luty 2026

Landsberg i J.W. Goethe

29 stycznia 2026 roku w Wojewódzkiej Bibliotece im. Z. Herberta w Gorzowie Wielkopolskim odbył się wykład dr Magdaleny Kamińskiej pt „ Niemiecko- polskie miejsca pamięci”. Dr M. Kamińska specjalizująca się w historii zbiorów, pamięci kulturowej i dziedzictwa pogranicza opowiedziała o kolekcji pamiątek po J. W. Goethe, którą przez 50 lat gromadził w Landsbergu właściciel księgarni Wilhelm Ogoleit. Zapraszam na relację ze spotkania i trochę wrażeń własnych – Marzanna Leszczyńska „Tęsknota, która mnie prowadziła”– Wilhelm Ogoleit o swojej kolekcji pamiątek po J. W. Goethe Wilhelm Ogoleit z pochodzenia Austriak (1869-1958) założył w dawnym Landsbergu w 1897 księgarnię na ulicy Richtstrasse 6-8 która dzisiaj w Gorzowie Wielkopolskim jest ulicą Sikorskiego. Nie był to jednak taki sobie zwykły sklep z książkami, ale mieściła się tam też wystawa sztuki, wypożyczalnia książek – było to centrum kulturalne miasta Landsberg. Pasją W. Ogoleita było gromadzenie pamiątek po Johannie Wolfgangu Goethe – najwybitniejszym niemieckim poecie i jednym z najbardziej znaczącym w skali światowej. Jego kolekcja zawierała 200 autografów poety, 130 autografów z kręgu Goethego, reprodukcje portretów, 1300 medali, przycisk do papieru, popiersia poety, pierwsze wydania utworów, luksusowe wydania licznych dzieł, teatrzyk Goethego, plakaty – była to druga w Europie co do wielkości kolekcja pamiątek po J. W. Goethe. Większą liczącą 12 000 eksponatów kolekcję miał w Bremie profesor Anton Kippenberg. W. Ogoleit oprowadzał gości po swoim muzeum, w którym przez 50 lat gromadził swoje eksponaty, które zawierały całą”Rodzinę Książęcą Weimaru” (można ją było nazwać „Goethe i Jego krąg”), organizował recytację utworów swojego ulubionego poety, zresztą szybko też zyskał popularność wśród znawców Goethego, a w roku 1934 przyznano mu medal za zasługi dla sztuki. Sam również pisał swoje filozoficzno – kolekcjonerskie przemyślenia. Stał się szanowanym mieszkańcem Landsbergu. Zanim Ogoleit trafił do Landsbergu mieszkał w Lipsku, potem w Jenie, często odwiedzał Weimar – Europejskie Centrum Kulturowe – pragnął zostać aktorem, ale trudne przeżycia z dzieciństwa, niemożność uczestniczenia w zajęciach szkoły publicznej, samotność tego czasu zrodziły problemy nerwowe i uniemożliwiły realizację tych marzeń. Wtedy zainteresował się dziedzictwem kulturowym Weimaru, a sprzedaż rodzinnego majątku w Prusach Wschodnich w 1897 roku pozwoliła na realizację pomysłu zostania księgarzem w Landsbergu. Wilhelm Ogeleit Po śmierci Jego kolekcja, którą jak mówił kochał miała trafić do Strasburga. Zakończenie wojny i przegrana Niemiec oraz wkroczenie Armii Czerwonej zupełnie inaczej pokierowały losem. Rosjanie brutalnie splądrowali całe zbiory, zniszczyli nie do naprawienia, cały dom podpalono, zginęły przy tym dwie starsze osoby. Jednak pracownicy administracji polskiej przed pożarem zabezpieczyli część jego kolekcji w sejfie banku. W. Ogelait mógł zabrać ze sobą niewiele – zabrał medal i księgę gości i przez dwa tygodnie uciekał z Landsberga przez Berlin, Magdeburg, Weimar. W. Ogoleit opisał na 17 stronach w raporcie swoją ucieczkę z Landsberga swoje dramatyczne przeżycia, spotkane osoby, zmarłe po drodze osoby, pisał listy i dzienniki z tego czasu, szukał kontaktu z ludźmi z Landsberga i tych, którzy dzielili Jego pasję do Goethego, opracował tomiki wierszy swoich oraz znanych i nieznanych wysiedleńców Landsberga, pozostawił esej o zniszczeniu swojej kolekcji przez Rosjan jak napisał: „Rozpocznę spisywanie wspomnień, smutnych i wesołych. Goethemu poświęcę, bo to wzbogaciło moje życie, opisuje moje pochodzenie, życiorys, kolekcje, które rozpoczęły się od zakupu dwóch medali z okazji 150-lecia urodzin Goethego” Profesor Anton Kippenberg właściciel największej kolekcji Goethego w Europie przekonał Amerykanów o wyjątkowości swojej kolekcji i dzięki temu udało mu się ją uratować. Dzisiaj znajduje się ona w Munich Central Collecting Point. Kolekcja Ogoleita znalazła się w Furstenwalde blisko Polski ponieważ tam powstał „Dom Brandenburg”założony przez Stowarzyszenie Brandenburg w 1999 roku. Fundacja ta powstała po to, aby promować sztukę, kulturę i porozumienie ponad narodami, promować dziedzictwo kulturowe Brandenburgii, zwłaszcza obszaru wschodniego Brandenburgii, które obecnie należy do Polski, aby zachować je w świadomości mieszkańców Brandenburgii i całego narodu niemieckiego oraz w duchu przyszłościowej współpracy z Polską, badać ją i udostępniać dla teraźniejszości i przyszłości. Historyczny region Brandenburgii wschodniej jest podwójnym miejscem pamięci bo dla wysiedlonej ludności niemieckiej jest to wysiedlona ojczyzna a dla przesiedlonej ludności polskiej po dziesięcioleciach trudności i niepewności jest teraz ojczyzną. Fundacja Brandenburgia pielęgnuje pamięć o ludności wysiedlonej z tego regionu i nadal tam mieszkającej i pozostaje w kontakcie z polskimi gminami, ludzie w Polsce bowiem też są zainteresowani historią ich miast i piszą do Fundacji listy z zapytaniami. Początkowo „Dom Brandenburg” był miejscem spotkań pokolenia, które przeżyło ucieczkę i wypędzenie, z pokojami dla gości i salą wykładową na wspólny posiłek, organizowano tam też zbiórki pieniężne dla wsparcia biblioteki i muzeum tego Domu. Pokolenie, które zbudowało ten Dom i które się w nim spotykało stopniowo wymiera. Pomieszczenia na poddaszu zostały przekształcone w archiwum i obecny zespół pracuje nad dygitalizacją zbiorów w celu łatwiejszego wyszukiwania informacji, a jest tam biblioteka, archiwum (336 segregatorów z dokumentami, fotografiami, kartami) i muzeum. Teraz opracowuje się również zbiory dotyczące historii Fundacji jak korespondencja Fundacji z przesiedleńcami, dokumentacja spotkań – jest to cenne źródło współpracy, integracji polsko-niemieckiej, kontaktów. Badane są relacje z ucieczki i wspomnienia, przeprowadzane zostały wywiady z ludźmi o przeżyciach z ucieczki, konsekwencje tych przeżyć i o tym jak wypędzeni organizowali sobie życie na nowo, jak odnajdywali swoich bliskich i znajomych , były to opowieści o całym życiu profesjonalnie przeprowadzane w różnych miejscowościach, z transkrypcjami. Każda osoba zainteresowana może uzyskać dostęp do nich, z Polski też, już są dostępne 192 pisemne relacje. Niedawno zakupiono i uruchomiono serwer na, którym umieszczono plany miejscowości rodzinnych czyli możliwe jest oglądanie pod jakimi numerami mieszkali poszczególni mieszkańcy z informacjami o nich. Biblioteka posiada katalogi on- line przetłumaczone na język polski. Fundacja Brandenburg chce udostępniać jak najszerzej swoje najcenniejsze zbiory i pogłębiać wiedzę na ich temat. Kolekcja Ogoleita jest tylko częścią tego co zostało zgromadzone w „Domu Brandenburg”,a jeden ze szczególnie zaangażowanych pracowników tej Fundacji uzyskał kontakt z prawnuczką Ogoleita i udało mu się dzięki niej załatwić darowizny i wzbogacić zbiory Domu Brandenburg, która zaowocowała nową gablotą, przy której pracował Robert Piotrowski z Gorzowa Wielkopolskiego. Marzeniem dr Magdaleny Kamińskiej jest internetowa wystawa on-line, która zebrałaby wszystkie rozpowszechnione zbiory i w ten sposób stały by się dostępne dla wszystkich. Jest to marzenie polsko -niemieckie wymagające dużej współpracy. Nie jest to proste zadanie ponieważ wiele dokumentów należy

Landsberg i J.W. Goethe Dowiedz się więcej »

O małych księżniczkach przy okazji koncertu „Czarodziejski świat bajek”

Zapraszam do nietypowej recenzji Koncertu Familijnego w Filharmonii Gorzowskiej pt : Czarodziejski świat bajek” – Wiktoria Banach Cała sala Filharmonii Gorzowskiej zapełniła się małymi księżniczkami na Koncercie Familijnym pt: „Czarodziejski świat bajek”. Filharmonia ogłosiła, aby dziewczynki przyszły w strojach księżniczek. Pomysł wpisał się celnie w modę na księżniczkę jaka panuje wśród dziewczynek w wieku przedszkolnym : szyte są sukienki a` la księżniczka, opaski na włosy jak diademy czy korony. Kiedyś dziewczynki tak się ubierały na przedszkolne bale karnawałowe, lub do roli w przedstawieniach – dzisiaj okazji jest mnóstwo, każda może się poczuć księżniczką zakładając odpowiednią sukienkę. Koncert odniósł sukces, bo sala wypełniona była po brzegi – piosenki z bajek Walta Disneya, piękny śpiew solistki panny Melodianny i solisty Rytmisława Stuk – Puk, dzieci zaangażowano ruchowo, pośpiewały nawet, a koncert miał wychowawcze przesłanie – zachęcał do realizacji dziecięcych artystycznych marzeń, podbijał ambicję, mówił o tym , że trema i nieśmiałość to naturalna sprawa i trzeba nad tym pracować, a nie uciekać z aktywności z tych powodów. Stroje solistów kolorowe, bajeczne – chociaż pomysł na strój Melodianny już widziałam u Dzwoneczka z „Piotrusia Pana” tylko, że tam był różowy, tutaj solistki ubrano w czerwony falbaniasty dół i pasiate bluzeczki. Na dowód przypominam zdjęcia z Koncertu pt: „Piotruś Pan” (grudzień roku 2022). Przyjrzałam się swojej 6 letniej podopiecznej i dziewczynkom na tym koncercie – były bardzo pochłonięte swoimi sukienkami, spontanicznym tańcem i jak te sukienki się kręcą oraz obserwacją strojów innych dziewczynek – wędrówek nie było końca. Myślę, że te wszystkie wątki wychowawcze nie miały szans się przedrzeć w tych emocjach i zadaję sobie pytanie, które z dziewczynek je wychwyciły? Nie wierzycie? Popytajcie swoje pociechy. Miejmy nadzieję, że rodzice wychwycili przekazy i będą je mieć w świadomości i wykorzystają je w procesie wychowawczym. W dzisiejszych czasach panuje moda na księżniczkę i to od dłuższego już czasu tak jak moda na tatuaże. Zauważyłam, że rodzice mówią do swoich córeczek – „księżniczko”. Zadałam sobie pytanie czy to dobrze? Księżniczka to osoba wyjątkowa, najważniejsza, o względy której zabiegają wszyscy, piękna, bogata, która nic nie musi, rozkapryszona, często sama nie wie czego chce, znudzona… Tak jest w bajkach. W rzeczywistości często prawdziwe księżniczki wyglądały jak pokojówki, a pokojówki wyglądały jak księżniczki. rys. Marcina Szancera do bajki J. Ch. Andersena ” Księżniczka na ziarnku grochu” Myślę, że każda dziewczynka słysząc:” jesteś księżniczką” myśli że jest piękna, a może w ten sposób podsyca się jej pragnienie bycia piękną. A przecież to nie prawda, bo nie każda dziewczynka jest piękna i nie wiem co by niektóre nie robiły to piękne nigdy nie będą. Życie jest inne, to nie jest prawda, że bycie piękną jest w życiu najważniejsze i gwarantuje sukces życiowy. Efekt presji i dążenia do bycia pięknym bywa często śmieszny a nawet dramatyczny. Mam wrażenie, że nadszedł czas, aby zwalczać tę dziwną modę, a dorośli powinni mądrze wychowywać swoje pociechy. Ileż to pań zrobiło ze swoich córek swoje lustro i chciałoby dla nich tego czego same pragnęły, ale nie osiągnęły. Zauważam nawet, że córki mają więcej zdrowego rozsądku i obiektywnego spojrzenia na siebie niż ich mamy. Pytanie czy ta presja, moda od najwcześniejszego wieku nie przyczynia się do tych wszystkich sztucznych poprawek urody : botoks, nadęte usta i podsyca wszelką próżność. Na pewno tak. Z księżniczką będzie mi się do końca życia kojarzyła „porządna lekcja” jaką odebrała pewna ładna i skoncentrowana na sobie osóbka – wtedy 20-letnia na obozie w Bieszczadach. „Kacha” studiowała architekturę, była atrakcyjna i tworzyła zakochaną parę ze „Stachem”. Nie wiem czy „Kachę” lubił ktokolwiek, „Stacha” uwielbiali wszyscy – facet łatwo nie miał, bo ponoć „ciągnął” dwa kierunki – jej i swój. Na tym obozie „Kacha” przeszła samą siebie. To był obóz przetrwania, a my wszyscy tyraliśmy tam równo bo wszystko musieliśmy zorganizować sami – sami gotowaliśmy, zbierali jagody, wałkowali ciasto na pierogi butelką, oprawiliśmy barana, którego załatwiliśmy od gospodarza z wioski, spaliśmy w namiotach, troszczyliśmy o tych, którzy leżeli z gorączką, organizowaliśmy ogniska, śpiewy gry i zabawy. „Kacha” nie uczestniczyła w tym przyziemnym życiu – albo bolał ją kręgosłup, albo znikała ze „Stachem”, albo rysowała portrety przed namiotem. Wiecznie „ przyklejona” do „Stacha”, trzymająca go z dala od grupy, kapryśna. Gdy przeszła ulewa i dużo namiotów przemokło, to „Kacha” postarała się, aby przenieść się do tego gdzie było sucho kosztem innych. Mieliśmy jej dosyć, zaczęły się szepty po kątach. Trudno było tę „Kachę” ruszyć, bo „Stacha” wszyscy lubili, poza tym „Kacha” była otoczona czuwaniem i opieką starszej siostry – dosyć mocno „umocowanej”. Rada Starszych na zakończenie obozu urządziła tzw, „Chwilę szczerości”, która polegała na tym, że wszyscy spotkaliśmy się, żeby podsumować czas wspólnie spędzony, doświadczenia i …można było powiedzieć co się komuś nie podobało. I tutaj Karol – odpowiedzialny, pracowity i zdroworozsądkowy nasz kolega , który niejednokrotnie brał na klatę rozwiązywanie trudnych problemów – odważnie zgłosił pretensję na samym końcu : -„Ja mam pretensję do Basi, że zachowywała się szczególnie denerwująco przez cały pobyt”. Na to „Kacha” – zaskoczona przewracając pięknymi oczami : – „ No chyba żartujesz, na czym niby to miało polegać? Co ja zrobiłam komuś złego?” – „ No Basiu, bo przez cały czas zachowywałaś się jak taka księżniczka”… Na to Basia chi chi chi,podniosła głowę wysoko : „ Księżniczka… To raczej zabrzmiało jak komplement” chi chi chi…A dyżurna siostrzyczka zaraz znalazła się przy Kasi, przytuliła ją opiekuńczo, bo wyczuła sprawę. Popatrzyliśmy po sobie, raczej bezradni, ale Karol czerwony pociągnął stanowczym i nieubłaganym tonem : – „ Kasiu, wykorzystałaś nas wszystkich przez te 3 tygodnie, omijałaś swoje obowiązki, traktowałaś z góry, wybierałaś najlepsze pozycje nie licząc się z nikim no i zabrałaś nam „ Stacha” tylko dla siebie, a tu jest dużo par, które się tak samolubnie nie zachowują”. I wtedy „Kacha” pękła, polały się łzy, pojawił się wstyd i zniknęła hadość, a księżniczka ? Nikt nie chciał być tak komplementowany. Przypomniały mi się też dwie inne koleżanki o nieprzeciętnej inteligencji i przeciętnej urodzie. Aleksandra była wybitnym ścisłym umysłem, o jej zdolnościach matematycznych krążyły na politechnice legendy. Niezaprzeczalnie była jedną z nielicznych kobiet na roku i była najlepsza. Potrafiła robić swetry

O małych księżniczkach przy okazji koncertu „Czarodziejski świat bajek” Dowiedz się więcej »

NIENAWIŚĆ …PO POLSKU

Tekst dr Robert Wójcik Poza ziemią, przyrodą, moją żoną i dziećmi, moimi czworonożnymi przyjacielami które kocham od wielu, wielu lat – w swoim życiu doświadczyłem trochę nieba – ale zdecydowanie więcej piekła – nienawiści i zawiści. Jak kiedyś powiedział perski matematyk, astronom, poeta Omar Chajjam – niebo (dobro, miłość) i piekło ( zło, nienawiść, zawiść) są w nas – i sami możemy wybrać, w których w tych stanów rzeczy chcemy przebywać. Wielu z nas – Polaków – wybrało to drugie – i tak jest od wieki wieków do dziś – dziś – wczoraj … parę minut temu, godzin, dni, miesięcy,… parę lat, parę wieków… Kiedy to się zmieni ? – na pewno nie za mojego życia – po prostu nie wierzę w tą przemianę naszego narodu. Człowiek  w ciągu swojego życia podlega różnym emocjom. Przeżywa strach, zagubienie, depresję, nienawiść, zawiść, zadowolenie, dobro, miłość, zdenerwowanie. Jednak najsilniejszymi uczuciami, jakie przeżywa człowiek są miłość i nienawiść. To one pobudzają do działania – dobrego i złego. Kiedy kochamy jesteśmy gotowi do największych poświęceń dla ukochanej osoby, bliskich, przyjaciół, ojczyzny… Miłość dodaje nam skrzydeł, wszystko, co robimy nabiera sensu i jest radośniejsze. Dzięki niej stajemy się lepszymi ludźmi. Dante  pisał o miłości, że jest tym, „co wprawia w ruch słońce i gwiazdy”. Uwzniośla i ubogaca człowieka. W Nowym Testamencie św. Paweł w Liście do Koryntian pisał o sile miłości. „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość”. Daje ona człowiekowi ogromną siłę, bo jest uczuciem czystym i prawdziwym. Czyni człowieka cierpliwym, uczy wybaczenia i nie kierowania się złością. Bez miłości nasze życie staje się puste i nic nie warte. Przecież tak mało nam potrzeba – tylko kochać – i być kochanym. Zapewniam – o wiele lepsze – niż nienawidzić – jest kochać i pomagać. Miejmy to zawsze w myślach naszych codziennych – w każdej chwili życia, w każdej sytuacji – bardzo Was proszę czytelnicy – Bardzo !!! Jednak człowiek jest taki, że ulega pokusom – lubi gdzieś tam w swoim sercu zło, które bardzo łatwo może się zamienić w niszczycielską siłę nienawiści. Przykład – jeżeli zostanie nam odebrana ukochana osoba, budzą się w nas najgorsze instynkty. Nieutulony ból, zazdrość rodzi gniew i nienawiść. Targani sprzecznymi uczuciami nie umiemy poradzić sobie z otaczającym nas światem. Gubimy się w tym wszystkim – mamy pretensje do całego świata, szukamy winnych – co ciekawe – przede wszystkim w rodzinie, swoich bliskich, przyjaciołach, sąsiadach … Dziwne jest to, że nie szukamy winy u siebie – czy ja wszystko zrobiłem aby tak nie stało się ? Jacy my jesteśmy mali – odrzucamy wtedy od siebie całe zło – mówimy sobie – to nie ja – to inni – … i szukamy tych winnych. Trochę tak jak myślę …. Szeroko pojęta literatura, kroniki historyczne – od swych początków opisuje wszystko, co dotyczy człowieka. Nie ma nic bardziej ludzkiego od miłości i nienawiści, dlatego motyw tych namiętności jest w literaturze bardzo częsty. Niestety w obecnych nośnikach informacji – przewaga zawiści , która doprowadza do nienawiści – już dawno pobiła informacje i więzi, miłości czy dobrych uczuć między ludźmi. Ktoś powie, że piszę bzdury – Drodzy Czytelnicy – zobaczcie co się dzieje w internecie , na różnych portalach i przede wszystkim na Fb. Oglądacie telewizje różnych programów ( jest ich na świecie około 1200 – w Polsce – minimum 50 – znaczących – oglądalnych ) , słuchacie radia – różnych stacji ( w Polsce około 30 – znaczących) Przeczytajcie komentarze o prezydentach, premierach, politykach, posłach, senatorach, kongresmenach, biznesmenach, gwiazdach muzycznych czy filmowych, celebrytach, papieżach, biskupach, księżach, ludzi o innym kolorze skóry, o innej kulturze – ludzi o innym wyznaniu niż religia chrześcijańska, ludzi o innych poglądach i zdaniu niż dowodzący tą naszą kulą ziemską – przeraża mnie to i martwi. Najbardziej martwi mnie nienawiść w rodzinie – a Polacy w tym przodują – my Polacy jesteśmy dziwnym narodem – nawet w Wigilię czy Świata Wielkiej Nocy potrafimy się pokłócić i nienawidzić . Nie powiem o uroczystościach rodzinnych – weselach , imieninach, urodzinach. A jeśli tam się nie pokłócimy – to jak już wracamy z tych uroczystości – na których byliśmy gośćmi czy gospodarzami – to nic innego nie robimy – tylko komentujemy . Komentarze o swoich bliskich czy znajomych są zazwyczaj – krótko mówiąc – złe. Napiszę tylko to, że są też dobre. Ale to rzadkość. Ale generalnie sondujemy po „polsku” , oceny typu „ no widziałeś(aś) jak się upił („a”)? , jak on (ona) się ubrał , co za fatalna sukienka, co za fatalny garnitur, jak się on ( ona) ubrała, co on (ona) mówił, ty słyszałaś co on( ona) mówił o polityce ? , to taka i on taki – i teraz nie chcę już pisać o poglądach politycznych czy religijnych na tych spotkaniach czy uroczystościach rodzinnych. Wiele razy w swoim życiu dowiadywałem się – jaki jestem – od swoich bliskich , rodziny , przyjaciół – jeden raz przepłaciłem to w wizycie w szpitalu – bardzo mnie to zabolało – bardzo. Ale cóż – jak ktoś Cię uderzy – nadstaw drugi policzek – to on (ona) przegra – nie ty… Nazwano mnie tzw. „ lewakiem” – bardzo to przeżyłem – i nie będę mówił jemu ( jej) – jak to wyglądało w czasie rozmowy towarzyskiej, czy przez telefon. Zawsze myślę – czy taka osoba zdaję sobie sprawę – jaką wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi- nie mówię o rodzinie. Ile razy słyszałem krytyczne słowa od swoich znajomych czy rodzinie bardzo krytyczne słowa – i co najgorsze – były one wypowiedziane przy małych dzieciach – a One doskonale słuchają – i zapisują w swej pamięci tą nienawiść – po prostu – uczą się jej . Przeszłość i teraźniejszość jest brudna – nie ma uczuć – i poglądów. Jest ona zlepkiem tego co oglądamy – a w zasadzie tym czym się kierujemy na opiniach różnych szarlatanów na Fb i innych nośnikach informacji. Co ciekawe – Ci wszyscy co uważają , że mają w sercu – dobro i uważają , że niosą miłość – właśnie noszą nienawiść i zawiść – myślą , że są nad tym wszystkim i im wszystko wolno. Tak jak mnie skrzywdzono – podłe to było . Ale miłość w moim sercu jest inna – ja zawsze wyciągam „ Gałązkę Palmową” – wyciągam rękę. A Ci co mnie obrażają – nawet nie stać ich na słowo – bardzo proste

NIENAWIŚĆ …PO POLSKU Dowiedz się więcej »

Zimy tysiąclecia i stulecia …

Dr Robert Wójcik w swoim żywiole – klimatycznych meandrów i swojej wiedzy o tej dziedzinie nauki zaprasza na artykuł. Jest specjalistyczna wiedza, historia, ciekawostki – w życiu nie sądziłam, że tak to właśnie było kiedyś… – Marzanna Leszczyńska Autor artykułu dr Robert Wójcik Paraliż komunikacyjny. Ogromne kłopoty z dostawą prądu: setki wsi, miasteczek, miast odcięte od energii elektrycznej. Zerwane trakcje kolejowe, tramwajowe, ludzie bezdomni zamarznięci, zamknięte szkoły, setki awarii na liniach ciepłowniczych, trudności w odpalaniu samochodów, wielogodzinne opóźnienia pociągów, oblodzone pasy startowe na lotniskach, oblodzone samoloty, fatalny stan czystości powietrza, na SOR ach – kolejki ludzi z połamanymi kończynami, zabłąkane i głodne zwierzęta ….ale finalnie wzrost tak bardzo brakującej dziś „Solidarności” w społeczeństwie… A żyjemy w świecie niezwykłego postępu informatycznego – ale nas nie interesuje pogoda czy klimat – ona nas dopiero zaczyna interesować wtedy, kiedy nam przemarznie pewna część ciała która zaczyna się na literę „d” a kończy na literę „a”. Przełom grudnia/ stycznia / lutego 2026 roku – nie jest jeszcze „zimą stulecia” –, ale jest wyjątkowo mroźny i śnieżny ( w niektórych regionach Polski) i odciska piętno na funkcjonowanie naszego kraju – a zwykłych „Kowalskich” ( takich jak Ty drogi Czytelniku czy ja) „ bije” na portfelu – rachunki za ogrzewanie mieszkania, domu – będą wysokie . Co ciekawe – eksperci są zgodni, że takie sytuacje będą się powtarzały. Pojawia się zatem pytanie, czy jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób wpłynąć na wydarzenia w pogodzie i zastopować bieg takich wydarzeń? Problem jest taki, że bardzo często zapominamy o tym ( a w zasadzie nie wiemy), co działo się w pogodzie na przestrzeni lat czy wieków. Nie pamiętamy niektórych ważnych wydarzeń. Gdy raz sypnęło nam bardzo mocno, od razu nazwaliśmy to wydarzenie „zimą stulecia”. Czy słusznie? Nie do końca – według mnie – absolutnie nie. W XIX wieku i wcześniej, tego typu zimy występowały co chwilę. Na nikim nie robiły takiego wrażenia. Na przestrzeni ostatniego 25 lecia – które można uznać za ekstremalnie ciepłe i wyjątkowo suche, obecne temperatury zimowe szokują i co niektórzy politycy czy rządzący krajami ( szczególnie w kręgach prawicowych) – uważają, że ocieplenie klimatu – to mit i bzdury. Oj mylą się bardzo – bardzo ! Śmiało mogę powiedzieć – a jestem osobą , która kończy za chwilę 67 lat – w trakcie ostatnich pięćdziesięciu lat mieliśmy tylko kilka razy „białe święta” lub inaczej – mroźną i śnieżną zimę. Często bywało tak, że w Wigilię było naprawdę ciepło, a dopiero drugi dzień świąt był ze śniegiem. Zdarza się to bardzo często. Jednak nie w całym kraju. Mamy dużą powierzchnię państwa. Dlatego mówi się, że żyjemy w klimacie zmiennym-przejściowym. Jest w nim zarówno wpływ kontynentalny, jak i morski. Ten drugi pochodzi znad Atlantyku. Jedyna rzecz, której jestem pewny to jest to, że takie anomalie będą się powtarzać. Paradoksalnie słowo „anomalia” jest nadużywanie. Takie sytuacje stają się normą. Zepsuliśmy klimat.  W skrócie: do atmosfery wpuściliśmy za dużo gazu. Chodzi o dwutlenek węgla i metan. Można to zobrazować bardzo prosto. Gdybyśmy stanęli przy „dwóch wielkich szybach” łatwiej byłoby nam to pojąć. W środku pomieszczenia mielibyśmy na przykład 20 stopni, a na zewnątrz minus 10. Ciepło od nas nie ucieka, a mróz nie dociera. Dlaczego? Między „szybami” utrzymuje się gaz. Blokuje wszystko. Działa to trochę, jak… super termos. Niby się nie poparzymy, ale konsekwencje naszych czynów będą złe. Planeta nagrzewa się, a ciepło nie ucieka. Stworzyliśmy „kołdrę gazową”. Błędne koło. Dodatkowo, oceany się ocieplają. Kumulują bardzo dużo ciepła. Mają wpływ na to, co się dzieje w pogodzie i w klimacie całego naszego globu. Klimat – dostał zawrotu głowy – głupieje. A Ziemia kręci się i wszystko wiruje w tym szoku klimatycznym , który nas dotyka – Ba ! – nie dotyka , tylko ustala dziwne reguły gry… Sytuacji z klimatem już nie zmienimy. Możemy ją jedynie powstrzymywać. Bądźmy realistami. Za daleko to zabrnęło. Żyjemy w świecie, w którym przybywa coraz więcej ludzi. W trakcie II wojny światowej na naszej planecie żyło około miliarda ( do półtora) osób. Teraz jest ich ponad osiem. Niebawem doliczymy się dziesięciu miliardów. Klimat psujemy wspólnie od około 200-250 lat – od momentu kiedy wymyśliliśmy pierwszą maszynę parową – za chwile – spalinową.  Zaczęło się to wtedy , gdy na świecie żyło niecałe pół miliarda osób. A teraz? Niech każdy dokończy tę myśl sam. A teraz trochę historii … o zimach – mrozie i śniegu… Najniższa temperatura, jaką kiedykolwiek odnotowano w naszym kraju, padła w 1940 roku w Siedlcach -41°C . Było to w samym środku wojennej zimy, jednej z najostrzejszych w XX wieku. Ludzie marzli wówczas w niedogrzanych domach, a zimno było tak dotkliwe, że metalowe elementy mostów pękały na masową skalę! Zima 1928/1929 to kolejny punkt zwrotny w historii najniższych temperatur w Polsce. W Tarnowie temperatura spadła wtedy do -43°C, aczkolwiek nigdy tego rekordu oficjalnie nie uznano. Ludzie opowiadali, że woda w studniach zamarzała na kamień, a mleko w butelkach rozsadzało szkło. Jeszcze większe chłody nadeszły w styczniu 1987 roku. Pociągi wówczas nie kursowały, autobusy nie odpalały, a rury pękały w całych miastach. To był armagedon. Warszawa notowała -30,7°C, Kielce -33,9°C, a w Zamościu było -31,6°C. Mówiąc o zimnie w Polsce, nie można pominąć miejsc, które regularnie odnotowują najniższe temperatury. Pierwsze na myśl przychodzą Suwałki, od lat określane mianem „polskiego bieguna zimna”. I rzeczywiście – zimy w tym regionie potrafią być surowe, zwłaszcza gdy nad Polskę napływają masy powietrza z Syberii – od carów i Putina… Jednak paradoksalnie, to nie tam notuje się absolutnie najniższe temperatury. Prawdziwym biegunem zimna w Polsce jest bowiem Kotlina Orawsko-Nowotarska i tatrzańskie mrozowiska. Szczególnie fascynujące są Litworowy Kocioł i Dolina Pięciu Stawów, gdzie temperatury mogą spadać do ekstremalnych poziomów. W tych miejscach zimne powietrze nie ma dokąd uciec – zatrzymuje się w kotlinach i nocą wychładza się jeszcze bardziej. W 2010 roku w dolinie Filipka w Tatrach odnotowano -37°C, a w 2012 roku na Hali Gąsienicowej było -35,5°C. Możliwe, że w niektórych niedostępnych dolinach bywało jeszcze zimniej. Co sprawia, że czasami Polska doświadcza temperatur, które bardziej pasowałyby do Syberii niż do Europy Środkowej? Mrozy nie były i nie są jedynie meteorologiczną

Zimy tysiąclecia i stulecia … Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry