Zapraszam do nietypowej recenzji Koncertu Familijnego w Filharmonii Gorzowskiej pt : Czarodziejski świat bajek” – Wiktoria Banach

Cała sala Filharmonii Gorzowskiej zapełniła się małymi księżniczkami na Koncercie Familijnym pt: „Czarodziejski świat bajek”. Filharmonia ogłosiła, aby dziewczynki przyszły w strojach księżniczek. Pomysł wpisał się celnie w modę na księżniczkę jaka panuje wśród dziewczynek w wieku przedszkolnym : szyte są sukienki a` la księżniczka, opaski na włosy jak diademy czy korony.
Kiedyś dziewczynki tak się ubierały na przedszkolne bale karnawałowe, lub do roli w przedstawieniach – dzisiaj okazji jest mnóstwo, każda może się poczuć księżniczką zakładając odpowiednią sukienkę.
Koncert odniósł sukces, bo sala wypełniona była po brzegi – piosenki z bajek Walta Disneya, piękny śpiew solistki panny Melodianny i solisty Rytmisława Stuk – Puk, dzieci zaangażowano ruchowo, pośpiewały nawet, a koncert miał wychowawcze przesłanie – zachęcał do realizacji dziecięcych artystycznych marzeń, podbijał ambicję, mówił o tym , że trema i nieśmiałość to naturalna sprawa i trzeba nad tym pracować, a nie uciekać z aktywności z tych powodów. Stroje solistów kolorowe, bajeczne – chociaż pomysł na strój Melodianny już widziałam u Dzwoneczka z „Piotrusia Pana” tylko, że tam był różowy, tutaj solistki ubrano w czerwony falbaniasty dół i pasiate bluzeczki. Na dowód przypominam zdjęcia z Koncertu pt: „Piotruś Pan” (grudzień roku 2022).


Przyjrzałam się swojej 6 letniej podopiecznej i dziewczynkom na tym koncercie – były bardzo pochłonięte swoimi sukienkami, spontanicznym tańcem i jak te sukienki się kręcą oraz obserwacją strojów innych dziewczynek – wędrówek nie było końca. Myślę, że te wszystkie wątki wychowawcze nie miały szans się przedrzeć w tych emocjach i zadaję sobie pytanie, które z dziewczynek je wychwyciły? Nie wierzycie? Popytajcie swoje pociechy. Miejmy nadzieję, że rodzice wychwycili przekazy i będą je mieć w świadomości i wykorzystają je w procesie wychowawczym.
W dzisiejszych czasach panuje moda na księżniczkę i to od dłuższego już czasu tak jak moda na tatuaże. Zauważyłam, że rodzice mówią do swoich córeczek – „księżniczko”. Zadałam sobie pytanie czy to dobrze?
Księżniczka to osoba wyjątkowa, najważniejsza, o względy której zabiegają wszyscy, piękna, bogata, która nic nie musi, rozkapryszona, często sama nie wie czego chce, znudzona… Tak jest w bajkach. W rzeczywistości często prawdziwe księżniczki wyglądały jak pokojówki, a pokojówki wyglądały jak księżniczki.

rys. Marcina Szancera do bajki J. Ch. Andersena ” Księżniczka na ziarnku grochu”
Myślę, że każda dziewczynka słysząc:” jesteś księżniczką” myśli że jest piękna, a może w ten sposób podsyca się jej pragnienie bycia piękną. A przecież to nie prawda, bo nie każda dziewczynka jest piękna i nie wiem co by niektóre nie robiły to piękne nigdy nie będą. Życie jest inne, to nie jest prawda, że bycie piękną jest w życiu najważniejsze i gwarantuje sukces życiowy. Efekt presji i dążenia do bycia pięknym bywa często śmieszny a nawet dramatyczny. Mam wrażenie, że nadszedł czas, aby zwalczać tę dziwną modę, a dorośli powinni mądrze wychowywać swoje pociechy. Ileż to pań zrobiło ze swoich córek swoje lustro i chciałoby dla nich tego czego same pragnęły, ale nie osiągnęły. Zauważam nawet, że córki mają więcej zdrowego rozsądku i obiektywnego spojrzenia na siebie niż ich mamy. Pytanie czy ta presja, moda od najwcześniejszego wieku nie przyczynia się do tych wszystkich sztucznych poprawek urody : botoks, nadęte usta i podsyca wszelką próżność. Na pewno tak.

Z księżniczką będzie mi się do końca życia kojarzyła „porządna lekcja” jaką odebrała pewna ładna i skoncentrowana na sobie osóbka – wtedy 20-letnia na obozie w Bieszczadach. „Kacha” studiowała architekturę, była atrakcyjna i tworzyła zakochaną parę ze „Stachem”. Nie wiem czy „Kachę” lubił ktokolwiek, „Stacha” uwielbiali wszyscy – facet łatwo nie miał, bo ponoć „ciągnął” dwa kierunki – jej i swój. Na tym obozie „Kacha” przeszła samą siebie. To był obóz przetrwania, a my wszyscy tyraliśmy tam równo bo wszystko musieliśmy zorganizować sami – sami gotowaliśmy, zbierali jagody, wałkowali ciasto na pierogi butelką, oprawiliśmy barana, którego załatwiliśmy od gospodarza z wioski, spaliśmy w namiotach, troszczyliśmy o tych, którzy leżeli z gorączką, organizowaliśmy ogniska, śpiewy gry i zabawy. „Kacha” nie uczestniczyła w tym przyziemnym życiu – albo bolał ją kręgosłup, albo znikała ze „Stachem”, albo rysowała portrety przed namiotem. Wiecznie „ przyklejona” do „Stacha”, trzymająca go z dala od grupy, kapryśna. Gdy przeszła ulewa i dużo namiotów przemokło, to „Kacha” postarała się, aby przenieść się do tego gdzie było sucho kosztem innych. Mieliśmy jej dosyć, zaczęły się szepty po kątach. Trudno było tę „Kachę” ruszyć, bo „Stacha” wszyscy lubili, poza tym „Kacha” była otoczona czuwaniem i opieką starszej siostry – dosyć mocno „umocowanej”. Rada Starszych na zakończenie obozu urządziła tzw, „Chwilę szczerości”, która polegała na tym, że wszyscy spotkaliśmy się, żeby podsumować czas wspólnie spędzony, doświadczenia i …można było powiedzieć co się komuś nie podobało. I tutaj Karol – odpowiedzialny, pracowity i zdroworozsądkowy nasz kolega , który niejednokrotnie brał na klatę rozwiązywanie trudnych problemów – odważnie zgłosił pretensję na samym końcu :
-„Ja mam pretensję do Basi, że zachowywała się szczególnie denerwująco przez cały pobyt”.
Na to „Kacha” – zaskoczona przewracając pięknymi oczami : – „ No chyba żartujesz, na czym niby to miało polegać? Co ja zrobiłam komuś złego?”
– „ No Basiu, bo przez cały czas zachowywałaś się jak taka księżniczka”…
Na to Basia chi chi chi,podniosła głowę wysoko : „ Księżniczka… To raczej zabrzmiało jak komplement” chi chi chi…A dyżurna siostrzyczka zaraz znalazła się przy Kasi, przytuliła ją opiekuńczo, bo wyczuła sprawę.
Popatrzyliśmy po sobie, raczej bezradni, ale Karol czerwony pociągnął stanowczym i nieubłaganym tonem :
– „ Kasiu, wykorzystałaś nas wszystkich przez te 3 tygodnie, omijałaś swoje obowiązki, traktowałaś z góry, wybierałaś najlepsze pozycje nie licząc się z nikim no i zabrałaś nam „ Stacha” tylko dla siebie, a tu jest dużo par, które się tak samolubnie nie zachowują”.
I wtedy „Kacha” pękła, polały się łzy, pojawił się wstyd i zniknęła hadość, a księżniczka ? Nikt nie chciał być tak komplementowany.

Przypomniały mi się też dwie inne koleżanki o nieprzeciętnej inteligencji i przeciętnej urodzie.
Aleksandra była wybitnym ścisłym umysłem, o jej zdolnościach matematycznych krążyły na politechnice legendy. Niezaprzeczalnie była jedną z nielicznych kobiet na roku i była najlepsza. Potrafiła robić swetry na drutach pod ławką na wykładzie i dyskutowała z dr o błędach w wyprowadzanych, skomplikowanych wzorach, wychwytywała wszystkie niuanse, podczas gdy 2/3 uczestników wykładu nie wiedziało o co chodzi. Wszystko zaliczała na 5, pomagała innym i nie ślęczała nad książkami – mówiono, że się nudzi, wtedy, gdy inni zakuwali solidnie ona korzystała z kina, teatru. Był w niej jednak jakiś smutek, kompleks. Po latach wyjaśnił mi to jeden kolega z jej grupy, który poznał ją lepiej : „ Aleksandra? Ach, wiesz ona by oddała całą swoją inteligencję, za to aby wyglądać jak Barbie”…
Krystyna również uzdolniona technicznie, o ścisłym umyśle kiedyś mi powiedziała : „Wchodzę pierwszy raz do nowej klasy w liceum i co widzę? Każda dziewczyna ładniejsza ode mnie. Dramat, chodziłam smutna. Widział to mój tato, a był mądrym człowiekiem i widział , że to mój problem. Sadzał mnie na kolanach i mówił : „ Krysia, nie patrz na to. To się liczy, ale jest krótkotrwałe wrażenie i oczarowanie, zobaczysz. Rozkładał szachy i uczył mnie tej gry. Trenowałam siatkówkę. Wkrótce zobaczyłam, że chłopcy zwracają uwagę na moją zgrabną figurę, byłam wcięta w pasie, a gdy miałam coś mądrego do powiedzenia zaraz otaczał mnie wianuszek kolegów – a te ładne stały jakieś takie bezradne, traciły swoje barwy. Zresztą to mnie wybrał mój mąż, a miałam ładną rywalkę”.
Chyba o czymś zapomnieliśmy dzisiaj. Przewartościowaliśmy za bardzo pewne zalety kosztem innych. Nie pamiętamy o różnorodności i nie szanujemy jej. Może nawet zaprzeczamy pewnym prawdom i stawiamy pewne kwestie na głowie. Pamiętajmy, aby mądrze wychowywać swoje pociechy. A co jest najgorsze? Nawet dorośli i bardzo dojrzali ludzie ulegają ułudom ośmieszając się po prostu czego przykładem dziwna moda i jej pokazy w moim mieście– https://idealzezgrzytem.pl/2024/04/05/byc-jak-andie-macdowell/.
Wiktoria Banach


Bardzo fajny i miły artykuł.
Ciekawy – inny – wspomnieniowy – ale dzisiejszy.
Piątka !!!