marzec 2026

ŚWIETY GRAAL – LUBUSKIM ŚLADEM ???

Autor artykułu dr Robert Wójcik Czy Święty Graal istnieje i gdzie się znajduje? Czy w ogóle prowadzone są poszukiwania Świętego Graala i czy kielich Jezusa daje nadprzyrodzoną moc niczym kamień filozoficzny? Okazuje się, że zdaniem niektórych historyków, Templariusze mogli ukryć Święty Graal w Polsce – na terenie regionu lubuskiego. To sensacyjna wiadomość – jeszcze niczym nie potwierdzona, ale może prawdziwa. Święty Graal – historycy i poszukiwacze skarbów próbują go odnaleźć od setek lat. Czy kielich, którego użył Jezus Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy, naprawdę istnieje? A może opowieść o Świętym Graalu została zmyślona i to jedynie mistyfikacja, która zawładnęła naszą wyobraźnią? Przecież każdy poszukiwacz skarbów chciałby odnaleźć artefakt mający cudowną moc, zapewniający bogactwo i nieśmiertelność. A może mamy go pod nosem, patrzymy na niego, ale nie wiemy, że to właśnie chrześcijańska relikwia? Dwoje uczonych hiszpańskich twierdzi, że zidentyfikowali prawdziwego świętego Graala. Ale teorii związanych z tym tajemniczym kielichem jest wiele. Był związany z Całunem Turyńskim? Używali go pierwsi papieże? A może to wcale nie kielich, tylko księga lub pewna konkretna kobieta? Kielich zrobiony z agatu, złota i onyksu, inkrustowany szlachetnymi kamieniami, składa się z dwóch połączonych ze sobą czarek, jednej zwróconej do góry, a drugiej do dołu. Znany jest też jako kielich infantki Urraki (znajdujący się w tzw. panteonie romańskiej kaplicy grobowej), córki Ferdynanda , króla Leonu i Kastylii w latach 1037-1065. Po analizie egipskich źródeł pochodzących prawdopodobnie z XI wieku, gdzie mowa jest o pucharze z Grobu Pańskiego, naukowcy doszli do wniosku, że być może znajdujący się w hiszpańskim Leonie kielich to właśnie św. Graal. Jakie są inne opowieści związane z tym tajemniczym naczyniem?   Legendy czy mity, sensacje czy prawda ? Po raz pierwszy wzmianka o nim pojawia się w XIII wieku w dziele Roberta de Borona „Józef z Arymatei”. Zgodnie z tą wersją Józef po pogrzebie Jezusa otrzymuje od Piłata kielich, którego Jezus miał używać podczas Ostatniej Wieczerzy. Według jednej z legend do naczynia mężczyzna zebrał krople krwi Zbawiciela. Gdy Żydzi odkrywają, że w grobie nie ma Jezusa, to Józef zostaje oskarżony o Jego ukrycie, następnie uwięziony i głodzony. Zgodnie z tą wersją w więzieniu ukazuje się Józefowi zmartwychwstały Jezus. Zwraca mu kielich, który zabrali mu Żydzi, a następnie Chrystus wydaje polecenie, by odtąd Józef został strażnikiem tego kielicha. To od Jezusa otrzymuje on wskazówki dotyczące odprawiania mszy świętej. Żywi go, by mężczyzna nie umarł z głodu. Ostatecznie, według przekazu de Borona, po zburzeniu Jerozolimy w 70 roku Józef ucieka ze swoim szwagrem Bronem do Brytanii i tam ukrywa relikwię. Potomkowie Brona noszą miano Bogatego Rybaka. Jest też druga legenda związana z kielichem i Józefem z Arymatei. Ona nawiązuje już do przypuszczeń, że z naczynia pił Jezus. Potem tego kielicha użył żydowski kupiec Józef, który napełnił go krwią wyciekającą po śmierci Jezusa z jego przebitego boku. Legenda głosi, że za głosem anioła opuścił Ziemię Świętą i udał się do Brytanii, gdzie posłuszny rozkazowi Boga, osadził się w tym miejscu i wybudował zamek. Miała to być Strażnica Graala, w której został ukryty kielich. Strażnica miała być ukryta na granicy świata materialnego i duchowego. Do jej wnętrza mógł się dostać jedynie człowiek prawy i uczciwy. Na jego poszukiwanie rzekomo wyruszyli rycerze króla Artura, ale bezskutecznie, naczynia nie mogli znaleźć. Jedni podają, że do wspomnianego zamku dotarł Percewal i to właśnie on odnalazł kielich. Inni zaś utrzymują, że Graal trafił w ręce nieślubnego syna Lancelota, Galahada, jednego z rycerzy Okrągłego Stołu. To legendy – a może trochę tam jest prawdy ??? Inną legendą o Graalu jest Cykl Wulgaty: Post-Vulgate Merlin oraz Vulgate Mortu Artu. Obejmuje ona dwie anonimowe opowieści, które powstały między 1210 a 1230 rokiem. W nich też jest mowa o dwóch Graalach. Jeden z nich pochodzić miał z Ostatniej Wieczerzy, a drugi miał być książką napisaną przez Jezusa. Warto zaznaczyć, że pod koniec XIII wieku słowo „graal” używa się na określenie kielicha. Święte naczynie było przypisywane własności krzyżaków, zwłaszcza między XII i XIII wiekiem. Idżmy dalej – bo mamy hiszpański wątek legend … Jak święty Graal znalazł się w Hiszpanii? Jest z tym związana teoria, że został odebrany chrześcijanom w Jerozolimie. Po zajęciu miasta przez muzułmanów został przywieziony do Kairu. Następnie kielich został podarowany władcy muzułmańskiemu w podziękowaniu za pomoc, jakiej udzielił mieszkańcom Egiptu. Ten z kolei podarował kielich królowi Ferdynandowi na znak pokoju. Dwoje hiszpańskich historyków, Margarita Torres i Jose Manuel Ortega del Rio oceniają, że naczynie może pochodzić z okresu między I w. przed Chr. a I w. po Chr. Co ciekawe, pierwsze jego 400 lat okrywa tajemnica. Wiemy, że od IV wieku znajdował się w kościele zbudowanym nad Grobem Pańskim. Hiszpańscy naukowcy twierdzą, że nie ma wątpliwości co do tego, że jest to kielich czczony już przez pierwszych chrześcijan jako świadek Ostatniej Wieczerzy. Natomiast nie ma przekonującego dowodu na to, że tym naczyniem posługiwał się Jezus. Celtycki wątek – „ przedmiot o niezwykłej mocy” Pochodzenia kielicha poszukiwano również w celtyckich mitach. Uważano, że święty Graal jest celtyckim kamieniem posiadającym niezwykłą, magiczną moc. Moc kielicha łączono również z celtyckim podaniem o magicznym kotle.  Wzmianka o Graalu pojawiła się także w poemacie z 1190 roku. Nazywana jest „un graal”, wykonana w sposób przypominający tacę, ozdobiona kamieniami i używana do przetrzymywania hostii. Mamy tu więc nawiązanie do naczynia pełniącego istotną funkcję podczas sprawowania mszy świętej. Są też zapiski historyczne, w których to kielich trafił w 1436 roku do Walencji, do katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jako prezent od króla Alfonsa Aragońskiego. Od 713 roku kielich przebywał w rejonie Pirenejów, potem dotarł do San Juan de la Pena. Następnie w XIV wieku trafił do Saragossy, następnie do wspomnianego króla Aragonii. Z kolei władca wysłał kielich do pałacu w Walencji.  Jest też legenda rzymska… Według niektórych historyków wcześniej święty Graal znajdował się w Rzymie, a trafił tam dzięki św. Piotrowi. Ale obecność kielicha w tym miejscu została poświadczona do połowy III wieku. W tradycji traktuje się Graala jako kielich używany przez następców św. Piotra, kolejnych papieży aż do św. Sykstusa II, kiedy to został wysłany do Huesca, aby uwolnić go spod prześladowania cesarza Waleriana.  A może skupmy się wokół arturiańskich opowieści ? Kielich pojawia się także w jednej z arturiańskich legend, a

ŚWIETY GRAAL – LUBUSKIM ŚLADEM ??? Dowiedz się więcej »

REWOLUCJA NA KLIFIE – TRZĘSACZ

Na klifie w Trzęsaczu widać wielkie rewolucyjne zmiany. Z początkiem 2026 ukazał się mój pierwszy materiał na ten temat :https://idealzezgrzytem.pl/2026/01/07/rewal-po-sylwestrze-2025-roku/ . Minęły dwa miesiące – zmiany są już bardzo widoczne. Zapraszam na drugą część refleksji o rewolucji na klifie w Trzęsaczu. Marzanna Leszczyńska Tak, na klifie coś się dzieje. Na grubo. Można powiedzieć , że praca idzie pełną parą. Gdy przechodziłam tam 1 styczna 2026 roku były już pierwsze prace – wytyczona nowa droga, pocięte drzewa i zniszczone pochyłe potężne brzozy, które stanowiły charakterystyczny i uroczy punkt tego niedługiego odcinka. Teraz, a zdjęcia są z 28 lutego widać istny armageddon – kopary, stosy korzeni, wyryta druga trasa, równoległa do tej pierwszej. Zadaję sobie pytanie dlaczego? Czy pójdzie tam jakiś bruk – nie daj Boże… To był piękny dziki zakątek, gdzie można było przejść swoją stopą po ubitej ziemi, czasami przejrzeć się w kałuży po deszczu, gdzie byli tylko spacerowicze, czasami przemknął jakiś rower. Tu był spokój, nie musiałam się z niepokojem oglądać za siebie, czy zagraża mi jakaś szalona hulajnoga czy rower. To była dróżka, po bokach której rosły zioła, latem bieliły się potężne ich baldachy. Gdy umieszczałam fotografie na facebooku z tego miejsca, dostawałam tzw. „lajki” z dalekich stron świata – zachwyconych ludzi, którzy pytali gdzie jest tak pięknie?… To był wąski pasek drzew a i tak za nim powstały apartamentowce, a ich zazdrosne – o widok na morze- okna kazały sercu drżeć, że zagości tu kiedyś topór i buldożery. Parę lat stabilności tego krajobrazu uspokoiły obawy, niestety nadeszły zmiany… Zadaję sobie pytanie dlaczego? Po drugiej stronie Rewala w kierunku Niechorza zrobiliście trasę wybrukowaną, z latarniami – jest dużo mniej atrakcyjna. Rowery mają już tyle dróg, po co jeszcze w tym miejscu ta demolka ??? „Nowoczesność dokonała już głębokich spustoszeń kosztem mordowania dla cielca postępu, jakby każdy prowincjonalny artysta musiał małpować kulturę metropolitarnej tandety, realizując hasło, iż właściwym tworzywem sztuki jest świat konsumpcji powszedniego dnia „ – Waldemar ŁysiakMam jeszcze wspomnienia, które powstały 5 lat temu i zdjęcia tamtego krajobrazu . Tego już nie ma Zapraszam na wspomnienia : https://idealzezgrzytem.pl/category/baltyk-z-perspektywy-rewalskiego-klifu/ Marzanna Leszczyńska

REWOLUCJA NA KLIFIE – TRZĘSACZ Dowiedz się więcej »

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku

8 marca to nie tylko Dzień Kobiet to również data opublikowania pierwszego artykułu dr Roberta Wójcika o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie w odcinkach. Jest ich już parędziesiąt. Co roku w kolejną rocznicę współpracy zadaję autorowi trzy pytania. I tak jest też w 2026 roku. Zapraszam – Marzanna Leszczyńska. Na zdjęciu Marzanna Leszczyńska i dr Robert Wójcik (  był administratorem Pałacu w Mierzęcinie w latach 1998-2008).   Mierzęcin to piękny Pałac z ciekawą historią i Park jak zaczarowany – z jednej strony pałacu – Park Zabytkowy z drugiej Ogród Japoński – który stworzyła żona dr R. Wójcika – Alicja Wójcik. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film, a towarzyszyć mu będzie muzyka .Clip w pigułce przypomina prawie wszystkie „wspomnienia dr Roberta Wójcika” o nowej historii Pałacu w Mierzęcinie. Nie – nie ma. I miał nie będzie. Nigdy tego nie stosowałem i prawdę mówiąc nie wiem jak to robić. Piszę artykuły na różne tematy – bardziej korzystam z różnych literaturowych źródeł. Jestem już człowiekiem starej daty – raczej nie interesuje mnie to zupełnie. Czasami gdy korzystam z wiadomości z Internetu – widzę jedno- jak wiele wiadomości na dany temat są sprzeczne z oczywistą prawdą. Zawsze szukam „ źródeł prawdy” – i można je odnaleźć. I chyba nie robi tego „ sztuczna inteligencja” – która się panoszy. Niedawno czytałem ciekawy artykuł – w jaki sposób jest ona wykorzystywana – przeraziło mnie to i sobie nie zdawałem z tego sprawy – ale jest to fakt. Wojsko, bankowość, prawo, administracja, mechanika, elektronika, energetyka, medycyna, fizyka, matematyka, chemia, astronomia, archeologia… itd. itp. Mam wrażenie jedno – że niedługo będzie potężne bezrobocie – i ludzie z wiedzą – nie znajdą pracy – przede wszystkim – młodzi ludzie. Straszne czasy nastały. Ale z drugiej strony wiem i czytałem – że jest niezwykle pomocna – chociażby w medycynie i uratowała wielu ludziom na świecie – życie. To trudny dla mnie temat – i nie mam o nim zielonego pojęcia – tak , że nie mogę nic powiedzieć konkretnego na co to AI , poza informacjami z Internetu , które od czasu do czasu czytam. A co do pisania artykułów – to wydaje mi się – że człowiek rozumny , oczytany – potrafi zrozumieć czytany tekst , który wybrał do przeczytania – i potrafi osądzić czy to napisał człowiek czy AI. Z drugiej strony – osobiście mam takie wrażenie, że świat już wytworzył sztucznych przywódców państw, narodów – i to mnie bardzo niepokoi. Jesteśmy w jakimś chaosie kłamstwa i głupoty – i niby ma być teraz lepiej.. . Osądźcie Państwo sami – czy jest lepiej czy gorzej . Według mnie źle i będzie jeszcze gorzej. Widmo trzeciej wojny światowej wisi na włosku. Patrzę na to wszystko niezwykle przenikliwie i mogę z ręką na sercu powiedzieć – że żal mi tylko moich dzieci, które dożyją, a w zasadzie są wplątane w to wszystko. Mnie i mojej żonie już nic nie zaszkodzi. Po prostu jesteśmy już starzy – i jest nam wszystko obojętne – ale o nasze dzieci się martwimy – jaką będą miały przyszłość. Modlimy się o jedno – oby nie cierpiały. A reszta świata – mnie nie obchodzi. Czy – jestem altruistą i samolubem ? – chyba nie. I jeszcze jedno – kocham moich czworonożnych przyjaciół – moje cztery kochane mordy – i modlę się o jedno – oby one żyły do „końca mojego świata” i jak już będziemy odchodzić – marzę o tym – abyśmy odeszli razem. Na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl– nigdy nie była wykorzystywana sztuczna inteligencja i według mnie – nigdy nie będzie. Ja jestem – prawdziwy – tak jak inni autorzy , którzy zamieszczają tam swoje artykuły. 2. Minął już kolejny rok Pana publikacji. Początkowo był jeden temat – Mierzęcin, który się nie wyczerpał. Ale w minionym roku tylko trzy artykuły  o Mierzęcinie się ukazały, właściwie to z Mierzęcinem w tle.  Nie tylko historia Pana interesuje, ale ochoczo komentuje Pan wiele aktualnych wydarzeń i tych w pogodzie jak i w polityce – czasy są niezwykle burzliwe więc trudno się dziwić. Moim zdaniem opisywanie historii pałacu w Mierzęcinie jest interesujące, bo jest blisko i jego historia odbudowy i funkcjonowania za Pana czasów jest fascynująca, tym bardziej, że tak pięknie ją Pan opisuje. Art. „Mierzęcin- to co zaciera czas”, choć jest na innym portalu – przekroczył 29000 ( dwadzieścia dziewięć tysięcy ) wyświetleń. Czytelnicy też interesują się autorem tych artykułów o Mierzęcinie, bo ” Powrót do Mierzęcina „( art. pierwszy właściwie o Panu ) ma coraz większe zainteresowanie (13 000 wyświetleń).  Chciałabym aby na www.idealzezgrzytem.pl  zrobić wersję do słuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i aby czytał go głos autora czyli  głos Roberta Wójcika.  Może zacznę od ostatniego pytania – chodzi o wersję do odsłuchania z obrazami artykułu „Mierzęcin- to co zaciera czas” i abym ja to czytał – czyli głos autora- czyli mój. Powiem krótko – mój głos jest fatalny i nie nadaje się do tego – nie jestem „mikrofonowy” . Trzeba mieć to coś – co mają zawodowi lektorzy. Osobiście uwielbiam słuchać audycji radiowych, gdzie czytają profesjonaliści. Bardzo to lubię i często słucham. Generalnie – dzieci mi sprezentowały mikrofon, wgrały specjalny program do komputera – próbuję coś zrobić… Ale finał jest taki, że mi się to nie podoba. Nie wiem – może nerwy mnie zjadają, może trzeba w to włożyć mniej emocji ? Mam pewnego rodzaju inny pomysł i musi mi pomóc profesjonalista. Natomiast powiem szczerze – bardzo chciałbym aby na portalu http://www.idealzezgrzytem.pl pojawiły się słuchowiska moich artykułów i z moim głosem. Temat do ogarnięcia i zrobię wszystko, aby takie audiobooki się pojawiły. Trochę czasu – będzie dobrze. „Mierzęcin” – to temat rzeka. Na dziś – dużo już informacji opisałem. Widzę , że czytelnicy czytają. I to bardzo miłe dla mnie. Zobaczymy jak długo. Ja mam pewną „wersję” tej poczytności – a mianowicie taką – że ludzie chcą coś wiedzieć o obiekcie do którego przyjeżdżają. Na stronach Internetowych obiektu „ Pałac Mierzęcin” – praktycznie nie ma żadnych informacji – ale to nie jest mój problem. Prawdę mówiąc – jestem trochę „zmęczony” umysłowo Mierzęcinem. Z

Trzy pytania do dr Roberta Wójcika – jak co roku Dowiedz się więcej »

Casablanca – exhibition w Willa des Arts

Sztuka współczesna i ja czyli o tym jak zazgrzytało…- Marzanna Leszczyńska Będąc w Casablance tylko jeden dzień (3 lutego 2026 r) chcieliśmy odwiedzić jakąś galerię malarstwa. Zwabiła nas interesująco brzmiąca informacja: „ Villa des Arts – Reconciliation. Nabil Bahya”. Przyjechaliśmy Uberem w część miasta z pięknymi willami. „Willa des Arts” okazała się wyjątkowa – biały budynek z ogrodem, klasyczny styl. Zadziwiająco harmonijne zestawienie willi i ogrodu – bez przepychu, wysoka jakość, wyrafinowany gust, artystyczna metaloplastyka. Ależ było obiecująco na początku zwiedzania… Przyjechaliśmy Uberem w część miasta z pięknymi willami. „Willa des Arts” okazała się wyjątkowa – biały budynek z ogrodem, klasyczny styl. Zadziwiająco harmonijne zestawienie willi i ogrodu – bez przepychu, wysoka jakość, wyrafinowany gust, artystyczna metaloplastyka. Ależ było obiecująco na początku zwiedzania… W środku parę sal. Na białych ścianach zawieszone prace Nabil Bahya czyli rozwałkowana nieregularnie farba na blejtramach – różne kolory, czasami kolory nałożone na siebie. Do tego pokazano film jak ten artysta je tworzy czyli wałek, stół i powstawanie tych dzieł (przypominało to klasyczne tapetowanie). Gdy to zobaczyłam – wściekłam się na tyle, że nie chciało mi się zapoznawać z tym całym procesem tworzenia tych dzieł. Pomyślałam tylko – jak można tak źle wykorzystywać ten wspaniały budynek, jak szkoda tego miejsca… Nikogo tam nie było oprócz nas – to chyba wymowne. Ale, ale… ktoś chyba wyczuł reakcje oglądających podobnych mi, bo na pocieszenie takim, w jednej z sali wisiały prace, które zadośćuczyniły mi wielkie rozczarowanie. To prace Louis Morere (1885-1949). Nic dodać , nic ująć tylko porównać obu artystów i resztę szczerze dopowiedzieć sobie samemu. Nawet nie chciało mi się tego malarstwa Nabil Bahya fotografować, zrobiłam dwie foty na pamiątkę. Nie rozumiem tego typu sztuki, działa na mnie jak przysłowiowa płachta na byka, za bardzo mnie denerwuje – dlatego niechętnie odwiedzam galerie sztuki współczesnej. Czuję się obrażona, oszukana bo nie widzę w tym sztuki, a przecież przyszłam oglądać coś co nie każdy potrafi. Nie wierzysz w to co mówię? To weź wałek i spróbuj zrobić takie dzieło jak Nabil Bahya, a potem weź pędzel i farby i spróbuj tak jak Murerer. Może powinnam zostać biczem na tę współczesną twórczość, bo przecież ktoś przecież musi. Marzanna Leszczyńska

Casablanca – exhibition w Willa des Arts Dowiedz się więcej »

CASABLANCA – GORZÓW WIELKOPOLSKI

10 lutego 2026 roku Klub Na zapiecku w Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim zorganizował spotkanie z Rafałem Klausem pt „ 100 lat od urodzin Mariana Klausa – podróż w anegdotach po powojennym Gorzowie z muzyką kompozytora”. Swojego ojca Mariana Klausa wspominał syn Rafał Klaus. Spotkaniu towarzyszyły utwory mistrza, Są przepiękne i na pewno poszukam i kupię płytę. Czyż to to nie metafizyka, że parę dni wcześniej wróciłam z Marocco, gdzie odwiedziłam Casablankę i spędziłam chwile w Rick`s Caffe. Nie można wobec tej podróży i tego spotkania zorganizowanego w 100 rocznicę artysty przejść milcząco i bez echa – Marzanna Leszczyńska W Rick`s Caffe w Casablanca Każde miasto ma swoją Casablankę… Po wojnie w 1945 roku, na opustoszałe odzyskane ziemie Landsberga przybyli sprowadzeni ludzie z przekonaniem, że są tu na chwilę, że wrócą tam z skąd przybyli i że przyjdzie polecenie, które nakaże opuścić te tereny, bo jednak nie będą one polskie. Dla tych ludzi bez poczucia stabilności , posiadania sposobem na życie stały się zabawy, tańce, po prostu ogarnął ich szał zabawy. Na wzór przedwojennych w tym czasie powstało w Gorzowie Wielkopolskim 111 punktów gastronomicznych. Powstawały tzw. „Budy taneczne” miejsca tylko do tańca, gdzie nie było jedzenia, gdzie grała tylko orkiestra i się tylko tańczyło. W słynnej „Caffe Wenecja’ odbywały się koncerty, które rozpoczynały się utworami Mariana Klausa. Marian Klaus był muzykiem, kompozytorem, stroicielem fortepianów i akordeonów. Pochodził z muzykalnej rodziny- jego ojciec kolejarz berlińsko-wiedeńskiej kolei grał na trąbce, skrzypcach i pianinie, grał w orkiestrze i dzięki tym umiejętnościom uniknął rozstrzelania w czasie wojny, bo ktoś miał słabość do muzyki. Marian Klaus jako 14- letni chłopiec był zesłany na roboty do Niemiec z Mogilna, ale los sprawił, że pociąg w którym jechał odczepił wagon z nim w Poznaniu i tam pozostał i pracował przy budowie bunkrów, a potem u krawca. W Poznaniu uczęszczał do szkoły muzycznej, którą ukończył, to tym okresem w życiu inspirowany był utwór „Koszula w kratę”. Już wtedy jego umiejętności muzyczne były doceniane, bo grał dla generała niemieckiego, który zajmował willę w Poznaniu, potem w Swarzędzu grał dla generała rosyjskiego. Po wojnie, gdy małżeństwo jego rodziców się rozpadło, jego matka z sześciorgiem dzieci trafiła do Gorzowa Wielkopolskiego gdzie brat znalazł pracę jako kasjer i namówił Mariana do przyjazdu za nim. Rodzina zamieszkała w kamienicy na ulicy Orląt Lwowskich. Rozbawione miasto, w którym połowa mieszkańców to byli Rosjanie ( to po nich została nam nazwa Ruskiego Stawku na Piaskach ) – potrzebowało muzyków. Marian Klaus został nauczycielem w szkole muzycznej w klasie akordeonu, był nauczycielem Edwarda Dębickiego ( Romane Dyvesa), któremu powtarzał : „Edziu, ty będziesz wielkim człowiekiem”. Z tej szkoły wyszło wielu skrzypków, powstawały małe orkiestry symfoniczne, które wynajmowane były do gry w zakładach pracy. Muzycy znajdywali w Gorzowie Wlkp. pracę jesienią, latem koncertowali w muszli koncertowej w Międzyzdrojach w dzień, wieczorem już w Świnoujściu, zimą wyjeżdżali do Szklarskiej Poręby, Poznań też był dobry dla nich jesienią. W tym czasie powstało wiele utworów, bo wyjazdy i życie artysty pisało pomysły na utwory : „Każdy w życiu robi głupstwa”, „Zakochany Cygan”. W 1947 roku, po opuszczeniu Polski przez Mikołajczaka, restauracje zostały odebrane z rąk prywatnych, stały się państwowe. Królową wszystkich lokali w Gorzowie Wielkopolskim była „Casablanka”. Restauracja pięknie położona przy alei starych platanów na ulicy Jagiellończyka. To w tej restauracji grał Marian Klaus. W siermiężnym PRL-u w Gorzowie Wlkp. Casablanka była ewenementem- miała swoje wymagania co do gości. Aby do niej wejść trzeba było mieć na sobie garnitur, krawat. Toteż w praktyce tę garderobę podawano sobie przez okno. Przed wejściem stał i czuwał bramkarz, który swoim wprawnym okiem decydował kogo wpuścić, trzeba było sprawiać wrażenie bogatego, bo dla takich powstała Casablanka. Nie wszystkich wpuszczano i czasem nie pomogły pożyczane garnitury. Nie było tam łatwo wejść. Wielu robotników pragnęło tam zabierać swoje żony, wydawało im się, że wszelkie pozory są stworzone, ale wejścia nie było – ciekawiło ich dlaczego tak zadecydował „bramkarz”. Zdarzały się wejścia po znajomości bo np. ciocia kogoś była kelnerką. Dancingi w Casablance odbywały się codziennie, a bilety rozchodziły się z wyprzedzeniem. W sali ustawiane były stoliki dla SB, policjantów, WSW, prostytutek, żołnierzy ( Ci często uciekali z warty, aby być w Casablance). Było to miejsce , w którym czasami niespodziewanie dochodziło do spotkań wrogich sobie osób – dlatego bójki zdarzały się często. Casablanca była miejscem gdzie grano dobre utwory i, w którym była dobra konsumpcja. Gośćmi byli przodownicy pracy (stachanowscy) , dostawali pieniądze od parti, byli obstawiani przez UB. Marian Klaus wspomina, że w ciągu jednego wieczora w Casablance zarabiało się tyle ile w ciągu miesiąca zarabiali ludzie. Muzycy grali do 1.00 w nocy, a potem do 3.00 goście płacili za każdy utwór. Muzycy pozwali sobie na dowcipy czasami, jeden z nich szturchał smyczkiem gości. Zdarzały się niespodziewane nieszczęścia np. to jak pewnego razu pijany gość wpadł na saksofonistę i wybił mu zęby od tego czasu orkiestra była oddzielona barierkami – poręczami. Życie rodzinne muzyka takiego jak Marian Klaus też było specyficzne – każdy Sylwester spędzony był w pracy, a żona nigdy nie była na Sylwestra za to takie życie sprzyjało rozwojowi jej samodzielności i organizowaniu „domowego przedszkola”. Casablanca miała dobrego kierownika (Kasjan) i osiągała dobre przychody poprzez dobrą organizację i pomysły – prowadzony był też z boku budynku bufet w ciągu dnia, gdzie organizowano „ śledzik i setę”( było to miejsce, gdzie można było wynająć kogoś do „mokrej roboty”). W latach 70-tych Casablanka zaczęła podupadać, pojawiły się inne restauracje. Z czasem stała się lokalem III kategorii i uczyniono z niej jadłodajnię. A muzycy powoli zaczęli wymierać, Marian Klaus w tym roku czyli w 2026 ukończyłby 100 lat. Utwory M. Klausa dzisiaj popularyzują i grają muzycy jazzowi z Gorzowa Wlkp. Przemysław Raminiak „ Błękitna bossa-nowa”, Trio Dawida Troczewskiego – Moja Casablanca. Autor scenariusza słynnego i kultowego filmu „Casablanca” z Humpreyem Bogartem i Ingrid Bergman z 1942 roku pokazuje problem ogromnej rzeszy ludzi (oficjeli Vichi i nazistowskich Niemiec, złodziei, uciekinierów), którzy utknęli w mieście Casablanka w Marocco, które wówczas było kolonią francuską. Film o interesującej fabule, zdobywca 3 Oskarów, wielkiej miłości, trudnych czasach II wojny

CASABLANCA – GORZÓW WIELKOPOLSKI Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry