Kryształową kulą w głowę…

Zakończyła się „porcelanowa” edycja Tańca z Gwiazdami. Miałam swoje zdanie po pierwszym odcinku (https://idealzezgrzytem.pl/2025/10/04/porcelanowa-rocznica-tanca-z-gwiazdami-mam-swoje-zdanie/), mam też po zakończeniu ostatniego odcinka. Nie udało mi się obejrzeć tylko jednego w tej jubileuszowej edycji.

Nie jest to tylko program o tańcu, ale jeśli chcemy zrozumieć o co w nim chodzi, gdy nigdy się go nie uczyliśmy profesjonalnie to warto słuchać „Czarnej Mamby” bo to nie prawda, że jest zołzą i że jest niesprawiedliwa i zazdrosna. Iwona Pavlowicz wie co mówi.

W tym programie uczestnicy opowiedzieli też o swoich emocjach, które im towarzyszyły podczas treningów i w występach. Zazwyczaj te osobiste emocje bywają skrywane głęboko, a tutaj tak jakby umówiono się, że im więcej się ich pokaże tym lepiej i chyba uwierzono, że w ten sposób można wygrać Kryształową Kulę. Chyba nigdy w tym programie nie lały się łzy takimi strumieniami, nawet panom „pociły” się oczy. Zadziwiające, a dla mnie podejrzane.

Tak bardzo rażące było u niektórych uczestników manifestowanie swojego przekonania, że są najlepsi, a prawione im komplementy po prostu uderzały im do głowy. Przy tym jakby nie zauważali, że nie tylko oni te komplementy otrzymywali. Brak pokory, dystansu do siebie, dziecinada, naiwność i niedojrzałość u bardzo dorosłych ludzi – zatykała i Ci szybko tracili w moich oczach swoją sympatię.

Taniec nigdy nie był oczywisty. Taniec to dotyk, bliskość i erotyka. I jak mówiła mi kiedyś śp. przyjaciółka: „Wierz mi, że i facet wyglądający jak żaba- w dotyku może cię zelektryzować”…W tańcu nigdy nic nie wiadomo, jest w nim jakaś tajemnica i potrafi w człowieku coś obudzić – nawet wtedy gdy się tego nie pragnie, nie chce. Nic dziwnego, że ludzie trochę się boją tańca, niechętnie oddają swoich partnerów innym, aby z nimi zatańczyli. Podobno taniec pochodzi od diabła, tak kiedyś mówiono, a księża katoliccy kiedyś nie tańczyli i w kościele tańców nigdy nie było. Czasy się zmieniły, dziś jest inaczej.

Odnoszę wrażenie, że w tej edycji tancerze jakby się pogubili w wyrażaniu swoich emocji, zapomnieli się. W pewnym momencie zaczęło się przekraczanie granic, zaczęłam się obawiać, że uczestnicy zaczną się w tym przescigać. Pisząc to mam na myśli te dosłowne pocałunki i przyklejone w tańcu usta. Szkoda, że nikt nie powiedział wtedy stop, nie postawił szlabanu. Gdybym była sędzią powiedziałabym, że przy ocenie nie biorę tego pod uwagę, a może nawet zaniżyłabym z tego powodu ocenę. Nie chciałabym, aby tańcząc z kimś wymagano ode mnie takich „figur”( zarezerwowane nie dla wszystkich, niehigieniczne, często nieestetyczne). Nie chciałabym, aby mój partner życiowy też w ten sposób tańczył z innymi osobami.

W końcu, czy niektóre nauczycielki tańca, nie obawiają się, że żony gwiazd nie będą chciały oddawać swoich mężów w ich naukę???

Taniec nie jest dosłownością, jest udawaniem, odgrywaniem.

Smutne to, że pojawienie się lalki w choreografii, która miała symbolizować dziecko wzbudziło takie kontrowersje i sprzeciw w komisji sędziowskiej, a te dosłowne pocałunki w układach tanecznych już nie…

Prawdę mówiąc to nie jestem pewna, czy po takich „numerach” ludzie będą chcieli uczyć się tańca z innymi partnerami niż ci życiowi, no bo po co wystawiać się na ryzyko.

Sądzę, że Pani Barbara Bursztynowicz zachęciła swoim udziałem kobiety w swoim wieku do przygody z tańcem. Moja mama śledziła Jej występy z ogromnym zainteresowaniem i nigdy nie zapomnę jak w pewnym momencie westchnęła; „ Jak ja jej zazdroszczę tych nóg, tej sprawności, a moje są chore”.

Pełna podziwu jestem dla Tomasza Karolaka, który zbudował przecudowną relację z Izabelą Skierską, poczynił duże postępy i cudownie „ożenił” swój aktorski kunszt z tańcem. Nie jest łatwo zaskarbić sobie sympatię widzów, Jemu się to udało.

Ucieszyłam się, że w finale znalazły się te trzy pary : Wiktoria Gorodecka z Kamilem Kuroczko, Maurycy Popiel z Sarą Janicką i Mikołaj Bagiński z Magdaleną Tarnowską.

Widzowie okazali się przytomni i wzięli sprawy w swoje ręce, zauważyli prawdę i postawili na nią. W czołówce znalazły się pary, które nie tylko zrobiły postęp, wykonały potężną pracę, pokazały piękne i wzruszające opowieści taneczne, ale pokazały wielkie serce, wrażliwość na wartości i wykazały się kulturą osobistą. Tego my widzowie oczekujemy i tego jesteśmy spragnieni.

Bardzo się cieszę z wygranej Mikołaja Bagińskiego i Magdy Tarnowskiej – w pełni zasłużyli. Byli tacy prawdziwi i prawdziwie zaskoczeni wynikiem. Otrzymali nagrodę niespodziewaną. Tak wiele dobrego przesłali i pozwolili uwierzyć, że wszystko jest możliwe. Ich free style wzruszył mnie najbardziej. Zdobyli sympatię widzów, a to nie jest proste. Nie wierzysz? Spróbuj sam.

I na końcu ta śmieszna para czyli Agnieszka Kaczorowska i Marcin Rogacewicz, którą zgubiła zarozumiałość i spryt, brak szacunku dla widzów, konkurentów w programie, sędziów, organizatorów. Nie do uwierzenia, jak los z nich zadrwił. Z uporem maniaka odmrażali sobie na złość uszy aż je w końcu odmrozili. Powtórzony numer z ucieczką niczym niewinny Kopciuszek z balu. Niestety nie ta bajka, ani Kopciuszek, ani niewinny… To tylko podszywanie się pod Kopciuszka. Czy Ci ludzie nie pamiętają ile mają lat? Zamiast wykorzystać swoje ostatnie pięć minut, to je po prostu zmarnowali. Godzina dwunasta dla nich już dawno wybiła- żałosne. Jak dobrze oglądało się ten program, gdy już ich w nim nie było.

Cóż, wygląda na to, że powrócę po latach do oglądania Tańca z Gwiazdami.

Marzanna Leszczyńska w roku 2021

Awatar Patronite IdeałZeZgrzytem.pl
Wspieraj nas na Patronite!
Wspieraj IdeałZeZgrzytem.pl i umożliw nam tworzenie coraz lepszych treści!
Wesprzyj

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry