Na początku istnienia programu „Tańca z gwiazdami” oglądałam go pasjami. Potem wiele rzeczy przestało mi się podobać i na długie lata pozostawiłam go nieoglądanym zupełnie.
Gdy usłyszałam, że 20 lat temu wyemitowano pierwszy odcinek tego tanecznego show – postanowiłam zasiąść przed telewizorem w dniu 28.09.2025 roku i zobaczyć ten jubileuszowy program.
To wydanie specjalne, bardzo rozreklamowane dużo wcześniej spodobało mi się przede wszystkim ze względu na te wszystkie nuty przeszłości. I nie chodzi o to, że mam sentyment, bo był to wtedy bardziej mój czas…Dlaczego tak myślę?
Wszystko było wtedy bardziej wesołe, różnorodne, barwniejsze.
Gratuluję pomysłu na konferansjerkę Katarzyny Skrzyneckiej i Piotra Gąsowskiego – po prostu poczucie humoru i dystans do siebie – wielka klasa. Tak bardzo normalni, a przez to prawdziwi. Uwielbiam Was.
Jakże mile zaskoczyła mnie pani Ania Mucha – zjawiskowa w walcu z Rafałem Maserakiem. Szyku dodała przepiękna kreacja: ta masa halek… Wyjątkowa kreacja na wyjątkową okazję. Nie mogę uwierzyć, że było to spontaniczne wystąpienie bez prób i ćwiczeń przed programem ( chociaż jestem w stanie uwierzyć, bo walc wiedeński ma tylko trzy figury, – za to bardzo trudne i jest bardzo szybki).
A skoro o kreacjach już piszę…to bardzo wystraszyłam się białej góry „ Czarnej Mamby” . Była jakaś demoniczna. Po co sobie deformować figurę takimi humainodalnymi modami ?
Widziałam uderzającą różnicę między tym jak tańczyły pary wtedy 20 lat temu a teraz. Kiedyś było jakby śmieszniej, więcej fanu, dystansu do siebie. Było też mniej pretensji i dyskusji z jurorami, chyba w ogóle nikt nie śmiał. Romanse były – a jakże, ale niejawne, albo ujawniały się dopiero po programie i chyba były bardziej niewinne…Dzisiaj te wszystkie pary tańczą podobnie. Wszystkie opowieści taneczne są w tym samym stylu. Jest jakiś przesyt akrobatyki w stosunku do kroków tanecznych.
Wszystkie kobiety mam wrażenie muszą być podnoszone, obracane do góry nogami – te najstarsze też… Wszystko jest w porządku gdy w układzie są kroki taneczne i figury, które są wykonywane zgodnie z techniką – wtedy można dołożyć szpagat czy gwiazdę, zdecydowanie słabo jest gdy tancerka nie ma techniki czyli jak to się mówi ledwo stoi na nogach i 2/3 jej choreografii stanowią podnoszenia i pozy taneczne. Tak nadrabiają tancerki z małymi umiejętnościami i te starsze. Radziłabym brać przykład z Grażyny Szapołowskiej, bo to była dama na parkiecie.
Śmieszny na parkiecie i oryginalny jest chyba tylko Tomasz Karolak, dlatego obstawiam, że jeszcze trochę pozostanie w programie.
Zachwyciło tango Sary i Maurycego – elegancją, ciekawą opowieścią i tym rozebranym imponującym męskim torsem.
Przykro też patrzeć na tę parę, która robi wszystko aby było głośno o ich romansie. Alarmuję, że z odcinka na odcinek jest coraz gorzej. Te ich opowieści taneczne mają fałszywą nutę, no robi się przekomicznie. Stają na głowie, aby podtrzymać ten zgiełk wokół siebie udzielając wywiadów, w których milczą w odpowiedzi na pytania. Czego tam już nie było: pocałunki, oświadczyny… Strach pomyśleć na co się jeszcze mogą targnąć. Na dodatek uparli się, że będą podążać tą dziwną drogą. Życzę powodzenia, ale w nie nie wierzę.
Bardzo ciekawie rozwija się taniec „czarnego konia” tej edycji czyli Kasi Zillman o pięknej twarzy bardzo przypominającej mi twarz Sharon Stone. Ma trudne zadanie, ale na razie podbija moje serce swoją uczciwością, talentem i ciężką pracą.
Jeszcze jedno: dobrze wytypowałam pierwszy „odpad” – czyli Ewę Minge. Tym razem postawiłam, że odpadnie Maja Bohosiewicz, ale łaskawy „kciuk w górę” organizatorów programu i porcelanowy jubileusz oszczędził ofiary.
Wszystko wskazuje na to, że będę wyczekiwać następnego odcinka i znowu – tym razem w październikowy niedzielny wieczór śledzić będę turniej tańca Gwiazd.

Marzanna Leszczyńska 2010 rok


Bardzo ładnie wygląda autorka tekstu na zdjęciu. Partner – mąż .
Razem – bomba !!!
Fajny tekst
Odnośnik zwrotny: Kryształową kulą w głowę… - Ideał ze Zgrzytem