Listopadowa zaduma nad samym sobą …
Tekst dr Robert Wójcik Listopad to czas pamięci o tych, którzy odeszli. O naszej historii opowiadają nagrobne płyty, daty i inskrypcje przywołują czas, w jakim osoba zmarła … żyła. Zatrzymanie się i zaduma nad konkretnym grobem to jak „dotknięcie” czasu przeszłego. To też taka zaduma nad tym – jacy jesteśmy. Przecież też tam kiedyś się znajdziemy – na cmentarzu . Może to dziwne co napiszę – ale to taka historia, która powinna się zaczynać i kończyć pt. „ O sobie samym”… Czy ktoś z żyjących uświadamia sobie – gdzie będzie pochowany i jak będzie wyglądał jego pogrzeb ? Zaręczam, że nikt – my ludzie żyjemy w tych dziwnych czasach czymś innym – nie mamy czasu o tym myśleć. Zazwyczaj myślimy w rodzinie o tych najstarszych – naszych dziadkach, matkach, ojcach. Rzadziej o bliskich osobach w naszym kręgu towarzyskim – kolegach, koleżankach, przyjaciołach, sąsiadach… Bardzo się cieszę , że jest to święto – Święto Zmarłych , które przypada na dzień pierwszego listopada – każdego roku. Ono dodaje mi pewną refleksję o przemijaniu i o tym jak nasze życie jest ulotne – wręcz chwilowe. Opowiem Wam – a w zasadzie opiszę dwie moje historie , które praktycznie wczoraj przeżyłem. Zaczynam … Dziś jest smutek w mej duszy – koniec października – upiornie deszczowo, pochmurnie, ulice zapłakane deszczem, wieje wiatr. Nie ma radości na ulicach. Ludzie się kryją pod połamanymi parasolami. Ale widzę w autobusie – jak starsza Pani jedzie na cmentarz – nie wiem do kogo – zmarłego męża czy kogoś innego ze swoich bliskich. Wypchana siatka ze zniczami i wkładami do nich – w rękach, a w zasadzie na kolanach – doniczka z pięknymi chryzantemami ( białymi). W siatce jeszcze jakieś mini grabki, haczka i butelka z wodą. Pomogłem jej wsiąść do autobusu – fajne jest to, że ludzie natychmiast ustąpili jej miejsce siedzące – ja zaproponowałem jej odbicie biletu – miała tzw. PK kartę – sama to zrobiła. Tak sobie pomyślałem – nie wiem gdzie jedzie i na jaki cmentarz . Ale sobie pomyślałem jedno – będą z nią jechał nie do mojego punktu docelowego ( tak między nami do mojej mamy , która ma 95 lat i jestem u nie codziennie od kilku lat…) – tylko tam gdzie Ta Pani będzie wysiadać. Okazało się , że to tylko przystanek dalej . Przy wysiadaniu zaproponowałem pomoc – absolutnie się nie opierała – chyba dlatego , że wyglądam na starszego człowieka – no cóż – siwe włosy , siwa broda – robią swoje. Patrząc na jej wypchane siatki i torby – zaproponowałem jej , że pomogę i doniosę wszystko do cmentarza. Bardzo mi podziękowała i powiedziała , że się zgadza. Jak razem szliśmy – nie kleiła się rozmowa – ja nie chciałem – może inaczej – nie narzucałem się – Ta Pani chyba też – było potwornie zimno i deszczowo – a ja mając w jednej ręce parasol, którym osłaniałem tą Panią – w drugiej ręce miałem jej torby. Ona tylko miała tą doniczkę z chryzantemami. Doszliśmy do miejsca – do cmentarza, do jego bramy … Stary – znany w Poznaniu … tam jest pochowany mój tata – O Boże ! tak sobie pomyślałem – przecież ja tu wczoraj byłem. Przy wejściu – Pani mi serdecznie podziękowała – nie była wylewna. Powiedziała mi tylko jedno – Niech Panu Bóg wynagrodzi… bardzo mi Pan pomógł – czy coś się należy ? Powiedziałem jej jedno – „wie Pani – jestem szczęśliwy , ze mogę komuś pomóc” Widziałem w jej oczach wzruszenie – w starych oczach to widać. Przekazałem torby – uścisk dłoni – i tak się rozstaliśmy … Po godzinie od tego miejsca – cmentarza – byłem już u swojej mamy. Ale miałem inne wydarzenia, które za chwilę opiszę … Swoją drogą – Tak sobie pomyślałem – abym nigdy nie miał takiej sytuacji – jak ta Pani – według mnie samotna, zamknięta , skromna, ale mająca w sobie coś wielkiego. Ogromnie (do dzisiaj – a było to dwa dni temu…) się cieszę , że ta kobieta mi w jakiś sposób zaufała – przecież byłem nieznajomym z autobusu czy ulicy . Jeszcze raz podkreślę – zaufała mi w mojej pomocy. Chociaż nie powinna. Wiadomo jacy są dziś ludzie. Tak, ludzie są okrutni i nie widzą tego co nas otacza. To zdarzenie w moim życiu będę pamiętał do końca życia. W jakiś sposób, w ten deszczowy dzień – psychicznie się odbudowałem i zacząłem wierzyć od tych dwóch dni – że jeżeli chce się komuś pomóc – ale tak naprawdę – to można. Trzeba tylko chcieć i to realizować. W życiu miałem wiele różnych sytuacji, kiedy pomagałem ludziom – czy to finansowo, czy to na zasadzie pewnych prac wykonanych dla tych ludzi. Było różnie z odbiorem – ale to jest mało ważne. Zawsze myślę, że ludzie są tylko ludźmi – mają różne emocje, różne doświadczenia, różne uczucia, różne doznania. Ale to zdarzenie, które opisałem i teraz mnie spotkało dosłownie „ wczoraj” w moim życiu, kiedy jestem na emeryturze już od niedawna, dało mi wiarę w to – że warto żyć i kochać i przede wszystkim pomagać ludziom. Tak ! – warto pomagać ludziom. Ten dzień się nie skończył tak mile jak piszę . Może nie mile – ale inaczej – jak wracałem do mojego domu, do mamy , która ma 95 lat – zauważyłem na przystanku leżącego człowieka na ławce. To był młody człowiek – nie starzec – Obrośnięty, brudny , bez butów , jego ubiór wskazywał na to , że jest bezdomny – nie wyczułem od niego „woni” alkoholu. Ludzie na przystanku patrzyli na mnie jak na idiotę – ktoś powiedział – „ Panie – to menel i pijak – daj sobie Pan spokój – niech zdycha” O Boże ! – zadałem temu gościowi pytanie – „ Czy Pan wie – że to człowiek – i trzeba mu pomóc” Odwrócił się – nic nie powiedział – było mu głupio… Sprawdziłem tętno tego człowieka – mężczyzny – było w granicach 100 impulsów . Miał wysoką gorączkę – był nieprzytomny . Ludzie obserwujący moje zachowanie patrzyli
Listopadowa zaduma nad samym sobą … Dowiedz się więcej »





