Po prostu aut

BOHATER POLSKIEGO HYMNU … HISTORIA PRAWDZIWA

motto : Ojczyznę kochamy nie dlatego że jest wielka, ale dlatego, że nasza. Słowa Mazurka Dąbrowskiego napisał w 1797 roku polski pisarz i polityk Józef Wybicki. Pierwotnie utwór był znany jako Pieśń Legionów Polskich we Włoszech. Bardzo szybko zdobyła dużą popularność nie tylko wśród samych legionistów, ale również wśród Polaków, mieszkających na terenie wszystkich trzech zaborów. Autor melodii do dziś pozostaje nieznany. W 1927 roku Mazurek Dąbrowskiego został hymnem Polski. Co jednak interesujące, z oryginalnego tekstu Józefa Wybickiego wybrano cztery zwrotki, choć pierwotnie było ich sześć. Również niektóre słowa w tekście zostały zmienione, podobnie zresztą jak kolejność zwrotek. „Brakujące” zwrotki… Każdy Polak ( ja w to nie wierzę, że każdy – chociażby „ kibole” i wielu innych „ pariotów” ) od dziecka zna oficjalne zwrotki hymnu państwowego. Zgodnie z uchwaloną wersją brzmią one: Jeszcze Polska nie zginęła, Kiedy my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, Szablą odbierzemy. Marsz, marsz, Dąbrowski, Z ziemi włoskiej do Polski. Za twoim przewodem Złączym się z narodem. Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, Będziem Polakami. Dał nam przykład Bonaparte, Jak zwyciężać mamy. Marsz, marsz, Dąbrowski… Jak Czarniecki do Poznania Po szwedzkim zaborze, Dla ojczyzny ratowania Wrócim się przez morze. Marsz, marsz, Dąbrowski… Już tam ojciec do swej Basi Mówi zapłakany – Słuchaj jeno, pono nasi Biją w tarabany. Marsz, marsz, Dąbrowski… Oryginalny tekst różnił się pod kilkoma względami. Chodzi przede wszystkim o dwie dodatkowe zwrotki: Niemiec, Moskal nie osiędzie, gdy jąwszy pałasza, hasłem wszystkich zgoda będzie i ojczyzna nasza oraz: Na to wszystkich jedne głosy: „Dosyć tej niewoli mamy Racławickie Kosy, Kościuszkę, Bóg pozwoli” Zmiany nie dotyczą tylko ilości zwrotek… Ponadto warto wspomnieć o pewnych różnicach w tekście. Na przykład pierwsza zwrotka oryginalnego tekstu zaczyna się słowami „Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy”. Podobnych różnic jest kilka. Zresztą zmieniono również kolejność zwrotek. W oryginalnym tekście zwrotka nawiązująca do Stefana Czarneckiego jest druga, natomiast w hymnie zamieniono ją miejscami ze zwrotką, zaczynającą się od słów „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę”. Do Wszystkich Polaków – Hymn Polski jest chroniony przez konstytucję oraz ustawę o godle, barwach i hymnie, a także rozporządzenia. Warto o tym pamiętać, ponieważ każdy przejaw braku szacunku dla polskiego hymnu może skutkować konsekwencjami prawnymi. To ważne – bardzo ważne. A teraz inaczej o Mazurku Dąbrowskiego – tak historycznie na podstawie faktów. Bo uważam, że niewielu Polaków wie o bohaterze naszego hymnu… Zanim gen. Jan Henryk Dąbrowski (1755–1818) został twórcą Legionów Polskich we Włoszech i bohaterem polskiego hymnu, był targowiczaninem. O mały włos za to nie zawisł. Pytanie ? – czy gen. J. H. Dąbrowski zasłużył na to, by stać się bohaterem naszej najważniejszej pieśni? Wielu czytelników jest pewno zaskoczonych tym pytaniem ? Samo przystąpienie do konfederacji targowickiej nie było problemem, bo po przegranej wojnie w obronie Konstytucji 3 maja w 1792 r. podobnie uczyniła większość szlachty, w tym oficerów Rzeczypospolitej. Sęk w tym, że J. H. Dąbrowski, powołany przez sejm grodzieński w skład Komisji Wojskowej, wcielał w życie plan redukcji armii polskiej do jedynie 15 tys. żołnierzy, przyjęty przez ten sejm i opracowany w lutym 1794 r. pod naciskiem Rosji. Polityka Katarzyny II wobec Rzeczypospolitej po II rozbiorze była brutalna. Caryca nie chciała rozmów z Polakami. Wiemy o tym z raportów gen. Osipa Igelströma, ministra pełnomocnego Rosji w Polsce. Przeanalizował je białoruski historyk dr Vadzim Anipiarkou i ustalił, że Rosja interesowała się Polską głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, traktowała ją jako strefę buforową i miejsce konfrontacji w przypadku wojny z Prusami. A po drugie, chciała mieć w swoich szeregach jak najwięcej polskich żołnierzy. Armia Rzeczypospolitej podczas wojny w 1792 r. pokazała, że umie walczyć. Była przy tym stosunkowo młoda, ponieważ służyło w niej wielu żołnierzy niedawno wcielonych. Przecież dopiero Sejm Wielki (1788–1792) uchwalił aukcję wojska do 100 tys., w efekcie czego osiągnęło ono w 1792 r. stan około 50 tys. żołnierzy gotowych do walki. Działania O. Igelströma zmierzały więc do tego, by polską armię maksymalnie wydrenować. Część oficerów dobrowolnie szła do rosyjskiego wojska i przyprowadzała ze sobą żołnierzy, za co otrzymywała gratyfikację finansową, ale większość nie chciała służyć Katarzynie II. Redukcja armii oznaczała utratę środków utrzymania, co miało zachęcać do wstępowania w szeregi wojsk rosyjskich. Polacy przyjęli ją z oburzeniem, bo oznaczała to – de facto likwidację narodowej armii. Ludzi związanych z Komisją Wojskową, powołaną do jej przeprowadzenia, w tym J. H. Dąbrowskiego, uznano za zdrajców, choć on sam starał się chronić kadrę oficerską. Swoją drogą gen. Jana Henryka Dąbrowskiego uważano chyba także za obcego. Wprawdzie urodził się w Pierzchowie koło Krakowa, ale gdy miał 11 lat, wyjechał z rodziną do Saksonii, gdzie zarówno jego dziadek Jan Stanisław, jak i ojciec Jan Michał służyli w wojsku. Jan Henryk uczył się początkowo w kolegium w Kamenz, a w wieku 14 lat zaczął służbę jako chorąży w pułku szwoleżerów księcia Alberta Sasko-Cieszyńskiego, syna króla Polski Augusta III. Od pierwszych chwil J. H. Dąbrowski wykazywał duży talent wojskowy: świetnie jeździł konno, dobrze fechtował i celnie strzelał. W 1774 r. otrzymał awans na podporucznika, a w 1777 r. był już porucznikiem. Uczestniczył w wojnie o sukcesję bawarską (1778–1779), ale nie dostał w niej okazji, żeby się wyróżnić. Po ślubie w 1780 r. ze szlachcianką Gustawą Małgorzatą von Rackel został przeniesiony do saskiej gwardii konnej, w której służył jako adiutant szefa gwardii Maurycego hr. Bellegarde’a, a potem jako rotmistrz (kapitan) w kompanii. W Rzeczypospolitej był chyba traktowany jak obcy. W armii saskiej wtopił się w środowisko niemieckojęzyczne, dlatego słabo mówił po polsku, miał zresztą z polszczyzną problemy do końca życia. Zaskakujące – ale prawdziwie – nasz bohater hymnu – słabo znał język polski. Nasuwa się pytanie – Jak traktowali go polscy oficerowie, gdy wstąpił do armii Rzeczypospolitej: jak najemnika czy patriotę, który chce walczyć za ojczyznę? Nie nazwałbym gen. Jana Henryka Dąbrowskiego najemnikiem. Tamtych czasów nie można oceniać współczesną miarą. Pod koniec XVIII w. dopiero kształtowała się idea narodowości rozumianej jako zbiorowość połączona językiem, kulturą, tradycją i wspólnymi wydarzeniami historycznymi. O tożsamości decydowała przynależność terytorialna. Na przykład Jakub Jasiński, bohater insurekcji kościuszkowskiej, urodził się w Wielkopolsce, kształcił się w Szkole Rycerskiej w Warszawie, ale później w Wilnie organizował Korpus Inżynierów w armii Wielkiego Księstwa Litewskiego i

BOHATER POLSKIEGO HYMNU … HISTORIA PRAWDZIWA Dowiedz się więcej »

Pierwsza tercja portalu www.idealzezgrzytem.pl

Portal http://www.idealzezgrzytem.pl skończył trzy lata. Dokładnie 31 października 2022 roku ukazał się pierwszy artykuł z okazji dwudziestej rocznicy otwarcia odrestaurowanego pałacu w Mierzęcinie : https://idealzezgrzytem.pl/2022/10/31/mierzecin-porcelanowe-wspomnienia/. Od tego czasu na portalu ukazały się 164 wpisy, autorów również przybyło. Mamy logo naszego portalu czyli super panią, która trzyma w swej delikatnej dłoni bombę z palącym się lontem. Cóż innego może odzwierciedlać ideał.. jak nie piękna, elegancka kobieta…Nasz ideał jest ze zgrzytem i u nas tym zgrzytem jest odpalona bomba. Czasem tematyka, którą podejmujemy jest właśnie jak tykająca bomba – spodziewamy się spustoszenia, ale po to, aby była odnowa i zniszczenie zła, które nie chce odpuścić. Czyj pomysł na takie logo? – Nasz – co trzy głowy to nie jedna…( jedna damska i dwie męskie – jest jak hydra). Pomysł narodził się …w kuchni, bo najlepsze eureki rodzą się w domu i w gronie ludzi, którzy się ze sobą dobrze czują. Z tej to okazji prezentujemy listę dwudziestu artykułów, które cieszą się największą poczytnością : Na zakończenie przypominam pierwszy clip, który powstał do opowieści o pałacu w Mierzęcinie opisywanych przez dr Roberta Wójcika.

Pierwsza tercja portalu www.idealzezgrzytem.pl Dowiedz się więcej »

Listopadowa zaduma nad samym sobą …

Tekst dr Robert Wójcik Listopad to czas pamięci o tych, którzy odeszli. O naszej historii opowiadają nagrobne płyty, daty i inskrypcje przywołują czas, w jakim osoba zmarła … żyła. Zatrzymanie się i zaduma nad konkretnym grobem to jak „dotknięcie” czasu przeszłego. To też taka zaduma nad tym – jacy jesteśmy. Przecież też tam kiedyś się znajdziemy – na cmentarzu . Może to dziwne co napiszę – ale to taka historia, która powinna się zaczynać i kończyć pt. „ O sobie samym”… Czy ktoś z żyjących uświadamia sobie – gdzie będzie pochowany i jak będzie wyglądał jego pogrzeb ? Zaręczam, że nikt – my ludzie żyjemy w tych dziwnych czasach czymś innym – nie mamy czasu o tym myśleć. Zazwyczaj myślimy w rodzinie o tych najstarszych – naszych dziadkach, matkach, ojcach. Rzadziej o bliskich osobach w naszym kręgu towarzyskim – kolegach, koleżankach, przyjaciołach, sąsiadach… Bardzo się cieszę , że jest to święto – Święto Zmarłych , które przypada na dzień pierwszego listopada – każdego roku. Ono dodaje mi pewną refleksję o przemijaniu i o tym jak nasze życie jest ulotne – wręcz chwilowe. Opowiem Wam – a w zasadzie opiszę dwie moje historie , które praktycznie wczoraj przeżyłem. Zaczynam … Dziś jest smutek w mej duszy – koniec października – upiornie deszczowo, pochmurnie, ulice zapłakane deszczem, wieje wiatr. Nie ma radości na ulicach. Ludzie się kryją pod połamanymi parasolami. Ale widzę w autobusie – jak starsza Pani jedzie na cmentarz – nie wiem do kogo – zmarłego męża czy kogoś innego ze swoich bliskich. Wypchana siatka ze zniczami i wkładami do nich – w rękach, a w zasadzie na kolanach – doniczka z pięknymi chryzantemami ( białymi). W siatce jeszcze jakieś mini grabki, haczka i butelka z wodą. Pomogłem jej wsiąść do autobusu – fajne jest to, że ludzie natychmiast ustąpili jej miejsce siedzące – ja zaproponowałem jej odbicie biletu – miała tzw. PK kartę – sama to zrobiła. Tak sobie pomyślałem – nie wiem gdzie jedzie i na jaki cmentarz . Ale sobie pomyślałem jedno – będą z nią jechał nie do mojego punktu docelowego ( tak między nami do mojej mamy , która ma 95 lat i jestem u nie codziennie od kilku lat…) – tylko tam gdzie Ta Pani będzie wysiadać. Okazało się , że to tylko przystanek dalej . Przy wysiadaniu zaproponowałem pomoc – absolutnie się nie opierała – chyba dlatego , że wyglądam na starszego człowieka – no cóż – siwe włosy , siwa broda – robią swoje. Patrząc na jej wypchane siatki i torby – zaproponowałem jej , że pomogę i doniosę wszystko do cmentarza. Bardzo mi podziękowała i powiedziała , że się zgadza. Jak razem szliśmy – nie kleiła się rozmowa – ja nie chciałem – może inaczej – nie narzucałem się – Ta Pani chyba też – było potwornie zimno i deszczowo – a ja mając w jednej ręce parasol, którym osłaniałem tą Panią – w drugiej ręce miałem jej torby. Ona tylko miała tą doniczkę z chryzantemami. Doszliśmy do miejsca – do cmentarza, do jego bramy … Stary – znany w Poznaniu … tam jest pochowany mój tata – O Boże ! tak sobie pomyślałem – przecież ja tu wczoraj byłem. Przy wejściu – Pani mi serdecznie podziękowała – nie była wylewna. Powiedziała mi tylko jedno – Niech Panu Bóg wynagrodzi… bardzo mi Pan pomógł – czy coś się należy ? Powiedziałem jej jedno – „wie Pani – jestem szczęśliwy , ze mogę komuś pomóc” Widziałem w jej oczach wzruszenie – w starych oczach to widać. Przekazałem torby – uścisk dłoni – i tak się rozstaliśmy … Po godzinie od tego miejsca – cmentarza – byłem już u swojej mamy. Ale miałem inne wydarzenia, które za chwilę opiszę … Swoją drogą – Tak sobie pomyślałem – abym nigdy nie miał takiej sytuacji – jak ta Pani – według mnie samotna, zamknięta , skromna, ale mająca w sobie coś wielkiego. Ogromnie (do dzisiaj – a było to dwa dni temu…) się cieszę , że ta kobieta mi w jakiś sposób zaufała – przecież byłem nieznajomym z autobusu czy ulicy . Jeszcze raz podkreślę – zaufała mi w mojej pomocy. Chociaż nie powinna. Wiadomo jacy są dziś ludzie. Tak, ludzie są okrutni i nie widzą tego co nas otacza. To zdarzenie w moim życiu będę pamiętał do końca życia. W jakiś sposób, w ten deszczowy dzień – psychicznie się odbudowałem i zacząłem wierzyć od tych dwóch dni – że jeżeli chce się komuś pomóc – ale tak naprawdę – to można. Trzeba tylko chcieć i to realizować. W życiu miałem wiele różnych sytuacji, kiedy pomagałem ludziom – czy to finansowo, czy to na zasadzie pewnych prac wykonanych dla tych ludzi. Było różnie z odbiorem – ale to jest mało ważne. Zawsze myślę, że ludzie są tylko ludźmi – mają różne emocje, różne doświadczenia, różne uczucia, różne doznania. Ale to zdarzenie, które opisałem i teraz mnie spotkało dosłownie „ wczoraj” w moim życiu, kiedy jestem na emeryturze już od niedawna, dało mi wiarę w to – że warto żyć i kochać i przede wszystkim pomagać ludziom. Tak ! – warto pomagać ludziom. Ten dzień się nie skończył tak mile jak piszę . Może nie mile – ale inaczej – jak wracałem do mojego domu, do mamy , która ma 95 lat – zauważyłem na przystanku leżącego człowieka na ławce. To był młody człowiek – nie starzec – Obrośnięty, brudny , bez butów , jego ubiór wskazywał na to , że jest bezdomny – nie wyczułem od niego „woni” alkoholu. Ludzie na przystanku patrzyli na mnie jak na idiotę – ktoś powiedział – „ Panie – to menel i pijak – daj sobie Pan spokój – niech zdycha” O Boże ! – zadałem temu gościowi pytanie – „ Czy Pan wie – że to człowiek – i trzeba mu pomóc” Odwrócił się – nic nie powiedział – było mu głupio… Sprawdziłem tętno tego człowieka – mężczyzny – było w granicach 100 impulsów . Miał wysoką gorączkę – był nieprzytomny . Ludzie obserwujący moje zachowanie patrzyli

Listopadowa zaduma nad samym sobą … Dowiedz się więcej »

AS LOTNICTWA – MAJOR SLAB MACIEJ KRAKOWIAN

Nigdy nie marzyłam o tym aby zostać pilotem. W szkole podstawowej chciałam być stewardessą. Gdy miałam siedem lat mój wujek Zbyszek , który był kierowcą i dowoził paliwo śmigłowcom robiącym opryski na polach załatwił mi taką przejażdżkę helikopterem. Bałam się bardzo, pamiętam wiatr od rozkręconych śmigieł gdy do niego wsiadałam, a potem płakałam w górze, bo było już tak wysoko, że czułam ciśnienie w uszach. To były lata 70-te. Gdy poszłam do Liceum – do naszej klasy doszlusował nagle nowy kolega, który nie zaliczył pierwszej klasy w szkole dla pilotów w Dęblinie. Bardzo chciał być pilotem, ale brakowało mu talentu do nauki w tej szkole. Poznając Brunona wiedzieliśmy w klasie co to jest miłość do samolotów i wiedzieliśmy jak wymagająca jest to szkoła. Katastrofa F16 i śmierć majora Macieja Slab Krakowiana, która tak bardzo poruszyła Polaków spowodowała wyjątkowe i niezwykłe zjawisko społeczne na to wydarzenie. Powstało tak dużo materiału o tym co robił, rozdzierających serce wspomnień, publikacji jego umiejętności – tak imponujących. W tak krótkim czasie dowiedziałam się czym są te samoloty, jaka jest rola i zadania pilotów bojowych , na czym polegają ich szkolenia jakich talentów potrzebują, jak jest to szalenie niebezpieczne. Wszystko niezwykle ciekawe, To doprawdy niesamowite ile tak młody człowiek, bo 35- letni dokonał i jakie umiejętności posiadł. Major Maciej Slab Krakowian był imponującym połączeniem tak wielu cech i talentów. Aktorem nie był, ale kamera go kochała. Materiały, które po nim pozostały są tak bardzo atrakcyjnie wykonane, wzbudzają zainteresowanie chyba każdego. Jego uroda, męskość, kultura osobista, spokój , łagodność, ujmujący uśmiech po prostu lepiej nie można było wybrać człowieka na wizytówkę i promocję elity polskiego lotnictwa. Ludzie mają po prostu już dosyć zabiegów marketingowych za, którymi chowa się pustka lanserów. Najlepszym przykładem – polityka. Tutaj w przypadku lotnictwa nie było możliwości okłamania, przedarła się prawda, której ludzie są już spragnieni, a prawda jest imponująca. Nic dziwnego, że taka samoistna reakcja społeczeństwa na tę tragiczną śmierć, reakcja jak wtedy gdy odchodzi ze świata wielka gwiazda estrady, filmu czy król bądź królowa jakiegoś państwa. Taki hołd ludzie sami chcą złożyć i w ten sposób podziękować wspaniałemu człowiekowi, który jest już wzorem. Chyba do tej pory śmierć żadnej „gwiazdy” nie wycisnęła z moich oczu tylu łez. Cały kraj, a nawet świat chce mu podziękować i szczerze rozpacza , że skończyło się jego krótkie, piękne, intensywne życie jakże imponujące złożone w ofierze. Nawet pierwsza wizyta naszego prezydenta Karola Nawrockiego w Ameryce oddała hołd majorowi Maciejowi Slab Krakowianowi. Cały świat zobaczył Missing Man Formation – symboliczny gest wykonywany podczas przelotu samolotów, gdzie jeden opuścił formację i wzniósł się pionowo w górę, symbolizując pilota, który zginął. Nie był to tylko przelot nad Białym Domem i pokaz, ale było to oddanie hołdu polskiemu pilotowi, zmarłemu tragicznie 28 sierpnia 2025 roku. Piękny gest Ameryki, która ma szacunek do zmarłego pilota. Smutne to, ale wielu naszych rodaków nie rozumie co się stało; żałują zdemolowanego pasa startowego, zniszczonego – drogiego samolotu, doszukują się przyczyn tego wypadku takich, ze nie będę nawet tego przytaczać. Żałosne wystąpienia. Czasem pojawia się jakiś pilot rozpostarty w fotelu, wypiękniony, który usiłuje podważyć umiejętności i odpowiedzialność majora M. S. Krakowiana. Wypada w hołdzie wyłączyć nagranie. Niestety to jest po prostu zazdrość i to bardzo widać. Poprzeczka jest wysoko postawiona, żeby Mu dorównać. Major Maciej Slab Krakowian zbudował legendę opartą na solidnym dorobku, znakomicie udokumentowanym. To legenda rangi Żwirki i Wigury, Dywizjonu 303. Trudno będzie ją podważyć i się z nią zmierzyć tym bardziej. Polacy wpłacili na konto wdowy i dwóch synków- bliźniaków po majorze Macieju Slab Krakowian miliony złotych (1,5 miliona dziennie) . To są pieniądze od darczyńców zwykłych obywateli po 20, 100 zł. Czy to nie piękne i wspaniałe? Takie rzeczy zawsze będą wzbudzać zazdrość,,, złych i maluczkich ludzi. Marzanna Leszczyńska

AS LOTNICTWA – MAJOR SLAB MACIEJ KRAKOWIAN Dowiedz się więcej »

Śmierć – ciemna strona księżyca …

„Memento mori” to łacińska sentencja, która dosłownie oznacza „pamiętaj o śmierci”. Jest to filozoficzne przypomnienie o nieuchronności śmierci, mające na celu skłonienie do refleksji nad życiem i jego ulotnością. W kulturze, sztuce, religii różnych wyznań – ten motyw często przybiera formę symboli takich jak czaszki, krzyże, trumny, klepsydry, ogniska, tratwy ze zmarłymi, ogień czy zwiędłe kwiaty, mających unaocznić przemijanie. Czasami okrucieństwo – to we wschodnich religiach. Dziwny jest ten świat. Czy My o tym myślimy, zdajemy sobie z tego sprawę – co to jest śmierć ? Czy się zastanawiamy – co będzie z nami czy z naszymi bliskimi ? Chyba nie w młodości – przyjmujemy życie jak wypieczoną , pyszną kromkę chleba z masłem w ręce. – a w zasadzie wzrokiem w komórce. Śmierć – jest też kromką chleba, która przypomina drugą – tą ciemną stronę księżyca. Dlaczego? Bo dopiero na starość coś nasz rusza i zaczynamy o tym myśleć. Poznajemy jej dobry smak – smak przemijającego życia, który już nie wróci na starość. Taki jest ten dzisiejszy dziwny świat. Tak zwana – chwila życia – strasznie mnie to martwi i boli moje uczucia. Opowiem tak … Byłem przy śmierci swojego taty – walczyliśmy wspólnie z siostrą i rodziną przez wiele lat – codziennie – i jestem z tego dumny – aby jeszcze żył – był z nami. Dziś się zastanawiam nad jednym – czy nie cierpiał w czasie tej ostatniej przygody życia … nie wiem. Wiem jedno – robiliśmy wszystko – aby żył jeszcze… To nie było cierpienie – może w ostatnich chwilach.   Śmierć czeka każdego z nas. Nikt nie wie, kiedy jego czas się skończy, ale szacuje się, że każdego roku umiera 56 mln ludzi. Według GUS, w 2021 r. przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce wyniosła 71,8, a kobiet 79,7 lat. Eksperci medyczni wyjaśniają, jak wyglądają ostatnie etapy życia człowieka w sędziwym wieku. Śmierć jak każdy proces ma etapy, które warto poznać – głupio napisałem … – zapoznać się z nimi, by przygotować się na odejście siebie czy bliskiego . To trudny temat, który jest odrzucany przez nas – staramy się nie myśleć o tym – ale on powraca co jakiś czas. W naszych myślach czy snach. Co powinniśmy wiedzieć o umieraniu ? Nie ma chyba osoby, która czasami nie zadaje sobie takich pytań. Szczególnie w obliczu śmieci kogoś bliskiego. Co się dzieje z nimi czy z nami po śmierci? Jak ona będzie wyglądać? Jaki chcemy mieć pogrzeb ? Czy śmierć oznacza koniec wszystkiego, czy dopiero początek naszej drogi? Ludzie od wieków próbują odpowiedzieć na te pytania. Wbrew powszechnemu przekonaniu śmierć  z powodu starości w rzeczywistości nie jest spowodowana fizycznym zużyciem lub rozpadem organizmu. Jest to zwykle połączenie chorób, które kumulują się z czasem, powodując niewydolność narządów i ostatecznie śmierć. Wraz z wiekiem – ciała starszych osób stają się słabsze, co czyni je bardziej podatnymi na dolegliwości fizyczne, takie jak np. choroby serca, udar mózgu czy inne dolegliwości — to najczęstsze przyczyny śmierci ludzi w podeszłym wieku. Inne zagrożenia, na jakie narażone są osoby starsze – takie jak każdy może je mieć ( i nie wiedzieć o tym… ), to rak, demencja, cukrzyca  czy problemy z oddychaniem — wszystkie z nich mogą przyczynić się do naszej śmierci w ciągu kilku lat lub nawet miesięcy. Nieodpowiedni styl życia, czyli zła dieta, brak ruchu, papierosy , nadmierne picie alkoholu, nadużywanie narkotyków i  dzisiejszy stres życia ma na to ogromny wpływ w połączeniu z czynnikami związanymi z wiekiem. Krótko mówiąc, śmierć z powodu starości niekoniecznie jest spowodowana jednym konkretnym czynnikiem – to wynik wielu problemów związanych ze starzeniem się organizmu. Ale możemy temu w jakiś sposób pomóc, zapobiec. Przez co ? przez miłość do swoich bliskich – babć, dziadków, rodziców – mamy czy taty, starych cioci, wujów czy miłych sąsiadów czy sąsiadek – tylko trzeba chcieć – nie zapominać o nich . Być przy nich do końca ich dni … pocieszać, wspierać, pielęgnować, karmić… – być przy nich!!! – Do końca – trzymać ich rękę w agonii – Oni potrzebują tego – mam wrażenie po swoich przeżyciach – że tego bardzo potrzebują – nie chcą być samotni jak odchodzą – chcą żeby ktoś z nimi był – bliska osoba. Ale Ona – ta śmierć – musi być radosna – musi kochać to rozstanie – chociaż łzy jej po policzku płyną … bo już nic nie może zrobić. Ociera tylko twarz swojej mamy, taty, babci czy dziadka … zwilża wodą usta – bo taka jest ta śmierć – paskudna, okrutna. A jak my będziemy umierać – czy ktoś się nad tym zastanowił ??? Z technicznego punktu widzenia nikt nie umiera ze starości. Wraz z wiekiem nasze ciała w naturalny sposób zaczynają być mniej sprawne, zarówno pod względem wydolności fizycznej, jak i poziomu energii. Wynika to z procesu starzenia, który jest niezwykle złożonym cyklem zmian biologicznych, jakie zachodzą powoli w czasie. Wraz z wiekiem komórki zaczynają się rozkładać i stają się mniej wydajne, co prowadzi do osłabienia mięśni, wolniejszego czasu reakcji i ogólnego zmniejszenia sprawności fizycznej lub umysłowej. Starsi ludzie są bardziej podatni na choroby, takie jak przeziębienie czy grypa ze względu na osłabiony układ odpornościowy. Zdolność organizmu do zwalczania infekcji również zmniejsza się z czasem, co może prowadzić do innych komplikacji zdrowotnych, takich jak rak lub choroby serca. Innym czynnikiem przyczyniającym się do śmierci ze starości jest po prostu stopniowa degradacja układów organizmu w miarę upływu czasu. Może to być przyspieszone przez czynniki związane ze stylem życia. Ale ostatecznie nawet zdrowi i wysportowani ludzie nie mogą uciec przed skutkami starzenia się organizmu, bo możliwości fizyczne się kurczą i doprowadzą do ostatecznego zgonu. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy ta przyczyna została wykryta wcześniej, była leczona bez powodzenia czy też zaniedbana latami. Za śmiercią zawsze stoi jakiś stan chorobowy, nawet jeśli ludzie umierają we śnie. Koniec życia jest czymś, z czym wszyscy kiedyś będziemy musieli się zmierzyć- i chociaż nie ma sztywnych reguł określających, jak powinien się ona się potoczyć, niektórzy uważają, że proces ten może przebiegać etapami. W zależności od naszej kultury etapy te mogą obejmować: – oddalenie się fizycznie i emocjonalnie, –

Śmierć – ciemna strona księżyca … Dowiedz się więcej »

Biało – czerwona z brunatnym masztem

Już niebawem ważny dla Polaków moment wyboru prezydenta kraju. Portal http://www.idealzezgrzytem.pl jest otwarty na opinie z różnych stron od prawa do lewa poprzez środek i nie zabrania ich wyrażania. Swoim osobistym wywodem odważył się podzielić dr Robert Wójcik. Ja zapraszam do polemiki – Marzanna Leszczyńska Jesteśmy po pierwsze turze wyborów na Prezydenta Polski – mówię o dniu 18 maja 2025 roku. Przed nami druga- 1 czerwca 2025 roku. Powiem dosadnie – Te wyniki pokazują, że około 40 ( %)  procent głosujących wypisało się z  naszej Polskości. To są ludzie – Polacy – którzy nie szukają swojego własnego źródła wartości, poczucia tożsamości w Polsce – a przede wszystkim w Europie. Są pod wpływem polityki obecnego prezydenta USA i jakiejś nienawiści do Unii – to po prostu koszmar – zły sen. Facet , który nic nie zrobił – obiecał , że w przeciągu jednego dnia skończy się wojna na Ukrainie. Ile minęło dni, miesięcy – i tzw. „kicha”. Skłócił cały świat swymi tezami i czynami o cłach … 4 ( cztery) – miliony amerykanów jest na bruku – przez jego podpisy na jego ustawach czy dekretach. Durnych. Putin robi go w „ pionka” i za każdym razem ogrywa. Amerykański prezydent – chce dziś Kanady, Grenlandii , kanału Panamskiego czy Sueskiego – demokrata – dyktator ? Coś mi to przypomina sytuację z lat dwudziestych ubiegłego wieku w Niemczech – różnica jedna – ten „amerykański” ma białe włosy i czerwoną twarz – ten „niemiecki dyktator” – miał wąsik pod nosem i grzywkę zaczesaną raz na prawo – czasami na lewo … Teraz inaczej. Czym jest dla mnie Polskość – co to jest dla mnie Polskość ? – to czas panowania dynastii Jagiellonów… tego nie rozumie ( i nigdy nie zrozumiał przez osiem lat) jeszcze obecny panujący prezydent Polski – który zrobił w Polsce chaos i bałagan – to tragedia – i dobre jest to dla Polski, że już nigdy nie będzie prezydentem – powiedzmy szczerze – najgorszym prezydentem od pierwszej wojny światowej – tak będą pisać już niedługo w podręcznikach historii dla naszych dzieci. No bo jak można rozumieć tzw. „ ustawki kibicowskie” Coś mu się pomieszał w głowie pod koniec swojej kadencji. Tragedia. No i najważniejsze – z Pałacu Prezydenckiego chce zrobić agencje towarzyską. Panie Prezydencie – „mewki” są i tu i tam. Nad morzem Bałtyckim i nad Wisłą. Nie wiem czy Pan to rozumie ? Teraz tak trochę historycznie. Czasy panowania dynastii Jagiellonów to okres szczególnego rozkwitu Polski we wszystkich dziedzinach. W państwie Jagiellonów funkcjonowała tolerancja wyznaniowa, nieznana w reszcie Europy i współżyły pokojowo różne grupy etniczne i różne kultury. Ze względu właśnie na tolerancyjność kierowały się tu intensywne strumienie imigracyjne i znajdowały bezpieczny azyl uchodźcy polityczni i religijni z wielu krajów. Wzmagało to potencjał demograficzny naszego państwa, wzbogacało gospodarkę i kulturę Europy. Wzrastało poczucie narodowe, postępowało formowanie się politycznego narodu. Polska stawała się potęgą nad morzem Bałtyckim, niezwykłą. Za panowania Jagiellonów miały miejsce niezwykłe ważne wydarzenia w zakresie sytuacji wewnętrznej kraju. Ukształtowała się tzw. demokracja. Wiek XVI przyniósł szerzenie się prądów reformacji. Reformacja w Polsce miała głównie demokratyczny charakter i splotła się z walką szlachty o reformę państwa i podcięciem wpływów magnaterii. Tarcia konfesyjne nie przybrały formy konfliktu zbrojnego, a w roku 1573, po śmierci ostatniego Jagiellona, podpisano tzw. konfederację warszawską, gwarantującą swobodę sumienia – czego dziś tak bardzo nam brakuje… Lata panowania Jagiellonów były okresem szybkiego rozwoju gospodarczego – wzrosła liczba miast, rozwinęło się rolnictwo w formie głównie produkcji zboża w szlacheckim folwarku. Rósł eksport ziarna za granicę, a Polska zyskała w XVI wieku przydomek „spichlerza Europy” – inaczej – była liderem. Nazwanie tych czasów „złotym wiekiem” łączy się nie tylko ze wzrostem dobrobytu, ale także, a nawet głównie, z rozkwitem kultury. Szybkie postępy czyniła oświata, rosła liczba bibliotek, także prywatnych. Za rządów Zygmunta I rozwinął się wspaniale renesans. Król przebudował Wawel w nowym stylu, za nim poszli magnaci wznosząc wspaniałe renesansowe zamki i pałace. Przebudowywały się miasta, gdzie wznoszono renesansowe ratusze, sukiennice, spichlerze, w miejsce gotyckich budowano renesansowe kamienice. Kwitło malarstwo i rzeźba. Rozwijała się wspaniale literatura w języku polskim. To właśnie wspaniały rozkwit sztuki. literatury i nauki sprawił, że panowanie Jagiellonów przeszło do tradycji jako „złoty wiek” Polski. I dziś po setkach lat – to podziwiamy – podziwia cała Europa. A dziś – parę dni temu – mamy „Biało – Czerwoną” flagę na maszcie w kolorze brunatnym… To się nie zdarzyło nigdy – od drugiej wojny światowej – ale po 18 maja 2025 się to zdarzyło – dlatego piszę – ponad 40 ( %) procent naszego społeczeństwa – Polek i Polaków – widzi inaczej naszą ojczyznę. Widzi ją „brunatną”, brudną, zakłamaną – nie szanującą starych ludzi – emerytów – którym kradnie się mieszkania i wyrzuca się ich do domów opieki społecznej – robiąc sobie swój prywatny interes. Mami się młodych ludzi. I okazało się, że dobrych kilka milionów Polek i Polaków okazało się antysemitami, dziwnymi nacjonalistami, wrogami Unii Europejskiej – rasistami. Tego nie da się określić słowami. Jestem zszokowany i zaskoczony. Powiem Państwu, że jest to tak absurdalnie surrealistyczne, że nawet nie potrafię się oburzyć.  Dziełem społeczeństwa, w codziennym  trudzie, w pracy, w przedziale czasowym – jest mądrość – a przede wszystkim uczciwość. To wynik przekładu na użytek nasz i świata – polskiej myśli, twórczości, propozycji, razem tego – tych dzieł, które mają znaczenie głębsze i trwalsze niż nie jeden manifest Polskości.  Wyrazu, nazwy, określenia: „Polskość” nie znajdziemy w pomnikowym słowniku języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego (1771 -1847). Autor miał korzenie szwedzko-niemieckie, a wniósł wielki wkład w polską naukę i edukację. Był Polakiem, tak jak Polakiem jest dla nas pół-Francuz Fryderyk Chopin (1810- 1849) czy pół-Czech – Jan Matejko (1838 -1893). Wielu przybyłych z zagranicy architektów, malarzy – Niemców, Włochów, Francuzów, Holendrów itd. itp. współtworzyło polską kulturę przed rozbiorami. Znaleźli w Rzeczpospolitej przystań, czasem do końca życia. Ileż mamy w późniejszej naszej historii takich przykładów wybitnych spolonizowanych przybyszy i ich potomków budujących polskość. Po 1989 roku Polska staje się atrakcyjna życiowo i zawodowo – po upadku komuny, zwłaszcza po 1 maja 2004 roku – odkąd jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Ile jej zawdzięczamy – to podam tylko dosadne przykłady – zobaczcie jak się zmieniły nasze miasta, drogi które są dziś autostradami,

Biało – czerwona z brunatnym masztem Dowiedz się więcej »

Jakiego prezydenta chcą Polacy?

Do napisania tego artykułu skłoniła mnie rozmowa z moją bliską znajomą – ba! – przyjaciółką – która stwierdziła , że jestem „lewakiem”. Przykro mi się zrobiło z tego powodu – bardzo. Zna mnie cztery lata – i nigdy jej nie oszukałem w swoich poglądach. Nie wiem dlaczego tak się stało. Nie wnikam w to . Co znaczy znaczenie tego słowa – mówię o „lewaku” ? Wyraz „lewak” w znaczeniu – to ktoś o skrajnie lewicowych poglądach. No cóż – powiedzmy sobie szczerze – to określenie stygmatyzujące. W takiej interpretacji stygmatu użycie wyrazu „lewak” bądź „ lewactwo” upraszcza i szereguje człowieka do kategorii uznawanej za negatywną. Ma funkcję piętna. Inaczej – to określenie osoby, której nie zależy na swojej ojczyźnie i chce ją zniszczyć. Jestem już na emeryturze. Pracowałem ponad 40 lat – ciężko. Jestem katolikiem – tak jak moje dzieci czy moi rodzice. Przeżyłem czasy „komuny” w Polsce i można powiedzieć, że nie raz dostałem pałką o Zomowca. No cóż – każdy dobry uczynek musi być odpokutowany. Nigdy – tak jak moi rodzice nie należałem do żadnej partii czy ugrupowania politycznego. Nigdy nie miałem wrogów, zawsze starałem się rozwiązywać konflikty i szukać pojednania, konsensusu zgody. Kiedy budzę się rano, czuję ( tak mi się wydaje) , – że nie mam sobie nic do zarzucenia – inaczej – nikogo nigdy nie skrzywdziłem czy obraziłem. Kieruję się pewną zasadą, którą wpoił we mnie wspaniały nauczyciel ze szkoły średniej ( często to powtarzał na lekcjach) Sapere aude – „miej odwagę być mądrym”. Nie raz cierpiałem z tego powodu w swoim życiu – taki to los. Wróćmy do tematu – wydaję mi się, a wręcz jestem przekonany – że dobrą receptą aby wybrać w nadchodzących wyborach prezydenta – wszystkich Polek i Polaków – jest właśnie ta zasady – „ miejmy odwagę być mądrymi” – czego wszystkim życzę. Jaki powinien być prezydent? Są cztery cechy, z którymi chyba każdy się zgodzi, aby przyszły prezydent Polski był – uczciwy , odpowiedzialny , mądry i wielkim patriotą. Tak uważam – jeżeli ktoś się ze mną nie zgodzi – jego sprawa. Zacząłem grzebać w Internecie – i coś bardzo ciekawego znalazłem – nie powiem ( aby nie posądzać mnie o jakąś stronniczość ..) i nie napiszę kto zrobił bardzo ciekawą sondę – a w zasadzie dyskusję. Badanie było przeprowadzone na szerokim gronie populacji – Polek i Polaków. Stworzono listę opisów dotyczących różnych właściwości hipotetycznego kandydata – cech predyspozycji, kompetencji, sposobów postępowania – na podstawie ich wypowiedzi. Ciekawe wyniki … Jakie są zatem najważniejsze właściwości przyszłego prezydenta? Ogromna większość badanych (87%) za bardzo ważne uznaje, by stał on na straży Konstytucji, działał zgodnie z jej duchem i dbał o praworządność. Co najmniej trzy czwarte jako bardzo istotne postrzega takiej charakterystyki, jak bycie prezydentem wszystkich Polaków (79%), znajomość i rozumienie problemów zwykłych ludzi (78%), otwartość na dialog, porozumienie i współpracę (75%), zdolności przywódcze i umiejętność bycia liderem w trudnych czasach (74%). Dla około dwóch trzecich bardzo ważne są takie kwestie, jak to, żeby przyszły prezydent był niezależnym arbitrem i na równi traktował wszystkie siły polityczne w kraju (69%), miał doświadczenie w polityce międzynarodowej i sprawnie się w niej poruszał (69%), znał się na obronności i kwestiach bezpieczeństwa kraju (67%), dobrze współpracował z rządem (65%), korzystał z prawa weta zgodnie z interesem państwa i obywateli (65%) oraz był człowiekiem nowoczesnym – świadomym zmian i wyzwań, które stoją przed światem (64%). Około sześciu na dziesięciu badanych ( statystycznie) bardzo dużą wagę przywiązuje do tego, by prezydent stał na straży tradycji i wartości narodowych (61%), był stanowczy i zdecydowany w realizacji swoich celów (59%) i żeby był człowiekiem tolerancyjnym, otwartym na różne przekonania i poglądy (57%). Mniej niż połowa respondentów silnie akcentuje potrzebę, by przyszły prezydent stał na straży praw wszelkich mniejszości (48%), miał własną wizję rozwoju kraju (41%). Najmniej osób za bardzo istotne właściwości kolejnego prezydenta uważa to, by pełniąc urząd kierował się przede wszystkim wyznawanymi przez siebie wartościami i poglądami (30%) oraz, by reprezentował głównie interesy swojego środowiska politycznego (14%). Przy pomocy analizy – badania – sondażu – pogrupowano powyższe aspekty tworząc cztery czynniki odpowiadające czterem stylom sprawowania prezydentury: 1. NOWOCZESNY LIBERAŁ – tolerancyjny, otwarty na różne przekonania i poglądy, strażnik praw mniejszości, nowoczesny, świadomy zmian i wyzwań, które stoją przed światem, otwarty na dialog, porozumienie, współpracę, dobrze współpracujący z rządem, mający doświadczenie w polityce międzynarodowej i dobrze się w niej poruszający, znający języki obce w mowie. 2. LIDER NA TRUDNE CZASY – mający zdolności przywódcze, znający się na obronności i kwestiach bezpieczeństwa kraju, stojący na straży Konstytucji, dbający o praworządność, będący prezydentem wszystkich Polaków; 3. TRYBUN LUDOWY – znający i rozumiejący problemy zwykłych ludzi, korzystający z prawa weta zgodnie z interesem państwa i obywateli, stojący na straży tradycji i wartości narodowych, będący niezależnym arbitrem, na równi traktującym wszystkie siły polityczne w kraju; 4. CZŁOWIEK SILNYCH PRZEKONAŃ – reprezentujący przede wszystkim interesy swojego środowiska politycznego, kierujący się przede wszystkim wyznawanymi przez siebie wartościami i poglądami, stanowczy, zdecydowany w realizacji swoich celów, mający własną wizję rozwoju kraju. Z analizy ( badań – sondażu ) wynika , że trzy pierwsze style sprawowania prezydentury spotykają się ze zbliżonym poziomem społecznego zapotrzebowania ( średnia powyżej 6 %) , z pewną przewagą nad pozostałymi tego, który określam mianem lidera na trudne czasy (średnia wynosi 6,54; w przypadku trybuna ludowego jest to 6,29, a nowoczesnego liberała – 6,16). Zauważalnie mniejsze jest zapotrzebowanie na prezydenta, którego nazywamy tu człowiekiem silnym przekonań (średnia wynosi 4,94), a więc takiego, który jest silnie zdefiniowany przez skupienie się realizowaniu interesów swojego środowiska politycznego i kierowanie się przede wszystkim wyznawanymi przez siebie wartościami i poglądami. Mogę śmiało powiedzieć – Najbardziej pożądany typ prezydentury wśród osób o poglądach lewicowych to nowoczesny liberał, natomiast najdalszy im jest trybun ludowy i człowiek silnych przekonań. Odmienne potrzeby mają badani identyfikujący się z prawicą, którzy preferują jako przyszłego prezydenta człowieka silnych przekonań i trybuna ludowego. No to takie wyniki sondażu… ( przeprowadzone w 2025 roku). Teraz inaczej – co uważam – Prezydent musi być uczciwy , odpowiedzialny , mądry i wielkim patriotą ( drugi raz to podkreślam) . Powinien być przede wszystkim świetnym mówcą i wiarygodnym człowiekiem. Mieć wizję i strategię – która jest akceptowana przez Polki i Polaków –

Jakiego prezydenta chcą Polacy? Dowiedz się więcej »

Pytania do dr Artura Bartoszewicza w Polanicy Zdroju

Druga część spotkania z dr Arturem Bartoszewiczem w Polanicy Zdroju . Jest to kandydat na prezydenta Polski. Część ta dotyczy pytań wyborców i odpowiedzi kandydata. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Link do części 1 : https://idealzezgrzytem.pl/2025/05/05/majowka-z-polityka/

Pytania do dr Artura Bartoszewicza w Polanicy Zdroju Dowiedz się więcej »

MAJÓWKA Z POLITYKĄ

Pojechałam z własnej, nieprzymuszonej woli – bo tak chciałam. Przyznam, że w moim – nie takim znowu małym mieście – Gorzowie Wielkopolskim nikt nie wpadł na pomysł zaproszenia niezależnego, nie związanego z żadną partią polityczną kandydata na prezydenta – dr Artura Bartoszewicza. Nikt nie był zainteresowany, aby takie spotkanie zorganizować. Tak, chciałam zobaczyć na żywo kandydata na prezydenta Polski – dr Artura Bartoszewicza i pojechałam na spotkanie do Polanicy Zdroju w dniu 2 maja 2025 roku. Przyznam też szczerze, że szybkie pytania i jeszcze szybsze odpowiedzi w telewizyjnych debatach nie są dla mnie sposobem, abym mogła się do kogoś w ten sposób przekonać. Ekspert, któremu nie wybacza się absolutnie nic. Paradoksalnie, to od Niego można dowiedzieć się większej prawdy o kulisach tych wyborów, niż od Pana Krzysztofa Stanowskiego, który zapewniał, że po to właśnie wystartował w tych wyborach, aby ukazać nam rzeczywisty świat. Zapraszam na materiał ze spotkania, z którego się cieszę. Dostałam sporą porcję wiedzy, rewelacyjnie przekazaną zamiast kosztownych kiczowatych wystąpień, które prezentują pozostali kandydaci – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi nagranie ze spotkania. Zdjęcia zrobione zostały podczas spotkania oraz pokazują Polanicę Zdrój w dniu 2 maja 2025 roku.

MAJÓWKA Z POLITYKĄ Dowiedz się więcej »

LOVE STORY

O miłości przy okazji zbliżającego się Święta 14 lutego. Jedna z historii, obudzone nagle wspomnienie złą wiadomością. Tym bardziej, że Studniówka w tej historii wtedy była kluczowym wydarzeniem ( a mamy czas Studniówek). Smutna historia, ale piękna, bo związana z uczuciem. Jak w love story.  A co? Przypomnijmy sobie dawne pierwsze zauroczenia, często kompletnie bez przyszłości. Trudno się było po nich często pozbierać, ale jakoś składaliśmy się i szli dalej, bo przed nami było przecież całe życie…- Marzanna Leszczyńska Zapraszam na wzruszający tekst wrażliwego mężczyzny. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. W filmie wykorzystano archiwalne zdjęcia oraz fotografie przyrody Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich. Walentynkowy list do nieobecnych… To był dla mnie smutny poranek . Coś mnie tknęło w nocy – miałem dziwny sen, śnił mi się pogrzeb…. Rano zadzwonił do mnie mój najlepszy kolego – Andrzej – z klasy . Powiedział mi krótko – Danka nie żyje – od dwóch miesięcy… Nie będę opowiadał o pozostałej tej rozmowie przez telefon – bo mówiąc szczerzę – byłem taki jakby ktoś mnie uderzył obuchem w głowę. Postanowiliśmy, że pojedziemy na jej grób … Pojechaliśmy razem – po kilku dniach. Zapaliliśmy znicze – padał deszcz … było smutno i wspomnieniowo. Całe noce nie spałem …przypominałem sobie wszystko jak to było… wtedy. Jeszcze tuż przed jej śmiercią – rozmawialiśmy … były krótkie smsy – powiedziała mi na co ciężko choruje i kogo najbardziej kocha… Dostałem nawet od niej zdjęcia – piękne, urocze wnuki i wnuczki. Mam do siebie pretensje – że odezwałem się do niej po prawie 50 latach – ale fajne jest to, że odbierała sms i rozmowy telefoniczne – powiedziała mi o swoich nadziejach … jak było jej ciężko to powiedzieć. Potem przestała odbierać telefony i odpisywać na smsy … Wiedziałem , że cierpi i coś się stało , że to jest koniec – i chyba to wszystko co się wydarzyło w jej życiu było nieuchronnie podłe. Dlaczego ? Panie Boże dlaczego ? Dlaczego ? Dziś postanowiłem napisać do niej list – bo chyba gdzieś tam czytają takie rzeczy – ja w to wierzę. Proszę – przeczytajcie … „Witaj – Powiedzieć Ci, że u mnie wszystko w porządku ? Nie – nie jest w porządku – bo nie ma Ciebie. Chcę, żeby koniec był łatwiejszy niż początek. To bardzo trudne . Byłaś pełnią nadziei moich wspomnień, na które tak liczyłem, … i chyba ja roztrzaskałem to przez te wiele lat. Chcę Cię dziś pożegnać i nigdy nie zapomnieć o Tobie. Nie chcę dziś oglądać Twojego grobu – byłem już tam – ale przysięgam – będę go odwiedzał często. Niczego dziś Ci nie dam. Bo po co – nie ma Cię – i to smutne, Będziesz to widziała do końca tego świata, a kiedy już zgaśnie to wszystko … mam nadzieję, że się spotkamy – i wtedy porozmawiamy jak to było kiedyś. Trudno to zrozumieć, ale czas jest najlepszym przyjacielem przeszłości , a może przyszłości, która nas czeka. Co będzie – kiedyś się dowiemy. Ale wiesz – tylko nie My będziemy o tym wiedzieć. Spotkamy się kiedyś i spokojnie porozmawiamy. Wszyscy razem – taka klasa – nasza kochana klasa – 5G. Dziś, zapamiętaj – cały ból w moich oczach, … i oczach klasy … a nie to, co piszę . Proszę… Mam pytanie do Ciebie – czy spotkałaś już tam naszego profesora Bolesława Idyka, profesora Zbysława Kostkę, Panią profesor Irminę Wichtowską ?. Przecież Oni są pochowani tam gdzie Ty . Niedaleko. Ja wierzę w to , że po tym wszystkim co się stało, że jesteście blisko siebie. Proszę – Opowiedz mi w moich snach – co u nich ? – czy wiedzą , że za nimi tak bardzo tęsknimy – tak jak my za Tobą. Dlaczego to nam zrobiłaś… Głupie pytanie… A pamiętasz studniówkę naszą ? – byłaś wtedy na tej scenie – najpiękniejszą dziewczyną – piękna spódnica za kolana, biała, koronkowa koszula z haftami, wyjątkowa fryzura – włosy zapięte w grecki kok wokół głowy … subtelny makijaż – wyglądałaś wyjątkowo. I ten utwór przy którym razem tańczyliśmy – jak nasi koledzy z klasy Rysiek i Marek poprosili o instrumenty na których grała wynajęta kapela ( zresztą bardzo fajnie grała) i ich gra i głos tego nasze go kolegi – Rysia – hit tamtych czasów – Bonni Tyler –  „ It’s A Heartache” – sala szalała – wszyscy ruszyli w tany… a my byliśmy przytuleni do siebie – i sobie chyba wybaczyliśmy wszystko. Wiem , że potem gdzieś Cię odprowadzałem – trzymaliśmy się za rękę … byliśmy przytuleni do siebie, szeptaliśmy Coś sobie … szkoda słów – niech to pozostanie między nami – i skończył się ten wieczór, a w zasadzie studniówka – grubo po północy. Piękne chwile dla mnie – opowiedz im to w niebie … proszę. Swoją drogą – za naszych czasów – to były studniówki – dziewczyny były piękne – i nie pokazywały czerwonych podwiązek – wszystko było z klasą i umiarem – bardzo romantycznie i uczuciowo – sam na sam … Piękne chwile dla mnie – a dla Ciebie ? … Jezu zapomniałem , że Cię już nie ma – Nie nieprawda – Ty jesteś – i żyjesz wśród nas – nigdy nie zapomnę o Tobie…   Wiem, że nie będziesz mnie próbować zmuszać do pozostania w tych moich wspomnieniach – ale Wiesz – One są i do końca będą … Gdzieś tam patrzysz i widzisz . Wierz mi – dla mnie to niezwykle miłe, że mogę napisać dziś o Tobie. … Nie potrafię znaleźć słów. Ale dziś nie musimy się pożegnać – bo to boli. Dziś jest dzień – kiedy wszyscy sobie przypomną o Tobie. Musze trzymać język za zębami, krtań przełyka smutek , łzy same lecą – nie potrafię znaleźć słów jak mi smutno , że odeszłaś tak szybko… Już nie ma miejsca na to, żeby coś się zmieniło – ale są wspomnienia. Zawsze tak nas pamiętam. Więc proszę Cię dziś – Ty jesteś gdzieś tam niedaleko – blisko nas… i jak mnie dziś widzisz czy słuchasz – uwierz mi –

LOVE STORY Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry