październik 2025

Listopadowa zaduma nad samym sobą …

Tekst dr Robert Wójcik Listopad to czas pamięci o tych, którzy odeszli. O naszej historii opowiadają nagrobne płyty, daty i inskrypcje przywołują czas, w jakim osoba zmarła … żyła. Zatrzymanie się i zaduma nad konkretnym grobem to jak „dotknięcie” czasu przeszłego. To też taka zaduma nad tym – jacy jesteśmy. Przecież też tam kiedyś się znajdziemy – na cmentarzu . Może to dziwne co napiszę – ale to taka historia, która powinna się zaczynać i kończyć pt. „ O sobie samym”… Czy ktoś z żyjących uświadamia sobie – gdzie będzie pochowany i jak będzie wyglądał jego pogrzeb ? Zaręczam, że nikt – my ludzie żyjemy w tych dziwnych czasach czymś innym – nie mamy czasu o tym myśleć. Zazwyczaj myślimy w rodzinie o tych najstarszych – naszych dziadkach, matkach, ojcach. Rzadziej o bliskich osobach w naszym kręgu towarzyskim – kolegach, koleżankach, przyjaciołach, sąsiadach… Bardzo się cieszę , że jest to święto – Święto Zmarłych , które przypada na dzień pierwszego listopada – każdego roku. Ono dodaje mi pewną refleksję o przemijaniu i o tym jak nasze życie jest ulotne – wręcz chwilowe. Opowiem Wam – a w zasadzie opiszę dwie moje historie , które praktycznie wczoraj przeżyłem. Zaczynam … Dziś jest smutek w mej duszy – koniec października – upiornie deszczowo, pochmurnie, ulice zapłakane deszczem, wieje wiatr. Nie ma radości na ulicach. Ludzie się kryją pod połamanymi parasolami. Ale widzę w autobusie – jak starsza Pani jedzie na cmentarz – nie wiem do kogo – zmarłego męża czy kogoś innego ze swoich bliskich. Wypchana siatka ze zniczami i wkładami do nich – w rękach, a w zasadzie na kolanach – doniczka z pięknymi chryzantemami ( białymi). W siatce jeszcze jakieś mini grabki, haczka i butelka z wodą. Pomogłem jej wsiąść do autobusu – fajne jest to, że ludzie natychmiast ustąpili jej miejsce siedzące – ja zaproponowałem jej odbicie biletu – miała tzw. PK kartę – sama to zrobiła. Tak sobie pomyślałem – nie wiem gdzie jedzie i na jaki cmentarz . Ale sobie pomyślałem jedno – będą z nią jechał nie do mojego punktu docelowego ( tak między nami do mojej mamy , która ma 95 lat i jestem u nie codziennie od kilku lat…) – tylko tam gdzie Ta Pani będzie wysiadać. Okazało się , że to tylko przystanek dalej . Przy wysiadaniu zaproponowałem pomoc – absolutnie się nie opierała – chyba dlatego , że wyglądam na starszego człowieka – no cóż – siwe włosy , siwa broda – robią swoje. Patrząc na jej wypchane siatki i torby – zaproponowałem jej , że pomogę i doniosę wszystko do cmentarza. Bardzo mi podziękowała i powiedziała , że się zgadza. Jak razem szliśmy – nie kleiła się rozmowa – ja nie chciałem – może inaczej – nie narzucałem się – Ta Pani chyba też – było potwornie zimno i deszczowo – a ja mając w jednej ręce parasol, którym osłaniałem tą Panią – w drugiej ręce miałem jej torby. Ona tylko miała tą doniczkę z chryzantemami. Doszliśmy do miejsca – do cmentarza, do jego bramy … Stary – znany w Poznaniu … tam jest pochowany mój tata – O Boże ! tak sobie pomyślałem – przecież ja tu wczoraj byłem. Przy wejściu – Pani mi serdecznie podziękowała – nie była wylewna. Powiedziała mi tylko jedno – Niech Panu Bóg wynagrodzi… bardzo mi Pan pomógł – czy coś się należy ? Powiedziałem jej jedno – „wie Pani – jestem szczęśliwy , ze mogę komuś pomóc” Widziałem w jej oczach wzruszenie – w starych oczach to widać. Przekazałem torby – uścisk dłoni – i tak się rozstaliśmy … Po godzinie od tego miejsca – cmentarza – byłem już u swojej mamy. Ale miałem inne wydarzenia, które za chwilę opiszę … Swoją drogą – Tak sobie pomyślałem – abym nigdy nie miał takiej sytuacji – jak ta Pani – według mnie samotna, zamknięta , skromna, ale mająca w sobie coś wielkiego. Ogromnie (do dzisiaj – a było to dwa dni temu…) się cieszę , że ta kobieta mi w jakiś sposób zaufała – przecież byłem nieznajomym z autobusu czy ulicy . Jeszcze raz podkreślę – zaufała mi w mojej pomocy. Chociaż nie powinna. Wiadomo jacy są dziś ludzie. Tak, ludzie są okrutni i nie widzą tego co nas otacza. To zdarzenie w moim życiu będę pamiętał do końca życia. W jakiś sposób, w ten deszczowy dzień – psychicznie się odbudowałem i zacząłem wierzyć od tych dwóch dni – że jeżeli chce się komuś pomóc – ale tak naprawdę – to można. Trzeba tylko chcieć i to realizować. W życiu miałem wiele różnych sytuacji, kiedy pomagałem ludziom – czy to finansowo, czy to na zasadzie pewnych prac wykonanych dla tych ludzi. Było różnie z odbiorem – ale to jest mało ważne. Zawsze myślę, że ludzie są tylko ludźmi – mają różne emocje, różne doświadczenia, różne uczucia, różne doznania. Ale to zdarzenie, które opisałem i teraz mnie spotkało dosłownie „ wczoraj” w moim życiu, kiedy jestem na emeryturze już od niedawna, dało mi wiarę w to – że warto żyć i kochać i przede wszystkim pomagać ludziom. Tak ! – warto pomagać ludziom. Ten dzień się nie skończył tak mile jak piszę . Może nie mile – ale inaczej – jak wracałem do mojego domu, do mamy , która ma 95 lat – zauważyłem na przystanku leżącego człowieka na ławce. To był młody człowiek – nie starzec – Obrośnięty, brudny , bez butów , jego ubiór wskazywał na to , że jest bezdomny – nie wyczułem od niego „woni” alkoholu. Ludzie na przystanku patrzyli na mnie jak na idiotę – ktoś powiedział – „ Panie – to menel i pijak – daj sobie Pan spokój – niech zdycha” O Boże ! – zadałem temu gościowi pytanie – „ Czy Pan wie – że to człowiek – i trzeba mu pomóc” Odwrócił się – nic nie powiedział – było mu głupio… Sprawdziłem tętno tego człowieka – mężczyzny – było w granicach 100 impulsów . Miał wysoką gorączkę – był nieprzytomny . Ludzie obserwujący moje zachowanie patrzyli

Listopadowa zaduma nad samym sobą … Dowiedz się więcej »

„Betonoza”, niewiedza – czyli wizualizacje Schodów donikąd i budynków przy katedrze

Tekst : Robert Wójcik i Marzanna Leszczyńska Poniższy krótki film prezentuje najnowsze wizualizacje przebudowy Schodów donikąd i budynków przy katedrze. Naciśnięcie czerwonego prostokąta na obrazie poniżej uruchomi prezentację. Schody Donikąd rozgrzewają emocje w Gorzowie Wielkopolskim od 1971 roku. Jeśli przyjąć, że z liczącej prawie 800 lat historii miasta zaledwie 80 należy do Polski, to ponad pół wieku tworzy znaczący rozdział. Powojenny Gorzów prężnie rozwijał się dzięki wielkim zakładom przemysłowym, jak Stilon, Silwana, Ursus czy Zremb. W niemal doszczętnie zniszczonym po wojnie Starym Mieście w historyczną siatkę ulic, poprzeplataną nielicznymi ocalałymi zabytkami, wpasowano bloki. Położone po sąsiedzku Nowe Miasto miało więcej szczęścia, bo zachowało się tam wiele poniemieckich kamienic. Ale i w nim były miejsca do zaplombowania, np. zrujnowana pierzeja przy dzisiejszej ul. Drzymały, na granicy Starego i Nowego Miasta. Przerwana linia zabudowy odsłoniła park założony jeszcze w XIX wieku na stokach moreny czołowej. Z góry do dziś roztacza się panoramiczny widok na miasto i okolice. Można było odtworzyć pierzeję, lecz zdecydowano się na budowę reprezentacyjnych schodów według projektu Jędrzeja Huberta (architektura) i Marii Kordus (konstrukcja) z Gorzowskiego Oddziału Zielonogórskiego Biura Projektów Budownictwa Ogólnego. Prowadzić one miały do palmiarni, lecz konserwator zabytków wstrzymał prace na szczycie wzgórza. Budowę schodów jednak kontynuowano, zaznaczając, że tymczasowo będą to Schody Donikąd. Nie pomogło wybudowanie dwa lata później amfiteatru odsuniętego w głąb parku o zaledwie 150 metrów. Nazwa została na dobre. Zmienił się ustrój, wielki przemysł zaczął upadać, a schody wrosły w krajobraz. Były wejściem do parku, punktem widokowym, popularnym miejscem spotkań i uczniowskich wagarów. Tu odbywały się koncerty, przedstawienia czy diecezjalne dni młodzieży. W 2002 roku, ze względu na zły stan techniczny, schody wyłączono z użytkowania. Remont byłby kosztowny, a miasto miało przecież pilniejsze wydatki. Temat przyszłości schodów powracał jednak jak bumerang. Było m.in. kilka podejść do rozbiórki. Z zagospodarowaniem terenu chętnie mierzyli się studenci. Dodatkowo w 2008 roku Magistrat ogłosił otwarty konkursu na zagospodarowanie terenu, ale wpłynęły dwie prace, zdaniem jury zbyt monumentalne i za bardzo ingerujące w skarpę. Rok później Urząd Miasta zlecił wykonanie projektu koncepcyjnego lokalnym architektom: Pawłowi i Jackowi Sierakowskim, lecz i tu nie było ciągu dalszego. Rośnie liczba pomysłów, brakuje jednak decyzji i funduszy. Tymczasem schody niszczeją i zarastają. Samosiejki zmieniają się w pełnowymiarowe drzewa. Nikt nie sprząta potłuczonego szkła i kruszejącego betonu, pod rozległymi spocznikami zamieszkują bezdomni. Gorzowianie przekradają się przez dziury w płocie zagradzającym wejście, aby przejść schodami na skróty lub na nich posiedzieć. Mieszkańcy są jednogłośni: to ruina w ścisłym centrum, wstyd dla społeczeństwa i SYMBOL NIEUDOLNOŚCI WŁADZY. Ale na tym kończy się jednomyślność dotycząca przyszłości schodów. Jedni mówią: koniecznie wyremontować i otworzyć. Drudzy dostrzegają w nich wyłącznie niechlubny relikt PRL-u i głośno domagają się wyburzenia. Niektórzy widzieliby odtworzenie historycznej pierzei. Jeszcze inni podszeptują, by z zyskiem dla miasta sprzedać teren pod inwestycje albo przeznaczyć na parking wielopoziomowy. Bardzo interesują mnie losy Schodów Donikąd w naszym mieście. Jak widać temat ich odbudowy powraca co pewien czas, a zwłaszcza przed wyborami, bo kandydaci na radnych, prezydenta miasta dobrze wiedzą , że obiecanki ich odbudowy dają szansę ich wyboru. A potem ? Potem to jakoś to będzie, bo kto dzisiaj dotrzymuje słowa…Zabawa w nabieranie mieszkańców trwa już 30 lat – efekt widoczny -czyli teren ogrodzony, niedostępny, zaniedbany i otoczony nowymi blokami. Przy okazji pojawił się ostatnio nowy pomysł czyli wizualizacja nowych elewacji budynków przy „Kokosie” , Katedrze. Zarówno Schody Donikąd jak i budynki stojące przy katedrze zabytkami nie są. Nie są, ale stoją w sercu miasta i STOJĄ KOŁO ZABYTKÓW I NA ICH MIEJSCU. Należę do osób , które kochają starówki i gdybym mogła decydować stała bym na straży ich ratowania i dbania o nie. W Gorzowie Wielkopolskim takich osób jak ja jest bardzo dużo. Sprawa jest o tyle nie taka trudna, bo tych zabytków w Gorzowie Wielkopolskim jest niewiele do ocalenia. Zadziwia logika postępowania w tym względzie, a raczej jej brak. Mieszkańcy nie pojmują jak można było odnowić blok „Przemysłówki”, a zabytkowy budynek po Komendzie Policji pozwolić aby zamienił się w ruinę. Na Zawarciu wyburzono ciąg starych kamienic na ulicy przemysłowej. Dlaczego znowu słyszymy o pracach na bulwarze, przecież dopiero co był remontowany. Teraz ten pomysł z budynkami przy katedrze… przecież były odnawiane 30 lat temu. Jakoś tak jakby nikt nie zastanawiał się nad tym co jest najważniejsze, jakie są priorytety, co może jeszcze poczekać, a co zostanie zaprzepaszczone. Zdumiewa chaos i to, że zabytki w naszym mieście nie są ważne, nikt nie troszczy się o ich przyszłość, przechodzą w ręce prywatne bez gwarancji, że zostaną uratowane albo się je wyburza jakby były zbędnym balastem. Gorzów Wielkopolski jest miastem średniowiecznym, tak starym jak Toruń- ale jak wygląda dzisiaj Toruń , a jak wygląda Gorzów Wielkopolski… W roku 2024 kandydaci na Radnych i Prezydenta w swoich programach nic nie mówili o zabytkach. Jedna z kandydatek na stanowisko Prezydenta poruszała ten temat, nagrywała kiepskie filmiki, które nie ukazywały problemu – jak ratować już nie mówiła, bo nie miała o tym „zielonego pojęcia”. Dla reszty temat był absolutnie nieważny. Kandydaci do władzy nad miastem – chcieli Paryża i Nowego Jorku w Gorzowie Wielkopolski z nowoczesnymi budynkami i kolejkami – zdaje się nad naszymi głowami… To był bełkot i wygłupy. Tak jak ze zmianą nazwy miasta. To wszystko pokazuje ich niewiedzę i tzw. Partyjniactwo. Ja bym nazwała to partacwem. Marzyło im się zaoranie zabytków, aby kłopot był z głowy, nic się nie opłacało, jakby zadowoleni byli z tego co już spłonęło, nie widzieli szansy na ratowanie czegokolwiek – odpowiedź była krótka – trudno, ale taka jest prawda. Powiem prosto z mostu – wszyscy Ci kandydaci warci są pogonienia i nigdy w życiu na żadnego z nich bym nie zagłosowała, nie sprawdzili się, nawet w przyszłości gdyby obiecywali złote dachy na kamienicach mają „ pozamiatane”. Jedno jest pewne władze miasta Gorzowa Wielkopolskiego serca dla zabytków nie mają – mają obojętność, niechęć i brak wiedzy. Wolą inwestować za podatki mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego w „żużel”. Upadek i smutek. Pytanie ? – ile kamienic można by odnowić w miejsce odnowionej „Przemysłówki” ? Ile elewacji można by odnowić za dotacje dla Stali Gorzów? Pewnie jakieś

„Betonoza”, niewiedza – czyli wizualizacje Schodów donikąd i budynków przy katedrze Dowiedz się więcej »

„Speedway” po gorzowsku – znaczy „wajcha” po wielkopolsku…

Źle dzieje się w z żużlem w Gorzowie – Problemy ze Stalą piętrzą się już od kilku lat – długi, długi, niegospodarność – brak kasy. Rok temu – dług wynosił 13 milionów złotych. Winnych za to sytuację nie ma do dzisiaj – nikt nie wie co i jak – jest tylko żebractwo – sprytne. To wręcz ośmiornica, gangrena – w tym klubie – ukrywanie informacji, rolowanie długów i kolejne kredyty i pożyczki. Rok temu sytuacja stała się na tyle krytyczna, że miasto – jego podatnicy uratowali ten klub wypuszczając akcje ( 2 miliony złotych) – patrz na link https://idealzezgrzytem.pl/2025/02/06/zuzel-po-gorzowsku/ . Prezydent z radnymi to klepnął. I dali się nabrać jak dzieci w piaskownicy. Miał być plan naprawczy – ale to były „cuda- wianki” – hokus pokus – czyli jednym słowem oszustwo i mamienie. Wyniki sportowe kluby za ostatni sezon – mierne, mierne. Dlaczego ? bo sytuacja, która była rok temu – się powtórzyła – można powiedzieć – pomnożyła. We wtorek 21 października podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Gorzowa radni zgodzili się na zwiększenie limitu poręczeń z 2 do 4 mln zł. To oznacza, że prezydent Jacek Wójcicki otrzymał prawo poręczenia kredytu dla Stali Gorzów !!!! Suma summarum – obecnie ten klub – potrzebuje 9 milionów złotych aby w ogóle istniał. No niech mi ktoś zarzuci – Czy to nie jest chore i nie powinien się zająć tym prokurator ? Nie ma takiego klubu sportowego w Polsce, który jest sponsorowany ze sfery budżetowej – z podatków mieszkańców i opłaca zawodowców – ich gaże. Okazuje się, że jest taki klub – a to mogło się tylko wydarzyć w Gorzowie Wielkopolskim. Zawsze to miasto mnie zastanawiało – od ponad 45 lat. Przez ten okres byłem z nim w jakiś sposób związany – naukowo, zawodowo, rodzinnie – Ba! do dziś płacę podatki , które wspierają go w jakiś sposób. Miasto o niezwykle ciekawej historii – sięgającej do okresu XIII wieku – powiedział bym „perełka historyczna” Gorzów Wielkopolski jest jednym z nielicznych miast, które mają dzienną datę lokacji: 2 lipca 1257 roku. Margraf Johann I z dynastii askańskiej podpisał dokument, na mocy którego Albreht de Luge upoważniony został do założenia miasta o nazwie LANDISBERCH NOVA. Położone ono było na terenie Kasztelanii Santockiej, stanowiącej wiano Konstancji – córki księcia Wielkopolskiego Przemysła I, poślubionej margrabicowi brandenburskiemu Konradowi. Miasto zajęło płaskie wzniesienie wyznaczone przez trzy odnogi Kłodawki, wpadające do Warty. Choć w akcie założycielskim miasto nazwano NEU LANDSBERG, w miarę upływu lat ukształtowała się jego nazwa LANDSBERG AN DER WARTHE. Ta informacja jest specjalnie przekazana w tym artykule – aby byli i obecni „włodarze” tego miasta od wielu lat wiedzieli jaka jest jego historia – to nie jest „Nowa Huta” – jednak „włodarze” tego miasta – od wielu lat – myślą cały czas nie głową – tylko jedną częścią ciała – od pasa do kolan ( w zasadzie do ud) . I to jest największy problem Gorzowa wielkopolskiego. Wielki problem…. i trwa – co udowodnię – Gorzów Wielkopolski nie ma absolutnie elit intelektualnych we wszelkich i wszystkich sferach życia tego miasta – nie ma obiektywnej prasy, radia, portali, uczelni, władz – jest taki sam od wielu, wielu lat powojennych – jednym słowem nasuwa mi się jedno określenie – „ wystarczy tylko być i czerpać korzyści” . Wszak daleko jesteśmy od stolicy – i nikt się do nas nie przyczepi – róbmy swoje – po naszej myśli – Pytanie ? „ myśli” czy osobistych interesów – może nie osobistych – tylko pewnych grup ludzi, którzy czerpią z tego korzyści – osobiste, biznesowe, prywatne, „ naukowe” i wizerunkowe – wszystko jest w tym „grajdole” . Bajzel – to lubimy … Podać przykłady tylko niektóre ? – podam. Wasz poseł z ziemi lubuskiej – cudotwórca w leczeniu chorób – oszukiwał zwykłych ludzi – Was, aferzysta finansowy, damski bokser, naciągacz jeśli chodzi o pieniądze na szkolenia z UE, pirat drogowy, niezapłacone podatki, burdy w hotelu sejmowym …. Itd. Itp. Drodzy gorzowianie – Wy go wybraliście – nie ja. Zadowoleni ? Senator – to przecież kpina – przecież ten facet nic nie zrobił dla Gorzowa Wielkopolskiego – tylko od wielu lat czerpie osobiste korzyści ( ma pieniądze na cygara – fan żużla ). A jak się Wam podoba słynna budowla – „pająk” – wasza wieża Eiffla – przecież cała Polska się z Was śmieje – jak w tym mieście mogło coś takiego powstać ? O Waszej uczelni – nie wspomnę – jak można było ją tak nazwać. Nie mówię o tytułach profesorskich , które są tam nadawane – to nie profesorowie – to taki „drugi rzut” w szczeblu podoktorskim. Ale jak się Oni puszą – jakie tam tytuły na pół strony. No chwała Bogu , że tam są jeszcze nieliczni ( na palcach jednej ręki policzyć – według mnie na jednym palcu) prawdziwi naukowcy. O obecnym prezydencie miasta – nie będę pisać – o poprzednich też – jednym słowem „ teka, beret, kombinerki, gaśnica, musztardówka do popicia”. Pozostały jeszcze „media” gorzowskie – proponuję zamienić mikrofon, komputer, „ pióro” – na nożyczki i wyklejki i na gazetce ściennej w salce – broń Boże – nie szkolnej !!! – na słupie ogłoszeniowym … takie są te wasze wiadomości… o życiu mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego i ich problemach. Wy jesteście jak „chorągiewka” – w która stronę zawieje – to tak będziemy informować ( oby tylko nikt nas nie zmienił , nie zwolnił, … – a wolność słowa – to rzecz dla nas – nie znana…). No na koniec radni tego miasta – to ewenement – za poręczeniem kredytu dla klubu głosowało 11 radnych – przeciw było 4, wstrzymało się od głosu – 3 , a najśmieszniejsze jest to , że na tej sesji ( gdzie zostały wydane z podatków gorzowian ogromne pieniądze) nieobecnych było 7 radnych. Powiem krótko – to po co wybierać takich radnych, którzy wstrzymują się od głosu lub są nieobecni na ważnych radach ? Ja wiem dlaczego co niektórzy radni „ umyli ręce jak Piłat” – bo prostu bali się. Strach Was obleciał. Nie jesteście godni tego mandatu, który otrzymaliście od suwerena. Wstyd. Jeszcze jedno – informacja dla Pana Prezydenta i dla

„Speedway” po gorzowsku – znaczy „wajcha” po wielkopolsku… Dowiedz się więcej »

Wejdź w podwórko na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi

Zapraszamy na spacer ulicą Piotrkowską w Łodzi. Jedna ulica, a dnia nie starczy aby ją zwiedzić. Po prostu zachwycająca… Marzanna Leszczyńska i Maria Galisiewicz Zanim opowiemy nasze wrażenia zapraszamy na fotki połączone z muzyką. Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. Zapanowała moda na Łódź, która należy w tej chwili do czołówki najbardziej odwiedzanych miast w Polsce. Miasto, które w pewnym momencie eksplodowało rozwojem – jeszcze 200 lat temu liczyło 500 mieszkańców, a w ciągu 100 lat przybyło mu 600 000 mieszkańców. Teraz jest 750 000 Łodzian. Tak szybko rozwijały się tylko miasta amerykańskie. Tylko Łódź w Polsce budowano tak jak miasta w USA. Przed wojną 70 % mieszkańców Łodzi stanowili Niemcy, było tu też 200 000 Żydów. Łódź przez wojnę nie została zniszczona więc były pomysły aby została stolicą Polski. Przez 400 lat Łódź była drewniana. Dwa dorzecza: Odry i Wisły oraz puszcza stały się świetnymi warunkami dla rozwoju przemysłu włókienniczego bo dostarczały potrzebnej wody i drewna. To właśnie do Łodzi została sprowadzona pierwsza maszyna parowa i tutaj podpisywano najważniejsze umowy w interesach. Pionierem przemysłu włókienniczego i właścicielem pierwszej fabryki o napędzie parowym był Ludwik Geyer zwany „perkalowym królem”. Wraz z powstawaniem potężnych fabryk rosły równie potężne fortuny. Na 36 ha ziemi została wybudowana Manufaktura i imponujący łódzki Luwr przez Israela Poznańskiego innego „Króla bawełny”. Posadzka w sali balowej łódzkiego Luwru miała być wyłożona złotymi rublami tak bogaty był właściciel, ale zaniechał tego pomysłu ponieważ podłoga mogłaby się zarwać pod ciężarem monet, ale też car nie zgadzał się, aby deptano po jego wizerunku. W Łodzi powstała pierwsza elektrownia w 1907 roku, a ulica Piotrkowska jako pierwsza została oświetlona. Dzisiaj potęgi tego przemysłu już nie ma, ale to co wybudowali i pozostawili po sobie przemysłowcy świeci imponującym blaskiem. Niemała to zasługa Prezydent miasta Łodzi, która króluje tu już 20 lat i cieszy się ogromnym zaufaniem jej mieszkańców , a wzajemna współpraca układa się bardzo dobrze. Łodzianie mają dobrego gospodarza – elitę ( prawdziwa elita bierze odpowiedzialność za innych, pracuje dla dobra ludzi a nie tylko dla własnego interesu wykorzystując stanowisko, które posiadła). Ulica Piotrkowska, która ma 202 lata jest naszpikowana informacjami o bogatej historii i osiągnięciach miasta i jego sławnych mieszkańcach. Stoi tu Fortepian Artura Rubinsteina – jednego z największych muzyków XX wieku, a Filharmonia w Łodzi jest Jego imienia. Gdy przejdziesz się ulicą Piotrkowską zapamiętasz, że była to kolebka Juliana Tuwima. Ulica Piotrkowska nie da zapomnieć, że jest tu Szkoła Filmowa i Wytwórnia Filmowa. Łódź ma swoją Aleję Gwiazd, przypomina o Semaforze, który zdobył dwa Oskary ( „Tango” i „ Piotruś i wilk”), tutaj też znajduje się statuetka Oskara za „Idę”. Łódź pamięta zasłużonych filmowców – w 2024 roku obchodzone były w Łodzi urodziny Krzysztofa Zanussiego, a „Ziemia obiecana” Wajdy ma już 50 lat. Mieszkańcy też są uhonorowani i mają swoje cegiełki na ulicy Piotrkowskiej – wielu mieszkańców zechciało się na niej zaznaczyć. Piękne zdobne kamienice są wyjątkowo zadbane – każda wygląda jak pałac. W latach 90-tych ubiegłego wieku nastąpił upadek przemysłu włókienniczego i nastąpiła transformacja, zrodził się nowy pomysł na miasto. Sprowadzono artystów graficiarzy. Powstał mural z historycznymi postaciami. W ten sposób uhonorowano kandydatkę na świętą – Stanisławę Leszczyńską – położną z Auschwitz. Koniecznie trzeba wejść w podwórka na ulicy Piotrkowskiej na, które znalazł się genialny pomysł, stanowią dzieła sztuki. Jednym z nich jest podwórko nazwane „ Narodzinami dnia”. Autorem „Narodzin dnia”jest Wojciech Siudmak ur. w Wieluniu, światowej sławy polski malarz i rzeźbiarz – czołowy przedstawiciel nurtu realizmu fantastycznego. Od lat mieszka we Francji, tworzy i wystawia na całym świecie. Twórczością artysty, pełną osobistej symboliki, fantastycznych postaci i konstrukcji opartych na nieoczekiwanych splotach myślowych, rządzi jego dewiza: Tylko marzenie może przekroczyć wszelką barierę. „Narodziny dnia” są nadrukiem na ceramicznych płytkach. Tablica przed wejściem do artystycznego podwórka informuje : „ Nad bramą wjazdową kurtyna losu odsłania scenę spektaklu powitania dnia. Łagodny podmuch ust Fantazji rozsiewa po elewacjach kamienic niczym gwiezdny pył kolorowe stworzenia i postaci. Los wysypuje z otwartej kostki do gry liczby powodzenia. Nad wszystkim czuwa piękna Wieszczka, władczyni harmonii i pozytywnej energii. Wie jak pokierować zamiarami uśmiechniętego siłacza i jak zapobiec nieprzewidywalnym ruchom Maga, który żongluje Ziemią i innymi planetami. W nastroju oczekiwania i fantasmagorii wszechobecny ruch umożliwia odpłynięcie w świat marzeń lub 40 podziemnych rzek, po których oprowadza Błękitny Przewoźnik. Wszystko jest sprawą wyboru”. Innym artystycznym podwórkiem jest „Pasaż róż” na Piotrkowskiej 3 artystki pochodzącej z Warszawy -Joanny Rajkowskiej . Całe podwórko jest wyłożone kawałkami luster ułożonych w powtarzające się rozety tworząc światłoczułą mozaikę. Pasaż Róży powstał w szczególnych okolicznościach, nawiązuje do zdrowienia z nowotworu oczu córki artystki – Róży , która widziała wtedy świat jak w potłuczonym lustrze. „Architektoniczna skóra, którą pokryła artystka elewację podwórka jest odpowiednikiem siatkówki oka. Rozety symulują układy komórek nerwowych w siatkówce. Patrzenie stało się źródłem namysłu i obiektem fascynacji, a widzenie zostało sprowadzone do fenomenu fizjologicznego odbioru obrazu. Pasaż Róży to podróż od niewidzenia do widzenia ” – informuje tablica przed wejściem do Pasażu róż. Na tej ulicy organizowany jest Festiwal Światła. Koniecznie też trzeba zobaczyć chociażby jedną z pięciu zachowanych przybudówek tzw. kluczkę – wybudowanych na cześć Żydów ortodoksyjnych. O ulicy Piotrkowskiej w Łodzi – jej historii- oprowadził i opowiedział niezwykle ciekawie przemiły przewodnik Piotr. Marzymy, aby tu wrócić tak aby też zobaczyć Festiwal Światła. Marzanna Leszczyńska i Maria Galisiewicz

Wejdź w podwórko na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi Dowiedz się więcej »

Porcelanowa rocznica „Tańca z gwiazdami”- mam swoje zdanie

Na początku istnienia programu „Tańca z gwiazdami” oglądałam go pasjami. Potem wiele rzeczy przestało mi się podobać i na długie lata pozostawiłam go nieoglądanym zupełnie. Gdy usłyszałam, że 20 lat temu wyemitowano pierwszy odcinek tego tanecznego show – postanowiłam zasiąść przed telewizorem w dniu 28.09.2025 roku i zobaczyć ten jubileuszowy program. To wydanie specjalne, bardzo rozreklamowane dużo wcześniej spodobało mi się przede wszystkim ze względu na te wszystkie nuty przeszłości. I nie chodzi o to, że mam sentyment, bo był to wtedy bardziej mój czas…Dlaczego tak myślę? Wszystko było wtedy bardziej wesołe, różnorodne, barwniejsze. Gratuluję pomysłu na konferansjerkę Katarzyny Skrzyneckiej i Piotra Gąsowskiego – po prostu poczucie humoru i dystans do siebie – wielka klasa. Tak bardzo normalni, a przez to prawdziwi. Uwielbiam Was. Jakże mile zaskoczyła mnie pani Ania Mucha – zjawiskowa w walcu z Rafałem Maserakiem. Szyku dodała przepiękna kreacja: ta masa halek… Wyjątkowa kreacja na wyjątkową okazję. Nie mogę uwierzyć, że było to spontaniczne wystąpienie bez prób i ćwiczeń przed programem ( chociaż jestem w stanie uwierzyć, bo walc wiedeński ma tylko trzy figury, – za to bardzo trudne i jest bardzo szybki). A skoro o kreacjach już piszę…to bardzo wystraszyłam się białej góry „ Czarnej Mamby” . Była jakaś demoniczna. Po co sobie deformować figurę takimi humainodalnymi modami ? Widziałam uderzającą różnicę między tym jak tańczyły pary wtedy 20 lat temu a teraz. Kiedyś było jakby śmieszniej, więcej fanu, dystansu do siebie. Było też mniej pretensji i dyskusji z jurorami, chyba w ogóle nikt nie śmiał. Romanse były – a jakże, ale niejawne, albo ujawniały się dopiero po programie i chyba były bardziej niewinne…Dzisiaj te wszystkie pary tańczą podobnie. Wszystkie opowieści taneczne są w tym samym stylu. Jest jakiś przesyt akrobatyki w stosunku do kroków tanecznych. Wszystkie kobiety mam wrażenie muszą być podnoszone, obracane do góry nogami – te najstarsze też… Wszystko jest w porządku gdy w układzie są kroki taneczne i figury, które są wykonywane zgodnie z techniką – wtedy można dołożyć szpagat czy gwiazdę, zdecydowanie słabo jest gdy tancerka nie ma techniki czyli jak to się mówi ledwo stoi na nogach i 2/3 jej choreografii stanowią podnoszenia i pozy taneczne. Tak nadrabiają tancerki z małymi umiejętnościami i te starsze. Radziłabym brać przykład z Grażyny Szapołowskiej, bo to była dama na parkiecie. Śmieszny na parkiecie i oryginalny jest chyba tylko Tomasz Karolak, dlatego obstawiam, że jeszcze trochę pozostanie w programie. Zachwyciło tango Sary i Maurycego – elegancją, ciekawą opowieścią i tym rozebranym imponującym męskim torsem. Przykro też patrzeć na tę parę, która robi wszystko aby było głośno o ich romansie. Alarmuję, że z odcinka na odcinek jest coraz gorzej. Te ich opowieści taneczne mają fałszywą nutę, no robi się przekomicznie. Stają na głowie, aby podtrzymać ten zgiełk wokół siebie udzielając wywiadów, w których milczą w odpowiedzi na pytania. Czego tam już nie było: pocałunki, oświadczyny… Strach pomyśleć na co się jeszcze mogą targnąć. Na dodatek uparli się, że będą podążać tą dziwną drogą. Życzę powodzenia, ale w nie nie wierzę. Bardzo ciekawie rozwija się taniec „czarnego konia” tej edycji czyli Kasi Zillman o pięknej twarzy bardzo przypominającej mi twarz Sharon Stone. Ma trudne zadanie, ale na razie podbija moje serce swoją uczciwością, talentem i ciężką pracą. Jeszcze jedno: dobrze wytypowałam pierwszy „odpad” – czyli Ewę Minge. Tym razem postawiłam, że odpadnie Maja Bohosiewicz, ale łaskawy „kciuk w górę” organizatorów programu i porcelanowy jubileusz oszczędził ofiary. Wszystko wskazuje na to, że będę wyczekiwać następnego odcinka i znowu – tym razem w październikowy niedzielny wieczór śledzić będę turniej tańca Gwiazd. Marzanna Leszczyńska 2010 rok

Porcelanowa rocznica „Tańca z gwiazdami”- mam swoje zdanie Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry