sierpień 2025

Mierzęcin- koncertowe lato 2025

O koncertach w czwartki organizowanymi przez pałac w Mierzęcinie – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Wszystkie utwory w krótkim filmie pochodzą z koncertów, które odbywały się w Mierzęcinie podczas lata 2025. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Z pośród koncertów, które odbywały się w lipcowe i sierpniowe czwartki – byłam na trzech. Pałac Mierzęcin umilił wakacyjne wieczory zapraszając na godzinę 19.00 , a na niej na muzyczne duety. Dwa koncerty odbyły się na powietrzu , z tyłu pałacu, a towarzyszący śpiew ptaków był jak dodatkowy akompaniament dla muzyków. Propozycja ciepłej herbatki czy lampki miejscowego wina spotkała się z dużą akceptacją widzów. Każdy wieczór był inny, ale każdy niezwykle miły, bo dobra muzyka na żywo, w plenerze na tle pałacu czy w jego wnętrzach taka być musi – nawet gdy wieczór chłodnawy, komar dokuczy, a nagłośnienie odmówi posłuszeństwa na chwilę. Niektóre utwory powstały po to, aby je właśnie słuchać nocą i na wolnym powietrzu. Do nich należą nokturny Fryderyka Chopina. Tego właśnie doświadczyliśmy słuchając wykonania nokturnu na flet i pianino przez Joannę i Rafała Kowalczyków. Taka naturalna scena była idealna dla „światła księżyca” Claude Debussy albo „Summer time” George Gershwina. Para zagrała nam też słynne „ Usta milczą dusza śpiewa, kocham cię” z operetki Franza Lehara „Wesoła wdówka”, „Różę południa” Johana Straussa, czardasza z operetki „ Cygańska miłość”, słynny utwór „ Don t cry for me Argentina” czy Zbigniewa Wodeckiego „ Lubię wracać tam, gdzie byłem już”. W ostatni dzień lipca mieliśmy okazję włączyć się do śpiewu Pani Ewy z duetu Valdiango, bo kto nie zna refrenu z „Kawiarenek’ Ireny Jarockiej, „ Remedium” Maryli Rodowicz, piosenek Lady Pank. Były też szlagiery Madonny, Stinga, Stevena Wondera, Abby albo Megan. Gra na gitarze Waldemara Zielińskiego zachwycała. Pałac Mierzęcin jest chyba idealnym miejscem, w którym mogą zagrać skrzypce i utwory Niccolo Paganiniego. Czy to nie dziwne, że akurat utwór N. Paganiniego zabrzmiał we wnętrzu pałacu i to na skrzypcach z XVII wieku? Czarna legenda mistrza Paganiniego ciągnie się za nim do dziś, bo physis artysty i nieprawdopodobna wirtuozeria gry kojarzona była z zaprzedaniem duszy diabłu. Trzeba czytać artykuły dr Roberta Wójcika na www.idealzezgrzytem.pl o pałacu w Mierzęcinie, aby mieć takie skojarzenia. Duet Danuta Organiściuk i Włodzimierz Żylin sprawili prawdziwą ucztę muzyczną na wiolonczelę i skrzypce nie tylko utworami N.Paganiniego, ale również utworami Jana Sebastiana Bacha, Edwarda Elgara, Wiktora Strawińskiego, Ennio Moricone i Astora Piazzoli. Słynne Libertango w wykonaniu na skrzypce i wiolonczelę ukazało nowe oblicze, dla którego trudno nie mieć zachwytu. Piękne spotkania, piękna muzyka i jej wykonanie z ciekawym słowem wstępnym przed każdym utworem – wszystko oryginalne i warte przyjazdu na każde nawet aż z Gorzowa Wielkopolskiego. Żałuję, że nie mogłam uczestniczyć w każdym, ale cieszę się już na ostatnie – 28 sierpnia o godzinie 19.00. To już za kilka godzin… Marzanna Leszczyńska

Mierzęcin- koncertowe lato 2025 Dowiedz się więcej »

ZŁOTY POCIĄG, BURSZTYNOWA KOMNATA… i poszukiwacze skarbów

Dr Robert Wójcik zabiera czytelników w tajemniczy, ale jakże pasjonujący świat poszukiwaczy prawdziwych skarbów. Dorośli nie różnią się od dzieci. Mają w sobie marzenia i pragną znaleźć się w świecie jak z bajki, tylko skrywają to w sobie. Większość dorosłych realizuje te poszukiwania czytając książki i dociekając prawdy, która potrafi być skrywana za niezliczoną ilością zamkniętych drzwi. Otwarcie ich to łamigłówki, ryzyko i poświęcony czas swojego życia. Wreszcie są praktyczni poszukiwacze uzbrojeni w detektor metalu , odwagę , wiedzę i gotowość na prawdziwe odkrycie np. ..złotego pociągu czy bursztynowej komnaty. ..Swoimi indywidualnymi przemyśleniami, dociekaniami i zaskakującymi wnioskami dzieli się dr Robert Wójcik . Jest to oryginalne, samodzielne i pozbawione sensacji spojrzenie na cały zgiełk i szum medialny wokół poszukiwań legendarnego złotego pociągu ze skarbami, który wyjechał 80 lat temu i nie wiadomo gdzie dokładnie jest – Marzanna Leszczyńska Do słowa pisanego wprowadza clip ze znaną muzyką filmową i fotografiami Marka Kaźmierskiego, które pochodzą z Dolnego Śląska. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film. dr Robert Wójcik zaprasza do lektury Ochrona dziedzictwa archeologicznego, kulturowego, dzieł sztuki, kosztowności, jest niezwykle złożonym zagadnieniem i powiedzmy sobie szczerze – tajemniczym. Poszczególne jej aspekty znacząco się różnią, ale też na wielu płaszczyznach wzajemnie się przenikają. Artykuł jest poświęcony problematyce związanej z działalnością „poszukiwaczy skarbów”, która współcześnie stanowi jedno z największych zagrożeń oraz wyzwań dla materialnej spuścizny przeszłych pokoleń, którą zajmuje się archeologia i nauki pokrewne. Dlaczego tak to interpretuję – pewno dziwnie. Dlaczego ? – mam takie wrażenie, że lepiej czasami wiedzieć mniej niż więcej. Lepiej zachować pewne tajemnice – lub ich nie rozwiązywać. Ale człowiek, który odkąd tylko uświadomił sobie własne przemijanie, dokładał wielu starań aby pozostawić ślad po sobie i swoich osiągnięciach, uczynkach – niestety – rzadko dobrych ( kiedy kierował się zyskiem i bogactwem) – czyli złych… Ale na pewno są też prawi „poszukiwacze skarbów” – i chwała im za to. Podziwiam ich i w skrytości ducha – zazdroszczę. Dociekania, poszukiwania w wielu przypadkach nie prowadzą do celu – ale jest też wiele już opisanych i namacalnych prawdziwych zdarzeń – gdzie wytrwałość została nagrodzona… Ktoś powie, że wakacyjny okres to taki „sezon ogórkowy” na różnego rodzaju sensacje. A jak już są związane z poszukiwaniem skarbów – przyciąga jak magnes. „Złoty Pociąg” czy Bursztynowa komnata – te skarby zagrabione przez hitlerowców ( tak do końca nie wiadomo kto zagrabił…) na naszych ziemiach – szuka od dziesiątek lat wielu poszukiwaczy skarbów. Poszukiwacze z grupy „Złoty Pociąg 2025” po raz kolejny sprawili, że o okolicach Wałbrzycha mówi się w Polsce w kontekście poszukiwań zaginionych skarbów. Legendy na temat niemieckiego złota w Polsce są jednak dużo starsze. Kiedy grupa poszukiwaczy „Złoty Pociąg 2025” ogłosiła, że otrzymała zgodę Lasów Państwowych na przeprowadzenie pierwszego etapu swojego planu, polska „gorączka złota” powróciła z pełną mocą. Ów plan zakłada jedynie „sprawdzenia terenu detektorami metalu w celu usunięcia wszelkich metalowych przedmiotów z obszaru badań”, ale dla wielu jest to nowa nadzieja. Mieszkańcy Wałbrzycha i okolic podkreślają, że o „Złotym Pociągu” ( trzech wagonach wypchanych złotem i kosztownościami) słyszeli od dziecka. Ileż to osób było już na jego tropie? Czy to legenda? Niemal każdy w niego wierzy, choć nikt go nigdy nie widział. Jest jak potwór z Loch Ness. Historia poszukiwań „Złotego Pociągu” jest o wiele dłuższa. Miała zacząć się w 1944 roku, gdy Trzecia Rzesza zażądała od ludności Dolnego Śląska, by zdeponowała oszczędności w bankach. Na „złoto Wrocławia” miało składać się ponad 50 dużych metalowych skrzyń oraz liczne mniejsze, drewniane… same skarby, obrazy, dzieła sztuki, sztabki złota… W kwietniu 1945 roku wspominany ładunek miał zostać zapakowany na pancerny pociąg i ruszyć w kierunku Wałbrzycha, by umknąć przed Armią Czerwoną – sowietami. Pierwszy „skarbową gorączką” dotknięty został Tadeusz Słowikowski, który szybko zaczął zarażać nią swoje otoczenie. O złocie miał usłyszeć od Niemców, z którymi po wojnie pracował w kopalni w Wałbrzychu. W latach 70. Słowikowski poznał kolejarza o nazwisku Schulz, który pracował jako dróżnik na 61 kilometrze . Od swojego poprzednika miał dowiedzieć się, że niektóre pociągi wyjeżdżały ze Świebodzic, ale nie dojeżdżały do Wałbrzycha… Nikt ich potem nie widział – znikały jak kamfora. Dolny Śląsk, aż do 1944 roku uznawano za najbezpieczniejszy rejon III Rzeszy. W tamtym okresie nie docierały w okolice naloty bombowe, przeprowadzane przez aliantów w przemysłowych rejonach Niemiec od dwóch lat. W regionie krążyło wiele historii o ukrytych skarbach i dziełach sztuki. Najczęściej wskazywane miejsce ukrycia pociągu to 65. kilometr linii kolejowej Wrocław-Wałbrzych, w pobliżu zamku Książ i kompleksu Riese (Góry Sowie) – sieci podziemnych tuneli budowanych przez Niemców z udziałem więźniów. Co ciekawe – mało kto wie , że „Złotego Pociągu” szukało też wojsko w komunistycznych czasach na polecenie generała Jaruzelskiego – to były bardzo szeroko zakrojone badania. Ale one też nie przyniosły rezultatu. Grupy poszukiwacza „Złoty Pociąg 2025”, ogłosiła, że otrzymała zgodę Lasów Państwowych na przeprowadzenie pierwszego etapu swojego planu, czyli  sprawdzenia terenu poszukiwań detektorami metalu w celu usunięcia wszelkich przedmiotów z obszaru badań. Mimo entuzjazmu grupy poszukiwaczy, eksperci powątpiewają w możliwość odnalezienia „Złotego Pociągu”. – Rozsądek podpowiada, żeby w niego nie wierzyć. Ukrycie składu tak, jak chcą tego poszukiwacze w swoich marzeniach, wymagałoby istnienia dość dużych rozmiarów tunelu. Pociąg musiałby zostać do niego wprowadzony w odpowiednim momencie i to jeszcze w czasie wojny.  Zawsze przy tego typu czynnościach są ( lub powinni być) świadkowie, powinny być też dokumenty. W historiach o „Złotym Pociągu” na nic takiego nie natrafiono. Prawdopodobieństwo, że taki tunel istnieje, jest bardzo małe, wręcz znikome. Jednak sama legenda „Złotego Pociągu” i jej nagłaśnianie może napędzać do działania, a z tego mogą płynąć pozytywne efekty. Przypominam, że w XIX wieku szukano Troi i wydawało się, że to jest jeden wielki mit. A okazuje się, że właśnie takie miasto odnaleziono… istniało , było – mimo, że wielu twierdziło, że to jest tylko legenda. I jak tu nie wierzyć w cuda i Opatrzność Boską ? Jeszcze jedna ciekawa rzecz – co niektórzy uważają, że w „ Złotym Pociągu” też znajduje się Bursztynowa komnata” – ??? Nie mam pojęcia skąd te przypuszczenia. Reasumując – szanse na odkrycie są niewielkie, natomiast legendy jakiś sens mają, bo zachęcają do działania. Może nie „Złoty Pociąg” , ale coś innego, co jest równie intrygujące i ciekawe. Poszukiwacze występują pod nazwą „Zespół Złoty Pociąg 2025” zapewniają, że mają nie tylko precyzyjne dane lokalizacyjne, ale też dokładny plan działania. Nadleśnictwo Świdnica wydało zgodę na rozpoczęcie badań z „małym zastrzeżeniem” – poszukiwacze mogą korzystać tylko z łopat, szpadli i saperek. Mogą być używane tylko punktowo – do wykopów o maksymalnych wymiarach 30 na 30 cm i głębokości do 50 cm. O ciężkim sprzęcie nie ma mowy. Życzę im sukcesu w poszukiwaniach – ale osobiście mam inną teorię. Poszukiwacze podkreślają, że dysponują precyzyjnymi współrzędnymi GPS opisującymi przebieg i kształt tunelu. Ich oświadczenie brzmi „ Poprzez

ZŁOTY POCIĄG, BURSZTYNOWA KOMNATA… i poszukiwacze skarbów Dowiedz się więcej »

Rugia – wyspa Caspara Davida Friedricha

O swoich wakacyjnych wrażeniach z krótkiego pobytu na kredowej wyspie – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótką prezentację. ” Te skały pozostawił sam Bóg „ – Hanns Cibulka W mojej świadomości najpierw był obraz Rugii Caspara David Friedricha , a dopiero potem Rugia. Rugia utkwiła mi w pamięci za przyczyną jego zachwycającego obrazu „ Kredowe skały Rugii”. Jest to arcydzieło C.D. Friedricha górujące nad resztą jego dzieł, arcydzieło niemieckiego romantyzmu i jeden z cudów malarskich XIX wieku. Znalazłam oto okazję do przypomnienia sobie tego obrazu po trzy- dniowym pobycie na północno- wschodniej i południowo – wschodniej części Rugii. Tutaj właśnie znajduje się kredowe nabrzeże skał i widokowe otwarcie ku morzu, okna pejzażowe pomiędzy zboczami, które zostały wyrzeźbione przez sztormy, wiatry i erozję gleby z bukami wiszącymi na krawędziach urwisk i ich odsłoniętymi korzeniami. Ma rację ten, kto nazwał te widoki ” czarnoksięstwem rzadkiego rodzaju”. Ten dzisiejszy krajobraz nie jest już taki jak za czasów C.D. Friedricha bo jego przemiana trwa nadal, tak oto np. w 2002 roku oderwało się i runęło do morza 25 000 metrów sześciennych skały kredowej. C. D. Friedrich uwiecznił swoim płótnem Rugię i ją rozsławił na cały świat, ale nie tylko przez odtworzenie charakteru pejzażu i piękna przyrody, ale poprzez zawarcie w tym obrazie ogromnej ilości znaczeń i niewyczerpanych możliwości interpretacyjnych tego obrazu. „ Kredowe skały Rugii” to nie tylko scenka rodzajowa, ale jak napisał Waldemar Łysiak tą sceną – artysta – niczym poeta pędzla namalował wieczność, zamienił banał w arcypoezję i wlepił mu transcendentny wymiar. Friedrich lubił pokazywać symbole mijającego czasu, a czas był notorycznym bohaterem jego obrazów. Czy ten obraz to nie Jego alter ego? Obsesja śmierci męczyła wielu romantyków, a Friedricha już od samego dzieciństwa, od chwili, gdy załamał się pod nim lód. Friedrich utonął by pod nim, ale skoczył mu z pomocą starszy brat, który wypchnął go na lód, ale sam nie zdołał się wydobyć i zginął. Friedrich nigdy nie przestał myśleć o tej tragedii. Czy ta czeluść i martwy pniak nie symbolizują śmierci? Jest w tym obrazie też mnogość symboliki miłosno – małżeńskiej : dwa kredowe stoki i dwa konary drzew splecione ze sobą rysują kształt serca, przytulone żagle w oddali. O politycznej interpretacji już nie będę się rozpisywać. Rugia pamięta Caspara Davida Friedricha i upamiętniła go godnie. Jego sylwetka z brązu w staroniemieckim stroju stoi dumnie i patrzy w dal na bezkresne morze w punkcie widokowym niedaleko Arkony, a obok stoi Jego obraz w potężnym powiększeniu w kolorze sepii. Godnie upamiętnia malarza Stół Królewski, gdzie przy potężnej platformie widokowej zawieszonej na stalowych linach gromadzą się masowo turyści, aby podziwiać widoki. W tym miejscu stoi potężny baner z obrazem „Kredowych skał Rugii” Caspara Davida Friedricha. Tutaj znajduje się też imponujące muzeum multimedialne wyspy, które należy zobaczyć – koniecznie. Ileż ja tutaj znalazłam odpowiedzi na pytania, które powstały w mojej głowie podczas spaceru po wybrzeżu i patrząc na te zjawiskowe skały z kredy, które gdy wyjdzie słońce – świecą na biały odblaskowy kolor. Zachwyca nie tylko genialny edukacyjny przekaz, ale też estetyka ekspozycji i niezwykłe artystyczne zdjęcia przyrody. Rugia to wyspa tajemnicza i jakże odmienna od naszego polskiego wybrzeża, a tak niedaleko położona przecież. Bukowe lasy Rugii są idealne na rowerowe trasy, a zieleń i jej odcienie w słońcu serwują niezapomniane widoki na , które nie trzeba długo czekać, pojawiają się niezwykle często. Chyba niewiele jest tak pięknych dróg na świecie. Zachwyca architektura w mieście Binz – białe domy z misternymi ażurami przy oknach i balkonach całe ich ulice nawiązujące kolorem do kredowych klifów w Narodowym Parku Jasmund. Zapierają dech całe wioski z domami krytymi strzechą z przepięknymi ogródkami. Tam też na pólnocy Rugii stoi Pomnik Śventovit powstały w 2021 roku autorstwa Patrycji Kujawowicz i Tadeusza Glińczaka, którzy w ten sposób przypomnieli, że były to ziemie słowiańskie i panował tam kult pogaństwa i właśnie tutaj najdłużej opierał się chrystianizacji. „ Dzisiejsi ludzie, mieszkańcy świata przematerializowanego, przetechnicyzowanego, przeracjonalizowanego, zrobili się chorzy od wszechobecnej maszynerii, od terroru betonu i biurokracji; ci ludzie słysząc codziennie ile agregatów codziennie wyprodukowano, sami czują się agregatami. I tacy ludzie tęsknią do nieskazitelnej przyrody oraz do romantyczności bajkowego typu” – Waldemar Łysiak „Malarstwo Białego Człowieka” „ Szczypająca duszę” aura pejzaży Rugii jest lekarstwem tak samo jak obrazy Caspara Davida Friedricha, które warto poznawać – wszystkie. Dodatek „ Nocleg Ordens Kapelle – taki, że… nigdy więcej” Wyboru nie było, więc zdecydowaliśmy się, a nazwa była obiecująca : Kapliczka Zakonników Rycerskich na Rugii. Ordens Kapelle. Przybyliśmy nocą na miejsce. Malutka kapliczka, wyglądała na zabytkową i taką też się okazała. Z okiennicami wymalowanymi na czerwono w maltańskie krzyże. Do tej kapliczki przylegał dobudowany niedawno- na oko – hotelik z nisko podwieszonym sufitem. Przeszliśmy „mosteczkiem zwodzonym „ ( takim na trzy kroki szerokim) ale z boku grube łańcuchy raczej dla ozdoby, bo nic nie podtrzymywały. Zieleń owszem była, nawet dużo. Za to przed samym wejściem – cmentarz! Czyli parę mini nagrobków – jakieś poprzewracane, krzyże jak ze sklejki, dziwne te krzyże. Podejrzewałam od razu, że to jakaś ustawka i tak też, po zasięgnięciu języka się okazało. W środku dziwności nad dziwnościami. Krzesła skórzane jak trony, a raczej krzesła elektryczne, kute ozdoby rycerskie na ścianach, masa rzeczy, przyłbic rycerskich. Wszystko sprawiało wrażenie – jak zebranych przypadkowo. Dostaliśmy kule jak od billarda z numerem pokoju i z prośbą abyśmy wybrali sobie godzinę na śniadanie ( a były cztery do wyboru i żebyśmy je wrzucili do odpowiedniej rury). Na mój gust bardzo skomplikowany system jak na wybór śniadania . Japończycy zaśmiewali się z tych kuli pokazując je sobie. Jadalnia nam przyznana, wprowadziła mnie w osłupienie. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam i nawet apetyt odebrało.. W kredensie za szklanymi szybami pełno było różnych lichtarzy i krzyży, z sufitu zwisały żółte szklane kule- gęsto – wyglądały jak lampki z kościoła przy tabernakulum, na ścianach portrety postaci jakby biskupów w ornatach. Szczytem była dekoracja okien – tiary biskupie nad każdym oknem i stuły zawieszone jak…firanki… Z głośników sączyła się notorycznie jakaś kościelna muzyka, czasem zespołu Enigma. Koleżanka miała w

Rugia – wyspa Caspara Davida Friedricha Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry