styczeń 2026

W Zagrodzie Młyńskiej i u Leśnika w Bogdańcu

24 stycznia 2026 r. Zagroda Młyńska w Bogdańcu zorganizowała dla chętnych spotkanie z historią tego miejsca oraz spacer ścieżką edukacyjną z leśnikiem. Było to spotkanie z cyku ” Z nurtem czasu i Bogdanki” , a przewodnikiem był muzealnik i leśnik, a właściwie pani leśnik- zapraszam na wrażenia – Marzanna Leszczyńska. Zanim opowiem swoje wrażenia zapraszam na fotki połączone z muzyką. Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. W Zagrodzie Młyńskiej w Bogdańcu jeszcze Bożonarodzeniowa sceneria, chociaż choinki się sypią, bo to przecież naturalne świerki. Została jedna – udekorowana przez dzieci – stoi na tle dużych zdjęć wiszących na ścianie, które pokazują skarb niedawno odkryty na tych terenach. W kredensach i szafkach oglądać można dawne świąteczne kartki, w oknach potężne śnieżynki wykonane z białego papieru, rzeźby Szopek Bożonarodzeniowych, są jeszcze świąteczne stroiki na stołach, a nad jednym łóżkiem przykuwa wzrok obraz Matki Bożej w brązach – na miejscu obrazu Chrystusa, który wisiał w Wielkanoc. W Sobotni, styczniowy, mroźny dzień zebrała się grupa 30 osób, która przyszła posłuchać opowiadań dr Mirosława Pecucha o pracy we młynie, życiu właścicieli młyna i mieszkańców wsi Bogdaniec, a że czasy były trudne to i życie było niebezpieczne i relacje ludzkie zagmatwane, trudne i traktowanie niesprawiedliwe . Zgromadzone we młynie eksponaty odżyły przy opowieściach dr Mirosława Pecucha – objaśnił jak ułatwiano sobie pracę , aby nie nosić ciężkich worków na plecach i nie używać dużej siły w pracy przy wytwarzaniu mąki. Są tam żarna rotacyjne, jakich używali Celtowie 2000 lat temu. Ale żeby nie przechodzić nieświadomie obok tych sprzętów, które zgromadzone są we młynie – trzeba posłuchać wiedzy, którą posiadł dr Mirosław Pecuch. Sobotnie spotkanie połączyło się ze spacerem i opowieścią leśnika, a właściwie Pani Leśnik – Aldony – która zrobiła to bardzo ciekawie i z pasją. W terenie zostało nam pokazane praktycznie jak mierzy się wysokie drzewa, Pani Aldona objaśniła jak drzewa bronią się przed zwierzętami, które je uszkadzają i na czym polega trudna praca leśnika, która wymaga wiedzy, doświadczenia , obserwacji i cierpliwości. Trzeba zbierać nasiona, które są zjadane przez ptaki i zwierzęta, a odnawianie niektórych gatunków jest bardzo trudne tak jak chociażby dęba, który odnawia się raz na 8 lat. Leśnicy dbają o zachowanie różnorodności biologicznej. Trzeba odpowiednio prowadzić las, którego drzewa przeznaczone są na meble – to wszystko objaśniła nam Pani Aldona. Bogdaniec ma duże sukcesy w gospodarce leśnej- przyjeżdżają tu czerpać wiedzę Austriacy, Niemcy. To tutaj znajduje się rezerwat cisów, których jest 2000 zresztą jeden z niewielu w Polsce, to tutaj jest 15 gatunków dębów. W XVIII wieku zostały sprowadzone drzewa z Ameryki, ale z obcymi gatunkami trzeba uważać, bo zagrażają naszej biocenozie. Dzisiaj te drzewa są miejscami rozpoznawczymi- punktami spotkań.Po spacerze przeszliśmy do Domu Nadleśnictwa aby dokończyć edukacji. W pięknej sali, przy śpiewie ptaków, rozłożonych na stołach skarbach z lasu Pani Aldona pokazała nam jak wyglądają szyszki różnych drzew i jak je rozróżniać, jak pachnie daglezja ( a pachnie cytrusami}, policzyliśmy igły sosny wejmutki i zobaczyliśmy różne budki lęgowe. Zapamiętamy na całe życie, że karmniki trzeba czyścic, nie karmimy ptaków chlebem ( nad morzem to takie częste obrazki, bo tyle mew się zlatuje) a słoninka nie powinna być słona. Teraz zrozumiałam , że buk w moim ogrodzie nie zrzuci liści jak inne drzewa i będzie miał brązowe liście aż do wiosny, bo taki jest . Nie będę już szukała lekarstwa na szyszki jodły koreańskiej, bo to że one kruszeją na drzewie i nie spadają wynika z natury tego drzewa, a nie z jakiejś choroby. Sala – trzeba przyznać jest okazała, piękna – zachwyca dekoracjami leśnymi. Tutaj wypiliśmy ciepłą herbatkę i poczęstowaliśmy się pieczywem chrupkim z leśnym pesto i leśnymi dżemami. Spotkanie zakończyło się ogniskiem, a Pani Aśka Skrodzka osobiście dbała, aby każdy zjadł przepyszną kiełbaskę z ogniska z bułką. Przemiłe spotkanie, talenty belferskie, wiedza, która każdemu się przyda, a może w dzieciach rozbudzić zainteresowania czy pasje. Gratuluję tak pięknie przygotowanego spotkania – widać nie tylko dobre przygotowanie i pasję do swojej pracy, ale i życzliwość, miłą atmosferę i po prostu serce. Miejsca urocze, naturalne, lepszego nie można sobie życzyć dla spędzania wolnego czasu i wychowywania naszej młodzieży i dzieci. A przybyłe dzieci miały się tutaj znakomicie – grzeczne, aktywne, zaangażowane, zaciekawione, nie narzekające na nic – były do końca. Zagroda Młyńska żyje, nie jest tylko muzeum. Radni powinni wspierać takie miejsca, aby się rozwijały i nie były ograniczane brakiem środków na promocję, materiałów do celów dydaktycznych. To jest nie do pomyślenia, że miasto wydaje miliony corocznie na skompromitowany żużel, dowiadujemy się właśnie o nieprawidłowościach w kontrolach i zawiadomieniach organów ścigania , a prezes z cygarem mówi w sprawie dotacji dla Stali : „Wyciszać , a nie nagłaśniać”. ile za te wywalane w czarną dziurę pieniądze powstałoby pożytecznej pracy na rzecz naszych dzieci takich inicjatyw jak ta – inicjatywa dobra dla dorosłych też. Komercji jest wszędzie po kokardy, tutaj jest gwarancja oryginalności, bo tworzą to miejsce dobrani, pracowici i mądrzy ludzie . Marzanna Leszczyńska

W Zagrodzie Młyńskiej i u Leśnika w Bogdańcu Dowiedz się więcej »

Krzyże nie tylko w kościele

„Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie” „Jeśli będziemy bronić krzyża to z pewnością przetrwamy” Jan Paweł II Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej – uruchomi krótki film . Ten tekst dedykuję przede wszystkim tym, którzy nie chcą krzyża w przestrzeni publicznej i uważają, że Jego miejsce jest tylko w kościele, tym którzy w sposób niewiarygodnie lekceważąco odnoszą się do Opatrzności Bożej i wypowiadają się w duchu takim, że skoro ludzie dopuszczają się aktów wandalizmu na krzyżach i figurach Matki Bożej i nie widzą natychmiastowej każącej reakcji Boga – który przecież może wszystko – to znaczy według nich, że cała religia katolicka jest jednym wielkim kłamstwem, a stawianie krzyży w szkołach to ciemnogród, średniowiecze. Napomknę tylko, że jeden z kandydatów na prezydenta Polski w wyborach roku 2025, krótko przed swoim startem ogłosił w swoim programie, likwidację krzyży w szkołach, urzędach. Jak to w Polsce rozpętała się burza i protest wielu środowisk. Zorientował się szybko, że może to zaszkodzić jego wygranej, więc się sprytnie wycofał z tego punktu. Chociaż jego zwycięstwo było niemalże przesądzone, to jednak wybory – mimo wielkiej przewagi finansowych nakładów i medialnych starań – przegrał. Nie tylko przegrał, ale został ośmieszony stając się dwugodzinnym prezydentem Polski. Zadaję tym wszystkim zbuntowanym i pogardzającym krzyżem ludziom pytanie: czy naprawdę uważacie, że Ktoś kto wszystko może czyli Bóg , będzie się zniżał do takich jak wy i na wasze zawołanie będzie robił przed wami jakieś cuda? Jest takie jedno stare, ale dobre powiedzenie: „ Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Pożyjecie, zobaczycie. Nie będę pisała o Polsce, w której jest dużo kapliczek, krzyży przydrożnych, jest większy niż w Rio de Janeiro Pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie, ale zatrzymam się na trzech krajach, w których miałam przyjemność być na krótko i ten pobyt otworzył mi oczy, zaskoczył mnie i skłonił do skromnej osobistej refleksji – jest to Malta. Portugalia i Toskania we Włoszech. Plaża na Gozo – maltańskiej wyspie wprawiła mnie w osłupienie gdy zobaczyłam na niej potężną, bielącą się w oddali figurę Maryi. Widok dla mnie niespotykany nigdzie indziej. W oddali na wzgórzu wznosi się ogromny posąg Chrystusa Króla – taki na wzór naszego w Świebodzinie czy najsłynniejszego w Rio de Janeiro. Na Gozo jest wiele zabytkowych uliczek z przepięknymi domami, a niemal przy każdym domu stoi krzyż, kapliczka. Wielkim ewenementem są małe jaskinie, które mieszczą się w prywatnych domach – można je zwiedzać – umawiając się z właścicielami tych posesji. Zwiedziłam Xerris Grotto. W pięknym domu przy zejściu krętymi, wąskimi wykutymi w skale schodami do jaskini stoi dużych rozmiarów – wielkości człowieka – fotografia Anthoniego Xerrisa z 1923 roku, który odkrył grotę podczas kopania studni, gdy szukał miejsca osiedlenia się. Całą nieprawdopodobną historię tego miejsca opowiedziała nam córka bądź wnuczka Xerrisa. W tym domu przy tej grocie stała ogromna Szopka Bożonarodzeniowa, którą Xerris wszystkim zwiedzającym pokazywał mówiąc, że miejsca swojego osiedlenia ze studnią i grotą nie znalazł przypadkowo, ale dokładnie została mu ona wskazana i podpowiedziana – a zawdzięczał to Bogu i przez tę historię uczynił misję przekazania światu, że Bóg istnieje i to On pokierował Jego szczęśliwym życiem. Byłam też w muzeum państwowym na Malcie i na wyświetlanym filmie multimedialnym pokazującym historyczne wydarzenia wyspy, bitwy – dużo mówiono o kontekście religijnym i splocie cudownych wydarzeń, ingerencji Maryi. Portugalia – 40 km od Lizbony Cabo da Roca – najdalej wysunięty na zachód przylądek Europy. Miejsce gdzie mocno wieje, a fale Oceanu Atlantyckiego dają niezwykłe widowiska zwłaszcza gdy uderzają o skały – wypluwają wodę ze szczelin dają przedziwne spektakle i odgłosy jak z piekielnych otchłani. Kelner z tutejszej przybrzeżnej restauracji – niezwykle położonej, w której zjadłam najlepszą zupę dyniową jaką próbowałamw życiu – człowiek o wielkiej kulturze, perfekcyjnym języku angielskim powiedział mi : „ Jestem tu codziennie, ale widoki się nie powtarzają”.Tutaj na Cabo da Roca na najdalej wysuniętym na zachód punkcie kontynentalnej Europy umieszczono betonowy potężny krzyż z napisem symbolizującym historyczne znaczenie tego miejsca, które do XV wieku aż do odkrycia Ameryki uznawano jako „koniec świata”. Wyryto tam cytat poety Luisa Vaz de  Camões : „Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna”. W samej Lizbonie z wieży Belem widać potężny posąg Jezusa rozpościerającego swoje ręce nad miastem tak jak Chrystus w Rio de Janeiro. W grudniu, w czasie Świąt Bożego Narodzenia oprócz masy światełek w kształcie gwiazdek, Mikołajów, choinek, kokardek, bombek są Szopki przedstawiające Św. Rodzinę. Na koniec Toskania czyli niezwykle urokliwy region we Włoszech. Nie dziwię się tym, którzy po powrocie z Toskanii urządzają swoje domy po toskańsku, albo przenoszą się tam. Miałam okazję mieszkać niedaleko słynnego Montepulciano, gdzie nagrywano „Zmierzch”, jeździłam elektrycznym rowerem po polach gdzie jest „vija z Gladiatora”.To bajeczna kraina – nie zejdziesz tego na pieszo, bo za duże przestrzenie, samochodem nie zakosztujesz uroków, bo zbyt szybko umykają, zwykłym rowerem nie dasz radę, ale rower elektryczny jest najlepszy. XVII- nasto wieczny dom, który wynajęliśmy na tygodniowy pobyt dawał wyjątkowe możliwości zwiedzania i smakowania Toskanii. Dom położony na wzgórzu, otoczony gajami oliwnymi. Luksus polegał na tym, że mieszkaliśmy tam tylko my czyli 9 osób i nie dzieliliśmy go z innymi nieznajomymi. Mieliśmy szczęście, bo kaprys właściciela posesji nie zawsze sprzyja, że dom jest do wynajęcia. Mogę powiedzieć, że ta miejscówka należy do jednych z najatrakcyjniejszych z jakichkolwiek korzystałam. Właściwie to dom, miejsce jest tak wyjątkowe, że nie trzeba się nigdzie ruszać, aby wystarczająco pobyć i wypocząć. Wstawaliśmy wczesnym rankiem, aby podziwiać spektakularne wschody słońca nad winnicami z perspektywą na polach, mgły, zapachy, kolory nieba – każdy poranek inny, niepowtarzalny. Biesiadowanie w tym domu, przygotowywanie posiłków z tego co zakupiliśmy na targu – to była wielka przygoda. Tym miejscem należało się delektować. Toskania to wyjątkowe zapachy ziół. I pokoje…Są jak z obrazów Rembrandta. Piękne meble, estetycznie zasłane łoża,a nad każdym łóżkiem „Maryjka”.Tak jest w każdym pokoju, nad drzwiami jadalni, we wszystkich wspaniałych restauracjach – „Maryjki”. „ Maryjki” nie tyle obrazki co mające srebrny kolor metaloplastyczne płaskorzeźby. Zabytkowe uliczki posiadają niezliczone ilości kapliczek przy okazałych kamienicach, na rogach ulic. Toskania bez tych figurek, „Maryjek” i krzyży nie

Krzyże nie tylko w kościele Dowiedz się więcej »

Aniołki w Łagowie w Święto Trzech Króli

Popłakałam się ze wzruszenia na Święcie Trzech Króli w Łagowie Lubuskim. Zapraszam na zdjęcia ze śpiewem malutkiej uzdolnionej solistki , tym bardziej, że śpiewała piosenkę bez podkładu muzycznego, co podkreśliło talent dziecka. Uważam, że lepiej nie można też podkreślić czystości i wielkości Bożego Dzieciątka. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. Po mszy świętej w zabytkowym kościółku przy Zamku Joanitów wyruszył Orszak Trzech Króli. Słychać go było aż przy kinie Świteź, bo szli z kolędą na ustach z Gwiazdą Betlejemską na czele. Wyglądało to imponująco, gdy długi ciąg mieszkańców przeszedł pod tunelem zabytkowej baszty i zakręcił do amfiteatru u stóp Zamku Joanitów. W Orszaku szło dużo ludzi i dzieci, maluszki pięknie ustrojone jak aniołki, chociaż w kurtkach, bo przecież zima i tęgi mróz – na pewno powyżej 10 stopni Celsjusza. Moi drodzy żadnych koni! Żadnych chińskich smoków, żadnych duchów na szczudłach i innych powozów, żadnych kamer i mikrofonów… Na scenie u stóp zamku dzieci przedstawiły Jasełka w sposób prześliczny, wzruszający – cała uroczystość należała do nich. Dorośli, rodzice, ksiądz i nauczyciele pozostali w ich cieniu, dyskretnie ukryci, czuwający nad wszystkim, eksponujący te maluszki w większości przecież. To one miały być aktorami to one miały oddać cześć narodzonemu Jezusowi. Moi drodzy TO BYŁY DZIECI, nie władze miasteczka, które przy okazji sprytnie lansują się, aby kodować się widzom w przyszłych wyborach aby zostać utrwalonymi na zdjęciach i filmach, paradujących w togach i koronach – tak jest we wszystkich miastach. Tu były DZIECI, w większości z przedszkola z pobliskiego Łagówka dały wzruszający spektakl jasełkowy przedstawiony z zachowaniem tradycji. Było dużo kolęd, niewiele słów, a te wypowiedziane dziecięcymi głosikami, jeszcze z tymi wadami wymowy , które przysługują rozwojowi mowy są szczególnie ujmujące. Przepiękną kolędę Kuby Badacha „ Mario czy Ty wiesz” wyraziła formacja taneczna dziewczynek – bardzo ładnie zatańczoną w rytmie, z dramatyzmem, z użyciem welonów. Prześlicznie piosenkę o choince i drugą o małym Dzieciątku zaśpiewała dziewczynka trzymająca serduszko w ręku – przepowiadam jej jakiś sukces, bo to dziecko utalentowane w śpiewie. Powtarzam, że zaśpiewała trudną piosenkę bez podkładu muzycznego , pięknych słowach – tak właśnie można najbardziej oddać klimat dramatycznych tamtych wydarzeń i ubóstwo Bożej Rodziny. W centralnym miejscu uwagę skupiała czuwająca przy żłóbku – Maryjka z Józefem. Maryjka po prostu zjawiskowa, Józef – prawdziwy opiekun. Dzieci tak przebrane, że ściskało za serce, od nich biło szczególne światło. 6 stycznia 2026 roku przy Zamku Joanitów nagromadziła się armia aniołków – niewinnych, szczerych, nieskalanych, grzecznych, cierpliwych. Przed sceną temperaturę podgrzewały trzy koksowniki , można było zjeść pyszny bigos, pierogi, krokiety z barszczem, wypić ciepłą herbatę lub grzańca – za co łaska. Atmosfera niesamowita, swojska, bardzo przyjazna. Widać wspólnotę mieszkańców. Wypada tylko pogratulować. Podziw wzbudza ten dar dawania, nie lansowania się, tak dzisiaj widoczny w sposób bezwstydny. Ktoś miał wspaniały pomysł, odważny i bardzo oryginalny. Wyszło baaaaaaardzo artystycznie . Daliście, ale już otrzymaliście. Otrzymacie, bo w ten sposób wychowujecie dobrze swoje dzieci. Owoce już widać. Obserwowałam jedna dziewczynkę, która przyszła się ogrzać po występie. Była taka zmarznięta, płakała bezgłośnie, wyciągając rączki do ogniska, mamusia pochylała się nad nią podając jej kubek herbaty do ust. A ona nie wyładowywała swojej złości tylko cicho płakała. To było widowisko – klasa. Organizatorzy nie zapomnieli o jednym, że to było wydarzenie religijne. Mogłyby się od Was uczyć wielkomiejskie ośrodki, które w większości „odkleiły się” w jakimś niezrozumiałym kierunku prezentując przerost formy nad treścią i zapominając o najważniejszym. Kliknij na czerwony prostokąt z białą strzałką a otworzy się piosenka o choince śpiewana przez małą dziewczynkę. Marzanna Leszczyńska ogrzewająca się zimową herbatką w Uroczym Zamku Joanitów. Muszę jednocześnie przyznać, że w „Leśniku” całego ośrodka strzeże niczym ” Cerber” blond „Stróżyca” i z wielką zajadłością pilnuje toalety. Nawet gdyby człowiekowi leciało po nogach to na żadne prośby i za żadne pieniądze nie wpuści. Nie tylko w Wigilię trzeba mieć trochę serca , ale w Święto Trzech Króli może tez.

Aniołki w Łagowie w Święto Trzech Króli Dowiedz się więcej »

„Wszeteczni” polscy królowie i książęta…

Tekst dr Robert Wójcik Walczyli z rywalami, zdobywali ziemie, rządzili mądrze lub niezbyt mądrze. Polscy władcy to nie tylko dostojne postacie z dawnych malowideł. Najwyższa pozycja w państwie pozwalała im luźniej traktować niektóre moralne nakazy i zakazy. Czasem ku zgorszeniu najbliższego otoczenia, czasami za jego przyzwoleniem. Kim byli najbardziej rozpustni władcy Polski? Postrzeganie władcy w dużej mierze zależało od tego jak go postrzegali jemu współcześni. Jeżeli był lubiany, to patrzyli przez palce na jego wybryki. Król był traktowany jak reprezentacja swojego królestwa. Dla autorów średniowiecznych grzeszność króla ściągała gniew Boga na cały naród. Dlatego czasem niepowodzenia i klęski kraju wiązano ze złym prowadzeniem się władcy. Z drugiej strony jeszcze starszy był archetyp (pierwotny wzorzec lub pierwowzór postaci, motywu, symbolu czy schematu zachowania, głęboko zakorzeniony w ludzkiej psychice i kulturze, wspólny dla wszystkich ludzi niezależnie od epoki czy miejsca) władcy-ojca narodu. Jego potencja seksualna oznaczała płodność i dobrobyt, a zdolność do spłodzenia dużej ilości potomków pozwalała nawiązywać sojusze z innymi krajami i zapewniała ciągłość dynastii. Władcy Słowian przed chrystianizacją praktykowali wielożeństwo, tak jak wielu starożytnych władców wielkich cywilizacji Bliskiego Wschodu. Dla chrześcijańskich kronikarzy to jednak była praktyka „dzikich” pogan, którą należało wyplenić. To zmieniło się w renesansie. W okresie renesansu posiadanie kochanek nie było aż tak silnie potępianie jak w poprzedniej epoce. Nieślubne dzieci mieli szlachcice, królowie i duchowni. Nierzadko zdobywały one wysoką pozycję w państwie czy lokalnej polityce samorządnego miasta. Ten model był powszechny przede wszystkim na Półwyspie Apenińskim. Wielu papieży nie kryło się ze swoimi romansami i promowało otwarcie swoje nieślubne dzieci. Nie było wcale rzadkością, że same matki pchały następców tronu w ramiona doświadczonej kochanki, która zarazem była szpiegiem królowej-matki. Model dotarł i do Polski wraz z włoskimi nauczycielami królewskich dzieci, a przede wszystkim z dworem Bony Sforzy. Przymykanie oka na kochanki królów było jeszcze bardziej powszechne w czasach demokracji szlacheckiej. Wobec możliwości wyboru władcy spośród szlachty potomstwo nie było pierwszym jego zmartwieniem. Ważne, żeby nadawał się do zadań jakie w danym momencie stały przed krajem. W XVIII wieku rozwiązłość na dworach królewskich – tym razem głównie na wzór Wersalu – była po prostu w modzie, a faworyty królewskie miały ogromny wpływ na politykę i decyzje personalne władcy. Średniowieczni władcy Polski byli znani z gwałtownego charakteru, co było uważane przeważnie za dobrą cechę. Do ich wybryków seksualnych kronikarze odnosili się różnie. Bolesław Chrobry – z pewnością dokonał przynajmniej jednego, szczególnie haniebnego gwałtu na kijowskiej księżniczce, kiedy zdobył to miasto. Był to jednak raczej akt polityczny. Wiemy, że Chrobry był człowiekiem bezwzględnym, raczej okrutnym niż rozpustnym. Przecława , którą zgwałcił i uprowadził jako nałożnicę z Kijowa, odgrywała w konflikcie z Jarosławem Mądrym ważną rolę polityczną. W ten sposób nie tylko zdobył kobietę, której pożądał, ale upokorzył swojego przeciwnika i jego sojuszniczkę. Jako oznakę politycznej bezwzględności czyn ten był chwalony przez kronikarza. Władysław Laskonogi – nie tylko słynął z rozpusty, ale zginął z rąk dziewczyny, którą prawdopodobnie chciał wziąć gwałtem. Zabójczyni księcia była Niemką i zdecydowanie ich spotkanie nie miało nic z miłosnej schadzki. W późniejszej kronice Jan Długosz , opierając się na nieznanych źródłach, stwierdził wprost, że Laskonogibył nielubiony z powodu „rozpusty i wszeteczeństw”. Kazimierz Wielki – to chyba najbardziej znany lubieżnik wśród Piastów. Z całą pewnością wiemy, że miał słabość do wielu kobiet, Jan Długosz (choć nie wiadomo na jakiej podstawie) przypisuje mu nawet tworzenie rozbudowanego haremu . Faktem jest, że jeżeli jakaś pani działała na jego zmysły, to nie miało znaczenia czy była chłopką, mieszczką czy szlachcianką, chrześcijanką czy żydówką. Jedna z jego najsłynniejszych kochanek to przecież, na wpół legendarna –Esterka. To z jej powodu miał Kazimierz rozszerzyć prawa Żydów w Polsce. Wcześniej kochanką, a potem żoną króla była czeska mieszczka – Krystyna Rokiczana. Kronikarze wspominają też o córce kasztelana sieciechowskiego – Cudce. Jednym z największych żartów historii było to, że Kazimierz, mając wiele nieślubnych dzieci (w tym zdrowych synów), nie doczekał się prawowitego potomka. Paranoja – a niby taki mądry król – Bo zastał Polskę drewnianą – a zostawił murowaną. Wiemy, że kochanki mieli też Mieszko II, Bolesław Śmiały i książę sandomierski Kazimierz Sprawiedliwy. Jednak to nie rozpusta była główną wadą przedstawicieli tej dynastii. Jagiellonowie na tle innych renesansowych rodów Europy wypadają raczej blado (lub jak kto woli – cnotliwie…). Ten obraz w oczach Polaków utrwalił przede wszystkim Kazimierz Jagiellończyk. Król z pewnością aniołem nie był, ale unikał alkoholu, dbał o higienę i tężyznę fizyczną oraz płodził kolejne dzieci z niezbyt urodziwą, ale prawowitą żoną – Elżbietą Rakuszanką. Maciej z Miechowa twierdzi jednak, że król lubił uciechy łoża i stołu, miał też kochanki. Jednak dbał o wizerunek i nie zatracał się w rozpuście. Był przede wszystkim władcą i odpowiedzialnym politykiem. Kto z tej dynastii zasłużył na miano naprawdę rozwiązłego władcy? Przede wszystkim dwóch królów: Jan Olbracht – nigdy się nie ożenił, ale od miłości cielesnej nie stronił. Lubił też dobrze zjeść, a przede wszystkim obficie wypić. Kronikarze zapisali, że co najmniej raz wdał się w bójkę po pijaku. Przyczyną bezpotomnej śmierci polskiego króla była prawdopodobnie kiła, co jest najlepszym świadectwem „ciekawego” życia jakie prowadził. Możliwe jednak, że tak jak jego ojciec i bracia miał skłonność do udaru mózgu i chorób układu krążenia. Poza tym był człowiekiem renesansu – lubiącym naukę, sztukę, ale i dobrą zabawę. Rozpusta na pewno nie była jego dominującą cechą. Zygmunt II August – być może postać tego króla została uromantyczniona, ale bardziej pasuje do niego określenie „kochliwy” niż „rozpustny”. Mówi się nawet, że w ramionach kobiet szukał ucieczki od swojej depresji, zimnej relacji z matką, a później lekarstwa na liczne dolegliwości. Chociaż nie stronił od kochanek, prawdziwą miłością jego życia była (podobno równie rozwiązła…) Barbara Radziwiłłówna. Ten król jest może bardziej znany jako patron okultyzmu niż rozpustnik. Co czyni go postacią równie ciekawą, ale z zupełnie innych powodów. Chętnie współpracował z ówczesnymi magami, alchemikami oraz astrologami. Jednym z jego celów miało być przecież przywołanie ducha ukochanej Barbary. Zmieniały się czasy, obyczaje i kryteria wyboru władcy. Tylko Wazowie liczyli na zakorzenienie na polskim tronie. Co oczywiście nie powstrzymywało ich przed romansami. Z tej dynastii najbardziej rozpustny był Jan Kazimierz– młodszy syn Zygmunta III Wazy. Jego

„Wszeteczni” polscy królowie i książęta… Dowiedz się więcej »

REWAL PO SYLWESTRZE 2025 ROKU

Przyjechałam na Sylwestra w Rewalu. W pierwszy dzień Nowego 2026 roku poszłam na spacer do Trzęsacza i to co zobaczyłam na klifie mnie przeraziło…Zapraszam na tekst, zdjęcia tego czego już nie ma i muzykę – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film . Nie mieszkam nad morzem Bałtyckim, ale często nad nie przyjeżdżam – właśnie do Rewala. Uwielbiam nasze polskie morze, które ma na mnie niezwykle dobroczynny wpływ o każdej porze roku. Jest to doskonały wpływ zdrowotny, ale też wszelki inny wpływający na moje rewelacyjne samopoczucie. Przyjeżdżałam też spędzić tu Sylwestra. Dwa razy wybrałam się na – trudno to nazwać balem – po prostu Sylwester w lokalu. Restauracja „ Kalifornia” w Rewalu co roku organizuje takie imprezy. Nie mam jakiś rewelacyjnych wspomnień, bardzo podobna impreza do takich jakie przeżywałam w innych miejscach kraju. Na pewno było więcej Niemców, którzy dali się zauważyć – ponieważ Sylwester zakończył się śpiewami gości przy stołach. Atrakcje wieczoru takie jak wszędzie- para pokazująca taniec towarzyski, tańczący miś, żadnego nawiązania do regionu, a szkoda bo tutaj możliwości jest wiele i aż by się prosiło… Szczerze powiem, że tacy ludzie jak ja, którzy największą frajdę mają z samego pobytu nad morzem – wystarczy spacer, butelka szampana zabrana na spacer i wypita na plaży, a muzyką szum fal… Znam siebie. a bywało też tak, że siedząc w lokalu na tym Sylwestrze tęskniłam za wyjściem na właśnie taki spacer, więc po co wydawać nie małe pieniądze, gdy myśli wędrują gdzie indziej? Całkiem inaczej odbiera się wyjście z lokalu na chwilę, aby zobaczyć sztuczne ognie gdy wymykamy się z ciepłego lokalu nakrywając się paltem , w tych cienkich sukienkach, pantofelkach niż w odpowiednim ubraniu i na długo, gdy nie targa człowiekiem powinność powrotu…Aura Sylwestrowej nocy 2025 roku sprzyjała spacerom, było bezwietrznie, bez deszczu, śniegu, nie tak znowu zimno – dzień wcześniej nikt się nie spodziewał takiej łaskawości Neptuna, który rozpętał sztorm w końcówce roku i go wyciszył na Sylwestrową Noc. W pierwszy dzień Nowego Roku 2026 wybrałam się do Trzęsacza pod mury legendarnego kościoła, którego zabrało morze. Tam jest punkt widokowy i trasa spacerowa urokliwym klifem w kierunku Rewala – moja ulubiona, uważam, że znacznie ciekawsza, niż kawałek pokryty kostką brukową oświetlony latarniami od latarni w Rewalu do Niechorza. Zresztą opisałam go cztery lata temu : https://idealzezgrzytem.pl/2022/11/29/retrospekcje-z-rewalskiego-klifu/ Oczom nie mogłam uwierzyć gdy tamtędy szłam właśnie teraz. To miejsce jest nie do poznania. Dużo drzew wyciętych, fragment ze starymi brzozami tymi pochylonymi od wiatru już nie istnieje, dużo kawałków drewna, powyrywanych korzeni. Równolegle do starego traktu wytyczony jest drugi trakt, a jeden od drugiego teraz odgradza wąski pasek zieleni. Wytyczona jest droga wbitymi kijkami. Pytanie co się tam dzieje? Co tam się planuje? Aż strach pomyśleć? Mam nadzieję, że to nie pomysł odsłonięcia widoku morza dla nowoczesnych apartamentowców – to byłoby fatalne. Coraz mniej dzikich, naturalnych skrawków terenów w Rewalu. Co tam będzie ? Wszak nie muszę pytać, już niedługo się okaże bo czas wszystko odsłoni. A ja tymczasem zapraszam na zdjęcia z klifu jaki zastałam podczas noworocznego spaceru. Marzanna Leszczyńska

REWAL PO SYLWESTRZE 2025 ROKU Dowiedz się więcej »

Trzej Królowie … inaczej …

Dr Robert Wójcik o Trzech Królach w Święto obchodzone co roku 6 stycznia. 6 stycznia, czyli Dzień Objawienia Pańskiego i święto Trzech Króli to jedno z najstarszych świąt w historii, które swoimi korzeniami sięga aż III wieku. Wtedy było ono jednak obchodzone jako rzeczywiste Boże Narodzenie, jedynie pod koniec IV wieku nastąpiło rozłączenie tych dwóch świąt. Od tego czasu chrześcijanie mieszkający na wschodzie Imperium Rzymskiego tego dnia celebrowali przybycie do Betlejem i oddanie pokłonu małemu Jezusowi przez mędrców ze Wschodu oraz ofiarowanie Mu darów: złota (100 gramów złota w formie sztabki kosztuje w grudniu 2025 roku około 50 000 – 54 000 zł brutto) , kadzidła(  symbolizuje boską naturę Jezusa, Jego godność kapłańską oraz rolę pośrednika między Bogiem a ludźmi, a jego dym wznoszący się ku niebu symbolizował modlitwy) i mirry( wonna, gorzka żywica pozyskiwana z drzew balsamowca – Commiphora – – rosnących w Afryce i na Bliskim Wschodzie, znana od starożytności jako cenny dar, kadzidło, lek i środek balsamujący. Ma ciepły, balsamiczny zapach, a jej właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne i kojące znajdują zastosowanie w aromaterapii, medycynie ). Imiona – wiele dyskusji od wieków wywołuje także kwestia imion trzech mędrców. Najczęściej mówi się jednak o imionach takich jak Kacper (Jaspar, Gaspar, Gathaspa, Jaspas), Melchior (Melichior) i Baltazar (Balthasar, Balthazar, Balthassar, Bithisarea).  Pochodzenie – Kacpra (Gaspara) najczęściej określa się jako króla Indii, Melchiora jako władcę Persji, zaś o Baltazarze niekiedy mówi się jako o królu Arabii lub Etiopii. Dary – prezenty przekazane przez królów Jezusowi są różnie interpretowane, dlatego niezmiernie ważna jest ich symbolika. Złoto to symbol godności królewskiej Chrystusa – poprzez to królowie udowodnili, że naprawdę traktują Go jako prawdziwego króla. Kadzidło to natomiast symbol godności kapłańskiej Jezusa – znak tego, że nie jest on zwykłym człowiekiem. Z kolei mirra podobno symbolizowała męczeńską śmierć, która czekała Go w dorosłym życiu. Ciekawostka – wokół przyszłości darów krąży wiele legend. Jedna z najciekawszych mówi o kradzieży złota przez dwóch złodziei, którzy zostali później ukrzyżowani razem z Jezusem, natomiast ta najpopularniejsza przekazuje, że złoto zostało wykorzystane przez Marię i Józefa, kiedy musieli uciekać z Betlejem przed Herodem, który, jak wiemy, chciał zamordować Jezusa. Nie tylko złoto ma swoje ciekawe historie. Istnieje także opowieść mówiąca o tym, że mirrę wykorzystano do namaszczenia ciała Chrystusa po Jego ukrzyżowaniu.  W klasztorze św. Pawła na górze Athos w Grecji znajduje się pochodząca z XV wieku skrzynia z umieszczonymi w niej rzekomymi darami mędrców… Trzej Królowie – według niektórych badaczy w przenośnym znaczeniu mają oni utożsamiać trzy etapy życia człowieka, a także trzy aspekty etniczne. Najczęściej możemy zauważyć starszego człowieka przedstawianego z białą brodą, który ofiarowuje złoto – Kacpra. Melchiora widzimy jako człowieka w średnim wieku, który przekazuje Jezusowi kadzidło, natomiast Baltazar, najczęściej czarnoskóry, to młody człowiek, który składa w darze mirrę. Mogli być zaratusztriańskimi kapłanami,(„Zaratusztrianizm” – także mazdaizm – był religią ludów posługujących się językami irańskimi, które przybyły z Azji Środkowej ok. 1000 lat p.n.e. i osiedliły się na Płaskowyżu Irańskim), albo też astrologami wnikliwie obserwującymi niebo. Niektórzy twierdzą, że byli bogaczami z różnych zakątków świata. Mogli też w ogóle nie istnieć, a opowieść o nich jest jedynie symboliczną legendą biblijną. Kim byli Trzej Królowie i dlaczego ich święto było jednym z najważniejszych w Kościele? Jak to zazwyczaj bywa w historii, o trzech królach wiemy znacznie więcej niż znaleźć możemy na ich temat w źródłach. Tradycja dopisała wspaniałą opowieść o bogatych monarchach z różnych stron świata– Kacprze, Melchiorze i Baltazarze – którzy za wskazaniem gwiazdy przybyli do betlejemskiej stajenki, aby oddać hołd nowonarodzonemu Chrystusowi i wręczyć mu wspaniałe dary. W takiej formie wyobrażenie o niezwykłych przybyszach utrwaliło się w kulturze chrześcijańskiej i narracji o narodzinach Jezusa. Zwyczajowo świętem Trzech Króli nazywane jest też obchodzone 6 stycznia święto Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego. W tych dniach ani żadne jasełka, ani rozliczne atrapy groty bożonarodzeniowej nie mogą obyć się bez tajemniczych wędrowców w bogato zdobionych szatach. O śpiesznie dążących do Betlejem monarchach mówi też tekst znanej polskiej kolędy. Problem w tym, że najbardziej pierwotny ze znanych nam przekazów dotyczących ich wizyty – nie mówi ani o królach, ani o imionach, ani – co więcej – nie określa żadnej liczby. Pierwszą – i jedyną w Nowym Testamencie – wzmiankę opisującą to wydarzenie znajdujemy w Ewangelii według św. Mateusza. Ewangelista pisze o nim tak: „Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela». Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny”. W polskim tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia, skąd pochodzi powyższy fragment, przybysze nazywani są nie królami – jak nakazywałaby tradycja – lecz mędrcami. Nie jest to w polskich tłumaczeniach pojęcie nowe. Jeśli bowiem sięgniemy do Wulgaty (łacińskie tłumaczenie całej Biblii, stworzone głównie przez św. Hieronima w IV/V wieku, które stało się oficjalnym i powszechnie używanym przekładem Pisma Świętego w Kościele Rzymskokatolickim przez wiele wieków, aż do czasów współczesnych), albo – być może pierwotnej – greckiej wersji ewangelii, to tam również nie znajdziemy słowa o monarchach, lecz

Trzej Królowie … inaczej … Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry