Autor: Marzanna Leszczyńska

KONCERT FAMILIJNY z „Koczkodansem”

O ostatnim wydarzeniu dla dzieci w Filharmonii Gorzowskiej w ramach KONCERTU FAMILIJNEGO – Marzanna Leszczyńska Ooooo! Co to tam było? Trzy i pół letnia dziewczynka wyciąga paluszek i pokazuje w kierunku sceny. Na twarzyczce dziecka maluje się zdumienie, a duże piękne oczy robią się jeszcze większe. Słychać pytania dziecka, które same się wypowiedziały głośno w ciszy wyciemnionej sali. Tak, małe dzieci są spontaniczne, zwłaszcza wtedy gdy w grę wchodzą emocje. A na scenie jak w lesie o poranku: słychać świergot ptaków, szum strumyka, stukanie dzięcioła i na podłodze w dymie snującym się nisko niczym poranna mgła turlają się tancerze- aktorzy. Teatr tańca z Poznania przygotował dla dzieci w ramach Koncertu Familijnego – sztukę ” Koczkodans”. Była taneczna uczta bo tancerze zamienili swoje umiejętności i pokazali świat zwierząt. Trudna sztuka ale trafnie zobrazowana. Prześmiesznie poprzebierani, weszli w rolę ptaków, ssaków i innych egzotycznych zwierząt. Podpatrzyli naturę i przedstawili swoją fantastyczną taneczną wizję. Podjęli się jeszcze innego wyzwania – przedstawili naturalny świat zwierzęcy, który zamienił się w sztuczny świat wykreowany przez człowieka, jego ambicję, biznes. Fantazja na temat uczynienia ze zwierząt artystów, wykreowania świata niemożliwego, naprężonego ludzkim ego i nadmiernymi ambicjami. Ale też przedstawione zostały konsekwencje takiego „chcenia” a one mogą być tylko złe, złe dla obu stron. Na końcu jest tylko nieszczęście stworzeń i smutek, że nie potrafią sprostać oczekiwaniom ludzkim, bo są ograniczeni ale przecież doskonali w inny sposób i w innych warunkach -naturalnych. Ludzie też są sfrustrowani, agresywni i rozczarowani miernymi wynikami, a dużymi nakładami swojego wysiłku. Aluzje do kontrowersyjnego cyrku, można powiedzieć bojkot. Sztuka została ciekawie skonstruowana z różnymi elementami kontrastującymi ze sobą. Zaskoczyły widzów fragmenty filmu, wywiad z dyrektorem poznańskiego ZOO, który podzielił się wiedzą na temat zachowania się zwierząt i z drugiej strony wizja dyrektora – dziecka, który próbuje „zagospodarować „zwierzęta na swój wydumany i szkodliwy sposób. Brawurowo zagrał swoją rolę mały aktor, który wcielił się w dorosłego, ambitnego i sfrustrowanego dyrektora cyrku. Zawsze jest ciekawie, kiedy utalentowany dorosły zagra rolę dziecka i odwrotnie, gdy utalentowane dziecko wczuje się w dorosłego, ponieważ te wykluczające się cechy są widoczne i robią duże wrażenie. Jeszcze raz brawo na małego aktora. Powtórzę raz jeszcze – tak- małe dzieci są spontaniczne, zwłaszcza gdy w grę wchodzą emocje, a takie były z pewnością na tej sztuce pełnej tańca, ruchu, ekologii, szacunku dla zwierząt i wolności, muzyki, melodii jaką niesie las. „Koczkodanse” niosła wartości, pozytywne emocje, na końcu wzmocnione zabawą z bańkami mydlanymi do, której zostały zaproszone wszystkie dzieci z sali. Tak było w październiku, a jutro w listopadzie będzie patriotycznie, wojskowo, niepodległościowo- myślę , że odświętnie też. Ciekawe. Koncerty Familijne, comiesięczne odbywające się w Filharmonii to fantastyczna formuła obcowania dzieci z muzyką koncertową, dawną nie komercyjną. Zaszczepiają piękno i wrażliwość oraz zamiłowanie do obcowania z kulturą wyższą. A najważniejsze, że odbywa się to bez nudy, wymuszania posłuszeństwa, terroru i tortur jakie z pewnością temu towarzyszyły by przez uczestnictwo w koncertach z formułą dla dorosłych. Czytelniku! Jeśli życzysz sobie nas wesprzeć w zamian za wytrwałe głoszenie prawdy, zachęcam na wejście na stronę https://patronite.pl/idealzezgrzytem.pl i założenie konta, aby nam pomóc działać aktywnie, rozwijać kanał, umożliwiać realizowanie nowych projektów jak np. tłumaczenie artykułów na obce języki.

KONCERT FAMILIJNY z „Koczkodansem” Dowiedz się więcej »

BURZA WOKÓŁ ŻOŁNY W KŁODAWIE

O sprzecznych interesach w gminie, unikatowych walorach wyrobiska po żwirowni, prężnie działającym Stowarzyszeniu i awanturze na zebraniu. Marzanna Leszczyńska Działające od stycznia 2023 roku w Kłodawie, Stowarzyszenie Zielony Punkt Widzenia (działające dla dobra przyrody i miejsca, w którym żyją) zorganizowało 24.10.2023 r. w MOS przy ul. Pomorskiej w Gorzowie Wlkp. otwarte spotkanie przyrodnicze na temat terenu wyrobiska po dawnej żwirowni w Kłodawie i rzeczki Srebrnej czyli jednym zdaniem rozmawiano o unikatowym terenie, któremu grozi zniszczenie. Stowarzyszenie tworzy 5 osób: Katarzyna Olejnik, Jolanta Pedo, Mariusz Urban (ornitolog i leśnik), dr Robert Piekarski (artysta grafik, działacz na rzecz ochrony przyrody). Stowarzyszenie wystąpiło z projekcją filmu, dokumentu, który jest jednocześnie ekspertyzą terenu po byłej żwirowni w Kłodawie. Film pokazuje walory terenu, występujące tam owady, ptaki i zwierzęta, zrealizowano go z inicjatywy i przy udziale członków Stowarzyszenia, którzy posiadają potrzebną ku temu wiedzę, zainteresowanie, zaangażowanie, zamiłowanie i wrażliwość oraz przy udziale (jak poinformowano) zaprzyjaźnionych przyrodników z Poznania i innych miast, ludzi z doktoratami ( badania przeprowadzał m.in. spec. Paweł Czechowski – entomolog z Poznania). Film jest piękny, fantastyczne zdjęcia, afrykańska muzyka, artystyczny sznyt – polecam każdemu i zachęcam do obejrzenia. Na zebraniu zaznaczono, że będzie szeroko pokazywany w celu edukacyjnego uświadamiania mieszkańców Kłodawy, władz, urzędników, decydentów. Niewątpliwie materiał pokazuje , że teren ten to wielki skarb przyrodniczy- perła przyrody, który -(i tu ciekawostka) sam się zrekultywował, bez pomocy człowieka. Można powiedzieć – prezent od natury, coś za darmo. Prelegent podkreślił, że obecnie Lasy Państwowe wydają ogromne pieniądze na podobne wydarzenia, ale koszty to jedno, istotne jest to, że na taką odbudowę potrzebny jest czas i to długi czas – to kwestia 50 lat… Niestety obecna polityka jest taka, że to co już jest się niszczy, a potem jak dotrze do ludzi niezorientowanych i niedouczonych prawda – zaczyna się sztuczne dosadzanie i wydaje się niepotrzebnie duże pieniądze. Z naukową pieczołowitością zaobserwowano i opisano ptaki i owady tu występujące, a jest ich tutaj 81 gatunków. Dużym skarbem jest obecność dzikich pszczół – ważnych zapylaczy. Dumą wyrobiska po żwirowni są małe, kolorowe ptaki, rzadko występujące w Polsce– żołny. Ciekawostką jest, że para wychowująca pisklęta wykorzystuje do tego piastuna czyli ptaka z poprzedniego lęgu. Żołny przyleciały do Polski z Afryki i Europy Południowej. W Europie są to gatunki zagrożone wyginięciem. Pojawiły się w naszym kraju w latach 60-tych na Lubelszczyźnie. Występują też niedaleko Gdańska. W całej Polsce jest tylko 1720 par lęgowych, według ornitologów to mała liczba. W lubuskim są to skrajnie rzadkie ptaki. Ten gatunek ptaka znalazł na byłym wyrobisku po żwirowni dla siebie idealne warunki bytowania zarówno do osiedlenia się i lęgu. Występują tutaj piaszczyste wzniesienia, w których budują sobie norki do zamieszkania. Mają tutaj teren do żerowiska i dostęp do rzeki Srebrnej, zbiorowiska łąkowe i owady, którymi się żywią. Wystąpił progres w zasiedlaniu się żołny. Nie jest już to stanowisko efemeryczne tego gatunku. Teren po żwirowni w Kłodawie stanowi wartościowy obszar, to bioróżnorodność, która jednak otoczona jest nieciekawymi terenami. Występuje tam 48 gatunków lęgowych z możliwym gniazdowaniem. W rzece Srebrnej pływają pstrągi. Tutaj przebiega szlak turystyczny PTTK – bardzo atrakcyjny szlak. O co chodzi w Kłodawie? Na tym terenie unikatowym jest plan postawienia paneli fotovoltaicznych, która to farma po prostu zniszczy ten teren. Jest to mało zrozumiała decyzja dla Stowarzyszenia, gdyż jak mówią – wyrobisko ma wgłębienie, a farmy powinny stać na płaskim terenie. Poza tym fotovoltaiczne farmy stawia się na ziemi klasy 5 czy 6, a nie na unikatowych krajobrazach. Okazało się, jak poinformował ktoś na zebraniu, że wójt Kłodawy sprzedał już wszystkie grunty dookoła, które mogły by się nadawać na farmę. Sęk w tym, że mieszkańcy płacą duże rachunki za prąd i szukają naturalnych źródeł energii, ale wygląda na to, że nie ma już gdzie więc pozostały tereny dziewicze. Jeszcze innym problemem tego terenu są kłady, które sobie to miejsce upodobały i nie tylko, że hałasują ale po prostu niszczą te lęgowe miejsca. Stowarzyszenie proponowało postawienie tam głazów, które uniemożliwiały by te wojaże, gmina postawiła plastikowe słupki, które są kiepską ochroną. Właściciele kładów nogami przewracają te słupki, niszczą je, są bezkarni bo poruszają się w maskach i kaskach. Policja nie reaguje na zgłaszane uwagi, nie karze mandatami kładowców. Stowarzyszenie żałuje, że zawarło z gminą niewdzięczny i zgniły kompromis, który polegał na tym, że zgodzili się na tę farmę fotovoltaiczną w okrojonej wersji terenu. Teraz wiedzą, że i tak teren ulegnie zniszczeniu nawet jeśli plany się nieco zmieniły. Na zebraniu zarzucano radnym gminy Kłodawa, że głosują na szkodę swoich mieszkańców. Wszyscy -13 radnych głosowali za powstaniem farmy fotovoltaicznej, jeden się wstrzymał. Stowarzyszenie pokazało zdjęcia dokumentów z zapisami kłamliwymi i fałszywymi. Zapisy przyjęte w dokumentach nie mają badań naukowych. W głosowaniu radni odrzucali wszelkie sprzeciwy. Gmina była informowana przez Stowarzyszenie o występowaniu tych gatunków ptaków, ale najwyraźniej nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Oto odpowiedź specjalistki, kierownik referatu: Trudno powiedzieć, że tam są te gatunki ptaków. A może nie wróciły. Badania wydają się jej tendencyjne. Stowarzyszenie pokazało zdjęcia dokumentów o takich zapisach. Stowarzyszenie osobiście informowało mieszkańców o zaistniałej sytuacji, pokazywało mapy i ulotki informacyjne. Gdy mieszkańcy Kłodawy dzwonili do Gminy i sprawdzali informacje – ta zaprzeczała, że nie ma ptaków, nie będzie też tam farmy fotovoltaicznej. Mówi się o dużej dezinformacji. Padły ostre słowa na zebraniu o kłamstwach urzędniczych. Obecni na sali mieszkańcy Kłodawy wyrazili swoje oburzenie, że nic nie wiedzieli o tym, o wadze sprawy, ponieważ na pewno włączyli by się w protest. Wywieszanie kartek informacyjnych na tablicy ogłoszeń w takich przypadkach to niestety kiepska aktywność radnych. Mają pretensje o to, że w takich przypadkach mieszkańcy powinni być skutecznie i osobiście poinformowani co się będzie działo w ich sąsiedztwie, a właściwie to powinna obowiązywać strefa buforowa. Nie informuje się dokładnie po to, aby nie było protestów,a potem korzysta się z prawa, że nikt nie wniósł sprzeciwu. Głos zabrał jeden z radnych (Roman Leśnicki), który przyznał się, że głosował za projektem votovoltaiki. Tłumaczył się tym, że radni byli wprowadzeni w błąd, zapewniał ,że oczko wodne nie będzie zasypane, drzewa nie będą wycinane a farma fotovoltaiczna miała powstać za rzeką Srebrną. Była też próba przerzucenia

BURZA WOKÓŁ ŻOŁNY W KŁODAWIE Dowiedz się więcej »

www.idealzezgrzytem.pl ma 1 rok

31 października 2022 r. ukazał się pierwszy artykuł na nowym portalu www.idealzezgrzytem.pl Minął rok. Przez ten czas opublikowano na nim równo 50 wpisów. Pierwszy ” Mierzęcin – porcelanowe wspomnienia ” powstał z okazji 20-rocznicy otwarcia Pałacu w Mierzęcinie. Autorem rysunku rocznego bobasa na okazję 1 rocznicy bloga www.idealzezgrzytem.pl jest Jan Paluszkiewicz „Kapitan” – autor art. o poradach jubilera A oto top 10-tka minionego roku na www.idealzezgrzytem.pl : Marzanna Leszczyńska

www.idealzezgrzytem.pl ma 1 rok Dowiedz się więcej »

Jak za „Dotknięciem ręki” Krzysztofa Zanussiego

Coroczny od dziesięciu lat Festiwal Muzyki Współczesnej organizowany przez Gorzowską Filharmonię zakończyło w dn. 19.10.2023 r. wyświetlenie filmu „Dotknięcie ręki” w reżyserii Krzysztofa Zanussiego, który przybył do Gorzowa i spotkał się z widzami. Film ” Dotknięcie ręki” powstał w 1992 r. jest produkcją polsko-duńsko-angielską i nigdy nie był rozpowszechniany w kinach. Jak powiedział przed wyświetleniem filmu reżyser – fabuła filmu dotyczy utworu muzycznego Wojciecha Kilara ” Exodus „, który ma związek z życiem Artura Rubinstaina i melodią, którą zaczerpnął z żydowskiego folkloru . I tylko to jest prawdą a poza tym cała fabuła jest fikcją. Zazwyczaj muzyka filmowa stanowi tło dla filmu i powinna być z tyłu, film niejako poniża muzykę filmową, która zresztą sama w sobie nie jest wysoka, zazwyczaj powstaje na końcu i reżyser nie powinien wtrącać się kompozytorowi do niej – wspominał o swoich doświadczeniach reżyserskich K. Zanussi. Próbował innych doświadczeń, które skończyły się klęską i mogły grozić utratą współpracy z porywczym z natury W. Kilarem. Wojciech Kilar z muzyki filmowej – uznawanej za niższą- potrafił stworzyć jednak arcydzieła, które są ukochane, wykorzystywane ( jak polonez z „Pana Tadeusza” A. Wajdy) przez odbiorców i dzięki nim zrobił karierę międzynarodową, napisał muzykę do tak wielu kultowych filmów światowego kina i dla światowej sławy reżyserów jak Francis Ford Coppola. Wszystkie utwory W. Kilara do filmów K. Zanussiego były trafione – tak ocenia reżyser. Wojciech Kilar miał ucho do muzyki pop, której presji jednak się nie poddawał . W gruncie rzeczy w naszym kraju, w Polsce nie był doceniony przez tzw. „salony Warszawki i Krakówka”, którego środowiska szczerze nie cierpiał. Bardzo negatywnie przeżył krytykę, gdy pojawiła się recenzja, że ” ogarnęła go mania religijna i skończył się jako kompozytor” -Krzysztof Zanussi podzielił się tymi i wieloma innymi informacjami z życia i wzajemnej współpracy z kompozytorem. Na szczęście los bywa nieprzewidywalny a zabiegi marketingowców nie zawsze działają skwitował K. Zanussi perypetie twórcy muzyki do Jego filmów. Obu panów spotkał podobny los. Filmy K. Zanussiego nie spotykają się z życzliwością salonowych krytyków w naszym kraju, czego dowodem ostatni film ” Liczba doskonała”. Reżyser często podkreślał, jak to niezrozumiałe jest dlaczego ten film nie został dopuszczony do Festiwalu w Gdyni. K. Zanussi wyraził nadzieję, że minister kultury Piotr Gliński przestanie być nim zapewne niedługo. Będziemy jednak świadkami przyznanej mu nagrody w Toruniu już w listopadzie. Chciałoby się powiedzieć , jaka szkoda, że reżyser, który chciałby jeszcze wiele powiedzieć swoją twórczością światu nie ma zielonego światła, bo decydenci najwyraźniej nie chcą jego filmów. Efektem tego jest to, że musi tworzyć filmy za granicą, ale nie ma później do nich wyłącznego prawa czego przykładem „Dotknięcie ręki”. O filmie O czym jest film „Dotknięcie ręki”? Oh.. dotyka wielu kwestii. Dla mnie główny wątek filmu czyli romans 75-letniego geniusza z młodą kobietą wcale nie jest ważny, nie stanowi w filmie pretekstu do moralnego oburzenia się. ” Dotnięcie ręki ” pozbawiony jest moralizatorstwa w tym względzie tak jakby chciał powiedzieć, że są inne ważniejsze sprawy w życiu. Ale też nie trywializuje problemu, bo bezlitosne konsekwencje, prawda obiektywna, bez tzw. ściemy jest w filmie ukazana. Ta historia do niczego nie zachęca ani nie zniechęca, raczej każe zadać sobie pytanie: „A ty widzu chciałbyś tak?”… W filmie aktorzy polscy grają tylko epizodyczne role, nawet nie minutowe – mam wrażenie. Przewija się Beata Tyszkiewicz, Wiktor Zborowski, Sławomira Łozińska, jest nawet prof. Aleksander Bardini. Zaskakujące jest, że główna rola powierzona Lothaire Blutean, który wciela się w postać młodego studenta z Polski jest tak przekonująco zagrana – jakby był Polakiem. Biedny student z Polski, który znajduje się w bogatym kraju i próbuje nawiązać relację jak równy z równym, z kimś z kim dzieli go tak naprawdę przepaść. Czasy się zmieniły, między tym jak jest teraz a jak było w latach 90 -tych, latach transformacji czy też czasów komuny – zrobiła się różnica i dziś już nie ma takiej młodzieży jak była wtedy, wyrównaliśmy do innych, ale czy to na pewno jest lepiej? Czy dziś student z Polski przenocuje w dziupli drzewa w parku? Nie, wstydziłby się. Kiedyś , cieszył się, że po prostu stoi na wymarzonej ziemi. Kiedyś wstydziliśmy się innych rzeczy, dzisiaj wstydzimy się innych. Młodzieniec z honorem, dumny, nadzwyczaj dojrzały i mądry, znający swoje miejsce w szeregu, biedny ale z poczuciem misji – taki na” boso ale w ostrogach”. Dla mnie jest to film o równości ludzi a nawet przewadze tych wydawałoby się ludzi z gorszym startem, przegranym startem ( chociażby pochodzenia z biednego kraju) o tym, że ci „lepsi” mogą czegoś potrzebować od tych „gorszych” i nie chodzi tu o tańszą usługę, ale o coś czego sami nie posiadają i nie posiada nikt z tych, którymi się otaczają i płacą im pieniądze za najlepsze kwalifikacje. Film jest o roli metafizyki, czegoś niematerialnego, duchowego w życiu człowieka, o tym, że to coś niewytłumaczalne może się zawsze pojawić, nawet u schyłku życia człowieka coś takiego czego symbolem w filmie jest różdżka do wykrywania żył wodnych czy bioprądy w ręce człowieka. Film o pokorze w drodze do szczęścia , o tym, że stabilizacja, święty spokój, procedury, schemat postępowania choć ustalony w najlepszym dla nas rozkładzie dnia życia przez najlepszych specjalistów może być gwoździem do trumny, powodem frustracji, wegetacji, może nas zablokować w naszej twórczości. Jest to też film o przepracowaniu tematu bez skrótów, oszustw, z całym porządnym wysiłkiem i mozołem z ceną jaką się za to płaci ale na końcu tak przerobionego tematu nie ma depresji – jest wyzwolenie, prawdziwa wolność, spokój i wtedy można odejść szczęśliwym. Jest to też opowieść o fantastycznych relacjach ludzi dobrze ze sobą dobranych, jak wiele konfiguracja taka może zmienić w życiu. Rewelacyjna kreacja aktorska Maxa von Sydow – ulubionego aktora Ingmara Bergmana, który w Polsce w Lubuskim pozostawił swoje arystokratyczne korzenie. Również rewelacyjna rola Sarah Miles, która zagrała kobietę idealną, anioła taką kobietę dla artysty, któremu wszystko wolno a ona ma być podporządkowana, służebna, wyrozumiała, tolerancyjna, mądra. Zadaniem kobiety geniusza i artysty jest znosić to co najgorsze bez buntu, rozumieć , wszelka eksentryczość to normalność i należy dodać, że bycie piękną, cierpliwą, służalczą, pracowitą, wyrozumiałą i

Jak za „Dotknięciem ręki” Krzysztofa Zanussiego Dowiedz się więcej »

Czas na laur na głowie RYSZARDA POPIELA

Nazwa rezerwatu przyrody: „Santockie Zakole im. Ryszarda Popiela” stała się faktem w czerwcu 2023 roku, a 5.10.2023 r. odbyła się uroczystość odsłonięcia kamienia i tablicy pamiątkowej. Pomysł powstał z inicjatywy społecznej, pod którą podpisało się 250 osób, a zatwierdzonej przez wojewodę Władysława Dajczaka i Regionalnego Dyrektora Józefa Kruczkowskiego, których zdanie było kluczowe. Uroczystości rozpoczęły się mszą św. w santockim kościółku a następnie w Santockim Urzędzie rozpoczęło się spotkanie wszystkich uczestników. Całość była wzruszającym, pięknym spotkaniem z edukacyjnym akcentem. Historię i fizjogeografię rezerwatu przybliżyli: Daria Jachimowska i dr Andrzej Korzeniowski. Na stole pojawiły się świeżo wydrukowane mapy z zaznaczoną nową nazwą rezerwatu, broszurki z informacjami o świeżo mianowanym patronie rezerwatu i samym rezerwacie, które przyniósł szef gorzowskiego PTTK – Zbigniew Rudziński. Przybyli przedstawiciele różnych instytucji państwowych związanych z lasem, ochroną środowiska i szkół tego sektora, przyjaciele i znajomi, rodzina, współpracownicy nowego patrona parku. Nie zabrakło leśników w zielonych mundurach, zabrzmiało parę razy trele na trąbkę. Jak powiedział z-ca Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska – Regionalny Konserwator Przyrody dr Andrzej Korzeniowski: nie możemy zapomnieć o takich ludziach jakim był Ryszard Popiel, którzy mieli wpływ na ochronę przyrody, dzięki któremu dzisiaj żyjemy w innej rzeczywistości, a był to człowiek nieprzeciętny. Ryszard Popiel , absolwent Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych – Kształtowanie i Ochrona Środowiska , pełnił funkcję zastępcy dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp. (1998 r.) oraz dyrektora Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego. Był współtwórcą największego parku krajobrazowego w województwie „Łuk Mużakowa„, który chroni cenne utwory geologiczne i tereny przyrodniczo- kulturowe w strefie pogranicza z Niemcami. Na jego terenie leży Park Mużakowski zapisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ukoronowaniem Jego pracy było powołanie najmłodszego w Polsce parku narodowego: Ujście Warty. Podjął koncepcję przekształcenia parku krajobrazowego w park narodowy. Stworzył kompetentny zespół osób zaangażowanych w ochronę przyrody w Lubuskiem, dokończył budowę ośrodków edukacyjnych w Lubocieszy i w Pszczewie. Kilkanaście lat kierował Regionalną Stacją Hydrologiczno- Meteorologiczną IMGW w Gorzowie Wlkp. Współorganizował Polskie Towarzystwo Biogeograficzne. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w 2011 r. oraz Krzyżem Wolności i Solidarności w 2018 r. Przy tym wydarzeniu nie można pominąć informacji o samym terenie Parku Krajobrazowego jakim jest Santockie Zakole im. Ryszarda Popiela. Jak najwięcej osób powinno wiedzieć jakie wyjątkowe bogactwo i piękno znajduje się niedaleko miasta Gorzowa i jakie wydarzenia historyczne rozgrywały się na tych terenach. Park ten ma unikalne walory krajobrazowe, bardzo bogaty drzewostan i niezwykłą populację ptaków. A przebywanie na jego terenie daje poczucie wolności. Część uroczystości to były wykłady przyrodnicze dr Andrzeja Korzeniowskiego i mgr Darii Jachimowskiej ale też delegat Lubuskiego Muzeum opowiedział dzieje grodu Santok już w plenerze, zaraz po odsłonięciu pamiątkowego kamienia na drugim brzegu Warty, na który popłynęliśmy wszyscy promem. Tak więc trochę wiedzy z geografii, geologii, botaniki i historii tego miejsca: Rezerwat przyrody Santockie Zakole im. Ryszarda Popiela położony jest na lewym brzegu Warty przy ujściu do niej Noteci. Pomimo nazwy w całości leży na terenie Gminy Deszczno. Powierzchnia rezerwatu wynosi 455,85 ha. Bezpośrednim sąsiadem rezerwatu jest miejscowość Santok położona na santockim wzgórzu grodowym. Rezerwat jest fragmentem rozległej terasy zalewowej wchodzącej w skład Kotliny Gorzowskiej, a ta z kolei jest częścią Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej. Bezpośrednio poprzez rzeki graniczy z wysoczyznową krawędzią Równiny Gorzowskiej. Zanim stał się rezerwatem przyrody „Santockie Zakole im. Ryszarda Popiela” był rezerwatem przyrody – „Santockie Zakole”. Utworzono go w 1998 r. rozporządzeniem Ministra Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Nadzór przyrodniczy nad nim sprawuje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Gorzowie Wlkp., który nadał mu zarządzeniem Plan Ochrony z dn. 7.05.2015 r. Położony jest na obszarach Natura 2000, ptasiej Ostoi Dolina Dolnej Noteci, ostoi siedliskowej Ujścia Noteci. Obszar rezerwatu został ukształtowany przez wodę. Jest to teren polodowcowy, powstały w ostatnim zlodowaceniu (Vestulian). W wyniku ocieplania się klimatu występujący tu lądolód ulegał roztopieniu, odkrywając obszar pokryty mozaiką wleczonych przez niego osadów. Ogromne masy wody przez długi czas rzeźbiły tę powierzchnię spływając z północy na południe, łączyły się też z wodami rzecznymi podążającymi w odwrotnym kierunku i wspólnie obierały kierunek zachodni. Ich ruchy doprowadziły do wycięcia w podłożu szerokiego, równoleżnikowego obniżenia, zwanego Pradoliną Toruńsko-Eberswaldzką, która do dziś jest kształtowana wodami rzeki Warty i Noteci. Niesamowite efekty tych zdarzeń widać z krawędzi wysoczyzny z Santoka (Wysoczyzna pocięta wąwozami a powstała przez nacisk lodu na materiał, który niósł i w ten sposób utworzył 70-metrowy wał). Teren u stóp Santoka jest okresowo zalewany przez Wartę. z wieloma starorzeczami dawnego nurtu Warty, oczkami wodnymi, malowniczymi kępami lasu i zarośli. Czasem drzewa są zalewane w rezerwacie do wysokości 1 metra. Ptaki siedliskują w kępach starego ( ponad 250 letniego) dębowego drzewostanu. Rośnie tu również topola czarna i topola biała, wiąz szypułkowy. Są to pomniki przyrody. Kiedyś był to teren bytowania i rozrodu 150 – ciu gatunków ptaków lęgowych i gatunków przelotnych. Jednak susza, brak opadów śniegu, łowy drapieżników spowodowały zmalenie królestwa ptaków. Mieszkają tutaj: gęgawa, kulik wielki, derkacz, kropiatka, rybitwa białowąsa i białoskrzydła, rokitniczka, płaskonos, bielik, myszołów, żuraw, cyranka zwyczajna, czajka, krwawodziób, kszyk, bóbr, dzik, kozioróg, żaba śmieszka, wydra, szop, piżmak, bocian czarny, tracz, brzęczka. Wypasa się tam półdzikie bydło, które jest elementem naturalnym i atrakcją Parku. Z roślin występuje tutaj objęty ścisłą ochroną i jest już jego niewiele enklaw w Polsce – fiołek mokradłowy, grążel żółty, grzybienie białe, osaka aloesowata, przetacznik błotny, rzęśl długoszyjkowa (stosowana w maściach przeciwzapalnych, przeciwreumatycznych i przeciwstarzeniowych), selernica żyłkowana, żabiściek pływający, wierzba biała, olsza, wilczomlecze, zjawiskowe są łąki margaretkowe. Są też gatunki roślin i zwierząt niepożądane, które stanowią zagrożenie dla gatunków chronionych takie jak barszcz Sosnowskiego, nawłocie, norki amerykańskie zbiegłe z farm i biedronki azjatyckie.` Na terenie Parku toczyła się w zamierzchłych czasach bogata historia sięgająca początków naszego państwa Polskiego, czasów Mieszka I. Tędy przebiegała granica między Polanami a Pomorzanami, tutaj toczyły się bitwy o Santok. W 963 roku najechał i zdobył gród Wichman z pomorskimi Rederami. Potem dołączyli Do Rederów Wolinowie. Aby uchronić się przed najazdami Mieszko I , któremu podlegali Słowianie (Licikaviki) zapłacił Ottonowi I trybut z ziemi Lubuskiej. Po Przyjęciu chrześcijaństwa w 966 roku, ożenku z czeską Dobrawą gdy otrzymał w prezencie ślubnym 2 hufce jazdy (100 jeźdźców )

Czas na laur na głowie RYSZARDA POPIELA Dowiedz się więcej »

MŁYN W BOGDAŃCU – OTWARTY

O uroczystym otwarciu muzeum „Zagroda Młyńska” w Bogdańcu. Spojrzenie niestandardowe. Zapraszam do obejrzenia Klipu na ludowo ze zdjęciami z dnia otwarcia z muzyką. Aby włączyć krótki film należy przycisnąć czerwony prostokąt z białą strzałką na obrazie poniżej. Marzanna Leszczyńska i Janina Pietrowicz 29 września 2023 roku została uroczyście otwarta Zagroda Młyńska w Bogdańcu. Muzeum Lubuskie zorganizowało to otwarcie w charakterze. Wszystko rozpoczęło się przedstawieniem teatralnym z minionego czasu a romantyczna akcja dotyczyła młyna i córki młynarza. Była ludowa muzyka, przepyszne ciasta, słynny chleb z tutejszej piekarni, owoce, personel gustownie na ludowo ubrany, dekoracje. Całość rewelacyjnie, lekko i z dowcipem poprowadził sam Roman Awiński. 3 i pół roku trwały prace renowacyjne i świetnym pomysłem było zaproszenie dzieci, które wtedy przyszły z przedszkola w Bogdańcu zobaczyć młyn, na początku renowacji a teraz po latach w dniu otwarcia odnowionego muzeum te same dzieci dostąpiły zaszczytu uczestniczenia w historycznej chwili. Muzeum Lubuskie przypomniało starą tradycję młynarzy – „ Zanurzenia w ziarnie ” i kto chciał mógł w niej uczestniczyć. Posypało się kolorowe konfetti. Nie zabrakło polityków, bo nic w tym dziwnego na dwa tygodnie przed ważnymi wyborami. Nie zabrakło podziękowań, wyróżnień i nagród. Data otwarcia 29 września została dobrana starannie ponieważ był to dzień urodzin najmłodszego mieszkańca młyna – Marka Rembasa ( spokrewnionego ze słynnym gorzowskim żużlowcem). Przybyli też honorowi goście, dawni mieszkańcy młyna – Sebastian i Helena Fierkowiczowie. Przypomniano , że niemiecka właścicielka młyna Ruth Henke zmarła 9 lat temu. Imieniny też obchodził obecny na uroczystości Michał Jarosiński – konserwator zabytków. Pozwoliłyśmy sobie złożyć solenizantowi imieninowe życzenia i przy okazji zamieniłyśmy z Panem Michałem Jarosińskim kilka zdań. Niestety zabrakło na otwarciu mocno zaangażowanej w odnowę Zagrody Młyńskiej vice dyrektor Muzeum Lubuskiego Pani Grażyny Tyranowskiej, która musiała wyjechać do Francji w ważnych sprawach rodzinnych, nie cierpiących zwłoki jakim jest zdrowie. Zapytałam Panią vice dyrektor tuż przed wyjazdem- „kto w renowacji tego zabytku odegrał kluczową rolę, dzięki komu widzimy to co widzimy, bo początki były przecież opłakane”. Odpowiedziała : Panowie – Błażej Skaziński i Michał Jarosiński. Pan Błażej Skaziński akurat uczestniczył w innym spotkaniu a pan Michał Jarosiński był w pracy ale przybył na otwarcie w roboczych ciuchach – przypomniała pani dyrektor Muzeum Lubuskiego – Ewa Pawlak. Przedstawię poniżej jedną z tych dwóch postaci – Pana Michała Jarosińskiego (konserwatora zabytków) ponieważ wyłoniła mi się postać wyjątkowo jasna, bardzo pozytywna, wielki pasjonat swojego zawodu, niezwykle i nadzwyczajnie zaangażowany w pracę, kochający zabytki ale przede wszystkim wielki profesjonalista. Jak wspomina vice dyrektor Muzeum Lubuskiego w Gorzowie Wlkp. – Grażyna Tyranowska pan Michał Jarosiński potrafił prowadzić z nią rozmowę na temat prac przy młynie w Bogdańcu a następnego dnia był już na drugim krańcu Polski. Zawsze przygotowany, pamiętający o wszystkich szczegółach rozmowy. Czasami jak mówi otrzymywałam odpowiedzi bądź zapytania o czwartej nad ranem, a właściwie o każdej porze dnia i nocy i zadawałam sobie pytanie: czy ten człowiek w ogóle śpi? Nie potrafił odmówić pomocy nikomu i raczej nie ze względu na chęć zysku i zarobku, ale wydawało się, że chce ocalić wszystko co da się ocalić – co jest zabytkowe, bo tutaj trzeba się śpieszyć. Jego zaangażowanie było imponujące , czasem kaskaderskie -niemal biegał z poświęcaniem się po dachach i wiele prac wykonywał osobiście a ja bałam się, że spadnie i się połamie albo i zabije. Wiecznie ubrany w swoje krótkie do kolan spodenki, koszulkę i czapeczkę z daszkiem. Tak też ubrany odbierał podziękowanie na otwarciu Zagrody Młyńskiej – wyrwany z pracy. Z powodu zaangażowania w tak wiele projektów Muzeum musiało Go niejednokrotnie karać -„po kieszeni” , ponieważ taki styl pracy – niestety – ale wiąże się z „zawalaniem terminów”. Z tego Pan Michał Jarosiński świetnie zdaje sobie sprawę ponieważ już na wstępie naszej rozmowy od razu przedstawił się jako człowiek nieterminowy. Wiedza Michała Jarosińskiego jest imponująca. Jak wspomina vice dyrektor Grażyna Tyranowska przy pracach katedry, po jej pożarze nadzór przy pracach Michała Jarosińskiego i kontrola nad nim była zbyteczna. Podziw wzbudzała jego uczciwość i nieugiętość w kwestii forsowania niekompetentnych decyzji, zamienników gorszej jakości. W takich wypadkach Pan Michał od razu wycofywał się i nie chciał się pod niczym podpisywać, nie chciał mieć z takimi pomysłami do czynienia. Przy odbiorze podziękowania z rąk dyrektor Muzeum Lubuskiego został przedstawiony jako człowiek, który urodził się po to, aby ich dotykać. Człowiek z misją. Widać, że kocha zabytki choć jak sam mówi – konserwacja to trudna droga, może być przygodą, ale to wymagająca praca, a zabytki nie wybaczają, to nie jest droga na skróty i opiera się na najważniejszym – na myśleniu. Wysłuchałam półtoragodzinnego wykładu Michała Jarosińskiego o renowacji gorzowskiej katedry po pożarze, w którym przebija talent pedagogiczny, a dobór informacji dla słuchacza jest niezwykle trafny, przekaz jasny, przystępny. Tak wiele można zrozumieć i dowiedzieć się o tym co istotne aby wydobyć piękno zakryte przez naleciałości czasu i prace barbarzyńskie. Pan Michał jest mistrzem w doborze i przeszkoleniu pracowników całego zespołu, który prowadzi renowację, doborze środków i technologii, których wachlarz jest szeroki ale nie wszystkie są odpowiednie bo jak twierdzi prace konserwatorskie też są inwazyjne. Teraz wiem, że najbezpieczniejsze są prace wykonane ludzkimi rękami, ich precyzja i wyczucie są bezkonkurencyjne, a kit, cement, beton to nie są są materiały dla zabytków. Nowe technologie muszą być stosowane rozsądnie i na wiele z nich odnowa zabytków niecierpliwie czeka, zwłaszcza na te kosmiczne technologie ( ciekawa jestem na czym polegają). Po tym krótkim wykładzie dużo wiem o spoinach między cegłami i widzę różnicę między dobrze i źle wykonanymi pracami patrząc na każdy mur bo ważna jest konsystencja spoiny, głębokość usuwanych spoin. Liczę na to, że pan Michał Jarosiński opowie z pasją na nowym wykładzie o tym jak odnawiany był młyn w Bogdańcu, co nowego zastosował i czy są już dostępne kosmiczne technologie i na czym one polegają. Jak nam opowiedział, od 10 lat odnawia zabytki w Lubuskim. Ma na swoim koncie prace w Paradyżu Gościkowie, Gorzowie, Bożycach ale nie liczy ile tych renowacji było. Lubi odnawiać wszystko- wyjątek stanowią druki i skóry. Uważa, że to praca dla pań i chętnie im oddaje ten „kawałek chleba”. Martwią mnie tylko leżące przed młynem potężne

MŁYN W BOGDAŃCU – OTWARTY Dowiedz się więcej »

GDY MORZE JEST JAK JEZIORO

Będzie o początku września tego roku, początku wakacji czyli o wrześniu wyjątkowo ciepłym i słonecznym. Wspomnienie lata, które właśnie odeszło, lata nad Bałtykiem. Ze zdjęciami, muzyką, bo kto nie lubi oglądać zachodów słońca i nie lubi spacerować brzegiem morza… Mój początek roku szkolnego spędziłam nad Bałtykiem. Chyba można powiedzieć, że to były „dorosłe wagary”. Tekst o początku roku szkolnego na wagarach należy więc do mnie. Na drugą część – szkolną – wiedzę naukową zapraszam w drugiej części artykułu poniżej – od dr Roberta Wójcika a jest ona o tym: skąd się biorą różne kolory wody w morzu .. Część pierwsza – zapraszam – Marzanna Leszczyńska Trochę szaleństwa nigdy nie zaszkodzi … Nasze kochane Morze Bałtyckie ma przeważnie stalowy kolor, zazwyczaj jest zimne i mniej lub bardziej faluje. Oczywiście ma to swój urok, a kto umie korzystać z zimnego morza to – jego wygrana dla zdrowia i urody. Zdarza się, że i w Polsce nad Bałtykiem można się poczuć jak w tropikach, jak w krajach południowych. Nie często, ale zdarzają się takie dni. Przydarza się uspokojony, nie falujący, ciepły Bałtyk i wtedy można w nim popływać jak w wielkim jeziorze. Uwielbiam taki Bałtyk. Nigdy nie jest idealnie gładki. Ma wtedy malutkie fałdki. Przypomina jedwabny materiał na lekkim wietrze. Takie morze przybiera inne niż zazwyczaj kolory. Potrafi być intensywnie błękitne ( grecki błękit), jasno niebieskie, zielone, żółto – zielone, fioletowe a nawet seledynowe. Przy zachodzącym słońcu pojawiają się dodatkowe cuda: srebro jakby morze posypane brokatem, kolorowe pasy, czasem rysuje się biała ścieżka przez morze do słońca czy jak kto woli od słońca w kierunku brzegu… Widok takiego morza to po prostu sama radość, życie wydaje się kolorowe, piękniejsze. Gdy patrzę na plażę z wysokości rewalskiego klifu to widok jest taki jakby ktoś z góry spuścił płachtę jedwabiu. Ludzie spacerujący na tle tego obrazka morza często dopełniają dziwnej całości. Jest to nierzeczywisty widok właśnie z tej góry. Pojawia się wrażenie, że zaraz woda wleje się do pokoju domu na klifie patrząc przez oszklone drzwi, które są właściwie całą przezroczystą rozsuwającą się ścianą. Wyobraźnia działa w zależności od tego, kto spaceruje po plaży. Warto mieć lornetkę. Podpatrywanie ludzi spacerujących po plaży to jak oglądanie filmu. Czasem wzbudzają zdziwienie swoją obecnością- wyjęci jak z górskiej wycieczki, gdy pojawią się jak górscy globtroterzy z wysokimi plecakami, traperami na nogach i z kijkami. Zdziwienie budzą zakonnice w habitach i szarych welonach. Rzadkością są piękne dziewczyny czyli naturalne, lekko opalone, bez powiększonych ust, bez przesadnej opalenizny starego siodła, bez botoksu, tatuażu, tipsów i ubrane nie w stroje z dekathlonu ale w kobiece sukienki na boso z klapami w rękach, pięknie wyglądają starsze spokojne panie siedzące na leżakach, przykryte kocami, patrzące w dal, w horyzont. Zapadają w pamięć obrazki naturalności. Miłe niespodzianki są zawsze. Rozkoszne zawsze są małe dzieci, ich zabawy w wielkiej piaskownicy jakim jest plaża i pluski w wodzie, które malują na buziach: spontaniczne szczęście albo zapierające w małych piersiątkach zaskoczenie. Przy zachodzącym słońcu na horyzoncie pojawiają się linie. Są kolorowe, tzn. raz niebieskie, innym razem białe, srebrne a nawet złote. Potrafią trwać bardzo krótko, czasem pojawiają się i znikają za chwilę. Dziś był dla mnie wyjątkowy, wrześniowy dzień, bo pływałam w morzu a przede mną zachodziło słońce. Zniżało się coraz bardziej a ja je obserwowałam płynąc w wyjątkowych warunkach. To był luksus. Byłam sama, w zasięgu wzroku nie było nikogo, przede mną tylko drewniane kołki wbite w dno na których siedziały mewy. Czasem któraś przeleciała mi nad głową. Akurat wszyscy wyszli z wody, nawet młody człowiek pływający na SUP- ie. Ciepła woda, spokojna, czysta. Pływanie bez lęku, które zawsze dają fale. Pływanie z poczuciem bezpieczeństwa. Morze przybrało kolor błękitny a odbijające się w wodzie zachodzące słońce utworzyło przeplatające się z tym błękitem pomarańczowe pasy. Trafił mi się rzadki luksus – uznałam to za nagrodę ze strony natury, która być może odwdzięczyła się za to, że zrezygnowałam z wygody, lenistwa, komercji a wyszłam w kierunku spotkania się z nią. Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu – poniżej – z muzyką ze zdjęciami z Rewala spokojnego morza o różnych kolorach. Naciśnięcie czerwonego kwadracika z białym trójkącikiem uruchomi film. Część druga – o tym dlaczego morze przybiera różne kolory i co ma na to wpływ opowie z pasją z naukowego punktu widzenia – specjalista od wody, klimatu i gleby dr Robert Wójcik Kolory morza … Morze Bałtyckie jest wyjątkowym zbiornikiem wodnym, jego charakterystyczna linia brzegowa jest jedyna w swoim rodzaju. To średniej wielkości morze łączy ze sobą linie brzegowe aż 9 krajów. Plaże nad Bałtykiem są przeważnie piaszczyste co jest dość rzadkie jeśli chodzi o morskie wybrzeża. Każdy Polak był lub będzie nad Bałtykiem przynajmniej raz w życiu, dlatego zapraszam do lektury ciekawostek o naszym jedynym morzu. Bałtyk potrafi zachwycać swoją kolorystyką. Niemal codziennie może przybierać inny odcień, a wszystko w zależności od nasłonecznienia, kąta padania promieni słonecznych, stopnia zachmurzenia, wilgotności powietrza nad wodą, zasolenia wody oraz jej głębokości. Podczas pięknej, słonecznej pogody urzeka błękitem, a w czasie sztormu zadziwia stalowo-szarym odcieniem. Choć jednak Bałtyk przyjmuje różne barwy, to standardowo jest zaliczany do mórz zielonych, ponieważ w wodzie znajdują się zawiesiny pełne drobnych organizmów. Zielona barwa wynika także z niskiej temperatury oraz bardzo małego zasolenia wody. Są morza, które zostały nazwane od swojego koloru – barwy. Czy ma to jakieś podstawy rzeczywistości tego faktu – magii koloru ? W pewnych przypadkach tak. Na przykład Morze Czerwone na co dzień nie jest czerwone, ale tam zakwitają dosyć często pewne glony morskie, które dają intensywnie czerwony kolor. Wtedy morze faktycznie przybiera taką nietypową barwę . W Morzu Żółtym w Chinach mamy bardzo dużą zawartość glinek i lessu, który intensywnie zabarwia wodę. Z kolei Morze Czarne jest naprawdę czarne poniżej głębokości 150-200 metrów. W tamtych rejonach nie ma już życia. To pustynia beztlenowa z dużą ilością siarkowodoru, który zabija żywe organizmy. w Morzu Śródziemnym nie ma w ogóle rozpuszczonej materii organicznej, przez co to morze jest niebieskie. Dlaczego Bałtyk jest często zielonkawy, choć zazwyczaj kojarzy nam się z kolorem szarym, szafirowym, granatowym, niebieskim a czasami brunatnym ? Kolor mórz tworzy klimat i otaczająca nasz żywa przyroda, a w zasadzie nasz architekt

GDY MORZE JEST JAK JEZIORO Dowiedz się więcej »

Baśniowe Przelewice

O nocy bajek w Przelewicach we wspomnieniach i refleksjach z roku ubiegłego tuż przed nocą bajek, która odbędzie się 9 września 2023 roku. Marzanna Leszczyńska i Halinka Henseler Fotografie użyte w clipie: Marzanna Leszczyńska i Halinka Henseler 9 września 2023 roku w Przelewicach odbędzie się kolejna „Noc bajek”. Tym razem – urodzinowa, arboretum obchodzi w tym roku 90-te urodziny. Z pewnością będzie wyjątkowo i z pewnością pojawią się tłumy dorosłych z pociechami. Uczestniczyłyśmy w „Nocy bajek” w roku ubiegłym – 2022 i zaskoczyła nas ogromna frekwencja. Duże widowisko, kilka scen, teatr, wychowawcze spektakle, piosenki przy, których podrygują nogi, hity które się nie starzeją i te, które śpiewa już trzecie pokolenie. Piosenki Majki Jeżowskiej i małej Natalii Kukulskiej nigdy nie umrą. Ogród nocą w Przelewicach, oświetlony kolorowymi światłami, które stworzyły nową rzeczywistość w parku tej letniej nocy . Była to nie tylko bajkowa sceneria ale również sceneria fantastyczna, poniekąd kosmiczna jak z „Gwiezdnych wojen” czy też filmowa z gatunku grozy i horroru. Niezwykłe wydarzenie nie tylko dla dzieci ale i dla dorosłych, raj dla fotografów. Uczestnik imprezy miał możliwość nie tylko oglądania ale w pewnym sensie poruszania się w tej rzeczywistości, w której czekały go różne niespodzianki. Organizacja tego zeszłorocznego przedsięwzięcia była na pewno trudna, wielka i skomplikowana i dlatego na pewno warto pamiętać o pewnych kwestiach będąc już tam razem ze swoimi pociechami. Warto zastanowić się i przemyśleć sposób skorzystania z tej imprezy. Miałyśmy sporo refleksji po imprezie jaką była „Noc bajek ” w Przelewicach. Wprawdzie chciałyśmy ze sobą zabrać 5-letniego Igorka , ale jego rodzice po zapoznaniu się z faktem, że jest to impreza od godz. 20.00 wycofali się, argumentując, że chodzenie po parku nocą z dzieckiem, które jest wrażliwe nie wchodzi w grę, bo wiedzą, że potem mogą być lęki, silne przeżycia i boją się go przestraszyć, że jest po prostu jeszcze za mały. Uważamy, że to była rozsądna decyzja rodziców. Będąc tam widziałyśmy bardzo dużo małych dzieci, przedszkolnych, w wózkach. Te najmniejsze w wózkach spacerowych po prostu szybko zasnęły i z pewnością nic już nie widziały i było im pewnie już wszystko jedno. Ale były też takie, które szły przez ten udekorowany- tak aby straszyć – park i one się po prostu bały, co rusz słyszałyśmy jak rodzice zachęcają swoje dzieci do pokonywania przeszkód. Przyznałyśmy szczerze, że pewne fragmenty parku były szczególnie straszne, psychodeliczne. Fragment parku, gdzie pod drzewami siedziały lalki i słychać było psychodeliczną muzykę przeszłam błyskawicznie. Nie oglądałam horroru o lalce, która zabijała, ale ponoć był wyjątkowo straszny. Wrażenie robiły zawieszone na drzewach ramy z maskami. To były dekoracje, które sugerowały duchy, morderstwa, upiorność. To były miejsca raczej dla starszych dzieci, młodzieży i dorosłych. Miłośnicy i poszukiwacze mocnych wrażeń, świadomi swojej wytrzymałości, dojrzali emocjonalnie i wiekowo czuli się z pewnością usatysfakcjonowani. Ale czy dzieci w wieku wczesnoszkolnym czy przedszkolnym, które się tam znalazły niewiele rozumiejąc? Zadałyśmy sobie pytanie retoryczne: Czy aby rodzice nie będą mieli jakiś problemów ze swoimi dziećmi po takich wrażeniach, czy nie odbiją się te obrazy negatywnie? Na pewno warto przemyśleć sposób uczestniczenia swojej pociechy, wziąć pod uwagę wiek i wrażliwość swojego dziecka. Czy na pewne wrażenia nie jest jeszcze za wcześnie, a wtedy gdy dziecko płacze i się boi – zakończyć imprezę na jakimś etapie, wiedzieć gdzie lepiej się nie zapuszczać. Organizator nie jest w stanie czuwać nad wszystkim, w rękach rodziców spoczywa wiele, oni najlepiej znają swoje dzieci i to co dla jednych jest łatwe dla innych już takie być nie musi i nie ma się co sugerować, że inni dają radę. Inną sprawą , o której warto wiedzieć jest to aby raczej nie wracać w miejsce, w którym już byliśmy, bowiem bajki odgrywane są cyklicznie i się powtarzają. Po prostu czar pryska i odsłaniają się kulisy teatru. Lepiej nie pozbawiać za wcześnie dzieci naiwności dziecięcej, wiary w to co widziały za pierwszym razem. Bo to co było mówione tylko do nich, aby czuły się wyjątkowo nagle widzą, że to samo jest mówione do innych widzów. Przypomina to rozczarowanie, gdy odkrywamy, że powierzona nam tajemnica za chwilę szeptana jest do ucha innej osoby. Nad pewnymi kwestiami muszą czuwać rodzice, aby impreza była w pełni pozytywnych wrażeń wyjątkową i udaną imprezą. I jeszcze jedno. Jest to też znakomita okazja, aby pięknie przebrać swoje pociechy. Jednak przebrania, które widziałyśmy jak na … Halloween – naprawdę budzą litość. Jaka będzie „Urodzinowa noc” w 90-te urodziny arboretum w Przelewicach? Zobaczymy już w najbliższą sobotę.

Baśniowe Przelewice Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – powrót po latach

Zapraszam na słuchowisko o historii odtworzenia stawu przy Pałacu Mierzęcin i o historii ludzi, którzy odtwarzali to miejsce. Zdjęcia aktualne przeplatają się ze starymi z lat, gdy trwała odbudowa. W tym słuchowisku jest o tym, jak padło na wybór tego miejsca. W tedy była to ruina, teren zdewastowany, zaniedbany. To był trudny czas ale paradoksalnie piękny. Czas pracowity, pełen entuzjazmu, energii, twórczych myśli i tempa, sprinterskiego tempa. Te wspomnienia były pierwsze, od nich – jak za pociągnięciem sznurka zaczęły się snuć i tworzyć następne opowieści, krasomówczo napisane.

Mierzęcin – powrót po latach Dowiedz się więcej »

MIERZĘCIN I DALSZY CIĄG KODU TRZECH PUNKTÓW

Dr Robert Wójcik i Marzanna Leszczyńska zapraszają na drugą część nowej wersji artykułu pt: ” Mierzęcin – nie pytaj więcej…” Część trzecia słuchowiska i ostatnia już wkrótce. Jest tu o krzyżu chciałoby się powiedzieć -wszystko, a jeśli nie wszystko to z pewnością dużo. Nie jest to przypadek, bo krzyż jest elementem układanki w teorii „Kodu trzech punktów„. Widać w tym pasję rozwiązywań trudnych zagadek przez autora tekstu dr Roberta Wójcika. Arcyciekawa wiedza z tzw. warstwą pozazmysłową. Wyszukane ilustracje, zdjęcia pozwalają lepiej zrozumieć artykuł. Historia , życie, prawa i zwyczaje, których dziś już nie ma. Kolejna odsłona z wielkiej tajemnicy. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi słuchowisko. https://youtu.be/V6Ft6-O_Ov8   https://idealzezgrzytem.pl/2023/08/03/mierzecin-kod-trzech-punktow/ oto link do części pierwszej    

MIERZĘCIN I DALSZY CIĄG KODU TRZECH PUNKTÓW Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry