Autor: Marzanna Leszczyńska

REWOLUCJA NA KLIFIE – TRZĘSACZ

Na klifie w Trzęsaczu widać wielkie rewolucyjne zmiany. Z początkiem 2026 ukazał się mój pierwszy materiał na ten temat :https://idealzezgrzytem.pl/2026/01/07/rewal-po-sylwestrze-2025-roku/ . Minęły dwa miesiące – zmiany są już bardzo widoczne. Zapraszam na drugą część refleksji o rewolucji na klifie w Trzęsaczu. Marzanna Leszczyńska Tak, na klifie coś się dzieje. Na grubo. Można powiedzieć , że praca idzie pełną parą. Gdy przechodziłam tam 1 styczna 2026 roku były już pierwsze prace – wytyczona nowa droga, pocięte drzewa i zniszczone pochyłe potężne brzozy, które stanowiły charakterystyczny i uroczy punkt tego niedługiego odcinka. Teraz, a zdjęcia są z 28 lutego widać istny armageddon – kopary, stosy korzeni, wyryta druga trasa, równoległa do tej pierwszej. Zadaję sobie pytanie dlaczego? Czy pójdzie tam jakiś bruk – nie daj Boże… To był piękny dziki zakątek, gdzie można było przejść swoją stopą po ubitej ziemi, czasami przejrzeć się w kałuży po deszczu, gdzie byli tylko spacerowicze, czasami przemknął jakiś rower. Tu był spokój, nie musiałam się z niepokojem oglądać za siebie, czy zagraża mi jakaś szalona hulajnoga czy rower. To była dróżka, po bokach której rosły zioła, latem bieliły się potężne ich baldachy. Gdy umieszczałam fotografie na facebooku z tego miejsca, dostawałam tzw. „lajki” z dalekich stron świata – zachwyconych ludzi, którzy pytali gdzie jest tak pięknie?… To był wąski pasek drzew a i tak za nim powstały apartamentowce, a ich zazdrosne – o widok na morze- okna kazały sercu drżeć, że zagości tu kiedyś topór i buldożery. Parę lat stabilności tego krajobrazu uspokoiły obawy, niestety nadeszły zmiany… Zadaję sobie pytanie dlaczego? Po drugiej stronie Rewala w kierunku Niechorza zrobiliście trasę wybrukowaną, z latarniami – jest dużo mniej atrakcyjna. Rowery mają już tyle dróg, po co jeszcze w tym miejscu ta demolka ??? „Nowoczesność dokonała już głębokich spustoszeń kosztem mordowania dla cielca postępu, jakby każdy prowincjonalny artysta musiał małpować kulturę metropolitarnej tandety, realizując hasło, iż właściwym tworzywem sztuki jest świat konsumpcji powszedniego dnia „ – Waldemar ŁysiakMam jeszcze wspomnienia, które powstały 5 lat temu i zdjęcia tamtego krajobrazu . Tego już nie ma Zapraszam na wspomnienia : https://idealzezgrzytem.pl/category/baltyk-z-perspektywy-rewalskiego-klifu/ Marzanna Leszczyńska

REWOLUCJA NA KLIFIE – TRZĘSACZ Dowiedz się więcej »

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku

8 marca to nie tylko Dzień Kobiet to również data opublikowania pierwszego artykułu dr Roberta Wójcika o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie w odcinkach. Jest ich już parędziesiąt. Co roku w kolejną rocznicę współpracy zadaję autorowi trzy pytania. I tak jest też w 2026 roku. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska. Na zdjęciu Marzanna Leszczyńska i dr Robert Wójcik (  był administratorem Pałacu w Mierzęcinie w latach 1998-2008).   Mierzęcin to piękny Pałac z ciekawą historią i Park jak zaczarowany – z jednej strony pałacu – Park Zabytkowy z drugiej Ogród Japoński – który stworzyła żona dr R. Wójcika – Alicja Wójcik. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film, a towarzyszyć mu będzie muzyka .Clip w pigułce przypomina prawie wszystkie „wspomnienia dr Roberta Wójcika” o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie. Nie – nie ma. I miał nie będzie. Nigdy tego nie stosowałem i prawdę mówiąc nie wiem jak to robić. Piszę artykuły na różne tematy – bardziej korzystam z różnych literaturowych źródeł. Jestem już człowiekiem starej daty – raczej nie interesuje mnie to zupełnie. Czasami gdy korzystam z wiadomości z Internetu – widzę jedno- jak wiele wiadomości na dany temat są sprzeczne z oczywistą prawdą. Zawsze szukam „ źródeł prawdy” – i można je odnaleźć. I chyba nie robi tego „ sztuczna inteligencja” – która się panoszy. Niedawno czytałem ciekawy artykuł – w jaki sposób jest ona wykorzystywana – przeraziło mnie to i sobie nie zdawałem z tego sprawy – ale jest to fakt. Wojsko, bankowość, prawo, administracja, mechanika, elektronika, energetyka, medycyna, fizyka, matematyka, chemia, astronomia, archeologia… itd. itp. Mam wrażenie jedno – że niedługo będzie potężne bezrobocie – i ludzie z wiedzą – nie znajdą pracy – przede wszystkim – młodzi ludzie. Straszne czasy nastały. Ale z drugiej strony wiem i czytałem – że jest niezwykle pomocna – chociażby w medycynie i uratowała wielu ludziom na świecie – życie. To trudny dla mnie temat – i nie mam o nim zielonego pojęcia – tak , że nie mogę nic powiedzieć konkretnego na co to AI , poza informacjami z Internetu , które od czasu do czasu czytam. A co do pisania artykułów – to wydaje mi się – że człowiek rozumny , oczytany – potrafi zrozumieć czytany tekst , który wybrał do przeczytania – i potrafi osądzić czy to napisał człowiek czy AI. Z drugiej strony – osobiście mam takie wrażenie, że świat już wytworzył sztucznych przywódców państw, narodów – i to mnie bardzo niepokoi. Jesteśmy w jakimś chaosie kłamstwa i głupoty – i niby ma być teraz lepiej.. . Osądźcie Państwo sami – czy jest lepiej czy gorzej . Według mnie źle i będzie jeszcze gorzej. Widmo trzeciej wojny światowej wisi na włosku. Patrzę na to wszystko niezwykle przenikliwie i mogę z ręką na sercu powiedzieć – że żal mi tylko moich dzieci, które dożyją, a w zasadzie są wplątane w to wszystko. Mnie i mojej żonie już nic nie zaszkodzi. Po prostu jesteśmy już starzy – i jest nam wszystko obojętne – ale o nasze dzieci się martwimy – jaką będą miały przyszłość. Modlimy się o jedno – oby nie cierpiały. A reszta świata – mnie nie obchodzi. Czy – jestem altruistą i samolubem ? – chyba nie. I jeszcze jedno – kocham moich czworonożnych przyjaciół – moje cztery kochane mordy – i modlę się o jedno – oby one żyły do „końca mojego świata” i jak już będziemy odchodzić – marzę o tym – abyśmy odeszli razem. Na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl– nigdy nie była wykorzystywana sztuczna inteligencja i według mnie – nigdy nie będzie. Ja jestem – prawdziwy – tak jak inni autorzy , którzy zamieszczają tam swoje artykuły. 2. Minął już kolejny rok Pana publikacji. Początkowo był jeden temat – Mierzęcin, który się nie wyczerpał. Ale w minionym roku tylko trzy artykuły  o Mierzęcinie się ukazały, właściwie to z Mierzęcinem w tle.  Nie tylko historia Pana interesuje, ale ochoczo komentuje Pan wiele aktualnych wydarzeń i tych w pogodzie jak i w polityce – czasy są niezwykle burzliwe więc trudno się dziwić. Moim zdaniem opisywanie historii pałacu w Mierzęcinie jest interesujące, bo jest blisko i jego historia odbudowy i funkcjonowania za Pana czasów jest fascynująca, tym bardziej, że tak pięknie ją Pan opisuje. Art. „Mierzęcin- to co zaciera czas”, choć jest na innym portalu – przekroczył 29000 ( dwadzieścia dziewięć tysięcy ) wyświetleń. Czytelnicy też interesują się autorem tych artykułów o Mierzęcinie, bo ” Powrót do Mierzęcina „( art. pierwszy właściwie o Panu ) ma coraz większe zainteresowanie (13 000 wyświetleń).  Chciałabym aby na www.idealzezgrzytem.pl  zrobić wersję do słuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i aby czytał go głos autora czyli  głos Roberta Wójcika.  Może zacznę od ostatniego pytania – chodzi o wersję do odsłuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i abym ja to czytał – czyli głos autora- czyli mój. Powiem krótko – mój głos jest fatalny i nie nadaje się do tego – nie jestem „mikrofonowy” . Trzeba mieć to coś – co mają zawodowi lektorzy. Osobiście uwielbiam słuchać audycji radiowych, gdzie czytają profesjonaliści. Bardzo to lubię i często słucham. Generalnie – dzieci mi sprezentowały mikrofon, wgrały specjalny program do komputera – próbuję coś zrobić… Ale finał jest taki, że mi się to nie podoba. Nie wiem – może nerwy mnie zjadają, może trzeba w to włożyć mniej emocji ? Mam pewnego rodzaju inny pomysł i musi mi pomóc profesjonalista. Natomiast powiem szczerze – bardzo chciałbym aby na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl pojawiły się słuchowiska moich artykułów i z moim głosem. Temat do ogarnięcia i zrobię wszystko, aby takie audiobooki się pojawiły. Trochę czasu – będzie dobrze. „Mierzęcin” – to temat rzeka. Na dziś – dużo już informacji opisałem. Widzę , że czytelnicy czytają. I to bardzo miłe dla mnie. Zobaczymy jak długo. Ja mam pewną „wersję” tej poczytności – a mianowicie taką – że ludzie chcą coś wiedzieć o obiekcie do którego przyjeżdżają. Na stronach Internetowych obiektu „ Pałac Mierzęcin” – praktycznie nie ma żadnych informacji – ale to nie jest mój problem. Prawdę mówiąc – jestem trochę „zmęczony” umysłowo Mierzęcinem. Z

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku Dowiedz się więcej »

Casablanca – exhibition w Willa des Arts

Sztuka współczesna i ja czyli o tym jak zazgrzytało…- Marzanna Leszczyńska Będąc w Casablance tylko jeden dzień (3 lutego 2026 r) chcieliśmy odwiedzić jakąś galerię malarstwa. Zwabiła nas interesująco brzmiąca informacja: „ Villa des Arts – Reconciliation. Nabil Bahya”. Przyjechaliśmy Uberem w część miasta z pięknymi willami. „Willa des Arts” okazała się wyjątkowa – biały budynek z ogrodem, klasyczny styl. Zadziwiająco harmonijne zestawienie willi i ogrodu – bez przepychu, wysoka jakość, wyrafinowany gust, artystyczna metaloplastyka. Ależ było obiecująco na początku zwiedzania… Przyjechaliśmy Uberem w część miasta z pięknymi willami. „Willa des Arts” okazała się wyjątkowa – biały budynek z ogrodem, klasyczny styl. Zadziwiająco harmonijne zestawienie willi i ogrodu – bez przepychu, wysoka jakość, wyrafinowany gust, artystyczna metaloplastyka. Ależ było obiecująco na początku zwiedzania… W środku parę sal. Na białych ścianach zawieszone prace Nabil Bahya czyli rozwałkowana nieregularnie farba na blejtramach – różne kolory, czasami kolory nałożone na siebie. Do tego pokazano film jak ten artysta je tworzy czyli wałek, stół i powstawanie tych dzieł (przypominało to klasyczne tapetowanie). Gdy to zobaczyłam – wściekłam się na tyle, że nie chciało mi się zapoznawać z tym całym procesem tworzenia tych dzieł. Pomyślałam tylko – jak można tak źle wykorzystywać ten wspaniały budynek, jak szkoda tego miejsca… Nikogo tam nie było oprócz nas – to chyba wymowne. Ale, ale… ktoś chyba wyczuł reakcje oglądających podobnych mi, bo na pocieszenie takim, w jednej z sali wisiały prace, które zadośćuczyniły mi wielkie rozczarowanie. To prace Louis Morere (1885-1949). Nic dodać , nic ująć tylko porównać obu artystów i resztę szczerze dopowiedzieć sobie samemu. Nawet nie chciało mi się tego malarstwa Nabil Bahya fotografować, zrobiłam dwie foty na pamiątkę. Nie rozumiem tego typu sztuki, działa na mnie jak przysłowiowa płachta na byka, za bardzo mnie denerwuje – dlatego niechętnie odwiedzam galerie sztuki współczesnej. Czuję się obrażona, oszukana bo nie widzę w tym sztuki, a przecież przyszłam oglądać coś co nie każdy potrafi. Nie wierzysz w to co mówię? To weź wałek i spróbuj zrobić takie dzieło jak Nabil Bahya, a potem weź pędzel i farby i spróbuj tak jak Murerer. Może powinnam zostać biczem na tę współczesną twórczość, bo przecież ktoś przecież musi. Marzanna Leszczyńska

Casablanca – exhibition w Willa des Arts Dowiedz się więcej »

CASABLANCA – GORZÓW WIELKOPOLSKI

10 lutego 2026 roku Klub Na zapiecku w Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim zorganizował spotkanie z Rafałem Klausem pt „ 100 lat od urodzin Mariana Klausa – podróż w anegdotach po powojennym Gorzowie z muzyką kompozytora”. Swojego ojca Mariana Klausa wspominał syn Rafał Klaus. Spotkaniu towarzyszyły utwory mistrza, Są przepiękne i na pewno poszukam i kupię płytę. Czyż to to nie metafizyka, że parę dni wcześniej wróciłam z Marocco, gdzie odwiedziłam Casablankę i spędziłam chwile w Rick`s Caffe. Nie można wobec tej podróży i tego spotkania zorganizowanego w 100 rocznicę artysty przejść milcząco i bez echa – Marzanna Leszczyńska W Rick`s Caffe w Casablanca Każde miasto ma swoją Casablankę… Po wojnie w 1945 roku, na opustoszałe odzyskane ziemie Landsberga przybyli sprowadzeni ludzie z przekonaniem, że są tu na chwilę, że wrócą tam z skąd przybyli i że przyjdzie polecenie, które nakaże opuścić te tereny, bo jednak nie będą one polskie. Dla tych ludzi bez poczucia stabilności , posiadania sposobem na życie stały się zabawy, tańce, po prostu ogarnął ich szał zabawy. Na wzór przedwojennych w tym czasie powstało w Gorzowie Wielkopolskim 111 punktów gastronomicznych. Powstawały tzw. „Budy taneczne” miejsca tylko do tańca, gdzie nie było jedzenia, gdzie grała tylko orkiestra i się tylko tańczyło. W słynnej „Caffe Wenecja’ odbywały się koncerty, które rozpoczynały się utworami Mariana Klausa. Marian Klaus był muzykiem, kompozytorem, stroicielem fortepianów i akordeonów. Pochodził z muzykalnej rodziny- jego ojciec kolejarz berlińsko-wiedeńskiej kolei grał na trąbce, skrzypcach i pianinie, grał w orkiestrze i dzięki tym umiejętnościom uniknął rozstrzelania w czasie wojny, bo ktoś miał słabość do muzyki. Marian Klaus jako 14- letni chłopiec był zesłany na roboty do Niemiec z Mogilna, ale los sprawił, że pociąg w którym jechał odczepił wagon z nim w Poznaniu i tam pozostał i pracował przy budowie bunkrów, a potem u krawca. W Poznaniu uczęszczał do szkoły muzycznej, którą ukończył, to tym okresem w życiu inspirowany był utwór „Koszula w kratę”. Już wtedy jego umiejętności muzyczne były doceniane, bo grał dla generała niemieckiego, który zajmował willę w Poznaniu, potem w Swarzędzu grał dla generała rosyjskiego. Po wojnie, gdy małżeństwo jego rodziców się rozpadło, jego matka z sześciorgiem dzieci trafiła do Gorzowa Wielkopolskiego gdzie brat znalazł pracę jako kasjer i namówił Mariana do przyjazdu za nim. Rodzina zamieszkała w kamienicy na ulicy Orląt Lwowskich. Rozbawione miasto, w którym połowa mieszkańców to byli Rosjanie ( to po nich została nam nazwa Ruskiego Stawku na Piaskach ) – potrzebowało muzyków. Marian Klaus został nauczycielem w szkole muzycznej w klasie akordeonu, był nauczycielem Edwarda Dębickiego ( Romane Dyvesa), któremu powtarzał : „Edziu, ty będziesz wielkim człowiekiem”. Z tej szkoły wyszło wielu skrzypków, powstawały małe orkiestry symfoniczne, które wynajmowane były do gry w zakładach pracy. Muzycy znajdywali w Gorzowie Wlkp. pracę jesienią, latem koncertowali w muszli koncertowej w Międzyzdrojach w dzień, wieczorem już w Świnoujściu, zimą wyjeżdżali do Szklarskiej Poręby, Poznań też był dobry dla nich jesienią. W tym czasie powstało wiele utworów, bo wyjazdy i życie artysty pisało pomysły na utwory : „Każdy w życiu robi głupstwa”, „Zakochany Cygan”. W 1947 roku, po opuszczeniu Polski przez Mikołajczaka, restauracje zostały odebrane z rąk prywatnych, stały się państwowe. Królową wszystkich lokali w Gorzowie Wielkopolskim była „Casablanka”. Restauracja pięknie położona przy alei starych platanów na ulicy Jagiellończyka. To w tej restauracji grał Marian Klaus. W siermiężnym PRL-u w Gorzowie Wlkp. Casablanka była ewenementem- miała swoje wymagania co do gości. Aby do niej wejść trzeba było mieć na sobie garnitur, krawat. Toteż w praktyce tę garderobę podawano sobie przez okno. Przed wejściem stał i czuwał bramkarz, który swoim wprawnym okiem decydował kogo wpuścić, trzeba było sprawiać wrażenie bogatego, bo dla takich powstała Casablanka. Nie wszystkich wpuszczano i czasem nie pomogły pożyczane garnitury. Nie było tam łatwo wejść. Wielu robotników pragnęło tam zabierać swoje żony, wydawało im się, że wszelkie pozory są stworzone, ale wejścia nie było – ciekawiło ich dlaczego tak zadecydował „bramkarz”. Zdarzały się wejścia po znajomości bo np. ciocia kogoś była kelnerką. Dancingi w Casablance odbywały się codziennie, a bilety rozchodziły się z wyprzedzeniem. W sali ustawiane były stoliki dla SB, policjantów, WSW, prostytutek, żołnierzy ( Ci często uciekali z warty, aby być w Casablance). Było to miejsce , w którym czasami niespodziewanie dochodziło do spotkań wrogich sobie osób – dlatego bójki zdarzały się często. Casablanca była miejscem gdzie grano dobre utwory i, w którym była dobra konsumpcja. Gośćmi byli przodownicy pracy (stachanowscy) , dostawali pieniądze od parti, byli obstawiani przez UB. Marian Klaus wspomina, że w ciągu jednego wieczora w Casablance zarabiało się tyle ile w ciągu miesiąca zarabiali ludzie. Muzycy grali do 1.00 w nocy, a potem do 3.00 goście płacili za każdy utwór. Muzycy pozwali sobie na dowcipy czasami, jeden z nich szturchał smyczkiem gości. Zdarzały się niespodziewane nieszczęścia np. to jak pewnego razu pijany gość wpadł na saksofonistę i wybił mu zęby od tego czasu orkiestra była oddzielona barierkami – poręczami. Życie rodzinne muzyka takiego jak Marian Klaus też było specyficzne – każdy Sylwester spędzony był w pracy, a żona nigdy nie była na Sylwestra za to takie życie sprzyjało rozwojowi jej samodzielności i organizowaniu „domowego przedszkola”. Casablanca miała dobrego kierownika (Kasjan) i osiągała dobre przychody poprzez dobrą organizację i pomysły – prowadzony był też z boku budynku bufet w ciągu dnia, gdzie organizowano „ śledzik i setę”( było to miejsce, gdzie można było wynająć kogoś do „mokrej roboty”). W latach 70-tych Casablanka zaczęła podupadać, pojawiły się inne restauracje. Z czasem stała się lokalem III kategorii i uczyniono z niej jadłodajnię. A muzycy powoli zaczęli wymierać, Marian Klaus w tym roku czyli w 2026 ukończyłby 100 lat. Utwory M. Klausa dzisiaj popularyzują i grają muzycy jazzowi z Gorzowa Wlkp. Przemysław Raminiak „ Błękitna bossa-nowa”, Trio Dawida Troczewskiego – Moja Casablanca. Autor scenariusza słynnego i kultowego filmu „Casablanca” z Humpreyem Bogartem i Ingrid Bergman z 1942 roku pokazuje problem ogromnej rzeszy ludzi (oficjeli Vichi i nazistowskich Niemiec, złodziei, uciekinierów), którzy utknęli w mieście Casablanka w Marocco, które wówczas było kolonią francuską. Film o interesującej fabule, zdobywca 3 Oskarów, wielkiej miłości, trudnych czasach II wojny

CASABLANCA – GORZÓW WIELKOPOLSKI Dowiedz się więcej »

Landsberg i J.W. Goethe

29 stycznia 2026 roku w Wojewódzkiej Bibliotece im. Z. Herberta w Gorzowie Wielkopolskim odbył się wykład dr Magdaleny Kamińskiej pt „ Niemiecko- polskie miejsca pamięci”. Dr M. Kamińska specjalizująca się w historii zbiorów, pamięci kulturowej i dziedzictwa pogranicza opowiedziała o kolekcji pamiątek po J. W. Goethe, którą przez 50 lat gromadził w Landsbergu właściciel księgarni Wilhelm Ogoleit. Zapraszam na relację ze spotkania i trochę wrażeń własnych – Marzanna Leszczyńska „Tęsknota, która mnie prowadziła”– Wilhelm Ogoleit o swojej kolekcji pamiątek po J. W. Goethe Wilhelm Ogoleit z pochodzenia Austriak (1869-1958) założył w dawnym Landsbergu w 1897 księgarnię na ulicy Richtstrasse 6-8 która dzisiaj w Gorzowie Wielkopolskim jest ulicą Sikorskiego. Nie był to jednak taki sobie zwykły sklep z książkami, ale mieściła się tam też wystawa sztuki, wypożyczalnia książek – było to centrum kulturalne miasta Landsberg. Pasją W. Ogoleita było gromadzenie pamiątek po Johannie Wolfgangu Goethe – najwybitniejszym niemieckim poecie i jednym z najbardziej znaczącym w skali światowej. Jego kolekcja zawierała 200 autografów poety, 130 autografów z kręgu Goethego, reprodukcje portretów, 1300 medali, przycisk do papieru, popiersia poety, pierwsze wydania utworów, luksusowe wydania licznych dzieł, teatrzyk Goethego, plakaty – była to druga w Europie co do wielkości kolekcja pamiątek po J. W. Goethe. Większą liczącą 12 000 eksponatów kolekcję miał w Bremie profesor Anton Kippenberg. W. Ogoleit oprowadzał gości po swoim muzeum, w którym przez 50 lat gromadził swoje eksponaty, które zawierały całą”Rodzinę Książęcą Weimaru” (można ją było nazwać „Goethe i Jego krąg”), organizował recytację utworów swojego ulubionego poety, zresztą szybko też zyskał popularność wśród znawców Goethego, a w roku 1934 przyznano mu medal za zasługi dla sztuki. Sam również pisał swoje filozoficzno – kolekcjonerskie przemyślenia. Stał się szanowanym mieszkańcem Landsbergu. Zanim Ogoleit trafił do Landsbergu mieszkał w Lipsku, potem w Jenie, często odwiedzał Weimar – Europejskie Centrum Kulturowe – pragnął zostać aktorem, ale trudne przeżycia z dzieciństwa, niemożność uczestniczenia w zajęciach szkoły publicznej, samotność tego czasu zrodziły problemy nerwowe i uniemożliwiły realizację tych marzeń. Wtedy zainteresował się dziedzictwem kulturowym Weimaru, a sprzedaż rodzinnego majątku w Prusach Wschodnich w 1897 roku pozwoliła na realizację pomysłu zostania księgarzem w Landsbergu. Wilhelm Ogeleit Po śmierci Jego kolekcja, którą jak mówił kochał miała trafić do Strasburga. Zakończenie wojny i przegrana Niemiec oraz wkroczenie Armii Czerwonej zupełnie inaczej pokierowały losem. Rosjanie brutalnie splądrowali całe zbiory, zniszczyli nie do naprawienia, cały dom podpalono, zginęły przy tym dwie starsze osoby. Jednak pracownicy administracji polskiej przed pożarem zabezpieczyli część jego kolekcji w sejfie banku. W. Ogelait mógł zabrać ze sobą niewiele – zabrał medal i księgę gości i przez dwa tygodnie uciekał z Landsberga przez Berlin, Magdeburg, Weimar. W. Ogoleit opisał na 17 stronach w raporcie swoją ucieczkę z Landsberga swoje dramatyczne przeżycia, spotkane osoby, zmarłe po drodze osoby, pisał listy i dzienniki z tego czasu, szukał kontaktu z ludźmi z Landsberga i tych, którzy dzielili Jego pasję do Goethego, opracował tomiki wierszy swoich oraz znanych i nieznanych wysiedleńców Landsberga, pozostawił esej o zniszczeniu swojej kolekcji przez Rosjan jak napisał: „Rozpocznę spisywanie wspomnień, smutnych i wesołych. Goethemu poświęcę, bo to wzbogaciło moje życie, opisuje moje pochodzenie, życiorys, kolekcje, które rozpoczęły się od zakupu dwóch medali z okazji 150-lecia urodzin Goethego” Profesor Anton Kippenberg właściciel największej kolekcji Goethego w Europie przekonał Amerykanów o wyjątkowości swojej kolekcji i dzięki temu udało mu się ją uratować. Dzisiaj znajduje się ona w Munich Central Collecting Point. Kolekcja Ogoleita znalazła się w Furstenwalde blisko Polski ponieważ tam powstał „Dom Brandenburg”założony przez Stowarzyszenie Brandenburg w 1999 roku. Fundacja ta powstała po to, aby promować sztukę, kulturę i porozumienie ponad narodami, promować dziedzictwo kulturowe Brandenburgii, zwłaszcza obszaru wschodniego Brandenburgii, które obecnie należy do Polski, aby zachować je w świadomości mieszkańców Brandenburgii i całego narodu niemieckiego oraz w duchu przyszłościowej współpracy z Polską, badać ją i udostępniać dla teraźniejszości i przyszłości. Historyczny region Brandenburgii wschodniej jest podwójnym miejscem pamięci bo dla wysiedlonej ludności niemieckiej jest to wysiedlona ojczyzna a dla przesiedlonej ludności polskiej po dziesięcioleciach trudności i niepewności jest teraz ojczyzną. Fundacja Brandenburgia pielęgnuje pamięć o ludności wysiedlonej z tego regionu i nadal tam mieszkającej i pozostaje w kontakcie z polskimi gminami, ludzie w Polsce bowiem też są zainteresowani historią ich miast i piszą do Fundacji listy z zapytaniami. Początkowo „Dom Brandenburg” był miejscem spotkań pokolenia, które przeżyło ucieczkę i wypędzenie, z pokojami dla gości i salą wykładową na wspólny posiłek, organizowano tam też zbiórki pieniężne dla wsparcia biblioteki i muzeum tego Domu. Pokolenie, które zbudowało ten Dom i które się w nim spotykało stopniowo wymiera. Pomieszczenia na poddaszu zostały przekształcone w archiwum i obecny zespół pracuje nad dygitalizacją zbiorów w celu łatwiejszego wyszukiwania informacji, a jest tam biblioteka, archiwum (336 segregatorów z dokumentami, fotografiami, kartami) i muzeum. Teraz opracowuje się również zbiory dotyczące historii Fundacji jak korespondencja Fundacji z przesiedleńcami, dokumentacja spotkań – jest to cenne źródło współpracy, integracji polsko-niemieckiej, kontaktów. Badane są relacje z ucieczki i wspomnienia, przeprowadzane zostały wywiady z ludźmi o przeżyciach z ucieczki, konsekwencje tych przeżyć i o tym jak wypędzeni organizowali sobie życie na nowo, jak odnajdywali swoich bliskich i znajomych , były to opowieści o całym życiu profesjonalnie przeprowadzane w różnych miejscowościach, z transkrypcjami. Każda osoba zainteresowana może uzyskać dostęp do nich, z Polski też, już są dostępne 192 pisemne relacje. Niedawno zakupiono i uruchomiono serwer na, którym umieszczono plany miejscowości rodzinnych czyli możliwe jest oglądanie pod jakimi numerami mieszkali poszczególni mieszkańcy z informacjami o nich. Biblioteka posiada katalogi on- line przetłumaczone na język polski. Fundacja Brandenburg chce udostępniać jak najszerzej swoje najcenniejsze zbiory i pogłębiać wiedzę na ich temat. Kolekcja Ogoleita jest tylko częścią tego co zostało zgromadzone w „Domu Brandenburg”,a jeden ze szczególnie zaangażowanych pracowników tej Fundacji uzyskał kontakt z prawnuczką Ogoleita i udało mu się dzięki niej załatwić darowizny i wzbogacić zbiory Domu Brandenburg, która zaowocowała nową gablotą, przy której pracował Robert Piotrowski z Gorzowa Wielkopolskiego. Marzeniem dr Magdaleny Kamińskiej jest internetowa wystawa on-line, która zebrałaby wszystkie rozpowszechnione zbiory i w ten sposób stały by się dostępne dla wszystkich. Jest to marzenie polsko -niemieckie wymagające dużej współpracy. Nie jest to proste zadanie ponieważ wiele dokumentów należy

Landsberg i J.W. Goethe Dowiedz się więcej »

W Zagrodzie Młyńskiej i u Leśnika w Bogdańcu

24 stycznia 2026 r. Zagroda Młyńska w Bogdańcu zorganizowała dla chętnych spotkanie z historią tego miejsca oraz spacer ścieżką edukacyjną z leśnikiem. Było to spotkanie z cyku ” Z nurtem czasu i Bogdanki” , a przewodnikiem był muzealnik i leśnik, a właściwie pani leśnik- zapraszam na wrażenia – Marzanna Leszczyńska. Zanim opowiem swoje wrażenia zapraszam na fotki połączone z muzyką. Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. W Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu jeszcze Bożonarodzeniowa sceneria, chociaż choinki się sypią, bo to przecież naturalne świerki. Została jedna – udekorowana przez dzieci – stoi na tle dużych zdjęć wiszących na ścianie, które pokazują skarb niedawno odkryty na tych terenach. W kredensach i szafkach oglądać można dawne świąteczne kartki, w oknach potężne śnieżynki wykonane z białego papieru, rzeźby Szopek Bożonarodzeniowych, są jeszcze świąteczne stroiki na stołach, a nad jednym łóżkiem przykuwa wzrok obraz Matki Bożej w brązach – na miejscu obrazu Chrystusa, który wisiał w Wielkanoc. W Sobotni, styczniowy, mroźny dzień zebrała się grupa 30 osób, która przyszła posłuchać opowiadań dr Mirosława Pecucha o pracy we młynie, życiu właścicieli młyna i mieszkańców wsi Bogdaniec, a że czasy były trudne to i życie było niebezpieczne i relacje ludzkie zagmatwane, trudne i traktowanie niesprawiedliwe . Zgromadzone we młynie eksponaty odżyły przy opowieściach dr Mirosława Pecucha – objaśnił jak ułatwiano sobie pracę , aby nie nosić ciężkich worków na plecach i nie używać dużej siły w pracy przy wytwarzaniu mąki. Są tam żarna rotacyjne, jakich używali Celtowie 2000 lat temu. Ale żeby nie przechodzić nieświadomie obok tych sprzętów, które zgromadzone są we młynie – trzeba posłuchać wiedzy, którą posiadł dr Mirosław Pecuch. Sobotnie spotkanie połączyło się ze spacerem i opowieścią leśnika, a właściwie Pani Leśnik – Aldony – która zrobiła to bardzo ciekawie i z pasją. W terenie zostało nam pokazane praktycznie jak mierzy się wysokie drzewa, Pani Aldona objaśniła jak drzewa bronią się przed zwierzętami, które je uszkadzają i na czym polega trudna praca leśnika, która wymaga wiedzy, doświadczenia , obserwacji i cierpliwości. Trzeba zbierać nasiona, które są zjadane przez ptaki i zwierzęta, a odnawianie niektórych gatunków jest bardzo trudne tak jak chociażby dęba, który odnawia się raz na 8 lat. Leśnicy dbają o zachowanie różnorodności biologicznej. Trzeba odpowiednio prowadzić las, którego drzewa przeznaczone są na meble – to wszystko objaśniła nam Pani Aldona. Bogdaniec ma duże sukcesy w gospodarce leśnej- przyjeżdżają tu czerpać wiedzę Austriacy, Niemcy. To tutaj znajduje się rezerwat cisów, których jest 2000 zresztą jeden z niewielu w Polsce, to tutaj jest 15 gatunków dębów. W XVIII wieku zostały sprowadzone drzewa z Ameryki, ale z obcymi gatunkami trzeba uważać, bo zagrażają naszej biocenozie. Dzisiaj te drzewa są miejscami rozpoznawczymi- punktami spotkań.Po spacerze przeszliśmy do Domu Nadleśnictwa aby dokończyć edukacji. W pięknej sali, przy śpiewie ptaków, rozłożonych na stołach skarbach z lasu Pani Aldona pokazała nam jak wyglądają szyszki różnych drzew i jak je rozróżniać, jak pachnie daglezja ( a pachnie cytrusami}, policzyliśmy igły sosny wejmutki i zobaczyliśmy różne budki lęgowe. Zapamiętamy na całe życie, że karmniki trzeba czyścic, nie karmimy ptaków chlebem ( nad morzem to takie częste obrazki, bo tyle mew się zlatuje) a słoninka nie powinna być słona. Teraz zrozumiałam , że buk w moim ogrodzie nie zrzuci liści jak inne drzewa i będzie miał brązowe liście aż do wiosny, bo taki jest . Nie będę już szukała lekarstwa na szyszki jodły koreańskiej, bo to że one kruszeją na drzewie i nie spadają wynika z natury tego drzewa, a nie z jakiejś choroby. Sala – trzeba przyznać jest okazała, piękna – zachwyca dekoracjami leśnymi. Tutaj wypiliśmy ciepłą herbatkę i poczęstowaliśmy się pieczywem chrupkim z leśnym pesto i leśnymi dżemami. Spotkanie zakończyło się ogniskiem, a Pani Aśka Skrodzka osobiście dbała, aby każdy zjadł przepyszną kiełbaskę z ogniska z bułką. Przemiłe spotkanie, talenty belferskie, wiedza, która każdemu się przyda, a może w dzieciach rozbudzić zainteresowania czy pasje. Gratuluję tak pięknie przygotowanego spotkania – widać nie tylko dobre przygotowanie i pasję do swojej pracy, ale i życzliwość, miłą atmosferę i po prostu serce. Miejsca urocze, naturalne, lepszego nie można sobie życzyć dla spędzania wolnego czasu i wychowywania naszej młodzieży i dzieci. A przybyłe dzieci miały się tutaj znakomicie – grzeczne, aktywne, zaangażowane, zaciekawione, nie narzekające na nic – były do końca. Zagroda Młyńska żyje, nie jest tylko muzeum. Radni powinni wspierać takie miejsca, aby się rozwijały i nie były ograniczane brakiem środków na promocję, materiałów do celów dydaktycznych. To jest nie do pomyślenia, że miasto wydaje miliony corocznie na skompromitowany żużel, dowiadujemy się właśnie o nieprawidłowościach w kontrolach i zawiadomieniach organów ścigania , a prezes z cygarem mówi w sprawie dotacji dla Stali : „Wyciszać , a nie nagłaśniać”. ile za te wywalane w czarną dziurę pieniądze powstałoby pożytecznej pracy na rzecz naszych dzieci takich inicjatyw jak ta – inicjatywa dobra dla dorosłych też. Komercji jest wszędzie po kokardy, tutaj jest gwarancja oryginalności, bo tworzą to miejsce dobrani, pracowici i mądrzy ludzie . Marzanna Leszczyńska

W Zagrodzie Młyńskiej i u Leśnika w Bogdańcu Dowiedz się więcej »

Krzyże nie tylko w kościele

„Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie” „Jeśli będziemy bronić krzyża to z pewnością przetrwamy” Jan Paweł II Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej – uruchomi krótki film . Ten tekst dedykuję przede wszystkim tym, którzy nie chcą krzyża w przestrzeni publicznej i uważają, że Jego miejsce jest tylko w kościele, tym którzy w sposób niewiarygodnie lekceważąco odnoszą się do Opatrzności Bożej i wypowiadają się w duchu takim, że skoro ludzie dopuszczają się aktów wandalizmu na krzyżach i figurach Matki Bożej i nie widzą natychmiastowej każącej reakcji Boga – który przecież może wszystko – to znaczy według nich, że cała religia katolicka jest jednym wielkim kłamstwem, a stawianie krzyży w szkołach to ciemnogród, średniowiecze. Napomknę tylko, że jeden z kandydatów na prezydenta Polski w wyborach roku 2025, krótko przed swoim startem ogłosił w swoim programie, likwidację krzyży w szkołach, urzędach. Jak to w Polsce rozpętała się burza i protest wielu środowisk. Zorientował się szybko, że może to zaszkodzić jego wygranej, więc się sprytnie wycofał z tego punktu. Chociaż jego zwycięstwo było niemalże przesądzone, to jednak wybory – mimo wielkiej przewagi finansowych nakładów i medialnych starań – przegrał. Nie tylko przegrał, ale został ośmieszony stając się dwugodzinnym prezydentem Polski. Zadaję tym wszystkim zbuntowanym i pogardzającym krzyżem ludziom pytanie: czy naprawdę uważacie, że Ktoś kto wszystko może czyli Bóg , będzie się zniżał do takich jak wy i na wasze zawołanie będzie robił przed wami jakieś cuda? Jest takie jedno stare, ale dobre powiedzenie: „ Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Pożyjecie, zobaczycie. Nie będę pisała o Polsce, w której jest dużo kapliczek, krzyży przydrożnych, jest większy niż w Rio de Janeiro Pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie, ale zatrzymam się na trzech krajach, w których miałam przyjemność być na krótko i ten pobyt otworzył mi oczy, zaskoczył mnie i skłonił do skromnej osobistej refleksji – jest to Malta. Portugalia i Toskania we Włoszech. Plaża na Gozo – maltańskiej wyspie wprawiła mnie w osłupienie gdy zobaczyłam na niej potężną, bielącą się w oddali figurę Maryi. Widok dla mnie niespotykany nigdzie indziej. W oddali na wzgórzu wznosi się ogromny posąg Chrystusa Króla – taki na wzór naszego w Świebodzinie czy najsłynniejszego w Rio de Janeiro. Na Gozo jest wiele zabytkowych uliczek z przepięknymi domami, a niemal przy każdym domu stoi krzyż, kapliczka. Wielkim ewenementem są małe jaskinie, które mieszczą się w prywatnych domach – można je zwiedzać – umawiając się z właścicielami tych posesji. Zwiedziłam Xerris Grotto. W pięknym domu przy zejściu krętymi, wąskimi wykutymi w skale schodami do jaskini stoi dużych rozmiarów – wielkości człowieka – fotografia Anthoniego Xerrisa z 1923 roku, który odkrył grotę podczas kopania studni, gdy szukał miejsca osiedlenia się. Całą nieprawdopodobną historię tego miejsca opowiedziała nam córka bądź wnuczka Xerrisa. W tym domu przy tej grocie stała ogromna Szopka Bożonarodzeniowa, którą Xerris wszystkim zwiedzającym pokazywał mówiąc, że miejsca swojego osiedlenia ze studnią i grotą nie znalazł przypadkowo, ale dokładnie została mu ona wskazana i podpowiedziana – a zawdzięczał to Bogu i przez tę historię uczynił misję przekazania światu, że Bóg istnieje i to On pokierował Jego szczęśliwym życiem. Byłam też w muzeum państwowym na Malcie i na wyświetlanym filmie multimedialnym pokazującym historyczne wydarzenia wyspy, bitwy – dużo mówiono o kontekście religijnym i splocie cudownych wydarzeń, ingerencji Maryi. Portugalia – 40 km od Lizbony Cabo da Roca – najdalej wysunięty na zachód przylądek Europy. Miejsce gdzie mocno wieje, a fale Oceanu Atlantyckiego dają niezwykłe widowiska zwłaszcza gdy uderzają o skały – wypluwają wodę ze szczelin dają przedziwne spektakle i odgłosy jak z piekielnych otchłani. Kelner z tutejszej przybrzeżnej restauracji – niezwykle położonej, w której zjadłam najlepszą zupę dyniową jaką próbowałamw życiu – człowiek o wielkiej kulturze, perfekcyjnym języku angielskim powiedział mi : „ Jestem tu codziennie, ale widoki się nie powtarzają”.Tutaj na Cabo da Roca na najdalej wysuniętym na zachód punkcie kontynentalnej Europy umieszczono betonowy potężny krzyż z napisem symbolizującym historyczne znaczenie tego miejsca, które do XV wieku aż do odkrycia Ameryki uznawano jako „koniec świata”. Wyryto tam cytat poety Luisa Vaz de  Camões : „Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna”. W samej Lizbonie z wieży Belem widać potężny posąg Jezusa rozpościerającego swoje ręce nad miastem tak jak Chrystus w Rio de Janeiro. W grudniu, w czasie Świąt Bożego Narodzenia oprócz masy światełek w kształcie gwiazdek, Mikołajów, choinek, kokardek, bombek są Szopki przedstawiające Św. Rodzinę. Na koniec Toskania czyli niezwykle urokliwy region we Włoszech. Nie dziwię się tym, którzy po powrocie z Toskanii urządzają swoje domy po toskańsku, albo przenoszą się tam. Miałam okazję mieszkać niedaleko słynnego Montepulciano, gdzie nagrywano „Zmierzch”, jeździłam elektrycznym rowerem po polach gdzie jest „vija z Gladiatora”.To bajeczna kraina – nie zejdziesz tego na pieszo, bo za duże przestrzenie, samochodem nie zakosztujesz uroków, bo zbyt szybko umykają, zwykłym rowerem nie dasz radę, ale rower elektryczny jest najlepszy. XVII- nasto wieczny dom, który wynajęliśmy na tygodniowy pobyt dawał wyjątkowe możliwości zwiedzania i smakowania Toskanii. Dom położony na wzgórzu, otoczony gajami oliwnymi. Luksus polegał na tym, że mieszkaliśmy tam tylko my czyli 9 osób i nie dzieliliśmy go z innymi nieznajomymi. Mieliśmy szczęście, bo kaprys właściciela posesji nie zawsze sprzyja, że dom jest do wynajęcia. Mogę powiedzieć, że ta miejscówka należy do jednych z najatrakcyjniejszych z jakichkolwiek korzystałam. Właściwie to dom, miejsce jest tak wyjątkowe, że nie trzeba się nigdzie ruszać, aby wystarczająco pobyć i wypocząć. Wstawaliśmy wczesnym rankiem, aby podziwiać spektakularne wschody słońca nad winnicami z perspektywą na polach, mgły, zapachy, kolory nieba – każdy poranek inny, niepowtarzalny. Biesiadowanie w tym domu, przygotowywanie posiłków z tego co zakupiliśmy na targu – to była wielka przygoda. Tym miejscem należało się delektować. Toskania to wyjątkowe zapachy ziół. I pokoje…Są jak z obrazów Rembrandta. Piękne meble, estetycznie zasłane łoża,a nad każdym łóżkiem „Maryjka”.Tak jest w każdym pokoju, nad drzwiami jadalni, we wszystkich wspaniałych restauracjach – „Maryjki”. „ Maryjki” nie tyle obrazki co mające srebrny kolor metaloplastyczne płaskorzeźby. Zabytkowe uliczki posiadają niezliczone ilości kapliczek przy okazałych kamienicach, na rogach ulic. Toskania bez tych figurek, „Maryjek” i krzyży nie

Krzyże nie tylko w kościele Dowiedz się więcej »

Aniołki w Łagowie w Święto Trzech Króli

Popłakałam się ze wzruszenia na Święcie Trzech Króli w Łagowie Lubuskim. Zapraszam na zdjęcia ze śpiewem malutkiej uzdolnionej solistki , tym bardziej, że śpiewała piosenkę bez podkładu muzycznego, co podkreśliło talent dziecka. Uważam, że lepiej nie można też podkreślić czystości i wielkości Bożego Dzieciątka. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. Po mszy świętej w zabytkowym kościółku przy Zamku Joanitów wyruszył Orszak Trzech Króli. Słychać go było aż przy kinie Świteź, bo szli z kolędą na ustach z Gwiazdą Betlejemską na czele. Wyglądało to imponująco, gdy długi ciąg mieszkańców przeszedł pod tunelem zabytkowej baszty i zakręcił do amfiteatru u stóp Zamku Joanitów. W Orszaku szło dużo ludzi i dzieci, maluszki pięknie ustrojone jak aniołki, chociaż w kurtkach, bo przecież zima i tęgi mróz – na pewno powyżej 10 stopni Celsjusza. Moi drodzy żadnych koni! Żadnych chińskich smoków, żadnych duchów na szczudłach i innych powozów, żadnych kamer i mikrofonów… Na scenie u stóp zamku dzieci przedstawiły Jasełka w sposób prześliczny, wzruszający – cała uroczystość należała do nich. Dorośli, rodzice, ksiądz i nauczyciele pozostali w ich cieniu, dyskretnie ukryci, czuwający nad wszystkim, eksponujący te maluszki w większości przecież. To one miały być aktorami to one miały oddać cześć narodzonemu Jezusowi. Moi drodzy TO BYŁY DZIECI, nie władze miasteczka, które przy okazji sprytnie lansują się, aby kodować się widzom w przyszłych wyborach aby zostać utrwalonymi na zdjęciach i filmach, paradujących w togach i koronach – tak jest we wszystkich miastach. Tu były DZIECI, w większości z przedszkola z pobliskiego Łagówka dały wzruszający spektakl jasełkowy przedstawiony z zachowaniem tradycji. Było dużo kolęd, niewiele słów, a te wypowiedziane dziecięcymi głosikami, jeszcze z tymi wadami wymowy , które przysługują rozwojowi mowy są szczególnie ujmujące. Przepiękną kolędę Kuby Badacha „ Mario czy Ty wiesz” wyraziła formacja taneczna dziewczynek – bardzo ładnie zatańczoną w rytmie, z dramatyzmem, z użyciem welonów. Prześlicznie piosenkę o choince i drugą o małym Dzieciątku zaśpiewała dziewczynka trzymająca serduszko w ręku – przepowiadam jej jakiś sukces, bo to dziecko utalentowane w śpiewie. Powtarzam, że zaśpiewała trudną piosenkę bez podkładu muzycznego , pięknych słowach – tak właśnie można najbardziej oddać klimat dramatycznych tamtych wydarzeń i ubóstwo Bożej Rodziny. W centralnym miejscu uwagę skupiała czuwająca przy żłóbku – Maryjka z Józefem. Maryjka po prostu zjawiskowa, Józef – prawdziwy opiekun. Dzieci tak przebrane, że ściskało za serce, od nich biło szczególne światło. 6 stycznia 2026 roku przy Zamku Joanitów nagromadziła się armia aniołków – niewinnych, szczerych, nieskalanych, grzecznych, cierpliwych. Przed sceną temperaturę podgrzewały trzy koksowniki , można było zjeść pyszny bigos, pierogi, krokiety z barszczem, wypić ciepłą herbatę lub grzańca – za co łaska. Atmosfera niesamowita, swojska, bardzo przyjazna. Widać wspólnotę mieszkańców. Wypada tylko pogratulować. Podziw wzbudza ten dar dawania, nie lansowania się, tak dzisiaj widoczny w sposób bezwstydny. Ktoś miał wspaniały pomysł, odważny i bardzo oryginalny. Wyszło baaaaaaardzo artystycznie . Daliście, ale już otrzymaliście. Otrzymacie, bo w ten sposób wychowujecie dobrze swoje dzieci. Owoce już widać. Obserwowałam jedna dziewczynkę, która przyszła się ogrzać po występie. Była taka zmarznięta, płakała bezgłośnie, wyciągając rączki do ogniska, mamusia pochylała się nad nią podając jej kubek herbaty do ust. A ona nie wyładowywała swojej złości tylko cicho płakała. To było widowisko – klasa. Organizatorzy nie zapomnieli o jednym, że to było wydarzenie religijne. Mogłyby się od Was uczyć wielkomiejskie ośrodki, które w większości „odkleiły się” w jakimś niezrozumiałym kierunku prezentując przerost formy nad treścią i zapominając o najważniejszym. Kliknij na czerwony prostokąt z białą strzałką a otworzy się piosenka o choince śpiewana przez małą dziewczynkę. Marzanna Leszczyńska ogrzewająca się zimową herbatką w Uroczym Zamku Joanitów. Muszę jednocześnie przyznać, że w „Leśniku” całego ośrodka strzeże niczym ” Cerber” blond „Stróżyca” i z wielką zajadłością pilnuje toalety. Nawet gdyby człowiekowi leciało po nogach to na żadne prośby i za żadne pieniądze nie wpuści. Nie tylko w Wigilię trzeba mieć trochę serca , ale w Święto Trzech Króli może tez.

Aniołki w Łagowie w Święto Trzech Króli Dowiedz się więcej »

REWAL PO SYLWESTRZE 2025 ROKU

Przyjechałam na Sylwestra w Rewalu. W pierwszy dzień Nowego 2026 roku poszłam na spacer do Trzęsacza i to co zobaczyłam na klifie mnie przeraziło…Zapraszam na tekst, zdjęcia tego czego już nie ma i muzykę – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film . Nie mieszkam nad morzem Bałtyckim, ale często nad nie przyjeżdżam – właśnie do Rewala. Uwielbiam nasze polskie morze, które ma na mnie niezwykle dobroczynny wpływ o każdej porze roku. Jest to doskonały wpływ zdrowotny, ale też wszelki inny wpływający na moje rewelacyjne samopoczucie. Przyjeżdżałam też spędzić tu Sylwestra. Dwa razy wybrałam się na – trudno to nazwać balem – po prostu Sylwester w lokalu. Restauracja „ Kalifornia” w Rewalu co roku organizuje takie imprezy. Nie mam jakiś rewelacyjnych wspomnień, bardzo podobna impreza do takich jakie przeżywałam w innych miejscach kraju. Na pewno było więcej Niemców, którzy dali się zauważyć – ponieważ Sylwester zakończył się śpiewami gości przy stołach. Atrakcje wieczoru takie jak wszędzie- para pokazująca taniec towarzyski, tańczący miś, żadnego nawiązania do regionu, a szkoda bo tutaj możliwości jest wiele i aż by się prosiło… Szczerze powiem, że tacy ludzie jak ja, którzy największą frajdę mają z samego pobytu nad morzem – wystarczy spacer, butelka szampana zabrana na spacer i wypita na plaży, a muzyką szum fal… Znam siebie. a bywało też tak, że siedząc w lokalu na tym Sylwestrze tęskniłam za wyjściem na właśnie taki spacer, więc po co wydawać nie małe pieniądze, gdy myśli wędrują gdzie indziej? Całkiem inaczej odbiera się wyjście z lokalu na chwilę, aby zobaczyć sztuczne ognie gdy wymykamy się z ciepłego lokalu nakrywając się paltem , w tych cienkich sukienkach, pantofelkach niż w odpowiednim ubraniu i na długo, gdy nie targa człowiekiem powinność powrotu…Aura Sylwestrowej nocy 2025 roku sprzyjała spacerom, było bezwietrznie, bez deszczu, śniegu, nie tak znowu zimno – dzień wcześniej nikt się nie spodziewał takiej łaskawości Neptuna, który rozpętał sztorm w końcówce roku i go wyciszył na Sylwestrową Noc. W pierwszy dzień Nowego Roku 2026 wybrałam się do Trzęsacza pod mury legendarnego kościoła, którego zabrało morze. Tam jest punkt widokowy i trasa spacerowa urokliwym klifem w kierunku Rewala – moja ulubiona, uważam, że znacznie ciekawsza, niż kawałek pokryty kostką brukową oświetlony latarniami od latarni w Rewalu do Niechorza. Zresztą opisałam go cztery lata temu : https://idealzezgrzytem.pl/2022/11/29/retrospekcje-z-rewalskiego-klifu/ Oczom nie mogłam uwierzyć gdy tamtędy szłam właśnie teraz. To miejsce jest nie do poznania. Dużo drzew wyciętych, fragment ze starymi brzozami tymi pochylonymi od wiatru już nie istnieje, dużo kawałków drewna, powyrywanych korzeni. Równolegle do starego traktu wytyczony jest drugi trakt, a jeden od drugiego teraz odgradza wąski pasek zieleni. Wytyczona jest droga wbitymi kijkami. Pytanie co się tam dzieje? Co tam się planuje? Aż strach pomyśleć? Mam nadzieję, że to nie pomysł odsłonięcia widoku morza dla nowoczesnych apartamentowców – to byłoby fatalne. Coraz mniej dzikich, naturalnych skrawków terenów w Rewalu. Co tam będzie ? Wszak nie muszę pytać, już niedługo się okaże bo czas wszystko odsłoni. A ja tymczasem zapraszam na zdjęcia z klifu jaki zastałam podczas noworocznego spaceru. Marzanna Leszczyńska

REWAL PO SYLWESTRZE 2025 ROKU Dowiedz się więcej »

DOMINANTA – STOJAK POD CHOINKĘ

6 grudnia 2025 ujrzałam w mediach społecznościowych krótki film, którego autorem była telewizja Gorzów – przedstawiał moment zakładania na Dominantę czerwonej czapki. Niemal kaskaderski wyczyn – człowiek na wysokości, dźwig, zmagania z materią i jest! Zobaczyłam i osłupiałam no bo człowiek nie wiedział czy śmiać się czy smucić…. Najlepiej przelać swoje refleksje na papier i podzielić się nimi z innymi. Tekst dr Robert Wójcik Polska architektura nowego milenium to czas odwagi i eksperymentu – niestety braku gustu. Idealnie ukazuje to przykład Dominanty – gorzowskiego „pająka”, który wraz z postmodernistycznym, różowym napuchniętym mostem stanowi osobliwe, acz absolutnie nie zgrane połączenie. Mimo tego, że została okrzyknięta najbrzydszym budynkiem 2006 roku !!!! – staje się od wczoraj i dziś jakimś obiektem „kultowym” dla Gorzowa Wielkopolskiego. To taki symbol – jak w tym mieście, o wspaniałej historii – można wszystko sknocić. Niełatwe jest życie Dominanty. Gorzowska budowla – o alternatywnej nazwie infoGLOB – została zaprojektowana w biurze gorzowskiej Autorskiej Pracowni Projektowej FORMAT. Oddana do użytku w 2006 roku, od samego początku wzbudzała skrajne reakcje. Trudno się dziwić – świat nie był gotowy na eksperymenty architektoniczne po 1989 roku i chyba absolutnie nie jest przygotowany na to. Powiedzmy sobie szczerze – ten kto wpadł na ten pomysł, ten kto to zatwierdził i Ci co go wybudowali – nigdy nie powinni być architektami, budowniczymi, decydentami , sponsorami itd. itp. To coś chorego co powstało w Gorzowie Wielkopolskim – dla mnie, który zna historię tego miasta, historię tego regionu sięgającą prawie XII wieku – to strzał nie w kolano – tylko w serce. W 2007 roku Dominanta została wybrana MAKABRYŁĄ – według internautów najbrzydszym budynkiem wybudowanym w 2006 r.  Funkcję Dominanty trudno odgadnąć po wyglądzie, bo tego nie da się określić – punkt nawigacyjny w zamyśle miał służyć za niewielką galerię handlową, taras widokowy oraz ułatwić komunikację pod rondem – w podziemiach znajdują się przejścia i hol z różą wiatru oraz oznaczeniem środka miasta. Architekci z APP Format określają obiekt „fontanną światła”. Oni chyba mieli „fontannę” w głowie – po dobrej, zakrapianej imprezie… Ten ohydny „Pajączek” miał być elementem symetrycznym w rzucie, interesującym zarówno w dzień jak i w nocy dla osób zmotoryzowanych i pieszych ( śmiechu warte…). Dolny poziom miał pełnić rolę placu publicznego obudowanego szeregiem pomieszczeń o różnych funkcjach użytkowych ( to wszystko dzisiaj jest zamknięte w cztery d..y). Całość została przykryta przestrzenną konstrukcją żelbetową w formie nachodzących na siebie pancerzy – „muszelek.” – ja uważam – że to nie muszelki, tylko hełmy, które obejmują przeszkloną kopułę doświetlającą podziemną część ronda. Kopuła jest zwieńczona szklaną tubą ( taka ona szklana – jak ja kryształowy) ze spiralnymi schodami ( chorymi schodami – bo tam nikt nie chodzi) prowadzącymi na „pseudo” taras widokowy na szczycie tej makabreski. Mam pytanie – kto tam był z gorzowian? Kto to zwiedza ? – Kto podziwia tego bazyliszka ? Ile tam było wycieczek z turystami ? Który przewodnik tam chodzi ze zwiedzającymi to piękne stare miasto – Gorzów Wielkopolski. Czy w tym mieście są tam jacyś przewodnicy, którzy coś potrafią powiedzieć o historii tego miasta ? Pewno tak – jestem pewien, że są i mają ogromną wiedzę – ale im jest wstyd, aby tam chodzić. Słowo” dominanta” ma kilka znaczeń, ale ogólnie oznacza element, cechę lub wartość, która jest najważniejsza, góruje lub występuje najczęściej w danym kontekście. W statystyce  to wartość występująca najczęściej w zbiorze danych (tzw. moda). A architekturze  to główny, dominujący element kompozycji, a w muzyce  to piąty dźwięk skali lub akord zbudowany na nim.  Dla mnie „Dominanta Gorzowska” – to stojak pod choinkę – idealny. Jego za zwyczaj tradycyjny od setek lat, nie widać jak ubieramy na Święta Bożego Narodzenia w naszych domach nasze zielone drzewko. I tak bym chciał – aby go nigdy nie było widać – i niech zniknie z Gorzowa Wielkopolskiego – raz na zawsze – proponuję zburzyć i zapomnieć o nim. To coś wyjątkowo paskudnego, które szpeci to miasto. A w tym roku „strzał” – założono na pająka – stojak – dominantę – czapkę czerwoną z białym pomponem. Dźwigi, zaangażowanych kilku pracowników , samochodów, pewno była policja i oczywiście drony, media – no przecież to było trzeba nagrać. A kto to zasponsorował ? Kto na taki pomysł wpadł? Kto jest autorem ( autorką… – bo tak sobie myślę ) tego pomysłu ? Kto to zatwierdził ? Co na to media gorzowskie – no podoba Wam się to ? – jesteście zadowoleni ? Inaczej – proponuję dobrą „lewatywę” – ale do mózgu – przez ucho. Panie Prezydencie Gorzowa Wielkopolskiego i szanowna Rado Miasta – jedna sentencja mi się nasuwa z literatury – „kończ Waść – wstydu oszczędź” Beznadzieja i wstyd. Znowu cała Polska się z Was śmieje. Ludzie !!! trzeba się obudzić !!! Czy Wy tego nie czujecie jaki wstyd dajecie temu miastu ? Czego chcecie nauczyć dzieci czy młodzież tego miasta – tym paskudztwem ? Jak to ma tak dalej wyglądać. Ta Wasza edukacja na tej Waszej „uczelni”. Pamiętajcie o jednym – miasto rozwija się tylko dzięki dobrym ośrodkom akademickim – ale z prawdziwego zdarzenia – wiedzy , wiedzy – poziomu – nie jakiś licencjatów . Nie będę podpowiadał co mają zrobić władze tego miasta – bo one chyba chcą aby był ten bajzel niewiedzy. Co ciekawe – Zielona Góra przeszła wielką transformację – zrobiła „skok” – wygrała – to obecnie niezwykle prężny ośrodek akademicki. Młodzi ludzie przyjeżdżają tam z całej Polski. Na koniec – Czy Wy czujecie co to są Święta Bożego Narodzenia ? Nie czujecie ! – w tym całym „gorzówku” – i tak jest od wielu lat – nie było i nie ma elit, dobrego i mądrego, wykształconego, inteligentnego gospodarza – i wszystko się zanosi na to, że przez wiele lat nie będzie. Żyjcie sobie w tym przypalonym bigosie – dla Was tylko żużel się liczy i hot dogi ze stacji benzynowej na święta – no i czerwona czapa „dziadka mroza” na tej waszej dominancie… Robert Wójcik A teraz jeszcze dodatek ode mnie, a właściwie od mieszkańców, którzy wypowiedzieli się dobitnie na temat tej świątecznej dekoracji w sieci. Dawno się tak nie uśmiałam. w sumie ok.

DOMINANTA – STOJAK POD CHOINKĘ Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry