lipiec 2025

Prawda jest okrutna – Wołyń

O tegorocznych uroczystościach w Gorzowie Wielkopolskim w dniu 11 lipca 2025 roku ku czci Ofiar Wołyńskich na Kresach Wschodnich z zaproszeniem do wysłuchania przedmowy historycznej profesora Grzegorza Kucharczyka – Marzanna Leszczyńska Gdy rok temu na różnych grupach facebookowych ukazały się zdjęcia Pomnika Ofiar Wołyńskich na Kresach Wschodnich autorstwa Andrzeja Pityńskiego z informacją, że będzie jego odsłonięcie 11 lipca 2024 roku w Domostawie, zrobiły one na mnie oszałamiające wrażenie i wzbudziły ogromne zainteresowanie. Wtedy mało kto wiedział co to za pomnik i dlaczego powstał w jakiejś Domostawie? Minął rok – czyli niewiele czasu, a dzisiaj mało kto nie widział na zdjęciu tego pomnika i nie wie czego dotyczy, a tak wielu pojechało, aby zobaczyć go na własne oczy. Stało się tak mimo tego, że : „tak go oczerniali, że za dosadny, taki okropny i kiczowaty, że dziecko na widłach to niesmaczne i niepotrzebne, że lepszy byłby jakiś symbol…Tymczasem jego autor Andrzej Pityński nienawidził abstrakcji, którą nazywał antysztuką do zacierania śladów. Co do okropieństwa, to rzeczywistość była tysiąc razy straszliwsza, praktycznie niewyrażalna, uważał. Byliśmy w Domostawie też w zwykły dzień już o zmroku. Tam stale są ludzie, stale podjeżdżają auta. Pomnik był wiele lat „ aresztowany” w odlewni w Gliwicach, Poza tym nikt go nie chciał, wszyscy się bali. Kolejne miasta się wycofywały, były zastraszane”. -Anna Milanowski Właśnie tylko wielki baner ze zdjęciem Memoriału z Domostawy stanął w Parku Siemiradzkiego podczas obchodów kolejnej rocznicy tych tragicznych wydarzeń, które rozpoczęły się już tradycyjnie mszą świętą w Białym Kościółku o godzinie 18.00 11 lipca 2025 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Te tradycyjne już uroczystości odbywają się na tle naszego gorzowskiego Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej, a jest to kamień, który mówi coś o znamionach zbrodni… Profesor Grzegorz Kucharczyk, który co roku wygłasza w tym właśnie miejscu swoje niesamowite przedmowy historyczne o wydarzeniach na Wołyniu – przypomina co roku z całą stanowczością, że nie jest to właściwy napis: „Żadne znamiona, a genocidium atrox czyli zbrodnie ze szczególnym okrucieństwem”. Tym, którzy liczą na to, że ktoś z władz tego miasta , kiedyś podejmie kroki, aby zmienić ten napis odpowiem tylko, że nie spodziewam się takiej wspaniałomyślności nawet za sto lat. Łatwiej i lepiej będzie postawić nowy i tam przenieść obchody. Cieszę się, że przybywa – co roku 11 lipca – uczestników na mszy w Białym Kościółku o godz.18.00 i słuchaczy niezwykłej przedmowy historycznej profesora Grzegorza Kucharczyka. Chociaż to ciągle mało jak na 120 000 miasto. A szkoda… Zapytam tylko gdzie są wszyscy nauczyciele historii, języka polskiego, religii, politycy prawicowi, duchowieństwo? Media też skromniutko. Co zrobili, aby zachęcić i przyprowadzić młodzież i dzieci ??? Zapraszam na wysłuchanie znakomitego wykładu prof. Grzegorza Kucharczyka i przypomnienie ubiegłorocznego na http://www.idealzezgrzytem.pl https://idealzezgrzytem.pl/2024/07/22/zadne-znamiona-a-genocidum-atrox-11-07-2024-gorzow-wielkopolski/ To wiedza skarb wygłoszona przez zasłużonego, z dużym dorobkiem naukowca, który urodził się w Gorzowie i jak został przedstawiony ; „Jest humanistą rzadkiej konstrukcji, bo dąży do prawdy zawsze i nie wstydzi się swojej wiary, co rzadko się dzisiaj zdarza” . Naciśnięcie czerwonego prostokąta z czerwoną strzałką na obrazie poniżej uruchomi wykład na tle zdjęć.

Prawda jest okrutna – Wołyń Dowiedz się więcej »

Śmierć – ciemna strona księżyca …

„Memento mori” to łacińska sentencja, która dosłownie oznacza „pamiętaj o śmierci”. Jest to filozoficzne przypomnienie o nieuchronności śmierci, mające na celu skłonienie do refleksji nad życiem i jego ulotnością. W kulturze, sztuce, religii różnych wyznań – ten motyw często przybiera formę symboli takich jak czaszki, krzyże, trumny, klepsydry, ogniska, tratwy ze zmarłymi, ogień czy zwiędłe kwiaty, mających unaocznić przemijanie. Czasami okrucieństwo – to we wschodnich religiach. Dziwny jest ten świat. Czy My o tym myślimy, zdajemy sobie z tego sprawę – co to jest śmierć ? Czy się zastanawiamy – co będzie z nami czy z naszymi bliskimi ? Chyba nie w młodości – przyjmujemy życie jak wypieczoną , pyszną kromkę chleba z masłem w ręce. – a w zasadzie wzrokiem w komórce. Śmierć – jest też kromką chleba, która przypomina drugą – tą ciemną stronę księżyca. Dlaczego? Bo dopiero na starość coś nasz rusza i zaczynamy o tym myśleć. Poznajemy jej dobry smak – smak przemijającego życia, który już nie wróci na starość. Taki jest ten dzisiejszy dziwny świat. Tak zwana – chwila życia – strasznie mnie to martwi i boli moje uczucia. Opowiem tak … Byłem przy śmierci swojego taty – walczyliśmy wspólnie z siostrą i rodziną przez wiele lat – codziennie – i jestem z tego dumny – aby jeszcze żył – był z nami. Dziś się zastanawiam nad jednym – czy nie cierpiał w czasie tej ostatniej przygody życia … nie wiem. Wiem jedno – robiliśmy wszystko – aby żył jeszcze… To nie było cierpienie – może w ostatnich chwilach.   Śmierć czeka każdego z nas. Nikt nie wie, kiedy jego czas się skończy, ale szacuje się, że każdego roku umiera 56 mln ludzi. Według GUS, w 2021 r. przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce wyniosła 71,8, a kobiet 79,7 lat. Eksperci medyczni wyjaśniają, jak wyglądają ostatnie etapy życia człowieka w sędziwym wieku. Śmierć jak każdy proces ma etapy, które warto poznać – głupio napisałem … – zapoznać się z nimi, by przygotować się na odejście siebie czy bliskiego . To trudny temat, który jest odrzucany przez nas – staramy się nie myśleć o tym – ale on powraca co jakiś czas. W naszych myślach czy snach. Co powinniśmy wiedzieć o umieraniu ? Nie ma chyba osoby, która czasami nie zadaje sobie takich pytań. Szczególnie w obliczu śmieci kogoś bliskiego. Co się dzieje z nimi czy z nami po śmierci? Jak ona będzie wyglądać? Jaki chcemy mieć pogrzeb ? Czy śmierć oznacza koniec wszystkiego, czy dopiero początek naszej drogi? Ludzie od wieków próbują odpowiedzieć na te pytania. Wbrew powszechnemu przekonaniu śmierć  z powodu starości w rzeczywistości nie jest spowodowana fizycznym zużyciem lub rozpadem organizmu. Jest to zwykle połączenie chorób, które kumulują się z czasem, powodując niewydolność narządów i ostatecznie śmierć. Wraz z wiekiem – ciała starszych osób stają się słabsze, co czyni je bardziej podatnymi na dolegliwości fizyczne, takie jak np. choroby serca, udar mózgu czy inne dolegliwości — to najczęstsze przyczyny śmierci ludzi w podeszłym wieku. Inne zagrożenia, na jakie narażone są osoby starsze – takie jak każdy może je mieć ( i nie wiedzieć o tym… ), to rak, demencja, cukrzyca  czy problemy z oddychaniem — wszystkie z nich mogą przyczynić się do naszej śmierci w ciągu kilku lat lub nawet miesięcy. Nieodpowiedni styl życia, czyli zła dieta, brak ruchu, papierosy , nadmierne picie alkoholu, nadużywanie narkotyków i  dzisiejszy stres życia ma na to ogromny wpływ w połączeniu z czynnikami związanymi z wiekiem. Krótko mówiąc, śmierć z powodu starości niekoniecznie jest spowodowana jednym konkretnym czynnikiem – to wynik wielu problemów związanych ze starzeniem się organizmu. Ale możemy temu w jakiś sposób pomóc, zapobiec. Przez co ? przez miłość do swoich bliskich – babć, dziadków, rodziców – mamy czy taty, starych cioci, wujów czy miłych sąsiadów czy sąsiadek – tylko trzeba chcieć – nie zapominać o nich . Być przy nich do końca ich dni … pocieszać, wspierać, pielęgnować, karmić… – być przy nich!!! – Do końca – trzymać ich rękę w agonii – Oni potrzebują tego – mam wrażenie po swoich przeżyciach – że tego bardzo potrzebują – nie chcą być samotni jak odchodzą – chcą żeby ktoś z nimi był – bliska osoba. Ale Ona – ta śmierć – musi być radosna – musi kochać to rozstanie – chociaż łzy jej po policzku płyną … bo już nic nie może zrobić. Ociera tylko twarz swojej mamy, taty, babci czy dziadka … zwilża wodą usta – bo taka jest ta śmierć – paskudna, okrutna. A jak my będziemy umierać – czy ktoś się nad tym zastanowił ??? Z technicznego punktu widzenia nikt nie umiera ze starości. Wraz z wiekiem nasze ciała w naturalny sposób zaczynają być mniej sprawne, zarówno pod względem wydolności fizycznej, jak i poziomu energii. Wynika to z procesu starzenia, który jest niezwykle złożonym cyklem zmian biologicznych, jakie zachodzą powoli w czasie. Wraz z wiekiem komórki zaczynają się rozkładać i stają się mniej wydajne, co prowadzi do osłabienia mięśni, wolniejszego czasu reakcji i ogólnego zmniejszenia sprawności fizycznej lub umysłowej. Starsi ludzie są bardziej podatni na choroby, takie jak przeziębienie czy grypa ze względu na osłabiony układ odpornościowy. Zdolność organizmu do zwalczania infekcji również zmniejsza się z czasem, co może prowadzić do innych komplikacji zdrowotnych, takich jak rak lub choroby serca. Innym czynnikiem przyczyniającym się do śmierci ze starości jest po prostu stopniowa degradacja układów organizmu w miarę upływu czasu. Może to być przyspieszone przez czynniki związane ze stylem życia. Ale ostatecznie nawet zdrowi i wysportowani ludzie nie mogą uciec przed skutkami starzenia się organizmu, bo możliwości fizyczne się kurczą i doprowadzą do ostatecznego zgonu. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy ta przyczyna została wykryta wcześniej, była leczona bez powodzenia czy też zaniedbana latami. Za śmiercią zawsze stoi jakiś stan chorobowy, nawet jeśli ludzie umierają we śnie. Koniec życia jest czymś, z czym wszyscy kiedyś będziemy musieli się zmierzyć- i chociaż nie ma sztywnych reguł określających, jak powinien się ona się potoczyć, niektórzy uważają, że proces ten może przebiegać etapami. W zależności od naszej kultury etapy te mogą obejmować: – oddalenie się fizycznie i emocjonalnie, –

Śmierć – ciemna strona księżyca … Dowiedz się więcej »

„Hydrozagadka” po 55 latach

O filmie „Hydrozagadka”, który wyświetlono na tegorocznym Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie- Marzanna Leszczyńska Jest w Łagowie nad jeziorem restauracja, z zachwycającą różą. Wszyscy o nią dbają, a ona się odwdzięcza masą kwiatów. Łagów to piękna miejscowość. Jak to się stało, że nigdy nie oglądałam „Hydrozagadki” w reżyserii Andrzeja Kondratiuka – nie wiem do dziś… Myślę, że najpierw byłam po prostu za mała na ten film, a potem stało się tak na wskutek starań moich rodziców o dobre wychowanie dzieci, bo był to niewątpliwie film dla dorosłych. Tegoroczne Lato Filmowe w Łagowie przypomniało ten purnonsens czy surrealistyczną zgrywę z wielkim wdziękiem. „Hydrozagadka” stała się jednym z najbardziej oryginalnych filmów polskiej kinematografii, jest majstersztykiem, niezaprzeczalnie jednym z lepszych filmów i jak ktoś zauważył : „ dziś nikt ze współczesnych nie wymyśliłby tak odjechanych tekstów, nie mówiąc już o tym, że nie znaleźliby się aktorzy, którzy podali by je w taki sposób”. Organizatorzy Lubuskiego Filmowego Lata 2025 w Łagowie wyświetlili film pomysłowo – nad jeziorem, widzów posadzili na leżaczkach, pod gołym niebem, nocą (pięknie przyświecał księżyc). Kropką nad i byłaby upalna noc – ale tego akurat zabrakło. Sekret geniuszu „Hydrozagadki” kryje się po pierwsze w scenariuszu, którego pomysłodawcą był Andrzej Bonarski, ale stworzył go razem z Andrzejem Kondratiukiem. Warto przypomnieć postać Andrzeja Bonarskiego, bo jest osobą arcyciekawą, zasłużoną i bardzo niedocenioną w kulturze naszego kraju. Urodził się w Krakowie w 1932 roku, ale całe życie związał z Warszawą, w której studiował na Uniwersytecie Warszawskim matematykę i astronomię. Z zamiłowania był dziennikarzem, literatem, wydawcą. Był też znawcą i kolekcjonerem sztuki polskiej i światowej, zorganizował wiele znaczących wystaw plastycznych – gdyby nie Jego działanie to nic z lat 80-tych nie zachowało by się w polskiej historii sztuki tego okresu. Promował twórczość malarki Ariki Madeyskiej. Współpracował z Jerzym Grotowskim. Stworzył też scenariusz do filmów: „Dziura w ziemi” , „ Panna i Łucznik”, „ Rewizja osobista”( razem z Andrzejem Kostenką i Witoldem Leszczyńskim), autor pierwszych 5 odcinków serialu „Punkt widzenia” ( reż. Andrzej Zaorski, Małgorzata Niezabitowska jest autorką dwóch ostatnich odcinków filmu). Jako prozaik debiutował w 1957 roku, był dziennikarzem tygodnika „ Kultura” i miesięcznika „Polska”. Wiadomości o Andrzeju Bonarskim przytoczyłam dzięki pani Henryce Milczanowskiej, która jak pisze – miała przyjemność Go poznać i z Nim rozmawiać, a podzieliła się nimi na facebooku. Nawet genialny scenariusz na niewiele by się zdał, gdyby zaangażowano kiepskich artystów. Do „Hydrozagadki” zaangażowano masę świetnych aktorów. Furorę zrobiła oczywiście młodziutka i zjawiskowa Ewa Szykulska. Wszystko się zgadza : Jej kobiecość w tym filmie „wypływa niczym woda w delcie Amazonki”, ma seksapil i powab kobiecy, jest obłędnie piękna nawet wybitnie śliczna z tymi rzadko spotykanymi jasno-niebieskimi oczami, jest symbolem seksu, „a ta jej diastema tak jej dodaje uroku, że szok”, taka leciutko femme fatale – cudo, polska Malena, jest naturalnie piękna i zagrała mistrzowsko no i „ma to coś, co chciałaby mieć każda kobieta.” Współczuję wszystkim paniom, które odważą się krytycznie wysłowić odnośnie Ewy Szykulskiej – oberwą niemiłosiernie, bo „lepiej gdy mizerna i mierna zazdrość milczy”…Podobno w „Hydrozagadce” Ewa Szykulska nie mówi swoim głosem, ale czy jest to głos Kaliny Jędrusik czy Ireny Rylskiej – nie wiem. Natomiast wszystkim tym, którzy tak dużo mówią tylko o pięknej i utalentowanej Ewie Szykulskiej muszę stanowczo powiedzieć, że nie są sprawiedliwi, bo Iga Cembrzyńska – ucharakteryzowana na „wodnika” jak z czeskiej bajki wygląda ślicznie i zapowiada film niesamowicie. Legenda mówi, że to była improwizacja, bez dubli, ponieważ koszty przeznaczone na film były ograniczone i Andrzej Kondratiuk poprosił Igę Cembrzyńską o przeczytanie zapowiedzi filmu. A tancerka wykonująca arabski taniec to niby nie robi wrażenia? Jakie ciało, jaki erotyzm… Zastanawiam się, czy takie występy były na spotkaniach u Jerzego Urbana, które dzisiaj na emeryturze wspomina Leszek Miller? Więcej uwagi poświęcam panią w tym filmie, ale oczywiście wszyscy panowie są rewelacyjni. Dr Plama i maharadża z Kabulu po prostu genialni. Wszystko w tym filmie zachwyca. A jakie są tam podkłady muzyczne pod dialogi, jak budują nastrój… Obejrzenie tego filmu to okazja do posłuchania pięknej polszczyzny – miodu dla uszu, kultury konwersacji, rozmów na poziomie, cudnej gry słów, genialnie podanych dialogów, zachwyca poczucie humoru i masa podtekstów. – „Ja na drzewo – dzik za mną” – „ Achtung Herman, torpeden loss!” – „ Jolu, zdejm kapelusz. Będziemy uprawiać miłość francuską. Jurku, uspokój się. Nie zdejmę kapelusza.” Tego filmu nie można odbierać dosłownie. Rzecz w tym, że jak każda prawdziwa sztuka może być ,ale nie musi być o czymś konkretnie. W rezultacie dla każdego będzie o czymś innym. Film jest ponadczasowy, prekursorski. Oglądając go dzisiaj widzimy doskonałe reklamy produktów i to zgodnie z dzisiejszymi standardami, a przecież w 1970 roku nikt nie wiedział co to jest marketing. Problemy wiecznie żywe: aluzje do płonącej planety, marzenia ludzi i ich fantazje. Wszyscy je mamy i Ci, których o to nie posądzamy też. Oderwać się od szarej rzeczywistości, odpowiedzialności czasem pragną też poważni i dojrzali ludzie nauki na przykład… w takich laboratoriach… „Hydrozagadka” jest jedyna. Dzisiaj nie brakuje tematów, którymi można się zainspirować, aby powstał nowy współczesnym nam purnonsens. Cóż nam dzisiaj pozostaje – jak tylko się pośmiać … Marzanna Leszczyńska P.s. Purnonsens – dowcip, w którym efekt komiczny powstaje z niedorzeczności, z pozbawionego logicznej motywacji, absurdalnego skojarzenia obrazów lub pojęć. Stworzony został w XIX wieku przez pisarzy angielskich, odegrał ważną rolę w estetyce surrealizmu.

„Hydrozagadka” po 55 latach Dowiedz się więcej »

Duchy , Zmory, Wizje ….

Dzieci też miewają wizje i jako dorośli po latach, doświadczeniach różnych przeżyć – „łączą kropki”. Z pamięci wydobywają się na światło dzienne różne skojarzenia i niesamowite historie. Któż z nas tak nie miał… Podobno, gdy wchodzi się w drugą połowę „lata starości” ( po 65 roku życia ) puzzle wspomnień zaczynają układać się w wyraźną całość, a tajemnice się odkrywają. Gdy wiedza, inteligencja łączy się z tym co niepojęte – wtedy robi się naprawdę ciekawie… Zapraszam na kolejną opowieść, na http://www.idealzezgrzytem.pl dr Roberta Wójcika z cyklu „Opowieści niesamowite ” https://idealzezgrzytem.pl/category/opowiesci-niesamowite/ – Marzanna Leszczyńska Na zdjęciu : autor dr Robert Wójcik z jednym ze swoich pupili Muszę to opisać – to było dziwne – wydarzyło mi się w moim dzieciństwie – miałem może dziesięć lat ( może mniej) – ale pamiętam to – to były przepowiednie czegoś – czego należy unikać w życiu. Mam pamięć fotograficzną – i to będę pamiętał do końca życia… Fakt. Tak – ktoś był wtedy przy mnie – jak spałem – o Boże! – nie wiem czy spałem – ale widziałem pewne sytuacje, które doświadczyłem – to była taka wizja – obrazy z przyszłości – niebezpieczne dla mego życia. To się wszystko sprawdziło . Były trzy – pierwszy – że mam unikać skoku na główkę do jeziora z pomostu – w nieznanym miejscu. I była taka sytuacja – pierwsze „samodzielne wakacje” – przyjechałem z kolegą na dwutygodniowe wakacje – miałem dokładnie – 15 lat – lipiec – ciepło – gorąco – jezioro zachęcało do kąpieli. Wbiegłem na pomost – nikogo nie było. No to skok do wody – tak sobie pomyślałem . Ale wtedy coś mi się przypomniało – ta wizja we śnie – Nie ! – nie skacz do wody – to było bardzo gwałtowne – niesamowicie gwałtowne ! – przypomniałem sobie ten dziwny sen ( wtedy kiedy miałem dziesięć lat) – a może nie sen – ale to co ta dziwna postać – dziwna- która była przy moim łóżku i mi wkładała te obrazy do głowy. I widziałem obraz pewnej tragedii. Nie… nie wskoczyłem wtedy do jeziora – skacząc z pomostu na tzw. „główkę”. Zrobił to ktoś inny – na drugi dzień – widziałem to . Przyjechała grupa starszych chłopców z obozu wioślarzy, którzy rezydowali po drugiej stronie tego jeziora. Byli opiekunowie – kąpiel, skoki z pomostu – i raptem krzyk jednego z nich – nie ma Roberta !!! – gdzie jest Robert !!! – przecież on skakał do wody. Potworne zamieszanie – jeden z opiekunów grupy – dorosły barczysty mężczyzna – wskoczył do wody – nurkował i widać było , że ma przeszkolenie ratownicze. To trwało z pięć … może więcej minut. Nagle widać było jak wyłania się z wody – i trzyma kogoś w rękach. To był ten Robert – reanimacja na brzegu – ktoś pobiegł szybko do recepcji ośrodka, aby zadzwonić po pogotowie ratunkowe ( wtedy nie było jeszcze komórek)… Po godzinie przyjechała karetka pogotowia, policja – Niestety – Robert – nie żył – złamany kręgosłup – i za długo był pod wodą … To był mój imiennik – ja też mam na imię Robert. I jak tu nie wierzyć w przepowiednie, które się zdarzają w nocy ? Pamiętam jedno – wtedy kiedy miałem te dziesięć lat i miałem te wizje- leżałem nieruchomo, oczy chyba miałem szeroko otwarte, ale nie mogłem nic powiedzieć, krzyknąć. Czułem, że ktoś – lub coś – stoi tuż obok. Nie mogłem się poruszyć – paraliż zupełny. To nie był sen. Przerażająca podróż w głąb ludzkiej świadomości. I ta dziwna postać – jeszcze coś ona do mnie mówiła … i te obrazy z przyszłości , które widziałem … Czy to tylko była neurologiczna usterka… czy może kontakt z czymś, co wykracza poza naukę? Rzekomo współczesna nauka potrafi wyjaśnić wiele mechanizmów ludzkiego snu. Wciąż istnieją doświadczenia czy dowody, które balansują na granicy prawdy czy fałszu – jawy i czegoś, co trudno nazwać inaczej niż „inna rzeczywistość”. Jednym z nich jest tzw.  paraliż przysenny – zjawisko równie dobrze udokumentowane, co nie do końca zrozumiane. W jednej chwili człowiek budzi się świadomy, ale całkowicie sparaliżowany, często w towarzystwie cieni, szeptów i przytłaczającego strachu. I są wizje – ale wizje przyszłości – zdarzeń , które będziesz doświadczał, widział , które mogą Cię spotkać. W starożytności mówiono o demonach, zmorach i Lilith ( ta ostatnia – w folklorze żydowskim upiorzyca groźna dla kobiet w ciąży i niemowląt w pierwszych tygodniach ich życia…) Dziś mówi się – o zaburzeniach fazy REM (czyli faza snu z szybkimi ruchami gałek ocznych – z ang. rapid eye movement, to jeden z etapów snu, podczas którego występują marzenia senne. W tej fazie aktywność mózgu jest intensywna, przypominająca stan czuwania, ale ciało jest wiotkie i rozluźnione. Faza REM jest ważna dla przetwarzania emocji, konsolidacji pamięci i regeneracji mózgu). Nie pamiętam czy mi mrugały oczy, czy powieki – wiem jedno – a w zasadzie pamiętam – widziałem tą dziwną postać , która siedziała obok mnie. Kto ma rację – sen, wizja, przepowiednia, czy ta dziwna postać ? A może wszystkie strony dotykają tylko części większej prawdy – powiedzmy sobie szczerze – tajemniczej i dziwnej. Ja tego doświadczyłem – jak nie wierzycie – opiszę swoją drugą wizję … To widziałem wtedy ( w wieku dziesięciu lat) – ten ktoś mi to pokazywał . Było to trochę zamazane – byłem wtedy już dorosły – miałem mundur – nie widziałem siebie – twarz miałem jakby niewidoczną – ale ten mundur wojskowy pamiętam – jakiś zgiełk – Widziałem żołnierzy, którzy wchodzą do samochodu – to był ciężarowy samochód z tzw. paką do przewozu ludzi – chyba „Star” Jakiś wojskowy namawiał mnie abym pojechał z nimi – mówił , że będzie fajnie – żołnierze zrobią sobie zakupy – pamiętam dokładnie – to była sobota. I wtedy coś znów sobie przypomniałem z tego swojego dziwnego snu – Nie !!! – nie jedź z nimi !!!. Nie pojechałem – wolałem siedzieć na miejscu – w ohydnych koszarach – w zasadzie barakach wojskowych. Oni pojechali do miasteczka – widziałem we śnie jak ten samochód wyjeżdża z koszar. Potem widziałem i słyszałem

Duchy , Zmory, Wizje …. Dowiedz się więcej »

LADY MACBETH W ŁAGOWIE LUBUSKIM

Zapraszam na refleksje po obejrzeniu filmu ” Utrata równowagi” wyświetlanego na Lubuskim Lecie Filmowym – Łagów 2025 . Zamek Glamis w Szkocji – to ten zamek stał się inspiracją dla Williama Sheakspear’a do umieszczenia akcji „Macbeth’a” w tym właśnie miejscu. Kiedyś zwiedzałam ten zamek i pozostało mi w albumie to rodzinne zdjęcie – Marzanna Leszczyńska Legendarny angielski aktor sir Lawrence Olivier ( mąż Vivien Leigh niezapomnianej Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”) grający z równie wybitnym amerykańskim aktorem Dustinem Hoffmanem w filmie „Maratończyk” tak powiedział do młodziutkiego wówczas D. Hoffmana, gdy ten katował się dietami i wysiłkiem fizycznym, aby być jak postać, którą odtwarzał – „ A nie możesz po prostu tego zagrać?” … Pamiętam też wypowiedź naszej polskiej gwiazdy, Jana Englerta, której sens był mniej więcej taki, że aktor może się psychicznie wcielać w rolę, można uprawiać aktorstwo emocjonalne, ale ono wyniszcza aktora, a On sam jest zwolennikiem zdobycia dobrego warsztatu aktorskiego, aby nim się posługiwać niż się wykańczać wchodząc w graną postać. Jak widać po Janie Englercie, a dobiega 80 – tego roku życia, że to dobra droga, bo jest aktorem cenionym, w świetnej formie i nadal aktywnym. Znam takich, którzy twierdzą, że „aktorstwo emocjonalne to morderstwo duszy”… Młodzi studenci sztuki filmowej są świadomi karkołomnych, ekstrawaganckich technik aktorskich i nie chcą ich stosować, ale nie wszystko od nich zależy. A co jeśli trafi się im reżyser, który uwielbia takie praktyki, jest żądny sukcesu, ma bardzo silną osobowość i jest bezwzględny? O tym właśnie jest film „utrata równowagi” w reżyserii Korka Bojanowskiego prezentowany na Lubuskim Lecie Filmowym Łagów 2025.”Utrata równowagi” porusza wiele trudnych aspektów uprawiania zawodu aktorskiego. Ośmielam się zrobić porównanie do „Czarnego łabędzia” z Natalie Portman. Problem „uniesienia roli” i presji, które doprowadzają do szaleństwa choć w różny sposób w obu tych filmach to jeden z wątków. Za to „demoniczność” reżyserów jest z pewnością w „Czarnym łabędziu” dużo płycej potraktowana. Myślałam, że w trakcie oglądania filmu „Utrata równowagi” odgadłam zakończenie – guzik – nie odgadłam. Mistrzowski film. Bardzo odważny, jeśli chodzi o wybór tematu wyciągniętego ze świata filmu, w dodatku z tak szerokim spektrum poruszanych problemów. W pewnym momencie nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie zebrały się w tym filmie gromadzone przez lata kontrowersje polskiego kina. Po latach odnajduję odpowiedzi w moich naiwnych stawianych sobie kiedyś pytaniach: „Dlaczego tak dziwnie obsadzony był film, a przez to nie jest dobry do końca?”. W ubiegłym roku trafiłam na wywiad z Barbarą Brylską, która wspominała jak otrzymała rolę Oleńki w „Potopie”, po czym odegrała ją Małgorzata Braunek. Ileż osób było rozczarowanych rolą Oleńki? Trudno mi zliczyć, po raz pierwszy słyszałam ostre zdania na temat obsady roli Oleńki w szkole od rewelacyjnych polonistek. Wściekłość człowieka ogarnia, gdy wyobraża sobie jak wyglądałby „Potop” w obsadzie Barbary Brylskiej, z jej spojrzeniami bo te oczy, tak wiele umiały wyrazić, bez słów. To byłby prawdziwy majstersztyk, drugi gigant jak „Noce i dnie”, w których obsada wyszła rewelacyjnie – może dlatego, że chytrych zakusów spryciarzy nie udało się uskutecznić. „Utrata równowagi” zadośćuczyniła krzywdę wyrządzoną Barbarze Brylskiej i nam widzom. Jest w tym filmie prawda, której dzisiaj wszyscy łakniemy tak bardzo. Ten film jest o polskiej rzeczywistości. Taką młodzież widzę w Polsce. Jak dobrze, że nie ma tego amerykańskiego szpanu ani w grze aktorskiej ani w scenariuszu. Nie ma wulgarnych scen, dzikiego seksu, dosłowności, żenujących scen. Uff, jak dobrze… Pojawienie się w filmie wielkiej literatury i sztuki Williama Sheakespear’a „Macbeth” zaskakuje śmiałością i budzi zwierzęcą ciekawość od początku filmu co z tego wyniknie i jak poradzi sobie to dzieło. Efekt jest interesujący. Teraz wiem, że nad sztuką „Macbeth” Williama Sheakspere’a ciąży fatum i tak też został skonstruowany scenariusz „Utraty równowagi”, aby nie zaprzeczać temu przekonaniu. Wiem to ze spotkania z reżyserem po projekcji filmu – bardzo fajnego spotkania z widzami. Właściwie to wiele pytań ze strony publiczności do reżysera nie było, bo interesująco i wyczerpująco przeprowadziła rozmowę z reżyserem – jego rozmówczyni. Brawo dla niej. Film ten tym bardziej jest interesujący, bo nie jest fantazją, powstał z przeżyć i historii aktorów, którzy mieli odwagę się „otworzyć”. I trafił na dobry czas, bo ludzie są spragnieni prawdy , której chyba zabrakło w filmach ostatnich czasów, w ogóle w mediach . Za dużo dekadencji nas atakuje, chcemy nadziei . Pytanie jak potoczy się los filmu, skoro fatum dotknęło sztukę „Macbeth”, a scenariusz filmu dotyka ” Macbetha” ? Oby film nie podzielił losu pechowej sztuki Williama Sheakespear’a. Fatum to jedno, ale jest jeszcze drugie…Otóż dotknął tematu, który owiany jest milczeniem. Może gdy zostanie ono przerwane, przy okazji będzie mniej krzywd niezawinionych, mniej zmarnowanych talentów oraz mniej karier niezasłużonych. Cieszę się niezmiernie, że dzięki projekcji „ Utraty równowagi” i spotkaniu z reżyserem znalazłam potwierdzenie, że bez przemocy emocjonalnej, szantażu – osiągnięcie sukcesu jest możliwe. Należę do osób, które destruktywna krytyka nie buduje. Życzę filmowi, aktorom grającym w tym filmie i reżyserowi wszystkiego co najlepsze, niech inni idą drogą, którą oni już przeszli, bo to „jasna” droga. A ” jasna” droga powinna omijać i uniknąć fatum. Marzanna Leszczyńska Na zdjęciu powyżej praca romantycznego artysty – Henry Fuseli powstała między 1766-68 rokiem. Obraz przedstawia aktora Davida Garricka (1717- 79) i aktorkę Hannah Pritchard ( 1711-68) jako Macbeth i Lady Macbeth po morderstwie Duncana.

LADY MACBETH W ŁAGOWIE LUBUSKIM Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry