Odpocznę sobie na starość…

Zastanawiam się czy ktoś opisał wejście w jesień swojego życia z równą obserwacją i rejestracją otaczających nas czasów. Zachować optymizm, dystans i szukać prawdy dalej bez okłamywania się, że się starzejemy, że nadeszła jesień życia. Mamy listopad , ale też dla wielu z nas nadeszła jesień życia, która każdego czeka – bez wyjątku. Uczymy się od innych, mądrych, rozsądnych ponieważ to jest właściwe wyjście. Zapraszam na jedyny w swoim rodzaju tekst dr Roberta Wójcika, a ja dołączam swoja ilustrację – Mierzęcin, z którym autor artykułu związał dziesięć lat swojego życia – Marzanna Leszczyńska Naciśniecie czerwonego prostokąta z czerwoną strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką. Koniec lutego tego roku – „pożegnanie” . Jest piąta nad ranem – dziś już ostatni dzień – nazajutrz nie muszę iść do pracy – pozostało rozstanie. Dziwne – ale się nie denerwowałem. Byłem bardzo spokojny – nic mnie nie wzruszało – szkoda mi tylko było samochodu służbowego ( zawsze je miałem…) Tak – jakieś to wszystko było – bez emocji, owszem były przemowy. Mało ludzi – i dobrze. Ciasto i kawa, trochę alkoholu – i miłe prezenty – od nielicznej grupy znajomych mi sercu. Inni nie przyszli – no bo i po co. Może mnie nie lubili ? – a może żeby się nie przekonać o tym , że mi zazdroszczą. Chciałem, aby to szybko się skończyło – to rozstanie. Szału nie było – nie liczyłem na to – bo to ostatnie rozstanie z pracą – która nie była moją pasją. Swoje serce zostawiłem gdzie indziej… W ciągu przeżytych lat zbierałem różne doświadczenia, gromadziłem wspomnienia i emocje. Nikt z nas nie jest wolny od złych doświadczeń, a były takie – ale jest też tak, że każdego spotykają także chwile dobre i piękne. Były i te i tamte. Boże – ile bym zrobił rzeczy inaczej ? – to jest ciągłe pytanie, które dziś w ten jesienny poranek gdzieś tam błąka się w moich myślach. Czy jak emeryt – jest mi lepiej ? Nie wiem ? Wiem, że to, jak będę się starzeć, w dużej mierze zależeć będzie ode mnie i nie mamy tu na myśli np. czynnego wypoczynku na świeżym powietrzu czy odpowiedniej diety lub innych form zdrowego stylu życia. Tego chyba mam dużo. Wstaję o szóstej rano i idę na spacery z moimi czworonożnymi członkami rodziny – pieskami – mam ich czwórkę ( czasami piątkę). Wieczorem , a czasami w dzień – powtórka. To dobre ponad dwie godziny aktywnego spaceru. Do tego dochodzą schody – dokładnie 22 stopnie. Są też pewne słabości – każdy je ma. Na tych spacerach towarzyszy mi przysłowiowy „papierosek”. Ale jestem pewien, że kolosalne znaczenie ma psychika i umiejętność radzenia sobie ze stresem. Staram sobie uświadomić siłę pozytywnego myślenia na sposób radzenia sobie z nadmiarem czasu. Nie jest to łatwe i mam z tym kłopot. Czuję, że nadszedł czas wspomnień – w zasadzie ich kumulacja. Chyba miałem, za bardzo intensywny tryb życia. Muszę zaakceptować starość – taką jaka jest … To trudne. Zastanawiam się skąd powiedzenie „jesień życia”? I dlaczego po tej jesieni nie ma zimy? No jest – ona zawita prędzej czy później, gdy w pędzie codzienności zatrzymam się jeden czy dwa metry pod ziemią. Mowa polska zna wiele eufemizmów, których używa się po to, by nie wspominać o starości. „Jesień życia” to pikuś. Mówi się też o „złotym wieku”. Nie wiem czemu. Do stawek emerytur to na bank się nie odnosi. Mam też wrażenie, że jakby ostatnio ludzie rzadziej  „umierali”. Częściej się mówi: kończą bieg życia, odchodzą do Pana, finiszują ziemską wędrówkę, przekraczają próg wieczności itd. Takie eufemizmy i synonimy, które są chyba miąższem literatury – coraz bardziej są słyszalne w mediach. Spoko. Mi pasuje. I będzie pasowało, dopóki przez to nie przegapię swojego własnego „przemijania”. „Trzeci wiek” może i brzmi romantycznie, ale może też być wymówką dla braku produktywności ludzi starszych w porównaniu do tych na etacie. Prędzej przemawia do mnie określenie „zmierzch życia” – tyle, że podobnie jak o starości, nikt o nim nie wspomina. Znam jeszcze inne, wyszukane określenie: „wiek matuzalowy”. Odczytuję je jak pobożne życzenie, biorąc pod uwagę fakt, że rzeczony biblijny Matuzel miał żyć 969 lat. Nie .., nie chcę tak długo żyć. Moje przemyślenia o „Starości” : Starość – z jednej strony wydaje się być pojęciem neutralnym, opisującym określoną fazę życia, z drugiej natomiast — stanowi ono jakieś dziwne tabu – chyba językowe. Innymi słowy starość nie jest traktowana — również przez badaczy tego zagadnienia — jako naturalna faza życia (jak np. młodość), o której możemy swobodnie mówić czy pisać, ale jako faza życia obciążona ciężarem symbolicznym – faza, o której trzeba mówić delikatnie, ważąc słowa, tak aby nikogo nie urazić. Można bez przeszkód mówić o kimś, że jest człowiekiem młodym, trudniej — że jest człowiekiem starym. Starość wydaje się być traktowana jak wstydliwa choroba bądź inna przypadłość. Warto przy tym zauważyć, że pojęcie „stary” może odnosić się zarówno do wieku, jak i do np. zażyłości („stary kumpel”) i wtedy nie tylko nie stanowi tabu, ale budzi bardzo pozytywne skojarzenia. W tym miejscu pragnę postawić pytanie o to, czy sam fakt tabuizacji starości nie przyczynia się w rezultacie do jej faktycznego stygmatyzowania? Może tak , a może nie. Ale mam wrażenie, że obecnie także mamy do czynienia z ambiwalencją starości. Z jednej więc strony sięgamy po pozytywne pojęcia kojarzone ze starością, takie jak np. „senior”, czy „nestor”. Określenie „babcine” kojarzy się bardzo rodzinnie i ciepło. Starość kojarzona jest z mądrością (co np. bywa symbolizowane przez siwy włos), dojrzałością, dostojnością, szlachetnością, doświadczeniem, autorytetem, szacunkiem. W wielu kulturach decydującą rolę pełni tzw. starszyzna, która też cieszy się największym szacunkiem pozostałych członków społeczności. Osoba starsza pierwsza podaje rękę na przywitanie, jako pierwsza zabiera głos w grupie. Przecież pierwsze obrady w polskim parlamencie po wyborach prowadzi marszałek senior, będący najstarszym posłem lub senatorem. I wreszcie, Pana Boga symbolicznie przedstawia się niekiedy jako dobrego i mądrego starca z siwą brodą (abstrahuję w tym momencie od trafności wspomnianej metafory starca, która może się przyczyniać do bardzo uproszczonego postrzegania Boga i religii). Wśród innych norm kulturowych warto wymienić

Odpocznę sobie na starość… Dowiedz się więcej »

Lądek Zdrój – miesiąc po powodzi

Rozmowa z Andrzejem Czapskim. , który przez 30 lat mieszkał w Gorzowie Wlkp., ale urodził się i wykształcił w Lądku Zdroju i do niego wrócił- od 17 lat jest znowu jego mieszkańcem. Opowiada o powodzi w swoim miasteczku i o tym jak się teraz tutaj toczy życie – minął już miesiąc od katastrofy. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. Marzanna Leszczyńska: Można powiedzieć, że jesteś szczęśliwcem. Mieszkasz przy rzece, dookoła zgliszcza, a twój dom cały. Miasto miało odcięty gaz przez cały miesiąc, a ty gotowałeś sobie obiad na piecu i było ci cieplutko. Nagrałeś z okien swojego domu przerażające obrazy. Andrzej Czapski: Tak, określam się wielkim szczęściarzem. Chyba czuwała nade mną jakaś opatrzność, jakieś zrządzenie losu. Nie miałem długo nadziei, że tak się to dla mnie łaskawie skończy. To był duży stres, bo właściwie woda już podchodziła niebezpiecznie i byliśmy pewni, że piwnice będą zalane, brakowało 5 centymetrów aby woda wdarła się wraz z nieczystościami do piwnicy sąsiada mieszkającego pode mną. Patrzyliśmy na to przerażeni, na szczęście po 20-30 minutach woda zaczęła opadać, to widać było po śladzie na ścianie budynku. Napięcie trwało – góra – pół godziny po czym odetchnęliśmy z ulgą. Od rzeki mój dom oddzielony jest pierwszą linią zabudowań potem jest ulica i w następnej linii stoi mój dom, który okazało się jest troszeczkę wyżej niż sąsiedni dom, którego garaż został już zalany do pół metra. To drugie szczęście jest związane z ciepłem, które mam. Byliśmy wszyscy namawiani jeszcze tak niedawno do likwidacji pieców, wielu to uczyniło. Prawdę mówiąc też bliski byłem zrobienia tego, bo miało być wygodnie na starość. Teraz sam sobie dziękuję, że mam piec w kuchni i mogę sobie gotować, w sypialni mam drugi piec kaflowy i mogę się nim ogrzać. W naszej części Lądka Zdroju akurat nie było gazu po powodzi przez cały miesiąc. Gaz mieli ci mieszkańcy, gdzie jest nitka wysokociśnieniowa, tam kotłownie pracowały zaraz po powodzi – to są okolice od strony Kłodzka. Część zdrojowa nie miała gazu długo ponieważ został zniszczony kolektor na jednej z wysepek. Przekładana też była rura główna przez wiadukt, który ocalał jako jedyny z 5-ciu mostów, aby przerzucić nitkę gazową na drugie nabrzeże. Gaz był wyłączony do czasu aż udało się to wszystko spiąć. Marzanna Leszczyńska: Przeraża mnie ta likwidacja tego co jeszcze dobre – mam na myśli te piece. Inne narody myślą inaczej, zabezpieczają się na różne sposoby, nie polegają na jednym źródle energii. Kiedy dowiedzieliście się, że czeka was katastrofa ? Jak zareagowaliście, czy była panika ? Andrzej Czapski: My jako mieszkańcy nic nie wiedzieliśmy. Były deszcze większe i mniejsze, ale woda opadała i myśleliśmy, że kryzys minął. Docierały do nas różnymi drogami informacje, że ostrzegali nas Czesi, a Komisarz Europejski ostrzegał Polskę, że idzie potężny niż i spodziewane są duże opady i że mamy się zabezpieczyć. Nikt nas nie poinformował o tym. Byliśmy zupełnie nieświadomi, można powiedzieć zaskoczeni, gdy myśleliśmy , że kryzys minął, a tymczasem woda zaczęła się gwałtownie podnosić i to tak, że w ciągu 15 minut podniosła się o 3-4 metry. Burmistrz miasta słuchał się hydrologa i ewakuował ludzi z terenów , gdzie domy były na wysokości rzeki, można powiedzieć, że zrobił to z nimi na siłę. Ludzkie życie zostało ocalone, dobytek nie. Byli ludzie, którzy nie dali się ewakuować. Praktycznie na ulicy Langiewicza rzeka zrobiła sobie pole bitwy – tam niektóre budynki zostały zmiecione, a te co zostały nie nadają się do zamieszkania. Oczywiście kierowano się doświadczeniami z ubiegłej powodzi w 1997 roku i te tereny ewakuowano, jednak nie spodziewano się, że tym razem będzie ściana wody, tym razem spadło wody dużo więcej. Marzanna Leszczyńska : Czy są ofiary i ile ich jest? Andrzej Czapski: Oficjalnie nikt jeszcze takich informacji nie podał. To jest temat newralgiczny, ludzie się boją mówić o tym cokolwiek. Na pewno 3 osoby utonęły. Marzanna Leszczyńska : Przygotowywaliście się do tego w jakiś sposób wcześniej? Działaliście w grupach? Andrzej Czapski: Kupiłem tylko zapas wody mineralnej. Każdy raczej samodzielnie w domu wyczekiwał, słuchał komunikatów, które nie były alarmujące. Chyba wszyscy myśleli o przeczekaniu. Byliśmy zaskoczeni i działaliśmy, gdy wszystko nadeszło. Wodę nam potem dostarczano, a gdy zniszczone były trakcje gazowe i elektryczne otrzymaliśmy kuchenki. Prądu nie było ok. tygodnia. Marzanna Leszczyńska: Czy bałeś się? Była panika, obawa, że przyjdzie nawet najgorsze? Andrzej Czapski: Ja akurat nie miałem takich obaw, bo wiedziałem, że mój dom jest wystarczająco wysoko. Wiedziałem, że ze względu na fakt, że to są góry, to woda z przerwanej zapory spłynie szybko. Ten najgorszy potok płynął może pół godziny. Byłem w stanie nawet nagrywać całe widowisko. Dom , w którym mieszkam ma 100 lat i pół metrowe mury. Sama woda nie była taka groźna jak to co ona niosła, a niosła kłody drzewa samochody, które uderzały w mury i to one robiły najgorsze szkody. Małe domki jednorodzinne położone przy samej rzece były okrutnie uszkadzane – te nie miały szans. foto: Andrzej Czapski Marzanna Leszczyńska: Opowiedz o obelisku Marianny Orańskiej, bo to ciekawa historia. Andrzej Czapski.: Obelisk Marianny Orańskiej był już od dawna nie tyle uszkodzony co mocno zabrudzony. Parę miesięcy temu go odnawiałem. Koło niego rosły dwa potężne cisy. Zaraz po opadnięciu wody poszedłem zobaczyć w jakim jest stanie po powodzi, bo to przecież zabytek. I stała się taka rzecz szczęśliwie, że te cisy uratowały Obelisk Marianny Orańskiej. Na tych cisach zatrzymał się niesiony materiał, a były to: kłody, palety, płyty, dechy, które zrobiły swojego rodzaju tamę i o tę tamę rozbijało się to co rzeka niosła i to z dużą prędkością. Gdyby nie te cisy, na których sama zbudowała się tama, to ten obelisk na pewno został by roztrzaskany. Andrzej Czapski podczas prac odnawiania Obelisk Marianny Orańskiej przed powodzią. Marzanna Leszczyńska: Opowiedz o zniszczeniach, bo przecież nie wszystko w mieście uległo zniszczeniu. Andrzej Czapski.: Bolączką są mosty. A było ich pięć. Był most na Złoty Stok, zabytkowy most średniowieczny św. Jana, wiadukt i dwa most w Zdroju ( jest jeszcze kładka w lesie). Praktycznie został tylko wiadukt. Most na Złoty Stok został już udrożniony bo miał

Lądek Zdrój – miesiąc po powodzi Dowiedz się więcej »

LECH JAKUBOWSKI – wspomnienie ucznia

W Dniu Edukacji czas się zatrzymać i powrócić do dawnych czasów szkolnych i poszukać w pamięci wyrazistych belfrów. ” Tajemniczy (inicjały)” wspomina plastykę z Lechem Jakubowskim ćwierć wieku temu. Niewielu spotkałem w życiu ludzi tak charakterystycznych jak Pan Lech. Nie był to zwyczajny nauczyciel, ale chodzące ucieleśnienie charyzmy oraz artyzmu. Zawsze ubrany w poplamioną od farby koszulkę, o siwej brodzie – wyróżniał się wśród nienagannie ubranych nauczycieli…zachowywał się również zupełnie inaczej.  Nigdy do końca nie wiedzieliśmy co ma na myśli kiedy żartuje, a kiedy jest poważny – byliśmy na to za mali. Niedopowiedzenia, które stosował dawały nam wiele do myślenia, uważam, że były próbą oddziaływania na nas, zmuszania nas do otwarcia naszej artystycznej duszy. Jego pracownia nie przypominała typowego gabinetu plastyka z pędzlami, farbami i innymi akcesoriami plastycznymi, a przyozdobiona była starym sprzętem agd, kołami od roweru zawieszonymi pod sufitem, znakami drogowymi i absolutnie wszystkim co można było sobie wyobrazić. Czuło się w niej wolność, a jej wystrój pozwalał wyzwolić w sobie nasze najbardziej artystyczne JA. Już od klasy ZERO ( czyli mieliśmy po 6 lat), pan Lech zwracał się do nas per Pan/Pani. Wskazówki, które dawał nam do rozpoczęcia tworzenia prac malarskich, ograniczały się do absolutnego minimum – i to nas wprowadzało w osłupienie no bo jak się właściwie zabrać do roboty? Teraz wiem, że chciał abyśmy umieścili w pracach jak najwięcej swojej dziecięcej duszy. Gdy my, dzieci ze szkoły podstawowej chcieliśmy często malować coś na modłę komiksu, on widział „kreski, plamy i dziury”. Dziurą była niezamalowana powierzchnia, która w naszym przekonaniu była np. „niebem”. Pan Lech nie przyjmował dziurawych prac. Nie masz pomysłu na zalepienie „białych dziur”, kombinuj – mawiał. I wtedy najczęściej wydobywał z nas „to coś”.  Każdy zalepiając „dziury” w swoim malunku, tworzył coraz to dziwniejsze, abstrakcyjne prace. Tak też powstał mój nagrodzony wyróżnieniem ogólnopolskim malunek. Wskazówki pana Lecha brzmiały w stylu „Namaluj co możesz robić w przyszłości”. By jeszcze bardziej zmobilizować nas do włożenia w to emocji, rzucił parę mało apetycznych (jak mi się wtedy wydawało) uwag, jak to dorosłe życie może wyglądać. Gdy mój dziecięcy umysł wyobraził sobie ślub i żonę, być może i pośród dziewczynek z klasy, skontrował to w jasny sposób – „nigdy w życiu…a więc pozostało zostać księdzem”. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie pragnąłem być księdzem – wtedy było to oczywiste wyjście. I tak, pilnując by nie było 'białych dziur’ powstała kremowo – granatowa praca, w której ja widziałem krzyż, ołtarz, może i nawet jakieś IHS a Pan Lech po prostu…zasługujące na walkę w ogólnopolskim konkursie plastycznym dziecięce dzieło. Pan Lech zaskakiwał na każdej lekcji. „Żółtą kartkę” od niego można było zgarnąć za przeszkadzanie na lekcji, rozmowy, ale też…za głupie jego zdaniem pytania. Kiedyś wylądowałem u dyrektora za rzucenie gumką do kolegi na ławkę obok, by mu ją pożyczyć bez wstawania z krzesła. Pan Lech stwierdził, że „mogłem go zabić „. To samo powtórzyłem dyrektorowi szkoły, starając się zachować powagę, jednocześnie zdając sobie sprawę jak niepoważnie to brzmi i ,że dyrektor raczej mi nie uwierzy, że to było prawdziwym powodem „wylądowania na dywaniku”. Tak, Pan Lech sprytnie zmuszał nas do koncentracji na lekcji i wyłączenia się na zewnętrzne bodźce. Tu jest sztuka, nic więcej. Nie piórniki, gumki, plotki – tu jest świątynia sztuki. Zajmowanie się czymkolwiek innym, odciąga cię od tego stanu więc jest naganne i można spodziewać się jakiejś kary – tak teraz to rozumiem. Gdy kogoś nosiło w ławce, był wypraszany z pracowni i kończył swoją pracę w holu. To też tak na prawdę nie była kara – Pan Lech donosił potrzebne przybory oraz nadzorował postępy. Zbrodnią było również „zamordowanie pędzli” – czyli umieszczenie niedoczyszczonego pędzla w zbyt dużej ilości farby. Kiedyś otrzymałem tytuł „seryjnego mordercy”, a pan Lech zwracał się do mnie 'Tajemniczy <inicjały>’. „Żółta kartka Pani Kasiu! Panowie, to nie jest dobry materiał na żonę” – najbardziej legendarny tekst Pana Lecha, zawsze był nagradzany Jego szczerym śmiechem.  Prócz tego, pan Lech dyktował nam cytaty Pablo Picasso lub…swoje własne, o których pochodzeniu dowiadywaliśmy się kończąc pisać. Pojawiały się również sprawdziany, na których za udzielanie prawidłowych odpowiedzi na takie pytania jak 2×2 dostawało się lufę. Pamiętam, jak to argumentował „Lekcje wcześniej, tłumaczyłem wam przecież czym jest sztuka. A więc dwa razy dwa to jest pięć! To jasne” – nic z tego wtedy nie rozumieliśmy. Mój kolega potrafił narysować idealnie odwzorowane postaci Disney’a, pan Lech gdyby mógł, najchętniej by podarł te rysunki. Za to kiedyś łokciem przewrócił puszkę z farbą, która zalała 1/3 jego pracy. Pan Lech przechadzając się po pracowni, stwierdził, że „ta plama mu się na prawdę podoba”. Kolega zgłupiał do cna. To wszystko na prawdę zdawało się nie mieć sensu, bo my zachwycaliśmy się kopiowaniem różnych postaci z bajek. Byliśmy nagradzani wtedy, gdy działaliśmy spontanicznie, do tego nie można przekonać tak łatwo i to wymaga wysiłku. Gdy się staraliśmy kopiować innych, pan Lech uznawał to za badziew – oczywiście nie mówiąc tego wprost. Ale teraz rozumiem, czemu to wszystko miało służyć. Robił wszystko, byśmy wkładali w te prace siebie, swoje artystyczne cząstki duszy które na innych lekcjach były nieużywane, skryte gdzieś głęboko w nas. Niesamowity człowiek, jedna z najbardziej barwnych postaci mojego życia w Gorzowie Wielkopolskim. Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

LECH JAKUBOWSKI – wspomnienie ucznia Dowiedz się więcej »

„Pcim”- Gorzów -„pipidówka” – czyli wielki Gorzów Wielkopolski…

Szanowni Państwo – kończymy temat Gorzowa Wielkopolskiego – chodzi o zmianę nazwy miasta. To nasza decyzja – portalu http://www.idealzezgrzytem.pl. Nic więcej nie będziemy publikować na ten temat. Dołożyliśmy tam swoją małą cegiełkę – zaznaczamy – jesteśmy zwolennikami pozostawienia nazwy miasta – czyli Gorzów Wielkopolski. Zastrzegamy – wszystko będziemy bacznie obserwować – mimo ciągłego „boksowania nas” – czyli straszenia po nocach jakimiś smsami, mailami, wpisami na Fb. Ten absurdalny pomysł o zmianie nazwy miasta – to były „ duby smalone” – ja bym powiedział jeszcze bardziej dosadnie. No bo jak można twierdzić, że nazwa Gorzów Wielkopolski świadczy o tym, że to jest „pipidówka” czy „pcim” . No tak – jeżeli będzie tak dalej – jak jest teraz, że Gorzów Wielkopolski się wyludnia – i niedługo będzie mieć mniej niż 100 tysięcy mieszkańców – może wtedy będzie „pipidówką” czy „ pcimem” – Ale na pewno zmiana nazwy miasta – jej skrócenie – nie pomoże temu miastu w stopniowym wyludnianiu i „starzeniu się” – pogorszy , bardzo pogorszy ten problem. Komitet „66” i ich inicjatywa, wszystko robił aby ku temu dążyć. Obłęd. Gorzowianie Wielkopolscy dali wyraźny sygnał komitetowi „66” w ankiecie, która powstała ( o ironio ..) na życzenie tego komitetu. Nie wspomnę o bardzo dużym wsparciu komitetu przez dziennikarzy, media czy też polityków – niezrozumiałe to dla mnie. Chyba było za mało cygar i kostek lodu w szklankach na tych „salonach” gdzie ten pomysł powstawał – swoją drogą wyciągany „ jak trup z szafy” już któryś raz. Czy to jakaś tajemnica, którą ktoś skrzętnie ukrywa ? A może coś innego ? A może pych, buta, arogancja, nonszalancja, że tylko „My” mamy rację – czyli „Elyta” – ja bym użył w tym momencie innego słowa – NIEUDACZNICY. Nie mieli sensownych argumentów, które były słabe, naciągane, wydumane. Kompletne amatorstwo. Narobili dużego bałaganu medialnego – bo obecnie cała Polska śmieje się z tego pomysłu zmiany nazwy miasta – zobaczcie to na stronach profesjonalnych portali na ekranach waszych komputerów. Nie wiem czy macie świadomość – zwracam się do komitetu „ 66” – jej członków i głównych inicjatorów – że pozostawiliście jakiś swój ślad w szeroko pojętych mediach i będziecie na zawsze kojarzeni z tą nie przynoszącą chluby Gorzowowi Wielkopolskiemu – inicjatywą czy absurdalnym pomysłem. Tam są Wasze nazwiska i imiona – Wasze tytuły naukowe i stanowiska zawodowe. Nadchodzący czas szybko to zweryfikuje. Sami to zauważycie już niedługo. Czy Wy tego nie czujecie ? – nie widzicie ? Proponuję zobaczyć się w lustrze – tam zobaczycie siebie – te swoje „ja”. Najlepiej to zrobić rano – i się zastanowić nad jednym – co ja zrobiłem lub robię dla tego miasta – Gorzowa Wielkopolskiego? Do członków komitetu „66” – proponuję zajmijcie się swoimi sprawami zawodowymi – w „waszym ogródku” . Wszak macie wiele różnych obowiązków i zadań. Nie wiem co dokonaliście dobrego dla tego miasta i jego mieszkańców. Ale wiem jedno – tragedia w OW NFZ, śmieci najdroższe w Polsce, uczelnia produkująca niepotrzebne tzw. „słabe” dyplomy. Proponuję – Zróbcie sobie taką „samo-ocenę” – czy jesteście zadowoleni z siebie ? Ja powiem krótko – „kończ waść wstydu oszczędź”. Ale tak nie jest – „Elyty” nie mogą się pogodzić z porażką i nadal próbują przeforsować swój absurdalny pomysł. Cóż – przegrywać trzeba umieć. Widać, że nie każdy to potrafi i nie każdego na to stać. Ale to Wasza sprawa. Gorzowianie Wielkopolscy – już Was ocenili. Przypominam – pod koniec sierpnia ogłoszono wyniki ankiety internetowej oraz formularzy papierowych. Wynik mówi sam za siebie – okazało się, że 2/3 z około 7 tys. osób opowiedziało się za dotychczasową nazwą ( czyli 75 %). Prezydent miasta Gorzowa Wielkopolskiego – Pan Jacek Wójcicki wyraźnie powiedział, że kończy sprawę – definitywnie. Choć w teorii radni mogliby przegłosować zmianę (konsultacje są wymogiem przy zmianie nazwy, ale nie muszą być wiążące), Pan Prezydent stanął po stronie większości głosujących. Tym samym ostudził  „przepchnięcie ” odcięcia przymiotnika z nazwy miasta. A to Panie Prezydencie – wielu Gorzowian zapisze Panu na plus. Wszak to któraś kadencja – będą następne. Problemem Gorzowa Wielkopolskiego od wielu lat – jest brak prawdziwych elit – politycznych , przede wszystkim naukowych, biznesowych, brak wsparcia dla prywatnej przedsiębiorczości, a o szeroko rozumianej kulturze już nie wspomnę. Tragedia w mediach – są jak chorągiewki – jak zawieje – tak będą pisać lub tworzyć coś w mediach czy gazetach. Absolutna negacja rzeczywistości. Koniecznie do głębokiej transformacji – jesteście „ zależni” , a nie „ niezależni”. Wam – Gorzowianom Wielkopolskim potrzebni są wizjonerzy – sprawdzeni zawodowcy i praktycy, którzy mają osiągnięcia w swoim dorobku zawodowym – po prostu – trzeba postawić na ludzi skutecznych i przede wszystkim młodych. Gorzów Wielkopolski trzeba odmłodzić – przyciągnąć młodzież. Wam jest potrzebna koniecznie elita intelektualna i jej ciągłe tworzenie. Jej nie ma – jest marazm. Oby się tylko coś opłacało w jakimś układzie. Wam jest potrzebna rozbudowa dróg krajowych i międzynarodowych i infrastruktury kolejowej . Wam – Gorzowianom Wielkopolskim jest potrzebna prawdziwa uczelnia akademicka – z poważnym naukowym zapleczem ( nie ten dziwny „twór” – co jest). A włodarzom tego miasta jest potrzeba wsłuchania się w rzeczywiste problemy mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego. Jest ich wiele. Nie poświęcajcie nigdy więcej czasu na zmianę nazwy miasta, bo to nie świadczy o mądrości. Ale jest „zielone światełko” – coś się dzieje. I to jest fajne. Myślę o małej grupie osób, która aktywnie brała udział, aby ten kuriozalny pomysł nie przeszedł – szczególnie było to widoczne na Fb. Zauważyliśmy to – portal http://www.idealzezgrzytem.pl – starał się im pomóc pisząc artykuły o Gorzowie Wielkopolskim i zmianie jego nazwy . Smutne jest to, że dziennikarze czy media ich nie zauważali. Chyba świadomie to robili, aby komuś się nie narazić i nie zadzierać z ekspertami „Elyty”. A tu taka niespodzianka. Było widać, że są zaskoczeni wynikiem ankiety. Dla tej aktywnej grupy osób – przeciwników zmiany nazwy miasta – DUŻE BRAWA – i jednocześnie nasz przekaz – jeżeli Państwo coś chcą opublikować związanego z problemami Gorzowa Wielkopolskiego portal http://www.idealzezgrzytem.pl jest otwarty – serdecznie zapraszamy. I tyle na ten temat. Obecnie apelujemy do wszystkich Gorzowian Wielkopolskich o pomoc dla powodzian w Kotlinie

„Pcim”- Gorzów -„pipidówka” – czyli wielki Gorzów Wielkopolski… Dowiedz się więcej »

I znów opadną liście, ale zanim…

Zabytkowe parki i pałace prezentują się jesienią szczególnie pięknie. Nie można przegapić momentów przebarwień, są niepowtarzalne, nie identyczne. Spacer w Mierzęcinie jesienią musi się wydarzyć – Marzanna Leszczyńska. Zapraszam na krótką prezentację – zdjęcia i muzykę. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Tekst poniżej dr Roberta Wójcika co roku aktualny. Do jesieni trzeba się przekonać. https://idealzezgrzytem.pl/2023/11/20/mierzecin-zanim-opadna-liscie/ Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.  Wyświetleń: 174

I znów opadną liście, ale zanim… Dowiedz się więcej »

Nie tylko Czocha i Książ na Dolnym Śląsku

Zapraszam na podróż po fragmencie Dolnego Śląska: Kamieniec, Zamek na Skale, Zamek Sarny, Zamek Międzylesie czy Pałac Harrego Pottera ( tylko za płotem). Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką – Marzanna Leszczyńska Kiedyś, zimową porą Marek Kaźmierski (niezwykły fotograf z Nowin Wielkich) opublikował wykonane nocą zdjęcie budynku przedbramia Zamku Grodno. Portal z szarego piaskowca, płaskorzeźby na elewacji – zrobiły na mnie piorunujące wrażenie – nic dziwnego ponieważ uznane są przecież za najpiękniejsze na Śląsku. Jak to się stało, że pierwszy raz usłyszałam o tym miejscu chociaż Zamek Grodno ma 700 lat i pamięta czasy Piastów Śląskich? Byłam w Grodnie, ale za naszą wschodnią granicą… Decyzja była szybka: Latem spędzam weekend na Dolnym Śląsku i poznaję Zamek Grodno. Był lipiec, gdy doszło do realizacji pomysłu. Niestety nocleg w tym miejscu załatwiany na ostatnią chwilę okazał się niemożliwy. Nie ma tego złego jednak co by na dobre nie wyszło. Zwolniło się miejsce w Kamieńcu i tam dotarliśmy późnym wieczorem. Tak się dzieje, że powracamy ciągle do tych samych miejsc – Zamek Czocha czy Książ mają potężną reklamę. Świeradów Zdrój to magnetyczne miejsce, które nie jest w stanie się znudzić. Tymczasem w ostatnich dwudziestu latach odnowiono tak wiele innych zabytkowych miejsc, które mają nowych właścicieli, nowe życie i krótką historię po odbudowie. W końcu ile razy można odwiedzać te same miejsca? Szczerze powiedziawszy nie lubię Zamku Czocha – dla mnie za dużo tam tragedii, imprez zaplątanych w siły ciemności. Może to jest ciekawe i sensacyjne, ale na pewno nie pozytywne. Gdy widzę fotografujące się pary młodożeńców, przechadzających się gości weselnych i słyszę o nocach poślubnych w komnacie, gdzie znajduje się łoże z zapadnią, gdzie ginęło w lochach tyle młodych pań nie spełniających oczekiwań władców tego miejsca to zadaję sobie pytanie: dlaczego na tak szczególny dzień swojego życia wybierają tak mroczne i dziwne miejsca? Naprawdę nie lepiej wybrać miejsce skromniejsze, biedniejsze, ale z pozytywną energią? KAMIENIEC Pałac Kamieniec , jego przytulne i wyjątkowe obejście jest cudowny i ma charakter kameralny. Jeśli szukasz spokoju, dopracowania, dobrego gustu, poczucia, że czas się zatrzymał, zieleni i wyjątkowego ogrodu to znaczy, że idealnie trafiłeś. Wybudowany w 1780 roku przez hrabiego von Hartig, a przebudowany w latach 80-tych XIX wieku przez rodzinę von Scherr- Thoss przeszedł nawet czasy II wojny światowej bez uszczerbku, a zrujnowały go dopiero powojenne lata tzw. komuny. Na szczęście wszystko uległo odwróceniu w 2006 roku, gdy Pałac trafił w prywatne ręce. Dzisiaj to miejsce sprawia wrażenie skończonego, stanowi całość tak zaprojektowaną, że choć miejsc noclegowych już nie ma to nie zauważa się tłumów ludzi i gwaru. Kojąco działa zieleń i kwiaty wokół Kamieńca. Osobiście wiele pomysłów podpatrzyłam i na pewno będę je wdrażać w swoim ogrodzie. Pomysł na ogród w ruinie jest super pomysłem. Budynek przy pałacu, a właściwie jego ruina bez dachu, ukryta w zaroślach potężnego jałowca i innych drzew, w której zorganizowano uprawy do kuchni i kwiaty, które zdobią wnętrza pałacu jest pięknym, oryginalnym i bardzo pożytecznym pomysłem, który uświadamia nam, że niektóre sprawy nie wymagają niebotycznych finansów, nie wszystko należy uprzątać i rozbierać. Połączenie luksusu, bogactwa z ruiną, patyną stanowi piorunującą estetyczną mieszankę. Żeby było interesująco, nie sztucznie, nie kiczowato to musi być nie tylko nowe, ale też stare. Są tutaj obszary klimatu angielskich ogrodów, ale są też polskie klimaty jak z dworku w „Panu Tadeuszu”. Ważne, że trochę z klimatu Pałacu Kamieniec można zabrać do swojego domu i podzielić się nim ze swoimi bliskimi kupując pałacową filiżankę, dżem, nalewkę, miód z tutejszej pasieki czy książkę napisaną przez tutejszych regionalistów i pasjonatów historii i życia na tych terenach. Będą na długie zimowe wieczory jak znalazł. ZAMEK SARNY Zasięgnęłam języka na miejscu i zwiedziłam również Zamek Sarny, a właściwie zamczysko, który ma całkowicie inny charakter niż Kamieniec. Ten zabytek jest w fazie odrodzenia i sprawa nie będzie jeszcze długo zamknięta. Powiem szczerze, że to jest właśnie dla mnie bardzo interesujące i frapujące – obserwować tę przemianę co znaczy – pojawiać się tu często (Coś dla mnie). Ta wybudowana w XVI wieku posiadłość ma niezwykłą historię, przeszła przez czasem tragiczne wichry historii, ale najważniejsze, że nadal istnieje. Stoi tylko 5 km od domu naszej najmłodszej noblistki – Olgi Tokarczuk. To w Zamku Sarny urodził się w 1866 roku Gustaw Adolf hrabia Gotzen ( gubernator Niemieckiej Afryki Wschodniej). W 2010 roku, gdy Zamek Sarny był bliski zawaleniu chciała go przejąć brytyjska fundacja Save Britain`s Heritage pod patronatem Karola, księcia Walii. Losy jednak sprawiły, że jest własnością fundacji założonej przez trzy prywatne osoby, które pozyskują różne fundusze na odbudowę i już 10 lat trwa rewitalizacja obiektu będącego na skraju zawalenia się. Gdy się patrzy na to zamczysko widać ogrom prac do wykonania, ale widać jak wiele już zostało zrobione. To miejsce tętni życiem i jest w fazie transformacji. A pole do popisu mają różni specjaliści. Na razie zachwyca zamkowa kawiarnia i Kaplica Św. Napomucena malowidłami z 1738 roku, w której wnętrzu rozbrzmiewa muzyka jak w raju, głosów które można słuchać i słuchać, długo jak najdłużej – tak wielkiej są urody. Budzą zdumienie zestawienia renesansowych polichromii i nowoczesnych grafik, kryształowych żyrandoli zawieszonych jeszcze na nie odrestaurowanych sklepieniach. Zastanawiam się jaką trzeba mieć miłość do tych murów, wiarę, że uda się to wszystko uratować? Wyobrażam sobie ile to wszystko wymaga wiedzy, poświęcenia, o finansach już nie wspomnę. Okazja do wykazania się i zrealizowania nie jednego geniusza ludzkiego. Widok jest imponujący, a kontrasty zachwycają: z jednej strony prawie spróchniałe okno, zamurowane cegłami i podparte deską i nowe piękne drzwi w secesyjnym stylu ledwie widoczne na potężnej ścianie odrapanej z tynku. Ciemne lochy ukazują ogrom potrzebnych środków i pracy – a co w nich będzie? Nie mam zielonego pojęcia – dlatego ciekawe będzie wszystko co przyszłość odsłoni. Zapiera dech ogromna ruina potężnego folwarku – w jej środku krajobraz jak ze starożytnych zabytków Rzymu: ceglaste łuki i ściany , a w środku poustawiane drewniane solidne stoły i krzesła – zapewne już dzieje się tam, oj toczy się życie dzisiaj na zamku. Zawieszona makieta projektu jak to będzie wyglądało po wykonaniu drewnianego sufitu

Nie tylko Czocha i Książ na Dolnym Śląsku Dowiedz się więcej »

Kolejna powódź na pewno przyjdzie, pytanie kiedy ?

Kliknięcie na czerwony prostokąt z białą strzałką na obrazku poniżej uruchomi krótki film. „Ta woda to nie rzeka- ona znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej” – powiedziała mieszkanka tej posesji Pani Kwit. To jest miejscowość przygraniczna Opawica – film Katarzyna Banach Dr inż. Robert Wójcik dzieli się swoimi refleksjami Polska od kilkunastu dni walczy z wielką wodą. Najtrudniejsza sytuacja jest w południowo-zachodniej części kraju, a na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie – wracają obrazki sprzed lat. To w 1997 roku nadeszła bowiem powódź zwana dotąd „powodzią tysiąclecia”. Sama nazwa sugeruje, że takie zdarzenie wypada raz na tysiąc lat. A dziś do podobnego zdarzenia dochodzi po około 30 latach. Po drodze był jeszcze 2010 rok. Więc musimy być gotowi na to, że tzw. „powodzie tysiąclecia” będą zdarzać się częściej – Nie nazywajmy tego „powodzią tysiąclecia”, ale „kolejną powodzią”. Może lepiej przygotujemy się do tej następnej powodzi za rok , 5, 10 czy 30-40 lat, bo na pewno jej nie unikniemy. Nawet gdybyśmy wydali miliardy miliardów, to i tak w każdej chwili może przyjść takie zdarzenie pogodowe, które nas zmiecie… Powódź jest jedną z najczęściej występujących i najgroźniejszych klęsk żywiołowych. Zdarza się w niemal każdej strefie klimatycznej i powoduje olbrzymie straty społeczne i gospodarcze. Powódź jest zjawiskiem hydrologicznym, polegającym na podniesieniu się stanu wód rzecznych lub morskich i wystąpieniu ich ze swoich brzegów. Powoduje to zalanie terenów lądowych, które w normalnych warunkach nie są zalane wodą. W pierwszej kolejności wodą zalewane są tereny nabrzeżne, doliny i tereny depresyjne. Różne są przyczyny powstawania powodzi. Ze względu na proces, który prowadzi do wystąpienia powodzi, wyróżnia się w Polsce powodzie: – opadowe – wywoływane przez intensywne lub długotrwałe opady, – roztopowe – wywoływane gwałtownym topnieniem nagromadzonego śniegu, – zimowe – wywołane przez nasilenie zjawisk lodowych, np. zator lodowy z kry na rzece, – sztormowe – wywołanych silnymi wiatrami, np. sztormami. Powodzie można skategoryzować jako naturalne lub antropogeniczne. Drugi typ powstaje na skutek niewłaściwego zarządzania urządzeniami hydrotechnicznymi, np. uszkodzenia zapory wodnej, wałów. Dla suchych terenów najgroźniejsze są odmiany błyskawiczne. Do powstania tego zjawiska dochodzi, gdy szybko zalany teren nie może wchłonąć nadmiernej ilości wody. Rodzajem powodzi błyskawicznej szczególnie groźnej dla „zabetonowanych” miast jest z kolei powódź miejska. Dochodzi do niej, gdy w wyniku ulewnych deszczów kanalizacja miejska nie jest w stanie przyjąć tak dużych ilości wody i dochodzi do zalania części lądu. „Powódź tysiąclecia” to określenie klęski żywiołowej, która w 1997 roku dotknęła Polskę, wschodnie Niemcy, Czechy, Słowację i Austrię. Była spowodowana wylewem wód z dorzeczy m.in. Bystrzycy, Kwisy, Nysy Kłodzkiej, Odry, Olzy, Oławy, Prudnika, Skory, górnej Wisły, Widawy i Złotego Potoku. Na skutek powodzi tysiąclecia doszło do śmierci ponad 100 osób. Powódź wywołała ponadto straty szacowane na 4,5 miliarda dolarów, z czego 3,5 mld dolarów w samej Polsce. To straty – a cała odbudowa zniszczeń po powodzi 1997 kosztowało nasze państwo – 34 mld zł. Woda w krajobrazie Kotliny Kłodzkiej i życiu tamtejszych domostw jest na trwale wpisana w jej pejzaż. Od wieków płynęła po górskich stokach, nie licząc się z władzą królów i cesarzy. Budziła niepokój i zachwyt, pracując jak rzeźbiarz nad pięknem krajobrazu. Bo kotlina ta jest wyjątkowa z otaczającymi ją ze wszystkich stron górami, do tego stworzona wręcz, by w czasie obfitych opadów deszczu zmieniać się w zabójcze, niszczycielskie rwące rzeki, wręcz wodospady, które pozostawiają po sobie ogromne powierzchnie zalane wodą. Takie dno jeziora… Na tamtejsze góry spada co roku około 1000 litrów wody na metr kwadratowy, ale co jakiś czas bywa jej więcej, stąd wpisane w pejzaż powodzie. Szczególnie tragiczne pojawiły się w latach: 1310, 1475, 1598, 1783, 1883, 1938 oraz 1997. Do annałów przechodzi właśnie powódź 2024 roku. Niż genueński Boris – sprawca obecnej powodzi – w połowie września rzucił cień nie tylko na Polskę, lecz także na spory kawałek Europy Środkowo-Wschodniej. W niektórych miejscach w ciągu czterech-pięciu dni spadły średnie półroczne opady. W naszym kraju roczna suma opadów w Sudetach wynosi od 900 do 1200 l/mkw., tymczasem od 12 do 15 września posterunek opadowy Kamienica w Masywie Śnieżnika odnotował 370 l/mkw. Na pogranicznych krańcach Śląska Opolskiego spadło do 330 l/mkw. Jaka to ilość wody? – to taka jakbyśmy wylali ponad 3 pełne wanny wody o pojemności 100 litrów w swoim mieszkaniu na podłogę w mieszkaniu na 1 mkw. Licząc średnio powierzchnię mieszkania np. 50 mkw – to mamy 15 000 litrów wody. Chyba ta liczba przemawia od świadomości każdego. Od setek lat niż genueński przemieszcza się tą samą trasą, znad Zatoki Genueńskiej u północnych wybrzeży Włoch, przez Węgry i Austrię, w kierunku południowej Polski. Wędrując w głąb kontynentu zwalania, a czasami na dłużej lokuje swoje centrum na pograniczu polsko-czesko-słowackim. Tor wędrówki pogodowego systemu powodziowego odkrył pod koniec wieku XIX niemiecki meteorolog Wilhelm van Bebber. Wirujący nad Bałkanami i Europą Środkową cyklon sprawiedliwie rozrzuca opady po nizinach i dolinach, ale to góry wypiętrzone na jego trasie są czynnikiem wymuszającym ekstremalne ulewy. Zgodnie z obecnymi modelami klimatycznymi wzrostowi średniej temperatury na Ziemi towarzyszy wzrost ilości pary wodnej w atmosferze, co oznacza wzrost sum opadów. Zagrożenie powodziami jak było, tak będzie, spotęgowane tylko przez ocieplenie klimatu. Do tego powodziowy niż formowany w naturalnym procesie przychodzi nad Kotlinę Kłodzką szybko i nie daje wiele czasu na przygotowania. Pytanie? Czy ktoś domyślał się skali zniszczeń, kiedy pod koniec sierpnia w prognozach dla Europy Środkowej było widać utrzymanie się upału w pierwszej dekadzie września, a później rozbudowę zatoki chłodu, czemu zwykle towarzyszą nawałnice? To starcie między ciepłem a chłodem przyniosło ten ogromny opad deszczu, którego konsekwencją była dramatyczna powódź. Czy można zakładać, że zagrożenie od strony cyklonów genueńskich zmalało? Raczej nie. Większa ilość energii ( przez niespotykany od wielu lat wzrost temperatury ziemi) w systemie woda-atmosfera odbije się we wzroście liczby cyklonów genueńskich, które niosą ekstremalne opady. A biorąc pod uwagę fakt, że występują seriami, tworzą się w krótkich odstępach czasu, będą wielkim problemem w nadchodzącej bliskiej przyszłości.  Smutne to wszystko – w czasach lotów na księżyc, potężnego rozwoju „infrastruktury komputeryzacji naszego życia”, rozwoju sztucznej inteligencji, szybkości przebiegu informacji, dostępnych baz danych, śledzenia wszystkiego co się dzieje na ziemi przez tysiące satelitów – do dziś nie potrafimy zapobiec takim katastrofom – albo przygotować się skutecznie, aby je zminimalizować. Ja tego nie rozumiem absolutnie. Mam takie wrażenie, że „żyję – lub – inaczej – ludzie „żyją” w innym świecie”. – Myśmy ten świat zmienili. Zmieniamy go coraz szybciej. Jestem już pewien, że nasze przyzwyczajenia

Kolejna powódź na pewno przyjdzie, pytanie kiedy ? Dowiedz się więcej »

Co z nazwą Gorzów Wielkopolski – nadal nic nie wiadomo

24 września 2024 r. miała miejsce sesja Rady Miasta i na niej nadal nie ogłoszono listy siedmiu radnych, którzy zagłosowaliby za zmianą nazwy miasta Gorzów Wielkopolski na Gorzów. To już druga sesja Rady Miasta, która odbyła się po ogłoszeniu wyników ankiety, w której to wzięło udział około 7000 Gorzowian i przeszło 66 % mieszkańców opowiedziało się przeciwko zmianie nazwy miasta. Miało być 7 dni na zebranie się tych 7 radnych, termin został już dawno przekroczony i nadal nie ustalono jego ram. Wniosek nasuwa się sam – nie ma odważnych radnych jak na razie – ale ciągle liczy się na to, że się w końcu odważą gdy nadejdzie odpowiedni moment, dlatego końca terminu do tej pory nie ustalono i pozostaje tylko jego przesuwanie. Na pewno warto przypomnieć, że praca na rzecz agitacji mieszkańców za zmianą nazwy miasta przez Komitet 66 ciągle trwa, mimo, że prezydent Jacek Wójcicki uznał wolę większości, a swoją batalię przegrali miażdżąco. Na 90- lecie ZUS, pracownicy tej instytucji wysłuchali wykładu na ten temat, a prelegent oświadczył, że zawsze jeżeli będzie taka okazja- będzie używał swojego autorytetu do usunięcia Wielkopolski z Gorzowa, bo zaszli za daleko i rozbudzili swoje nadzieje. Na minionej ostatniej sesji Rady Miasta zabrał istotny głos w nurtującej nas sprawie Eugeniusz Rożek, który brał udział w konsultacjach, jak twierdzi przekonywał mieszkańców do bycia przeciwko zmianie nazwy i zauważa, że wola zwycięzców nie jest szanowana. Na ostatniej sesji radna Halina Kunicka swoją wypowiedzią sprowokowała go do udzielenia pisemnej odpowiedzi na pytanie jakie jest jej stanowisko w tej sprawie, ponieważ ostatnio wypowiedziała się, że dla większości mieszkańców jest obojętne jak będzie się nazywało miasto. Eugeniusz Rożek przypomina, że wynik konsultacji nie jest wiążący dla radnych i chce znać stanowisko Haliny Kunickiej w tej sprawie, czy będzie chciała udaremnić zdanie 66% mieszkańców. Jak powiedział: Decyzji co dalej z petycją nie znamy, ale Pani wykazała wątpliwość, że będzie chciała zmienić nazwę miasta i chcę znać Pani zdanie. Jak zaznaczył Eugeniusz Rożek: Autorytarne działanie władzy w swoim czasie doprowadziło do wylansowania rodziny Elbanowskich. Ponieważ nie uzyskał odpowiedzi na wysłane do radnej Haliny Kunickiej pismo zadał to pytanie na sali i otrzymał taką oto odpowiedź: Halina Kunicka: „Szanowni Państwo, Szanowny Panie, Moja wypowiedź na sesji była stwierdzeniem rozmów i przekazaniem informacji, którą otrzymałam również przez mieszkańców. Szanuję mieszkańców, którzy oddali swój głos przy ankiecie, ale również szanuję ludzi, którzy stwierdzili, że jako radni powinniśmy się takimi rzeczami zajmować. Obowiązek i pewne przepisy wymagają, aby była stworzona ankieta dla mieszkańców i ci , którzy chcieli – wypowiedzieli się. Musimy zaznaczyć i jeszcze raz zaznaczam z pełnym poszanowaniem liczby osób, które oddały głos w ankiecie, musimy powiedzieć, że mamy mieszkańców około 120 ( stu dwudziestu) i część z tych mieszkańców uważa, że to radni powinni podjąć tę decyzję. Natomiast nie odpowiadam Panu na maila, ani na smsa. ani na telefony, które otrzymałam z biura rady, bo mam takie prawo, bo mam takie prawo, ponieważ temat był zawieszony i nie były prowadzone dalsze dyskusje. Jeżeli temat będzie poruszony ponownie wtedy wypowiem swoje zdanie. Dziękuję.” Powiem tak jeśli chodzi o wypowiedź radnej Haliny Kunickiej – bardzo dziękuję za dużo wyrazów poszanowania. Jednak wolałabym od wyrazów po prostu poszanowanie – Marzanna Leszczyńska Na pewno warto przypomnieć wszystkie argumenty za utrzymaniem nazwy Gorzów Wielkopolski. Do tej pory na www.idealzezgrzytem.pl ukazały się następujące artykuły w walce o nazwę miasta: https://idealzezgrzytem.pl/2023/11/27/gorzow-nad-wisla-czyli-spor-o-zmiane-nazwy-miasta/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/03/04/problem-wielkopolskiego-przymiotnika-w-nazwie-miasta-polozonego-na-pograniczu-pomorza-i-wielkopolski/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/07/29/gorzow-wielki-gorzow-polski-a-wiec-zawsze-wielkopolski/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/08/04/nazajutrz/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/08/31/vox-populi-vox-dei/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/09/09/przegrac-trzeba-umiec-gorzow-wielkopolski-nie-gorzow/ Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

Co z nazwą Gorzów Wielkopolski – nadal nic nie wiadomo Dowiedz się więcej »

Przegrać trzeba umieć- Gorzów Wielkopolski nie Gorzów

RUNĄŁ PIRAMIDALNY WNIOSEK GORZOWSKICH FARAONÓW. Koniec sierpnia 2024 roku był gorącym czasem dla Gorzowian nie tylko z powodu upałów, ale też z powodu opublikowania wyników ankiety w sprawie zmiany nazwy miasta Gorzowa Wielkopolskiego na Gorzów. Miażdżące wyniki dla zwolenników zmiany( przypomnę: w ankiecie on-line przeciw zmianie było 66,2 %, natomiast w ankiecie tradycyjnej 72,2 %) zadecydowały, że miasto pozostaje przy swojej nazwie. Ponadto prezydent miasta Jacek Wójcicki w wywiadzie wypowiedział się, że szanuje wolę większości mieszkańców i się z nią zgadza. Co tu dużo mówić zwolennicy nazwy Gorzów Wielkopolski są zwycięzcami tej „bitwy” i spodziewają się, że temat zostanie zamknięty raz na zawsze, ponieważ to już trzecia bezskuteczna próba forsowania tego tematu. Zwycięzcy tej ankiety szczerze powiedziawszy są oburzeni marnowaniem publicznych pieniędzy na ten cel ( przypomnieć trzeba, że dwie poprzednie próby to koszt po 500 000 zł.). W końcu trzeba jasno powiedzieć: „Do trzech razy sztuka”. Okazuje się, że nadal pewności nie ma, że ten trzykrotnie przegrany temat nie wróci za kilka czy też kilkanaście lat. Po pierwsze prezydent Jacek Wójcicki wprawdzie zgadza się z wolą ludzi, ale wyraźnie powiedział, że temat może kiedyś powrócić. Było powiedziane po ostatniej sesji Rady Miasta, że po siedmiu dniach jeśli zbierze się 7 radnych deklarujących chęć zmiany nazwy miasta to wniosek komitetu 66 będzie można w przyszłości „odgrzać”. Minęło siedem dni i nie ogłoszono listy nazwisk tych 7 radnych, za to termin ich zebrania odroczono i nikt nie wie do kiedy. Jednak ciekawych i śledzących to zagadnienie jest wielu i na pewno takie zapytania o nazwiska tych 7 radnych padną na kolejnej sesji Rady miasta w dniu 27 września. Obawy ma Pan Mieczysław Majewski, bardzo zaangażowany przez całe dwa miesiące w walkę o nazwę Gorzów Wielkopolski. Tak się wyraził: „ Ja tu czuję podstęp i wcale się nie zdziwię, jak radni w odpowiedniej chwili wrzucą temat pod głosowanie. Muszą tylko szable policzyć i przekonać tych co nie chcą się złamać, żeby nie dotarli na sesję. Coś to dziwnie wygląda. Mam nadzieję, że się mylę”. Po drugie czołowi inicjatorzy przegranego wniosku Komitetu 66 otwarcie oświadczyli w Gazecie Lubuskiej, że za kilka lub kilkanaście lat temat powróci. Ich oświadczenie jak na przegranych jest bardzo harde i wskazuje na dużą pewność siebie. Nadal podkreślają, że przeciwnicy zmiany „demonizują koszty, a mieszkańcy miasta cechują się emocjonalną fobią i kierują sentymentalizmem prowincjonalnym i pozostanie przy tej nazwie spowoduje utratę lubuskiej stołeczności”. Zresztą czego tam nie było w tym oświadczeniu trzech czołowych reprezentantów Komitetu 66: poruszyło ono czasy starożytne, wiedzę Faraonów, budowle piramid ( piramida owszem, ale może taka co to potem są powoływane komisje śledcze)… zabrakło tylko egipskich hieroglifów. Panowie to chyba nie ta ranga – no po prostu uśmiech na twarzy się sam malował przy tej lekturze. O przegrywaniu bez godności tylko wspomnę. Za to gdy mowa o finansach to z Waszej strony padały zagadkowe odpowiedzi jak u Sfinksa albo oczadzonej Pytii siedzącej na trójnogu. Najlepiej – wzorem Odyseusza, przywiązać się do słupa zdrowego rozsądku… Na końcu jest jeszcze jeden wniosek – medialny. Generalnie media – zadbaliście o to , aby wspierać Komitet 66 i ich wniosek i to wam się udało. Ludzie w Gorzowie Wielkopolskim zadają takie pytania: Dlaczego media tak wspierały ten temat?. Dlaczego miasto wyłożyło na to pieniądze?Ile kosztowały te konsultacje? Zapytałam ludzi z bardzo aktywnej grupy walczącej o nazwę Gorzów Wielkopolski : Czy ktoś z Was został zaproszony do wywiadu przez telewizję, radio czy gazety i mógł się wypowiedzieć o swoich doświadczeniach, wnioskach, wreszcie o samej walce, która była ciekawa bo nierówna, trudna, a doprowadziła do sukcesu? Tylko Pan Jacek Bachalski powiedział, że był zaproszony do telewizji i…miał 5 oponentów. Doprawdy nikt z dziennikarzy nie dostrzegł nikogo po drugiej stronie barykady? Dramat. Jak podsumował Pan Janusz Nowak – aktywny obrońca nazwy Gorzów Wielkopolski: „ Niestety media nie popisały się obiektywizmem i dążeniem do poznania wszystkich argumentów za i przeciw. Były stronnicze, co nawet jeszcze – pisemnie zadeklarowali się w znanym apelu. Zwyciężyła ich poprawność polityczna. Mam na myśli TV, lokalne radio i lokalne gazety. Moje uwagi dotyczą tych mediów, które podpisały się pod tym żałosnym i stronniczym apelem, łamiąc świętą zasadę dziennikarskiej bezstronności i obiektywizmu.” Z naszej strony czyli portalu www.idealzezgrzytem,pl musimy powiedzieć, że śmieszy nas zmienność poglądów, którą zauważyliśmy u niektórych dziennikarzy gorzowskich – szczególnie kobiet celebrytek – zwłaszcza wtedy, gdy chyba czerpią z naszych artykułów, ale się na nie nie powołują. Dla niektórych przecinki , kropki i spacje są najważniejsze. ale jak zauważyliśmy czytają treści i się nimi inspirują. Właśnie zauważyliśmy krytykę nazwy gorzowskiej uczelni im. Jana Jakuba z Paradyża, a takową przeprowadził autor Rafał Wilk w art. pt: „Tango ze zmianą nazwy Gorzów Wielkopolski”, który po paru dniach został usunięty z naszego portalu z powodu, który autor wyjaśnia w artykule: https://idealzezgrzytem.pl/2024/07/29/gorzow-wielki-gorzow-polski-a-wiec-zawsze-wielkopolski/. Usunięty artykuł mamy w swoim archiwum i zacytuję ten właśnie fragment dotyczący nazwy gorzowskiej uczelni: „ A co do uczelni w Gorzowie Wielkopolskim – to powiem tak – Ktoś nie miał ani „oczu” ani „ smaku” aby ją tak nazwać. Jakub z Paradyża był średniowiecznym mnichem, żyjącym w pierwszej połowie XV wieku. Jego radykalny sposób życia i wyraziste, pełne kontrastu poglądy w Europie wstrząsanej wydarzeniami politycznymi, kulturowymi, społecznymi i religijnymi przez długie wieki były podstawą niegasnących sporów i kontrowersji. Był kaznodzieją uniwersyteckim i lektorem teologii. Jest autorem około 150 dzieł. I tyle na ten temat. Ale wiem jedno – absolutnie nic nie ma związanego z Gorzowem Wielkopolskim. Nie mam nic do Jakuba z Paradyża, ale nie lepiej byłoby nazwać przyszłą ( zaznaczam – przyszłą) uczelnię np. Akademią Lubuską – ale na takim dobrym – światowym poziomie? Wielkopolska pomoże.” Na zakończenie dla zwolenników nazwy Gorzów Wielkopolski dobra wiadomość: narodził się pomysł, aby powstało nowe muzeum, w którym miedzy innymi zawarta będzie historia zmiany nazwy naszego miasta. Na razie jest jeszcze zbyt mglisto, aby podawać więcej szczegółów. Marzanna Leszczyńska Mnie nic innego nie wypada jak dołączyć do tego swoje zdjęcie na tle egipskich hieroglifów. Jest komplet. Nie ma mumii – „mumia” czyli wniosek 66 powróci w przyszłości, gdy znajdzie się tych 7 radnych … Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas

Przegrać trzeba umieć- Gorzów Wielkopolski nie Gorzów Dowiedz się więcej »

MORSKA BIŻUTERIA

Czasem morze lśni, błyszczy się jakby ktoś sypnął po powierzchni wody brokatem. Wygląda to jak brokat, cekiny albo kryształki jakiś drogocennych kamieni. Nie tylko kobiety jak śpiewała Marylin Monroe uwielbiają diamenty, albo Madonna naśladując ją w piosence „Material girl”. Natura również uwielbia świecidełka i stroi się w nie okazjonalnie. Tym razem na długo jeszcze przed zachodem słońca kolor tego obrazka jakim jest Zatoka Pucka z perspektywy brzegu Mierzei Helskiej przybrał barwy srebra i odcieni niebieskości. Zatoka „stroiła się ” jak na eleganckie wyjście: a to w srebrną kolię dookoła horyzontu, a to w mini lśniącą spódniczkę albo długą sukienkę mieniącą się cekinami tak jakby chciała mnie – widza na brzegu – zapytać:” to w końcu co na siebie włożyć? „ Na tle tej naturalnej kreacji poruszały się surfingi – miały idealne warunki do nauki. Wszystko piękne, ale czy do końca? Wiatraki w tle. Otóż i to. Szpetne tło. Taka rzeczywistość – zaczynamy się otaczać tymi okropnymi szkieletami i to w najatrakcyjniejszych miejscach. Dawno nie byłam na Półwyspie Helskim, może dwadzieścia lat. Ciągle jeżdżę do Rewala i cieszę się, że spacerując po rewalskim klifie w kierunku Niechorza czy Trzęsacza nie muszę patrzeć na nie – wiatraki – Marzanna Leszczyńska. Zapraszam na krótki film ze zdjęciami tego brokatowego spektaklu w wykonaniu słońca i wody. Reszta jest tylko dodatkiem. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej, uruchomi film. Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

MORSKA BIŻUTERIA Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry