Autor: Marzanna Leszczyńska

AS LOTNICTWA – MAJOR SLAB MACIEJ KRAKOWIAN

Nigdy nie marzyłam o tym aby zostać pilotem. W szkole podstawowej chciałam być stewardessą. Gdy miałam siedem lat mój wujek Zbyszek , który był kierowcą i dowoził paliwo śmigłowcom robiącym opryski na polach załatwił mi taką przejażdżkę helikopterem. Bałam się bardzo, pamiętam wiatr od rozkręconych śmigieł gdy do niego wsiadałam, a potem płakałam w górze, bo było już tak wysoko, że czułam ciśnienie w uszach. To były lata 70-te. Gdy poszłam do Liceum – do naszej klasy doszlusował nagle nowy kolega, który nie zaliczył pierwszej klasy w szkole dla pilotów w Dęblinie. Bardzo chciał być pilotem, ale brakowało mu talentu do nauki w tej szkole. Poznając Brunona wiedzieliśmy w klasie co to jest miłość do samolotów i wiedzieliśmy jak wymagająca jest to szkoła. Katastrofa F16 i śmierć majora Macieja Slab Krakowiana, która tak bardzo poruszyła Polaków spowodowała wyjątkowe i niezwykłe zjawisko społeczne na to wydarzenie. Powstało tak dużo materiału o tym co robił, rozdzierających serce wspomnień, publikacji jego umiejętności – tak imponujących. W tak krótkim czasie dowiedziałam się czym są te samoloty, jaka jest rola i zadania pilotów bojowych , na czym polegają ich szkolenia jakich talentów potrzebują, jak jest to szalenie niebezpieczne. Wszystko niezwykle ciekawe, To doprawdy niesamowite ile tak młody człowiek, bo 35- letni dokonał i jakie umiejętności posiadł. Major Maciej Slab Krakowian był imponującym połączeniem tak wielu cech i talentów. Aktorem nie był, ale kamera go kochała. Materiały, które po nim pozostały są tak bardzo atrakcyjnie wykonane, wzbudzają zainteresowanie chyba każdego. Jego uroda, męskość, kultura osobista, spokój , łagodność, ujmujący uśmiech po prostu lepiej nie można było wybrać człowieka na wizytówkę i promocję elity polskiego lotnictwa. Ludzie mają po prostu już dosyć zabiegów marketingowych za, którymi chowa się pustka lanserów. Najlepszym przykładem – polityka. Tutaj w przypadku lotnictwa nie było możliwości okłamania, przedarła się prawda, której ludzie są już spragnieni, a prawda jest imponująca. Nic dziwnego, że taka samoistna reakcja społeczeństwa na tę tragiczną śmierć, reakcja jak wtedy gdy odchodzi ze świata wielka gwiazda estrady, filmu czy król bądź królowa jakiegoś państwa. Taki hołd ludzie sami chcą złożyć i w ten sposób podziękować wspaniałemu człowiekowi, który jest już wzorem. Chyba do tej pory śmierć żadnej „gwiazdy” nie wycisnęła z moich oczu tylu łez. Cały kraj, a nawet świat chce mu podziękować i szczerze rozpacza , że skończyło się jego krótkie, piękne, intensywne życie jakże imponujące złożone w ofierze. Nawet pierwsza wizyta naszego prezydenta Karola Nawrockiego w Ameryce oddała hołd majorowi Maciejowi Slab Krakowianowi. Cały świat zobaczył Missing Man Formation – symboliczny gest wykonywany podczas przelotu samolotów, gdzie jeden opuścił formację i wzniósł się pionowo w górę, symbolizując pilota, który zginął. Nie był to tylko przelot nad Białym Domem i pokaz, ale było to oddanie hołdu polskiemu pilotowi, zmarłemu tragicznie 28 sierpnia 2025 roku. Piękny gest Ameryki, która ma szacunek do zmarłego pilota. Smutne to, ale wielu naszych rodaków nie rozumie co się stało; żałują zdemolowanego pasa startowego, zniszczonego – drogiego samolotu, doszukują się przyczyn tego wypadku takich, ze nie będę nawet tego przytaczać. Żałosne wystąpienia. Czasem pojawia się jakiś pilot rozpostarty w fotelu, wypiękniony, który usiłuje podważyć umiejętności i odpowiedzialność majora M. S. Krakowiana. Wypada w hołdzie wyłączyć nagranie. Niestety to jest po prostu zazdrość i to bardzo widać. Poprzeczka jest wysoko postawiona, żeby Mu dorównać. Major Maciej Slab Krakowian zbudował legendę opartą na solidnym dorobku, znakomicie udokumentowanym. To legenda rangi Żwirki i Wigury, Dywizjonu 303. Trudno będzie ją podważyć i się z nią zmierzyć tym bardziej. Polacy wpłacili na konto wdowy i dwóch synków- bliźniaków po majorze Macieju Slab Krakowian miliony złotych (1,5 miliona dziennie) . To są pieniądze od darczyńców zwykłych obywateli po 20, 100 zł. Czy to nie piękne i wspaniałe? Takie rzeczy zawsze będą wzbudzać zazdrość,,, złych i maluczkich ludzi. Marzanna Leszczyńska

AS LOTNICTWA – MAJOR SLAB MACIEJ KRAKOWIAN Dowiedz się więcej »

Mierzęcin- koncertowe lato 2025

O koncertach w czwartki organizowanymi przez pałac w Mierzęcinie – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Wszystkie utwory w krótkim filmie pochodzą z koncertów, które odbywały się w Mierzęcinie podczas lata 2025. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi film. Z pośród koncertów, które odbywały się w lipcowe i sierpniowe czwartki – byłam na trzech. Pałac Mierzęcin umilił wakacyjne wieczory zapraszając na godzinę 19.00 , a na niej na muzyczne duety. Dwa koncerty odbyły się na powietrzu , z tyłu pałacu, a towarzyszący śpiew ptaków był jak dodatkowy akompaniament dla muzyków. Propozycja ciepłej herbatki czy lampki miejscowego wina spotkała się z dużą akceptacją widzów. Każdy wieczór był inny, ale każdy niezwykle miły, bo dobra muzyka na żywo, w plenerze na tle pałacu czy w jego wnętrzach taka być musi – nawet gdy wieczór chłodnawy, komar dokuczy, a nagłośnienie odmówi posłuszeństwa na chwilę. Niektóre utwory powstały po to, aby je właśnie słuchać nocą i na wolnym powietrzu. Do nich należą nokturny Fryderyka Chopina. Tego właśnie doświadczyliśmy słuchając wykonania nokturnu na flet i pianino przez Joannę i Rafała Kowalczyków. Taka naturalna scena była idealna dla „światła księżyca” Claude Debussy albo „Summer time” George Gershwina. Para zagrała nam też słynne „ Usta milczą dusza śpiewa, kocham cię” z operetki Franza Lehara „Wesoła wdówka”, „Różę południa” Johana Straussa, czardasza z operetki „ Cygańska miłość”, słynny utwór „ Don t cry for me Argentina” czy Zbigniewa Wodeckiego „ Lubię wracać tam, gdzie byłem już”. W ostatni dzień lipca mieliśmy okazję włączyć się do śpiewu Pani Ewy z duetu Valdiango, bo kto nie zna refrenu z „Kawiarenek’ Ireny Jarockiej, „ Remedium” Maryli Rodowicz, piosenek Lady Pank. Były też szlagiery Madonny, Stinga, Stevena Wondera, Abby albo Megan. Gra na gitarze Waldemara Zielińskiego zachwycała. Pałac Mierzęcin jest chyba idealnym miejscem, w którym mogą zagrać skrzypce i utwory Niccolo Paganiniego. Czy to nie dziwne, że akurat utwór N. Paganiniego zabrzmiał we wnętrzu pałacu i to na skrzypcach z XVII wieku? Czarna legenda mistrza Paganiniego ciągnie się za nim do dziś, bo physis artysty i nieprawdopodobna wirtuozeria gry kojarzona była z zaprzedaniem duszy diabłu. Trzeba czytać artykuły dr Roberta Wójcika na www.idealzezgrzytem.pl o pałacu w Mierzęcinie, aby mieć takie skojarzenia. Duet Danuta Organiściuk i Włodzimierz Żylin sprawili prawdziwą ucztę muzyczną na wiolonczelę i skrzypce nie tylko utworami N.Paganiniego, ale również utworami Jana Sebastiana Bacha, Edwarda Elgara, Wiktora Strawińskiego, Ennio Moricone i Astora Piazzoli. Słynne Libertango w wykonaniu na skrzypce i wiolonczelę ukazało nowe oblicze, dla którego trudno nie mieć zachwytu. Piękne spotkania, piękna muzyka i jej wykonanie z ciekawym słowem wstępnym przed każdym utworem – wszystko oryginalne i warte przyjazdu na każde nawet aż z Gorzowa Wielkopolskiego. Żałuję, że nie mogłam uczestniczyć w każdym, ale cieszę się już na ostatnie – 28 sierpnia o godzinie 19.00. To już za kilka godzin… Marzanna Leszczyńska

Mierzęcin- koncertowe lato 2025 Dowiedz się więcej »

Rugia – wyspa Caspara Davida Friedricha

O swoich wakacyjnych wrażeniach z krótkiego pobytu na kredowej wyspie – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką uruchomi krótką prezentację. ” Te skały pozostawił sam Bóg „ – Hanns Cibulka W mojej świadomości najpierw był obraz Rugii Caspara David Friedricha , a dopiero potem Rugia. Rugia utkwiła mi w pamięci za przyczyną jego zachwycającego obrazu „ Kredowe skały Rugii”. Jest to arcydzieło C.D. Friedricha górujące nad resztą jego dzieł, arcydzieło niemieckiego romantyzmu i jeden z cudów malarskich XIX wieku. Znalazłam oto okazję do przypomnienia sobie tego obrazu po trzy- dniowym pobycie na północno- wschodniej i południowo – wschodniej części Rugii. Tutaj właśnie znajduje się kredowe nabrzeże skał i widokowe otwarcie ku morzu, okna pejzażowe pomiędzy zboczami, które zostały wyrzeźbione przez sztormy, wiatry i erozję gleby z bukami wiszącymi na krawędziach urwisk i ich odsłoniętymi korzeniami. Ma rację ten, kto nazwał te widoki ” czarnoksięstwem rzadkiego rodzaju”. Ten dzisiejszy krajobraz nie jest już taki jak za czasów C.D. Friedricha bo jego przemiana trwa nadal, tak oto np. w 2002 roku oderwało się i runęło do morza 25 000 metrów sześciennych skały kredowej. C. D. Friedrich uwiecznił swoim płótnem Rugię i ją rozsławił na cały świat, ale nie tylko przez odtworzenie charakteru pejzażu i piękna przyrody, ale poprzez zawarcie w tym obrazie ogromnej ilości znaczeń i niewyczerpanych możliwości interpretacyjnych tego obrazu. „ Kredowe skały Rugii” to nie tylko scenka rodzajowa, ale jak napisał Waldemar Łysiak tą sceną – artysta – niczym poeta pędzla namalował wieczność, zamienił banał w arcypoezję i wlepił mu transcendentny wymiar. Friedrich lubił pokazywać symbole mijającego czasu, a czas był notorycznym bohaterem jego obrazów. Czy ten obraz to nie Jego alter ego? Obsesja śmierci męczyła wielu romantyków, a Friedricha już od samego dzieciństwa, od chwili, gdy załamał się pod nim lód. Friedrich utonął by pod nim, ale skoczył mu z pomocą starszy brat, który wypchnął go na lód, ale sam nie zdołał się wydobyć i zginął. Friedrich nigdy nie przestał myśleć o tej tragedii. Czy ta czeluść i martwy pniak nie symbolizują śmierci? Jest w tym obrazie też mnogość symboliki miłosno – małżeńskiej : dwa kredowe stoki i dwa konary drzew splecione ze sobą rysują kształt serca, przytulone żagle w oddali. O politycznej interpretacji już nie będę się rozpisywać. Rugia pamięta Caspara Davida Friedricha i upamiętniła go godnie. Jego sylwetka z brązu w staroniemieckim stroju stoi dumnie i patrzy w dal na bezkresne morze w punkcie widokowym niedaleko Arkony, a obok stoi Jego obraz w potężnym powiększeniu w kolorze sepii. Godnie upamiętnia malarza Stół Królewski, gdzie przy potężnej platformie widokowej zawieszonej na stalowych linach gromadzą się masowo turyści, aby podziwiać widoki. W tym miejscu stoi potężny baner z obrazem „Kredowych skał Rugii” Caspara Davida Friedricha. Tutaj znajduje się też imponujące muzeum multimedialne wyspy, które należy zobaczyć – koniecznie. Ileż ja tutaj znalazłam odpowiedzi na pytania, które powstały w mojej głowie podczas spaceru po wybrzeżu i patrząc na te zjawiskowe skały z kredy, które gdy wyjdzie słońce – świecą na biały odblaskowy kolor. Zachwyca nie tylko genialny edukacyjny przekaz, ale też estetyka ekspozycji i niezwykłe artystyczne zdjęcia przyrody. Rugia to wyspa tajemnicza i jakże odmienna od naszego polskiego wybrzeża, a tak niedaleko położona przecież. Bukowe lasy Rugii są idealne na rowerowe trasy, a zieleń i jej odcienie w słońcu serwują niezapomniane widoki na , które nie trzeba długo czekać, pojawiają się niezwykle często. Chyba niewiele jest tak pięknych dróg na świecie. Zachwyca architektura w mieście Binz – białe domy z misternymi ażurami przy oknach i balkonach całe ich ulice nawiązujące kolorem do kredowych klifów w Narodowym Parku Jasmund. Zapierają dech całe wioski z domami krytymi strzechą z przepięknymi ogródkami. Tam też na pólnocy Rugii stoi Pomnik Śventovit powstały w 2021 roku autorstwa Patrycji Kujawowicz i Tadeusza Glińczaka, którzy w ten sposób przypomnieli, że były to ziemie słowiańskie i panował tam kult pogaństwa i właśnie tutaj najdłużej opierał się chrystianizacji. „ Dzisiejsi ludzie, mieszkańcy świata przematerializowanego, przetechnicyzowanego, przeracjonalizowanego, zrobili się chorzy od wszechobecnej maszynerii, od terroru betonu i biurokracji; ci ludzie słysząc codziennie ile agregatów codziennie wyprodukowano, sami czują się agregatami. I tacy ludzie tęsknią do nieskazitelnej przyrody oraz do romantyczności bajkowego typu” – Waldemar Łysiak „Malarstwo Białego Człowieka” „ Szczypająca duszę” aura pejzaży Rugii jest lekarstwem tak samo jak obrazy Caspara Davida Friedricha, które warto poznawać – wszystkie. Dodatek „ Nocleg Ordens Kapelle – taki, że… nigdy więcej” Wyboru nie było, więc zdecydowaliśmy się, a nazwa była obiecująca : Kapliczka Zakonników Rycerskich na Rugii. Ordens Kapelle. Przybyliśmy nocą na miejsce. Malutka kapliczka, wyglądała na zabytkową i taką też się okazała. Z okiennicami wymalowanymi na czerwono w maltańskie krzyże. Do tej kapliczki przylegał dobudowany niedawno- na oko – hotelik z nisko podwieszonym sufitem. Przeszliśmy „mosteczkiem zwodzonym „ ( takim na trzy kroki szerokim) ale z boku grube łańcuchy raczej dla ozdoby, bo nic nie podtrzymywały. Zieleń owszem była, nawet dużo. Za to przed samym wejściem – cmentarz! Czyli parę mini nagrobków – jakieś poprzewracane, krzyże jak ze sklejki, dziwne te krzyże. Podejrzewałam od razu, że to jakaś ustawka i tak też, po zasięgnięciu języka się okazało. W środku dziwności nad dziwnościami. Krzesła skórzane jak trony, a raczej krzesła elektryczne, kute ozdoby rycerskie na ścianach, masa rzeczy, przyłbic rycerskich. Wszystko sprawiało wrażenie – jak zebranych przypadkowo. Dostaliśmy kule jak od billarda z numerem pokoju i z prośbą abyśmy wybrali sobie godzinę na śniadanie ( a były cztery do wyboru i żebyśmy je wrzucili do odpowiedniej rury). Na mój gust bardzo skomplikowany system jak na wybór śniadania . Japończycy zaśmiewali się z tych kuli pokazując je sobie. Jadalnia nam przyznana, wprowadziła mnie w osłupienie. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam i nawet apetyt odebrało.. W kredensie za szklanymi szybami pełno było różnych lichtarzy i krzyży, z sufitu zwisały żółte szklane kule- gęsto – wyglądały jak lampki z kościoła przy tabernakulum, na ścianach portrety postaci jakby biskupów w ornatach. Szczytem była dekoracja okien – tiary biskupie nad każdym oknem i stuły zawieszone jak…firanki… Z głośników sączyła się notorycznie jakaś kościelna muzyka, czasem zespołu Enigma. Koleżanka miała w

Rugia – wyspa Caspara Davida Friedricha Dowiedz się więcej »

Prawda jest okrutna – Wołyń

O tegorocznych uroczystościach w Gorzowie Wielkopolskim w dniu 11 lipca 2025 roku ku czci Ofiar Wołyńskich na Kresach Wschodnich z zaproszeniem do wysłuchania przedmowy historycznej profesora Grzegorza Kucharczyka – Marzanna Leszczyńska Gdy rok temu na różnych grupach facebookowych ukazały się zdjęcia Pomnika Ofiar Wołyńskich na Kresach Wschodnich autorstwa Andrzeja Pityńskiego z informacją, że będzie jego odsłonięcie 11 lipca 2024 roku w Domostawie, zrobiły one na mnie oszałamiające wrażenie i wzbudziły ogromne zainteresowanie. Wtedy mało kto wiedział co to za pomnik i dlaczego powstał w jakiejś Domostawie? Minął rok – czyli niewiele czasu, a dzisiaj mało kto nie widział na zdjęciu tego pomnika i nie wie czego dotyczy, a tak wielu pojechało, aby zobaczyć go na własne oczy. Stało się tak mimo tego, że : „tak go oczerniali, że za dosadny, taki okropny i kiczowaty, że dziecko na widłach to niesmaczne i niepotrzebne, że lepszy byłby jakiś symbol…Tymczasem jego autor Andrzej Pityński nienawidził abstrakcji, którą nazywał antysztuką do zacierania śladów. Co do okropieństwa, to rzeczywistość była tysiąc razy straszliwsza, praktycznie niewyrażalna, uważał. Byliśmy w Domostawie też w zwykły dzień już o zmroku. Tam stale są ludzie, stale podjeżdżają auta. Pomnik był wiele lat „ aresztowany” w odlewni w Gliwicach, Poza tym nikt go nie chciał, wszyscy się bali. Kolejne miasta się wycofywały, były zastraszane”. -Anna Milanowski Właśnie tylko wielki baner ze zdjęciem Memoriału z Domostawy stanął w Parku Siemiradzkiego podczas obchodów kolejnej rocznicy tych tragicznych wydarzeń, które rozpoczęły się już tradycyjnie mszą świętą w Białym Kościółku o godzinie 18.00 11 lipca 2025 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Te tradycyjne już uroczystości odbywają się na tle naszego gorzowskiego Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej, a jest to kamień, który mówi coś o znamionach zbrodni… Profesor Grzegorz Kucharczyk, który co roku wygłasza w tym właśnie miejscu swoje niesamowite przedmowy historyczne o wydarzeniach na Wołyniu – przypomina co roku z całą stanowczością, że nie jest to właściwy napis: „Żadne znamiona, a genocidium atrox czyli zbrodnie ze szczególnym okrucieństwem”. Tym, którzy liczą na to, że ktoś z władz tego miasta , kiedyś podejmie kroki, aby zmienić ten napis odpowiem tylko, że nie spodziewam się takiej wspaniałomyślności nawet za sto lat. Łatwiej i lepiej będzie postawić nowy i tam przenieść obchody. Cieszę się, że przybywa – co roku 11 lipca – uczestników na mszy w Białym Kościółku o godz.18.00 i słuchaczy niezwykłej przedmowy historycznej profesora Grzegorza Kucharczyka. Chociaż to ciągle mało jak na 120 000 miasto. A szkoda… Zapytam tylko gdzie są wszyscy nauczyciele historii, języka polskiego, religii, politycy prawicowi, duchowieństwo? Media też skromniutko. Co zrobili, aby zachęcić i przyprowadzić młodzież i dzieci ??? Zapraszam na wysłuchanie znakomitego wykładu prof. Grzegorza Kucharczyka i przypomnienie ubiegłorocznego na http://www.idealzezgrzytem.pl https://idealzezgrzytem.pl/2024/07/22/zadne-znamiona-a-genocidum-atrox-11-07-2024-gorzow-wielkopolski/ To wiedza skarb wygłoszona przez zasłużonego, z dużym dorobkiem naukowca, który urodził się w Gorzowie i jak został przedstawiony ; „Jest humanistą rzadkiej konstrukcji, bo dąży do prawdy zawsze i nie wstydzi się swojej wiary, co rzadko się dzisiaj zdarza” . Naciśnięcie czerwonego prostokąta z czerwoną strzałką na obrazie poniżej uruchomi wykład na tle zdjęć.

Prawda jest okrutna – Wołyń Dowiedz się więcej »

„Hydrozagadka” po 55 latach

O filmie „Hydrozagadka”, który wyświetlono na tegorocznym Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie- Marzanna Leszczyńska Jest w Łagowie nad jeziorem restauracja, z zachwycającą różą. Wszyscy o nią dbają, a ona się odwdzięcza masą kwiatów. Łagów to piękna miejscowość. Jak to się stało, że nigdy nie oglądałam „Hydrozagadki” w reżyserii Andrzeja Kondratiuka – nie wiem do dziś… Myślę, że najpierw byłam po prostu za mała na ten film, a potem stało się tak na wskutek starań moich rodziców o dobre wychowanie dzieci, bo był to niewątpliwie film dla dorosłych. Tegoroczne Lato Filmowe w Łagowie przypomniało ten purnonsens czy surrealistyczną zgrywę z wielkim wdziękiem. „Hydrozagadka” stała się jednym z najbardziej oryginalnych filmów polskiej kinematografii, jest majstersztykiem, niezaprzeczalnie jednym z lepszych filmów i jak ktoś zauważył : „ dziś nikt ze współczesnych nie wymyśliłby tak odjechanych tekstów, nie mówiąc już o tym, że nie znaleźliby się aktorzy, którzy podali by je w taki sposób”. Organizatorzy Lubuskiego Filmowego Lata 2025 w Łagowie wyświetlili film pomysłowo – nad jeziorem, widzów posadzili na leżaczkach, pod gołym niebem, nocą (pięknie przyświecał księżyc). Kropką nad i byłaby upalna noc – ale tego akurat zabrakło. Sekret geniuszu „Hydrozagadki” kryje się po pierwsze w scenariuszu, którego pomysłodawcą był Andrzej Bonarski, ale stworzył go razem z Andrzejem Kondratiukiem. Warto przypomnieć postać Andrzeja Bonarskiego, bo jest osobą arcyciekawą, zasłużoną i bardzo niedocenioną w kulturze naszego kraju. Urodził się w Krakowie w 1932 roku, ale całe życie związał z Warszawą, w której studiował na Uniwersytecie Warszawskim matematykę i astronomię. Z zamiłowania był dziennikarzem, literatem, wydawcą. Był też znawcą i kolekcjonerem sztuki polskiej i światowej, zorganizował wiele znaczących wystaw plastycznych – gdyby nie Jego działanie to nic z lat 80-tych nie zachowało by się w polskiej historii sztuki tego okresu. Promował twórczość malarki Ariki Madeyskiej. Współpracował z Jerzym Grotowskim. Stworzył też scenariusz do filmów: „Dziura w ziemi” , „ Panna i Łucznik”, „ Rewizja osobista”( razem z Andrzejem Kostenką i Witoldem Leszczyńskim), autor pierwszych 5 odcinków serialu „Punkt widzenia” ( reż. Andrzej Zaorski, Małgorzata Niezabitowska jest autorką dwóch ostatnich odcinków filmu). Jako prozaik debiutował w 1957 roku, był dziennikarzem tygodnika „ Kultura” i miesięcznika „Polska”. Wiadomości o Andrzeju Bonarskim przytoczyłam dzięki pani Henryce Milczanowskiej, która jak pisze – miała przyjemność Go poznać i z Nim rozmawiać, a podzieliła się nimi na facebooku. Nawet genialny scenariusz na niewiele by się zdał, gdyby zaangażowano kiepskich artystów. Do „Hydrozagadki” zaangażowano masę świetnych aktorów. Furorę zrobiła oczywiście młodziutka i zjawiskowa Ewa Szykulska. Wszystko się zgadza : Jej kobiecość w tym filmie „wypływa niczym woda w delcie Amazonki”, ma seksapil i powab kobiecy, jest obłędnie piękna nawet wybitnie śliczna z tymi rzadko spotykanymi jasno-niebieskimi oczami, jest symbolem seksu, „a ta jej diastema tak jej dodaje uroku, że szok”, taka leciutko femme fatale – cudo, polska Malena, jest naturalnie piękna i zagrała mistrzowsko no i „ma to coś, co chciałaby mieć każda kobieta.” Współczuję wszystkim paniom, które odważą się krytycznie wysłowić odnośnie Ewy Szykulskiej – oberwą niemiłosiernie, bo „lepiej gdy mizerna i mierna zazdrość milczy”…Podobno w „Hydrozagadce” Ewa Szykulska nie mówi swoim głosem, ale czy jest to głos Kaliny Jędrusik czy Ireny Rylskiej – nie wiem. Natomiast wszystkim tym, którzy tak dużo mówią tylko o pięknej i utalentowanej Ewie Szykulskiej muszę stanowczo powiedzieć, że nie są sprawiedliwi, bo Iga Cembrzyńska – ucharakteryzowana na „wodnika” jak z czeskiej bajki wygląda ślicznie i zapowiada film niesamowicie. Legenda mówi, że to była improwizacja, bez dubli, ponieważ koszty przeznaczone na film były ograniczone i Andrzej Kondratiuk poprosił Igę Cembrzyńską o przeczytanie zapowiedzi filmu. A tancerka wykonująca arabski taniec to niby nie robi wrażenia? Jakie ciało, jaki erotyzm… Zastanawiam się, czy takie występy były na spotkaniach u Jerzego Urbana, które dzisiaj na emeryturze wspomina Leszek Miller? Więcej uwagi poświęcam panią w tym filmie, ale oczywiście wszyscy panowie są rewelacyjni. Dr Plama i maharadża z Kabulu po prostu genialni. Wszystko w tym filmie zachwyca. A jakie są tam podkłady muzyczne pod dialogi, jak budują nastrój… Obejrzenie tego filmu to okazja do posłuchania pięknej polszczyzny – miodu dla uszu, kultury konwersacji, rozmów na poziomie, cudnej gry słów, genialnie podanych dialogów, zachwyca poczucie humoru i masa podtekstów. – „Ja na drzewo – dzik za mną” – „ Achtung Herman, torpeden loss!” – „ Jolu, zdejm kapelusz. Będziemy uprawiać miłość francuską. Jurku, uspokój się. Nie zdejmę kapelusza.” Tego filmu nie można odbierać dosłownie. Rzecz w tym, że jak każda prawdziwa sztuka może być ,ale nie musi być o czymś konkretnie. W rezultacie dla każdego będzie o czymś innym. Film jest ponadczasowy, prekursorski. Oglądając go dzisiaj widzimy doskonałe reklamy produktów i to zgodnie z dzisiejszymi standardami, a przecież w 1970 roku nikt nie wiedział co to jest marketing. Problemy wiecznie żywe: aluzje do płonącej planety, marzenia ludzi i ich fantazje. Wszyscy je mamy i Ci, których o to nie posądzamy też. Oderwać się od szarej rzeczywistości, odpowiedzialności czasem pragną też poważni i dojrzali ludzie nauki na przykład… w takich laboratoriach… „Hydrozagadka” jest jedyna. Dzisiaj nie brakuje tematów, którymi można się zainspirować, aby powstał nowy współczesnym nam purnonsens. Cóż nam dzisiaj pozostaje – jak tylko się pośmiać … Marzanna Leszczyńska P.s. Purnonsens – dowcip, w którym efekt komiczny powstaje z niedorzeczności, z pozbawionego logicznej motywacji, absurdalnego skojarzenia obrazów lub pojęć. Stworzony został w XIX wieku przez pisarzy angielskich, odegrał ważną rolę w estetyce surrealizmu.

„Hydrozagadka” po 55 latach Dowiedz się więcej »

LADY MACBETH W ŁAGOWIE LUBUSKIM

Zapraszam na refleksje po obejrzeniu filmu ” Utrata równowagi” wyświetlanego na Lubuskim Lecie Filmowym – Łagów 2025 . Zamek Glamis w Szkocji – to ten zamek stał się inspiracją dla Williama Sheakspear’a do umieszczenia akcji „Macbeth’a” w tym właśnie miejscu. Kiedyś zwiedzałam ten zamek i pozostało mi w albumie to rodzinne zdjęcie – Marzanna Leszczyńska Legendarny angielski aktor sir Lawrence Olivier ( mąż Vivien Leigh niezapomnianej Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”) grający z równie wybitnym amerykańskim aktorem Dustinem Hoffmanem w filmie „Maratończyk” tak powiedział do młodziutkiego wówczas D. Hoffmana, gdy ten katował się dietami i wysiłkiem fizycznym, aby być jak postać, którą odtwarzał – „ A nie możesz po prostu tego zagrać?” … Pamiętam też wypowiedź naszej polskiej gwiazdy, Jana Englerta, której sens był mniej więcej taki, że aktor może się psychicznie wcielać w rolę, można uprawiać aktorstwo emocjonalne, ale ono wyniszcza aktora, a On sam jest zwolennikiem zdobycia dobrego warsztatu aktorskiego, aby nim się posługiwać niż się wykańczać wchodząc w graną postać. Jak widać po Janie Englercie, a dobiega 80 – tego roku życia, że to dobra droga, bo jest aktorem cenionym, w świetnej formie i nadal aktywnym. Znam takich, którzy twierdzą, że „aktorstwo emocjonalne to morderstwo duszy”… Młodzi studenci sztuki filmowej są świadomi karkołomnych, ekstrawaganckich technik aktorskich i nie chcą ich stosować, ale nie wszystko od nich zależy. A co jeśli trafi się im reżyser, który uwielbia takie praktyki, jest żądny sukcesu, ma bardzo silną osobowość i jest bezwzględny? O tym właśnie jest film „utrata równowagi” w reżyserii Korka Bojanowskiego prezentowany na Lubuskim Lecie Filmowym Łagów 2025.”Utrata równowagi” porusza wiele trudnych aspektów uprawiania zawodu aktorskiego. Ośmielam się zrobić porównanie do „Czarnego łabędzia” z Natalie Portman. Problem „uniesienia roli” i presji, które doprowadzają do szaleństwa choć w różny sposób w obu tych filmach to jeden z wątków. Za to „demoniczność” reżyserów jest z pewnością w „Czarnym łabędziu” dużo płycej potraktowana. Myślałam, że w trakcie oglądania filmu „Utrata równowagi” odgadłam zakończenie – guzik – nie odgadłam. Mistrzowski film. Bardzo odważny, jeśli chodzi o wybór tematu wyciągniętego ze świata filmu, w dodatku z tak szerokim spektrum poruszanych problemów. W pewnym momencie nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie zebrały się w tym filmie gromadzone przez lata kontrowersje polskiego kina. Po latach odnajduję odpowiedzi w moich naiwnych stawianych sobie kiedyś pytaniach: „Dlaczego tak dziwnie obsadzony był film, a przez to nie jest dobry do końca?”. W ubiegłym roku trafiłam na wywiad z Barbarą Brylską, która wspominała jak otrzymała rolę Oleńki w „Potopie”, po czym odegrała ją Małgorzata Braunek. Ileż osób było rozczarowanych rolą Oleńki? Trudno mi zliczyć, po raz pierwszy słyszałam ostre zdania na temat obsady roli Oleńki w szkole od rewelacyjnych polonistek. Wściekłość człowieka ogarnia, gdy wyobraża sobie jak wyglądałby „Potop” w obsadzie Barbary Brylskiej, z jej spojrzeniami bo te oczy, tak wiele umiały wyrazić, bez słów. To byłby prawdziwy majstersztyk, drugi gigant jak „Noce i dnie”, w których obsada wyszła rewelacyjnie – może dlatego, że chytrych zakusów spryciarzy nie udało się uskutecznić. „Utrata równowagi” zadośćuczyniła krzywdę wyrządzoną Barbarze Brylskiej i nam widzom. Jest w tym filmie prawda, której dzisiaj wszyscy łakniemy tak bardzo. Ten film jest o polskiej rzeczywistości. Taką młodzież widzę w Polsce. Jak dobrze, że nie ma tego amerykańskiego szpanu ani w grze aktorskiej ani w scenariuszu. Nie ma wulgarnych scen, dzikiego seksu, dosłowności, żenujących scen. Uff, jak dobrze… Pojawienie się w filmie wielkiej literatury i sztuki Williama Sheakespear’a „Macbeth” zaskakuje śmiałością i budzi zwierzęcą ciekawość od początku filmu co z tego wyniknie i jak poradzi sobie to dzieło. Efekt jest interesujący. Teraz wiem, że nad sztuką „Macbeth” Williama Sheakspere’a ciąży fatum i tak też został skonstruowany scenariusz „Utraty równowagi”, aby nie zaprzeczać temu przekonaniu. Wiem to ze spotkania z reżyserem po projekcji filmu – bardzo fajnego spotkania z widzami. Właściwie to wiele pytań ze strony publiczności do reżysera nie było, bo interesująco i wyczerpująco przeprowadziła rozmowę z reżyserem – jego rozmówczyni. Brawo dla niej. Film ten tym bardziej jest interesujący, bo nie jest fantazją, powstał z przeżyć i historii aktorów, którzy mieli odwagę się „otworzyć”. I trafił na dobry czas, bo ludzie są spragnieni prawdy , której chyba zabrakło w filmach ostatnich czasów, w ogóle w mediach . Za dużo dekadencji nas atakuje, chcemy nadziei . Pytanie jak potoczy się los filmu, skoro fatum dotknęło sztukę „Macbeth”, a scenariusz filmu dotyka ” Macbetha” ? Oby film nie podzielił losu pechowej sztuki Williama Sheakespear’a. Fatum to jedno, ale jest jeszcze drugie…Otóż dotknął tematu, który owiany jest milczeniem. Może gdy zostanie ono przerwane, przy okazji będzie mniej krzywd niezawinionych, mniej zmarnowanych talentów oraz mniej karier niezasłużonych. Cieszę się niezmiernie, że dzięki projekcji „ Utraty równowagi” i spotkaniu z reżyserem znalazłam potwierdzenie, że bez przemocy emocjonalnej, szantażu – osiągnięcie sukcesu jest możliwe. Należę do osób, które destruktywna krytyka nie buduje. Życzę filmowi, aktorom grającym w tym filmie i reżyserowi wszystkiego co najlepsze, niech inni idą drogą, którą oni już przeszli, bo to „jasna” droga. A ” jasna” droga powinna omijać i uniknąć fatum. Marzanna Leszczyńska Na zdjęciu powyżej praca romantycznego artysty – Henry Fuseli powstała między 1766-68 rokiem. Obraz przedstawia aktora Davida Garricka (1717- 79) i aktorkę Hannah Pritchard ( 1711-68) jako Macbeth i Lady Macbeth po morderstwie Duncana.

LADY MACBETH W ŁAGOWIE LUBUSKIM Dowiedz się więcej »

Mierzęcin – karuzela i samochody retro.

O wrażeniach ze zlotu samochodów zabytkowych w Mierzęcinie – Classica Mierzęcin 2025 – Marzanna Leszczyńska Zapraszam na zdjęcia z muzyką. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej ,uruchomi krótki film . „Polana Henryka Greckiego” przy pałacu w Mierzęcinie wyglądała dzisiaj niezwykle, jakoś tak inaczej jak co dzień, wesoło. W ten piękny, słoneczny, bezwietrzny czerwcowy dzień utworzyły się pasy różnych odcieni zieleni za kamieniem, który leży u jej stóp, a na kamieniu wyryty napis : „ Pamięci Henryka Greckiego – współtwórcy i przyjaciela Parku w Mierzęcinie”. Na zielonych drzewach i trawie powstały jasne, świetliste plamy. Za „Polaną Henryka Greckiego” ustawiły się samochody z dawnych czasów, które zjechały się na swój coroczny zjazd „ Classica Mierzęcin” dokładnie w połowie czerwca 2025 roku. W Mierzęcinie ktoś właśnie jest chyba w posiadaniu wehikułu czasu i cofnął go o jakieś 100 lat. Iluzję przeniesienia w czasie stworzyła nie tylko istniejąca tu na stałe oraz stworzona na tę okoliczność wyjątkowa sceneria, ale i czas zwolnił wyraźnie i popłynął leniwie. Czas przyhamował wyraźnie i opuścił rozpędzony XXI wiek, a przede wszystkim pozwolił zapomnieć o dopiero co rozpętanej wojnie izraelsko-irańskiej i wystrzeliwanych rakietach amerykańskich. Po prostu leniwa niedziela – na leżaczkach w Zabytkowym Parku odpoczywający ludzie z lampkami białego wina, niektórzy rozłożyli się w cieniu starych drzew z widokiem na pola. Zresztą, tutaj gdziekolwiek nie spoczniesz – będzie super i przepięknie. Luksusowe dawne samochody mają w Polsce swoich właścicieli. Bezkonkurencyjnie opowiadał o nich – tak jak i w ubiegłym roku – i rozmawiał z ich właścicielami Patryk Mikiciuk – dziennikarz motoryzacyjny ale również współzałożyciel Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach. Redaktor popularnego programu TVN Turbo posiada wiedzę imponującą i wielki talent w jej przekazie – mogę słuchać bez znudzenia, nawet o tym co jest w środku pod podniesioną maską. Patryk Mikiciuk opowiada tak, że nawet gdyby mówił, że te karoserie napędzają żyjące pod maską najprawdziwsze konie czystej krwi arabskiej – to nie jedna kobieta by w to uwierzyła. Trafiłam akurat na prezentację rolls – rolce – samochodu, który posiadał najlepszy i najciekawszy silnik na świecie, najlepsze hamulce i najbardziej rozpoznawalny „grill”. Prezenter zapewniał, że nie jest to samochód – muzeum, że przyjechał do Mierzęcina z Opola i nawet rozwijał na autostradzie prędkość 100 km/godz. Obecny właściciel cieszy się nim już 24 lata. Od 1946 roku należał w Anglii do prezesa Funduszu Zdrowia i służył mu jako samochód służbowy. Niewątpliwie jest to samochód ponadczasowy. Panowie z dużym zainteresowaniem spoglądali na te cudowności. Jeden oglądający nawet powiedział do swojej Pani; „ I co powiesz na to, że się chyba właśnie zakochałem w takim samochodzie?” Byliśmy świadkami jak żona spojrzała na męża z „morderczym spojrzeniem” i… popukała się po czole. Oj , obudziły się też rozterki i refleksje: „ Mój nowy leksus cabrio, którego już nie produkują z silnikiem V8 ,będzie dopiero za 60 lat zabytkiem, ale ja wtedy będę miał 120 lat…” Niewątpliwie te samochody to prawdziwe piękności, które stanowią poważną konkurencję dla kobiet. Panie próbują rywalizować z maszynami , a jak mogą to zrobić? Najprościej przecież poprzez strój – przybyło wiele pomysłowo i przepięknie stylowo wystrojonych pań – tym bardziej, że odpowiedni strój można było tutaj zakupić, a nawet uczesać pasującą do niego fryzurę. Organizatorzy wyławiali Panie najlepiej ubrane – wyróżniali je i nagradzali. Moją uwagę ściągnęły prześliczne apaszki i kaszkiety ( zwłaszcza czerwone), które można było zakupić. O jedzeniu nie wspomnę : lody, potrawy z kotła, z grilla, w altanie w parku i wykwintne przy restauracji oraz w jej środku. Prawdziwą rewelacją była ustawiona w Zabytkowym Parku wśród drzew wiktoriańska karuzela z 1896 roku, która przyjechała do Mierzęcina aż z Bielska- Białej. Kolorowa – prawdziwa piękność. Do zajmowania miejsc wzywał dzwonnik z epoki – ubrany we frak, z laseczką. Z przejażdżki na karuzeli korzystały nie tylko dzieci, ale również panie dorosłe. Kręciła się do muzyki dawnej, jak z katarynki. Jej właściciel zdradził mi, że 20 lat temu znalazł ją na złomowisku jego ojciec, a potem odrestaurował i razem nadali jej drugie życie. Dzisiaj karuzela jeździ nie tylko po całej Polsce, ale i Europie i zagrała w niejednym filmie ( ostatnio w najnowszym o Józefie Piłsudskim). „ Praca przy tej karuzeli to wyjątkowe zajęcie. Bardzo wdzięczna, bo reakcje ludzi są fantastyczne, entuzjastyczne, a my dzięki niej poznajemy wspaniałych ludzi, budzimy bardzo pozytywne emocje, nie tylko u dzieci, ale zwłaszcza u dorosłych. Dzięki tej pracy zwiedzamy nie tylko Polskę, ale też Europę. Gdyby nie ta karuzela nigdy pewnie nie znaleźlibyśmy się w tym niezwykłym miejscu jakim jest Mierzęcin z jego pałacem i tym niezwykłym parkiem. Tutaj poznaliśmy jednego bardzo sympatycznego prawdziwego hrabiego – właściciela samochodu z czasów Elvisa Presleya” – tak o swojej pracy mówi pan, który przy karuzeli pracuje. Wyśmienicie dzień na imprezie „Classica Mierzęcin” spędzają niedzielę nie tylko miłośnicy starej motoryzacji, ale też dzieci. Zapytałam 5, 5 lenią dziewczynkę: Co jej się najbardziej podobało w dzisiejszej imprezie? Odpowiedziała szybko i krótko : ” Na pierwszym miejscu – plac zabaw, na drugim – karuzela, na trzecim – stare samochody. Ale gdyby był dmuchaniec – to on byłby na pierwszym miejscu„. Kim był Henryk Grecki i dlaczego nazwano część parku na Jego część? Można się dowiedzieć z następującego artykułu: :https://idealzezgrzytem.pl/2023/04/29/mierzecin-o-niezwyklym-czlowieku/

Mierzęcin – karuzela i samochody retro. Dowiedz się więcej »

Byłam, widziałam – EXPO 2025 – Osaka Yumeshima

Na relacje i wrażenia z wystawy EXPO 2025 OSAKA w Japonii zaprasza _ Marzanna Leszczyńska Naciśnięcie czerwonego kwadratu z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film z muzyką. Wydarzenie gospodarczo – kulturalne jakim jest wystawa EXPO 2025 w Osace należy do najważniejszych i największych na świecie. Gromadzi tłumy ludzi, co widać chociażby po zajętych miejscach w hotelach – wyboru nie było, a pokój, który udało się nam zarezerwować należał do najmniejszego w historii mojego życia – bez szafy, z miejscem na walizkę w przejściu między łóżkami, z widokiem na ścianę wieżowca . Zadałam sobie pytanie czy my w Polsce dobrze rozumiemy słowo „ patodeweloperka” ? Wystawa trwa nadal – do 13 października 2025 roku – jest więc jeszcze czas, aby zobaczyć – a warto… Cała wystawa Expo 2025 Osaka umieszczona została na Yumeshima – sztucznej wyspie powstałej na składowisku śmieci przetworzonych jeszcze w latach 70-tych, a jej powierzchnia po ukończeniu składowania będzie wynosiła 390 hektarów. Yumeshima położona jest w Zatoce Osaka, w pobliżu ujścia rzeki Yodo jest częścią Konohana-ku ( jednego z 24 okręgów Osaki). Właściwie to cały obszar Expo 2025 z pawilonami poszczególnych krajów stanowi artystyczną „wioskę”, która zatyka dech w piersiach i nie pozwala spieszyć się do jednego czy innego pawilonu, aby zobaczyć co jest w jego środku, ale zachęca do chodzenia po całej „wiosce”, bo pawilony są finezyjne, każdy inny, są też „tańczące fontanny” do muzyki, artystyczne instalacje. Ta zewnętrzna całość razem z tłumem ludzi tworzy prawdziwe widowisko – jakiś nowoczesny, futurystyczny teatr. Przypomina imprezę techno. Na zwiedzenie potrzeba czasu, godzin wielu, a najlepiej kilku dni. Teren ekspozycji otacza potężny pierścień zbudowany z drewnianego rusztowania, na który wiodą gigantyczne ruchome schody (jest ich kilka) – wyglądają niczym schody do nieba. Chodząc po wysokościach tego pierścienia, przemieszczając się tymi schodami, spacerując między pawilonami czy też stojąc w kolejce, aby wejść do ich środka ( średnio stoi się 2-3 godziny do każdego pawilonu) obserwujesz i tworzysz widowisko dla innych, ponieważ te tłumy ludzi układają się w żywe obrazy, dla mnie w obrazy bardzo futurystyczne. Teren, który rozpościera się jako panorama do obserwacji nie jest płaski, a wzniesienia obsadzone są różowymi kwiatami, bujającymi się na wiotkich łodygach – to są duże obszary. Gdy wjedziesz schodami na pierścień oglądasz panoramę miasta, wodę. W środku tego pierścienia widzisz pawilony o przedziwnych konstrukcjach, nowoczesnej artystycznej architekturze. Monstrualne liczby chodzących ludzi tworzą interesujący teatr i budzą przeróżne skojarzenia, ponieważ ludzie są milczący, wyglądają jak zahipnotyzowani, podążają nie spieszno przed siebie, bez uśmiechu, z poważnymi twarzami, czekają cierpliwie w długich kolejkach i nie rozmawiają ze sobą – są jakby bez uczuć, wielu nosi medyczne maski. Szczególnie na tle łopoczących flag wszystkich krajów te milczące twarze robią wrażenie. Ponieważ to czas wysokich temperatur i słońca to niemal każdy chroni się przed nim parasolką – widać tam morze parasoli. Panuje cisza, nie słychać gwaru czasem tę ciszę przerywa muzyka włączana przez organizatorów. Duża przestrzeń i jej rozplanowanie – myślę – pozwala na takie wrażenia i wytłumienie głosu. Ta nowoczesna wystawa odzwierciedla świat, do którego zmierzamy my Europejczycy, a oni już w nim są od dawna – świata nowoczesnego, z fragmentami tego starego z ludźmi nie komunikującymi się ze sobą tak spontanicznie jak do tej pory. Pozostały jeszcze dzieci ze swoją spontanicznością – miały swoją strefę wolności – fontannę, w której taplały się beztrosko jak kaczuszki w ten gorący i słoneczny dzień. Stojąc w kolejce do polskiego pawilonu, zdarzył się moment, którego chyba długo nie zapomnę, który mnie rozśmieszył bardzo i byłam chyba jedyną osobą w ogromnym tłumie, którego ogarnął niekontrolowany długi chichot, który poruszył poważnych Japończyków – choć nie mieli pojęcia z czego ja się tak naprawdę cieszę. Otóż zauważyłam, że w kolejce do polskiego pawilonu stały Japonki, które miały zawieszone na szyi czerwone korale takie jak w ludowych strojach, czy też takie jakie lansowała na swojej szyi w debatach kandydatów na prezydenta Polski – pani prof. Joanna Senyszyn (ona nosiła trzy sznury), a które wręczone żonie Rafała Trzaskowskiego miały być talizmanem i przynieść mu zwycięstwo w wyborach. Nie wiem, czy Japończycy je sobie kupowali czy też były rozdawane w ramach promocji polskiego pawilonu, w każdym bądź razie z bardzo poważną miną stały w kolejce Japonki i jeden Japończyk udekorowani czerwonymi koralami na szyi. Ten Japończyk wyglądał dla mnie przezabawnie jak przysłowiowy „facet z damską torebką”, nieświadomy, że to typowa kobieca ozdoba. Widząc mój wybuch śmiechu uśmiechali się też i Japończycy, ale nieśmiało próbując zrozumieć o co mi chodzi, ale odkryłam przy okazji, że porozumienie emocjami ma dużą siłę. Polski pawilon na Expo Osaka 2025 pokazał na początku jego zwiedzania polskie dziewicze krajobrazy – na dużej ścianie przenikały się artystyczne zdjęcia. Była też sala z filmem animowanym – bardzo podobał mi się ten krótki film z muzyką Fryderyka Chopina – jest w nim Warszawa, dworek, fortepian, nuty, wiatr i liście wierzb oraz przesłanie, że muzyka Chopina jest słuchana i grana przez Japończyków. W kolejnym pomieszczeniu zaprezentowany został największy instrument, jaki powstał na tę okazję jakim jest Expo 2025 Osaka – były to witki umieszczone w kwadratowych polach, które poruszając się wywoływały „szumiącą muzykę”. Pomysł inspirowany marzeniem Chopina, który mówił, że uwielbiał wierzby, dla niego ich szum był muzyką i chciał aby powstała muzyka szumiących wierzb. Chyba zdałam sobie sprawę, że mój słuch jest absolutny, czyli absolutnie nie usłyszałam tam szumu wierzb, raczej był to odgłos szczoteczki w użyciu. Gdyby mi ktoś nie wyjaśnił tej idei instrumentu, nigdy bym się nie domyśliła… W pawilonie polskim eksponowano również ceramikę Bolesławiec i biżuterię z bursztynami. Była też część wystawy dotycząca przyszłości Polski i jej wizji czyli innowacji inspirowanych naturą stworzonych w kooperacji z naukowcami – „przełomowcami” tzw. „idea plantacji przyszłości’’. O wrażenia po oglądaniu tej części polskiego pawilonu zapytałam Andrzeja Leszczyńskiego -prezesa firmy Lamel, która wzięła udział w Polsko – Japońskim Forum Gospodarczym 20 maja 2025 roku w Osace. Oto co mi przekazał: „ Te małe dziwne kapsuły o średnicy 50cm z umieszczonymi w nich modelami produktów wielkości kilkucentymetrowej przywołujące skojarzenie z filmu Seksmisja z ostatniej sceny kończącej film zrobiły na mnie oczekiwane wrażenie. Jest nadzieja na nowe,

Byłam, widziałam – EXPO 2025 – Osaka Yumeshima Dowiedz się więcej »

EXPO, OSAKA, LAMEL i MYSCREEN PROTECTOR

Z Andrzejem Leszczyńskim prezesem w gorzowskiej firmie Lamel Technology o jej przygotowaniach do udziału w Forum Exportowym z okazji Expo w Osaka 2025, tuż przed wylotem do Japonii rozmawia  – Marzanna Leszczyńska Marzanna L.: Trzeba przyznać, że hasło: „polska firma z Gorzowa Wielkopolskiego zaproszona na EXPO 2025 w Osace”  robi duże wrażenie. Jak to jest w istocie, czy czujecie się wielcy, dumni i rzeczywiście wyróżnieni? Czy to jest jakieś osiągnięcie, prestiż, czy inne firmy zabiegają o taki udział? Andrzej L. : Prawdę mówiąc nie wiem co robią inne firmy. Czy dostają takie propozycje czy nie i czy jeśli otrzymują to je odrzucają. Lamel nie jest firmą, która pracuje po to, aby dostawać laury i żeby ją gdzieś zapraszać. Niedługo upłynie 35 lat jej istnienia. Produkcją i sprzedażą ochron na ekrany telefonów komórkowych i laptopów zajmuje się od 2004 roku. Aby zdobywać klientów bierze udział w targach (najpierw obserwowała innych potem tez sama zaczęła się wystawiać). Na początku były to targi w Hanowerze (2004) a od 2013 dzięki programowi Paszport do Eksportu ruszyła lawina – zaczęliśmy brać udział w innych targach europejskich (Barcelona, Moskwa, Monaco), w USA i Azji (Hongkong , Singapur, Dubaj). W ubiegłym roku byliśmy na około 20 imprezach targowych. Przez te lata pojawiły się różne projekty i odwaga zmierzenia się z różnymi misjami gospodarczymi. Dorobiliśmy się własnych patentów, udoskonaliliśmy linię produkcyjną. Korzystamy z laboratoriów i współpracujemy z uczelniami w Zielonej Górze i Gdańsku . Z tego zrodziły się technologiczne innowacje. Po prostu jesteśmy już zarejestrowani wraz z innymi polskimi i japońskimi firmami na forum kooperacyjnym i jesteśmy wspierani przez  PAIH czyli jednostkę rządowa wspierającą polski biznes za granicą. Szczerze powiedziawszy to mamy spory problem z tym EXPO 2025, ponieważ te przygotowania do niego pochłaniają dużo czasu a my zaangażowani jesteśmy w nasze targi branżowe. Jesteśmy firmą prywatną i musimy pilnować swoich interesów; za wszystko sami odpowiadamy i sami płacimy. Expo to eksperyment, wyzwanie i zagadka. Nie wiemy czym zaowocuje. Będzie to od nas zależało jak je wykorzystamy i w co przekłujemy. Marzanna L : Czy Wasz udział w EXPO 2025 jest dotowany, czy tez sami go opłacacie? Widać, że macie wątpliwości co do sensowności udziału i nie rozpływacie się w zachwycie: Andrzej L. : Tak. PARP pokrywa dużą część kosztów. Jednak ich wymagania są bardzo konkretne i związane z pewnymi procedurami, Nam ciężko się teraz dostosowywać do tych wymagań. Firma działa na swoich zasadach. Nasze pertraktacje  i zaangażowanie w Forum Exportowe przy EXPO 2025 w Osace trwają już pół roku i przyznać muszę, że nie raz chcieliśmy z tego zrezygnować. Przez ten czas działalibyśmy w innym obszarze i na innym polu i prawdopodobnie byłoby to bardziej opłacalne. Z drugiej strony trzeba wychodzić z własnej strefy komfortu. Expo jest – nie powiem – pewną pokusą; jest ciekawe i wzbudza chęć zmierzenia się z czymś nowym, z czymś co pojawiło się po 20 latach aktywności wystawienniczej . Marzanna L. : Na czym miałby polegać udział w Expo 2025 marki MyScreen Protector ? Jaka jest przewidziana jego rola? Co już wiecie o tym przedsięwzięciu ? Andrzej L : Na razie wygląda to imponująco i fantastycznie. Na tę okazję na jednej z wysp został wybudowany na stałe drewniana konstrukcja w kształcie pierścienia wchodzącego w morze okalajacego teren wystawienniczy. Pawilon Polski w Osace ma pokazać siłę Polski w jej potencjale osobowym odziedziczonym po przodkach, pełnym idei i kreatywności, będącym w stanie przynosić największe wartości w przyszłości. Motto wystawy to „Heritage that drives the future”. Mają być więc tam zgromadzone w sposób symboliczny polskie akcenty (wartości). Natomiast nasi pracownicy mają oklejać telefony gościom foliami ochronnymi w tym ozdobnymi zawierającymi polsko-japońskie motywy graficzne oparte na kwiatach i ziołach pokazywane też w nowoczesny sposób (hologramy 3D) w pawilonie Polski. W miejscu, w którym odbędzie się Forum będzie stał bodaj fortepian, na którym ktoś na żywo będzie grał muzykę Chopina a inna firma będzie częstować polskimi smakołykami.  Będzie to dzień w wybranym do tego celu hotelu, na który zaproszono około 200 polskich i japońskich firm celem zbudowania kooperacji między nimi . Będą też delegacje organizacji samorządowych i rządowych z Polski. Marzanna L.: Czy władze miasta Gorzowa Wielkopolskiego wiedza o tej inicjatywie? Czy pomogły w jakiś sposób? Andrzej L.: Pomagał nam Gorzowski Ośrodek Technologiczny jako naukowo-biznesowy instytut miasta Gorzowa Wielkopolskiego. Był pomysł aby zabrać z sobą przedstawicieli Miasta. Niestety nie wypalił. Marzanna L.: Jesteście bardzo zajęci, stale w rozjazdach, trudno się  umówić na dłuższą  rozmowę, Cieszę się jednak, że udało się porozmawiać. Mam nadzieję, ze było warto się angażować i życzę, aby ten poświęcony czas nie został zmarnowany. Jest szybka decyzja i prawdopodobnie będę miała szczęście się przyjrzeć temu wydarzeniu z bliska. Zobaczymy jak wyobrażenia i plany będą się miały w zderzeniu z rzeczywistością.

EXPO, OSAKA, LAMEL i MYSCREEN PROTECTOR Dowiedz się więcej »

Marek Kaźmierski – wystawa w Witnicy

Ósmy marca 2025 roku w Witnicy był nie tylko czczony jako Dzień Kobiet, ale to właśnie w tym Dniu otwarto pierwszą wystawę fotografii Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich. Zapraszam na krótki film z muzyką i fotografiami. Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie uruchomi go. Marek Kaźmierski utrwala przecudne krajobrazy swojego regionu, a na nich nie tylko florę, ale i faunę, która chętnie mu pozuje do zdjęć. Ilość ludzi, którzy podziwiają Jego dzieła w mediach społecznościowych jest imponująca, komentarzy mnóstwo – ludzi nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Mało kto wie, że fotografia to Jego pasja, która wymaga poświęceń i musi ją godzić z pracą zawodową mechanika samochodowego. Dumni jesteśmy, że w ubiegłym roku ten utalentowany fotograf- amator przyjęty został do Związku Polskich Fotografów Przyrody. Marek Kaźmierski niezmiennie zaskakuje swoimi pracami, ale też miejsce jakim są Nowiny Wielkie jest niezwykle piękne i sposób w jaki na nie patrzy ten fenomenalny fotograf. Ostatnio pokazuje nam fotografie makro i owady jak broszki przypięte na niezwykłych strojach jakim jest wiosenna zieleń przyrody. Pierwsza wystawa zdjęć Marka Kaźmierskiego w Domu Kultury w Witnicy trwała miesiąc. Prace zdobiły korytarze i hol witnickiej instytucji kulturalnej. Prawie wszystkie zdjęcia profesjonalnie oprawione na ten czas pochodziły z regionu , chociaż przygotowana była niespodzianka i trzeba było odgadnąć, które zdjęcia pochodziły spoza regionu. Widać mieszkańcy znają swój teren dobrze, bo zagadka została szybko rozwiązana. Autor prac pokazał tę ekspozycję wielu grupom i była to okazja do wyjątkowych spotkań i rozmów. Cieszy fakt, że wystawa wydała swój owoc współpracy Domu Kultury w Witnicy z Markiem Kaźmierskim i ruszyły warsztaty fotograficzne dla młodzieży, które prowadzi Marek Kaźmierski. Teraz sprawdza się jako pedagog. Mam nadzieję, że fotografie Marka Kaźmierskiego znajdą też inne miejsca swojej ekspozycji. Na pewno pięknie zdobiły by nie jedną salę konferencyjną, nie jedną salę zabytkowego wnętrza. Oczy wyobraźni robią się wielkie. Młyny wiejskie, leśniczówki, dworki, pałace… Czekam na dalsze informacje o nowych wystawach. Marek Kaźmierski to perła wyjątkowa, która wyłowiła się sama, może została wyrzucona na brzeg, a perły trzeba pokazywać i odpowiednio oprawiać. Do tej pory na http://www.idealzezgrzytem.pl ukazały się następujące artykuły o fotografiach Marka Kaźmierskiego z Nowin Wielkich: https://idealzezgrzytem.pl/2024/04/24/gratulacje/ https://idealzezgrzytem.pl/2025/01/31/lubuski-fenomen/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/03/24/zauroczenie/ https://idealzezgrzytem.pl/2024/05/14/wierzba-drzewo-lagodnej-melancholii-fotografie-marka-kazmierskiego/ Marzanna Leszczyńska

Marek Kaźmierski – wystawa w Witnicy Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry