MAJÓWKA Z POLITYKĄ

Pojechałam z własnej, nieprzymuszonej woli – bo tak chciałam. Przyznam, że w moim – nie takim znowu małym mieście – Gorzowie Wielkopolskim nikt nie wpadł na pomysł zaproszenia niezależnego, nie związanego z żadną partią polityczną kandydata na prezydenta – dr Artura Bartoszewicza. Nikt nie był zainteresowany, aby takie spotkanie zorganizować. Tak, chciałam zobaczyć na żywo kandydata na prezydenta Polski – dr Artura Bartoszewicza i pojechałam na spotkanie do Polanicy Zdroju w dniu 2 maja 2025 roku. Przyznam też szczerze, że szybkie pytania i jeszcze szybsze odpowiedzi w telewizyjnych debatach nie są dla mnie sposobem, abym mogła się do kogoś w ten sposób przekonać. Ekspert, któremu nie wybacza się absolutnie nic. Paradoksalnie, to od Niego można dowiedzieć się większej prawdy o kulisach tych wyborów, niż od Pana Krzysztofa Stanowskiego, który zapewniał, że po to właśnie wystartował w tych wyborach, aby ukazać nam rzeczywisty świat. Zapraszam na materiał ze spotkania, z którego się cieszę. Dostałam sporą porcję wiedzy, rewelacyjnie przekazaną zamiast kosztownych kiczowatych wystąpień, które prezentują pozostali kandydaci – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi nagranie ze spotkania. Zdjęcia zrobione zostały podczas spotkania oraz pokazują Polanicę Zdrój w dniu 2 maja 2025 roku.

MAJÓWKA Z POLITYKĄ Dowiedz się więcej »

CHIESA DEL GESU`- Klejnotem Sycylii

Dzień 27 kwietnia 2025 roku jest Świętem Miłosierdzia Bożego. Świetna okazja, aby zaprezentować Chiesa del Gesu` – barokowy klejnot Sycylii – o wyjątkowej estetyce – leżący w sercu Palermo. Giuseppe Tomasi w swojej powieści „Lampart” ( która doczekała się ekranizacji – świetnej zresztą – z rolami Alaina Delona i Claudii Cardinale) zawarł opis Chiesa del Gesu`. Zapraszam na zdjęcia, muzykę niebiańską i tekst – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką.  Będąc tu w Palermo oczywiście wiele osób podpowiada, co zobaczyć, ale nikt nie umie wystarczająco wyrazić co zobaczysz, gdy wejdziesz do środka Chiesa del Gesu`. Jest to tym bardziej zdumiewające, że nie spodziewasz się szoku, bo z zewnątrz Chiesa del Gesu` jest bardzo skromny. Kto wie, pewnie jest to nawiązanie do całej nauki Jezusa, dopiero będąc w jej środku, praktykując i poznając ją odkrywasz jej bogactwo, piękno i działanie na Twoją osobę. Tak, to prawda, wrażenie po przekroczeniu progu tego kościoła – zapiera dech w piersiach i to natychmiast. Kościół nie należy do największych. Harmonia, którą tutaj zaprojektowano w genialny sposób w tej ilości szczegółów i bogactwa sztukaterii, dekoracji, inkrustacji, fresków ( ale przede wszystkim jakość, kunszt – wszystko doskonałe) – kompletnie człowieka bezradnie rozkłada emocjonalnie. Rodzi się myśl, przebija się, że absolutnie jest to coś najpiękniejszego, co dystansuje piękne dzieła, które już poznałam – widziałam do tej pory( Boże, ile już tego było!). Chiesa del Gesu` zwany też jako Casa Professa powstał w XVI wieku. Jego twórcą jest jezuicki architekt Giovanni Tristano. Jest to architektura barokowa późnomanierystyczna. Rzeczywiście, kościół idealnie wpisał się w definicję manieryzmu jako dążenia do doskonałości formalnej i technicznej dzieła, jego wysubtelnienia, wyrafinowania, wykwintności i jednocześnie połączenia ze swobodą formy. Został zaprojektowany by inspirować wiarę i podziw. Jest świadectwem oddania Jezuitów Bogu i pokazał ich zaangażowanie w tworzenie miejsc o głębokim pięknie. Pozostał świadectwem artystycznej i duchowej spuścizny zakonu Jezuitów na Sycylii, promował katolicyzm podczas kontrreformacji, służył jako centrum edukacji i pracy misyjnej. Każdy centymetr powierzchni wnętrza Chiesa del Gesu` wypełniony jest barokowym kunsztem, aż oczy bolą od podziwu. Łączy sztukę sakralną z historią wywołując efekt niepowtarzalnego doświadczenia. Spektakularną częścią jest trybuna apsydy w marmurowym materiale, płaskorzeźbami Gioacchino Vitagliano. Na mnie piorunujące wrażenie zrobiły freski, które wyłoniły się w swojej genialności wykonania, ilości i w połączeniu z tymi marmurowymi misternymi dekoracjami. Ściany i sufity są jak gobelin sztuki religijnej, żyjący, a właściwie tętniący dramatycznym życiem nie tylko Jezusa i Maryi. W tych postaciach jest tyle światła, odnosi się wrażenie, że one się poruszają, płyną czy fruwają… Ma się wrażenie boskiej obecności, mistycyzmu. Chyba nigdy wcześniej nie towarzyszyło mi takie odczucie. Są spektakularne nie w taki sposób jakie wywołuje bogactwo materialne , jest to inny rodzaj wielkości i potęgi. Antonio Grano jest autorem fresku z I połowy XVIII wieku przedstawiającego adorację Dzieciątka przez Trzech Króli. Kościół Gesu` nie zachował się w pierwotnej formie. W XVII wieku został rozbudowany, a w 1943 roku został zbombardowany. Jego odrestaurowanie zakończyło się właściwie dopiero w 2009 roku. No cóż.. Jaki budżet jest w stanie udźwignąć remont i utrzymanie na bieżąco całego dziedzictwa Palermo ?… Jest to miasto dużych kontrastów i widocznego ubóstwa ludzi. Żebractwo jest widoczne – zarówno to podszyte cwaniactwem i chęcią łatwego zdobycia pieniądza jak i prawdziwej biedy, która ściska serce. Siedząc w ogródku restauracji i pijąc kawę podszedł młody, śniady mężczyzna dobrze ubrany z dzieckiem na ręku próbujący wyprosić pieniądze – doprawdy chciało się powiedzieć: Jesteś zdrowy, nie wstyd ci? A jaka złość się odmalowała, gdy nic nie wskórał. Człowiek boi się, gdyby nie tłumy wokół, spodziewałabym się agresji. I drugie doświadczenie w tym samym miejscu gdy podchodzi nieśmiało otyła, niemłoda kobieta z dwójką małych, umorusanych , na wpół dzikich dzieci jedno na ręku – wyciąga rękę, w oczach widać, że dostała wcześniej odmowę i tym razem nie spodziewa się „sukcesu”. Gdy otrzymała pieniądz, otarła łzy i ze wstydem i zażenowaniem , ale też wdzięcznością – odeszła. Chiesa del Gesu` na zewnątrz ze swoją majestatyczną kopułą, dwiema bliźniaczymi dzwonnicami podkreślającymi sylwetkę kościoła jest widocznym elementem panoramy Palermo. Otoczona jest ulicami starego miasta. Jedne są prawie puste, bardzo zaniedbane, ale zaraz są te szerokie po, których chodzą tłumy ludzi, a we wnętrzu kamienic mieszczą się ekskluzywne sklepy. W pobliżu tego kościoła położony jest tętniący życiem targ Ballaro`. Jest to niezwykłe miejsce, takie jakby z innego wymiaru czasowego. Przede wszystkim scala targu, jego wymiary są potężne. Mieści się wśród tych starych domów, ruin, zabytków, na stołach wyłożone są smakowitości – przede wszystkim owoce morza, ryby. Wygląda to bardzo apetycznie. Proszę sobie wyobrazić jak wśród tych kręcących się tam tłumów ludzi – turystów, egzotycznych ludzi ubranych dziwnie, po muzułmańsku, biegających dzieci, kupujących i degustujących ludzi słychać śpiew – przepiękny tenor jak wyciągnięty z opery należący do sprzedawcy, który zachęca do kupna swoich towarów. Taki rasowy Włoch, czarny, nieduży, krępy. Targ Ballaro` to kultura, nie tylko miejsce zakupów i konsumpcji. Chiesa del Gesu` to nie tylko miejsce piękne i historyczne, ale pozostaje do dzisiaj aktywnym miejscem kultu i kulturalnym punktem orientacyjnym w Palermo. Marzanna Leszczyńska Do tej pory na http://www.idealzezgrzytem.pl o tematyce Sycylii ukazały się następujące artykuły : https://idealzezgrzytem.pl/2025/04/03/topienie-marzanny-na-sycylii/ https://idealzezgrzytem.pl/2025/04/07/pablo-picasso-w-palermo/ chttps://idealzezgrzytem.pl/2024/11/27/o-sycylii-w-gorzowskim-klubie-pttk/

CHIESA DEL GESU`- Klejnotem Sycylii Dowiedz się więcej »

Pisanki w Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu

W Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu Wielkanocny wystrój. Zapraszamy na wrażenia oraz zdjęcia z muzyką, a przede wszystkim zachęcamy do odwiedzenia tego muzeum. Marzanna Leszczyńska z Aleksandrą Telec Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film ze zdjęciami i muzyką. Muzeum w Gorzowie Wielkopolskim wypromowało pisankę jak chyba żadna miejscowość w Polsce twierdzi – była ,wieloletnia z-ca dyrektora muzeum -Grażyna Tyranowska. Od przeszło 50-lat organizowany jest w naszym mieście konkurs na pisankę- w ten sposób zgromadzono masę arcydzieł można powiedzieć. W Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu pisanki znalazły swoje godne miejsce i odpowiednią oprawę – tutaj prezentują się okazale. Niczym korale na szyi kobiety, pisanki są „koralami” dla młyna. Piękne to mało powiedziane, są dziełami sztuki. Trzeba mieć sokole oczy, anielską cierpliwość, wyczucie w rękach żeby taką misterną pracę z tysiącem szczegółów na tak kruchym materiale – wykonać. Opiekun ekspozycji Pan Sebastian Zborowski informuje nas, że specjalizują się w ich wykonaniu całe rodziny, pokolenia, a umiejętności w ich mistrzowskim wykonaniu doskonalone są przez lata całe i nie nabędzie się ich w ciągu jednego roku. Poza tym te, których zawartość nie jest odpowiednio wysuszona po czasie się psują i mimo pięknego wykonania trzeba je utylizować. Pochwalił się też, że pracownicy Zagrody Młyńskiej będą uczestnikami warsztatów, na których tworzy się pisanki. To z pewnością będzie wartościowe doświadczenie, a opowieści o pisankach będą jeszcze ciekawsze i bogatsze. Pan Sebastian opowiada o tym co się dzieje w Zagrodzie Młyńskiej pasjonująco, bacznie obserwuje nasze zdziwienie, czeka na pytania, reakcje i jeśli tylko zwiedzający wykazuje zainteresowanie chętnie poświęca mu czas. Jak nam powiedział zdarzyła się grupa, która oceniła, że w 15 minut zwiedzi Zagrodę Młyńską i pojedzie jeszcze do Witnicy. Tymczasem opuścili Zagrodę po 5 godzinach, a Witnicę przełożyli na inny termin. Błędem jest przekonanie, że skoro byłem już raz we Młynie to już wystarczy, już wszystko widziałem i wiem. Jest to miejsce dynamiczne, zmieniające się, rozwijające się, rozkwitające, w którym nie ma powtarzalności. Wielu już to odkryło i zaglądają tutaj często, bo czerpią inspirację do strojenia swoich wnętrz. Tutaj jest oryginalność, artyzm, polot, tradycja. Jeśli komercja to nie twoja bajka i uważasz ją za globalną sieczkę – Zagroda Młyńska zaspokoi twoje oczekiwania. Zachwycają techniki wykonania pisanek, kolory, motywy, artyzm, wyobraźnia twórców. Te zgromadzone z lat ubiegłych, wysoko nagrodzone mają swoje honorowe miejsca i godny opis. Co ciekawe są też prace dziecięcych talentów. Dzieło bez twórcy istnieć nie może, jakże często ten twórca jest niewidoczny. W sali głównej na dużych banerach można zobaczyć też twórców, nie pozujących, ale uchwyconych naturalnie. Wystawie towarzyszą rzeźby piety bo Wielkanoc jest świętem Zmartwychwstania Chrystusa , ale zanim to zrobił najpierw okrutnie cierpiał i umarł na krzyżu jak człowiek. Odwiedzajmy Zagrodę Młyńską, pokazujmy ją dzieciom i wnukom. Jak zwykle tegoroczny wystrój jest przepiękny. Pamiętajmy, że już drugiego takiego nie będzie, ponieważ tutaj panuje niepowtarzalność. Marzanna Leszczyńska z Aleksandrą Telec. O konkursie na pisankę organizowanym przez muzeum już od 50 lat opowiada dr Mirosław Pecuch : https://idealzezgrzytem.pl/2023/04/19/muzeum-gorzowskie-a-w-nim-pisanki-zapisane-swiaty/

Pisanki w Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu Dowiedz się więcej »

Dawno temu w Woldenbergu-ludzie, nie nadkontyngent, nie numery…

autor: Sylwia Szachowicz motto : „Jeżeli przetrwać – to tylko jako wolni ludzie, a jeżeli to jest niemożliwe, to jako wolni ludzie zginąć. W walce zwyciężymy śmierć” Wstęp Zbliża się 82. rocznica Powstanie w getcie warszawskim – bohaterska zbrojna walka żydowskich organizacji bojowych getta warszawskiego z Niemcami – nazistami – toczona od 19.04.1943 do 15.05.1943. To największy akt zbrojnego oporu Żydów w czasie II wojny światowej. W nocy z 18/19.04.1943 getto zostało otoczone pierścieniem niemieckiej żandarmerii i  granatowej policji. Tego dnia jego mieszkańcy przygotowywali się do wigilii święta Pesach (święto wolności, obchodzone na pamiątkę wyjścia – eksodusu Żydów z niewoli egipskiej pod wodzą Mojżesza, symbolizuje także zapowiedź odkupienia świata w chwili przyjścia Mesjasza). Członkowie ŻOB-u ( Żydowska Organizacja Bojowa) , tym razem uprzedzeni przez polskie podziemie, nie dali się zaskoczyć i postanowili stawić zbrojny opór niemieckiemu okupantowi. O świcie w poniedziałek 19 kwietnia niemieckie oddziały (ok. 2 tys. ludzi) dowodzone przez pułkownika Ferdinanda von Sammern-Frankenegga wkroczyły bramą od strony ul. Nalewki do opustoszałej dzielnicy żydowskiej z zamiarem jej ostatecznej likwidacji. Napotkały zbrojny opór ze strony mieszkańców – kilkuset słabo uzbrojonych członków ŻOB-u i ŻZW ( Żydowski Związek Wojskowy) – Żydzi rozpoczęli powstanie. Rozgorzały trwające do połowy maja walki (sporadyczne starcia trwały do czerwca). Pierwsze walki, kierowane przez oddziały ŻOB-u, rozegrały się na wysokości ul. Gęsiej oraz na skrzyżowaniu ulic Zamenhofa i Miłej. Zaskoczeni Niemcy musieli się wycofać z terenu getta. Było to niewątpliwie pierwsze zwycięstwo żydowskich bojowników. Tego samego dnia, po kilku godzinach przerwy, na teren getta ponownie wkroczyły niemieckie oddziały dowodzone (od tego momentu aż do końca powstania) przez Jürgena Stroopa.  Mimo braków w uzbrojeniu, wyszkoleniu i aprowizacji powstańcy zadawali znaczne straty wojskom niemieckim. Pomocny w walce okazał się system zbudowanych wcześniej bunkrów. Bohaterska walka obronna poszczególnych domów i bunkrów trwała do pierwszych dni maja. Na rozkaz Stroopa – hitlerowcy – Niemcy – naziści zaczęli wysadzać w powietrze bunkry, aby uniemożliwić bojownikom przemieszczanie się i łączność. Równocześnie podpalali dom za domem, wpuszczając do piwnic gazy bojowe, aby zmusić mieszkańców do wyjścia albo zgładzić przez zaczadzenie lub spalenie żywcem. Nad gettem unosiły się łuny dymu. Złapanych Żydów mordowano na miejscu (w ten sposób zginęło ok. 8 tys. ludzi), wysyłano do obozu zagłady w Treblince (ok. 7 tys.) lub do innych obozów (ok. 36 tys.). Tylko nieliczni mieszkańcy getta warszawskiego przeżyli wojnę. W swoim raporcie sporządzanym od 20 kwietnia do 16 maja 1943 r. Stroop chwali się, że wykrył i zniszczył na terenie getta 631 bunkrów… Wszystkim czytelnikom chcę opisać pewną historię mojej rodziny – moja mama, która żyje i dziś ma 95 lat – w wieku 9. lat została wypędzona przez nazistów ( w ciągu jednego dnia) wraz ze swymi rodzicami i czterema siostrami ( wiek od 1,5. do 11. roku życia ) ze swojego rodzinnego domu w Środzie Wielkopolskiej ( około 30 kilometrów od Poznania). Mieli dosłownie jedną godzinę – aby zabrać jakieś swoje rzeczy – tylko osobiste. Hitlerowcy zapędzili ich na dworzec kolejowy – kobiety z dziećmi – do wagonów osobowych ( ścisk potworny…) – wszyscy mężczyźni – do wagonów tzw. bydlęcych. Jednym z etapów wysiedlenia na wschód Polski była miejscowość Pilawa – około 50 km od Warszawy . Tam ich wyrzucono wszystkich na plac przed kościołem – bramy były zamknięte… Nikt im nie pomógł. Byli głodni , spragnieni – gehenna. Ale po pewnym czasie zjawił się żyd – okazało się, że to rabin – Od niego – moja rodzina – dziadek Franciszek, babcia Antonina i moje ciocie no i mama ( wtedy małe dziewczynki) otrzymali niesamowitą pomoc … Rabin – przenocował ich we własnym domu ( bardzo skromnym), nakarmił , napoił, dał naczynia, kołdry i obfity prowiant na dalszą wędrówkę mojej rodziny w tej okrutnej zawierusze wojny… Powiedział mojemu dziadkowi – Franciszkowi – że wie co go czeka już niedługo. Ważne jest to , że skromny ( ubogi) Żyd pomaga Polakom ( katolickiej rodzinie- tak było i jest do dziś). To była końcówka września 1939 roku… Zawsze moja mama mi mówi – że gdyby nie On – ten Żyd – to zginęliby marnie… Wszyscy – cała moja rodzina ze strony mamy. Bardzo im pomógł – i co ważne – dał im jakąś wiarę w to, że to się odmieni i kiedyś będzie dobrze… po latach. Dziś została tylko już moja mama – często mi opowiada tą historię… i lecą jej wtedy łzy z oczu, gdy to opowiada … Niezwykły gest tego człowieka – uczucie, pomoc i zrozumienie tego – co to jest cierpienie… Zapraszam na niezwykle ciekawy artykuł autorstwa Pani Sylwii Szachowicz , która ( może szczątkowo…) przywraca historię społeczności żydowskiej w miejscowości Dobiegniew – dawnym Woldenbergu. Z tym miasteczkiem i jego okolicą byłem i jestem do dziś bardzo emocjonalnie związany… zakochałem się w tych okolicach i oddałem wszystko co mogłem – swoje „serce” Zapraszam serdecznie… dr Robert Wójcik Dawno temu w Woldenbergu – ludzie, nie nadkontyngent, nie numery… Rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim to odpowiednia okazja, aby przypomnieć o tym, że Woldenberg (dzisiejszy DOBIEGNIEW leżący w województwie lubuskim) był też zamieszkiwany przez mniejszość żydowską. Jej liczebność wahała się od kilku procent w latach 80. i 90. XIX wieku, aby stopnieć do 1 procenta, który odnotowano w 1932 roku. Było to około 51 osób. Nigdy nie zastanawialiście się Państwo, co się z nimi stało? Brutalnie rzecz ujmując, wiadomo co. Holocaust. Ale kim byli Ci ludzie, kiedy i gdzie zginęli – i czy komuś udało się przeżyć? Internetowa Baza Danych Ofiar i Ocalałych Holocaustu dostarczyła mi nieco wiedzy na ten temat, choć nie jest to wiedza przyjemna. Nie znałam imion i nazwisk, uzupełnić mogłam jedynie pole dotyczące miejsca urodzenia. Wynik mnie zaskoczył. 74 pozycje, czasem jednak dwa wpisy dotyczyły tej samej osoby, co oznacza, że identyfikacji dokonano na podstawie więcej niż jednego źródła. Zanim tej mniejszości odebrano prawa obywatelskie, skonfiskowano majątki i deportowano, Woldenberg był jej domem, przynajmniej przez pewien czas. Nie przy wszystkich osobach odnotowano datę śmierci, bo nie zawsze dane są kompletne. Czasem jednak kilka osób nosi to samo nazwisko, więc zakładam, że były ze sobą spokrewnione. Wśród tych pozycji, tylko przy dwóch pojawia się adnotacja

Dawno temu w Woldenbergu-ludzie, nie nadkontyngent, nie numery… Dowiedz się więcej »

PABLO PICASSO W PALERMO

Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska W Palazzo Reale di Palermo na Sycylii można oglądać wystawę prac Pablo Picasso. Wystawa trwa do 4 maja 2025 roku, a potem prace wrócą do swoich właścicieli – w różne strony świata. Jakże inny to Picasso od tego, który był mi znany dotychczas. Zaprezentowane prace to damskie portrety, hiszpańska corrida, gołębie inaczej ujęte niż ten słynny gołąb pokoju, krajobrazy. Mniej kompozycji. Wystawa prezentuje również czarno – białe fotografie Mistrza – bardzo oryginalnie uchwyconego – nie tylko jako artystę podczas pracy, ale jako człowieka z poczuciem humoru. Jest Pablo Picasso przyjmujący pozę baletmistrza, umalowanego jako klaun, biorącego kąpiel w wannie, płoszący gołębie, w domowym stroju. Niby zwyczajne fotografie, bo nie pozowane, ale jednak niezwyczajne… Czy my mamy takie swoje zdjęcia ? Ta wystawa to nie tylko obrazy, fotografie Mistrza, ale również ceramika i film – ciekawy na którym możemy zobaczyć Pablo Picasso jak spod jego ręki wychodzi ceramiczny gołąb, jak kreśli na ścianie swoje malowidło. Na ścianach sali wystawowej Palazzo Reale di Palermo wyświetlają się hologramy jego autografu, sentencji : „Gdy miałem 4 lata malowałem jak Rafael, ale przyszedł w życiu czas malowania jak dziecko.” Marzanna Leszczyńska

PABLO PICASSO W PALERMO Dowiedz się więcej »

Topienie Marzanny na Sycylii

O Pierwszym Dniu Wiosny spędzonym inaczej niż zwykle, czyli bez ciasta, kawy i lampki wina w gronie pamiętających ludzi – autentyczna Marzanna. Wyjechałam na Sycylię – a czemu nie….Warto robić takie wagary i uciec od imieninowego stołu… Zapraszam – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film ze zdjęciami i muzyką. Pierwszy dzień wiosny czyli 21 marca 2025 w Gorzowie Wielkopolskim był chłodnym dniem. Wcześniej zdarzyło się parę ciepłych słonecznych dni, ale skończyły się. Trzeba dalej nosić kurtki zimowe, nawet czapki. U mnie w ogrodzie wyszła i zakwitła cebulica syberyjska, ale na duży niebieski kobierzec trzeba jeszcze poczekać. Zaczęły się przebijać liście tulipanów, żonkili. Drzewa bezlistne. Pierwiosnki, krokusy to wiadomo już są. Ten dzień moich imienin spędziłam w Palermo i w niedalekim Rezerwacie Zingaro. Słonecznie, ale bez upałów. Woda w morzu zimna, nie do pływania, ale weszłam ( i to po szyję), aby dokonać jako autentyczna Marzanna symbolicznego rytuału nazwijmy to jej topienia. Chociaż wszyscy w Polsce radośnie oznajmiają, że wiosna już przyszła – ja dopisuję, że jednak zimy żal… Tu w rezerwacie Zingaro, gdy chodzi się po brązowych od koloru ziemi drogach i kamieniach, aby dojść do urokliwych zakątków rezerwatu, aby zobaczyć z góry malowniczą plażę, czy oazę zachwyca bujność roślin- koper jest chyba 20 razy większy, dżdżownica sunąca pod nogami przypominała węża. Zachwycały kolory intensywnej zieleni w towarzystwie niebieskiego odcienia. Niezwykłe są aromaty, zapachy. Krystaliczna woda. Sycylia to skrzyżowanie największej ilości kultur na świecie. My podążyliśmy arabsko-normańską – tą wybraliśmy jako pierwszą do poznania, bo zachwyciły nas zabytki. Średniowiecze, ale tutaj czas odbicia przez Francuzów terenu, który zajmowali Wikingowie. Efekty tego zapierają dech w piersiach. Roślinność na tle średniowiecznych budowli zarówno tych najcenniejszych i najmniej zniszczonych jak i ruin i szczątkowych pozostałości stanowi niezwykłe połączenie czego efektem jest po prostu – naturalne, czyste, nieskażone piękno. O Sycylii pojawiła się na http://www.idealzezgrzytem.pl relacja ze spotkania z wytrawnym przewodnikiem w gorzowskim PTTK, którego zaprosił Zbigniew Rudziński. Wiedza, którą warto wysłuchać : https://idealzezgrzytem.pl/2024/11/27/o-sycylii-w-gorzowskim-klubie-pttk/ Marzanna Leszczyńska

Topienie Marzanny na Sycylii Dowiedz się więcej »

WZGÓRZE TAJEMNICZEJ ŚMIERCI

Mamy ok 2023 roku – październik … Trwają poszukiwania pięciu turystów, zaginionych podczas wyprawy w pobliżu rosyjskiej Przełęczy Diatłowa. Służby nie wiedzą, co się stało, ale biorą pod uwagę parę wersji zdarzeń. Pod koniec lat 50. (ubiegłego wieku) w tamtych okolicach doszło do NIEWYJAŚNIONEJ ŚMIERCI DZIEWIĘCIU STUDENTÓW – nagle wybiegli nocą z namiotów, część z nich boso i bez ubrań. Wokół tamtej tragedii nie brakuje teorii spiskowych, w których pojawiają się i Yeti i upadek meteorytu…

WZGÓRZE TAJEMNICZEJ ŚMIERCI Dowiedz się więcej »

CZAROWNICY ŻYĆ NIE POZWOLISZ…

motto: „Wszelkie zło jest nieskończenie małe w porównaniu ze złem kobiety…” Jacob Sprenger – „Młot na czarownice” Sylwia Szachowicz – mgr filologii polskiej, którą ukończyła na UMK w Toruniu. Podyplomowo ukończyła również bibliotekoznawstwo. Od wielu lat pracuje jako nauczycielka języka polskiego w Gminnym Zespole Szkół w Dobiegniewie, gdzie pełni też funkcję wicedyrektora. Leżące blisko Dobiegniewa (dawniej Woldenberg) Strzelce Krajeńskie (dawniej Friedeberg) pod koniec XVI wieku cieszyły się ponurą sławą związaną z procesami o czary. Stosy płonęły tam często. Dziś miasto wykorzystuje ten fakt w promocji turystycznej. Wrocław ma figurki krasnali, a Strzelce Krajeńskie – czarownice, legendy z nimi związane i Basztę Czarownic. Słowem, Strzelce oczarowują. Baszta Czarownic w Strzelcach Krajeńskich Każdy zainteresowany tematem bez problemu znajdzie w sieci kilka publikacji na temat strzeleckich procesów o czary. A o Dobiegniewie? Nic. Cisza. Czy to oznacza, że nie było tam ofiar? Siedemnaście kilometrów dalej ludzie wierzyli, że opętał ich diabeł, a w szczytowym momencie histerii o konszachtyz siłami nieczystymi oskarżano około 150 osób. A w Dobiegniewie mieszkańcy zachowali rozsądek, zimną krew i powściągliwość? Trudno było mi w to uwierzyć – i jak się okazuje, słusznie. Bo w Dobiegniewie też znaleziono czarownicę. Skąd o tym wiem? Sprawa dziwna i pokrętna, ale wiem to od… nazistów. Na nazwisko osoby oskarżonej o uprawianie czarów i pochodzącejz Dobiegniewa natknęłam się nie dzięki, lecz przez Heinricha Himmlera. Tak, tego Himmlera – nazistę, prawą rękę Hitlera i architekta Holokaustu. Ale po kolei, bo historia jest dosyć skomplikowana, a Henrich Himmler nie jest jedynym czarnym charakterem, który się w niej pojawia. Jeśli jednak oczekujecie opowieści o sabatach w lubuskich lasach i diabolicznych oblubienicach lecących na miotłach zamiast dymu z komina, uprzedzam – nic z tego. Tego nie będzie. Dym, owszem, pojawi się, ale raczej taki… jak nad Birkenau. Ale do rzeczy… Henrich Himmler na tropie czarownic Oprócz tego, że był twórcą obozów koncentracyjnych, zbrodniarzem wojennym, szefem SS, Gestapo, przewodniczącym Rady Ministrów III Rzeszyi Komisarzem Rzeszy ds. Umacniania Niemieckości, Heinrich Himmler był też okultystą. I miał obsesję na punkcie czarownic. W 1935 roku powołał specjalną jednostkę H-Sonderkommando, która zajmowała się gromadzeniem, badaniem i katalogowaniem materiałów związanych z procesami czarownic. Powstał unikatowy zbiór na światową skalę, obejmujący jednostki archiwalne z Europy, Meksyku, Indii, USA i Turcji.Po wojnie dokumenty zostały odnalezione i umieszczone w Archiwum Państwowym w Poznaniu, gdzie spoczywają do dziś. Wśród tych materiałów znalazły się informacje dotyczące Strzelec Krajeńskich, Gorzowa i Drezdenka. Pojawiło się w nich także nazwisko dobiegniewskiej czarownicy. Nie pytajcie mnie, po co Henrichowi Himmlerowi była taka kartoteka i co mu się w chorym łbie uroiło. Plotka głosi, że którąś z jego krewniaczek spalono na stosie – miał więc pretekst, a przede wszystkim możliwości, by prowadzić badania genealogiczne, które miały dowieść wyższości rasy germańskiej nad innymi. Inna teoria mówi, że poszukiwał inspiracji w torturowaniu ludzi, stąd jego fascynacja metodami wymuszania zeznań podczas procesów. Nie wiem, czy było mu to potrzebne – radził sobie doskonale i bez tego. Być może zamierzał wyniki prac swojego zespołu badawczego wykorzystać w nazistowskiej propagandzie, by pokazać, że prześladowane kobiety były strażniczkami jakiejś germańskiej tradycji. Ja myślę, że Henrich Himmler po prostu wierzył w istnienie czarownici szukał na to dowodu. Tak czy inaczej, zgromadził ogromną ilość materiału, który jest kopalnią wiedzy na temat polowań na czarownice i procesów o czary. Materiał dotyczący Strzelec Krajeńskich liczy 30 stron i obejmuje lata 1550–1609. Można jednak śmiało przypuszczać, że ofiar procesów w Strzelcachi okolicach było znacznie więcej, niż odnotowano w tych dokumentach. Lubuskie Salem Myślicie pewnie, że końcówka XVI wieku nie była aż tak zła – w końcu był renesans, reformacja i tym podobne. Nic bardziej mylnego. Odrodzeniem myśli humanistycznej mógł się zajmować Jan Kochanowski, siedząc pod lipą, gdy pszczółki bzyczały, a chłopi uprawiali mu pola. Ale odrodzenie nie zaglądałona progi strzeleckich i dobiegniewskich chałup. Żyło się ciężko i krótko. Do garnka nie było co włożyć, rozrywek też jak na lekarstwo. W dodatku luteranizm próbował zadomowić się na tych terenachna dobre, więc protestanccy duchowni wygłaszali płomienne kazania, w których straszono diabłem. A Marcin Luter, dodajmy, też miał obsesję na punkcie czarownic. Owszem, dostrzegł zepsucie kleru, zapoczątkował jakąś rewolucję, ale pogląd na czarownice przejął od katolików. Co więc zrobiłabym w XVI wieku, gdyby kury się nie niosły, dzieciaki chorowały, masło się zepsuło, a chłop mnie za to obił? Ano, ani chybi – urok! Sąsiadka była tu wczoraj, a jej masło się nie zepsuło, dzieci zdrowe, chłop jej nie bije. Wiedźma, znaczy. Spalić wiedźmę! A gdybym była mężczyzną? Co bym zrobił, gdyby poród był nieudany, dziecko nie przeżyło, a matka po porodzie jakaś niemrawa, ciągle płacze i do roboty brać się nie chce? Że co? Jaka depresja? Jaki baby blues? Czary! Kto winien? Akuszerka. Spalić wiedźmę! A niewyleczone choroby? Gradobicia, susze, powodzie, pożary? Wszystko to robota diabła i czarownic. A w Strzelcach Krajeńskich i okolicznych wsiach tych czarownic namnożyło się straszliwie – w każdym kącie coś knuły diablice, szkodząc pobożnym ludziom. Kiedy czytam o strzeleckich procesach, przychodzi mi na myśl słynne Salem. Wszyscy wiedzą, co tam się stało, miejscowość i jej mieszkańcy na dobre już zadomowili się w popkulturze. Tymczasem, Salem nie było jedynei pierwsze! W 1593 roku w Strzelcach Krajeńskich doszło do manifestacji zbiorowej histerii. Uważano, że diabeł zawładnął 60 osobami, a później ich liczba wzrosła nawet do 150. Obłąkani twierdzili, że szatan dręczy ich wszędzie – nawet w kościele. Pastor Heinrich Lemrich postanowił interweniować i z ambony stanąłw obronie swoich owieczek, czym tylko rozsierdził diabła – bo ten opętał i jego. Lemrich został aresztowany, a sprawa stała się na tyle poważna, że wmieszał się w nią sam elektor brandenburski Jan Jerzy. Nakazał zamknąć wszystkie bramy miejskie Strzelec, by nikt nie mógł ani wejść, ani wyjść z opętanego miasta. Strzelecka figurka – czarownicy … Sprawa musiała być głośna, bo naczelne władze Kościoła luterańskiegow Marchii Brandenburskiej zarządziły publiczne modlitwy we wszystkich kościołach – w intencji uwolnienia miasta z mocy diabła. Brzmi znajomo? Tyle że Strzelce przerobiły masowy obłęd cały wiek wcześniej niż Salem. Ostatecznie pastorowi się upiekło – trochę posiedział w więzieniu,ale finalnie uznano, że oskarżenia przeciwko niemu były pomówieniami. No, ale pastor to jednak pastor, sroce spod

CZAROWNICY ŻYĆ NIE POZWOLISZ… Dowiedz się więcej »

PO CZTERECH LATACH…

Zapraszam na odpowiedzi dr Roberta Wójcika na moje trzy pytania – jak co roku. Dr Robert Wójcik jest autorem wspomnień o nowej historii odbudowanego Pałacu w Mierzęcinie, którego był administratorem w latach 1998-2008. Na początku przypomnę tę historię zdjęciami z tego czasu w towarzystwie muzyki – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film. Na zdjęciach dr Robert Wójcik i Marzanna Leszczyńska na tle pałacu w Mierzęcinie Już cztery lata opisuje Pan swoje wspomnienia związane z nową historią odbudowanego Pałacu w Mierzęcinie. Wystartowaliśmy 8 marca 2021 roku artykułem „ Powrót do Mierzęcina”. Wtedy było to na innym portalu – gdzie przez półtora roku opublikowaliśmy 10 artykułów … po czym oderwaliśmy się i założyliśmy http://www.idealzezgrzytem.pl Na nowym portalu ukazują się dalsze odcinki tych wspomnień. Parę z nich jest do odsłuchania (podpowiem, że wszystkie znajdują się w zakładce „ Mierzęcin według wspomnień dr Roberta Wójcika „ – trzeci kafelek na stronie głównej). Lubię podsumowania, a każda rocznica jest okazją do nich. Zaskakujące jest, że te wspomnienia, które zostały na innym portalu nadal budzą zainteresowanie czytelników, chociaż minęło tak dużo czasu i właściwie tam już ich nie promujemy. Najpopularniejszy odcinek – „Mierzęcin to co zaciera czas” dobiega 26 500 wyświetleń. I co dalej w tym temacie? Jest jeszcze co opowiadać? Mierzęcin – ma wiele tajemnic. Dobrych i złych. Ktoś kiedyś powiedział – jeżeli ci zadają jakieś pytania – to najlepszą rzeczą jest powiedzieć prawdę. Uważam, że we wszystkich swoich artykułach związanych z Mierzęcinem – pisałem prawdę. A pytań od czytelników i od osób związanych z tym magicznym, tajemniczym obiektem miałem wiele… Chyba to jest siła, która ma odzwierciedlenie w poczytności tych artykułów związanych ze wspomnieniami z tym miejscem. Jest to dziwny obiekt – pełen zagadek. Mam cały czas wrażenie, że „ktoś z góry czy z dołu” kontroluje to co chcę opisać we wspomnieniach o tym miejscu. Pani Marzanno – ja tam byłem przez ponad dziesięć lat – praktycznie każdego dnia i nocy – czy to była zima, wiosna, lato , jesień. Ten obiekt, i wydarzenia z nim związane – czy to wczoraj ( mówię o historii) czy w tej nowej historii obecnego wieku są jednym słowem … bardzo dziwne i dają wiele różnych przemyśleń. Nie ma co ukrywać – jestem zaskoczony – mile zaskoczony, że artykuły czy dołączone do nich clipy cieszą się taką poczytnością czy oglądalnością – chodzi o moje wspomnienia związane z Mierzęcinem i clipy Pani autorstwa. Osobiście dla mnie bardzo ważne są opinie ludzi, którzy byli lub są z tym miejscem związani. Mówią mi, że piszę prawdę, ale żebym coś więcej jeszcze napisał – że tak do końca nie było dobrze i pięknie. Dostaję do dziś smsy czy maile od tych osób z podziękowaniami. Powiedzmy sobie szczerze – na razie przywołałem trochę nowej i chyba starej historii tego obiektu – to nie wszystko co mam zamiar jeszcze napisać. Jest jeszcze parę rzeczy dla pióra, które „dojrzewa” i niedługo się ukaże na portalu. Ale muszę koniecznie powiedzieć czytelnikom i ludziom związanych z tym miejscem , że to będzie bardzo zaskakujące… Jeszcze trochę czasu. Mój ucieka – inaczej – jest trochę zagrożony – ale przysięgam – zdążę… Zawsze w swoich wspomnieniach pisałem „łagodnie” o Mierzęcinie. Już nadszedł czas aby to zmienić – powiedzieć czy napisać o nim inaczej…, że to nie był ogród Eden. Zawsze wydawało mi się, że celem w życiu człowieka powinien być hedonizm – maksymalna rozkosz i unikanie wszelkich przykrości. Nie do końca jednak tak jest. Wiele doświadczeń z Mierzęcina , sprawiły mi przyjemność, ale też wymogły pewnej dozy cierpienia. To było w wielu momentach mojej bytności w Mierzęcinie. W okresie początkowym to było „zdobywanie górskich szczytów” – tych najwyższych… o Boże – ile tam było radości… Muszę jednak powiedzieć, że wiele razy towarzyszył mi ból i samotność , które powodowały , że mój cel okazał się cenniejszy, a przyjemność większa, niż gdyby tego cierpienia w ogóle nie było. Ktoś powiedział, że właściwy rodzaj bólu bywa warunkiem odczuwania intensywniejszej przyjemności – jest on ceną, którą okupujemy większą nagrodę. Teraz, kiedy już minęło prawie dwadzieścia lat od mojej przygody z Mierzęcinem i kiedy już jestem na emeryturze często się zastanawiam – dlaczego tak się dzieje? Dlaczego dobrowolnie zgadzamy się na doznawanie bólu, żeby osiągnąć przyjemność? Pani Marzanno – rozstanie z tym obiektem było dla mnie wielkim bólem. A dziś – kiedy piszę swoje wspomnienia o Mierzęcinie – sprawia mi to przyjemność. Jest to jednak przyjemność smutna – to taka „kawa” z fusami. Chyba dlatego, że to się już definitywnie skończyło. Odczułem to kiedy byłem wraz z żoną w tamtym roku w Mierzęcinie. No cóż – wszystko ma swój koniec… 2. Na nowym portalu podjął Pan chętnie jeszcze inne tematy. Jest ich sporo, jak widzę mam do czynienia z człowiekiem renesansu. Ubiegły rok upłynął nam w Gorzowie Wielkopolskim w walce o zmianę nazwy miasta, wybieraliśmy też nowego prezydenta i radnych i w te tematy zaangażował się pan piórem. Dla mnie istotne też było promowanie niezwykłego fotografa naszego pięknego regionu – Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich. Z wykształcenia jest Pan przyrodnikiem z doktoratem w tej dziedzinie – a konikiem jest kartografia, klimatologia, hydrologia, geologia i chyba … miłość do zwierząt – szczególnie psów, które Pan posiada. Skomentował Pan na naszych łamach zjawiska w pogodzie takie jak powódź, zorze, trzęsienie ziemi, które zaskoczyły nasz kraj. Pięknie Pan opisał swoją miłość do „czworonożnych przyjaciół”. Te artykuły spowodowały „Himalaje wyświetleń”. Szczerze powiedziawszy kompletnie osłupiałam, gdy zobaczyłam jednego dnia 6000 wejść na portal. Przy którym z podejmowanych problemów najchętniej by Pan pozostał, pisał dalej, a które pożegnałby Pan i żałuje, że zdecydował się pan na nie wypowiadać? Żałuję jednego – że pisałem artykuły związane ze zmianą nazwy Gorzowa Wielkopolskiego na Gorzów. Występowałem tam pod pseudonimem „ Rafał Wilk” . Było wiele ciepłych komentarzy – ale był też ordynarny i chamski „ hejt” – nie w komentarzach, ale dziwnych smsach czy mailach… wysyłanych po nocach . Najgorsze jest to , że były to osoby wykształcone, z tytułami naukowymi, na poważnych stanowiskach. Oczywiście byli to ludzie , którzy optowali za zmianą nazwy miasta. To

PO CZTERECH LATACH… Dowiedz się więcej »

„Róża we włosach…”

Przed nami Święto Kobiet. Co można podarować kobiecie w tym dniu ? Prezent, który z pewnością będzie trafiony? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w pięknie napisanym tekście , który jednocześnie jest prezentem od autora różnorodnych tekstów na http://www.idealzezgrzytem.pl Roberta Wójcika – Marzanna Leszczyńska Tekst Robert Wójcik motto : „…Z ogrodu moich wspomnień przynoszę ci różę, Co szczęsna kwitła niegdyś w królewskiej purpurze… „ Róże od wieków fascynowały człowieka. Ich uroda oddziaływała na zmysły, rozbudzała wyobraźnię, była źródłem natchnienia, wywoływała refleksję. Róże na ziemi pojawiły się ok. 40 milionów lat temu. Pierwszy wizerunek róży widoczny jest na liczącym 3900 lat fresku z błękitnym ptakiem z Knossos na Krecie. Przyjmuje się, że ich kult rozpoczął się w Chinach. Już w czasach Konfucjusza (551-479 p.n.e.) róża miała długą tradycję i cieszyła się wielkim uznaniem, o czym świadczy fakt, że w chińskiej bibliotece cesarskiej znajdowało się ponad 600 książek poświęconych tym kwiatom i ich uprawie, a kosztowne olejki różane dostępne były tylko najmożniejszym. Zwykłemu śmiertelnikowi groziła kara śmierci za samo dotknięcie wonnej substancji. Z Chin uprawa róż dotarła do Iranu, Grecji, a potem także do Rzymu. Ten piękny i szlachetny kwiat szybko zyskał popularność i zajął eksponowane miejsce w kulturze Wschodu i Zachodu. Wskazują na to mity i legendy związane z królową kwiatów , np. według starożytnej legendy hinduskiej Lakszmi – bogini piękna, szczęścia i bogactwa – narodziła się z rozwijającego się pączka róży, a w Persji istniało przekonanie, że róże były darem Allacha, a na czerwono zabarwiła je krew słowika zakochanego w róży i zranionego jej cierniem… niesamowita ta historia… Mistycy islamscy utrzymują, że Mahomet został przeniesiony z Mekki do Jerozolimy na posłaniu wypełnionym płatkami róż. Białe róże, które posadzono na pamiątkę proroka i chwałę Allacha wokół meczetu al-Aksa w Jerozolimie, symbolizują krople potu wylane przez Mahometa zmęczonego podróżą do Jerozolimy. Muzułmanie otaczają róże szczególną czcią, dlatego nie mogą stąpać po płatkach tych kwiatów. Mają obowiązek podnieść je z ziemi i złożyć w spokojnym miejscu. Róże powstały z morskiej piany w chwili narodzin Afrodyty, a na czerwono zabarwiła je krew bogini spieszącej do śmiertelnie rannego Adonisa. Legendy z chrześcijańskiego kręgu kulturowego powstanie kwiatu łączą z biblijnymi dziejami ucieczki świętej rodziny do Egiptu, a symbolikę róży odnoszą do kultu Matki Bożej. Przywołane opowieści wyraźnie pokazują, że róże kojarzono z postaciami odgrywającymi istotną rolę w wierzeniach różnych, czasami bardzo odległych od siebie kultur. Niewątpliwie jednym z czynników, który się do tego przyczynił, była długa tradycja kulturowa związana z tym kwiatem. Taka ta krótka historia o różach … Piękny kwiat , … który ma kolce. A dziś w ten dzień – o mojej mamie – to jest moja róża – i bez kolców ! Moja mama kocha kwiaty – ma 95 lat – dziewięćdziesiąt pięć lat !!! – zawsze kochała kwiaty – zawsze – i miała je wpięte we włosy w dniu swojego ślubu. Co dwa-trzy dni zmieniam wystrój jej pokoju – zawsze udekorowany skromnym bukietem kwiatów – zazwyczaj róż. Nie są one tzw. „modelowe” z super kwiaciarni – tylko tzw. ogrodowe, które zazwyczaj kupuję na gospodarskich straganach na rynku. One są zawsze – czy to jesień, zima, wiosna, lato. Moja mama kocha kwiaty – jej umysł i serca zawsze się raduje na ich widok… chyba tak jak każda kobieta. Tak…Każda kobieta – młoda, czy w wieku naszych mam czy babć lub prababć zasługuje na wielką dawkę uczuć – romantyzmu w swoim życiu, a co może być lepszym sposobem niż kwiaty? Nie ma nic bardziej eleganckiego i pięknego niż otrzymanie świeżo ściętych kwiatów prosto pod drzwi. Ale pytanie brzmi, czy kobiety naprawdę lubią dostawać kwiaty? Okazuje się, że odpowiedź brzmi – tak! . Kobiety uwielbiają kwiaty z różnych powodów, a oto krótka lista kilku powodów, dla których kobiety ( w różnym wieku) lubią kwiaty – wręcz je kochają. Kiedy kobiety otrzymują kwiaty, wiedzą że osoba, która je wręcza, daje czy wysłała… dba o ich uczucia. Kwiaty są sposobem wyrażania wdzięczności i miłości, a kobiety doceniają to bardziej niż cokolwiek innego. Kwiaty są idealnym sposobem na okazanie swojej miłości i troski o kobietę w swoim życiu! Kwiaty są symbolem wdzięczności i podziwu. Kiedy mężczyzna – syn, mąż, dziadek , pradziadek – wręcza kwiaty swojej ukochanej kobiecie ( nie musi być kochaną – to może być koleżanka, znajoma z pracy, przyjaciółka) – przekazuje wiadomość, że ją podziwia i docenia. Kwiaty są idealnym sposobem na sprawienie, że kobieta poczuje się wyjątkowa i doceniona, szanowana … i kochana! Kwiaty są namacalnym symbolem, przyjaźni , koleżeństwa, szacunku … miłości i podziwu – dlatego kobiety cieszą się z otrzymania kwiatów! Jest coś w otrzymaniu pięknego bukietu, co sprawia, że kobieta czuje się piękna zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Otrzymanie kwiatów to jak otrzymanie odrobiny szczęścia i miłości. A kto by tego nie chciał? Kto by tego nie chciał – zwłaszcza kobieta ? Kwiaty są idealnym sposobem na pokazanie swojej romantycznej strony – chodzi o facetów, a kobiety docenią ten rodzaj gestu. Kiedy dajesz kobiecie kwiaty, pokazujesz jej, że o niej myślisz, dbasz i chcesz ją uszczęśliwić. Kwiaty są idealnym sposobem na zdobycie serca kobiety i pokazanie jej, jak bardzo ją kochasz czy szanujesz! Otrzymanie kwiatów sprawia, że kobiety są szczęśliwe i podekscytowane. Kiedy kobieta, która otwiera drzwi, czy przychodzi do pracy – i widzi kwiaty – jest szczęśliwa To nie ważne czy otrzymuje je żona, mama czy babcia – jak ją odwiedzasz czy mieszkasz. Wtedy znajduje uczucie , gdy dostaje piękny bukiet, jej twarz rozjaśnia się ze szczęścia. Wie, że osoba, która jej daje kwiaty, dba o nią i chce ją uszczęśliwić. Otrzymanie kwiatów zawsze jest miłe, a kobiety uwielbiają je dostawać! Jednym z głównych powodów, dla których kobiety lubią dostawać kwiaty, jest to, że sprawiają, że czują się kobiece. Kwiaty są symbolem piękna i kobiecości. Kiedy kobieta otrzymuje bukiet, czuje, że jest doceniana za swoją kobiecość. Otrzymanie kwiatów sprawia, że kobiety czują się piękne i damskie – a one uwielbiają to uczucie! Zdecydowana większość Pań cieszy się na widok bukietu, a nawet pojedynczego kwiatka, którym zostają obdarowane. I nie ma znaczenia czy otrzymały go one „od święta” – czyli na tzw. „Dzień Kobiet” obchodzony

„Róża we włosach…” Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry