”? Jest też „Rancho”.

Ludzi sporo, ale miejsce na tarasie znalazłam bez trudu.

A potem czym prędzej chciałam się znaleźć na plaży, aby pójść do Trzęsacza i zobaczyć jak wygląda rewolucja na klifie rozpoczęta od początku nowego 2026 roku. Próbowałam iść na boso, ale szybko założyłam buty, bo piasek jeszcze zimny.

Słońce dało pod koniec dnia przecudowny spektakl. Czyste niebieskie niebo i lśniąca woda, jakby ktoś rozsypał po niej kryształki svarowskiego. Tak, dzisiaj morze ubrało się w biżuterię, aby przywitać tylu gości. A na linii horyzontu biała linia.

Po drodze mijałam ludzi nie tylko spacerujących, siedzących nad morzem, ale też dzieci turlające się po plaży i szczęśliwych ludzi. Jeden pan wbiegł do morza w czarnym ubraniu z okrzykiem „ Niech żyje wolność! „ i zaraz potem dołączył do niego kolega. Szybko wyskoczyli z morza, a co było dalej? Nie wiem…

Na klifie zmiany postępują. Wyżłobiono równoległe koryto drogi, a jego brzegi wyłożono granitową kostką. Smutny widok, demolka. Tak patrzę na to i pytam po co? Na razie nie widzę plusów estetycznych. Coraz mniej ziemi i rozmytych linii dróżek pod nogami. Coraz więcej betonu, sztywnych linii. To dla rowerów? Wygląda na to, że wszędzie musi być trasa szybkiego ruchu…Ech…

Parę lat temu napisałam wrażenia ze spaceru tym klifem, wtedy nie wiedziałam, że to się zmieni. One zostaną i zawsze do nich będę wracać :https://idealzezgrzytem.pl/2022/11/29/retrospekcje-z-rewalskiego-klifu/

Przy Syrence i ruinach kościoła również muzyka, ale porywająca, ludzie bawiący się, młodzież siedząca na schodach i szalejąca w rytm muzyki. Furorę robiła pani w krótkich spodenkach wytatuowana od stóp po szyję. Gratulacje dla zespołu. Miło było przystanąć i popatrzeć. Ba, poszłam dalej i po dwustu metrach zawróciłam, aby zrobić zdjęcia – usłyszałam słynną piosenkę-”Jesteś szalona, mówię ci”. Pomyślałam tylko, że jestem szalona, że zawróciłam, a może ta pani w tych tatuażach jest szalona ? Niestety przez swoją niecierpliwość nieopatrznie skasowałam właśnie te zdjęcia zabawy przed Syrenką. Tam panowała świetna atmosfera, letniego festynu, takiej polskiej nuty, jakby dawnej , swojskiej zabawy na weselach przy zachodzącym słoneczku. I koniec, bo czekał mnie jeszcze powrót do domu i droga po ciemku.

Marzanna Leszczyńska

Awatar Patronite IdeałZeZgrzytem.pl
Wspieraj nas na Patronite!
Wspieraj IdeałZeZgrzytem.pl i umożliw nam tworzenie coraz lepszych treści!
Wesprzyj

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry