Dr Robert Wójcik zabiera czytelników w tajemniczy, ale jakże pasjonujący świat poszukiwaczy prawdziwych skarbów. Dorośli nie różnią się od dzieci. Mają w sobie marzenia i pragną znaleźć się w świecie jak z bajki, tylko skrywają to w sobie. Większość dorosłych realizuje te poszukiwania czytając książki i dociekając prawdy, która potrafi być skrywana za niezliczoną ilością zamkniętych drzwi. Otwarcie ich to łamigłówki, ryzyko i poświęcony czas swojego życia. Wreszcie są praktyczni poszukiwacze uzbrojeni w detektor metalu , odwagę , wiedzę i gotowość na prawdziwe odkrycie np. ..złotego pociągu czy bursztynowej komnaty. ..Swoimi indywidualnymi przemyśleniami, dociekaniami i zaskakującymi wnioskami dzieli się dr Robert Wójcik . Jest to oryginalne, samodzielne i pozbawione sensacji spojrzenie na cały zgiełk i szum medialny wokół poszukiwań legendarnego złotego pociągu ze skarbami, który wyjechał 80 lat temu i nie wiadomo gdzie dokładnie jest – Marzanna Leszczyńska
Do słowa pisanego wprowadza clip ze znaną muzyką filmową i fotografiami Marka Kaźmierskiego, które pochodzą z Dolnego Śląska.
Naciśnięcie czerwonego prostokąta z białą strzałką na obrazie poniżej uruchomi krótki film.

dr Robert Wójcik zaprasza do lektury
Ochrona dziedzictwa archeologicznego, kulturowego, dzieł sztuki, kosztowności, jest niezwykle złożonym zagadnieniem i powiedzmy sobie szczerze – tajemniczym. Poszczególne jej aspekty znacząco się różnią, ale też na wielu płaszczyznach wzajemnie się przenikają. Artykuł jest poświęcony problematyce związanej z działalnością „poszukiwaczy skarbów”, która współcześnie stanowi jedno z największych zagrożeń oraz wyzwań dla materialnej spuścizny przeszłych pokoleń, którą zajmuje się archeologia i nauki pokrewne. Dlaczego tak to interpretuję – pewno dziwnie. Dlaczego ? – mam takie wrażenie, że lepiej czasami wiedzieć mniej niż więcej. Lepiej zachować pewne tajemnice – lub ich nie rozwiązywać.
Ale człowiek, który odkąd tylko uświadomił sobie własne przemijanie, dokładał wielu starań aby pozostawić ślad po sobie i swoich osiągnięciach, uczynkach – niestety – rzadko dobrych ( kiedy kierował się zyskiem i bogactwem) – czyli złych…
Ale na pewno są też prawi „poszukiwacze skarbów” – i chwała im za to. Podziwiam ich i w skrytości ducha – zazdroszczę. Dociekania, poszukiwania w wielu przypadkach nie prowadzą do celu – ale jest też wiele już opisanych i namacalnych prawdziwych zdarzeń – gdzie wytrwałość została nagrodzona…
Ktoś powie, że wakacyjny okres to taki „sezon ogórkowy” na różnego rodzaju sensacje. A jak już są związane z poszukiwaniem skarbów – przyciąga jak magnes. „Złoty Pociąg” czy Bursztynowa komnata – te skarby zagrabione przez hitlerowców ( tak do końca nie wiadomo kto zagrabił…) na naszych ziemiach – szuka od dziesiątek lat wielu poszukiwaczy skarbów. Poszukiwacze z grupy „Złoty Pociąg 2025” po raz kolejny sprawili, że o okolicach Wałbrzycha mówi się w Polsce w kontekście poszukiwań zaginionych skarbów. Legendy na temat niemieckiego złota w Polsce są jednak dużo starsze. Kiedy grupa poszukiwaczy „Złoty Pociąg 2025” ogłosiła, że otrzymała zgodę Lasów Państwowych na przeprowadzenie pierwszego etapu swojego planu, polska „gorączka złota” powróciła z pełną mocą. Ów plan zakłada jedynie „sprawdzenia terenu detektorami metalu w celu usunięcia wszelkich metalowych przedmiotów z obszaru badań”, ale dla wielu jest to nowa nadzieja. Mieszkańcy Wałbrzycha i okolic podkreślają, że o „Złotym Pociągu” ( trzech wagonach wypchanych złotem i kosztownościami) słyszeli od dziecka. Ileż to osób było już na jego tropie? Czy to legenda? Niemal każdy w niego wierzy, choć nikt go nigdy nie widział. Jest jak potwór z Loch Ness. Historia poszukiwań „Złotego Pociągu” jest o wiele dłuższa. Miała zacząć się w 1944 roku, gdy Trzecia Rzesza zażądała od ludności Dolnego Śląska, by zdeponowała oszczędności w bankach. Na „złoto Wrocławia” miało składać się ponad 50 dużych metalowych skrzyń oraz liczne mniejsze, drewniane… same skarby, obrazy, dzieła sztuki, sztabki złota…

W kwietniu 1945 roku wspominany ładunek miał zostać zapakowany na pancerny pociąg i ruszyć w kierunku Wałbrzycha, by umknąć przed Armią Czerwoną – sowietami. Pierwszy „skarbową gorączką” dotknięty został Tadeusz Słowikowski, który szybko zaczął zarażać nią swoje otoczenie. O złocie miał usłyszeć od Niemców, z którymi po wojnie pracował w kopalni w Wałbrzychu.
W latach 70. Słowikowski poznał kolejarza o nazwisku Schulz, który pracował jako dróżnik na 61 kilometrze . Od swojego poprzednika miał dowiedzieć się, że niektóre pociągi wyjeżdżały ze Świebodzic, ale nie dojeżdżały do Wałbrzycha… Nikt ich potem nie widział – znikały jak kamfora.
Dolny Śląsk, aż do 1944 roku uznawano za najbezpieczniejszy rejon III Rzeszy. W tamtym okresie nie docierały w okolice naloty bombowe, przeprowadzane przez aliantów w przemysłowych rejonach Niemiec od dwóch lat. W regionie krążyło wiele historii o ukrytych skarbach i dziełach sztuki. Najczęściej wskazywane miejsce ukrycia pociągu to 65. kilometr linii kolejowej Wrocław-Wałbrzych, w pobliżu zamku Książ i kompleksu Riese (Góry Sowie) – sieci podziemnych tuneli budowanych przez Niemców z udziałem więźniów. Co ciekawe – mało kto wie , że „Złotego Pociągu” szukało też wojsko w komunistycznych czasach na polecenie generała Jaruzelskiego – to były bardzo szeroko zakrojone badania. Ale one też nie przyniosły rezultatu.
Grupy poszukiwacza „Złoty Pociąg 2025”, ogłosiła, że otrzymała zgodę Lasów Państwowych na przeprowadzenie pierwszego etapu swojego planu, czyli sprawdzenia terenu poszukiwań detektorami metalu w celu usunięcia wszelkich przedmiotów z obszaru badań. Mimo entuzjazmu grupy poszukiwaczy, eksperci powątpiewają w możliwość odnalezienia „Złotego Pociągu”. – Rozsądek podpowiada, żeby w niego nie wierzyć. Ukrycie składu tak, jak chcą tego poszukiwacze w swoich marzeniach, wymagałoby istnienia dość dużych rozmiarów tunelu. Pociąg musiałby zostać do niego wprowadzony w odpowiednim momencie i to jeszcze w czasie wojny. Zawsze przy tego typu czynnościach są ( lub powinni być) świadkowie, powinny być też dokumenty. W historiach o „Złotym Pociągu” na nic takiego nie natrafiono. Prawdopodobieństwo, że taki tunel istnieje, jest bardzo małe, wręcz znikome. Jednak sama legenda „Złotego Pociągu” i jej nagłaśnianie może napędzać do działania, a z tego mogą płynąć pozytywne efekty. Przypominam, że w XIX wieku szukano Troi i wydawało się, że to jest jeden wielki mit. A okazuje się, że właśnie takie miasto odnaleziono… istniało , było – mimo, że wielu twierdziło, że to jest tylko legenda. I jak tu nie wierzyć w cuda i Opatrzność Boską ?
Jeszcze jedna ciekawa rzecz – co niektórzy uważają, że w „ Złotym Pociągu” też znajduje się Bursztynowa komnata” – ??? Nie mam pojęcia skąd te przypuszczenia. Reasumując – szanse na odkrycie są niewielkie, natomiast legendy jakiś sens mają, bo zachęcają do działania. Może nie „Złoty Pociąg” , ale coś innego, co jest równie intrygujące i ciekawe. Poszukiwacze występują pod nazwą „Zespół Złoty Pociąg 2025” zapewniają, że mają nie tylko precyzyjne dane lokalizacyjne, ale też dokładny plan działania. Nadleśnictwo Świdnica wydało zgodę na rozpoczęcie badań z „małym zastrzeżeniem” – poszukiwacze mogą korzystać tylko z łopat, szpadli i saperek. Mogą być używane tylko punktowo – do wykopów o maksymalnych wymiarach 30 na 30 cm i głębokości do 50 cm. O ciężkim sprzęcie nie ma mowy. Życzę im sukcesu w poszukiwaniach – ale osobiście mam inną teorię. Poszukiwacze podkreślają, że dysponują precyzyjnymi współrzędnymi GPS opisującymi przebieg i kształt tunelu. Ich oświadczenie brzmi „ Poprzez precyzyjne zlokalizowanie i opisanie tunelu punktami GPS, otrzymaliśmy realny obraz przebiegu tunelu kolejowego, jego krzywiznę, oraz kierunek jaki obiera i jest to kierunek w stronę Zamku Książ. Wewnątrz tunelu znajdują się dokładnie trzy wagony kolejowe (towarowe). Wewnątrz tunelu nie ma lokomotywy, oraz reszty składu kolejowego” No ciekawie się to wszystko zapowiada.
Na koniec o „ Złotym Pociągu ” i poszukiwaniach… Nie wiem czy wiecie drodzy czytelnicy, że komunistyczne polskie władze do poszukiwania poniemieckich skarbów powołały specjalne przedsiębiorstwo. Jak się okazuje rywalizowało ono z radziecką armią – sowietami ( NKWD) panoszącą się na Ziemiach Odzyskanych. Wciąż do dzisiaj nie jest jasne, jakie skarby odnaleziono. 15 lutego 1948 r. w Ministerstwie Przemysłu i Handlu została więc podjęta decyzja o powołaniu samodzielnego przedsiębiorstwa ( Przedsiębiorstwo Poszukiwań Terenowych – PPT) które zajęłoby się poszukiwaniem i eksploatacją – jak wówczas mówiono – poniemieckich remanentów, czyli dóbr pozostawionych przez poprzednich administratorów (okupantów) tych ziem. Chodziło przede wszystkim o zyski dla Skarbu Państwa. Przez dziesięciolecia wokół PPT narastały niezliczone mity, chociaż dokumenty nie dają do nich podstaw ( bo praktycznie ich nie ma). Czy celem Przedsiębiorstwa faktycznie było poszukiwanie poniemieckich „remanentów”, aby posłużyły odtworzeniu zdruzgotanej wojną polskiej gospodarki ? Pracownicy PPT byli zobowiązani do milczenia i nigdy z tego zobowiązania nie zostali zwolnieni. Nikt już z nich nie żyje … ginęli ( zostali zamordowani) w dziwnych okolicznościach. Co więcej – w dokumentacji tej instytucji brakuje setek m.in. niektórych protokołów z odkryć, opisywanych przez ówczesne gazety. Nie ma po nim śladu. Zarządzeniem Ministra Finansów z 30 marca 1950 r. PPT postawiono w stan likwidacji. Dokumentacja likwidacyjna została zniszczona, a w archiwach ciągle brakuje dokumentacji operacyjnej. Może gdzieś jest i może dlatego do dzisiaj nie wiemy w jakich okolicznościach został zamordowany Piotr Jaroszewicz- członek Komisji Wojskowej Biura Politycznego KC PZPR, nadzorującej Wojsko Polskie od maja 1949 ? Do dziś nie ma również odpowiedzi na pytanie, skąd – oprócz wymienianych w szczątkowej dokumentacji – zeznań świadków – czerpali wiedzę pracownicy PPT?
Na podstawie jakich dokumentów pracowali w Górach Sowich – słynnego kompleksu Riese – jednym z najbardziej tajemniczych miejsc z czasów II wojny światowej na terenie dzisiejszej Polski, gdzie Niemcy wykuli w skałach ogromne podziemne kompleksy tuneli i tam, w którymś z nich miał ( lub ma ) być „ Złoty Pociąg” ? A może jest coś, czego do dzisiaj nie wiemy i ktoś to skrzętnie ukrył ? Być może w brakujących ( prawdopodobnie zniszczonych lub przez kogoś zarekwirowanych) dokumentach znajdują się informacje o rzeczach i sprawach, których wtedy nie zamierzano upublicznić.
A tak między nami czytelnikami – jaka jest prawda ? Po II wojnie światowej i utracie na rzecz Związku Radzieckiego Kresów, na otarcie łez dostaliśmy ziemie leżące na wschód od linii Odry i Nysy Łużyckiej oraz część Prus Wschodnich. Mimo zakończenia wojny, na tych nowych polskich terenach zadomowiła się Armia Czerwona – Sowieci – bandyci. ZSRR uznał zajmowany obszar za swoją strefę okupacyjną. Rosjanie wywozili więc stąd wszystko, co uważali za wartościowe. Nie liczyli się z nikim i z niczym. Żołnierze przymusowego „sojusznika” traktowali wszelkie napotkane walory jako przynależne im łupy wojenne. Rekwirowali bez pardonu cenne przedmioty – nie tylko cenne – dla nich nawet muszle klozetowe były cenne. Zajmowali i „czyścili” uprzednio zdane magazyny. Wiedzieli dużo – mieli też bardzo dobre informacje od pojmanych jeńców – Stalin nie był tak głupi jak nam się wydaje. To, że był zbrodniarzem – wszyscy wiedzą – ale stworzył specjalną jednostkę , która się zajmowała poszukiwaniem skarbów na naszych terenach. A to, że lubił tzw. „sławojki” to fakt – miał wszystko zrobione w swojej łazience – ale jak twierdził w „sławojce” nikt go nie podsłuchuje … O Boże ! i ten zbrodniarz, cham i prostak decydował w Jałcie o układzie naszych granic – Polski.
Przykład specjalnej jednostki NKWD – 1 listopada 1947 roku oddziały gen. Pawła Batowa zapakowały po brzegi pięćdziesiąt wagonów z zamiarem wysłania ich ze Świebodzic do Związku Radzieckiego. Według list przewozowych transport zawierał wyłącznie mienie wojskowe. Jednak Urząd Likwidacyjny w Wałbrzychu postanowił to sprawdzić. Urzędnicy poinformowali o tym polskie Ministerstwo Przemysłu. Wiceminister Eugeniusz Szyr wydał zgodę na zatrzymanie pociągu w Kluczborku oraz przejrzenie jego zawartości.
I teraz najlepsze. Delegat polskiego rządu usłyszał od gen. Antona Sakowicza ze sztabu Północnej Grupy Wojsk, że w razie zatrzymania składu żołnierze zniszczą jego zawartość, żeby nie oddać jej Polakom. Po dziesięciu dniach negocjacji dowództwo PGW zgodziło się na częściową kontrolę transportu. Wykazała, że wywożono wówczas z Polski blachę aluminiową, drewno budowlane, meble oraz inne „niewojskowe” materiały. Pomimo nacisków tylko trzydzieści wagonów zawróciło do bazy w Strzegomiu. Sowietom udało się odprawić dwadzieścia wagonów. A co było w tych dwudziestu wagonach – strzeżonych przez oddział wyszkolonych czekistów ? – było ich z 50 . – Uzbrojeni po zęby. A przecież takich transportów z nowo powstającej Polski były setki, które wyjechały na wschód .
Pamiętajmy o jednym – tereny Dolnego Śląska, ludność niemiecka została ewakuowana niemal w ostatnich godzinach II wojny światowej. Tuż przed nadejściem sowietów. I wtedy nikt nie miał pojęcia o tym, że Dolny Śląsk nie będzie niemiecki. Przekonanie, że taki pozostanie, sprzyjało ukrywaniu wszystkiego, czego nie dawało się zabrać ze sobą, w nadziei, że będzie to można odzyskać po wojnie. I ten fakt sprawił, że tereny Dolnego Śląska zyskały po wojnie miano złotego eldorado , gdzie są skarby zakopane w głębokich tunelach – a kiedyś je odzyskamy … tak jak „Złoty Pociąg”
To wszystko jest dziwne i owiane jakąś tajemniczą legendą – ale jest w tym wszystkim dużo prawdy … Oby tym poszukiwaczom „ Złotego Pociągu” się poszczęściło – życzę im tego – jak poszukiwaczom Bursztynowej komnaty – która była i nikt nie podważa tego faktu – ale zaginęła …
Bursztynowa komnata powstała w XVII wieku na zamówienie pruskiego króla Fryderyka I, który w 1716 r. podarował ją carowi Piotrowi I Wielkiemu. Trafiła do Petersburga, a następnie do Carskiego Sioła. W 1941 r. została zrabowana przez Niemców, zdemontowana i przewieziona do Królewca. W 1944 r. ponownie spakowano ją do skrzyń i umieszczono w zamkowych podziemiach – to ostatnia potwierdzona informacja o jej losach.

Istnieją teorie, że spłonęła podczas bombardowania zamku, została zatopiona w Bałtyku, a może ukryta w jednym z wielu schronów lub sztolni na terenie III Rzeszy. Przez dziesięciolecia Bursztynowej komnaty szukano w różnych miejscach — m.in. na dnie Zalewu Wiślanego, w piwnicach pałaców i w starych bunkrach na terenie Polski, Niemiec i Rosji. Nigdy jednak nie znaleziono ostatecznego dowodu na jej istnienie po 1944 r.
I teraz sensacja – w Dziemianach na Pomorzu rozpoczną się odwierty i sondaż archeologiczny w miejscu, gdzie – według części pasjonatów historii – może być ukryty cenny depozyt z czasów II wojny światowej. Jak podaje Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Gdańsku, niektórzy poszukiwacze nie wykluczają, że może chodzić nawet o legendarną Bursztynową komnatę. W czasie II wojny światowej, pod koniec 1943 r., Niemcy utworzyli w Dziemianach poligon wojskowy dla SS (SS-Truppen Übungsplatz „Westpreussen” Konitz). W miejscowości znajdowały się również koszary tej formacji. Dotychczasowe poszukiwania ujawniły pod ziemią ceglany, otynkowany od środka zbiornik zasypany odpadami z czasów PRL. Obiekt ten wcześniej nie widniał na żadnych mapach…
Następna informacja …Bursztynowa Komnata to jeden z najsłynniejszych skarbów świata. Nieustannie rozpala wyobraźnię historyków, archeologów i poszukiwaczy historycznych znalezisk, poszukiwaczy skarbów. Aż chce się powiedzieć – lada moment może gruchnąć sensacyjna wiadomość. W lipcu 2024 ruszyły ponowne przeszukania bunkrów w mazurskich Mamerkach . Mowa o „skarbie nazistów”, którego szukała tam w latach 60. i 70. Służba Bezpieczeństwa po odkryciu tajemniczego niemieckiego listu z czasów wojny. Co do tej pory wiemy o Bursztynowej Komnacie i co naprawdę się z nią stało? Jakim cudem największa bursztynowa kompozycja jaka powstała w dziejach ludzkości, dosłownie wyparowała? A może Bursztynowej Komnaty po prostu już dawno nie ma? Nie inaczej – informacji jest tak dużo – Dlaczego to właśnie w bunkrach na Mazurach niemieccy generałowie mieliby ukryć Bursztynową Komnatę? Przypominam , że 29 kwietnia 2000 roku Niemcy zwrócili Rosji fragmenty Bursztynowej komnaty. Skąd mieli oryginalne fragmenty tego dzieła ? Mowa jednak tylko o komodzie i mozaice. Co się stało z resztą? Czy historia Bursztynowej komnaty może znaleźć finał właśnie w mazurskich Mamerkach ?
Bursztynowa komnata to skarb legendarny o którym słyszał cały świat. Jego wartość szacuje się na ok. 500 milionów dolarów. Historia Bursztynowej komnaty zaczyna się na początku XVII wieku, gdzie jak już wspomniałem – król pruski Fryderyk I zamówił u gdańskich mistrzów kompletny wystrój swojego gabinetu w podberlińskim pałacu Charlottenburg. Po 11 latach powstał pięknie zdobiony bursztynem gabinet o wymiarach 10,5 × 11,5 m, składający się z dwunastu płaszczyzn ściennych i dziesięciu fragmentów boazerii. Na wykonanie misternej instalacji zużyto około 5-6 ton wysokiej jakości bursztynu- niezwykle wysokiej…
Na koniec moje podsumowanie.
Drodzy poszukiwacze skarbów – szacun dla was , że szukacie. Ale ja mam inną teorię na temat „ Złotego Pociągu” czy Bursztynowej komnaty…
Powiem tak – hitlerowcy – naziści nie byli głupi – nigdy by nie zrobili czegoś takiego, żeby coś zasypać w jakiś tunelach – dlaczego – Kto to by wydobył ? Według mnie wszystkie kosztowności ze „ Złotego Pociągu” zostały wcześniej wywiezione i zdeponowane w odpowiednich bankach – ale o tym zaraz napiszę – gdzie. Druga sprawa – Złodzieje nie lubią się dzielić zagrabionym majątkiem. Jeżeli ktoś coś załadował w skrzyniach – to tylko mogli być więźniowe, których po załadunku szybko zlikwidowano. Następny etap – to likwidacja żołnierzy Wermachtu lub SS – oni tylko pilnowali załadunku – ale wiedzieli co tam jest. Ich było dużo w czasie takiej operacji – zlikwidowano ich – to zrobiono. Pytanie kto – chyba jakieś specjalne komando. Pozostają dowódcy , którzy tym wszystkim kierowali na rozkaz – pytanie – KOGO ? I w tym momencie wchodzi drugie „komando” – likwidują dowódców na rozkaz tego kto kradnie. Im mniej ktoś coś wie – tym lepiej dla nas. A dalsze drogi prowadzą do … Szwajcarii.

Druga teoria – jak już napisałem – Stalin nie był głupi, chociaż lubił „ sławojkę” . Wiedział doskonale jakie są skarby do odzyskania na obszarze odradzającej się Polski. I też miał specjalne elitarne oddziały do ich poszukiwań – i pewno wiele znalazł i wywiózł.
Do archiwów NKWD – nie dotrzemy jeszcze przez wiele lat. Niemcy też siedzą cicho – nie wychylają głowy. Ale jest jeszcze jeden wątek – Alianci – Amerykanie i Anglicy. Czy Państwa nie zastanawia jedna rzecz – dlaczego tylu nazistów, zbrodniarzy , esesmanów znalazło ciepłą starość w takich krajach jak Argentyna, Paragwaj, Boliwia, Urugwaj itp. czy nawet w samych Stanach Zjednoczonych ? Przecież oni musieli się wykupić za swoją wolność i dostanie życie do swojej naturalnej śmierci – nie śmierci na szubienicy czy przez rozstrzelanie po procesie. Ich było wielu – zbrodniarzy – którzy uniknęli kary. Czym się wykupili – zagrabionym złotem i kosztownościami i innymi tajemnicami. Wszystko na sprzedaż, wszystko można kupić. Jest zbyt wiele udokumentowanych informacji, o znaczącej liczbie nazistów, która wykupowała swoją wolność u Aliantów. Cena tej „wolności” i „spokojnego życia” musiała być bardzo wysoka. Przez przypadek nawet poznałem taką osobę, kilkanaście lat temu – w Polsce. On już nie żyje. A po wielu moich dociekaniach, poszukiwaniach – odkryłem jego mglistą przeszłość z czasów II wojny światowej…
Dla informacji na koniec – Szwajcaria od ponad dwustu lat nie uczestniczyła w żadnej międzynarodowej wojnie i ogólnie mówiąc była oazą spokoju w dość niespokojnej w tym czasie Europie. A mimo to historia tego kraju skrywała wiele intrygujących tajemnic, o których nawet sami Szwajcarzy nie wiedzą, bądź nie chcą wiedzieć. Jednym z takich tematów są pieniądze, które znalazły się w szwajcarskich bankach w trakcie II wojny światowej. Nie wspomnę już o złocie ofiar Holocaustu.
Wprowadźmy w tym miejscu pewne istotne rozróżnienie, jeśli chodzi o „złoto” nazistów, które w trakcie wojny znalazło się w szwajcarskich bankach.
Po pierwsze, było to dosłownie złoto pochodzące z oficjalnych transakcji pomiędzy Szwajcarskim Bankiem Narodowym (SNB) a Bankiem Centralnym Rzeszy w latach 1939-45.
Po drugie, były to konta obywateli Niemiec (w tym nazistowskich dygnitarzy, ale nie tylko) założone w prywatnych bankach w Szwajcarii w latach 1939-45.
Konta nazistów w szwajcarskich prywatnych bankach, a więc kwestia nr 2, wbrew pozorom jest całkiem nieźle udokumentowana i wyjaśniona, ponieważ już w 1945 roku sami Szwajcarzy przeprowadzili tajne dochodzenie w tej sprawie. Konkretnie mówiąc zrobiło to Szwajcarskie Biuro Rozliczeniowe (Schweizerische Verrechnungsstelle – SVSt), czyli taki międzybankowy organ kontrolny. Śledztwo skupiło się na zbadaniu kont obywateli III Rzeszy, które istniały w szwajcarskich bankach w maju 1945 roku. Wykazało ono, że wartość pieniędzy na takich kontach wynosi ponad 3 mld franków szwajcarskich (dla porównania: szwajcarski Produkt Krajowy Netto w 1945 roku to 13.8 mld franków szwajcarskich). Trzeba zaznaczyć, że kwota ta obejmowała jedynie aktywa pieniężne, nie uwzględniała natomiast dzieł sztuki i kosztowności, które znajdowały się w sejfach i skrytkach bankowych. A tych również musiało być niemało. Powołana Komisja Bergiera oszacowała, iż wartość takich precjozów ukrytych w szwajcarskich bankach prywatnych w 1945 roku wynosiła co najmniej 4 mld franków szwajcarskich.
SVSt stwierdziła, że ponad 60% z tych kont zostało założonych w latach 1939-45. Łatwo się więc domyślić, że należały do niemieckich firm i obywateli, którzy próbowali znaleźć bezpieczną przystań dla swoich majątków. Sporo kont należało do przedstawicieli władz III Rzeszy. Najbardziej znamienite przykłady to:
Arthur Seyss-Inquart – zastępca Generalnego Gubernatora Hansa Franka, potem Komisarz Rzeszy w podbitej Holandii; uznany za winnego zbrodni przeciw ludzkości i skazany na śmierć w procesach norymberskich.
Oswald Pohl – jeden z najwyższych dowódców SS i szef SS-Wirtschafts- und Verwaltungshauptamt, czyli urzędu zarządzającego wszystkimi obozami koncentracyjnymi; uznany za winnego zbrodni przeciw ludzkości i skazany na śmierć w procesach norymberskich.
Hjalmar Schacht – Minister Gospodarki Rzeszy oraz Prezes Reichsbanku w latach 1933-39.
Franz von Papen – ambasador III Rzeszy w Stambule podczas II WŚ (ten zgromadził przez sześć lat wojny na swoim szwajcarskim koncie ponad 800 tys. franków szwajcarskich i jest rekordzistą w tym panteonie).
…plus wielu polityków, prawników oraz przemysłowców blisko związanych z najważniejszymi osobistościami III Rzeszy, np. z Hermannem Göringiem czy Heinrichem Himmlerem. Sami Szwajcarzy podejrzewali, że właściciele kont są w rzeczywistości powiernikami pieniędzy swoich szefów.
Nie ustalono jednak pochodzenia tych pieniędzy. Nie oszukujmy się, było na to za późno, gdyż imperium Hitlera leżało w gruzach i spora część właścicieli kont już nie żyła. Ci zaś, którzy przeżyli, nie byli skłonni chwalić się, że ukradli te pieniądze zamordowanym w obozach czy na wojnie. Szwajcarskie banki nie mogły zamieść tej sprawy pod dywan, tak jak to uczyniły z aktywami ofiar Holocaustu, ponieważ o niemieckich kontach wiedzieli Alianci. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii poinformowali władze Szwajcarii, że wszystkie zagraniczne aktywa III Rzeszy oraz jej obywateli są łupem wojennym zwycięskich państw i szwajcarskie banki muszą je zwrócić w całości. Naturalnie bankierzy nie chcieli tego zrobić, ale zostali zmuszeni, gdyż Amerykanie zamrozili wszystkie konta obywateli szwajcarskich w bankach amerykańskich (w sumie ponad 4.5 mld USD). Koniec końców do Aliantów trafiła ponad połowa pieniędzy z niemieckich kont (ok. 500 mln franków szwajcarskich), a sporą część (ponad 120 mln CHF) szwajcarskie banki oddały w 1952 roku władzom Republiki Federalnej Niemiec. Warto jednak pamiętać, że Szwajcarzy nie upublicznili rezultatów śledztwa SVSt. Tak więc Alianci nie wiedzieli o jaką sumę naprawdę chodzi … chyba , że nie chcieli wiedzieć – bo ktoś dostał należną sumę za milczenie …
Drodzy Poszukiwacze Skarbów – szukajcie prawdy – proszę – czytajcie – dużo czytajcie w wielu bibliotekach i archiwach na świecie – jak tam ktoś was nie dopuści – to znaczy , że sprawa jest interesującą . Ja nie mam wykrywacza metalu w domu – ale mam starość na głowie – siwe włosy – to mój wykrywacz prawdy. W tajemnicy powiem, że wiem gdzie można znaleźć jeszcze jakieś skarby – ale to nie „Złoty Pociąg” czy Bursztynowa komnata…
Pozdrawiam
dr Robert Wójcik


” Piękna legenda i byłoby super gdyby pociąg kiedyś się odnalazł ” – Dolnyslask