wrzesień 2025

Mierzęcin – sentymentalnie

Zapraszam na krótki film. Zdjęcia w nim zostały wykonane na jeziorze Portki ( niedaleko miejscowości Łośno), Lubniewicach i na stawie przy pałacu w Mierzęcinie. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi obrazy z muzyką. Drewniane czółna nad brzegiem jeziora i stawu zawsze wzbudzały moje zainteresowanie – lubiłam przystanąć i patrzeć. Jest to dla mnie wyjątkowo piękny widok. Ileż ja widziałam takich obrazków na żywo, a teraz w dobie fb jest niezliczona ilość takich publikacji – zwłaszcza tych przy wschodach i zachodach słońca, mgłach. Kilka lat temu w mojej ulubionej „Werandzie” zobaczyłam zdjęcie Vivien Leigh w łódce nad stawem w jej bajecznej posiadłości Tickerage Milli w Hrabstwie East Sussex England. Wybitna ( dwa Oskary : jeden na początku i drugi u schyłku kariery) i jedna z najpiękniejszych aktorek w historii kina – odtwórczyni Scarlett w „ Przeminęło z wiatrem” czy Myrny w „Waterloo Brigde” albo Blanche w „Tramwaju zwanym pożądaniem” miała życzenie, aby nad tym stawem zostały rozsypane Jej prochy po śmierci. Dla mnie ta fotografia jest wyjątkowo prześliczna, elegancka, estetyczna w każdym centymetrze i wryła mi się w pamięć głęboko chyba na zawsze, często sama się przywołuje przy różnych okazjach. Gdybym miała pałac nad stawem na pewno kupiła bym sobie drewniane czółno, pływały by po nim prawdziwe łabędzie i kwitły nenufary. Puśćmy wodze fantazji… I byłaby w pałacu garderoba ze strojami z epoki, które można byłoby wypożyczyć, aby je ubrać i popływać w łódce. Jeden dzień w roku zarezerwowałabym na konkurs na najlepszą fotografię nad stawem w czółnie. Byłaby komisja, a jakie zdjęcia…. Wyobrażam sobie przejażdżkę takim czółnem po stawie. Widzę wiosło bez pośpiechu zanurzające się w tafli wody, jak każdy ruch rozchyla zieloną rzęsę wodną latem, liście jesienią odsłaniając ścieżkę czystej wody. Spokojny, bezpieczny, pewny nurt, nie zakłócony żadną falą jak prowadzi mnie drogą, która odkrywa przede mną inne widoki niż z brzegu. Towarzyszy mi słońce, które zawsze czyni cuda na powierzchni stawu. Czas – czy wtedy istnieje? Na pewno można o nim zapomnieć przy krajobrazie z przeszłości . Widzę oczami wyobraźni te przejażdżki w mgliste dni… Jesteś ty, może ktoś jeszcze, staw, drzewa, pałac na brzegu – krajobraz z przeszłości. Nurt prowadzi cię w baśniowy świat, natura szepcze ci do ucha jakąś baśń, w której zaczynasz uczestniczyć. Bo to wszystko przeżywasz , a nie jesteś tylko widzem… A teraz ogłaszam: koniec fantazji – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na ciekawy dodatek innego autora. Region lubuski, jego wydarzenia i historia jest często poruszany na http://www.idealzezgrzytem.pl toteż dalsza część artykułu dotyczy miejsca w lubuskim. Bywa, że czasem są to smutne refleksje, ale takie są… Łódz – staw – pałac … Tak miałem takie możliwości aby to zrobić – pływać i podziwiać. Pływałem i podziwiałem. Staw nie duży – ale wyjątkowo urokliwy. Rezydowałem w takim obiekcie – byłem jego administratorem – dyrektorem. Staw zbudowałem – piękny – zarybiony – z wyspą – z przepiękną roślinnością i otaczającą architekturą – ogród japoński. Co ciekawe – w lubuskim. Była na początku jedna łódka. Powstał pomost. Mogła być wykorzystywana dla gości hotelowych – za darmo. Szału nie było – tak prawdę mówiąc – nie było to reklamowane – bo był pewnego rodzaju „ tajemniczy zakaz” . Dostosowałem się do tego – to była wola właścicieli tego obiektu – pałacu , parku , stawu… Chyba bardziej ta decyzja należała do żony jednego z właścicieli. Strasznie ta Pani mieszała we wszystkim. Co ciekawe – nigdy nie znajdywała odpowiedzi – jak ma być – jak chce. Odpowiedź zawsze była taka – „no Ja nie wiem – ale nie tak…” Nieważne – minęło już prawie 30 lat. Ja już dzisiaj jestem tylko z „radiowym” wizerunkiem. Chyba podobnie jak byli właściciele . Teraz już wszystko się zmieniło. Czas robi swoje. Nadzieje , pomysły – wszystko prysło jak spalona kartka w piecu, jak wyrzucony „listek” z łodzi na tym wyjątkowym stawie. Wszystko się kiedyś kończy – i nie ma sensu wracać do przeszłości – Bo i po co ? Rozdzierać rany ? Wracać do marzeń ? Po co ? Nie będę już nigdy pływał na łódce w tym stawie – bo jej tam nie ma. Pozostają tylko wspomnienia – tak – było przepięknie jak tam pływałem z synem, który był wtedy jeszcze małym chłopcem. Czar prysł – skończył się sen. Nic już nie wróci. Tylko pozostają zdjęcia – ale to takie, które wzbudzają tylko smutek i nostalgię jak na nie się patrzy – nigdy nikomu ich nie pokażę. Bo one są jak „ łódka bez wioseł” – taka samotna – niczyja – taka, która pokazuje , że ktoś się świadomie utopił… Może nie utopił … ale nie chce już tam pływać na tej łódce . Zdjęcie na początku i na końcu artykułu przedstawia zabytkowy młyn Tickerage Milli w Hrabstwie East Sussex England, która kiedyś była własnością Vivien Leigh, a na łódce jest Ona sama.

Mierzęcin – sentymentalnie Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – krótki tekst o przemijaniu

13 września 2025 roku minęła 23 rocznica uroczystego otwarcia pałacu w Mierzęcinie. Dokładnie trzy lata temu artykułem „Mierzęcin – porcelanowe wspomnienia” otworzyliśmy portal http://www.idealzezgrzytem.pl , w którym dr Robert Wójcik opisał huczną uroczystość otwarcia pałacu, a ja udałam się w to miejsce, aby opisać ten dzień dokładnie dwadzieścia lat później. W tym roku zapraszamy na spacer i refleksje autora wspomnień o pałacu w Mierzęcinie, które tworzą się już przez 4 lata i powstało ich już 30. Są to artykuły, rozmowy z autorem, słuchowiska z muzyką i zdjęciami. Historia, ale też teraźniejszość oraz połączenie tego co było z tym co wydarza się jeszcze i zaskakuje. Bo rzeczywistość się zmienia, nierzadko rozczarowuje tymi zmianami, ale wspomnienia są zapisem cudownego czasu, do którego można wrócić dzięki temu, że znalazł się człowiek, który z pasją , dużą wiedzą i talentem je opisał . Tą osobą jest dr Robert Wójcik. Tylko u nas na : http://www.idealzezgrzytem.pl https://idealzezgrzytem.pl/category/mierzecin-wedlug-wspomnien-dr-roberta-wojcika/. Przypominamy krótki film powstały z okazji 20 rocznicy odbudowy pałacu, w którym są zdjęcia z otwarcia pałacu, czasów początków jego funkcjonowania – Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. dr Robert Wójcik No i co mam napisać …że jest mi smutno i tęsknię za tamtym czasem i przeżywam … Tak jest mi smutno jak byłem w moim ukochanym miejscu. Nie poznaję go. Jest zimno i inaczej. Park smutny. Winnica zarośnięta. W koszach parkowych wysypują się śmieci. Nie ma radości, nie ma gospodarza. Mury się sypią, pękają …. mój ukochany dąb – wycięty – ten przy oficynie czy centrum konferencyjnym. Nie ma kwiatów w parku …w ogrodzie, w pałacu. Smutne … meble nowoczesne w salach na parterze. Zimno…. nowocześnie. Zegar przy recepcji zakurzony – nie tyka już od wielu lat… wyjątkowy zegar. Rozmawiałem z nim jak z moim ukochanym drzewem – ucięto mu koronę – to tak jakby komuś ucięto głowę. Mojej załogi też już nie ma. Dziwni ludzie – mało sympatyczni . W ich oczach widziałem smutek i tylko to, aby mieć jakąkolwiek pracę. Och jak dobrze , że nikt mnie nie zaczepił …. nie poznał. Po prosu nie mógł – bo już nikt mnie tam nie zna – to jakiś inny garnitur ludzi – też ich nie znam. Zmiana dziesięcioleci – na 100 %. To już inny świat – nie mój i mojej żony. Ile tam oddaliśmy sił i swojego serca. Jakie to wszystko smutne. Ale taka jest rzeczywistość – wszystko ma swój koniec. Dlaczego tak jest, że nic nie trwa wiecznie. Tam już nie ma uczuć, dobrego ducha, entuzjazmu, radości – jest szara rzeczywistość, której nikt nie chce ubarwić. Barwi już tylko przyroda. Kończąca się wieczność wymyślona została chyba po to, by przypominać o przemijaniu. Zegar, kalendarz…wszystko to przypomina o czasie i nie pozwala żyć w jedynej wieczności jaką mamy – w teraźniejszości. Nie mamy nad nią kontroli, możemy tylko jak Goethe zakrzyknąć: „Chwilo, trwaj!”. Pamięć jest już tylko moją radością i niestety smutkiem – wręcz wrogiem. Uzmysławiam sobie, że coś zdarzyło się w naszym życiu już tak dawno temu. Albo – co gorsza – że się nie przydarzyło i pamięć o tym nieprzydarzeniu boleśnie odzywa się we mnie. Tak czy inaczej, żyjemy i w czasie i w wieczności. Wieczność, czyli teraźniejszość, jest jedyną dostępną nam realnością. Czas jest sposobem na uświadamianie sobie przemijania. Jednak czas i wieczność to dwa aspekty tej samej rzeczywistości, zwanej życiem. Słowa Staffa są pisane z perspektywy pamięci, ale przecież dobrze wiemy, że na przykład w młodości – albo też w późniejszych latach – przydarzały się nam takie bardziej absolutne chwile teraźniejszości. „Już? Tak prędko? Co to było? Coś strwonione? Pierzchło skrycie? Czy się młodość swą przeżyło? Ach, więc to już było…życie?” Mam za sobą sześćdziesiąt pięć lat ulotnych chwil absolutnej teraźniejszości, czasem pięknej, czasem strasznej. Był to istny rollercoaster życia, którego pęd udało mi się jakoś, jak dotąd, przetrwać. Co będzie za rok? Zobaczymy, jazda trwa, światełka migają, wagoniki czasu toczą coraz szybciej i szybciej, orkiestra na „Titanicu” gra coraz głośniej, ludzie coraz bardziej rozczarowują i wkurzają. Jedyne co pozostaje to radosne wspomnienia – ale okazuje się, że to były tylko chwile w życiu… Robert Wójcik

Mierzęcin – krótki tekst o przemijaniu Dowiedz się więcej »

Były kiedyś takie schody na plażę.

Morze ma urok. zachody słońca są uwielbiane , ale nad morze wiodą ścieżki i schody. Są schody jak poezja… Zapraszam na muzykę, zdjęcia – wszystko w środku. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film – Marzanna Leszczyńska Do Rewala przyjeżdżam od ośmiu lat. Nawet już nie liczę ile było tych przyjazdów, ale było ich dużo, nawet bardzo dużo. Te małe, drewniane- można powiedzieć – na ludowo wykonane – schody zauważyłam już na pierwszym spacerze idąc plażą do Niechorza. Wykonane z drewnianych kłód, z koślawymi poręczami , w naturalnym kolorze . Schody – sama natura. Prowadziły na plażę ze stromej skarpy porośniętej laskiem -właściwie jest to niewysoki w tym miejscu klif. Miejsce niezwykle urokliwe. Odwiedzałam je na każdym spacerze, stały się punktem obowiązkowego zatrzymania się, skręcenia w bok z prostej drogi wzdłuż wybrzeża z Rewala do Niechorza. Szczególnie urokliwe latem – gdy zatopione w żółtym piasku, rozświetlone słońcem na tle błękitnego nieba. Jesienią były smutniejsze, poszarzałe, wydawały się zniszczone i stare, przysypane zwiędłymi liśćmi. Stały się moim punktem zatrzymania się, aby popatrzeć na morze, pomyśleć, zwłaszcza wtedy gdy morze było kompletnie wyciszone, lekko falujące, gdy woda zlewała się z niebem i wyłaniała się z mgły, gdy nie było horyzontu. Ile ja tam mogłam spędzić czasu, w ciszy i bez kogokolwiek…Czułam się jak „właściciel ” plaży. I miałam poczucie bezpieczeństwa, nigdy nie towarzyszył mi strach. Tyle zdjęć, ile ja tam zrobiłam… To było idealne, naturalne, oryginalne atelier, nic nie krępowało… Ileż ja tam zaciągnęłam osób w to miejsce, znajomych z którymi przyjeżdżałam do Rewala. Urządzaliśmy tam sobie sesje fotograficzne i toczyliśmy rozmowy na schodach. Można sobie było powierzać sekrety, bo nikt nie podsłuchiwał. Nie potrafiłam przejść obojętnie obok tych schodów, gdy gonił mnie czas – rzucałam w ich kierunku chociaż spojrzenie i mówiłam im dzień dobry, dobry wieczór albo dobranoc. 8 września 2025 osłupiałam, gdy będąc na spacerze zobaczyłam nowe schody w miejscu tych dawnych. To było nie do uwierzenia. Przed oczami stanęły wspomnienia, zrodził się żal. Dziwne, bo przecież powinnam się cieszyć na widok nowego bezpiecznego zejścia na plażę. Na pewno wiosenne, zimowe, jesienne sztormy zniszczyły tamte stopnie, pewnie spróchniały i groziły połamaniem nóg… Wiem na pewno, że ta ludowa architektura miała w sobie duszę. Te nowe stopnie są jak piękna, nieskazitelna drabina. W ubiegłym roku byłam na Phuket w Tajlandii. Oni tam mają „odbicie” na temat naturalnego drewna , huśtawek na sznurach, ławek z bali, drewnianych łodzi na brzegach, beach barów , drewnianych płotów, mostków i spania pod strzechą. Takie miejsca są najdroższe. W Egipcie jest podobnie zresztą. Powiem tyle: są sztucznie robione te oazy, obsadzane roślinnością. To wszystko wygląda pięknie na…zdjęciach. Brakuje tego czegoś co jeszcze jest u nas -prawdy. To nieuchwytne, ale daje się wyczuć i budzi się rozczarowanie, gdy się odkrywa jaka jest prawda. Zadaję sobie pytanie czy ktoś bierze pod rozwagę odtwarzanie zniszczonych konstrukcji, budowli czy tylko w grę wchodzą nowe i inne dzieła. I tylko czasem łzy się kręcą w oczach i spływają, bo wszystko przemija tak jak lato, które odchodzi …Nadchodzi jesień. Pocieszam się, że będzie piękna… Jest !4 września 2025 roku. Marzanna Leszczyńska

Były kiedyś takie schody na plażę. Dowiedz się więcej »

AS LOTNICTWA – MAJOR SLAB MACIEJ KRAKOWIAN

Nigdy nie marzyłam o tym aby zostać pilotem. W szkole podstawowej chciałam być stewardessą. Gdy miałam siedem lat mój wujek Zbyszek , który był kierowcą i dowoził paliwo śmigłowcom robiącym opryski na polach załatwił mi taką przejażdżkę helikopterem. Bałam się bardzo, pamiętam wiatr od rozkręconych śmigieł gdy do niego wsiadałam, a potem płakałam w górze, bo było już tak wysoko, że czułam ciśnienie w uszach. To były lata 70-te. Gdy poszłam do Liceum – do naszej klasy doszlusował nagle nowy kolega, który nie zaliczył pierwszej klasy w szkole dla pilotów w Dęblinie. Bardzo chciał być pilotem, ale brakowało mu talentu do nauki w tej szkole. Poznając Brunona wiedzieliśmy w klasie co to jest miłość do samolotów i wiedzieliśmy jak wymagająca jest to szkoła. Katastrofa F16 i śmierć majora Macieja Slab Krakowiana, która tak bardzo poruszyła Polaków spowodowała wyjątkowe i niezwykłe zjawisko społeczne na to wydarzenie. Powstało tak dużo materiału o tym co robił, rozdzierających serce wspomnień, publikacji jego umiejętności – tak imponujących. W tak krótkim czasie dowiedziałam się czym są te samoloty, jaka jest rola i zadania pilotów bojowych , na czym polegają ich szkolenia jakich talentów potrzebują, jak jest to szalenie niebezpieczne. Wszystko niezwykle ciekawe, To doprawdy niesamowite ile tak młody człowiek, bo 35- letni dokonał i jakie umiejętności posiadł. Major Maciej Slab Krakowian był imponującym połączeniem tak wielu cech i talentów. Aktorem nie był, ale kamera go kochała. Materiały, które po nim pozostały są tak bardzo atrakcyjnie wykonane, wzbudzają zainteresowanie chyba każdego. Jego uroda, męskość, kultura osobista, spokój , łagodność, ujmujący uśmiech po prostu lepiej nie można było wybrać człowieka na wizytówkę i promocję elity polskiego lotnictwa. Ludzie mają po prostu już dosyć zabiegów marketingowych za, którymi chowa się pustka lanserów. Najlepszym przykładem – polityka. Tutaj w przypadku lotnictwa nie było możliwości okłamania, przedarła się prawda, której ludzie są już spragnieni, a prawda jest imponująca. Nic dziwnego, że taka samoistna reakcja społeczeństwa na tę tragiczną śmierć, reakcja jak wtedy gdy odchodzi ze świata wielka gwiazda estrady, filmu czy król bądź królowa jakiegoś państwa. Taki hołd ludzie sami chcą złożyć i w ten sposób podziękować wspaniałemu człowiekowi, który jest już wzorem. Chyba do tej pory śmierć żadnej „gwiazdy” nie wycisnęła z moich oczu tylu łez. Cały kraj, a nawet świat chce mu podziękować i szczerze rozpacza , że skończyło się jego krótkie, piękne, intensywne życie jakże imponujące złożone w ofierze. Nawet pierwsza wizyta naszego prezydenta Karola Nawrockiego w Ameryce oddała hołd majorowi Maciejowi Slab Krakowianowi. Cały świat zobaczył Missing Man Formation – symboliczny gest wykonywany podczas przelotu samolotów, gdzie jeden opuścił formację i wzniósł się pionowo w górę, symbolizując pilota, który zginął. Nie był to tylko przelot nad Białym Domem i pokaz, ale było to oddanie hołdu polskiemu pilotowi, zmarłemu tragicznie 28 sierpnia 2025 roku. Piękny gest Ameryki, która ma szacunek do zmarłego pilota. Smutne to, ale wielu naszych rodaków nie rozumie co się stało; żałują zdemolowanego pasa startowego, zniszczonego – drogiego samolotu, doszukują się przyczyn tego wypadku takich, ze nie będę nawet tego przytaczać. Żałosne wystąpienia. Czasem pojawia się jakiś pilot rozpostarty w fotelu, wypiękniony, który usiłuje podważyć umiejętności i odpowiedzialność majora M. S. Krakowiana. Wypada w hołdzie wyłączyć nagranie. Niestety to jest po prostu zazdrość i to bardzo widać. Poprzeczka jest wysoko postawiona, żeby Mu dorównać. Major Maciej Slab Krakowian zbudował legendę opartą na solidnym dorobku, znakomicie udokumentowanym. To legenda rangi Żwirki i Wigury, Dywizjonu 303. Trudno będzie ją podważyć i się z nią zmierzyć tym bardziej. Polacy wpłacili na konto wdowy i dwóch synków- bliźniaków po majorze Macieju Slab Krakowian miliony złotych (1,5 miliona dziennie) . To są pieniądze od darczyńców zwykłych obywateli po 20, 100 zł. Czy to nie piękne i wspaniałe? Takie rzeczy zawsze będą wzbudzać zazdrość,,, złych i maluczkich ludzi. Marzanna Leszczyńska

AS LOTNICTWA – MAJOR SLAB MACIEJ KRAKOWIAN Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry