grudzień 2025

Mierzęcin- zaczarowane choinki Alicji

W pewien grudniowy, zwyczajny, słoneczny dzień 2025 roku udałam się do pałacu w Mierzęcinie specjalnie po to, aby zobaczyć jak jest udekorowany na Święta Bożego Narodzenia. Zachęcam, aby samemu zobaczyć nie tylko jak jest w środku pałacu, ale również w obejściu. W tym roku przy fontannie do pałacu zaprasza zielona świerkowa brama przystrojona czerwonymi bombkami, które jakby rozsypały się na bukszpanowy żywopłot. Przy drzwiach stoją jak żołnierze na warcie dwie doniczki z ostrokrzewem na nóżce. Wypatruję jak zwykle tego co nie komercyjne, wykonane ludzkimi rękami, inne – taka już jestem. Pani Izabella Serafin – pracująca jako grafik komputerowy, która wykonała tak wiele karykatur i portretów kiedyś tak powiedziała o Pałacu w Mierzęcinie – „ Tam jest na tyle pięknie, że za wiele nie trzeba”… W pierwszych latach funkcjonowania pałacu zaraz po odbudowie było inaczej, naturalnie. Jeszcze dzisiaj po niemal dwudziestu latach często słyszę, że dekoracje w tamtym czasie były niesamowicie piękne i zadziwiały swoją oryginalnością i tym, że były naturalne. Ludzie zjeżdżali z okolic, aby je zobaczyć, z dalekiego Gorzowa Wielkopolskiego również, bo wieść się niosła – chociaż nie było jeszcze mediów społecznościowych. Chcę napisać i przypomnieć, że tak bajkowo było dzięki Pani Alicji Wójcik, która pracowała tam wtedy jako „specjalista do spraw terenów zieleni”a potem dodano jej funkcję kierownika hotelu. To Pani Alicja jest twórcą całego założenia parkowego w obiekcie Pałac Mierzęcin i oczywiście ogrodu japońskiego (który niestety nie doczekał się nazwy własnej). Na zdjęciu Alicja Wójcik Dzisiaj zapraszam w podróż w latach 2000- 2008 i na krótkie wspomnienia dr Roberta Wójcika ( męża Alicji Wójcik) o tym jak te przepiękne dekoracje Bożo-Narodzeniowe przed Wigilią wtedy powstawały. Zapraszam na zdjęcia dekoracji świątecznych w Pałacu – nie są idealnej jakości, ale to dokument tamtych czasów – ,które się przecież już nie powtórzą. Tutaj w świątecznym klipie z muzyką K. Praisnera. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótki film z przeszłości – Marzanna Leszczyńska Tekst dr Robert Wójcik „Wszystko było planowane praktycznie już od listopada ,a w zasadzie od lipca – ponieważ trzeba było już zbierać pewien materiał roślinny . Wszystko było planowane – szkice, rysunki – i najważniejsze było to – czy to jest wykonalne?. Alicja bardzo często rozmawiała z załogą parkową. Był podział – Panowie – kwestie techniczne – Panie– ogromna pomoc w stworzeniu tych dekoracji. Ja byłem tylko odpowiedzialny za materiał – aby to zrobić i stworzyć – absolutnie nie uczestniczyłem w żadnych pracach – byłem tylko – dostawcą odpowiednich materiałów czy towarów. Autorką, pomysłodawcą wszystkich dekoracji była tylko Alicja – Natomiast Panie tzw. „ parkowe” – ogromnie jej pomagały i uczestniczyły we wszystkim – to była potężna praca zespołowa – od rana do wieczora – Jaki tam był duch … jaka atmosfera – to było ogromnie budujące dla tych naszych pracowników – a my z nimi też ogromnie to przeżywaliśmy i cieszyliśmy się. Nam zależało przede wszystkim na tym – aby wszystkich zaskoczyć – i żeby było „ bajkowo” . I tak zawsze było . Co roku był inny pomysł i inne kompozycje. Staraliśmy się jak tylko było to możliwe. Zawsze było pięknie – i ludzie podziwiali – nie tylko z Gorzowa – z całej Polski. Ale wszystko ma swój koniec. Co do ludzi – ekipa męska – to byli Panowie Robert, Darek, Jurek, Marcin, Władek. Pan Robert zawsze był odpowiedzialny za wszystkie iluminacje świetlne – na jego barkach spoczywała słynna choinka umieszczona w środku fontanny – tam było zawsze około 3000 lampek – wyglądało jak w baśni. Co do Pań , które pracowały z Alicją były to Panie – Hania, Grażyna i Ania. Jednak jeszcze bardzo ciekawa rzecz- do pracowni – gdzie powstawały te wszystkie cuda świąteczne – uwielbiały przychodzić dzieci naszych pracowników. To było magiczne jak Alicja ze swoimi koleżankami ( paniami pracownikami) uczyła ich robić różnego rodzaju stroiki, choinki, dekoracje. Wiem jedno, że niektóre dzieciaki zamiast iść do szkoły – robiły sobie wagary – i już od rana siedziały w pracowni – Jaki tam był klimat…. Ile tam było radości, twórczości – jak te dzieciaki były dumne z tego , że pomagały robić dekoracje „ dla pałacu”. I jeszcze jedno – wszystkie choinki które były w obiekcie – a było ich zawsze kilkanaście – były wybierane z lasu . Miałem dobre układy z leśnikami – np. z Panem Karpińskim – razem z ekipą męską „parkową” – jechałem traktorem do lasu – i je wybieraliśmy . Takie to były czasy. Ważną rzeczą jest też to – że zawsze ekipa parkowa z Alicją– dekorowała kościół na Święta Bożego Narodzenia – uważaliśmy to za nasz obowiązek i wręcz stało się to taką tradycją w tym czasie kiedy tam byliśmy ( Alicja i Ja) . A ksiądz Henryk Wojnar – na pasterce – zawsze dziękował tzw. „Pałacowi „ za dekoracje – Kościół w Mierzęcinie zawsze błyszczał – i wielu ludzi z innych wsi przyjeżdżało podziwiać dekoracje – jakie tam były. Nie da się ukryć – te wszystkie rzeczy – tworzenie, strojenie, dekorowanie obiektu „ Pałac Mierzęcin” zajmowały dużo czasu – to było około trzech tygodni bardzo wytężonej pracy – ale to bardzo wytężonej pracy. Ale ile było w tym wszystkim radości. Z drugiej strony – Alicja jako kierownik hotelu – musiała tez czuwać nad wieloma innymi sprawami związanym z jego funkcjonowaniem – kuchnia, personel sprzątający, recepcja, Zawsze wszystko było przygotowane na „tip – top”. Kulminacją tego wszystkiego była wigilia dla pracowników ( wszystkich) firmy Novol i zaproszonych gości – zawsze był około 250 osób. Tradycją było goszczenie znaczących ludzi w gminie i powiecie – od starostów po wójtów, leśniczych , księży, nauczycieli … itp. Itd. I takie to były wigilie w Mierzęcinie w latach 2000 – 2008. Łza się w oku kręci . Nawet stajnia w Mierzęcinie miała specjalne dekoracje – a koniki to uwielbiały – bo wyżerały sianko, czy jabłuszka z tych dekoracji … jakie były zadowolone…„ Robert Wójcik

Mierzęcin- zaczarowane choinki Alicji Dowiedz się więcej »

Oczy patrzące w Prezydenta…

Tekst – dr Robert Wójcik Dziś będzie ta moja opowieść wigilijna – o Niwku – którego przyrównuję do Pana Jezusowego Burka. Malutka psinka – która miała przepiękne oczy, która gdzieś tam na Kaszubach, chyba była uwiązana na łańcuchu – była tak wychudzona – że odczepiła się z tego łańcucha – tak ta jego szyjka była cienka i chuda. Poszła w świat –…. i ktoś dobry ją przygarnął – napił, nakarmił, zaopiekował się nią, leczył, wychodził na spacery – wiem jedno – Bardzo ją kochał – nie tylko On – czyli mój były Szef – ale paru ludzi dobrej woli. A gdy umarła ta psinka ( ciężko chorowała) – mówię o Niwku – to miała godny pochówek – i jest nawet kamień na jej pochówku – odeszła do swojej krainy na Kaszuby… Są ludzie, którzy potrafią kochać – dziękuję im za to z całego serca. To piękne – i budujące w ten czas … Kochać trzeba umieć – niestety nie każdy to potrafi – a przecież powinniśmy w tym okresie przed Bożo – Narodzeniowym wyzbyć się wszelkich nienawiści – powinniśmy uczyć się miłości… Teraz inaczej … 13 listopada 1924 roku Akademia Szwedzka przyznała Literacką Nagrodę Nobla Władysławowi Reymontowi za powieść „Chłopi”. Akademicy docenili „uniwersalizm powieści, archetypiczność postaci, harmonię kompozycji, epicki rozmach, plastyczność obrazowania”, uznając „Chłopów” za „prawdziwy epos prozą”. W uzasadnieniu werdyktu z 1924 r. Komitet Noblowski pisał, że „Chłopi” jako arcydzieło, pisane – prawdziwy epos prozą – podkreśla uniwersalizm powieści, archetypiczność postaci, harmonię kompozycji, epicki rozmach, plastyczność obrazowania. Ujęła akademików prawda o polskim ludzie – jakkolwiek ją rozumieli – oraz prawda o człowieku w ogóle- jego namiętnościach, lękach, nadziejach, pragnieniach, troskach i szacunku do zwierząt. Dostrzegli w „Chłopach” mocną wiarę w potęgę życia, do wszystkich żyjących na tym świecie – pisano, że to – potężny hymn na cześć życia. Chłopi są powieścią wybitną – w 1924 r. Komitet Noblowski uznał, że najwybitniejszą” Wielu Literaturoznawców podkreśla znaczenie bogactwa języka, jakim zostali napisani „Chłopi”; w ich opinii same opisy przyrody są w powieści tak dynamiczne, że mogłyby zastąpić najbardziej wyrafinowane dialogi. Według mnie – To musiało zachwycić – mnie zachwyciło… szczególnie opowieść jednego z bohaterów tej powieści – Rocha– o psie Pan Jezusowym – Burku. Jak to można wszystko przyrównać do Niwka – tej psinki , którą opisałem na początku tego artykułu – i do tej autentycznej sytuacji – literackiej i teraźniejszej… Przeczytajcie Drodzy czytelnicy … „ Roch milczał chwilę, a potem podniósł siwą głowę, okoloną długimi, równo nad czołem uciętymi włosami, utkwił blade, jakby wypłakane oczy w ogniu i ozwał się cicho, przebierając palcami ziarna różańca…W owy czas daleki…Kiej Pan Jezus jeszcze po ziemi chadzał i rządy nad narodem sam sprawował, stało się to, coć wam rzeknę…Szedł se Pan Jezus na odpust do Mstowa, a drogi nikaj nie było, ino piachy srogie a parzące, bo słońce przypiekało i gorąc był taki, jak kieby przed burzą… A cienia nikaj ni osłony.Pan Jezus szedł z cierpliwością wielką, bo do lasu było jeszcze kawał drogi, ale że już tych świętych nóżków nie czuł z utrudzenia i pić mu się okrutnie chciało, to se raz w raz przysiadał na wydmach, chocia tam i barzej przygrzewało, i rosły same ino koziebródki, a cienia było tyla, co od tych poschniętych badyli dziewann, że i ptaszek by się nie schronił….Ale co przysiadł, to i nie odzipnął nawet rzetelnie, bo zaraz Zły, jako ten jastrząb paskudny, co bije z góry w ustałego ptaszka, tak ci on zapowietrzony bił racicami w piach, a tarzał się jako to bydlę, że taka kurzawa, taka ćma się podnosiła, co i świata widać nie było…Pan Jezus, choć mu piersi zapierało i ledwie się już ruchał, to wstawał i szedł, a ino się pośmiewał z głupiego, bo przeciech wiedział, że Zły chciał mu zmylić drogę, coby nie szedł na odpust na zbawienie grzesznego narodu…I szedł. Pan Jezus… szedł… aż i przyszedł do lasu…Odpoczął se w cieniu niezgorzej, ochłodził wodą i coś niecoś z torby przegryz, potem wyłamał niezgorszy kijaszek, przeżegnał się i wlazł w bór. A bór był stary i gęsty, a błota nieprzebyte, a chrapy i oparzeliska takie, że musi sam Zły tam domował, a gąszcze, że i niektóremu ptakowi łacno przemknąć się nie było. Jeno Pan Jezus wszedł, a tu kiej Zły borem nie zatrzęsie, kiej nie zacznie wyć, kiej nie pocznie łamać chojarów a wiater, jako że to jeno parob piekielny, pomagał w te pędy i rwał suszki, rwał dęby, rwał gałęzie i huczał, i hurkotał po borze jako ten głupi. Ciemność się stała, że chocia oko wykol – a tu szum,a tu trzask… a tu zawierucha… a tu jakieś zwierzaki, pomioty diabelskie wyskakują i szczerzą kły… i warczą…i straszą… i świecą ślepiami, i… ino… ino chycić pazurami. ale juści, że nie śmiały, bo jakże by… Pan ci Jezus był w swojej świętej osobie…Ale i Panu Jezusowi dość było tego głupiego strachania, i że pilno na odpust, to przeżegnał bór i zaraz wszystkie Złe i ze swoimi kumami przepadli w oparzeliskach. Ostał się ino taki dziki pies, bo w ony czas pieski nie były jeszcze z ludźmi pobratane. Ten ci to pies ostał i leciał za Panem Jezusem, szczekał, to docierał do świętych nóżek Jego, to udarł zębami za porteczki, to kapot Mu ozdarł i za torby chytał, i sielnie się dobierał do mięsa… ale Pan Jezus, jako że był litościwy i krzywdy nijakiemu stworzeniu zrobić by nie zrobił, a mógł go kijaszkiem przetrącić abo i zasie samym pomyśleniem zabić, to ino powieda:- Naści, głupi, chlebaszka, kiejś głodny – i rzucił mu z torby. Ale pies się rozeźlił i zapamiętał, że nic, ino kły szczerzy, warczy, ujada, a dociera i całkiem już psuje Jezusowe porteczki. Chlebam ci dał, nie ukrzywdził, a obleczenie mi rwiesz i szczekasz po próżnicy. Głupiś, mój, piesku, boś Pana swego nie poznał. Jeszcze ty za to człowiekowi odsłużysz i żyć bez niego nie poradzisz… – powiedział Pan Jezus mocno, aż pies siadł na zadzie, potem zawrócił, ogon wtulił między nogi, zawył i kiej ogłupiały pognał w cały świat. A Pan Jezus przyszedł na odpust.Na odpuście narodu jak

Oczy patrzące w Prezydenta… Dowiedz się więcej »

DOMINANTA – STOJAK POD CHOINKĘ

6 grudnia 2025 ujrzałam w mediach społecznościowych krótki film, którego autorem była telewizja Gorzów – przedstawiał moment zakładania na Dominantę czerwonej czapki. Niemal kaskaderski wyczyn – człowiek na wysokości, dźwig, zmagania z materią i jest! Zobaczyłam i osłupiałam no bo człowiek nie wiedział czy śmiać się czy smucić…. Najlepiej przelać swoje refleksje na papier i podzielić się nimi z innymi. Tekst dr Robert Wójcik Polska architektura nowego milenium to czas odwagi i eksperymentu – niestety braku gustu. Idealnie ukazuje to przykład Dominanty – gorzowskiego „pająka”, który wraz z postmodernistycznym, różowym napuchniętym mostem stanowi osobliwe, acz absolutnie nie zgrane połączenie. Mimo tego, że została okrzyknięta najbrzydszym budynkiem 2006 roku !!!! – staje się od wczoraj i dziś jakimś obiektem „kultowym” dla Gorzowa Wielkopolskiego. To taki symbol – jak w tym mieście, o wspaniałej historii – można wszystko sknocić. Niełatwe jest życie Dominanty. Gorzowska budowla – o alternatywnej nazwie infoGLOB – została zaprojektowana w biurze gorzowskiej Autorskiej Pracowni Projektowej FORMAT. Oddana do użytku w 2006 roku, od samego początku wzbudzała skrajne reakcje. Trudno się dziwić – świat nie był gotowy na eksperymenty architektoniczne po 1989 roku i chyba absolutnie nie jest przygotowany na to. Powiedzmy sobie szczerze – ten kto wpadł na ten pomysł, ten kto to zatwierdził i Ci co go wybudowali – nigdy nie powinni być architektami, budowniczymi, decydentami , sponsorami itd. itp. To coś chorego co powstało w Gorzowie Wielkopolskim – dla mnie, który zna historię tego miasta, historię tego regionu sięgającą prawie XII wieku – to strzał nie w kolano – tylko w serce. W 2007 roku Dominanta została wybrana MAKABRYŁĄ – według internautów najbrzydszym budynkiem wybudowanym w 2006 r.  Funkcję Dominanty trudno odgadnąć po wyglądzie, bo tego nie da się określić – punkt nawigacyjny w zamyśle miał służyć za niewielką galerię handlową, taras widokowy oraz ułatwić komunikację pod rondem – w podziemiach znajdują się przejścia i hol z różą wiatru oraz oznaczeniem środka miasta. Architekci z APP Format określają obiekt „fontanną światła”. Oni chyba mieli „fontannę” w głowie – po dobrej, zakrapianej imprezie… Ten ohydny „Pajączek” miał być elementem symetrycznym w rzucie, interesującym zarówno w dzień jak i w nocy dla osób zmotoryzowanych i pieszych ( śmiechu warte…). Dolny poziom miał pełnić rolę placu publicznego obudowanego szeregiem pomieszczeń o różnych funkcjach użytkowych ( to wszystko dzisiaj jest zamknięte w cztery d..y). Całość została przykryta przestrzenną konstrukcją żelbetową w formie nachodzących na siebie pancerzy – „muszelek.” – ja uważam – że to nie muszelki, tylko hełmy, które obejmują przeszkloną kopułę doświetlającą podziemną część ronda. Kopuła jest zwieńczona szklaną tubą ( taka ona szklana – jak ja kryształowy) ze spiralnymi schodami ( chorymi schodami – bo tam nikt nie chodzi) prowadzącymi na „pseudo” taras widokowy na szczycie tej makabreski. Mam pytanie – kto tam był z gorzowian? Kto to zwiedza ? – Kto podziwia tego bazyliszka ? Ile tam było wycieczek z turystami ? Który przewodnik tam chodzi ze zwiedzającymi to piękne stare miasto – Gorzów Wielkopolski. Czy w tym mieście są tam jacyś przewodnicy, którzy coś potrafią powiedzieć o historii tego miasta ? Pewno tak – jestem pewien, że są i mają ogromną wiedzę – ale im jest wstyd, aby tam chodzić. Słowo” dominanta” ma kilka znaczeń, ale ogólnie oznacza element, cechę lub wartość, która jest najważniejsza, góruje lub występuje najczęściej w danym kontekście. W statystyce  to wartość występująca najczęściej w zbiorze danych (tzw. moda). A architekturze  to główny, dominujący element kompozycji, a w muzyce  to piąty dźwięk skali lub akord zbudowany na nim.  Dla mnie „Dominanta Gorzowska” – to stojak pod choinkę – idealny. Jego za zwyczaj tradycyjny od setek lat, nie widać jak ubieramy na Święta Bożego Narodzenia w naszych domach nasze zielone drzewko. I tak bym chciał – aby go nigdy nie było widać – i niech zniknie z Gorzowa Wielkopolskiego – raz na zawsze – proponuję zburzyć i zapomnieć o nim. To coś wyjątkowo paskudnego, które szpeci to miasto. A w tym roku „strzał” – założono na pająka – stojak – dominantę – czapkę czerwoną z białym pomponem. Dźwigi, zaangażowanych kilku pracowników , samochodów, pewno była policja i oczywiście drony, media – no przecież to było trzeba nagrać. A kto to zasponsorował ? Kto na taki pomysł wpadł? Kto jest autorem ( autorką… – bo tak sobie myślę ) tego pomysłu ? Kto to zatwierdził ? Co na to media gorzowskie – no podoba Wam się to ? – jesteście zadowoleni ? Inaczej – proponuję dobrą „lewatywę” – ale do mózgu – przez ucho. Panie Prezydencie Gorzowa Wielkopolskiego i szanowna Rado Miasta – jedna sentencja mi się nasuwa z literatury – „kończ Waść – wstydu oszczędź” Beznadzieja i wstyd. Znowu cała Polska się z Was śmieje. Ludzie !!! trzeba się obudzić !!! Czy Wy tego nie czujecie jaki wstyd dajecie temu miastu ? Czego chcecie nauczyć dzieci czy młodzież tego miasta – tym paskudztwem ? Jak to ma tak dalej wyglądać. Ta Wasza edukacja na tej Waszej „uczelni”. Pamiętajcie o jednym – miasto rozwija się tylko dzięki dobrym ośrodkom akademickim – ale z prawdziwego zdarzenia – wiedzy , wiedzy – poziomu – nie jakiś licencjatów . Nie będę podpowiadał co mają zrobić władze tego miasta – bo one chyba chcą aby był ten bajzel niewiedzy. Co ciekawe – Zielona Góra przeszła wielką transformację – zrobiła „skok” – wygrała – to obecnie niezwykle prężny ośrodek akademicki. Młodzi ludzie przyjeżdżają tam z całej Polski. Na koniec – Czy Wy czujecie co to są Święta Bożego Narodzenia ? Nie czujecie ! – w tym całym „gorzówku” – i tak jest od wielu lat – nie było i nie ma elit, dobrego i mądrego, wykształconego, inteligentnego gospodarza – i wszystko się zanosi na to, że przez wiele lat nie będzie. Żyjcie sobie w tym przypalonym bigosie – dla Was tylko żużel się liczy i hot dogi ze stacji benzynowej na święta – no i czerwona czapa „dziadka mroza” na tej waszej dominancie… Robert Wójcik A teraz jeszcze dodatek ode mnie, a właściwie od mieszkańców, którzy wypowiedzieli się dobitnie na temat tej świątecznej dekoracji w sieci. Dawno się tak nie uśmiałam. w sumie ok.

DOMINANTA – STOJAK POD CHOINKĘ Dowiedz się więcej »

ODŻYŁY DRZWI DO…SPALENIA

Zapraszam na krótka historię o renowacji starych drzwi, które miały pójść do spalenia. To była piękna przygoda, choć trzeba powiedzieć, że nie pozbawiona stresu – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką i zdjęciami, którego bohaterem są stare poniemieckie drzwi i ich przemianę w czasie renowacji. Gdy je zobaczyłam – miały dziury po klamkach, metalowy wkład, którego nie można było usunąć bez demolki drewna, były upstrzone szarym szpachlem, miały ślady białej farby, którą kiedyś ktoś próbował zedrzeć i śmierdziały stęchlizną. Stare, poniemieckie, dwuskrzydłowe, asymetryczne drewniane drzwi. – Jak ich nie weźmiesz to Kowalski je spali w piecu – usłyszałam. Nie miałam pojęcia po co mi one, ale wzięłam. Dla mnie były piękne. Postawiłam w drewutni na dwa lata. Przyszedł czas na remont sypialni – po 35 latach. Stwierdziłam, że czas na fantazję. Pokój jest duży więc mogę jedną ścianę uczynić bezużyteczną. Na tej ścianie będą te stare poniemieckie drzwi, które będą pełniły funkcję dekoracyjną, będą jak obraz – drzwi donikąd – wymyśliłam. Zadanie okazało się trudne dla kogoś, kto nie zna się na renowacji. Za tę pracę zabrał się Janek ( facet techniczny, „złota rączka”, z wyczuciem estetycznym, ale nie samodzielny). I tak zostałam „kierownikiem tej operacji”. Natchnieniem dla mnie stały się drzwi w Pałacu Cieleśnica na wschodzie Polski. Na zawsze utkwiły mi w pamięci wysokie, białe dwuskrzydłowe drzwi, których jedyną ozdobą była piękna mosiężna klamka. Renowację zaczęłam od klamki. A było to jej poszukiwanie na internecie. Klamki luxury wykonywane na zamówienie to było to. Tylko jedna z całej oferty idealnie pasowała do fragmentu drzwi, które w tym miejscu były beznadziejnie zniszczone i przykrywała ten szkaradny fragment rozwiązując problem usunięcia żelastwa ze środka. Padło na najdroższą, no cóż jakoś to przełknęłam i zamówiłam. Czekałam chyba 3 tygodnie aż mi ją przysłano. Janek drzwi oszlifował z resztek farby i uzupełnił ubytki szpachlem. Ja właściwie to nie wiedziałam, czy zostawić je w kolorze naturalnego drewna, pomalować na zielono czy na biało. Jakaś dobra dusza doradziła, żeby pomalować pokostem lnianym. Niestety efekt był żałosny, ponieważ pokost nie „chwycił” miejsc pokrytych szpachlem i wyszły drzwi łaciate. Zadecydowałam, że będą zielone. Po pomalowaniu jedną warstwą farby już było widać, że nie jest pięknie. Kolejne „pudło”. Kolor za jasny, klamka – przecież piękna- się na nich gubiła. Stwierdziłam, że jednak drzwi będą białe. Trzeba było położyć trzy warstwy białej matowej farby olejnej, aby nie było przebicia zieleni. I to było to. Drzwi zostały zawieszone na ścianie. Nie były równe, trzeba je było nieco podciąć. Nie idealność ich przykryła listwa, która połączyła dwa skrzydła. Zrodził się pomysł, aby dodać im stylizacji pałacowej, tym bardziej, że między holką przy suficie a drzwiami pojawiła się przestrzeń, którą chciałam uzupełnić początkowo jakimś elementem z metaloplastyki. Szukając go na internecie w oko wpadł mi na „temu” pewien tryptyk, który w sumie tworzył koło z francuskiej czy indyjskiej kultury. Po trudach udało mi się to cudo sprowadzić – okazało się, że wymiarowo kompletnie nie pasuje – każdy element był za krótki i za szeroki. Wybrałam środkowy i odcięłam ramki -były za szerokie. Dwa pozostałe elementy popsułam, aby poszerzyć element, który wybrałam. Trzeba było dokonać dosztukowania ciętych na półokrągło elementów koła i potem wszystko skleić. Udało się, a że jest tam dużo ażurów to nie widać kombinacji. Chciałam też uzyskać efekt głębi, więc cała ozdoba została odsunięta od ściany dodaniem dystansów. Jenek wykonał nowe ramki, pomalował na biało i wszystko przymocował między drzwiami i sufitem. Całość postanowiłam wykończyć sztukaterią, która spełniła rolę futryn. Cała sztuka polegała na tym, aby dobrać spośród wielu wzorów ten, który będzie pasował grubością i estetycznie. To była prawdziwa łamigłówka, chyba dwie godziny spędziłam w sklepie i kupiłam dwie listwy i wpadł mi do głowy pomysł aby na szczycie po obu stronach umieścić głowice. Te głowice chciałam zrobić z dodatkowej listwy, która miała być pocięta i niestety tutaj wyobraźnia mnie zawiodła. Po wycięciu i przymiarce efekt okazał się „ kijowy”. Ostatecznie wynalazłam idealnie dopasowaną grubością i wysokością listwę – portal, której końcówki zostały odcięte i to one tworzą głowice z boku drzwi. Przyznam szczerze, że zabawa ze sztukaterią to duże wyzwanie, ale też satysfakcja, gdy efekt zadowala. Wszystkie szczeliny Janek wypełnił akrylem i pomalował na biało. Czekam na opinię jak się Wam podobają drzwi donikąd ? Marzanna Leszczyńka

ODŻYŁY DRZWI DO…SPALENIA Dowiedz się więcej »

POCHOIR PICASSA W KRZYWEJ WIEŻY W TORUNIU

Do końca roku 2025 można oglądać w Krzywej Wieży w Toruniu wystawę grafik pochoir Pablo Picassa: „ W żywej pamięci & Maski popiołów La Flute Double . Unikalna architektura toruńskiej Krzywej Wieży stała się wyjątkowym tłem tej ekspozycji. Zapraszam na zdjęcia z wystawy i jej wyjaśnienie. Zachęcam do zwiedzenia ekspozycji w wyjątkowym miejscu w Toruniu. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką – Marzanna Leszczyńska Pablo Picasso (1881-1973) twórca kubizmu, myśliciel, komentator i eksperymentator, artysta nieustającej rewolucji, którego dziedzictwem jest nie tylko Jego styl, ale też Jego postawa twórcza- bezkompromisowa, radykalna, nieustannie zadająca pytania. Poprzez grafikę Picasso eksperymentował, docierał bliżej materii, powracał do prastarych symboli i gestów, wreszcie to poprzez nią przemówił ( stawała się narzędziem nowego języka). Czym jest pochoir? Technika pochoir (z fr. szablon) jest sposobem reprodukcji dzieł artystycznych z zachowaniem bogactwa kolorów i jakości malarskiej. To ręczne nakładanie farby przez specjalnie przygotowane szablony, warstwa po warstwie, co pozwalało osiągnąć subtelne przejście tonalne i głębię barwy, niemożliwe do uzyskania w starodawnych technikach druku. Każdy egzemplarz wykonywano oryginalnie, co czyniło go czymś pomiędzy oryginałem, a reprodukcją – swego rodzaju artystycznym obiektem z pogranicza grafiki i malarstwa. Pochoir wymagał ścisłej współpracy z wykwalifikowanymi rzemieślnikami – kolorystami i drukarzami- co tylko podkreśla znaczenie rzemiosła i kolektywnego procesu twórczego w sztuce Picassa. Pochoir to połączenie szablonu, rzemiosła i malarskiej precyzji. Dla Picassa grafika nie była tylko sposobem reprodukcji. W Jego przypadku stałą się świadomym wyborem estetycznym. Wystawa w Krzywej Wieży w Toruniu pozwala spojrzeć na artystę nie jako na ikonę muzealną, ale jako zawsze żywego artystę – zawsze obecnego, zawsze aktualnego. Ekspozycja prezentuje dwa cykle graficzne: „ La flute Double” oraz „W żywej pamięci & Maski Popiołów”ukazujące dwie odrębne lecz równie fascynujące drogi twórcze artysty: z jednej strony techniczną precyzję i kolorystyczne malarstwo, z drugiej- poetycką wrażliwość i dadaistyczne eksperymenty z formą czyli dwie strony Mistrza : grafika i poezja. 15 akwarelowych litografii jest wynikiem współpracy Picassa z poetami ruchów dadaistycznych i ekspresjonizmu: Tristanem Tzarą oraz Yvanem Gollem. W „ Żywej pamięci” Picasso stosuje radykalnie minimalistyczną technikę – tworzy obrazy z użyciem jedynie palca i kredy litograficznej, oddając charakter słów i emocji zawartych w poezji Tzary. Natomiast „Elegia Iphetonga i Maski Popiołów” to ilustracja ekspresyjnego poematu Galla, w którym Picasso ukazuje głębokie introspektywne obrazy towarzyszące poetyckiej żałobie. W tych pracach spotyka się antyk i nowoczesność, mit i codzienność, poezja i polityka. Oba cykle podkreślają nie tylko artystyczną, ale i intelektualną wszechstronność twórcy. Marzanna Leszczyńska

POCHOIR PICASSA W KRZYWEJ WIEŻY W TORUNIU Dowiedz się więcej »

ORDER ORŁA BIAŁEGO DLA WALDEMARA ŁYSIAKA

Oprócz sporej kolekcji książek Waldemara Łysiaka, które gromadziłam od 1990 roku jestem w posiadaniu jednej na Jego temat: „ Waldemar Łysiak w oczach czytelników, recenzentów, „wrogów”, krytyków…”, które zebrał i opracował Bartosz Emchowicz .Nie kupiłam jej, a otrzymałam ją z odręcznie napisanym podziękowaniem, ponieważ znalazły się w niej też i moje skromne wypowiedzi. Książka B. Emchowicza powstała jako laurka jubileuszowa , podziękowanie Waldemarowi Łysiakowi za 30 lat Jego wspaniałych książek, a na jej okładce widnieje napis: „30 lat literatury Waldemara Łysiaka w świetle trzech dekad opinii: zawodowych krytyków i ankiet najwierniejszych czytelników” W „Życiu literackim” kiedyś napisano , że W. Łysiak to zjawisko, które egzystuje obok lub mimo koterii i kawiarnianych stolików. A On sam na pytanie: Kto za Panem stoi? Odpowiedział: Mam nadzieję, że Pan Bóg, Cesarz Napoleon i książę Józef Poniatowski… To był prawdziwy fenomen, mimo cenzury, przemilczania autora Jego książki były prawdziwymi bestsellerami. W czasie drugiej połowy lat 80-tych na Łysiaka panował absolutny szał, wszyscy czytali i zachwycali się Jego książkami , a studenci z całej Polski jeździli na Jego wykłady o sztuce na Politechnikę Warszawską, gdzie pracował. W moim liceum był jeden uczeń, który słynął z wiedzy o Napoleonie, bo czytał książki Łysiaka – ba – on się nosił jak Napoleon – oczywiście nosił „ksywkę – Napoleon”. Byłam wtedy bardzo młodą osobą – jakimś takim jednym chodzącym problemem, gdy wtedy właśnie kupiłam i przeczytałam „MW” i nie zapomnę jak zawirował mi wtedy świat tysiącem barw = jak w modnym wtedy szlagierze Anity Lipnickiej. Czytałam i raz po raz powtarzałam sobie w duchu – święta racja. Nie mogłam wyjść z podziwu nad czarodziejskim sposobem pisania autora – zachwycał styl, erudycja, szczerość, prawda (często okrutna), odwaga. Łysiak był jak cukier – krzepił. Zaczęłam kupować wszystko co się pojawiało, a co napisał Waldemar Łysiak. Czekałam na każdą nowość i wznowienia starych książek, a każda nowa książka Łysiaka to była niesamowita przygoda przy, której wszystko wokół traciło barwy. Niewiele rzeczy na tej ziemi potrafiło mnie w taki stan wprowadzić – w tych książkach – zaskoczona -odnajdywałam odpowiedzi na dręczące mnie dylematy, jakby czytał w moich myślach, otwierał mi oczy, ktoś napisał w recenzji, że W. Łysiak jak sejsmograf narodu, który jak spod lawy wydobywa nasze narastające nastroje i bezbłędnie je opisując – uświadamia. Jego książki były fantastycznie wydawane, z reprodukcjami malarstwa bogato zgromadzonymi – całość zachwycała. Uwielbiałam wszystkie gatunki literackie uprawiane przez W. Łysiaka. „M B C” jest moim podręcznikiem, tak często po niego sięgam – skarbnica wiedzy o malarstwie, które autor tak kocha i opowiada o sztuce przewybornie. Z „Francuską ścieżką” pojechałam do Francji, a z „Wyspami zaczarowanymi” do Włoch po raz pierwszy w życiu. W tych naszych siermiężnych wtedy czasach Waldemar Łysiak był jak kolorowy ptak, tak niezależnie się w nich poruszał i umiał te czasy maksymalnie wykorzystać dla siebie oddając przy okazji nam tak dużo- czytelnikom, dzieląc się tym co sam zdobył, imponując niezwykle. Jego zbiory obrazów i biblioteki książek należą do najlepszych – opisał to w „Wyspie zaginionych skarbów” . Dla tych, którzy stawiają znak równości między Napoleonem i Hitlerem zachęcę do lektury W. Łysiaka, który walczył z tym stereotypem i jak twierdzi dług wobec Napoleona spłacił. Przytoczę, że „Paris Match” pisał o ostrej polemice W. Łysiaka z francuskim historykiem Retif de la Bretonne, drukował w mediolańskiej „Historii”, zamawiały u Niego artykuły pisma radzieckie, bułgarskie, jugosłowiańskie, holenderskie, książki recenzowała prasa polonijna, a „Empirowy pasjans” tłumaczony był w Argentynie. Polecam rozdział o szwoleżerach „Un Polonais passe partout!” w „ Wyspach zaginionych skarbów”. Płakałam, gdy go czytałam. Jest w stanie zreflektować patriotycznie największego kosmopolitę. Polecam proces nad Napoleonem napisany w bardzo atrakcyjny , nowatorski, uwspółcześniony sposób czyli rozdział 4 z „Wysp bezludnych” – Longwood (Święta Helena). Nieprawdą jest, że W. Łysiak nie lubi kobiet – on cierpi, że one takie są. Łysiak zna kobiety.„Statek” trzeba przeczytać co pewien czas i być ze sobą szczerą. „Każda kobieta, nawet ta, która jeszcze nie zaliczyła zdrady, śniła o niej”.. „Jeżeli należysz do tych, którzy kochali tylko raz, to niewiele masz do powiedzenia. Ale jeżeli to była prawdziwa miłość, to inni powinni milczeć w twojej obecności”… „Bez jakiejś kobiety mężczyzna nie ma sensu, ale bez tej Jednej nie ma na domiar pojęcia, kim jest. Na ogół nie spotyka Jej i nawet o tym nie wie, jeśli zaś spotyka – staje się zupełnie inny”… „ Tyrania miłości, szlachetności i wiedzy to coś, czego kobieta zbyt długo nie może znieść”… Kiedyś próbowałam podkreślać zdania, które mnie uderzały, chciałam je sobie przepisywać, ale szybko zaprzestałam, bo było ich zbyt wiele, zajęcie po prostu bez sensu. Kupowałam gazety ze względu na felietony W. Łysiaka i tylko je z całej gazety czytałam, a potem wydzierałam i przechowuję w specjalnym pudle. Z tym to był pewien kłopot, bo jak Łysiakowi się przestała gazeta i redaktor naczelny podobać to zrywał współpracę, a ja potem gdzieś odkrywałam, że znalazł sobie inne miejsce na pisanie. Jego publicystyka była zawsze świeża, odważna, zaskakująca, bezlitosna dla „Salonu” – pozostał wrogiem publicznym nr 1 Adama Michnika, ale też Zbigniew Herbert wybrał sobie Waldemara Łysiaka na swojego sekundanta. Dzisiaj Waldemar Łysiak ma 81 lat. 11 listopada 2025 roku w Dniu Święta Niepodległości odebrał osobiście Order Orła Białego z rąk prezydenta Polski Karola Nawrockiego. W tym uroczystym dniu Order Orła Białego został przyznany -przebywającemu w kolonii karnej na Białorusi – Andrzejowi Poczobutowi. Krzyż Oficerski Odrodzenia Polski otrzymał dziennikarz sportowy Przemysław Babiarz oraz fizyk Konrad Banaszek. Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski otrzymał Sławosz Uznański Wiśniewski (naukowiec i kosmonauta) oraz aktor Adam Woronowicz. Waldemar Łysiak całymi latami odmawiał przyjmowania nagród, odznaczeń – miał krytyczny stosunek, ponieważ często osoby niegodne je odbierały jak np. Krzyż Virtuti Militari przyznawany po 1945 roku. Pisarz nie należał do żadnych związków, stowarzyszeń ponieważ zawsze pragnął wolności i niezależności. Zawsze pisał swoje książki ręcznie i na maszynie do pisania. Nie używa telefonu komórkowego, komputera, laptopa, nie jest w mediach społecznościowych. Wierzy, że trzeba trwać przy tym co stare i dobre. Na zmiany w świecie nie patrzy z optymizmem. Z dystansem patrzy na współczesny świat i ze smutkiem na to w jakim kierunku zmierzamy. Wyjątek

ORDER ORŁA BIAŁEGO DLA WALDEMARA ŁYSIAKA Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry